Dodaj do ulubionych

Na rozdrożu

12.11.10, 15:45
Przede wszystkim cieszę się, że znalazłam to forum. Niestety, także mam problemy w rodzinie.
Jestem w związku nieformalnym od około 9 lat. Mamy 5-letnie dziecko. Oboje po 40-tce, pracujemy zawodowo.
Niby wszystko powinno się dobrze układać ale się nie układa. Problemem jest to, że mój partner jest człowiekiem kompletnie biernym życiowo a ja się czuję praktycznie jak samotna matka. O żyje z dnia na dzień, daje z siebie absolutne minimum a ja ogarniam dziecko, dom, staram się spinać wszystko do kupy.. Nie mamy wspólnych planów, nie wychodzimy razem nigdzie, na zakupy do knajpki, kina. Nie bawi się z dzieckiem, jeśli już to wówczas, gdy go o to poproszę albo jak mu wygarniam, że jest byle jakim ojcem... Nie uśmiecha się do niego, nie ma czułości, serca, cierpliwości, potrafi byś agresywny słownie. Jakby mógł w ogóle by sobie zajmowanie wychowanie dziecka odpuścił. Mały nawet nie chce się już z tatą bawić, ani nawet by zajmował się nim przed snem. Delikatnie podpytuję dziecko, czy chciałby się pobawić z tatą. Nie chce. Nie czuje potrzeby bycia z nim, nie tęskni i nie czeka kiedy wróci np. do domu po pracy. Choć potrafi spontanicznie powiedzieć "tatusiu kocham cię".
Dla mnie też nie ma serca, nie stara się a jeśli już, to na parę dni a potem znowu sobie odpuszcza. Nie jestem typem męczennicy ani nie chodzę z wiecznie skwaszoną miną. Muszę się uśmiechać dla syna, działać, po protu żyć, bez względu na okoliczności.
Ale nasze wieczory wyglądają tak, że on siedzi w jednym pokoju, ja w drugim, nawet nie mówimy sobie dobranoc kładąc się spać. Oczywiście każde w swoim łóżku. Przestał mnie pociągać także jako mężczyzna. Nie reaguje na moje prośby by zadbał o siebie... jego życiowa postawa także mnie do niego fizycznie zniechęca. Wiem, że mu na tym zależy ale ja nie jestem automatem. Próbowałam jakoś się zbliżyć do niego, rozmawiać... kiedyś nam to dobre wychodziło. Teraz widzę, że nawet tego nie chce. Zamyka się co raz bardziej.
Oczywiście były rozmowy, rozmowy, rozmowy. Była nawet terapia ale co z tego.
Mam wrażenie, że sobie już zupełnie nas odpuścił. Jest jemu dobrze, ma cztery ściany, własną kanapę i komputer. Nawet decyzję o tym co dalej z nami powierzył mi... Cokolwiek zrobię, on przecież "nie chciał". Co raz częściej doświadczam uczucia pustki, rozważam jakąś terapię dla siebie.
To nie jest zły człowiek. Może nie umie, nie potrafi z nami być. Ale czy to go usprawiedliwia? Brak decyzji, bierność, co raz większe oddalenie. Jaki ja obraz rodziny pokazuje naszemu dziecku??
Co mogę jeszcze zrobić - dla siebie, dla nas? Odejść zawsze można, tylko czy naprawdę nie można nic zrobić? Może gdzieś robię błąd i go nie widzę?
Dlatego chciałabym opinii z zewnątrz.

Obserwuj wątek
    • blue_romka Re: Na rozdrożu 12.11.10, 17:11
      Ważne pytanie: czy Twój partner zawsze taki był ("kompletnie bierny życiowo"), czy też stało mu się to jakiś czas temu? Bo to dwie różne sytuacje.
      Jeśli zawsze taki był (może nie widziałaś lub nie chciałaś tego widzieć), to cóż, trudno wymagać, by się zmienił. Nie oznacza, że jest gorszy, zły, po prostu inny. Życie z takim człowiekiem oznacza, że cała organizacja spoczywa na Tobie. Ale zazwyczaj taki bierny partner wypełnia powierzone mu zadania, czyli masz w nim pomoc. Po prostu trzeba mu, jak dziecku, mówić co ma robić. Przydzielaj mu zadania, np. jutro odbierz dziecko z przedszkola i pozmywaj. Pisz na kartce, jeśli nie pamięta. Jeżeli chcesz miło spędzić wieczór, to zamiast czekać na cud i obrażać się, że nie następuje, musisz sama zorganizować jakieś wyjście, czy fajny film dvd. Organizuj mu też czas z dzieckiem (w sobotę idziecie do zoo), a jeszcze lepiej wspólnie Waszej trójce. Co do okazywania uczuć, to możesz sama się przytulać i mówić przy okazji, że bardzo to lubisz (bez pretensji), moooże z czasem będzie to robił częściej.
      Natomiast jeśli facet się zmienił jakiś czas temu, to trzeba by się doszukać powodów. Zdziadział po prostu? Rutyna w związku?
      • bremia Re: Na rozdrożu 12.11.10, 17:40
        Dziękuję za odzew.
        Nigdy nie był typem życiowego tytana ale teraz, jak to określiłaś (chyba trafnie), po prostu zdziadział. Nie chce mu się chcieć.
        Sama także próbowałam się do niego przytulać ale mnie skutecznie do tego zniechęcił - nawet się od komputera, czy telewizora nie odrywał, czasem dorzucił "niewygodnie mi". Ile było o to próśb... ile można o to żebrać?
        Owszem, powierzone zadania wypełnia ale gdyby to było tylko to, to bym jeszcze jakoś zrozumiała. Tylko on nie dość, że nie zrobi sam nic, to kiedy ja coś zdziałam, na przykład pójdę z dzieckiem do sklepu i wybiorę próbki frontów do szafek w kuchni a potem proszę go, żeby może doradził... nie chodząc z kanapy potrafi wybrzydzać, dlaczego nie wzięłam innych próbników. Oczywiście, że go proszę o pomoc w domowych obowiązkach. Z bardzo różnym skutkiem. A z dzieckiem bawi się jak za karę. Często syn go denerwuje, a jest słodkim kontaktowym chłopczykiem.
        Nie wychodzimy nigdzie bo "dziecko jest małe i nie ma z kim go zostawić" co jest wymówką, bo mamy blisko dziadków i znajomych. Mam czasem wrażenie, że on wychodząc z nami (kiedyś jeszcze) po prostu się męczył, dziecko go denerwowało, ja go męczyłam... najchętniej do domu, kanapa, komputer i święty spokój.
        Ciągnięcie życiowego wózka z roszczeniowym i biernym człowiekiem jest możliwe, jeśli coś się w zamian jednak dostaje. A ja nie dostaję ani uczuć, ani czułości, pomoc jak mu się zachce i jak poproszę. W domu jest chłód i milczenie a ja już naprawdę nie mam siły o wszystko sama się starać. Nawet nie mogę powiedzieć, że przynajmniej z dzieckiem ma dobry kontakt.
        • jakaja01 Re: Na rozdrożu 12.11.10, 18:01
          Powiem Ci że Cię rozumiem, bo mój CHŁOP jest taki sam, na dodatek mamusia tak go wychowała (i do dzisiaj to w zasadzie robi) że on nic nie musi, bo ona robi za niego. Teoretycznie , bo oczywiście z nią nie mieszakmy (na szczęście). Ale za każdym razem jak on zostaje w domu z dziemi a ja idę do pracy to ona przychodzi, przynosi świeże bułeczki, bawi się z dziećmi. itd. A mnie kurw... trafia. Uzmysławiam sobie że mam męża maminsynka. On nie pójdzie z dzieckiem na plac zabaw (nigdy nie był!). Jak idzie z dzieckiem na dwór to faktycznie idzie do mamusi i ona się zajmuje dzieckiem... Nawet nie odgrzeje dziecku zupy, idzie do mamy. Jak mu mówię że mi toi przeszkadza, to on na to co mnie obchodzi gdzie dziecko je i czemu mi to przeszkadza... A znów za chwilę mówi że jestem wyrodna matka, bo nawet nie mam dla dziecka obiadu. On na zakupy nie chodzi, bo raz mówi że nie ma kasy, albo mu się nie chce, nic nie potrzebuje, a jak trzeba coś do jedzenia kupić dziecku to mówi, ze dziecko też nie musi tego jeść. Obłęd. A mi potem wytyka, czemu tyle wydałam kasy. Wspólnie nigdzie nie chodzimy (bo nie ma kasy), po co do kina jak jest TV, nawet na spacer ni idziemy, bo mu się nie chce. Woli siedzieć przed tv albo kompem i wszystko ma być tak jak on chce. Strasznie to męczące. Pozdrawiam Cię.
        • blue_romka Re: Na rozdrożu 12.11.10, 18:04
          A kiedy tak zdziadział? Pamiętasz ten moment? A może oboje sobie w pewnym momencie odpuściliście, a teraz Ty się opamiętałaś, a on nie? Bo w zasadzie to, co piszesz dość często się zdarza w związkach z dłuższym stażem, które coś kiedyś przeoczyły...
          • bremia Re: Na rozdrożu 13.11.10, 11:03
            To nie następuje z dnia na dzień. W którymś momencie moje rozczarowanie było na tyle duże, że odpuściłam. Postanowiłam jakoś żyć, mimo wszystko, bez oczekiwań, oglądania się na niego. Sądziłam, że może się opamięta. Ale on chyba tylko poczuł się zwolniony już ze wszystkiego.
            Mogę na niego liczyć jak jestem chora, czy dziecko zachoruje. Wówczas się sprawdza, pomaga. Wiem, że to bardzo dużo, tylko chyba za mało żeby na codzień nie zadręczać się i nie zmagać z codziennością? Syn co raz częściej mnie pyta dlaczego płaczę.
            Nie tak miało być.
        • enith Re: Na rozdrożu 12.11.10, 18:09
          > Ciągnięcie życiowego wózka z roszczeniowym i biernym człowiekiem jest możliwe,
          > jeśli coś się w zamian jednak dostaje. A ja nie dostaję ani uczuć, ani czułośc
          > i, pomoc jak mu się zachce i jak poproszę. W domu jest chłód i milczenie....

          No chyba sama sobie odpowiedziałaś na swoje dylematy. Partnera, który od zawsze był bierny, bo taka jest jego natura, nie zmienisz bez jego chęci, a tych chęci, jak widać, brak. Piszesz, że terapia (partnera, domyślam się) miała miejsce i też nic się nie zmieniło. Facetowi się nie chce starać ani dla ciebie, ani dla dziecka, a ty sama widzisz, że związek ten właściwie na żadnej płaszczyźnie nie przynosi ci już satysfakcji. Decyzja, co z tym zrobić, należy w tej chwili do ciebie, na biernego partnera nie masz już co liczyć (o ile w ogóle kiedyś mogłaś).
          • marzeka1 Re: Na rozdrożu 12.11.10, 18:21
            Rozumiem w takiej sytuacji twoje rozżalenie, ale w sumie to najbardziej chyba synka żal, bo dziecko coraz starsze i będzie rozumiało, że ojcu to w sumie zawadza. To, co cię trzyma przy kimś takim, bo to musi być straszliwie męczące takie codzienne życie z kimś takim?
            • nowy99 Re: Na rozdrożu 12.11.10, 22:44
              A może by tak zerknąć w historię, co takiego ekscytującego mąż widzi w komputerze.
              Dlaczego tak mnie to intreresuje? Bo mój mąż, informatyk z zawodu i pracuje w IT - po pracy komputera nie tyka. Nigdy tego nie robił i nawet na mnie się obraża, gdy choć chwilę siedzę przy kompie, i dzieje się to w stołowym, na laptopie, obok niego - już czuje się zazdrosny (nie o kogoś) i samotny. I tak jest u nas 11 lat mimo że nigdy tego nie egzekwowałam. A w akademiku, gdyśmy razem mieszkali na ostatnim roku studiów, to w duma pykał całe popłudnia i pół nocy - wtedy to zupełnie nieobiecująco wyglądało...
              Może też zobaczyłabyś, co go tak interesuje, co czyta w necie - często nawet podświadomie zaglądamy tam, gdzie znajdziemy odpowiedź na własne dylematy, pytania, gdzie inni mają podobnie - chyba zaglądnęłabym w jego wnętrze głębiej.
              • bremia Re: Na rozdrożu 13.11.10, 11:19
                Nie zaglądam mu do komputera i nie zamierzam. To jego prywatność, którą szanuję bezwarunkowo. Plądrowanie cudzej intymności, nawet w szlachetnym celu nie pomoże uzdrowić naszych relacji. Poza tym, komputer to przede wszystkim jego praca, którą b. lubi, a jeśli nawet wchodzi na porno strony lub robi cokolwiek innego - to są skutki nie przyczyny sytuacji w domu.
                • nowy99 Re: Na rozdrożu 13.11.10, 13:24
                  Nie wydaje mi się by komputer, to, co na nim robimy, czytamy był jakąś intymnością. Czy intymnością są książki, gazety, telewizja, radio - w których też wyszukujemy i plądrujemy i szukamy czegoś co lubimy?
                  Niektórzy mają poczucie bezwzględnej tajemnicy własnej torebki i nie pozwolą nawet partnerowi, by podał zeń np. portfel czy chusteczki. Ja nie mam takiego poczucia intymności skrywanej w torebce. Moja teściowa uważa za osobistą, skrywaną przed mężem, z którym przezyła ponad 40 lat, kwestię jej zarobków. Teść zawsze się synowi żalił, że nie wie ile zarabia jego żona.
                  Tak więc to sprawy umowne, te sfery intymne.
                  Nie miałam na myśli żadnego porno - zresztą mam do tego zdrowy stosunek, nie zabraniam nikomu, mężowi, choć sama mam inne fascynacje i zainteresowania. Myślałam bardziej o jakichś fascynacjach, czy to jak u mojego śledzenie do bólu, o każdej porze, losów Kubicy. Może jakaś fascynacja po prostu go wsysała i owładnęła, zakleszczyła w mackach, faceci mają tak, że jak się czymś zajmą, to do bólu, swojego i wszystkich wokoło.
                  Mój szwagier czyta książki w necie - do szaleństwa, a jego żona dostaje depresji od samotnie spędzanych wieczorów.
            • bremia Re: Na rozdrożu 13.11.10, 11:08
              No jest męczące. Bardzo. Jestem o krok od powiedzenie mu, żeby się wyprowadził... Boję się a jednocześnie brak mi sił na walkę o to, by w domu było dobrze.
              • marzeka1 Re: Na rozdrożu 13.11.10, 11:20
                Tyle że sama nic nie wywalczysz, do zmian w związku trzeba 2 osób. A trudno żyć i wychowywać dziecko "w emocjonalnej lodówce".
              • urquhart rozdroże oczekiwanych obrazów partnera(ki) 13.11.10, 11:33
                On się wyprowadził i zostawił Was w spokoju ?
                Opisujesz męża jedynie przez pryzmat jego zachowania do syna na którym zależy ci znacznie bardziej.
                Syn jest dla ciebie znacznie ważniejszą osobą w świetle tego co piszesz i jeżeli na codzień dajesz to TŻ do zrozumienia, facet odstawiony na boczny tor często pogrąża się w apatii i bierności. Urażony, odrzucony i odepchnięty widzi że w rywalizacji nie ma szans, trudno mu syna kochać, nic dziwnego że bawi się za kare i kiedy mu zlecasz bawienie się się z dzieckiem "irytuje go to i denerwuje".
                Co do komputera to on pewnie ma też marzenia ma oczekiwania jak powinna się zachwowywać i czego chcieć jego wymarzona partnerka i komputer jest oknem żeby takie kobiety zobaczyć, spotkać, a może nawet skontaktować. Oj, na pewno one o nie myślą i nie piszą o dzieciach ...
                On odbiega od twojego oczekiwanego obrazu partnera-ojca a ty od jego oczekiwanego obrazu.
                _____________________________________
                Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                • bremia Re: rozdroże oczekiwanych obrazów partnera(ki) 13.11.10, 12:07
                  To może tyć mylenie skutku z przyczyną. Boczny tor, niestety, sam sobie zafundował. Cierpliwości do dziecka nigdy nie miał, potrafił przy nim kląć, uderzyć je, pchnąć. Czy to także to wytłumaczysz frustracją i rozczarowaniem mną? A wymarzona partnerka powinna zadbać o niego, podziwiać i być chętna do łóżka nie zważając na to, jak jej obiekt podziwu się zapuścił i bez względu jak ją zaniedbuje na codzień. Uprzedzając replikę - tłumaczyłam delikatnie problem ze trzy lata temu, zachęcałam do siłowni, tenisa (lubił kiedyś), że brakuje mi czułości z jego strony, było wówczas jeszcze w miarę dobrze. Potem postawiłam sprawę jasno, że dla mnie to problem d u ż y. Perspektywa bocznego toru była jasno komunikowana od dawna. Jeżeli sposobem rozwiązania kwestii jest szukanie tzw. "pań" poza domem, to nie mam więcej pytań.
                  • urquhart Re: rozdroże oczekiwanych obrazów partnera(ki) 13.11.10, 12:33
                    bremia napisała:
                    > To może tyć mylenie skutku z przyczyną. Boczny tor, niestety, sam sobie zafundo
                    > wał.

                    Dziecko szczególnie syn, będzie typowo ważniejsze i bliższe dla kobiety niż facet, wiec boczny tor to ma z definicji a bierność może go na niego pchnąć jedynie mocniej i pogrążyć.
                    Ja sugeruje że bierność i apatia i niechęć do aktywności z dzieckiem to w twoich rozważaniach mylenie "skutku z przyczyną" z przyczyną moim zdaniem.

                    _____________________________________
                    Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                    • marzeka1 Re: rozdroże oczekiwanych obrazów partnera(ki) 13.11.10, 12:43
                      "Dziecko szczególnie syn, będzie typowo ważniejsze i bliższe dla kobiety niż facet, "- możesz wyjaśnić, skąd takie uogólnienie?
                    • bremia Re: rozdroże oczekiwanych obrazów partnera(ki) 13.11.10, 12:47
                      Sugerujesz zatem, że związek z biernym mężczyzną i męskim potomkiem nie ma szans przetrwania?
                      Nie tylko ja mam obowiązek refleksji nad związkiem i własną postawą wobec partnera. Wiem, co może przywrócić w miarę lepsze stosunki między nami ale tylko do następnego tąpnięcia. Idę na terapię, zrobić wszystko co w mojej mocy. Tyle mogę.
                      • marzeka1 Re: rozdroże oczekiwanych obrazów partnera(ki) 13.11.10, 12:53
                        No ale ja pojąć nie mogę twojego masochizmu, szczególnie w kontekście słów, jak partner traktuje swojego syna: niezwracanie uwagi, krzyki, bicie.
                        • bremia Re: rozdroże oczekiwanych obrazów partnera(ki) 13.11.10, 14:03
                          Gdyby tu nie było poprawy to by nie było powodu to mojego wątku. Wcześniejsza terapia wiele pomogła. Zauważ, że piszę w czasie przeszłym o uderzeniu czy wulgarności. Jedyne co pozostało to brak cierpliwości i niechęć do angażowania się w wychowanie. Nad resztą jakoś panuję. Bardziej teraz boli mnie chłód ojca niż jego agresja.
                      • urquhart Re: rozdroże oczekiwanych obrazów partnera(ki) 13.11.10, 13:14
                        bremia napisała:
                        > Sugerujesz zatem, że związek z biernym mężczyzną i męskim potomkiem nie ma szan
                        > s przetrwania?

                        Sugeruje że mylisz skutek z przyczyną i odstawienie na boczny tor przy męskim potomku jest trudnym wyzwaniem i przewartościowaniem dla meżczyzny jak i typowo kryzysowym momentem dla związku. Opisujesz jak taki kryzys się u was pogłębia z czasem.
                        Pamiętaj jednak że to wstydliwy problem i wypierany problem ze świadomości rywalizacji z własnym dzieckiem zależny od wcześniejszych przeżyć. Reakcja niechęci, bierności a i agresji na frustrację na to by wskazywała, więc raczej wymaga specjalisty żeby go zwerbalizować i rozwiązać.
                        _____________________________________
                        Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Na rozdrożu 16.11.10, 17:46
      Trudno, po tym co Pani napisała, znaleźć jakiś jeden lub dwa błędy w Pani postępowaniu, których korekta naprawi sytuację.
      Wygląda na to, że wraz z upływem lat w związku oraz wraz ze zmianami w nim ( pojawienie się dziecka ) partner zmienił się a kierunek zmiany przestał Pani odpowiadać. Zmiana partnera, jeśli takie założenie jest prawdziwe, nastąpiła w obrębie jego osobowości i charakteru. Ten sam proces dotyczy i Pani. Wzajemnie zmieniliście oczekiwania wobec stałego związku przypieczętowanego dzieckiem. Skoro nie pomagają rozmowy i nie pomogła wspólna terapia, to warto podjąć terapię własną. W niej Pani będzie się mogła przyjrzeć się głównie sobie. Co Pani wytrzyma, co może zmienić, jakie potrzeby wymagają zaspokojenia, czemu wybrała Panin takiego partnera. Czasem w związkach jest taki wzajemny taniec: jedno naciska, drugie stawia opór. Im nacisk większy tym opór rośnie. I odwrotnie. Znane prawo. Taki układ nie jest satysfakcjonujący i nie można w nim spędzić całego życia.
      Agnieszka Iwaszkiewicz

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka