pianino123
14.02.11, 00:41
Pisałam tu już trochę o sobie.
Jestem w związku od 10 lat, mamy wspólne dziecko oraz przychówek z poprzednich związków. Z ta tylko różnicą, iż moje dziecko jest już samodzielne życiowo i finansowo, (mój partner nigdy nie pomagał mi finansowo, wręcz odwrotnie był taki czas kiedy był na moim utrzymaniu). Natomiast dzieci mojego partnera są nadal na utrzymaniu rodziców.
Nie mamy wspólnych finansów, mieszkamy w mieszkaniu mojego partnera i on pokrywa koszty związane z utrzymaniem mieszkania i opłat za media. Ja natomiast finansuje nasze utrzymanie (jedzenie, pozostałe zakupy do domu, leki, utrzymanie zwierzaka, utrzymanie działki.) Nawet przy wspólnych wyjściach typu pizza czy lody to ja zawsze płacę rachunek. Przez kilka lat musiałam negocjować aby wreszcie zaczął dokładać się do utrzymania naszego dziecka. Nie jest to rozwiązanie jakie mnie satysfakcjonuje, ale jedyne jakie udało się osiągnąć w drodze kompromisu. Musze tu też dodać że nasze dziecko jest bardzo silnie emocjonalnie związane z ojcem. I tu dochodzimy do problemu/konfliktu. Dzieci mojego partnera (nastolatki) spędzają sporo czasu w naszym domu (co drugi weekend od piątku, i jeden dzień w tygodniu) w tym czasie wiadomo jedzą, piją, itp. natomiast mój partner jest na mnie oburzony gdy oczekuje od niego partycypowania w kosztach zakupów przed weekendem na który przyjadą jego dzieci. Dochodzi na tym tle do konfliktów czasami nawet ostrych. Jestem wpędzana w poczucie winy, że nie akceptuje jego dzieci, że jestem o nie zazdrosna itp. Ja natomiast uważam, że skoro rozliczamy się tak skrupulatnie to powinno dotyczyć to również jego dzieci i nie poczuwam się do finansowania ich pobytu.
Uważam również, że w takiej sytuacji mam prawo oczekiwać aby to co kupuje dla swojego dziecka będzie przeznaczone tylko dla niego.
Napiszcie jak jest u was, ktoś miał podobne problemy?
pozdrawiam.