Dodaj do ulubionych

Co byście zrobili

24.01.11, 15:42
Brat lat 40+, siostra i starzy rodzice mieszkają w jednym domu, każde ma swój pokoj, wspólna użyteczność reszty.
Siostra ma jaką-taką pracę "na etacie", brat zarabia na czarno, rodzice niewielkie emerytury.
Brat ma dobry fach w ręku ale od wielu lat lubił sobie wypić, ostatnimi laty okresy trzeźwości są krótsze niż alkoholowe ciągi. Jest zdegradowany zdrowotnie. Jest człowiekiem miłym i życzliwym gawędziarzem, nie jest agresywny. Gdy jest trzeźwy nie rozmawia z nikim w domu, na pytania odburkuje i lub je ignoruje, gdy wraca pijany z baru, zalany, purpurowy na twarzy, w zasikanych spodniach- potrafi gadać godzinami do kogokolwiek kto akurat jest w kuchni, szuka towarzystwa..
Wszelkie rozmowy, nakłanianie żeby poszedł się leczyć, żeby przestał pić, na terapię, do psychologa - ignoruje, odpycha, obraża się, bagatelizuje. Nie chce. Ucieka od tematu.
Równocześnie pogrąża się w piciu coraz bardziej i organizm mu już nie wytrzymuje - zaczyna mieć problemy z jakąkolwiek pracą zarobkową i utrzymywaniem się, zawala zlecenia.
Rodzice nigdy nie wymagali konsekwentnie dokładania się dzieci do utrzymania domu i kupowania jedzenia, sami starali się dac jak najwięcej od siebie zakładając że "przeciez dzieci są na dorobku"...w ten sposób, ci, którzy byli odpowiedzialni dawali do domu część zarobków za to że mieszkają i maja obiady a ci którzy nie byli odpowiedzialni olewali swój udział we wspólnych kosztach a korzystali jak wszyscy. Rodzice już są wiekowi i za chwilę trzeba się nimi będzie zajmować, zarządzanie domem, opłaty, przejęła siostra i - w żaden sposób nie może wyegzekwować pieniędzy od brata na jego utrzymanie w domu. Brat nie zamierza się wyprowadzić, nie zamierza płacić swojego udziału w kosztach. Bylo kilka ostrych rozmów na ten temat, które nie wywarły żadnego skutku oprócz tego, że znowu utknął w barze na kilka dni a potem kilka dni leżał w swoim pokoju w łóżku przed tv pijany. W barze pije "na krechę" a jak podłapie jakąś pracę to spłaca dług i przepija wszystko co zarobił. Matka zawsze dotąd wołała go do obiadu, albo mu zanosila jedzenie pod nos, żeby stanął na nogi. Po zdecydowanej krytyce takiego zachowania ze strony córki przestała to robić, ale bardzo cierpi musząc na to patrzeć co się dzieje z synem. Bo syn rozpoczął coś w rodzaju pokazowego "strajku głodowego". Nie jada obiadów w domu, może gdzieś w pokoju chowa chleb którym się żywi, ale nie przychodzi do kuchni gdy jest trzeźwy, jest siny na twarzy, trzęsie się jak galareta, śmierdzi, leży kilka dni w łóżku nie wychodząc do nikogo tylko do toalety. Dawniej w nocy po piciu szperał po kuchni i wyjadał resztki po obiedzie lub wędlinę z lodówki, teraz po awanturach by skończyl z piciem chyba tego nie robi, może coś jada w barze na kredyt albo po znajomkach-pijakach. Nikt nie wie gdzie i czym się żywi, możliwe, że chce się sam doprowadzić do śmierci, na oczach rodziny by masochistycznie rodzinie pokazać, od dawna wymyślił sobie, że on nie musi się wysilać w życiu bo będzie żył krótko tak jak jego dziadek (też nadużywał alkoholu i zmarł zaraz po 50tce).
Sytuacja jest patowa, bo facet nie chce się leczyć, nie jest agresywny by go próbować zmusić sądownie do leczenia, a swoim zachowaniem wykańcza nerwowo całą rodzinę a za jakiś czas wykończy tez finansowo.. Piciem się sam zabija, podkarmiać go i nie reagowac jak pije -to też przykładanie ręki do zabijania go, wyrzucić go z domu by wziął za siebie odpowiedzialność to właściwie też jak skazać na śmierć (20 lat picia zrobiło swoje i jego siły emocjonalne/psychiczne na odtworzenie się są marne), ubezwłasnowolnić i umieścić w zamkniętym ośrodku gdzie po wielu miesiącach pracy psychologicznej może coś by dotarło?-w naszym kraju nie ma takiej możliwości... Tu gdzie mieszka-jest to mała miejscowość gdzie wielu mężczyzn pije i kolegę do kieliszka zawsze znajdzie więc sam z nałogu nie jest w stanie wyjść... Rozchoruje się na tyle, że powoli umrze-matka umrze ze zgryzoty, że może źle zrobiła nie karmiąc go i nie wspierając w ten sposób...
Co robić.
Obserwuj wątek
    • mps61132 Re: Co byście zrobili 24.01.11, 16:14
      Przeczytałam,długie i zawiłe ale coś mogę napisać.Do przymusowego leczenia nie ma podstaw bo facet nie wyrządza po alkoholu krzywdy nikomu,nie okazuje agresji,bijatyki i wyzwisk więc nie ma podstaw do leczenia w zakładzie zamkniętym,a na siłę bez jego zgody nikt go też nie będzie leczył.Sam nawet jak się weźmie w garść,chodź wątpliwe,to i tak "przegra" bo w koło ma "kolegów jak magnez do picia".Można go wziąć na badania morfologi,tak mu powiedzieć,że się martwicie i żeby poszedł,a pielęgniarce powiedzieć żeby zrobili badania wątroby bo podejrzewam że już może mieć uszkodząną wątrobę albo początek marskości.Jeśli ma,to powiedzieć mu,to go moż na tyle wystraszyć że albo chocież na jakiś czas odstawi i zobaczy jak żyje się bez alkoholu albo całkiem się zniechęci.Znam przypadek,który w takiej sytuacji podziałał na faceta tak strachliwie że odstawił alkohol definitywnie bo się bał o życie.
      A po drugie to mojej koleżanki ojciec żył tak jak twój brat,wypisz i wymaluj i facet przegrał życie rok temu bo nie umiał odstawić i wątroba nie wytrzymała,miał lat 50+.
      POZDRAWIAM
    • tully.makker Re: Co byście zrobili 24.01.11, 16:48
      Znaczy jeszcze 10+ lat maja sie z nim meczyc?
    • enith Re: Co byście zrobili 24.01.11, 17:46
      Brat postanowił zapić się na śmierć i nikt, ani siostra, ani rodzice nie mają mocy sprawczej, by go od tego zamiaru odciągnąć. Wątpię, czy da się cokolwiek zrobić, skoro brat skutecznie i konsekwentnie odmawia pójścia na terapię. Z domu go nie wyrzucicie, bo przecież matce serce by pękło, więc pewnie pozostanie tak, jak jest do czasu, gdy brat umrze. Rozumiem, że ty jesteś tą siostrą? Myślałaś o wyprowadzce z tego domu? Założeniu własnej rodziny?
    • blue_romka Re: Co byście zrobili 24.01.11, 20:45
      Facet jest dorosły, ma wolną wolę i robi co chce. Jeśli przy tym nie krzywdzi innych, to nic się nie da zrobić.
      • dydaki Re: Co byście zrobili 25.01.11, 11:51
        Żyje na koszt innych, nie dokłada się do kosztów utrzymania domu ani wyżywienia. Nie da się dla jego pokoju założyć oddzielnych liczników ani zamurować dostępu do kuchni...Sam zarabia na alkohol bo jeszcze jest w stanie czasem pracować..na nic więcej.
        • majgug Re: Co byście zrobili 25.01.11, 13:13
          ale kim ty jestes w tej historii?
          siostra? moze juz czas zaczac zyc wlasnym zyciem?
          dorosli ludzie moga zyc jak chca, jezeli decyduja sie zapic na smierc to nikt im w tym nie przeszkodzi.
          Rodzicom najwyrazniej nie przeszkadza utrzymywanie podstarzalego alkoholika - rowniez ich prawo.
          • dydaki Re: Co byście zrobili 25.01.11, 13:40
            Siostra żyje tam własnym życiem bo dom docelowo jest jej (z opieką nad rodzicami i używalnością dla brata). Alkoholizm obciąża każdego kto żyje z alkoholikiem pod jednym dachem i chcąc nie chcąc ponosi się za akloholika koszty. Siostra nie porzuci swojego domu po to, żeby alkoholik mógł sobie w nim bezpiecznie żyć żerując na starych rodzicach, rujnując im ostatnie lata a siostrze doprowadzając do ruiny majątek.
            • drie Re: Co byście zrobili 25.01.11, 14:49
              Mysle, ze jest wazne byscie dali ogloszenie w lokalnej prasie, ze za dlugi brata rodzina nie odpowiada. Jako, ze adres jest wspolny moze w koncu jakis dluznik zapukac do siostry.
              Nie pamietam czy trzeba jeszcze jakos notarialnie to potwierdzic, i chyba trzeba ogloszenie powtorzyc w jakims odstepie czasu.
              Moge sie mylic, wiec osoby znajace temat prosze o sprostowanie.
              • annb Re: Co byście zrobili 25.01.11, 14:56
                za długi odpowiada dłużnik.
                Rodzina odpowiada dopiero po jego smierci, i tylko wtedy gdy ta rodzina przyjmie spadek bez żadnych zastrzeżeń.
    • aandzia43 Re: Co byście zrobili 25.01.11, 18:00
      Wbrew temu, co tu niektórzy piszą, są podstawy do leczenia przymusowego.

      "Poddanie się leczeniu odwykowemu jest dobrowolne. Jednak zgodnie z przepisami ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, osoba uzależniona od alkoholu może zostać zobowiązana do leczenia gdy w związku z nadużywaniem alkoholu powoduje rozkład życia rodzinnego, demoralizację małoletnich, uchyla się od pracy albo systematycznie zakłóca spokój lub porządek publiczny"

      Nasz bohater chyba spełnia te warunki?

      "Na badanie kieruje gminna komisja rozwiązywania problemów alkoholowych właściwa według miejsca zamieszkania lub pobytu osoby, której postępowanie dotyczy. Z wnioskiem do komisji o skierowanie osoby uzależnionej na badanie może zwrócić się każda osoba, która może udokumentować występowanie rozkładu życia rodzinnego, demoralizację małoletnich, uchylanie się od pracy albo systematyczne zakłócanie spokoju lub porządku publicznego"

      Trzy osoby z najbliższej rodziny jako świadkowie wystarczą. Facet nie ma szans skutecznie ściemniać przed obliczem szanownej komisji: nie ma stałej pracy, sądzę, że alkoholizm ma wypisany na obliczu, cała rodzina ma dużo do powiedzenia o jego wyczynach. Powinno pójść gładko. Jeśli zostanie skierowany na odwyk stacjonarny może być tak, że trzeba będzie długo czekać na miejsce. Dlatego warto już teraz rozpocząć działania.

      www.spes.org.pl/?module=tresc&id=357
      • dydaki Re: Co byście zrobili 26.01.11, 11:19
        Nie jest agresywny po alkoholu. Zdarzały się incydenty np zostawiony włączony gaz na kuchence w nocy po odgrzewaniu jedzenia... dobrze, że zbudzona ze snu matka zeszła do kuchni i zauważyła. Nie ma małych dzieci w domu gdzie "dobro dzieci" by można podciągać:-/
        A stanowisko np najbliżej mieszkającej kuzynki jest "przecież nie kradnie i nikogo nie zabił więc wszystko jest w porządku!o co wam chodzi"
        • aandzia43 Re: Co byście zrobili 26.01.11, 20:05
          A po co powoływać na komisję kuzynkę? Wystarczy siostra, matka i ojciec i to, że: nie pracuje, nie dokłada się do budżetu domowego, a miejsce zajmuje, z prądu korzysta, stanowi zagrożenie pożarowo-powodziowe, sika w gacie i śmierdzi. Tylko trzeba kupą, mości panowie, kupą; wyraźnie, na temat i dobitnie, nie brząchać coś tam niepewnie pod nosem.
          I nie pisz mi, że nic się w tej sytuacji nie da zrobić, bo ja wiem, że się da. Znam kilku facetów, których rodzina umieściła na odwyku zamkniętym za podobnie lajtowe przewinienia. Też nie było dzieci, ani małych, ani dużych i żadnej agresji. Tak się szczęśliwie złożyło, że ci faceci nie piją do dziś. Siądź na internet, znajdź maks informacji o działalności Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, znajdź taką komisję w swoim regionie, udaj się tam i zasięgnij języka na miejscu. Oczywiście zawsze można mieć pecha i trafić na "nie współpracującego" urzędnika czy psychologa. Ale jak na razie nawet nie próbowaliście.
          Acha, znajdź konkretne fora na interesujący cię temat.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka