29.03.11, 17:22
Mam kiepskie życie, fatalną pracę, kiepsko płatną. Moje małżeństwo nie istnieje, człowiek którego kochałam jest mi współlokatorem, interesuje się wyłącznie sobą i swoimi potrzebami. Nie odejdzie bo jest za skąpy. Za to mam dom na głowie, masę problemów i dziecko z autyzmem, którym praktycznie sama się zajmuję. I ryczę teraz, bo mąż odgrywając raz na ruski rok "troskliwego tatusia" doprowadził dziecko do takiego ataku szału, że stłukło moje ukochane perfumy, na kupno których decydowałam się prawie 2 lata, zawsze było coś ważniejszego. Jestem taka wściekła, że nie daję rady sama,że coraz więcej płaczę i żołądek mam zwinięty w supeł. Chciałabym chociaż dzień pożyć normalnie, nacieszyć się zdrowym dzieckiem, ogródkiem, wypić bez nerwów kawę i po prostu się nie martwić. Tak się żalę, może mi ulży.
Obserwuj wątek
    • kwasii Re: żale 29.03.11, 20:22
      Co z tego, ze sie wyżalisz, jak zaraz najdzie Cie znowu. Zreformuj swoje życie, bo te stany będą sie ponawiać i w końcu albo puścisz, albo popadniesz w odrętwienie.
      Twoj mąż prawdopodobnie ma mały styk i rzadki kontakt z dzieckiem. Pewnie go nie lubi. Zajmujesz się nim dłużej, częściej, wiec go znasz. On robi to z doskoku, a ze dziecko delikatnie mówiąc "trudne" to kazdy kontakt, nawet przy dobrym nastawieniu, wywołuje frustracje w przypadku niepowiedzenia.

      Fajnie byłoby, czy to w czasie urlopu czy jak, (zeby ekonomicznie bylo) zostawic dziecko zo jcem i wyjechac; do ordziny, na wiec, gdziekolwiek. Zliza sie do siebie, bo mąz zostanie podstawiony przed faktem dokonanym i silą rzeczy będzie musial sie dostaosowac
    • demonsbaby Re: żale 30.03.11, 07:31
      zastanawiałaś się nad zasadnością sztucznego utrzymywania takiego związku?
      Jak mniemam, opieka nad dzieckiem z pewnym stopniem niepełnosprawności (nie wiem jak "głęboki" autyzm ma twoje dziecko) wymaga zaangażowania w wykonaniu obojga rodziców. Współpraca między wami, jako partnerami, służyć będzie nie tylko własnej korzyści (odpoczynku, wsparcia, itp.), ale również sukcesom w rehabilitacji dziecka. Układ, który panuje między tobą a mężem wpływa na pewno negatywnie na odbiór świata przez dziecko, tym samym ciężko mówić o sukcesach w rehabilitacji, a jeżeli występują, to mogą być natychmiast niwelowane przez wasze zachowanie: ty zdenerwowana, załamana, z wahaniami nastrojów, ojciec mający wszystko w d..ie. Osobom mającym poprawny kontakt ze sobą w opiece szczególnie nad osobą autystyczną jest ciężko, bo efekty rehabilitacji przychodzą późno albo są mało widoczne. Mam w rodzinie młodego mężczyznę z autyzmem, którego terapia zaczęła odnosić skutki dopiero po "wyleczeniu chorej sytuacji w domu". Innymi słowy - rodzice musieli się rozstać, ponieważ ojciec nie dopuszczał do siebie dużego upośledzenia intelektualnego wówczas dziecka, a frustracje matki spowodowane biernością ojca i brakiem wyników w rehabilitacji - jej agresją. Skutki były opłakane, chłopiec wtedy stwarzał zagrożenie dla siebie i innych. Po unormowaniu sytuacji w domu - ten chłopiec zaczął reagować na terapie. Nie jest dziś samodzielny, ale mówi, potrafi się posługiwać sztućcami, nie wykazuje autoagresji i nie jest agresywny dla otoczenia.
      Jeżeli chcecie w tym kierunku osiągnąć sukces, musicie oboje przeprowadzić rozmowę dyscyplinującą co dalej. Możliwe, że kluczem będzie także dla was terapia i możliwość porozumienia się, w tym pełnego zaangażowania w opiekę.
    • blue_romka Re: żale 30.03.11, 12:55
      Pamiętaj, że są w Twoim życiu sprawy, na które nie masz wpływu (chore dziecko) i te, na które wpływ masz. Pierwsze należy zaakceptować, drugie zmienić.
      A więc związek- jest szansa uratowania go? Może idźcie do terapeuty par na konsultację, która pomoże Wam zdiagnozować kondycję małżeństwa i podjąć decyzję- ratujecie je czy nie. Szkoda życia na trwanie w nieudanym związku z partnerem w roli kuli u nogi.
      Jesteś przemęczona. Czy nikt nie może Ci pomóc w opiece nad dzieckiem? Mam na myśli rodzinę, przyjaciółkę. Może ośrodek dziennego pobytu, jakieś zajęcia terapeutyczne? Musisz wygospodarować dla siebie czas wolny na robienie tego, na co masz ochotę, bez tego długo nie pociągniesz.
      No i w końcu praca. Skoro jej nie lubisz i jest kiepsko płatna, to dlaczego jej nie zmienisz? Zacznij się za czymś rozglądać. Rozumiem, że jest ciężko, rynek pracy trudny itd., więc może nie od razu, ale w końcu na pewno coś znajdziesz.
      Pamiętaj, że swoje życie możesz zmienić tylko Ty sama.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka