Moja smutna małżeńska historia

15.05.11, 18:14
Witajcie !
Problem meczy mnie już 3 m-ce, nie daję rady i nie wiem co robić, praktycznie żyję z godziny na godzinę, bo nie wiem co mnie czeka. Moja historia:
Oboje z mężem mamy 31 lat, jesteśmy 5 lat po ślubie (7 lat znajomości) od początku mieszkamy razem sami, bez rodziców i wszystko dobrze się układało. Mamy też dwoje wspaniałych dzieci syn 4 latka i córeczka roczek. Od 3 m-cy nasz związek zmienił się bardzo. Relacje bardzo pogorszyły się. W lutym usłyszałam od męża, że on ma dość, że nie może ze mną wytrzymać, że w nim się coś wypaliło i potrzebuje odpocząć ode mnie i wyjeżdża na koniec świata (dosłownie na koniec świata). Nie ukrywam, że w ostatnim roku kłóciliśmy się parę razy, ale ja traktowałam to jako normalną kłótnie jak w każdym związku są dni lepsze i gorsze. Jak się okazało mąż męczył się bardzo, nie mówiąc mi konkretnie co go boli, tylko każda kłótnia kończyła się stwierdzeniem z jego strony „koniec rozmowy, daj mi spokój”. Gdy mi to powiedział byłam w szoku, nie wiedziałam co powiedzieć jak zareagować? Zapytałam więc co z dziećmi i nami? Powiedział, że pieniądze nam przyśle i jak przemyśli, ułoży sobie wszystko da znać, ewentualnie ściągnie nas do siebie. Zaniemówiłam, bo od dawna mąż wiedział ,że tam gdzie chce pojechać ja nigdy nie chciałam wyjeżdżać. Zapytałam „co w takim razie rozwodzimy się???” Byłam w szoku. Potem było już tylko gorzej, próbowałam walczyć o niego, bo bardzo go kocham i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Starałam się jak mogłam, próbowałam spokojnie rozmawiać, ale każdą naszą rozmowę on traktował jako kłótnie i twierdził, że pogarsza to sytuacje, że się wyprowadzi, bo tak będzie lepiej. Lepiej dla kogo??? Staramy się naszym problemów nie przenosić na dzieci ,ale ile mogę tłumaczyć 4- latkowi, że tata ciągle pracuje??? Mąż dużo pracuje do tego liczne szkolenia, które były mu na rękę, a ja zostawałam sama w centrum problemu, czyli domu z problemem i dziećmi. Było mi i jest nadal bardzo ciężko.

Kolejny przełom na złe to nowa znajomość jego z młodą dziewczyną o 11 lat młodszą, którą traktuje jak znajomą. Zdrady nie było-wiem to !!! Ale jak można powiedzieć takiej osobie, znając ją tydzień, że miedzy mną a nim od roku jest źle, że w małżeństwie mu się nie układa. Dziewczyna młoda i ... Pamiętam jak ja miałam 20 lat, co wtedy myślałam, uważam, że to było nietaktem z jego strony, że mówiąc to jej może zrobić jej niepotrzebną nadzieję. Odebrał to jako atak z mojej strony. Kiedy zauważyłam jak często utrzymują ze sobą kontakt na jednym z portali społecznościowych, co piszą do siebie (mąż kilka rozmów na czacie pokazał mi powiedziałam, że to nie p winno mieć miejsca i że powinien zerwać z nią znajomość, po pierwsze, że jest bardzo młoda, a po drugie, że to rani moje uczucia. Odpowiedział, że mu nie ufam i nie zerwie tej znajomości itd.... Bolało bardzo i boli. Potem zaczęłam dostawać anonimowe maile, że mam na nią uważać, że ona ma jakieś plany wobec mojego męża. Ktoś doskonale znał fakty tego co się dzieje. Kiedy informacja o ich „zażyłej znajomości” doszła do jej matki, rozpętała się wojna. Mąż stwierdził, że ona padła ofiarą, że jest niewinna a ktoś rozsiewa plotki. Nie zapytał jak ja się czuję, nie przeprosił, stwierdził jedynie, że sprawa rzeczywiście wymknęła się z pod kontroli. Dziewczyna też zapewniała mnie, że to tylko kolega, ale nie zdaje sobie sprawy jaka różnica wieku ich dzieli i już nawet nie chodzi o to, tylko, że mąż mam rodzinę, żonę i dzieci. Uważam, że gdyby ona była mądra dałaby sobie spokój. Dla mnie to ingerowanie w naszą rodzinę, naszą prywatność, choć pewnie zrobiła to nieświadomie. Zaprzeczyła, że nikomu o tej znajomości nie opowiadała, tylko skąd ten ktoś, kto napisał do mnie maile zna szczegóły tego co piszą do siebie, czy jak się spotkali by ona odebrała od mojego męża swój sprzęt sportowy, akurat wtedy gdy jak byłam na szkoleniu 300 km od domu (spotkali się ponoć przypadkiem w towarzystwie naszych dzieci). Na chwilę obecną mąż stwierdził, że wyprowadza się z domu, pracuje na zmiany więc czasem nie ma go 2-3 dni, ale potem wraca i jest normalnie z nami (je, śpi, bawi się z dziećmi itd), czy to jest wyprowadzką? Jest w domu, ale twierdzi, że się wyprowadził dawno. Obecnie jest na etapie wyjazdu za granicę w Europe, by zarobić pieniądze na życie oraz wyjazd swojego życia z nami lub bez.

To co ważniejsze napisałam nie da się wszystkiego. Cholernie źle mi, nie będę opisywać jak się czuję i jaki jest mój stan psychiczny, bo była by to kolejna strona. Dzieci trzymają mnie przy życiu, ale póki co każdy dzień jest pełen żalu, rozczarowania i bólu oraz czekania, co będzie za chwilę, co on powie, czy sprowokuje głupią rozmowę. Mam dość i nie mam już siły by walczyć, ogarnęła mnie totalna obojętność. Nie polecajcie terapii małżeńskiej, bo to nie wchodzi w grę-on się nie zgodził. Ale co zrobić dalej, nie chcę już teraz przekreślać tego związku, tego co przez tyle lat budowaliśmy ,a były cudownymi latami. Mamy też dzieci i kocham go, nie było też zdrady więc chyba watro ratować to co mamy.
Czy ktoś miał podobne przeżycia?

Kolejny etap z przed kilki dni:
Czy ja jestem przewrażliwiona na punkcie tej dziewczyny, ale czy robienie jej prezentów w formie książki oczywiście przez mojego męża oraz ukrywanie tego przede mną jest normalne??? Miała być szczerość w związku, a tym czasem kolejne ukrywanie faktu pewnie nic nie znaczącego, ale jednak faktem jest ukrycie tego. To chyba nie w porządku ???

2 dni temu:

Pomóżcie, nie wiem co robić mam totalnie dość Mam ochotę zadzwonić do tej młodej i powiedzieć jej co myślę, ona chce by mój mąż pomógł jej wyjechać do Londynu. Pisze do niego po nocach sms-y w porach bardzo późnych lub o 4 nad ranem? Spotkali się u niego w pracy, a ja siedziałam z dziećmi w domu-dowiedziałam się od męża o tym przypadkiem. Wcześniej nie miał zamiaru mi o tym powiedzieć.
Czy to w porządku,
Przerwać to?? Czy pozwolić by trawo i umarło śmiercią naturalną??
Mam naprawdę dość !!!

A dziś gdy rozmawiałam z mężem i powiedziałam mu że, nie życzę sobie ty jej pomagał w wyjeździe do Londynu i jeśli sam nie zerwie tej farsy - to ja z nią porozmawiam, powiedział, że myślał, że ja coś zrozumiałam i, że skoro tak to koniec !!!!

To wątki z kilku dni. Dziękuje jeśli dotrwaliście do końca.
    • mozambique Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 18:21

      wniosek1 - mąz cie zdradza od 4 -mcy z ową dziewczyną

      wniosek 2 - on nie chcce wyjdchac na koniec swiata tylko za granice , walsnie z ną, jest wo kresie zalatwianai wszystkiego

      wnioske 3 - nie wyprowdzial sie od ciebei , u ciebie dalej je i pierze, z nią tylko sypia

      wniosek4 - owe anonimowe donosy sa oczystwistoscią - to ona cie tym raczy - aby wymusic jego lub towją szybką reakcje - czyli rozwód

      wnioske 5 - nie wymagaj mądrosci od 20-latki - ona chce wyrwac chłopa, akurat tak sie skalda ze twojego

      dziekuje za uwage !
      • metamorphosis4 Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 18:33
        Nic dodać, nic ująć Mozambique.
        Tylko co biedna autorka ma począć. Dupek chce ją po prostu zostawić z dziećmi na karku, a sam uwije gniazdko i rozpocznie nowe, "lepsze" życie gdzieś tam...

        Ja chyba przede wszystkim wystąpiłabym o zabezpieczenie alimentów. Pytanie co będzie jak gość wyjedzie do kraju gdzie nie da się z niego tych alimentów ściągnąć.
        Może zagrać va bank i zniknąć na jakiś czas zostawiając dzieci? Trochę niekonwencjonalnie, ale może da do myślenia tatusiowi i jego nowej pani.
      • triss_merigold6 10/10 15.05.11, 18:37
        Nic dodać nic ująć.
        Wystąpiłabym o zabezpieczenie alimentacyjne.
        • simimi Re: 10/10 16.05.11, 22:10
          Dokładnie jak piszą przedmówcy.
    • sinsi Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 18:26
      Zostaw mężowi dzieci i sama wyjedź za granicę przynajmniej na 2 miesiące. A co. Też Ci się może zachcieć mieć dość, a pan nie zauważył że ma obowiązki w domu. I nie przypomni sobie dopóki nie dostanie dzieci na kolana i nie zostanie z nimi sam na sam.
      • grudniowa29 Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 18:35
        kurcze,strasznie przykra sytuacja.Ale ja na pewno nie zostawilabym dzieci pod opieka meza..Nie wyobrazam sobie w tej sytuacji, ze nie dosc, ze Mama ich "opuscila" to jeszcze byc moze ojciec bedzie sobie przyprowadzal panienke pod jej nieobecnosc do domu...Wiem, ze Go kochasz,wiem ,ze to trudne wszystko,ale ja wiem, ze w tej sytuacji bym sie uniosla duma i honorem i nie "zebrala " o jego milosc..Niech da kase na dzieci,niech sie z Nimi spotyka dla Ich dobra,ale to wszystko..Jestem pewna, ze Mloda go kiedys pewnie pusci kantem, a On zrozumie co stracil...Stracil to co ma najlepszeo w zyciu..ale wtedy bedzie za pozno...Chyba, ze Mu wybaczycie....
        ps naokol mnie rozpadlo sie wiele takich fajnych zwiazkow i zawsze Partner ,ktory tymczasowo sie zauroczyl potem strasznie tego zalowal...Najbardziej szkoda tylko dzieci, bo zawsze sa wpatrzone w obojga Rodzicow
        pps sciskam Cie mocno,trzymam kciuki by wszystko sie ulozylo...i maz albo sie otrzasnal albo niech spada...widocznie nie zasluguje na Was..:(
    • imasumak Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 18:55
      Twoje wiara w to, że Cię nie zdradził, jest niepojęta.
      Niestety Twój mąż ma romans i wszyscy dokoła to wiedzą, tylko Ty nie.
      Wystąp z wnioskiem o alimenty koniecznie jak najszybciej i to od razu z nakazem egzekucji.
      Szkoda mi Ciebie i dzieci. Drań bez krzty honoru :/
    • mozambique Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 19:01
      Kolejny przełom na złe to nowa znajomość jego z młodą dziewczyną o 11 lat młodszą, którą traktuje jak znajomą. Zdrady nie było-wiem to !!!

      A SKĄDŻĘS TAAKA PEWNA ?????????????????
    • one_berenika Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 19:08
      znam ten łomot emocjonlany kiedy takie rzeczy się dzieją bo przechodziłam przez to

      bardzo, ale to bardzo pomaga rozmowa z psychologiem

      mam też nadzieję, że masz przyjaciółkę, któej zawsze możesz się wypłakać

      moim zdaniem im szybciej zrozumiesz, że nie ma powrou do dawnego układu między Wami tym lepiej,bo wtedy Ty szybciej zaczniesz stawać na nogi, i szybciej zobaczysz, że życie jeszcze się uśmiecha - z chłopem czy bez niego

      a niech jedzie w diabły!

      a ze spraw przyziemnych też dopiszę się do rady dotyczącej formalizacji spraw pienięznych

      • verdana Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 19:19
        Być moze maż nie przespał się z tą dziewczyna, tyle, ze to niczego nie zmienia. Zdrada to nie tylko seks, to także zdrada emocjonalna, przeniesienie uczucia na kogoś innego. Powiem więcej - być moze ta druga zdrada jest bardziej mordercza dla związku, niż ta pierwsza.
        Moim zdaniem, nie ma już co ratować,. Koniecznie, przed wyjazdem męża, idź do adwokata i zapewnij sobie alimenty. Bo inaczej nie tylko zostaniesz sama z dziećmi, ale bez grosza.
    • one_berenika Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 19:16
      żeby było jasne: nie polecałam terapii małżeńskiej tylko indywidualną i zrobiłam to dlatego, że mam podobne przeżycia

      zeby budowac zwiazek musza sie angazowac dwie strony, w Twojej sytuacji zajmij się na razie sama sobą, a dziewusze i męzowi stawisz czoło jak będziesz gotowa
      • jolaud Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 20:15
        Dzięki wszystkim za wsparcie.
        Co do mojej pewności zdrady męża-jestem pewna, bo go znam !!! Natomiast zdrada psychiczna tak, uważam, że to jest zdrada psychiczna, mówiłam o tym mężowi, ale raczej nie zrozumiał co do niego mówię. On nie widzi problemu, twierdzi, że ja wymyślam.
        Mąż podkreśla, że owa nowa znajoma nie ma z nami nic wspólnego, bo przecież od roku jest źle, a ją poznał w lutym. Zastanawiam się nad terapią indywidualną, bo nie daję rady, a muszę dać dla dzieci. Mąż zapewnia, że jak wyjedzie będzie przyjeżdżał do nas często (raz na miesiąc minimum) by mieć kontakt z dziećmi, ale ja uważam,że planować można, a życie i tak je zweryfikuje. Sprawa jest świeża więc chyba nie warto tak od razu się rozwodzić, bo rozwód dla mnie oznacza koniec wszystkiego nie zamierzam wracać do tego,a on mówi, że może jeszcze się uda nawet po rozwodzie- śmieszne.

        Dziś też dowiedziałam się od niego, że te moje głupie domysły o owej znajomej to wpędzanie siebie samej w paranoje i że jego chce w to wciągnąć. W ogóle szkoda gadać.

        Może to głupie, ale mam totalny mętlik w głowie- zastanawiam się jednak czy mu tego całego wątku nie pokazać.
        • triss_merigold6 Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 20:21
          Trzymaj karty przy orderach tj. nie pokazuj wątku.
          Zabezpieczenie alimentacyjne nie oznacza rozwodu ani separacji.
          • jolaud Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 20:24
            Trzymaj karty przy orderach tj. nie pokazuj wątku.

            Jak mam to rozumieć?
            Przepraszam ,ale już nie myślę.
            • triss_merigold6 Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 20:31
              Nie mów panu mężu o żadnych swoich planach, wątpliwościach i dylematach, bo tylko dasz mu impuls do zniknięcia za granicą i nie zdążysz wyegzekwować kasy na dzieci. Proste. Na wszystko co kupujesz bierz rachunki i faktury, finanse sobie zabezpiecz, bo pęknięte serduszko to jedno, a proza życia z dwójką małych dzieci to drugie.
        • mozambique Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 20:30
          bo go znasz ????

          skor twój ukochany wali ci taki numer to znaczy ze go wogóle nie znasz
          • triss_merigold6 Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 20:33
            Się mu zrobiło face off?
            Cokolwiek mu się zrobiło to jeśli pan spieprzy za granicę to autorka wątku zostanie z dwójka dzieci na wyłącznym utrzymaniu, bo w hojność pana z nową lepszą miłością u boku nie wierzę absolutnie.
            • jolaud Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 20:43
              Jestem naiwna-wiem, ale nie chce wszystkiego przekreślać. Fakt nie poznaje własnego faceta,który w ciągu kilku miesięcy zmienił swoje podejście do życia bardzo. W głowie teraz raczej ma wodę zamiast mózgu. Ale mam nadzieje, że to chwilowy kryzys małżeński,chyba nie wszystko tak na początku trzeba przekreślać?
              • marzeka1 Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 20:47
                Tyle że jak masz 2 dzieci i perspektywę, że taki mąż może ci zwiać za granicę z nową panienką, to naiwność i wiarę, że się zmieni zostaw na później, najpierw zabezpiecz finansowo siebie i dzieci.
                Piszesz, że go znasz? A spodziewałaś się,że wywinie ci taki numer, pewnie nie. Bo ostatnim kutafonem musi być facet, który takie coś robi żonie z 2 małych dzieci- kutafonem do kwadratu.
              • triss_merigold6 Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 20:54
                Ktoś Ci każe przekreślać? Jesli panu zależy na Tobie i dzieciach to niech to udowodni zabezpieczając finansowo potomstwo na czas swojego ewentualnego pobytu za granicą. Po prostu daj mu szansę, żeby wykazał się przed sądem jakim odpowiedzialnym i troskliwym jest ojcem.
                • jolaud Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 21:04
                  Zapewnia, że zabezpieczy mnie i dzieci, póki co chce jechać tylko do Wielkiej Brytanii, by zarobić kasę na nasze życie, mamy trochę długów do spłaty, wierze, że będzie wysyłał pieniądze,choć sama bym ich nie chciała,ale są dzieci. A poza tym to twierdzi, że ta rozłąka może dobrze nam zrobić, by odpocząć od siebie (on tego potrzebuje ja nie), by jeszcze nie przekreslać wszystkiego.
                  • marzeka1 Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 21:19
                    Kobieto, przy 2 małych dzieci, jakiś tam długach i rozamorowaniu pana męża, wykazujesz się utratą instynktu samozachowawczego, gdy piszesz, że " wierze,
                    > że będzie wysyłał pieniądze,choć sama bym ich nie chciała,ale są dzieci."- jakie wierzę, jakie ufam w zaistniałej sytuacji?????
                    Panienka lat 20 wyjedzie z nim budować nowy i cudny związek, bez dzieci i zobowiązań i przy takim nastawieniu pana męza- obudzisz się z ręką w nocniku.
                    • jolaud Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 21:24
                      Czy w takim razie jest sens stanowczej rozmowy tą 20-latką i postawienia swoich warunków, iż nie życzę sobie by ze swoimi problemami wchodziła w moje życie?
                      • one_berenika Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 21:29
                        tez mialam taka malolate
                        nie da sie jednoznacznie odpowiedziec - przede wszystkim pan mąż powinien zrobić ruch

                        ALE nie w małolacie jest problem, nie w tym czy był seks czy nie, tylko w tym jak mąż traktuje swoja zone i w tym jak dalece ta zona pozwala sie zle traktowac

                        nie rob nic - zacznij od rozmowy z psychologiem i prawnikiem i pamiętaj ze masz jedno zycie i tylko od Ciebie (od tego co masz w głowie) zalezy czy bedzie udane czy nie
                      • noname2002 Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 21:31
                        Kobieto, ale czego Ty oczekujesz od obcej kobiety, w dodatku takiej która wie o żonie i dzieciach i Waszych problemach i jak widać w żaden sposób jej to nie przeszkadza?!
                        Mężowi postaw warunki a nie jej.
                      • marzeka1 Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 21:31
                        Ale ty dalej nie rozumiesz. Problemem NIE JEST ta 20-latka, to młoda, być może zadurzona panienka, a twój mąż, to on ma zobowiązania, żoną, dzieci i długi.
                        • kota_marcowa Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 21:36
                          "a twój mąż, to on ma zobowiązania, żoną, dzieci i długi."


                          Ale on jej jasno powiedział, że to koniec. I to nie raz. Tylko autorka nie chce przyjąc tego do wiadomości.
                      • rennie77 Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 22:14
                        jolaud rozmowa z nia nie ma sencu, bo to nie ona jest zrodlem problemu. zrodlem tego jest twoj maz.
                        masz dwoje malych dzieci, wiec tak jak radza dziewczyny wystap o zabezpieczenie alimentow i zacznij myslec o tym, jak dasz sobie rade, kiedy on zniknie z waszego zycia, bo on definitywnie do tego dazy.
                        oczywiscie zycze ci, aby twoj maz byl na tyle uczciwy, ze faktycznie bedzie przysylal pieniadze na dzieci. zycze ci, zeby po kilku miesiacach zrozumial, ze popelnil blad, ale ty musisz myslec o tym jak dasz sobie rade, jesli to sie nie stanie.
                        niestety odleglosc oznacza tez odrebne zycie. sama mieszkalam za granica i wiem co robia tam mezczyzni, ktorzy w kraju zostawiaja swoje zony. wiem tez, ze mezczyzni maja krotka pamiec, jesli chodzi o ich dzieci. mojemu eks starczylo jej na placenie na dziecko przez jakis rok.
                        jestes odpowiedzialna za swoje dzieci, ich zycie, ich przyszlosc, wiec badz rozsadna.
                        mi zreszta nie niepokoilaby tak bardzo roznica wieku pomiedzy twoim mezem a ta dziewczyna. tu chodzi raczej o roznice w doswiadczeniu zyciowym. on jest mezczyzna z zona i dwojka dzieci, ona dopiero wchodzi w zycie. na czym moze polegac ich 'kumplowanie'?
                      • roksanka_3 Re: Moja smutna małżeńska historia 11.04.12, 15:05
                        skoro ta małolata chce jechac do londynu, twoj maz do wielkiej brytanii, nie sadzisz ze raczej wybieraja sie w jedno miejsce? razem? mysle ze jak dojdzie do tego wyjazdu to raczej nie bedziesz miala czego ratowac i co liczyc na jego powrot, zreszta to i lepiej, tylko jak juz wspomniane bylo, zabezpiecz sie finansowo
                  • kota_marcowa Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 21:27
                    póki co chce jechać tylko do Wielkiej B
                    > rytanii,
                    by zarobić kasę na nasze życie,

                    I ty wierzysz, że on z młodą nie sypia? Gratuluję naiwności. Zaraz, zaraz, to gdzie on jej organizuje ten wyjazd? Do LONDYNU? Czy jesteś aż tak ślepa, że nie widzisz, że oni wyjeżdżają razem?
                  • mamitymi Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 22:30
                    podpisuje sie pod dziewczynami i mysle ze twoj maz ktory:

                    > chce jechać tylko do Wielkiej Brytanii, by zarobić kasę na nasze życie,
                    jakie WASZE zycie? Przeciez sam ci powiedzial ze z wami koniec

                    >on twierdzi, że ta rozłąka może dobrze nam zrobić, by odpocząć od siebie
                    Dobrze? Nie sadze. Bedzie sie tam angazowal w nowy zwiazek jako wolny facet, bo chyba tak sie juz czuje...

                    I jeszcze jedno przede wszystkim zabezpiecz sie finansowo, zazadaj alimentow na dzieci- to nie jest rownoznaczne z rozwodem. Chcesz na niego czekac to czekaj, ale mu nie ufaj! Moze o was szybciej zapomniec niz myslisz.
                    Zycze ci duzo sily.
                    P.S. Rozmowa z malolata nic nie da, twoja rodzina to nie jej problem.
        • laura_fairlie Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 22:43
          Co do mojej pewności zdrady męża-jestem pewna, bo go znam !!!
          mnie też się tak wydawało - a było to 17-lat znajomości, nie 7.
          Mąż łże w żywe oczy. Zostawi cię z dziećmi, bez pieniędzy na dzieci, za to z długami, które będziesz ty spłacała - obym się myliła.
        • ca.melia Re: Moja smutna małżeńska historia 07.10.11, 17:53
          jolaud napisała:

          > Dzięki wszystkim za wsparcie.
          > Co do mojej pewności zdrady męża-jestem pewna, bo go znam !!!

          błagam Cię, zaplułam monitor ze śmiechu. Guzik go znasz. Facet ma romas i ma cie gdzies, teraz tylko szuka pretekstu.

          Otwórz oczy Kobieto!!! Bo jesteś albo naiwna albo głupia. A matce dwójki dzieci to nie przystoi.
        • marsylvik Re: Moja smutna małżeńska historia 25.01.15, 17:35
          jolaud napisała:

          > Dzięki wszystkim za wsparcie.
          > Co do mojej pewności zdrady męża-jestem pewna, bo go znam !!! Natomiast zdrada
          > psychiczna tak, uważam, że to jest zdrada psychiczna, mówiłam o tym mężowi, al
          > e raczej nie zrozumiał co do niego mówię. On nie widzi problemu, twierdzi, że j
          > a wymyślam.

          Zrozumiał, zrozumiał. PTylko przerzuca winę na Ciebie. Z czasem sam w to uwierzy, ale na razie to Tobie tak wmawia.
          Znasz... Na końcu o znaniu napiszę, będzie bardziej zrozumiale.

          > Mąż zapewnia, że jak wyjedzie będzie p
          > rzyjeżdżał do nas często (raz na miesiąc minimum) by mieć kontakt z dziećmi, al
          > e ja uważam,że planować można, a życie i tak je zweryfikuje.

          Przynajmniej tu trzeźwo patrzysz. I tak trzymaj, on teraz trzeźwo ani obiektywnie na sprawę nie spojrzy, nie ma mowy.

          > Sprawa jest świeża
          > więc chyba nie warto tak od razu się rozwodzić, bo rozwód dla mnie oznacza kon
          > iec wszystkiego nie zamierzam wracać do tego,a on mówi, że może jeszcze się uda
          > nawet po rozwodzie- śmieszne.

          Nic śmiesznego. Postanowił, tak, już postanowił odejść. I zostawić sobie furtkę na wypadek, jakby się rozczarował. Czyli on Was zostawi, poużywa sobie, wróci albo nie (raczej nie) a Ty masz grzecznie czekać (skoro go tak kochasz).

          > Dziś też dowiedziałam się od niego, że te moje głupie domysły o owej znajomej
          > to wpędzanie siebie samej w paranoje i że jego chce w to wciągnąć. W ogóle szko
          > da gadać.
          >
          > Może to głupie, ale mam totalny mętlik w głowie- zastanawiam się jednak czy mu
          > tego całego wątku nie pokazać.

          Nie pokazuj. Absolutnie. Przyprzesz go tym do ściany, a wtedy będzie się bronił jak zastraszone zwierzę.

          Powiem tak. Wygląda na to, że Twój mąż jest zakochany. Nie w Tobie. Stan zakochania to coś mniej niż uczucie, a zarazem coś więcej. Zakochanie to nie miłość, pomaga tylko miłości się zacząć i bywa z nią mylone. Zakochanie jest bardziej podobne do psychozy, niż do miłości.
          Jest takie powiedzenie: w miłości i wojnie nie ma chwytów niedozwolonych. Mówi ono tak naprawdę o zakochaniu, niekoniecznie o miłości. Z praktycznego punktu widzenia jest to prawda o tyle, że osoba zakochana tak jak obca armia w czasie wojny zrobi wszystko, jest zdolna do każdej podłości w imię tego, co uważa za miłość. To jak choroba psychiczna, tyle tylko że nią nie jest. Nie leczy się tego. Ale nie możesz go teraz traktować tak, jakbyś go znała. Jeśli on traktuje Ciebie podle, planuje w imię miłości porzucić własne dzieci, to żeby się poczuć lepiej włączy w tym stanie wszystkie swoje psychologiczne mechanizmy obronne (większość z nich polega na oszukiwaniu samego siebie). A to jest dla Ciebie i dla Waszych dzieci groźne.

          Dlatego i ja i wiele innych osób tutaj uważa, że powinnaś zacząć od zabezpieczenia siebie i dzieci. Przede wszystkim finansowego.

          Po pierwsze, jak ktoś pisał, paragony. Zbieraj paragony, rachunki.
          Po drugie, nagrywaj, albo porozumiewaj się jak najwięcej na piśmie. Tak, żebyś miała na piśmie na przykład to, że to on się wyprowadza, sam z własnej woli, a wbrew Twojej woli. To sie kwalifikuje jako porzucenie rodziny i może wystarczyć do orzeczenia rozwodu z jego wyłącznej winy. O ile to udowodnisz, bo przed sądem on może wciskać kity, że to wspólnie ustaliliście, albo wręcz go wywaliłaś z domu.

          Nie zachęcam do walki. Przestrzegam, bo jest duże prawdopodobieństwo, że do niej dojdzie. Swojej siostrze prawniczce, która sporo takich sytuacji na sali rozpraw widziała nie dowierzałam, bo przecież "ja go znam". To tak nie działa... Poprawniej byłoby powiedzieć "ja go znałam, zanim jej nie poznał". Bo po tym jak się w niej zakochał, to się zmienił, w całkowicie obcego mi człowieka, którego nigdy bym nie pokochała, gdyby był taki kiedy się poznaliśmy.

          Może się opamięta... mała szansa... Ty raczej nic nie możesz w tym kierunku zrobić, jak sama widzisz, Twoje słowa rozumie teraz na opak. Możesz zrobić w innym, możesz zmiękczyć Twoje i dzieci twarde lądowanie w życiu, jeśli do rozstania jednak dojdzie. Więc zbieraj dowody "na wszelki wypadek", niekoniecznie zakładając z góry, że ich użyjesz. Ale zbieraj. Jak nie chcesz tego zrobić dla siebie, to zrób to dla dzieci. Przygotowuj się do samodzielnego życia, do tego, że jego obecne zapewnienia, że będzie Wam pieniądze wysyłać trzeba traktować tak samo jak przyjeżdżać z końca świata raz w miesiącu. Pewnie naprawdę w to wierzy, że tak będzie robił... ale jego wiarą i swoją ufnością dzieci nie wykarmisz.

          Życzę dużo siły, bo będzie Ci teraz potrzebna. Terapia - nie wiem czy konieczna, za to kontakt z psychologiem i wsparcie jakiego psycholog może Ci udzielić byłby teraz bezcenny. Być może nawet psychiatra w którymś momencie, jak będzie sił brakowało to może lekami wspomóc. Dobrze to przemyśleć już teraz, potem może brakować sił na decyzje typu "iść do lekarza" - serio. Przeżyłam to. No i na koniec, na pocieszenie - przeżyłam i mam się dobrze ;)
    • marianka_marianka Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 21:11
      Wszystko już napisano mogę Ci tylko współczuć, bo masz męża w którym obudził się Piotruś Pan. Podpiszę się pod Triss, że szczerość jest mocno przereklamowana.
      • verdana Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 21:43
        Tak, mąż chce odpocząć od żony. To ew. mogę zrozumieć.
        Ale jednoczesnie zostawia dwoje bardzo małych dzieci, najwyraźniej nie mając cienia potrzeby bycia z nimi, wychowywania ich, patrzenia jak rosną.
        Czyli ma swoje własne dzieci w ... Nie zalezy mu na nich. Watpię, czy da się uratować związek, z tak nieodpowiedzialnym i pozbawionych elementarnych uczuć facetem.
        • marianka_marianka Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 21:54
          verdana napisała:

          jednoczesnie zostawia dwoje bardzo małych dzieci, najwyraźniej nie mając cienia potrzeby bycia z nimi, wychowywania ich, patrzenia jak rosną. Czyli ma swoje własne dzieci w ... Nie zalezy mu na nich.


          O to to!
          Też o tym pomyślałam. Mnie jako matkę dwójki przedszkolaków najbardziej bolałaby codzienna nieobecność ojca w ich życiu.

          • kota_marcowa Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 22:10
            Mnie jako matkę dwójki przedszkolaków najbardziej bolałab
            > y codzienna nieobecność ojca w ich życiu.

            Nie na darmo nawet psycholodzy twierdzą, że ojciec dotąd kocha dzieci, dopóki kocha ich matkę. Oczywiście nie zawsze, ale przeważnie. Bardzo okrutne, ale prawdziwe.
        • mama_myszkina Re: Moja smutna małżeńska historia 16.05.11, 13:14
          Zgadzam się z Verdaną.

          Nawet jeśli małżeństwo się wypaliło, dorośli oddalili się od siebie (co przecież może się zdarzyć, serce nie sługa) to należy pamiętać, że sa dzieci. Pan zachowuje się jakby myślał, że to gra komputerowa, w której można żonę i dzieci wykasować i zacząć od nowa z czystą kartą.

          Rodzicem jest się zawsze, to nie jest coś, z czego można się wypisać.

          Natomiast pytanie Autorki wątku, czy mężowi 'pozwolić' na relacje z tą dziewczyną nie ma racji bytu. Nie ma, ponieważ Autorka nie ma władzy nad mężem. Nawet jeśli się sprzeciwi, mąż i tak zrobi swoje.

          Proponuję zaczać od ustalenia alimentów - do tego nie potrzeba rozwodu. Fakt,że mąż się wyprowadza i ma zamiar wyjechać za granicę jest wystarczającym argumentem.
          • renik_71 Re: Moja smutna małżeńska historia 16.05.11, 14:01
            Dziewczyny mają rację, pan mówi to co w danej chwili jest dla niego wygodne i oczywiście winę zrzuca na Ciebie, a siebie wybiela. Tak jest najczęściej, że winna strona obciąża tą nie winna twierdząc że ma się jakieś urojenia (przerabiałam to). Przedmówczynie dobrze Ci doradzają. Ja bym jeszcze pomyślała o wyrobieniu paszportów dla dzieci. Może to w tym momencie nie najważniejsze, ale później po co się ciągać po sądach, bo pan ma inną wizję albo jest nie osiągalny.
            • imasumak Świetny pomysł 16.05.11, 14:31
              O ile jeszcze ich nie mają oczywiście.

              renik_71 napisała:

              Ja bym jeszcze pomyślała o wyrobienu paszportów dla dzieci. Może to w tym momencie nie najważniejsze, ale później po co się ciągać po sądach, bo pan ma inną wizję albo jest nie osiągalny.
    • jagusiia Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 22:25
      Smutna historia, bardzo mocno Ci współczuję. Rzeczywiście Twój maz sie chyba mocno pogubił. Masz wspaniały charakter i podziwiam Cię za Twoją siłę i chęć ratowania małżeństwa a także za to, że jestes skłonna mu wybaczyć, choć tak bardzo Cię rani. Masz rację - nie ma co od razu myśleć o rozwodzie, jest jeszcze szansa, że mąz sie opamięta. Ja gdybym się znalazła w takiej sytuacji, chyba zamówiłabym Mszę Św na Jasnej Górze, tak czasem robią, gdy np mam chore dzieci, albo jakieś inne kłopoty. Albo nawet na miejscu, w parafii. Dla Boga nie ma nic niemożliwego. Choć po ludzku czasem wydaje się wszystko przegrane, skończone i nie do uratowania. Ja bym tak zrobiła. Przecież w końcu zawieraliście małżeństwo z postanowieniem, że na całe życie. Wiele małżeństw przeżywa problemy i czasem wielkie kryzysy, które udaje im się przezwyciężyć, czasem małżonek okazuje się niedojrzały, jak w Waszym małżeństwie, jest jednak szansa, że uświadomi sobie jaką krzywdę wyrządza swojej rodzinie; Tobie i dzieciom. Nie można z góry przekreślać takiej możliwości. Bądz dobrej myśli i zamów Mszę Św w intencji ratowania małżeństwa. Ja bym zamówiła na Jasnej Górze. Naprawdę, wiele razy doświadczyłam, ze dla Boga nie ma nic niemożliwego...
      • mozambique Re: Moja smutna małżeńska historia 15.05.11, 22:58
        a ty glupia jestes ?
      • orien Re: Moja smutna małżeńska historia 16.05.11, 10:39
        Ja Tobie wierze, ze dla Boga nie ma rzeczy niemozliwych. Ale ludzie tez maja wolna wole..:) i jak ow pan zdecyduje dac noge z malzenstwa, to go nic nie powstrzyma...
    • orien Re: Moja smutna małżeńska historia 16.05.11, 10:38
      Ja to widze tak:
      szanowny wspolmalzonek probuje ulozyc sobie zycie na nowo z jaks pania badz panna. Jednakze nie jest pewnien, jak to mu wyjdzie wiec trzyma Ciebie w obwodzie, na wypadek jakby cos mu nie wyszlo i mila gdzie wracac. Stad jego zapewnienia, ze potrzebuje czasu, by odpoczac od Was jako zwiazku, ale nic nie przekresla, no bo gdyby cos jednak nie wyszlo, to ma gdzie wracac.

      Ty, z kolei, ludzisz sie, ze przeciez on taki nie jest, probujesz to sobie jakos racjonalnie wytlumaczyc, i wychodzi ze ta trzecia to samo zuo. Jednak ja bym na Twoim miejscu skupila sie na mezu, bo to on Tobie przysiegal i to on robija wasze malzenstwo a nie ta trzecia.

      Zastanow sie, co chcesz od zycia. Czy chcesz wiazac przyszlosc z czlowiekiem, ktory jest takim asekurantem i tchorzem, ze nawet nie jest Ci w stanie powiedziec, ze zdradza Ciebie i wasze malzenstwo i ma gdzies dzieci, tylko mami, ze moze, ze kiedys (czytaj: jak mu nie wyjdzie z inna pania), bedzie mial gdzie wrocic i gacie bedzie mial poprane i miske zarcia przed nos postawiona.

      Zabezpiecz siebie i dzieci pod katem finansowym, bo jak to mowia "dobrymi checiami pieklo jest wybrukowane". Nie zostawiaj wszystkiego na "jakos to bedzie"...
      • jolaud Re: Moja smutna małżeńska historia 16.05.11, 11:11
        Dzięki bardzo za wszystko.
        Dziś próbowałam z nim rozmawiać, cały czas twierdzi, że to ja mam problem, że mu nie wierzę, iż ta dziewczyna jest tylko znajomą.
        • imasumak Re: Moja smutna małżeńska historia 16.05.11, 11:33
          Ależ on tak będzie twierdził, nie łudź się, że teraz odkryje karty. On chce teraz bez awantur i bezpiecznie ewakuować się za granicę. Z ową panną. Prawdy się być może dowiesz, jak się tam urządzi.
        • notting_hill Re: Moja smutna małżeńska historia 16.05.11, 11:41
          O, ja nie mogę..... Typowe do bólu, ze aż zęby bolą. A po jakiego czorta próbujesz z nim rozmawiać? Coś tu jest jeszcze do omówienia oprócz technicznych kwestii, ile dostaniesz pieniędzy i w jaki sposób zamierza wykonywać swoje rodzicielskie obowiązki?
        • orien Re: Moja smutna małżeńska historia 16.05.11, 12:19
          oczywisice, ze bedzie tobie wmawial, ze to TY masz problem. Ze to cos z Toba jest nie tak. I bedzie trzymal Ciebie przy nadziei, ze to wszystko sobie wymyslasz, ze to nie jest tak, jak myslisz. I moze wszystko wroci do stanu, jaki byl wszesniej, aczkowliek zalezne to bedzie od czegos, czego sam nie jest w stanie / nie chce Ci powieziec...

          I wszystko kreci sie wkolo twojego meza. Twoje potrzeby sie nie licza. Twoje uczucia sie nie licza. Liczy sie tylko on i jeszczer az on. on ciebie rani, i wmawia, ze to towoja wina.

          Pomysl, jak ty wasz zwiazek chcesz widziec w perspektywie kilku lat. oparty na niedomowieniach, braku komunikacji.

          Raz jeszcze, uwazam, ze twoj maz to asekurant, jak mu nie wyjdzie, zawsze moze wrocic do zony, i naklamac, ze to jej wina, bo wcale nie mial tego na mysli. Zastanow sie, dlaczego nie jest w stanie /nie chce mowic o konkretach typu dlaczego uwaza, ze nie czuje sie dobrze w waszym zwiazku, czy chce to zmienic i jak.

          On tylko sygnalisuje cos, ale interpretacje pozostawia tobie, a jak mu plany nie wypala, zawsze moze powiedziec, ze nie to mial na mysli. Jestes gotowa z tym zyc i tak zyc? A co z twoimi uczuciami, poczuciem wartosci, dziecmi?
        • blue_romka Re: Moja smutna małżeńska historia 16.05.11, 12:52
          Moim zdaniem zdecydowanie za dużo z nim gadasz. Wiem, że desperacko chcesz go zatrzymać, ale to na nic. Nie zmusisz go do miłości, do pozostania z Wami i to niezależnie od tego, czy już Cię zdradził, czy nie.
          • najma78 Re: Moja smutna małżeńska historia 16.05.11, 14:37
            Twoj maz cie nie kocha, nie szanuje twoich uczuc, zupelnie sie z nimi nie liczy, nie zalezy mu tez na rodzinie - takie wnioski nasuwaja sie po przeczytaniu twoich postow. Rodzaj asekuranta, ktory probuje wmowic ci wymyslanie problemow oraz prowokowanie czestych klotni, ktore zmusily go do odejscia, ktorego on nie chcial przeciez i dlatego wspanialomyslnie deklaruje, ze nawet po rozwodzie mozecie jeszcze do siebie wrocic - typowe:) Otworz oczy szeroko i zdaj sobie sprawe co sie dzieje. Dostawalas anonimowe e-maile informujaco/ostrzegajace o jego zwiazku z ta dziewczyna, byc moze od niego? Ty zadasz aby zerwal kontakty z kochanka (tak nazwijmy to po imieniu) a on ci mowi ze tego nie zrobi i ze ty niczego nie zrozumialas wiec to koniec - naprawde nie widzisz co sie dzieje? Chce wyjechac za granice i przyjaciolke zabrac ze soba - mowi ci to prawie wprost a ty chcesz ratowac malzenstwo, nie chcesz od razu rozwodu itd. Nie musisz brac rozwodu, ale odpowiedzia na jego zachowanie powinna byc szybka sprawa w sadzie o wyznaczenie alimentow na dzieci i ciebie oraz orzeczenie separacji i wystawienie pana za drzwi, albo mu to bedzie na reke albo go to otrzezwi, chociaz nie potrafilabym zaufac komus po takich wyczynach.
        • jolaud Re: Moja smutna małżeńska historia 16.05.11, 14:34
          We większości macie rację - nie zatrzymam go na siłę.
          Rozmową próbowałam mu podkreślić moje uczucia jak ja się w tym wszystkim czuję, że mam dość, że na prostych rzeczach nie potrafię się skupić itd. Nie ogranicza mi wolności sam mówi bym się z kimś spotkała, pojechała gdzieś, ale ja nie mam na to ochoty, nawet nie za bardzo mam z kim teraz, bo większość przyjaciół wyjechała i każdy ma swoje problemy. Zastanawiam się czy psycholog jest w stenie pomóc, myślę, że jemu bardziej by się przydał a nie mi, ale on
          w to nie wchodzi. A może to ja rzeczywiście przesadzam???
          • triss_merigold6 Re: Moja smutna małżeńska historia 16.05.11, 14:37
            Weź kobieto, trochę godności....
            • metamorphosis4 Re: Moja smutna małżeńska historia 16.05.11, 15:49
              To nie ma sensu Triss.
              Ona nic nie zrobi. Nawet do psychologa nie pójdzie. Będzie czekać aż pan wróci :(
              Pan wróci tylko wtedy, kiedy okaże się kompletnym nieudacznikiem i nie znajdzie innego wyjscia. Potem sobie do śmierci będą robić wyrzuty i jakoś to będzie...
              • imasumak Re: Moja smutna małżeńska historia 16.05.11, 15:53
                Dajcie spokój dziewczyny. Myślę, że ona jest oszołomiona tym wszystkim teraz, ale się ogarnie i pójdzie po rozum do głowy. Przynajmniej mam taką nadzieję.
          • imasumak Re: Moja smutna małżeńska historia 16.05.11, 15:33
            Kochana, on namawia Cię, żebyś się z kimś spotykała, bo nie chce, żeby w razie czego rozwód był z jego wyłącznej winy. Poza tym chce sobie oczyścić sumienie.
            Nie daj się wciągać w jego gierki, w ogóle nie dyskutuj z nim.
            Najważniejsze co masz teraz zrobić, to uporządkować sprawy finansowe i formalne (do uzyskania alimentów wcale rozwodu nie potrzeba - sam fakt, że mąż bez porozumienia z Tobą zdecydował o wyjeździe nie wiadomo na jak długo, jest wystarczającym powodem do wystąpienia o alimenty) i zadbać o siebie.
            • facet_1_0_0 Re: Moja smutna małżeńska historia 16.05.11, 22:21
              Dziewczyno zadaj sobie pytanie skąd my wszyscy się tu wzięliśmy???
              Jesteśmy raczej wszyscy po przejściach (ja bardzo świeżo) i powiem Ci jedno…
              Lekceważysz rady przedmówczyń i robisz ogromny błąd.
              Jestem facetem i dziś żyję, radzę sobie i potrafię się ogarnąć w trudnych chwilach tylko dzięki LUDZIOM z Tego Forum !!! Niektórzy z nich poświęcali czas również dla mnie i bardzo im DZIĘKUJĘ.
              Nie napiszę Ci nic nowego tylko tyle że przeczytaj swój wątek z wypowiedziami innych kilka razy uważnie i Dziewczyno uwierz w to co ludzie piszą bo coś dzieje się obok Ciebie.
              Moja rada:
              1. Nie rozmawiaj z małolatą bo zrobisz z siebie pośmiewisko (to po pierwsze)
              2. Przestań na ten temat rozmawiać z mężem i uśpij jego czujność . (bądź dobra dla niego)
              3. Ty natomiast masz zacząć interesować się mężem do maximum (ale dyskretnie)
              To wszystko póki jest jeszcze w zasięgu.

              Wbrew sobie, uczuciom które mówią Ci że to jest chore …zacznij robić to co inni ci radzą.
              To nie jest chore to nie film to brutalna rzeczywistość na podstawie której potem są właśnie pisane scenariusze do filmów.

              Jeśli nie wierzysz w to co piszą tu ludzie to zadaj sobie trud a zobaczysz że byłaś naiwniarą i rzeczywistość Cię zszokuje.

              Wrócisz na to forum i wszystkim którzy dla Ciebie się wypowiedzieli podziękujesz i przeprosisz że nie wierzyłaś a było dokładnie tak jak pisali ---zobaczysz----.
              Brutalne ale prawdziwe
          • demonsbaby rozsypałaś się 16.05.11, 18:50
            na drobne ... i wcale mnie to nie dziwi. Ciężko przyjąć rady - słuszne rady - do serca: "weź się w garść, trzymaj fason, nie łam się w kręgosłupie, gdzie twoja godność ... etc". Teraz tego nie zrobisz, w końcu życie ci się rozsypało. Ten etap towarzyszy każdemu, kto stał na rozstaju... jednak długość tego etapu i trwanie w wiecznym umartwianiu i nadziei zależy od nas samych... nikt i nic ci nie pomoże w odroczeniu decyzji, której się boisz. Za radą triss - zabezpiecz się formalnie przez sąd. Potwierdzam stwierdzenia obiektywnie tu wyłuszczone - twój mąż ma romans z ową siksą i nie wyjeżdża, żeby nabrać dystansu do siebie, ale zbliżyć się do niej ... wiem, że tego nie chcesz słyszeć, widzieć ani zrozumieć. W ramach uśpienia twojej czujności i nie zarzucania mu winy w kwestii rozpadu związku, wciska ci jakieś bzdurne tłumaczenia i pierze ci łeb, próbując obarczyć ciebie za ograniczanie mu wolności ... wiesz doskonale, że to bzdura, a tak ratuje się tonący przy chwytaniu brzytwy.
            Psycholog pomoże ci przetrwać deprechę, która wcześniej czy później ciebie dopadnie, zmotywuje do działań poprzez pomoc w dojrzewaniu we własnych decyzjach ... Dalej ty jesteś kowalem losu. Zmierz się z rzeczywistością i nawet na kolanach, ale posuwaj się do przodu. Dzieci ciebie potrzebują, ojca który przekreślił ich dom niebawem będą mieć daleko w tyle. Dasz sobie radę, to nie jest łatwe, ale staniesz na nogach. Nie pozwól sobie na tkwienie w melancholii i rozpaczanie, bo z życia poza jadem nic nie zostanie, a swoim zgorzknieniem będziesz zatruwać życie nie tylko sobie.
          • blue_romka Re: Moja smutna małżeńska historia 17.05.11, 08:40
            Nie przesadzasz, tylko próbujesz za wszelką cenę zrobić coś, co powstrzyma bieg wypadków. A moim zdaniem możesz już tylko czekać.
      • mellow Re: Moja smutna małżeńska historia 25.01.15, 14:45
        www.facebook.com/malzenstwo.nie zapraszam do lajkowania i uczestnictwa w forum o podobnej tematyce .To naprawdę nie forma spamu raczej propagowanie problemu na większą skalę
        • marsylvik Re: Moja smutna małżeńska historia 25.01.15, 17:40
          Heh... Temat mnie poruszył i dałam się podpuścić (czy raczej sama się podpuściłam) na odpisanie w tak starym wątku. Niefajne. Można było założyć nowy wątek? Można! Dlatego uważam to jednak za spam.
    • cherry-cherry Re: Moja smutna małżeńska historia 16.05.11, 23:32
      Maz po 3, 4 dni jak piszesz nie nocuje w domu tylko licho wie gdzie. Duzo pracuje i jezdzi na czeste szkolenia ;) Czyli klasyczne i stae jak swiat zachowania faceta, ktory nawet nie stara sie kryc romansu. A Ty mimo to jestes pewna, ze Cie nie zdradza. Bo on tak mowi, i bo ty go przeciez "znasz". No, podziwiam Twoj optymizm i morze nawinosci. Tak latwo poddajesz sie mezowskiego praniu mozgu. Tymczasem facet manipuluje Toba az kurz leci, ewidentnie ma romans, a te anonimy wysyla najprawdopodobniej jego laska.
      No i oczywiscie maz jest na wylocie, planuje uwicie sobie nowego gniazdka ze swoja siksa za granica, ale nie chce palic za soba wszystkich mostow. Dlatego mydli Ci oczy, ze moze kiedys jeszcze do was wroci, ze Was sciagnie do siebie itp. Taaak, moze wroci, jezeli mu nie wyjdzie z nowa lasencja.
      Wypisz wymaluj atrakcyjny Kazimierz i jego Isabell. Autorko watku, postaw sprawe na ostrzu noza, napisz pozew o rozwod z jego winy i o zabezpieczenie alimentow. Zamachaj mu tym przed nosem i wystaw definitywnie walizke. Nie ma prania gaci i stolowania sie u zony, jezeli facet dupczy na boku i planuje ewakuacje ze zwiazku!! I jezeli jest jakis sposob, zeby chlopina sie jeszcze opamietal, to jedynie Twoja twarda i lodowata postawa (a nie pokorne prosby zeby zostal oraz zapewnienia ze bedziesz czekala) moze wywrzec na nim trzezwiacy efekt. Nic innego.
      • amb25 Re: Moja smutna małżeńska historia 17.05.11, 08:14
        Zgadzam sie w 500%. Jeczeniem i proszeniem nic nie uzyskasz bo to on czuje sie panem sytuacji i w razie czego (gdyby mu sie z malolata nie udalo) zostawia sobie mozliwosc powrotu, na co ty, de facto, wyrazasz zgode.
    • bombalska Re: Moja smutna małżeńska historia 17.05.11, 09:58
      Kaz mezowi w*y*p*i*e*r*d*a*l*a*c. I rozmyslnie uzyj tego slowa. "Was" juz nie ma.
      Aha, i nie zapomnij dodac, ze dzieci bierze ze soba, bo w koncu je ma i jest za nie odpowiedzialny. I ze Ty tez wyjezdzasz na koniec swiata.
      A 20-latka nie jest winna. To on podjal decyzje o zdradzie.
    • mrsnice Re: Moja smutna małżeńska historia 17.05.11, 11:18
      TYPOWE. Klasyka męska.
      I typowe, ze żona odsuwa od siebie prawdę. Lepiej trzymać się ostatniej deski ratunku, że mąż nie zdradził. Choć wszystko, ale to wszystko o tym świadczy. Ewidentnie.
      Są dwa scenariusze. Wyjedzie z panienką, romans potrwa kilka miesięcy i go panna w d... kopnie. w międzyczasie zrobi z żony idiotke, że go podejrzewa że z panną mieszka. Potem wróci do żony i dzieci, twierdząc, że wszystko przemyślał, odpoczął i zaczyna z żoną nowe życie.
      A drugi scenariusz, że mu z panną wyjdzie na dłużej. moze jakieś dzieci z tego będą.
    • marynika44 Re: Moja smutna małżeńska historia 17.05.11, 11:29
      leczyc chory związek trzeba na poczatku choroby. teraz to można tylko wystawic fagasowi walizki i ratowac sie z dziecmi. lepsze dla nich wychowywac się tylko z matka niz patrzec na taka sytuację. W tej chwili mało zrozumieja i przyjmą za norme że taty nie ma na codzień. trzeba tylko zabezpieczyc alimenty i widzenia aby mama nie musiała dzwigac wszytkiego sama. Nie moge tez zrozumiec jak mozna bronic tej panny, przeciez wiedziała że facet ma rodzine a jednak wmieszała sie w ich związek... proponuję wniosek o rozwod z orzeczeniem o winie dla faceta.
      • evi85 Re: Moja smutna małżeńska historia 17.05.11, 13:27
        wiesz-ja-kiedys-tez-dalabym-sobie-glowe-uciac-ze-moj-maz-mnie-fizycznie-nie-zdradzi
        dzis-tej-glowy-bym-nie-miala
        tego-ze-on-mnie-nie-zdradzi-bylam-bardziej-pewna-niz-tego-ze-ja-molabym-to-zrobic

        jezeli-on-ma-juz-takie-plany-zeby-was-zostawic-to-na-pewno-ic-romans-to-nie-tylko-zdrada-emocjonalna-ale-cos-wiecej

        wizyta-w-poradni-na-teraz-a-najlepiej-juz-na-"wczoraj"
        sama-nie-dasz-rady-a-jeszcze-polebisz-i-utwierdzisz-w-przekonaniu-meza-o-"slusznosci"-jeo-decyzji

        wystap-poki-jest-w-kraju-o-aliementy

        (mam-zalana-klawiature-;/)
        • imasumak Re: Moja smutna małżeńska historia 17.05.11, 14:05
          evi85 napisała:
          (mam-zalana-klawiature-;/)

          Właśnie się zastawiałam na powodem nadmiaru myślników ;)
          • asiara74 Re: Moja smutna małżeńska historia 18.05.11, 18:58
            Rzeczywiście smutne to wszystko. Faceci to jednak sk...ny. Dzieci małe jeszcze bardzo więc dla nich łatwiejsze będzie rozstanie rodziców teraz niż za 5 czy 10 lat. Dla Ciebie to musi by skrajnie trudne, nie daj sie okłamywac bo samce są naprawdę w tym perfekcyjni a ty się pewnie jeszcze nie przejechałaś na żadnym. Siły i spokoju życzę.
            • verdana Re: Moja smutna małżeńska historia 18.05.11, 19:36
              Nie, facety to nie sq... Ten facet - tak. Inni - nie.
              • nowy99 Re: Moja smutna małżeńska historia 21.05.11, 00:05
                Tak, ten facet jest sq....
                Ja bym go, po takim wypraniu mi mozgu i takiej psychicznej rozwalce rodziny, juz nie potrafila kochac, ba nawet by mi sie nie chciwlo go opluc. Bo on jezeli juz czegos wart to jedynie oplucia. Dodam, ze jestem 12 lat w malzenstwie i nigdy nie przeszlismy takiego piekla, nawet namiastki. Czyli mozna inaczej, moze byc szczesliwie.
                Twoj facet to dramat, dramat twoj i jego dzieci. Kawal ch... Z niego. Gowniary mu sie zachciewa i jeszcze chorobe i urojenia ci wmawia. Jest z tych, co pod pregierzem nie maja odwagi sie przyznac. Moze wie, ze rozwod z orzeczeniem jego winy moze zrobic mu niemale kuku.
                Ja, po takim sajgonie psychicznym, zlozylabym wlasnie taki pozew, z orzeczeniem alimentow dla ciebie, dzieci. Tylko, ze ja w zyciu juz nie chcialbym sie z nim wiazac. Bo kwestia czasu jest powtorka z rozrywki, ten typ tak ma. On jest do odstrzalu, uwierz.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Moja smutna małżeńska historia 23.05.11, 08:29
      Pojawienie się młodej dziewczyny i Pani na niej skupienie, to tylko jeden i nie podstawowy wątek tej rzeczywiście smutnej historii. Ta młoda kobieta to raczej jej skutek.
      Wygląda na to, że mąż wycofał zaangażowanie z małżeństwa i rodziny, ma inne życiowe plany.
      Niestety nie odbyło się to równolegle do Pani zaangażowania w związek i to jest bardzo bolesne. Ale i bardzo częste. Tym bardziej, że Pani nie widzi konkretnego powodu. Tak nie ostre stwierdzenia jak: "coś się we mnie wypaliło" czy "muszę od tego odpocząć" dopełniają jeszcze bólu. Jeśli maż dodatkowo się nie wyprowadza, mają charakter znęcania się psychicznego, dają nadzieję bez pokrycia.
      Jeśli pomoc psychologiczna to dla Pani. Mąż, czy to jest naganne czy też nie, ma jasny plan więc jemu pomoc nie jest potrzebna. Może na razie kulawo go realizuje, ale wygląda na to, że w tym momencie nie ma wątpliwości
      Myślę, że warto pomyśleć o formalnych zabezpieczeniach. Na wszelki wypadek i po to aby odzyskać trochę kontroli nad sytuacją. To lepsze niż awantura z młodą kobietą. Agnieszka Iwaszkiewicz

    • sonia.x Re: Moja smutna małżeńska historia 25.05.11, 10:13
      Jolaud, jak się trzymasz ? Czy zaczęłaś już zabezpieczać siebie samą, lub przynajmniej to planować ?
      Pozdrawiam i 3mam kciuki
      • jolaud Re: Moja smutna małżeńska historia 25.05.11, 11:49
        Jak się trzymam, kiepsko. Nigdy się tak nie czułam. Nigdy nie wylałam tylu łez. Nigdy nikt mnie tak nie zranił.
        W domu ze strony męża czuję totalną obojętność. O cokolwiek zapytam odbiera to jako atak. Czuję się jakbym była z obcym facetem a nie ukochanym mężem.
        Co do zabezpieczenia się, może jestem głupią, ale wierzę, że mąż nie jest totalną świnią wybaczcie póki co wierze mu, wierzę, że przechodzi chwilowy kryzys i się otrzęsie.
        O alimenty w każdej chwili mogę złożyć pismo do sądu. Paszport starszy syn ma, a córeczka ma wyrobiony dowód osobisty. Czekam, cierpliwie czekam, ale cały czas rani i boli. Uważam,że póki jest w kraju jest czas na rozwód, a jak na razie jeszcze jest. Szuka pracy w UK, ale kiedy znajdzie nikt nie wie, wyjeżdża póki co do jednego z dużych miast w PL i tam będzie pracował tam też ma rodzinę więc jest się gdzie zatrzymać. Póki co utrzymuje nas, ale cholernie źle się z tym czuję. Mam nadzieje, że temat małolaty jest zakończony, choć czuje, że korci go i interesuje się jej sytuacją czy problemami - to cholernie boli.
        Pozdrawiam !
        • mozambique Re: Moja smutna małżeńska historia 25.05.11, 11:53
          JOla - czy ciebei trzeba kopnac prosto w twarz zebys otworzyla oczy ???

          facet wyjadza do inenego miasta bo temat malolaty jest zakonczony ??
          ty nie estes naiwna
          ty jestes głupia ???
          • jolaud Re: Moja smutna małżeńska historia 25.05.11, 12:23
            Tak, macie racje jestem głupia wiem.
            • ivoncja Re: Moja smutna małżeńska historia 25.05.11, 12:29
              jolaud napisała:

              > Tak, macie racje jestem głupia wiem.

              No to zrób z tym coś, żebyś kiedyś nie myślała o sobie w czasie przeszłym: "jaka ja byłam głupia..."
              • ivoncja Re: Moja smutna małżeńska historia 26.05.11, 11:39
                Zresztą, wszystko jedno, co o sobie myślisz- musisz być po prostu SILNA. Wiem, że to niełatwe i nie działa od pstryknięcia palcami- hop, od tej chwili będę silna. Zastanów się na spokojnie, co powinnaś zrobić, żeby Twoje dzieci jak najmniej ucierpiały na odejściu ojca- bo nie ma co się czarować, że to "chwilowy kryzys" i że mąż przejrzy na oczy. W tej chwili jesteś dla niego tylko wyjściem awaryjnym w razie, gdyby z tamtą jednak nie wyszło. Pomyśl o swojej godności i nie pozwól się tak traktować. Posłuchaj dobrej rady i przede wszystkim zabezpiecz dzieci finansowo. Tu nie ma co bawić się w skrupuły i mieć nadzieję, że może mąż nie jest AŻ TAKĄ świnią. Nie od dziś wiadomo, że nowe panie mają często ogromny wpływ na postępowanie facetów- nie mówię, że tak będzie w przypadku ojca Twoich dzieci, ale nie można tego wykluczyć. Nigdy nie wiadomo, jak się sytuacja potoczy i czy nie zostaniesz z dziećmi bez środków do życia, a w najlepszym przypadku ciężar ich utrzymania spadnie wyłącznie na Ciebie. Nie możesz do tego dopuścić. Tatuś zdecydował już, że odchodzi- weź to na klatę i nie daj się stłamsić, a przede wszystkim nie bądź żoną we łzach czekającą w progu na powrót pana. Głowa do góry, życie toczy się dalej, "twardym trza być, a nie miętkim".
                Pozdrawiam Cię i życzę Ci dużo siły i trzeźwego myślenia.
            • demonsbaby zaraz głupia ... 26.05.11, 11:08
              Jolu budzimy się ... czar prysł. Zostałaś sama na polu walki.
              Alimenty są obowiązkiem rodzicielskim spełnianym również w trakcie trwania małżeństwa w zgodności. Formalizacja ich przyznania w związku z opuszczeniem domu przez ojca ma prawo bytu również w trakcie trwania małżeństwa i nie musi wiązać się z separacją czy rozwodem... A i tutaj padają trafne hasła i bez przyczyny nikt tobie nie doradza o złożeniu pozwu w imieniu twoich dzieci. To nie ty, ale twoje dzieci zwracają się do sądu, żeby pan tatuś pamiętał, że ma na utrzymaniu dzieci. Póki jesteście małżeństwem ten obowiązek ciąży również wobec ciebie, w sensie przyczyniania się do zaspokajania potrzeb gospodarstwa domowego.
              Dziewczyno - czas się ogarnąć i walczyć o siebie, a nie codziennie umierać i się załamywać. Dzieci ciebie potrzebują - tatuś je olał.
            • szpil1 Re: Moja smutna małżeńska historia 26.05.11, 16:39
              jolaud napisała:

              > Tak, macie racje jestem głupia wiem.

              A ja mam wrażenie, że ci jest dobrze w takiej sytuacji. Upajasz sie swoim nieszczęściem, lubujesz się tym jak mąż cię traktuje i dlatego nic nie zrobisz.
            • mamapodziomka Re: Moja smutna małżeńska historia 26.05.11, 17:18
              No to ja sie troche wylamie z tego choru.

              Masz prawo miec nadzieje, ze twoj jeszcze-maz odzyska rozum i do ciebie wroci, masz prawo zachowywac sie tak, zeby go bron Boze do siebie nie zniechecic, nie ustalac alimentow, widzen z dziecmi, etc. Masz prawo zyc zludzeniem, ze twoj maz tylko pracuje w innym miescie, a tak ogolnie to jestescie razem. Bo w sumie dlaczego nie, jesli ci z tym dobrze?

              Tyle tylko, ze musisz wziac pod uwage fakt, ze ten kochajacy tatus wlasnie porzucil swoje dzieci, dobrowolnie wyprowadza sie do innego miasta, planuje wyjazd do innego kraju, a w dalszej perspektywie na koniec swiata. Jak sadze aktywne uczestnictwo w procesie ich wychowania go nie interesuje, nie mowiac juz o takich szczegolach jak to, ze dzieci potrzebuja ojca. Stad juz bliziusienko do wysnucia wniosku, ze skoro nie intereuja go potrzeby niematerialne dzieci, to i potrzeby materialne szybko przestana go interesowac, jak tylko dzieci znikna mu z horyzontu, a zapewne juz po drugiej przeprowadzce nie bedziesz znala nawet adresu.

              To wszystko nie ma w gruncie rzeczy wiekszego znaczenia, masz prawo zrezygnowac z kasy jeszcze-meza (OK, wiem ze to czy masz prawo rezygnowac z niej w imieniu dzieci jest sprawa dyskusyjna). Dzieciom jest wszystko jedno skad kasa pochodzi, od ojca, matki, dziadka, czy tez przysylaja ja ufoludki. Wazne jest to, ze jesli rezygnujesz z kasy to musisz miec jakis inny plan utrzymania dzieci na mniej wiecej dotychczasowym poziomie i to tak, zeby dzieci nadal mogly cie widywac, wiec praca po 14h na dobe i dlugie wyjazdy odpadaja.

              Innymi slowy, jesli swiadomie rezygnujesz z planu A (a robisz to w tym wypadku swiadomie), to musisz miec bardzo dobry plan B. Co wiecej, nawet dzialajac wg planu A, w przypadku twojego jeszcze meza, pracowalabym nad planem B. Bo nawet przy zasadzonych alimentach on sie moze na ten koniec swiata wyniesc nie podajac ci ani adresu, ani nawet kraju zamieszkania i potem szukaj wiatru w polu.
        • ivoncja Re: Moja smutna małżeńska historia 25.05.11, 12:21
          jolaud napisała:

          > Jak się trzymam, kiepsko. Nigdy się tak nie czułam. Nigdy nie wylałam tylu łez.
          > Nigdy nikt mnie tak nie zranił.
          > W domu ze strony męża czuję totalną obojętność. O cokolwiek zapytam odbiera to
          > jako atak. Czuję się jakbym była z obcym facetem a nie ukochanym mężem.
          > Co do zabezpieczenia się, może jestem głupią, ale wierzę, że mąż nie jest total
          > ną świnią wybaczcie póki co wierze mu, wierzę, że przechodzi chwilowy kryzys i
          > się otrzęsie.

          Wybacz, ale to co zrobił do tej pory, pokazuje, że JEST świnią. Co jeszcze musi zrobić, żebyś w końcu w to uwierzyła? Kobieto, otrząśnij się, bo zostaniesz z ręką w nocniku jak inne naiwne.

          > O alimenty w każdej chwili mogę złożyć pismo do sądu.

          Ciekawa jestem, jaka chwila wyda ci się odpowiednia- czy taka, kiedy zwinie manatki i po cichu wyjedzie za granicę?

          Paszport starszy syn ma,
          > a córeczka ma wyrobiony dowód osobisty. Czekam, cierpliwie czekam, ale cały cza
          > s rani i boli. Uważam,że póki jest w kraju jest czas na rozwód, a jak na razie
          > jeszcze jest. Szuka pracy w UK, ale kiedy znajdzie nikt nie wie,

          No właśnie, nikt nie wie... Może się okazać że znajdzie ją z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, a wtedy będziesz szukać wiatru w polu. Wydaje ci się, że będzie przyjeżdżał z UK na rozprawy??

          > wyjeżdża póki
          > co do jednego z dużych miast w PL i tam będzie pracował tam też ma rodzinę więc
          > jest się gdzie zatrzymać. Póki co utrzymuje nas, ale cholernie źle się z tym c
          > zuję.

          Z czym się źle czujesz? Z tym, że on was utrzymuje? To jego obowiązek i to on powinien się źle czuć z tym, że do takiej sytuacji doprowadził! Facet was OPUSZCZA i robi wszystko, żeby się z małżeństwa wymiksować, jednocześnie zapewniając sobie odwrót "w razie czego"- jest świnią i to wyrachowaną, naprawdę tego nie widzisz? Zainteresuj się, czy w tym innym mieście będzie mieszkał sam, czy może z tą małolatą właśnie, bo coś mi się wydaje, że temat nie jest zakończony.


          >Mam nadzieje, że temat małolaty jest zakończony, choć czuje, że korci go
          > i interesuje się jej sytuacją czy problemami - to cholernie boli.
          > Pozdrawiam !

          Nie chciałam się wypowiadać tak bezpośrednio i ostro jak Mozambique, ale ona niestety ma rację i ja też tak właśnie myślę- jesteś bardzo naiwna i niestety obawiam się że jeśli dalej będziesz siedzieć, płakać i liczyć na to, że mężowi się odmieni, to dostaniesz jeszcze takiego kopa, że się nie pozbierasz. A z drugiej strony- naprawdę przyjęłabyś go z powrotem po tym, co zrobił?
        • sonia.x Re: Moja smutna małżeńska historia 25.05.11, 12:59
          A przynajmniej uczęszczasz na wizyty z psychologiem, czy sama z sobą w swoim świecie to wszystko tłamsisz ?
          Błagam, więcej wymagaj od niego, bądź bardziej stanowcza i asertywna. On interesuje się problemami małolaty(??? o zgrozo...!) prawdziwy problem to stan rodziny jaki zaserwował dzieciom, rozbita żona, matka i wszystko czujące dzieci, biedne bo niewinne... :(
        • sonia.x Re: Moja smutna małżeńska historia 25.05.11, 13:00
          A przynajmniej uczęszczasz na wizyty z psychologiem, czy sama z sobą w swoim świecie to wszystko tłamsisz ?
          Błagam, więcej wymagaj od niego, bądź bardziej stanowcza i asertywna. On interesuje się problemami małolaty(??? o zgrozo...!) prawdziwy problem to stan rodziny jaki zaserwował dzieciom, rozbita żona, matka i wszystko czujące dzieci, biedne bo niewinne... :(
        • imasumak Re: Moja smutna małżeńska historia 25.05.11, 13:46
          Jak długo jeszcze pozwolisz, żeby Cię dręczył i trzymał w takim zawieszeniu?
          Ustaw do pionu faceta, bo najwyraźniej mu się priorytety pozajączkowały.
          A rozwodu nie musisz brać, jednak o alimenty masz obowiązek wystąpić, bo jako matka musisz zapewnić byt dzieciom.
      • sonia.x Re: Moja smutna małżeńska historia 25.05.11, 12:53
        A przynajmniej uczęszczasz na wizyty z psychologiem, czy sama z sobą w swoim świecie to wszystko tłamsisz ?
        • efi-efi Re: Moja smutna małżeńska historia 25.05.11, 22:06
          jolaud napisała:
          >>owa nowa znajoma nie ma z nami nic wspólnego, bo przecież od roku jest źle, a ją poznał w >>lutym
          - Macie roczną córeczkę, a źle jest od roku, od czasu urodzenia drugiego dziecka.
          Czyli co się wydarzyło?
          • jolaud Re: Moja smutna małżeńska historia 26.05.11, 18:05
            Efi-efi:
            To mąż twierdzi, że od roku jest źle, mówiąc mi o tym końcem stycznia. Byłam w szoku, bo tak tego nie odbierałam. Ja uważam, że źle jest właśnie od początku tego roku. Co się wydarzyło już sama nie wiem, nie nadążam nad tym. Nie mam pojęcia co on sobie w głowie myśli wiem, że bardzo się zmienił. TYLE!
            • ivoncja Re: Moja smutna małżeńska historia 27.05.11, 11:24
              jolaud napisała:

              > To mąż twierdzi, że od roku jest źle

              Jak dla mnie jest to niemal jednoznaczne z tym, że od roku ma kochankę i sam się przed sobą z tego faktu usprawiedliwia mówiąc, że jest źle- a że Ty tego nie widziałaś, to w jego oczach jeszcze gorzej świadczy o Tobie. "No co, w końcu skoro jest (mi) źle, to mam prawo mieć kochankę!" A potem takie dziewczyny jak jego "przyjaciółka" zakładają na tym samym forum tematy takie jak ten: forum.gazeta.pl/forum/w,898,125329661,125329661,Malzenswo_beznadziejna_sytuacja_Pomozecie_.html

              Jolu, wszyscy jak jeden mąż (a raczej jak jedna żona) tłumaczą Ci, że w tej sytuacji powinnaś zająć się przede wszystkim zabezpieczeniem dzieci, a nie tkwić w nadziejach na ratowanie związku. Facet daje Ci kopa w tyłek, a Ty jeszcze czekasz, aż wróci... Kochana, to nie te czasy, gdy kobiety tolerowały wszelkie mężowskie wyskoki, bo były zdane na ich łaskę i niełaskę.
              Spróbuj sobie odpowiedzieć na pytanie (i nam, bo ja na przykład ciekawa jestem)- jak sobie wyobrażasz ten związek, gdyby teraz pan łaskawie wrócił? Byłabyś w stanie wybaczyć, zapomnieć, zaufać?
              ---------------------------
              Bardzo łatwo podbić moje serce- wystarczy być kotem. :)
              ---------------------------
              ivoncja.blox.pl/html
            • jolaud Re: Moja smutna małżeńska historia 06.10.11, 11:18
              Witajcie !

              Nie wiem dlaczego piszę, może potrzebuję wsparcia, pogadać, jeszcze się nie skończyło i bardziej boli. Muszę w końcu uporządkować swoje życie.
              Pomożecie ???
              • premeda Re: Moja smutna małżeńska historia 06.10.11, 12:41
                No ale jak sprawa teraz wyglada? Mąż wyjechał w końcu do UK, czy nadal jest w tym drugim mieście? Jak wygląda kwestia małolaty? No przez te 5 miesiecy musiało się coś pozmieniać.
              • anusia29 Re: Moja smutna małżeńska historia 06.10.11, 12:55
                a co z dotychczasowymi radami? Masz już zasądzone alimenty? Wywaliłaś pana z domu? Jesli nie to od tego zacznij

                --
              • fioletowetulipany Re: Moja smutna małżeńska historia 06.10.11, 13:20
                Dawaj!
                Co się dzieje?
              • jolaud Re: Moja smutna małżeńska historia 06.10.11, 18:05
                Co dalej się wydarzyło??
                Mąż wyjechał do dużego miasta teraz dzieli nas 500 km pracuje tam, przez czerwiec i lipiec byliśmy tam razem zatrzymaliśmy się u teściów, obecnie u rodziców mieszka. Odnosiłam wrażenie, byłam pewna, że jest lepiej, czułe gesty ze strony męża, przytulanie, pocałunki, wspólne wyjścia wieczorem, sami bez dzieci, itd. Zdecydowaliśmy, że jednak póki co wrócę z dziećmi do miejsca naszego zamieszkania, ze względu na mieszkanie i przedszkole syna. Tam było to trudniejsze do przeskoczenia. Tak miało być do grudnia, a potem mieliśmy zadecydować czy przeprowadzamy się do dużego miasta. Zaraz po przyjeździe do naszego mieszkania mąż powiedział, że on nadal nic nie czuje, że nie wie czy coś jeszcze w nim drgnie itd. Byłam w szoku, bo sam u teściów powiedział mi, że jest lepiej- zrobił mi tym wszystkim (pobytem u teściów) wielką nadzieję. A potem powiedział, że nie, że mówił mi otwarcie, że udawałam, że ja go nie słuchałam, a ja na prawdę miałam inne wrażenie. To tak z grubsza. Temat młodej koleżanki umarł, nie utrzymują kontaktu, z tego co wiem ona ma kogoś.
                A teraz mój małżonek twierdzi, że to ja wszystko przekręcam, że co chwile zmieniam zdanie, ponoć najpierw chce rozwodu, a potem to odwołuje. Padło dużo słów, wspólne wypominanie, żale itp. Wiem, że obecnie oprócz pracy ślubny ma odskocznię w znajomych, wspólnych wieczornych spotkaniach i nową jak mówi koleżanką (równi młodą jak poprzednia) z którą jeździ w góry nawet na weekend - przeżyłam szok. Kilka dni temu kiedy przyjechał by spotkać się z dziećmi, tylko z dziećmi tak mówi w jego plecaku znalazłam, coś co daje mi podstawę niewierności, zabolało bardzo, oczywiście głupio zaczął się tłumaczyć,że to nasze, że dostał od kolegi itd, itd (marne i nieprawdziwe tłumaczenie). Powiedziałam,żeby zabrał wszystkie swoje rzeczy, bo to też robi mi nadzieję, a skoro twierdzi, że nie che ze mną być nie wszystko zabiera. Ostatecznie powiedziałam też, że mogę sama złożyć papiery o rozwód. Zaczął przekonywać mnie bym nie zabraniała mu kontaktować się z dziećmi. Pojechał, czuję spokój i ulgę,choć to bardzo, bardzo boli.
                Chcę zasięgnąć porady prawnej by ustalić jak załatwić tą sprawę, szczerze wiem nie powinnam, ale wolę polubownie. Nie mam sił naciągać się w sądzie. Zastanawiam się tylko czy jej jeszcze sens składać osobny wniosek teraz o alimenty a za miesiąc czy 2 o rozwód, czy lepiej załatwić to za jednym razem. Czy lepiej będzie jak ja złoże dokumenty o rozwód, czy niech mąż składa?? Jeśli złoży on tam gdzie teraz mieszka, choć nie ma w ogóle zameldowania, to czy sprawy będą odbywać się tam, czy też w moim miejscu zamieszkania ??
                To jak bardzo to przeżywam zapewne wiecie, ale chyba trochę przejrzałam na oczy, choć pewnie za późno.
                • anusia29 Re: Moja smutna małżeńska historia 06.10.11, 20:13
                  sprawy będą odbywać się gdzie zostanie złozony wniosek
                  twój mąz to sadysta psychiczny
                • pendzacy_krolik Re: Moja smutna małżeńska historia 06.10.11, 21:15
                  Porady odnosnie fomalnosci rozwodowych znajdziesz na forum w GW "Rozwod i co dalej".
                  Aczkolwiek warto odzalowac te stowe czy dwie (nie znam cennika) i zasiegnac fachowej porady. Wzory pism do sadu znajdziesz w necie. Wazne, abys wszystko zrobila z glowa i rozwaznie ,bo to sie odbije na Twoim dalszym zyciu.
                  Mam juz swoje lata i troche przeszlam w moim malzenstwie (ktore po 22 latach wlasnie soie rozpada). Przeczytalam Twoje posty z uwaga. Rozumiem Twoja wielka milosc do meza,bo tez taka czulam do mojego meza wiele lat. Nie bede wchodzic w szczegoly naszego zwiazku (niektore sytuacje z Twojego zwiazku pokrywaja sie z moimi). Moge Ci tylko z czystym sumieniem poradzic: zrob to teraz, bo jeszcze masz szanse na nowy zwiazek i wyjdziecie (Ty i dzieci) mniej poranieni. Maz Cie nie kocha, to widac ,jak na dloni.Jest z Toba jeszcze ,bo łączą Was dzieci i tyle. U rodzicow gral komedie.Dla nich,bo kocha ich bardziej niz Ciebie i swoje dzieci. Musisz to zrozumiec i wyleczyc sie z chorej juz milosci. Apeluje tez o szacunek dla siebie samej, bo widze, ze go nie masz. Grzebanie w rzeczach meza jest ponizej wlasnej godnosci.Oszczedz wiec sobie.Sledzenie - z kim,kiedy i gdzie bywa nic Ci nie daje, zabiera tylko energie i powoduje stresy.Jesli,jak deklarujesz, kochasz swoje dzieci to zrob to przynajmniej dla nich. Czy naprawde wierzysz,ze maz moze Cie jeszcze raz pokochac? (O ile w ogole Cie kiedys kochal,przepraszam).
                  • dydaki Re: Moja smutna małżeńska historia 06.10.11, 21:28
                    Mężu chce przeżyć drugą młodość. I to nie ze starą żoną.
                    Jak jeździ z młodymi kobietami w góry - to sorry, małżeństwo pozamiatane. Młoda kozica zaświergolona w dojrzałym mężczyźnie to dla faceta potężny afrodyzjak. I nie wynajmują oddzielnych pokoi. Zapewne jej mówi , że jesteście przyjaciółmi i już zdecydował o odejściu, ale dla dobra dzieci tkwi jeszcze przy żonie. Tak to wygląda w praktyce.
                    • pendzacy_krolik Re: Moja smutna małżeńska historia 06.10.11, 21:33
                      sory, ale dla mnie dojrzaly mezczyzna to mezczyzna po 50tce.
                      dydaki napisała:

                      > Mężu chce przeżyć drugą młodość. I to nie ze starą żoną.
                      > Jak jeździ z młodymi kobietami w góry - to sorry, małżeństwo pozamiatane. Mł
                      > oda kozica zaświergolona w dojrzałym mężczyźnie to dla faceta potężny afrodyzja
                      > k. I nie wynajmują oddzielnych pokoi. Zapewne jej mówi , że jesteście przy
                      > jaciółmi i już zdecydował o odejściu, ale dla dobra dzieci tkwi jeszcze przy żo
                      > nie. Tak to wygląda w praktyce.
                      • dydaki Re: Moja smutna małżeńska historia 06.10.11, 21:36
                        Po 50tce to jest już stary a nie dojrzały. Dawałam mu 40tkę, teraz doczytałam że 31- cóz, więc jest to "zwyczajny" brak miłości. Dziewczyna rozwiedzie się i jeszcze zdąży kogoś sensownego poznać, jeśli się konkretnie weźmie do działania a nie postanowi popaść w 10letnią traumę porozstaniową.
                        • pendzacy_krolik Re: Moja smutna małżeńska historia 07.10.11, 18:24
                          dzieki, mam 49 . ciekawe,czy tak nazwiesz siebie,kiedy sama bedzie miala na karku 50tke? wiecej kultury. i czytania za zrozumieniem.


                          dydaki napisała:

                          > Po 50tce to jest już stary a nie dojrzały. Dawałam mu 40tkę, teraz doczytałam
                          > że 31- cóz, więc jest to "zwyczajny" brak miłości. Dziewczyna rozwiedzie się
                          > i jeszcze zdąży kogoś sensownego poznać, jeśli się konkretnie weźmie do działa
                          > nia a nie postanowi popaść w 10letnią traumę porozstaniową.
                • fioletowetulipany Re: Moja smutna małżeńska historia 07.10.11, 13:39
                  Zgadzam się z grubsza z Królikiem.
                  Mąż grał kochającego przed własną rodziną. Nikt nie chce być posądzany o rozpad małżeństwa, zwłaszcza przez rodziców. Nikt nie chce być przez to źle postrzegany. Nie wiem, co do Ciebie czuje, nie siedzę w jego głowie, ale z tego co piszesz, to na pewno Cię nie szanuje i nie liczy się z Tobą i Twoimi uczuciami. Wyjazdy z inną dupą (nieważne jak ją nazywa) są dla mnie jednoznaczne z zakończeniem małżeństwa i gdybym była na Twoim miejscu, zapewne starałabym jak najszybciej uregulować do prawnie. O alimenty i rozwód możesz wnieść jednocześnie. Nie wiem, jak to wygląda w praktyce, ale wiem, że jeśli nad rozwodem się jeszcze zastanawiasz, a chcesz zabezpieczyć dzieci finansowo, to możesz na razie wnioskować tylko o alimenty. Jeśli nie pracujesz, a On był jedynym żywicielem rodziny, alimenty należą się także Tobie. Najpewniej jest się skonsultować z prawnikiem - on Ci doradzi, biorąc pod uwagę wszystkie aspekty sprawy.
                  Co do szpiegowania męża... nie oceniałabym tak surowo. Dowody zdrady przydają się w sądzie w procesie o orzekaniu o winie, a M. jest ti ewidentnie winny rozpadowi małżeństwa. Królik nazywa to brakiem szacunku, ja mogę to nazwać prawem do posiadania wiedzy, na czym się stoi. Czy żona nie ma prawa wiedzieć, że mąż ją regularnie zdradza? Przecież te informacje zaważają na całym dalszym jej losie - jej i dzieci. Czyż taki brak wiedzy nie jest właśnie upokarzający?
                  Co Ci mogę poradzić, to bądź twarda. Nie proś, nie mów, że kochasz, nie żebrz o uczucia, pokaż klasę, niech zobaczy, co traci! M. dał Ci wystarczająco dużo powodów do myślenia, że nic do Ciebie nie czuje. Jeśli się opamięta, zmieni zdanie, sam przyjdzie skruszony - wtedy podejmiesz decyzję. Ty, nie On! Zadbaj o to, by miał regularny kontakt z dziećmi! To jest ważne. A poza tym zajmij się sobą, rozpieszczaj się, spotykaj ze znajomymi, znajdź nowe hobby, zadbaj o wygląd, skup się na dzieciach i własnym życiu - to powinny być Twoje priorytety. Niech widzi, że bez niego świetnie sobie radzisz.
                  Przyjdzie moment, że uznasz, że to najlepsze, co mogłaś zrobić dla siebie i dzieci. Jesteś młoda, ułożysz sobie życie z kimś innym. Ból z czasem przejdzie, potem pojawi się złość i rozgoryczenie, a potem wrócisz do żywych ;)
                  Życzę Ci wszystkiego dobrego, przede wszystkim siły i wytrwałości!

                  I jeszcze jedno. Wiem, jak kobieta myśli w takich sytuacjach, uruchamiają się wszystkie mechanizmy obronne - zaczyna się usprawiedliwianie, bagatelizowanie, nieracjonalna nadzieja itd. Nie dociera do człowieka rzeczywistość, nawet te najbardziej oczywiste prawdy... Może poczytaj to forum głębiej, inne też (np. "kochanki" ), pełno tu takich historii, może łatwiej Ci będzie uzmysłowić sobie pewne rzeczy, prościej z nimi pogodzić...

                  Trzymaj się dzielnie! I pamiętaj, głowa do góry!
                  • jolaud Re: Moja smutna małżeńska historia 07.10.11, 14:36
                    Fioletowetulipany -czytając to bardzo się wzruszyłam, ale racje masz w tym co piszesz. Mam zamiar zabrać się do konkretnych działań. Jak się powiedziało A trzeba powiedzieć B.
                    Dziękuję bardzo za wsparcie.
                  • pendzacy_krolik Re: Moja smutna małżeńska historia 07.10.11, 18:32
                    fajnie jej radzisz tylko,ze ona jest typem kobiety,ktory wybacza. i on ewidentnie na tym "jedzie".
                    jesli facet nawet sie zorientuje ,co traci i wroci to....niestety,ona go znow przyjmie.
                    autorce watku polecam ksiazke o kobietach, ktore za bardzo kochaja.
                    milego wieczoru!

    • da86ga Re: Moja smutna małżeńska historia 26.05.11, 15:42
      hej. Tytuł jest bardzo jednoznaczny, idealnie opisuje Twoją sytuację. Powiem tak, jestem właśnie taką dwudziestoparoletnią dziewczyną z pięcioletnim stażem małżeńskim i nie miałabym śmiałości utrzymywać tak zażyłej znajomości z żonatym mężczyzną. Uważam, że relacje koleżeńskie pomiędzy Twoim mężem a jego koleżanką już dawno wymknęły się spod kontroli. Z moim temperamentem podjęłabym radykalną decyzję - odeszłabym. Nie wiem jak Ty to czujesz ale z opisu wynika, że Twój mąż jest już od Ciebie bardzo daleko ale nie tylko materialnie, przede wszystkim uczuciowo. To tak jak by sobie zastąpił Ciebie inną kobietą. Powiem Ci, że jak to czytałam to znienawidziłam Twojego męża i tą jego "wspaniałą" koleżankę, chociaż ich nie znam. Nie liczą się nie tylko z Tobą ale także z Twoimi dziećmi. Z drugiej strony rozumiem Ciebie jako matka i jako kobieta. Gdybym była w takiej sytuacji pękały by mi serce i dusza. Trudne to bardzo... chcesz pogadać to pisz....
    • kasia_750 Re: Moja smutna małżeńska historia 27.05.11, 11:58
      Mój mąż zachowywał się identycznie!!! Nie będę dokładnie opisywać, bo większość jego zachowań to cytaty z Twojej wypowiedzi. Byliśmy po 7 latach znajomości, 2 lata po ślubie. Na szczęście nie mieliśmy jeszcze dzieci.
      Na angielskim (sponsorowanym przez firmę) poznał dziewczynę kilka lat młodszą. Oczywiście to była "tylko koleżanka". Próby ratowania związku nic nie dały. Tylko jeszcze bardziej obniżyły moje poczucie wartości. Nawet spotkałam się z tą dziewczyną, obiecała, że przestanie kontaktować się z moim mężem. Nie przestała. W pewnym momencie, nie mogąc znieść obojętności, telefonów i SMSów w środku nocy, prezencików (o których wiedziałam śledząc jego pocztę) kazałam mu się wyprowadzić. Zrobił to podczas mojej nieobecności. Mieliśmy wspólne konta. Zawsze wydawało mi się że jest honorowy, jednak po jego wyprowadzce, kilka dni po wypłatach, przed dokonaniem stałych opłat za mieszkanie, zostałam bez pieniędzy, ponieważ opróżnił wszystkie konta!!!
      Do zdrady fizycznej przed jego wyprowadzką nie doszło. Wiem o tym, bo miałam wgląd, bez jego wiedzy i podejrzeń, w całą jego korespondencję zarówno telefoniczną, jak i mailową. Co było później - nie wiem i nie obchodzi mnie to.
      Jakiś czas po naszym rozstaniu zażyczył sobie rozmowy z moimi rodzicami. Przyszli, rozmawialiśmy we czwórkę. Cały czas podkreślał, że coś się w nim wypaliło, że już od dawna chyba nic do mnie nie czuje (to po co brał ślub 2 lata wcześniej???), że tamta dziewczyna to tylko koleżanka a ja mam jakieś urojenia. Tylko czekałam czy mojemu tacie nic po tej rozmowie nie będzie, bo widziałam jak zmienia się kolor jego twarzy (leczy się na nadciśnienie)...
      W końcu doszło do rozwodu. Jakiś czas po tym doszłam do siebie, nie interesowałam się co się u niego dzieje. Stworzyłam nowy związek, zaszłam w ciążę, wyszłam ponownie za mąż. Dwa tygodnie przed terminem porodu odkryłam portal nasza klasa. W ciągu kilku dni coraz lepiej poznawałam jego możliwości, szukałam znajomych znajomych itp aż w końcu natrafiłam na... zdjęcie "tylko koleżanki" z miesięczną córeczką. Miała już nazwisko mojego byłego męża... I teraz mam pewność, że to wszystko było niezależne od mojej woli, że nie chodziło o żadne wypalenie itp. tylko zwyczajny w świecie romans. Nawiasem mówiąc, urodziłam tego samego dnia... Do psychologa poszłam niestety dopiero kilka miesięcy później. Z perspektywy czasu cieszę się, że tak się to wszystko skończyło, ponieważ mój były małżonek był egoistą zapatrzonym tylko i wyłącznie w swoje potrzeby, wychowanym w rodzinie, w której ojciec mógł wszystko a matka była służącą. Z biegiem czasu stawał się coraz bardziej podobny do swojego ojca, mimo że nim gardził...
      Moja rada - idź do psychologa. Nie daj sobie wmówić winy. Pomyśl o zabezpieczeniu finansowym. Zadbaj o siebie - zobacz ilu innych fajnych facetów kręci się wokół:) Mój brat ożenił się z dziewczyną, która ma synka z poprzedniego małżeństwa - chłopak uwielbia go (mimo że utrzymuje kontakt ze swoim ojcem), tworzą szczęśliwą rodzinę. Masz dopiero 31 lat, całe życie przed Tobą, zadbaj o nie!
      • pendzacy_krolik Re: Moja smutna małżeńska historia 06.10.11, 21:31
        bardzo fajna historia.szkoda,ze nasza autorka nie chciala jej skomentowac. czy wogole ja przeczytala?
        wszystkiego dobrego:)
        • jolaud Re: Moja smutna małżeńska historia 06.10.11, 22:07
          Przeczytała, przeczytała, ale cóż mam powiedzieć, że głupia jestem-byłam. Lepiej późno niż wcale się pozbierać i otrząsnąć-taki mam zamiar. Dziękuję za wsparcie.
          • takaula Re: Moja smutna małżeńska historia 07.10.11, 14:32
            Mąż wyjechał do WB?
          • donkaczka Re: Moja smutna małżeńska historia 07.10.11, 18:08
            pocierpisz, ale ratuj siebie, bo zwiazku dawno nie ma
            tez sie tak wozilam, tez "nie bylo" tej drugiej, w koncu zlozylam pozew, pol roku potem bylam wolna i dalej nieszczesliwa i zlamana
            czas uplynal, pojawil sie inny czlowiek, teraz mam super meza w porownaniu z poprzednim i dziekuje sobie, ze odeszlam, za kazdym razem jak porownuje oba malzenstwa
            a wtedy mi sie wydawalo, ze moj maz taki super ehh

            i pomysl, gdyby przyszedl, przeprosil, chcial znow byc razem, moglabys?
            jak bys sie czula jutro, za tydzien, za rok?
            kiedy moglabys przy nim poczuc sie pewnie, bezpiecznie, komfortowo, z czuloscia mu kanapki zrobic i nie podskakiwac na dzwiek smsa?
            chcialabys tak zyc? w leku ze znow mu sie odwidzi? wciaz wypatrujac oznak niewiernosci?
            bo ja zrobilam w pewnym momecie taki podsumowanie i mimo ze wciaz go kochalam, ze bylam przekonana, ze juz nigdy nikogo nie pokocham, nie zaufam, ze juz tylko starosc z lampka wina i kotem na kolanach, to jednak zyc z nim bym juz nie mogla, zestarzec sie przy nim nie chcialam
            bo kazda perspektywa przyszlosci byla lepsza, a ta ktora sie zrealizowala, okazala sie wielkim pozytywnym zaskoczeniem


            powodzenia
            • pendzacy_krolik Re: Moja smutna małżeńska historia 07.10.11, 18:44
              i to jest piekne,co zrobilas! ja mam juz 49 lat i wszystko tak,jak w Twoim opisie:
              lampka wina co wieczor, juz tak od mniej wiecej 4 lat, zamiast kota jest pies,ale jak maz w koncu odejdzie to wezmie psa (bo to nabytek z jego inicjatywy),wiec kto wie,moze z czasem przygarne kota,choc za kotami nie przepadam:)

          • pendzacy_krolik Re: Moja smutna małżeńska historia 07.10.11, 18:38
            czyli - jest dla ciebie nadzieja! tak miedzy nami - rozumiem,ze go bardzo kochalas (ja tez mojego meza baaardzo kochalam) ,ale czy naprawde nie wyczuwalas w nim czegos,co mogloby cie zaniepokoic i wzmoc czujnosc? ja np. mimo, tego,ze wyszlam za maz z wielkiej milosci,mam tylko jedno dziecko swiadomie. zawsze mowilam,ze moj maz (ktory byl dobrym ojcem),jest sam ,jak dziecko,wiec nie chcialam z nim miec wiecej dzieci. i teraz nie zaluje.
            nastepnym razem pamietaj,zeby kochac, ale byc czujna!!
            jolaud napisała:

            > Przeczytała, przeczytała, ale cóż mam powiedzieć, że głupia jestem-byłam. Lepie
            > j późno niż wcale się pozbierać i otrząsnąć-taki mam zamiar. Dziękuję za wsparc
            > ie.
          • drzewo0909 Re: Moja smutna małżeńska historia 10.12.11, 21:20
            jolaud jak sobie radzisz,mam nadzieje ze poukladalas sobie jakos sprawy,pozdrawiam
            • jolaud Re: Moja smutna małżeńska historia 11.12.11, 09:00
              Witajcie !
              Pytasz jak sobie radze?
              Nie radzę sobie, raczej oszukuję sama siebie. Większość z Was już dawno to powiedziała w swoich postach-macie rację. Brak pracy i perspektyw, kończący się zasiłek ,a przede wszystkim zbliżające się święta dobijają mnie totalnie. Jakoś ciężko mi wyobrazić sobie Wigilie :( Dzieci cały czas za tatem wołają, mała jak przyjeżdża nie schodzi mu z rąk. Tatuś twierdzi, że dzieci to ich dwa kochane skarby - przykro się to słucha.
              Dokumenty dzieci (paszport, dowód osobisty) mam. Pieniądze na życie przysyła, choć twierdzi, że cały czas mu mówię, że mało zarabia, co jest nieprawdą. Chciałam złożyć o alimenty w październiku, ale adwokat doradził mi bym się wstrzymała skoro wysyła regularnie pieniądze, motywując tym, że ta kwota co wysyła nie jest mała, a zasądzone alimenty mogą być, a raczej na pewno będą niższe. Co mogę jeszcze dodać, psychicznie jestem słabą osobą, uległą, nie potrafię powiedzieć NIE. Mam choć tego świadomość.
              Dzieci bardzo mnie wspierają, dodają sił i póki co to jest ważne !
              Pozdrawiam :)
    • shemreolin Re: Moja smutna małżeńska historia 25.11.11, 13:16
      Kochana, jestem na takim samym etapie. Twój mąż i mój Tż to chyba te same osoby. Przyznam ci, że wiele rzeczy się zgadza nie tylko pod kątem profilu psychologicznego faceta, ale nawet pod kątem sytuacji (wyjazdy służbowe, niby powrót i walka o związek, danie nadziei i jej brutalne odebranie, zwalanie winy, asekurowanie). Tak jak ty dałabym sobie głowę uciąć, że mnie nie zdradzał. Oj zdradził i to nie raz. Używa sobie jak król. A ja byłam tak głupia, że NIE CHCIAŁAM tego widzieć.

      W tej chwili jesteśmy chyba na podobnym etapie. Dokładnie tak samo jak ty szamotałam, męczyłam, płakałam. Teraz zaczynam mieć dystans, zaczynam myśleć o sobie i mam zamiar być szczęśliwa. Mam wspaniałego synka i chcę by on miał szczęśliwą mamę. Jeśli chciałabyś ze mną porozmawiać i się wesprzeć wzajemnie to napisz do mnie na gg: 4948054. :)

      Wiesz co jest najlepsze? Że oni pójdą w cholerę, nasze życie stanie się lepsze, my będziemy mądrzejsze o te doświadczenia, mamy wspaniałe dzieciaki i miłość. A oni będą musieli żyć ze sobą i z tym co zrobili. Już pal licho czy będą żałować, chociaż to prawdopodobne. Jeśli taki człowiek nie ma żadnych zasad w życiu, uważa, że jest taki wspaniały i nie uczy się na własnych błędach, jego życie będzie do dupy. Będzie po prostu puste i nieszczęśliwe, nieważne ile lasek będzie z łóżka rano wyganiał. Prawdziwe szczęście to być dobrym człowiekiem, kochać i być kochanym. W miłości trzeba dawać, a oni nie dają innym nic poza własnym organem płciowym, który kiedyś ich też zawiedzie.

      Zajmij się sobą, postaw na własny rozwój, na własne szczęście i miłość. Na pewno masz przyjaciół, którzy dobrze ci życzą. A ten pan...? Uznaj go za kleszcza, który tak się nażarł, że aż sam odpadł. Przynajmniej już się na tobie nie pożywia.
    • lovannet Re: Moja smutna małżeńska historia 08.04.12, 20:22
      Witaj,
      Bardzo dobrze Twoją sytuację, sama kiedyś byłam w podobnej. Jestem bardzo ciekawa jak sprawa się potoczyła, co teraz się u Ciebie dzieje i, przede wszystkim, jak sobie radzisz? Jak znoszą to dzieci?
      Ja i mój mąż też przeżywaliśmy jakiś czas temu kryzys, było bardzo blisko rozwodu. Dodam, że mamy małego synka. Dziecko było małe i dużo płakało, ja byłam zmęczona, a mąż pracował. Miałam wrażenie, że coraz dłużej zostaje w pracy, pojawiła się też nowa koleżanka, o której dowiedziałam się przypadkiem. Oczywiście zaczęłam podejrzewać go o zdradę, co po jakimś czasie mu powiedziałam w przypływie emocji. Zaczęły się wielkie kłótnie, wzajemne wyrzucania, a świadkiem tego wszystkiego był mały Antoś. Sprawdzałam jego konta i telefon, a znajdowane tam wiadomości były pożywką dla mojej wyobraźni.W którymś momencie mąż powiedział, że ma już dość tego ciągłego oskarżania i wyprowadza się. Żyliśmy osobno przez ok. 3 miesiące, ale na szczęście zrozumiałam, że nie mogę bez żyć i przeanalizowałam nasze relacje. Pomyślałam, że przecież go znam, że on by mi tego nie zrobił. Poszłam do niego na spokojnie i porozmawialiśmy. Przyznałam, że mogłam sprowokować kilka kłótni, ale wyjaśniliśmy sobie, że oczekuję, że będzie spędzał więcej czasu z dzieckiem i że zrezygnuje ze swojej nowej znajomości. Osiągneliśmy kompromis.
      Nam się udało, teraz w drodze jest drugi maluszek :)
      Zastanawiam się, czy może to nie byłoby dobre rozwiązanie i dla Ciebie? Może nawet nie zdawałaś sobie sprawy z tego, że zaczynałaś niektóre kłótnie, przecież przy dzieciach ciągle jesteśmy zmęczone i niedospana, a przez to i drażliwe.
      Może jest jeszcze dla Was szansa, przecież miłość przezwyciężą wszystko.
      Trzymam mocno kciuki i czekam z niecierpliwością na relacje co u Ciebie.
      Buziaczki
      • szpil1 Re: Moja smutna małżeńska historia 08.04.12, 22:51
        lovannet napisał(a):



        > Pomyślałam, że przecież go znam, że on by mi tego nie zrobił
        >

        No tak, bo przecież on jest taki wyjątkowy, każdy inny mógłby zrobic świństwo tylko nie mój ukochany. Jedno z najbardziej złudnych i bzdurnych przekonań.

        > Nam się udało, teraz w drodze jest drugi maluszek :)
        > Zastanawiam się, czy może to nie byłoby dobre rozwiązanie i dla Ciebie?

        Ale co byłoby dobrym rozwiązaniem dla autorki wątku? Sprawic sobie kolejnego maluszka z mężem?

        > Może jest jeszcze dla Was szansa, przecież miłość przezwyciężą wszystko.

        Kolejny truizm.
        • lovannet Re: Moja smutna małżeńska historia 09.04.12, 12:48
          szpil1 napisała:

          > No tak, bo przecież on jest taki wyjątkowy, każdy inny mógłby zrobic świństwo t
          > ylko nie mój ukochany. Jedno z najbardziej złudnych i bzdurnych przekonań.
          >
          Po prostu znam swojego męża, wiem za kogo wyszłam. Zresztą myślę, że autorka postu rozumie, co miałam na myśli. Poza tym mam wrażenie, że większość kobiet, które wypowiadają się w tym wątku uważa, że ich partner jest ich największym wrogiem i przeciwnikiem w walce, tylko nie rozumiem o co.
          >
          > Ale co byłoby dobrym rozwiązaniem dla autorki wątku? Sprawic sobie kolejnego ma
          > luszka z mężem?
          >
          Nie koniecznie od razu maluszka, może najpierw rozmowa, która nie będzie się zaczynać od oskarżeń.
          >
          > Kolejny truizm.
          Bo to, co Ty napisałaś, to oczywiście wyższy poziom.
          • elizabeth7 Re: Moja smutna małżeńska historia 09.04.12, 16:38
            Jak nigdy nie klnę, to jak czytam cos takiego to aż mi sie na usta ciśnie JA P******Ę !!!!!
            Facet co rusz ma jakąś doopę na boku, mówi żonie z dwójką maluchów,że się wypalił i że jej nie kocha, odstawia jej jakies cyrki i scenki rodzajowe, wyjeżdża, przyjeżdża i namawia na to by się z kimś spotykała, kompletnie się z żona nie liczy, wręcz ją poniża, a - TWOIM ZDANIEM - powinna spokojnie i bez pretensji porozmawiaźć z nim ( a co zrobić jak on nie chce rozmawiac nawet spokojnie i bez JEJ pretensji, mogą byc tylko jego pretensje) i strzelić sobie bobaska !!!!
            Zawsze niezmiernie dziwi mnie głupota-naiwność-ograniczenie kobiet które po kryzysie związanym ze zdradą zaufunowaną im przez męża (jakże często wmaniają sobie,że jej nie było) fundują sobie kolejne dziecko!!! Może to i akt desperacji ale mnie powala takie bezdenne pustogłowie. Jest to cos czego Q***a m*Ć !!! ogarnąć nie potrafię!!!! Gdybym straciła do męża zaufanie to nawet pakując się dalej w ten związek - zrobiłabym to tylko sobie i na własne ryzyko. Po co mieszać w to kolejne dziecci ?!?!
            Może mi ktoś wytłumaczyć (przetłumaczyć) twój tak myslenia ????
            • lovannet Re: Moja smutna małżeńska historia 09.04.12, 19:27
              Zaleciłabym więcej spokoju.
              Ja nieco inaczej zinterpretowałam to, co Autorka napisała.
              Wszyscy tu zakładacie, że jej mąż ma romans, a ona sama wyraźnie napisała, że wie, że zdrady nie było! Ja po prostu wiem z doświadczenia, że czasami takie rzeczy rodzą się w naszej głowie, tzn. jesteśmy zwyczajnie zazdrosne o to, że nasz facet LUBI jakąś kobietę, tym gorzej jeżeli jest młodsza.
              Z tego, co ja zrozumiałam z tej historii, to nie było żadnych scenek rodzajowych tylko kłócili się i on w którymś momencie miał dość, przynajmniej ja to tak zrozumiałam.
              Wiem, że jeżeli powiedział, że jej nie kocha, to najłatwiej unieść się dumą i odejść, ale ona wprost napisała, że go kocha i nie może bez niego żyć, widać, że chce spróbować to uratować.
              Co do dziecka to nie miałam wcale na myśli produkowania następnego, to było tylko i wyłącznie odniesienie do mojej sytuacji.
              A co do straty zaufania to też, o ile dobrze zrozumiałam, to mąż tak na prawdę nic takiego nie zrobił? Czy znowu się mylę?
              I na przyszłość prosiłabym bez przekleństw jednak.
              • elizabeth7 Re: Moja smutna małżeńska historia 10.04.12, 08:23
                Mogłabym odnieść wrażenie, że omyłkowo wpisałaś te "rady" nie w ten wątek co chciałaś , gdyby nie to, że twoja historia pokazuje, że może jednak w ten tylko czytamy jakoś inaczej. Niezmiernie dziwi mnie brak logiki w postępowaniu takich kobiet jak ty - otóż piszesz, że mieliście sporo problemów bo małe dziecko, ty zmęczona, więc w to weszła "koleżanka z pracy" i było blisko rozwodu, nawet facet wyprowadził się na 3 miesiące. Ty wyciągnęłaś rękę i pokajałas się ale postawiłas warunek,że koniec z "koleżanką z pracy" z którą jak chcesz wierzyć "nic nie było". Po czym fundujesz sobie następne dziecko ... na zgodę ? i na co liczysz? że będzie dwójka dzieci a ty wseoła i radosna jak skowronek ?czy na to,że jak teraz będziesz zmęczona to mąz dla odmiany będzie siedział w domu?
                Życie pokazuje niestety coś innego, czego oczywiście ci nie życzę .
                Jednak irytują mnie takie "dobre rady".
                • lovannet Re: Moja smutna małżeńska historia 11.04.12, 17:28
                  Wypowiadają się tu same niezwykle doświadczone życiowo kobiety, wszystkie znają tą sytuację, ale żadna nie jest w stanie uderzyć się w pierś i przyznać, że nigdy nie jest tak, że wina leży tylko po jednej stronie? Że my, kobiety, czasami bywamy okropne, wredne, marudzące, wymagające, po prostu męczące? Naprawdę wszystkie jesteście takie święte? Wszystkie byłyście idealnymi żonami, kochającymi, namiętnymi i pięknymi, a on Was mimo wszystko zostawił?
                  Ja uważam, że nie ma nic złego w przyznaniu się do swojego współudziału. Z czymkolwiek by się to nie wiązało.
                  I możecie mnie za to zlinczować, wszystko mi jedno. Tak samo zaciekle jak Wy wierzycie w to, że ten facet jest skończonym chamem bez uczuć, ja wierzę, że ta historia ma drugie dno.
                  A odnosząc się do starszego wątku, którego się doczytałam, to muszę się zgodzić, że przeszukiwanie rzeczy swojego partnera jest wyrazem braku szacunku do siebie. Nie mówiąc już o tym, że uważam, że potwierdza moją teorię, że żona nie była żoną idealną.
                  • elizabeth7 Re: Moja smutna małżeńska historia 12.04.12, 12:07
                    Dałaś sobie wmówić (jak to często u kobiet bywa), że za KAŻDĄ sytuację, gdy facet znajduje sobie "koleżankę" winne są obydwie strony i że zawsze wina lezy pośrodku. A życie pokazuje,że tak nie jest. Wina lezy tam gdzie leży.
                    To, że facet straci pracę, ma jej nadmiar, zachoruje, ma kłopoty (niepotrzebne skreślić) i z któregoś z tych powodów jest zmęczony, nerwowy , nie oznacza,że jak żona "zrobi sobie przerwę od niego" bo kolega ją pocieszy, to od razu wina lezy po obydwu stronach. Nikt nie zapyta czy on był idealny, seksowy i paluszka do tego nie przyłozył. Jest po prostu waga spraw przy których można na kogos liczyć lub ktoś zawiódł. I jesli dałaś sobie wmówic (albo sama siebie przekonałaś), że za waszą "przerwę w małżeństwie" ponosisz współwinę bo dziecko, zmęczenie i nie zawsze byłąś idealna (a sądząc z tego co piszesz, chyba byc powinnaś, by nie być "współwinną") to właśnie dziwi mnie, że pakujasz się jeszcze gorszy kontekst (bo to juz będzie dwoje dzieci). Obiecałas sobie bycie idealną ? Obiecałas sobie że nie będzie problemów? Mąż ci coś obiecał czy "obiecał na milcząco" ?
                    Jak się pali dom to nikt przy zdrowych zmysłach nie zastanawia sie czy kulturalnie jest krzyczeć i czy wolno wyrzucać rzeczy przez okno. Jak się wali rodzina bo mąż nagle zauważył,że od roku ma kryzys z żoną a dziwnym trafem zbiega się to z zainteresowaniem ( a jakże, "altuistycznym" jak wierzą naiwne zony) koleżanką z pracy i wyprowadzką z domu (jak to ładnie nazwała pani psycholog - "wycofał zaangażowanie z małżeństwa i rodziny, ma inne życiowe plany") to, żona - wg ciebie powinna zrobić rachunek sumienia czy aby była wystarczająco idealna i bron-boże nie przeglądać rzeczy partnera bo naruszy to jej idealność ? a według ciebie idealna byc powinna !
                    Normalnie nazywa się to głęboką naiwością. Gdyby facet rzucał idealną to jej idealność byłąby równie "mądrym" zarzutem.
                    Jeszcze dobrze, jak jemu się z tą koleżanką nie ułozy i raczy wrócić do domu to żona może sobie jak ty nie wierzyć "że on by mi tego nie zrobił, ja go znam". Może to i chroni jej wyobrażenie związku. Ale jak on do domu nie ma zamiaru wrócic bo zaangażowanie w 100% przeniósł poza rodzinę to żadne kajanie się i branie na siebie nawet całej winy nie pomoże. Może tylko jeszcze bardziej ponizyć i zdołować. A wyjątkowo rzadko spotyka się osobę która odchodząc bo zaangazowanie przeniosła na kogoś innego przyzna się do tego i weźnie winę "na klatę". Zawsze wmawia tej drugiej stronie,że to jej wina bo za mało się angażowała, za mało dbała o siebie, a jak juz nie ma do czego się przyczepić - powie,ze nie wiadomo dlaczego "się wypalił i potrzebuje przerwy". O ile facet współwiny tak szybko nie da sobie wmówić , to kobiety - niestety często nawet same sobie ją wmawiają.
                    To się nazywa brak poczucia własnej wartości.
                    Można wybraczyć zdradę, można wybaczyć, ze druga strona zawiodła, nie porawdziła sobie z problemami, zagubiła się ale to sobie trzeba jasno ustalic a nie brac czyjąś winę na siebie. tobie z tym lepiej? mężowi?
                    • anula36 Re: Moja smutna małżeńska historia 12.04.12, 12:47
                      Madrze piszesz Elizabeth i generalnie sie z tym zgadzam.
                      Wydaje mi sie jednak ze w pewnym momencie warto przestac skupiac sie na tym kto zawinil, tylko zaczac na tym czy obie strony maja wole sobie wybaczyc ewentualne niedociagniecia i zaczac od nowa wspolnie odbudowywac rodzine.
                      Nie wyobrazam sobie tego w sytuacji autorki calego watku gdzie maz wyjechal i generalnie ma gdzies, ale jak widac niektorym sie to udaje i chyle czola bo mysle ze zaczynanie od nowa jest duzo trudniejsze niz poczatki zwiazku.
                      • squirrel9 Re: Moja smutna małżeńska historia 12.04.12, 14:17
                        Zgadzam się, w pewnym momencie gdy ludzie decydują, że chcą być dalej razem, że zadbają by było jak najlepiej, powinni przynajmniej starać się złą przeszłość pozostawic za sobą. Nie podoba mi się tylko chowanie głowy w piasek.
                        Nie zgadzam się z lovannet, by czyjekolwiek złe działania usprawiedliwiać własną nieidealnościa i nawet dawać komuś prawo do zachowań podłych,podważających trwałość związku bo "nie zawsze jesteśmy idealne". Nawet nie wiem jak to nazwać ... ja po prostu boję się o takie kobiety. Może lovannet tak broni włąsnego mniemania o sobie, włąsnej psychiki ale , u licha, niech tego jako przykład idelanej kobiety nie daje. Takie myslenie to horror !!!
                        • elizabeth7 Re: Moja smutna małżeńska historia 12.04.12, 14:46
                          wyjęłaś mi to spod palców. dokładnie o tym piszę.
                          Kobiety w Polsce często uczy się od dziecka tego,że mają być tymi lepszymi (od mężczyzn), świecić przykładem i być święte. Jak nie są to inni mają prawo je nieszanować, nieliczyć się z nimi. Zminimalizowane własne wymagania skutkuja tym,że ofiara zawsze znajdzie sobie powód by czuć się winna.
                          dobrz jak taka trafi tylko na takiego który pobłądzi, gorzej gdy na łobuza. idealna ofiara przemocy.
                    • lovannet Re: Moja smutna małżeńska historia 12.04.12, 15:55
                      Widzę, że muszę sprostować, gdyż moja wypowiedź została potraktowana zbyt dosłownie. Nie trzeba być idealnym, po prostu czasami takie "oddalenie się" od siebie wynika z tego, że już od dawna było coś nie tak w związku. Może zwykłe niedopasowanie, może, tak jak u mnie, brak komunikacji w pewnych kwestiach, skutkujący wzajemnymi pretensjami, nie wiem.
                      To, co się z tym zrobi, to też już całkiem inna kwestia. Nie mówię, że trzeba z tą drugą osobą zostawać, zwłaszcza jeżeli nas krzywdzi. Po prostu przedstawiłam inny punkt widzenia.
                      Zresztą znam łudząco podobną historie, która z perspektywy kobiety wygląda dosyć podobnie, natomiast z perspektywy męża - nieco inaczej.
                      Tak poza tym to bardzo chciałabym się dowiedzieć co o tym wszystkim myśli Autorka wątku i co u niej słychać?
                      • jolaud Re: Moja smutna małżeńska historia 23.04.12, 09:30
                        Witajcie !
                        Miłe zaskoczenie dla mnie, że ktoś jeszcze śledzi ten wątek, dziękuję Wam.
                        Co u mnie ??? Cały czas sama z dziećmi i tak już pozostanie. Ciągle oskarżenia tylko od tego, co tyle lat tak bardzo mnie kochał. Życie jeszcze nie uporządkowane, ale nie mam już złudzeń.
                        W najbliższym czasie czeka mnie uregulowanie spraw w sądzie. Odezwę się jak będzie po wszystkim.
                        Pozdrawiam :)
                        • lovannet Re: Moja smutna małżeńska historia 23.04.12, 11:59
                          Śledzimy śledzimy! I trzymamy za Ciebie kciuki!
                          Skoro podjęłaś już decyzję to życzę Ci siły i wytrwałości. Pewnie tak będzie lepiej.
                          Jak sobie radzisz tak w ogóle? Porozumiewacie się jak ludzie? Z jakiego powodu on Cię o cokolwiek oskarża? I jak znoszą to dzieci? I co z młodszą koleżanką?
                          Jeżeli czegoś Ci trzeba albo chcesz pogadać to pisz na priv.
                          Ściskam mocno!
                        • lovannet Re: Moja smutna małżeńska historia 06.06.12, 20:49
                          Co tam kochana słychać?
                          Jak układanie spraw w sądzie?
                          Trzymaj się i dbaj o siebie, to najlepsze, co możesz dla siebie zrobić! Niech wie, co stracił, a jak zobaczy, że jesteś piękną i silną kobietą to jeszcze wróci na kolanach, ale Ty go wtedy z całym spokojem wyślij gdzie pieprz rośnie!
                          Trzymam kciuczki, Słoneczko!
                          • squirrel9 Re: Moja smutna małżeńska historia 08.06.12, 01:30
                            jesteś wielbicielką harlekinów, jak widać.
                  • nutka07 Re: Moja smutna małżeńska historia 12.04.12, 14:48
                    Drugie dno to miala wyprowadzka Twojego meza, kiedy mial na stanie 'kolezanke'.
                  • squirrel9 Re: Moja smutna małżeńska historia 12.04.12, 15:03
                    Szacunek do siebie idzie w parze z poczuciem własnej wartości.
      • nutka07 Re: Moja smutna małżeńska historia 11.04.12, 12:02
        Ha ha ha...
    • gosia198123 Re: Moja smutna małżeńska historia 13.04.12, 11:46
      Witaj, jakbym czytała o sobie. Identyczna historia, identyczny przebieg. Wiesz jak to się u mnie skończyło? Jesteśmy właśnie w trakcie rozwodu, on wniósł pozew, zakochał się w tej młodej, wczoraj dowiedziałam się że pomieszkują razem (ja z dziećmi musiałam się wynieść). W trakcie walki o nas upodlił mnie jako kobietę i jako człowieka doszczętnie. Mało tego, mści się na mnie do dziś. Nie wiem co mu zrobiłam, ale nie daje za wygraną.
      Moja rada to taka,zebyś nie czekała aż ich znajomosć umrze śmiercią naturalną. Jeśli nie będzie chciał zakończyć tej znajomości (mój mi mówił że dla zasady nie skończy i żeby mi udowodnić że to tylko znajomość), uciekaj zanim dojdzie miedzy wami do takiej nienawiści i póki masz jeszcze trochę godności, bo ja już swojej nie mam. Bo wg mnie jest już za późno, on jest już zadurzony w pannie.
      • jolaud Re: Moja smutna małżeńska historia 13.11.12, 12:14
        Obiecałam, że odezwę się jak będzie po. Już po...wszystkim.

        Oczywiście on wniósł pozew o rozwód w odpowiedzi na mój o alimenty. Sprawy połączyły się. Nie walczyłam o orzekanie jego winy, nie warto się szarpać w nieskończoność.
        Moja smutna historia nie ma jednak HAPPY END-u.
        Z dniem wczorajszym zmieniłam status cywilny na "samotna mama", bo słowa "rozwiedziona" nie przyjmuję - nie na widzę. Mimo iż twierdził, że nie dostanę alimentów jakie chciałam - dostałam. Co czuję trochę ulgi, że skończyła się szarpanina, sprawa zamknięta, teraz tylko pozostało żyć w przekonaniu, że będzie spokojniej,
        że z czasem przestanie boleć i będzie lepiej.
        Pozdrawiam
        • akanka Re: Moja smutna małżeńska historia 13.11.12, 13:58
          teraz bedzie lepiej
          trzymaj sie
        • sebalda Re: Moja smutna małżeńska historia 13.11.12, 14:08
          Czyli tyle w nim pokładałaś nadziei, wierzyłaś, że Was nie opuści, nie oszuka, że nie zdradzał, a ten gnój jeszcze w sądzie chciał zmniejszyć alimenty na WŁASNE dzieci???
          Nie szafuję takimi określeniami, ale z całej opowieści wyłania mi się typowy gnój, nieodpowiedzialny, egoistyczny palant, wrrrrr.
          Bogu dziękuj, że w miarę szybko pokazał swoje oblicze i że dzięki temu wychowasz dzieci w spokoju, nauczysz je szacunku dla drugiego człowieka, bo z takim tatusiem to by się na pewno nie udało:(
          A tak z ciekawości: były utrzymuje stałe i ciepłe kontakty z dziećmi czy nowa pani (pewnie już kolejna młódka, bo takie łatwiej zbajerować) całkiem zawróciła mu w głowie?
          • sebalda Re: Moja smutna małżeńska historia 13.11.12, 14:11
            I jeszcze jedno. Twoja historia ma happy end. Pozostanie z takim człowiekiem nazywałabyś szczęśliwym zakończeniem? Pomyśl o tym.
            I podziękowania za to, że utrzymujesz kontakt na forum, tyle smutnych i dziwnych historii się tutaj przewija, my się produkujemy, a tak rzadko poznajemy ich zakończenie.
            Trzymaj się, jeszcze kiedyś podziękujesz Bogu lub losowi, co wolisz, za to, że się uwolniłaś:)
          • wojtas1303 Re: Moja smutna małżeńska historia 16.11.12, 13:10
            Jesteś porządną, wspaniałą Kobietą. Trafiłaś na nieodpowiedzialnego gó...arza. Myślę, że gdy ochłoniesz po tym wszystkim, zaczniesz spotykać się z kimś.Z tego, co piszesz, Twoim światem są Dzieci. Doskonale Cię rozumiem, ale powinnaś też pomyśleć o sobie. Pamiętaj, że jesteś Wielką Wartością sama w sobie i nie zniszczy tego wygłup tego dupka.Pozdrawiam:)
        • lovannet Re: Moja smutna małżeńska historia 13.11.12, 18:11
          Gratuluję wytrwałości!
          Czemu nie orzekałaś o jego winie? Dostałabyś jeszcze alimenty na siebie, niech ma!
          A co byłoby dla Ciebie happy endem?
          Ile alimentów dostałaś, jeśli mogę wiedzieć?
          Jakie plany na przyszłość?
          Trzymaj się ciepło, jesteśmy z Tobą!
          • jolaud Re: Moja smutna małżeńska historia 14.11.12, 11:40
            Pytacie o kontakty z dziećmi, początkowo jak się wyprowadził regularnie przyjeżdżał raz na miesiąc na 3-4 dni,ale potem coraz rzadziej. Teraz od pierwszej rozprawy do drugiej minęły 4m-ce, a dzieci wydziały go raptem 3 dni, uwzględniając już 2 dni przed ostatnią rozprawą. Alimenty dostałam 1500,00 na dwoje przy jego zarobkach ok 4-5 tys lub więcej na rękę. Tyle ile chciałam i ile do tej pory dobrowolnie wysyłał, a co stwierdził, że tyle nie dostanę. Sąd był jednak mi przychylny, choć tyle dzieci mają.
            Co do orzekania o winie, na pewno była by jego, ale czy warto się naciągać, to czas,
            nerwy i pieniądze, których nie mam. Teraz już po...więc powinno być spokojniej.
            Co do jego "młodych koleżanek" piszecie tak otwarcie, a mnie nadal trudno uwierzyć, że jest inna, kolejna jak nazywa "to tylko koleżanka". Nie wiem jaka jest prawda, bo nie ma mnie teraz przy nim, wiem, że póki co mieszka u rodziców. Chyba już nie ma co dociekać, bo straciło to znaczenie. Zapewne kiedyś będzie żałował tego co zrobił, ale nie mnie to już oceniać.
            Plany na przyszłość...? Nie planuję nic, może tylko najbliższy rok, pogodzić się z faktem, zadbać bardziej o dzieci i praca, którą jeszcze mam. Już raz zaplanowano mi życie, miałam być szczęśliwa, u boku faceta który mi to obiecał i dzieci miały dorastać przy nas, mieliśmy ich wspólnie wychowywać nauczyć szacunku do ludzi, a teraz zostałam z tym sama i pewnie tak już zostanie.
            • lovannet Re: Moja smutna małżeńska historia 14.11.12, 20:11
              A jak dzieci to znoszą? Jak przyjeżdża to robi z nimi coś ciekawego czy po prostu siedzi żeby się nazywało, że jest?
              1500 - wow! Naprawdę dużo. W takim razie masz też pieniądze na siebie i własne przyjemności, chociaż troszkę :)
              Co do winy - udowodniłaś mu zdradę czy jaki byłby inny powód dla jego winy?
              Masz zamiar już zawsze być sama? To niemożliwe! Życie jeszcze się do Ciebie uśmiechnie i przyśle Ci prawdziwego księcia z bajki :D
            • i-zka6 Re: Moja smutna małżeńska historia 24.11.12, 22:03
              Nigdy nie wlaczam sie w dyskusje, przynajmniej do tej pory...ale ten watek bardzo mnie poruszyl. Przeczytalam go chyba przed tygodniem i ciagle do niego w mysli wracam...Niezmiernie trzymam kciuki, zeby okres bolu i cierpienia minal jak najszybciej, zeby zycie w rzeczy samej niebawem przynioslo nowe mozliwosci, nowe-pozytywne emocje. Ostatni post autorki utwierdzil mnie w przekonaniu, ze nawet najwieksze nieprzyjemnosci mozna niesc z podniesiona glowa. Podziwiam autorke za spokoj i rozwage, za brak uzalania sie nad swoim losem, za przyzwoita dyskusje, za brak przeklenstw i zadzy pomsty. Zycze jak najlepiej!!! Izabela.
        • abssinthe Re: Moja smutna małżeńska historia 14.11.12, 12:43
          bedzie lepiej, jolaud...

          sciskam mocno.
          x
          • jolaud Re: Moja smutna małżeńska historia 24.12.12, 11:07
            No cóż zaledwie 2 tygodnie po rozprawie,moja naiwność stała się faktem.
            Wystarczyły 2 tygodnie by oficjalnie wyprowadził się od rodziców do swojej "Nowej Partnerki"
            jak to ujął "Nowego Życia". Przykre to bardzo.

            Wesołych, a zarazem spokojnych Świąt w gronie rodzin i najbliższych oraz zdrowia i pomyślności na Nowy Rok życzę Wam wszystkim.

            Dziękuję za wsparcie :)
            • mruwa9 Re: Moja smutna małżeńska historia 24.12.12, 11:53
              nie mow, ze wrocil z podkulonym ogonem, a ty go przyjelas pod swoj dach?
            • lovannet Re: Moja smutna małżeńska historia 24.12.12, 14:28
              Nie badz smieszna, rozwiedliscie sie, wec na co liczylas? Ze bedzie zyl samotnie do konca zycia? Daj mu juz spokoj,bo ta twoja "smutna historia" jest juz skonczona. Jest wolny i moze robic co chce, a Ty wreszcie sie pozbieraj.
              • altz Re: Moja smutna małżeńska historia 24.12.12, 15:23
                lovannet napisał(a):
                > Jest wolny i moze robic co chce, a Ty wreszcie sie pozbieraj.
                Prawda. Może nawet nie planował, ale się teraz zdecydował? Zresztą, nie ma to teraz najmniejszego znaczenia.

                Przejrzałem całą historię i mnie jedna rzecz nurtuje, takie programowanie facetów przez kobiety.
                To jest bardzo charakterystyczne, nie tylko w tym wątku, ale na forach w ogólności. Kobiety zupełnie ignorują pewne konsekwencje swojego zachowania.

                Jeśli ktoś miał do czynienia z dziećmi, to zna ten mechanizm w takiej dziecięcej postaci.
                Gdy dzieci się bardzo kręcą i ktoś im powie, że się zachowują jak szympansy, to będą to nawet demonstrować. Czasami na zamówienie grupy, pojawia się w grupie taki śmieszek, który sobie załatwia w ten sposób akceptację. U dorosłych działają podobne mechanizmy.

                Przy rozstaniach panie mówią bardzo źle o panach (w drugą stronę też to się zdarza).
                Panie często mówią, że panowie zostawią dzieci i zajmą się swoim nowym życiem, sugerują, że panowie je okradną, że zupełnie nie będą płacić na dzieci, że są niedojrzali itp.
                Panowie dostali już za swoje przyszłe winy, więc już nie mają blokady przed takimi zachowaniami. Co im panie zrobią oprócz tego, co już powiedziały czy zrobiły? Nic, kara już była.
                Podobnie pani wystarczy powiedzieć, że walczy o wysokie alimenty byle zniszczyć byłego partnera, że jest zachłanna i egoistyczna, potem pani już się zazwyczaj tak zachowuje.
                Jak ktoś się może zachowywać odpowiedzialnie, skoro mu się zupełnie nie ufa i przypisuje najgorszą motywację?
                Po takich akcjach na forach i podpuszczaniu nawzajem, odechciewa się jakiegokolwiek kontaktu rodziców między sobą po rozwodzie, przepowiednia się sprawdza co do joty.

                Ile pojawiło się tutaj bzdur w pseudonaukowej otoczce! Aż żal się robi, nie zamierzam cytować i utrwalać głupot. Obawiam się, że w zdecydowanej liczbie forumowych przypadków, ludzie nie myślą sami, tylko powtarzają głupoty po innych. Żenada.

                Tutaj wyjątkowo zachował się adwokat pani. Stwierdził, że poczekają, skoro mąż płaci. Mądrze zrobił. Sąd stwierdził, że jeśli pan płaci taką kwotę przez dłuższy czas, to widocznie jest taka umowa między rodzicami co do wysokości alimentów i sąd taką kwotę uznał. Dziwiłbym się, gdyby sąd zadecydował inaczej.
                • elizabeth7 Re: Moja smutna małżeńska historia 24.12.12, 19:40
                  Jakos nie wydaje mi sie, ze masz racje uwazajac, ze jak sie czegos nie powie to tego nie bedzie. Bo niby gdyby autorka watku nie powiedziala, że facet ma inna to on nie mialby chocby ja mial juz zamin ona to powiedzila? Gdyby kobieta nie podejrzewala, ze facet po rozwodzie przestanie sie ineteresowac dziecmi to on by nie przesal?
                  Jakos takie myslenie jak twoje podjezdza pseudomagia i wlasnie dziecinnym podejsciem - jak zamkniemy oczy to nas nie widac, jak czego nie mowimy to tego nie ma. Bzdura.
                  Wcale nie jest tak, ze wszscy rozwodzacy mowai zle o siebie nawzajem, a niczym dziwnym nie jest, ze kobieta z dziecmi martwi sie o swoja i dzici przyszlosc, szczegolnie gdy jest juz-nie-maz wcale sie nimi nie przejmuje.
                  Odrobina zrozumienia i empatii by sie przydala .
                  • altz Re: Moja smutna małżeńska historia 24.12.12, 20:45
                    elizabeth7 napisała:

                    > Jakos nie wydaje mi sie, ze masz racje uwazajac, ze jak sie czegos nie powie to
                    > tego nie bedzie
                    .
                    Ja tego nie powiedziałem. Powiedziałem tylko, że jak ktoś kogoś źle traktuje i źle o nim myśli i to pokazuje, to jest duża szansa na to, że tak ta osoba będzie się zachowywała.

                    > Bo niby gdyby autorka watku nie powiedziala, że facet ma inna
                    > to on nie mialby chocby ja mial juz zamin ona to powiedzila?
                    Nie mamy pewności, że miał romans. Akurat autorka wątku była w porządku, chodzi mi o inne wpisy.

                    > Gdyby kobieta nie podejrzewala, ze facet po rozwodzie przestanie sie ineteresowac dziecmi
                    > to on by nie przesal?
                    Ten sam błąd logiczny, już o tym pisałem wyżej.
                    Jak się mówi stale do sąsiada, że jest świnią i tylko czeka, aż mnie nie będzie w domu, żeby nas okraść, to jestem pewien, że sąsiad przestanie przychodzić, a jak się przytrafi okazja, to nawet jeśli nie sam ukradnie, to nie przypilnuje obcego.

                    > Jakos takie myslenie jak twoje podjezdza pseudomagia i wlasnie dziecinnym podej
                    > sciem - jak zamkniemy oczy to nas nie widac, jak czego nie mowimy to tego nie m
                    > a. Bzdura.
                    Wytłumaczyłem mechanizm.
                    Możemy mówić o własnych doświadczeniach, o doświadczeniach innych, i to jest w porządku. Ale o innym człowieku przed faktem nie powinno się tak mówić.

                    > Wcale nie jest tak, ze wszscy rozwodzacy mowai zle o siebie nawzajem
                    Przejrzyj ten wątek jeszcze raz, a może zmienisz zdanie. Gdyby tak robiła jedna osoba, to machnąłbym na to ręką, ale to nie jest jedna osoba.

                    > Odrobina zrozumienia i empatii by sie przydala .
                    Właśnie o to samo proszę. ;-)

                    Przejrzyj jeszcze raz całość, a zobaczysz, o co mi chodzi, o ile będziesz uczciwa wobec siebie.
                    Mechanizm jest znany, stale się o tym mówi w kontekście wychowywania czy pracy z młodzieżą, wystarczy przeczytać byle jaki podręcznik. Jeśli się będzie o kimś stale mówić, że jest kryminalistą i jest do niczego, to taki z czasem będzie, o ile nie ma tyle ambicji, żeby pokazać na złość, że to nie prawda. Mało kto ma taką ambicję.
                    Tutaj panie przesadzają, Amerykanie przesadzają z kolei w drugą stronę, gdyby było jakoś pośrodku, byłoby ekstra i może ludzie po rozwodach jakoś by się dogadywali. W Polsce jest z tym fatalnie i skądś się to bierze.
                    • elizabeth7 Re: Moja smutna małżeńska historia 24.12.12, 23:14
                      Mylisz wplyw traktowania dziecka na na jego rozwoj z mowieniem do lub o doroslym czlowieku a to zupelnie inne kwestie.
                      Jesli dziecku bedzie sie mowilo, ze jest glupie, to w to uwierzy, dorosly, uksztaltowany czlowiek absolutnie nie. Do tego dzieckunawet jesli rodzic bedzie mowil, ze jest glupie a wszkole uslyszy cos innego, to niekoniecznie uwierzy rodzicowi.
                      Jesli chodzi o kwestie podejrzenia o romans meza czy żony, to wyjatkowo w takich kwestiach da sie byc pewnym na 100% ale jesli - jak to kiedys na tym forum ladnie ujela pani ekspert - "maz przeniesie calkowice zaangazowanie poza dom" to ta mityczna pewnosc czeka tylko gleboko naiwna. I mowienie o tym niczego nie powoduje, moze tylko przyspiesza.
                      Przeczytalam ten watek i czytam inne. Tu wyjatkowo ludzie pisza o problemach a nie o radosciach. to tak jak do lekarza przychodza wylacznie chorzy a swiat sklada sie tez ze zdrowych.
                      • altz Re: Moja smutna małżeńska historia 25.12.12, 00:30
                        elizabeth7 napisała:
                        > Przeczytalam ten watek i czytam inne. Tu wyjatkowo ludzie pisza o problemach a
                        > nie o radosciach.
                        Jak czytam takie teksty kobiet między sobą, to przychodzi mi na myśl rozmowa między myśliwymi w rodzaju: zabij, bo ucieknie. :D
                        Nie przejmuj się tak i nie tłumacz, nie odpowiadasz za tych ludzi. :D A ja mam prawo do z zniesmaczenia, chociaż wiem, że ludzie są w dużej mierze ułomni.
                        • elizabeth7 Re: Moja smutna małżeńska historia 25.12.12, 08:14
                          Jeszcze raz napisze - fora sa raczej krzywym zwierciadlem zycia niz samym zyciem. Jesli wejdziesz na forum rozwod to nie dziw sie, ze ludzie pisza o rowodach i to zwykle trudnych dla nich a nie latwych. Jesli wejdziesz na forum, gdzie radzi psycholog to nie dziw sie, ze ludzie pytaja o to jak rowiazac trudne sytuacje a nie jak spieprzyc fajne. Wejdz na froum zdrowie kobiety i napisz, ze kobiety wylacznie narzekaja na zdrowie.
                          Ulomnosc tez polega na tym, ze niektorzy czuja sie zniesmaczeni tym czego nie doswiadczyli.
                          • altz Re: Moja smutna małżeńska historia 25.12.12, 10:06
                            lizabeth7 napisała:
                            > Jeszcze raz napisze - fora sa raczej krzywym zwierciadlem zycia niz samym zycie
                            > m.
                            Mam wątpliwości. Wydaje mi się, że ludzie ładnie się ukrywają w codzienności, dbają o pozory, a na forum płynie pełnym rynsztokiem prawda, bo forum daje poczucie anonimowości.

                            > Ulomnosc tez polega na tym, ze niektorzy czuja sie zniesmaczeni tym czego nie d
                            > oswiadczyli.
                            Czy o sobie piszesz? Ja tak nie mam. Mnie tylko zniesmacza chamstwo osób, które z naznaczenia instytucji prawa ma być głównym rodzicem, opiekunem, wychowawcą i mistrzem dla dziecka.
                            Zamiast wykopać sobie norę w ziemi i tam medytować z dala od ludzi, sprawuje tak poważne funkcje.

                            Tylko kilka przykładów, a ten wątek to skarbnica dla badaczy agresywności polskich kobiet. ;-)
                            To jest zachęta do wojny, przygotowanie do walnej bitwy, a powinna być preferowana mediacja, rozmowa i rozliczenie się z drugą stroną, jakieś porozumienie, bo nikt nie jest własnością drugiego, a związki tworzymy w jakimś celu, ale też nie na zawsze.
                            Jasne, że trzeba zabezpieczyć swoje interesy i dzieci, ale można to zrobić w taki sposób, żeby potem móc spojrzeć w lustro i być tym lepszym w konflikcie, a nie takim samym.
                            Pojawił się w cytatach jeden pan, żeby nie było, że pomijam ten aspekt. ;-)

                            Asiara74
                            Faceci to jednak sk...ny.

                            Marynika44
                            teraz to można tylko wystawic fagasowi walizki

                            Mrsnice
                            TYPOWE. Klasyka męska.

                            Facet
                            Przestań na ten temat rozmawiać z mężem i uśpij jego czujność.

                            Laura
                            Zostawi cię z dziećmi, bez pieniędzy na dzieci, za to z długami, które będziesz ty spłacała

                            Mamitymi
                            Chcesz na niego czekac to czekaj, ale mu nie ufaj!

                            Marcowa
                            Nie na darmo nawet psycholodzy twierdzą, że ojciec dotąd kocha dzieci, dopóki kocha ich matkę. Oczywiście nie zawsze, ale przeważnie. Bardzo okrutne, ale prawdziwe.

                            Triss
                            Nie mów panu mężu o żadnych swoich planach, wątpliwościach i dylematach, bo tylko dasz mu impuls do zniknięcia za granicą i nie zdążysz wyegzekwować kasy na dzieci.

                            Mógłbym tak dalej cytować z tego jedynego wątku i to jest smutne.
                            Jeśli nadal nie rozumiesz, o co mi chodzi, to chyba jest to jakieś wyparcie albo ja jestem taki kiepski, że nie potrafię wytłumaczyć. Tak, czy siak, dla mnie to koniec tłumaczenia tej sprawy.

                            Pozdrawiam i Wesołych!
                            • elizabeth7 Re: Moja smutna małżeńska historia 25.12.12, 10:48
                              A ja moge znalezc nie mniej cytatow lagodnego i ugodowego sposobu podejscia i nie mniej takich posrodku i co to bedzie oznaczalo? Moim zdaniem to, ze ludzie sa rozni i maja rozne podejscie do roznych spraw, rozne doswiadczenia zyciowe. Twoje wpychanie kobiet do nory jest wylacznie twoim wpychaniem ich do nory.
                              z tego co piszesz, widze, uwazasz, ze kobieta, ktora z racji - jak to nazywasz " naznaczenia instytucji prawa ma być głównym rodzicem, opiekunem, wychowawcą i mistrzem dla dziecka" powinna byc mila, lagodna i nawet krzywdzona nie powinna zle myslec ani bron-bog mowi zle o krzywdzicielu bo moze to na nia jeszcze wieksza krzywde sciagnac. No i oczywiscie ponosi wine za niewysterowanego odpowiednio mezczyzne (bo on jak to dzicko we mgle)- jak o nim mowi zle to on bedzie dobry a jak zle to bedzie zly.
                              moim zdaniem podejcie z kosmosu albo ... jestes facetem. takim samym dobrem ktory trafia tylko na zle kobiety i przez to mu nie wychodzi.
                              • altz Re: Moja smutna małżeńska historia 25.12.12, 12:17
                                elizabeth7 napisała:
                                > A ja moge znalezc nie mniej cytatow lagodnego i ugodowego sposobu podejscia i n
                                > ie mniej takich posrodku i co to bedzie oznaczalo?
                                Będzie oznaczało, że te osoby nie są zafiksowane na walkę. Dobrze, że powiesz, które to osoby, może inni będą bardziej się z nimi utożsamiać i starać się rozwiązać problemy nie krzywdząc wszystkich naokoło, siebie również.

                                > z tego co piszesz, widze, uwazasz, ze kobieta, ktora z racji - jak to nazywasz
                                > " naznaczenia instytucji prawa ma być głównym rodzicem, opiekunem, wychowawcą
                                > i mistrzem dla dziecka" powinna byc mila, lagodna i nawet krzywdzona nie powin
                                > na zle myslec ani bron-bog mowi zle o krzywdzicielu
                                Nie tak uważam i piszę o tym wprost. Trzeba więc jeszcze raz i wielkimi literami. :-)
                                Nie powinno się mówić źle o kimś, kogo się nie zna, przenosząc swoje własne doświadczenia na prawie połowę ludności kraju. To jest złe i agresywne. Niech się taka osoba zapisze do sekcji bokserskiej albo na maratony i tam się wyżywa, może emocje ulżą. :-)
                                Nawet jeżeli pani ma rację co do partnera, którego kiedyś sobie sama wybrała, a z którym jej obecnie nie po drodze, lepiej się rozstać bez wojny, bez wyzywania. Choćby dla własnego spokoju i dla łatwiejszej współpracy w opiece nad dzieckiem. Ludzie są, jacy są, nie są idealni, można zatroszczyć się o dziecko, o własne interesy i po tym wszystkim rozmawiać z Byłym. Da się, wystarczy tylko chcieć. Nawet swój żal można wypowiedzieć kulturalnie.
                                U nas w kraju działa system gilotyna, obrażanie, wyzywanie i ucinanie wszystkich kontaktów przy aplauzie koleżanek. Takie postawienie sprawy na głowie powoduje to, że 97% przypadków porozwodowych kończy się samotną opieką matki nad dziećmi. Koleżanki, sądy i głupie przepisy przyczyniają się do tego. Takich współczynników nie ma w innych krajach, a przecież Polacy nie są aż tak inni od całej reszty.
                                • krokodil123 Re: Moja smutna małżeńska historia 25.12.12, 13:57
                                  Altz, spotkałam tutaj dużo twoich postów nawiązujące do sprawy wyłącznej opieki matki po rozwodzie. Ja do baranków raczej nie nalezę, sama uważam się za osobę spontaniczną i bardzo agresywna, co do swojego eksa mam po rozwodzie ciągle złe doświadczenia i on mi takowa dodaje non-stop.
                                  Mimo tego rozwód był za porozumienie stron i "oddałam" mu jednego dzieciaka "dla niego".
                                  W sensie nie uzurpowałam do "dziecka na wyłączność" a o tym żeby złe myśleć o byłym nie pomogła mi żadna koleżanka a on sam.
                                  • altz Re: Moja smutna małżeńska historia 25.12.12, 14:56
                                    krokodil123 napisała:
                                    > Altz, spotkałam tutaj dużo twoich postów nawiązujące do sprawy wyłącznej opieki
                                    > matki po rozwodzie.
                                    Nawiązuję, bo tego nie da się zmanipulować, to są twarde fakty i z czegoś wynikają. Niewiele kobiet się nad nimi poważnie zastanawia.

                                    > rozwód był za porozumienie stron i "oddałam" mu jednego dzieciaka "dla niego".
                                    > W sensie nie uzurpowałam do "dziecka na wyłączność" a o tym żeby złe myśleć o b
                                    > yłym nie pomogła mi żadna koleżanka a on sam.
                                    Ale nie uważasz, że jestem świnią, nie płacę alimentów, nie okradnę Cię, jak mnie zaprosisz? :-)
                                    Tak panie piszą na forach o obcych i zupełnie nieznanych panach, gdyby tak któraś do mnie napisała na starcie, nie zdziwiłbym się zupełnie.
                                    Ja też zostałem odpowiednio opisany przez Byłą i wielokrotnie oskarżony. Tam, gdzie występowałem w dobrej roli, jest albo ona sama, albo jest czarna dziura i wszystko się cudownie samo zrobiło czy rozwiązało, nie mam dobrych cech, a nawet jak mnie musi pochwalić, to na zasadzie "nie był najgorszym zawszawionym lumpem". Po czymś takim straciłem zupełnie zaufanie, nie możemy współpracować, chociaż logicznie rzecz biorąc, przydałoby się.
                                    Mąż pewno jakoś Tobie podpadł, Ty jemu być może również, ale nie rzucacie się na siebie z pazurami, staracie się jakoś funkcjonować w taki sposób, żeby wspólnie wspierać dzieci.
                                    Rozumiem, że decyzja w sprawie dzieci była wspólna, nie znam sytuacji, więc się nie będę wypowiadał, ani nikogo obrażał. :)
                                    • krokodil123 Re: Moja smutna małżeńska historia 25.12.12, 15:11
                                      napisze na prywatnego
                                • elizabeth7 Re: Moja smutna małżeńska historia 25.12.12, 14:06
                                  Jak pokazuja statystki w 2011 roku bylo 64594 rozwodow, 12228 z winy meza, 2143 z winy zony, 3111 z winy obu stron, 47112 bez ozekania o winie, wiec nie pisz, ze 97% kobiet samotnie zajmuje sie dziecmi z powodu tego, ze sa zle, zle nastawione i do tego maja zle kolezanki.
                                  To co piszesz pokazuje, ze zle oceniasz kobiety. moze nie siedz na takim forum, gdzie krzywy obraz krzywi ci sie jeszcze bardziej.
                                  Ja jakos nie wierze w to (moze dlatego, ze mam dlugoletnie zwiazek malzenski i nie zanosi sie na zmiany), ze ktokolwiek sie rozwodzi bo lubi i ze kobiecie z malutkimi dzicmi nie po drodze z mezem jesli on ja szanuje. Tu czesto kobiety opisuja sytuacje gdy to mezowi nie jest z nimi po drodze lub pytaja co robic, by przemocowy maz sie zmienil. Mnie jakos nie dziwia odpowiedzi ktore ciebie dziwia bo zbyt dlugo zyje na tym swieci by wierzyc w zmiany pod wplywem perswazji i wlasnego dobra i dobrego mowienia. Ludzie zmieniaja sie gdy musza i boja sie, co widze i w pracy i wokol siebie. Nie uwazam, ze polowa kraju jest przemocowa i nie uwazam, ze ktos opiniujac zachowanie czyjekolwiek pisze o oglole.
                                  kobiety dizsiaj, to nie to co "kiedys", nie czekaja biernie na to, ze mezczyznie sie co odmieni, ze moze sie opamieta (wg GUS na te 64594 rozwody, 44177 jest na wniosek kobiet) . Ale nieprawda jest ze nie chce dobrych relacji po rozwodzie dla dobra dzieci. Czasem nawet wlasnie dla dobra dzieci sie rozwodza.
                                  • altz Re: Moja smutna małżeńska historia 25.12.12, 14:38
                                    elizabeth7 napisała:
                                    > Jak pokazuja statystki w 2011 roku bylo 64594 rozwodow, 12228 z winy meza, 2143
                                    > z winy zony, 3111 z winy obu stron, 47112 bez ozekania o winie, wiec nie pisz,
                                    > ze 97% kobiet samotnie zajmuje sie dziecmi z powodu tego, ze sa zle, zle nasta
                                    > wione i do tego maja zle kolezanki.
                                    Widzisz, tak wyglądają rozmowy między płciami w Polsce, jak Twój wpis. :-)
                                    Ja o czym innym, Ty o czym innym mi odpowiadasz. Nie wierzę, że nie rozumiesz, po prostu starasz się nie odpowiadać, jakoś wybrnąć albo za wszelką cenę bronić przegranej sprawy.
                                    97% spraw kończy się przyznaniem opieki nad dzieckiem matce, gdy gdzie indziej wskaźniki są na poziomie 70% do 30%. Ze statystyką się nie dyskutuje, nie można się jej pożalić, ani przy niej zapłakać, jest prawdziwa i pokazuje jakieś zjawisko.

                                    > Tu czesto kobiety opisuja sytuacje gdy to mezowi nie jest z nimi po drodze lub pytaja co
                                    > robic, by przemocowy maz sie zmienil.
                                    Znowu przeskok na inny temat. Ja do tego tematu nic nie mam, zdarza się, trzeba działać i pomagać, podpowiadać jakieś rozwiązania.
                                    Pisałem już, że chodzi mi raczej agresję pod kątem mężczyzn na forum, ocenianie człowieka, którego zupełnie się nie zna. Pewne niewygodne tematy zamiata się pod dywan. Obejrzałem sobie dokumenty, okazuje się, że sądy i ministerstwo są w porządku, ale przecież dokumenty są sporządzane za pieniądze ministerstwa, więc dlatego taka opinia. :-) Dla mnie RODK jest organizacją przestępczą, nie boję się tego powiedzieć.
                                    Podobnie niebieska linia jest tylko o przemocy wobec kobiet, przemoc kobieca jest skrzętnie skrywana. Strona i organizacja jest wspierana przez ministerstwo sprawiedliwości, więc jakie mogą być wyroki? Sędziowie znają linię działania i często tak postępują. W normalnym cywilizowanym kraju to jest nie do pomyślenia, żeby ministerstwo sprawiedliwości angażowało się w wykluczenie połowy społeczeństwa.
                                    To, co się dzieje na forum, to jest prawda. Takie są kobiety. Może nawet połowa jest potwornie agresywna, druga część korzysta z osiągnięć tej pierwszej. Na forum nie trzeba się ukrywać z poglądami, we własnym społeczeństwie, trzeba się czasami ugryźć w język.

                                    > Ludzie zmieniaja sie gdy musza i boja sie, co widze i w pracy i wokol siebie.
                                    Ludzie powinni bać się przede wszystkim konsekwencji i kary nie do uniknięcia, a nie fałszywych oskarżeń i osoby z pianą na ustach, to nikomu nie służy.

                                    > Ale nieprawda jest ze nie chce dobrych relacji po rozwodzie dla dobra dzieci.
                                    Może i chcą, ale często postępują zupełnie odwrotnie, wbrew logice, a czasami jak po prochach.
                                    • lena575 Re: Moja smutna małżeńska historia 25.12.12, 15:36
                                      Zeby odpowiadac na twoje kazde zdanie musialabym - jak ty - ciac wypowiedzi i je "zbijac" a to be sensu tym bardziej, ze czasem przeczysz sam sobie. Mozna tak sie zadyskutowac.
                                      Pisanie "gdzie indziej jest inaczej" nic nie mowi. Gdzie?, daj dane. Moj brat jest prawnikiem w Kanadzie i mowi, ze tam tez matki sa forowane decyzji o stalej przy opiece nad dzickiem, szczegolnie jesli to glownie one do czasu rozwodu opiekowaly sie dziecmi.
                                      Wypowiadasz sie na temat tego forum, jak to kobiety tu sa okropne, agresywne, potem troche sie wycofujesz ...nie o to ci chodzilo ...moze nie w pryzpadku tyej pani, tej sprawy ale ogolnie to i tak kobiety sa okropne. tak ogolnie. I chcesz dyskusji.
                                      Piszesz o mechaniźmie wychowanie dzieci w kontekscie zachowan facetow (samego cie to nie obraza???) jakby facet to bylo male dziceko. Piszesz o jakim mitycznym wplywie kolezanek i tego co ktos na forum napisal. Twoje slowa "Po takich akcjach na forach i podpuszczaniu nawzajem, odechciewa się jakiegokolwiek kontaktu rodziców między sobą po rozwodzie, przepowiednia się sprawdza co do joty' jakby dorsli ludzi byli niepelnosprawni umyslowo i moralnie gietcy jak plastelinai od kilku wpisow na forach charakter im sie zmienial. a tak nie jest. Ale przypomina mi to takie stare oczekiwania od kobiety, ze nawet zlego faceta wyprowadzi "na ludzi", takie oczekiwanie od kobiety za wziecie odpowiedzialnosci za cale zycie rodzinne. A facet jak dziecko.
                                      Ludzie sie rozwodza bo w malzenstwie im zle, bo czasem sa zle traktowani i nie potrafia sie dogadac. Rozgrywki dzicmi uskutecznija czasem obie strony - on ;jak nie bedzie tak jak ja chce to TOBIE alimentow nie zaplace, ona ; jak mi sie bedzie podobalo to utrudnie ci kontakty z dzieckiem. Dzieci na tym traca ale on uwaza, ze to jej wina a ona, ze jego, on uwaza, ze dla dobra dzieci ona powinna sie z nim dogadac a on, ze ona i nia. Wiele razy slysze jak facet o alimentach na wlasne dzieci mowi, ze to kasa dla bylej zony i placac kilkaset PLN uwaza to za majatek.
                                      Ludzie nie musz ukrywac sie z pogladami na temat rozwodu, alimentow, zon i mezow.
                                      Ty czytajac rady dla kobiet ktorych mezowie zle je traktuja czy tez przeniesli swoje zainteresowanie poza dom i loze malzenskie chcialbys poczytac rady typu - przeczekaj. A jak juz pisalam, spoleczenstwo sie zmienilo, mentalnosc sie zmienila i dzis samodzielnie wychowujaca dzieci kobieta jest odbierana naturalnie i wszyscy wiedza, ze latwo jej nie jest , rozowdy spowszednialy wiec nie musza przeczekiwac.
                                      Wiesz, dzis nawet ksieza w kosiciele mowia, ze kobiety nie tylko nie musza ale nawet dla dobra dzieci nie powinny znosic ponizenia i przemocy i powinny walczyc o swoja godnosc.
              • elizabeth7 Re: Moja smutna małżeńska historia 24.12.12, 19:26
                Jestes zwykla egzaltowana (w najgorszym tego slaw znaczeniu) pipa. Raz do autorki watku piszesz 'kochaniutka', "jak cos potrzebujesz to pisz" a teraz "nie badz smieszna".
                wlasne dobre rady zachowaj dla siebie, bo one swiadcza o tobie. żle swiadcza.
                • jolaud Re: Moja smutna małżeńska historia 25.12.12, 21:28
                  Może warto zakończyć ten wątek, ostatnim wpisem chciałam "podkreślić", jak to Panowie kłamią, co wiele osób tutaj już jasno powiedziało od początku wątku. Nie wierzyłam w to co wiele osób pisało na początku, ale teraz przyznaję Wam rację. Jak to po czasie zapewniana mnie do samego końca, że jestem sam, mam dość kobiet i związków, to tylko koleżanka, wyleczyłem się itd itd...po prostu zostałam oszukana, okłamana. Rozumiem, że każdy ma prawo do ułożenia sobie życia, ale po co "w żywe oczy kłamać"??? Czy Panom na tyle brak honoru i godności?? Nie wiem jak inaczej to nazwać.
                  Co do kontaktów tatusiów z dziećmi i- w moim przypadku z racji, iż dzieli nas 500 km i dzieci są małe, nie ma możliwości częstych kontaktów. Mimo iż dostał 2 dni (weekend) w miesiącu, po półtora miesięcznym planowaniu przyjazdu na 2 dni przed odwołał. Wcześniej też kontakty nie były regularnie (raz na 2-3m-ce 2-4 dni w miejscu zamieszkania dzieci),uwierzcie nie zabraniałam (jedyny mów warunek to na chwilę obecna spotkania maja w w miejscu zamieszkania maluchów), nie ustalałam mu terminów, dostosowywaliśmy się do jego czasu, ale mimo to teraz z perspektywy czasu nie uwierzę, że mu zależy. Co jeszcze mogę dodać - alimenty, które są dla dzieci już po uprawomocnieniu wyroku wysłał mniej. Bardzo się zraziłam do płci przeciwnej-zdystansowałam przez tek okres prawie 2 lat. Każdy ma swoje doświadczenia i powiedziałam bym, iż każda płeć ma swój punkt widzenia.
                  Wiem jedno nie warto się szarpać !
                  • lovannet Re: Moja smutna małżeńska historia 26.12.12, 10:35
                    Myślę, że powinnaś zacząć od bycia szczerą z samą sobą. Jeżeli jest Ci łatwiej się z tym pogodzić oczerniając go, to rób to raczej w swojej głowie a nie wciskaj kłamstw wszystkim dookoła. Czy ten odwołany wyjazd nie miał przypadkiem jakiegoś uzasadnienia? Czy tak po prostu go odwołał? Nie chce mi się też wierzyć w to, że kłamał Ci na temat tego, że jest sam. Może po prostu unikał odpowiedzi i nie chciał, żebyś wtrącała się w jego życie, co jak widać robisz, na dodatek bez żadnych ograniczeń. Jeszcze tylko brakuje żebyś zaczęła robić wyrzuty jego obecnej partnerce.
                    Może i dobrze, że zraziłaś się do mężczyzn, bo chyba uważasz się za cud natury i błogosławieństwo dla każdego faceta, a śmiem przypuszczać, że jest dokładnie odwrotnie.
                    • cyn-ta Re: Moja smutna małżeńska historia 26.12.12, 11:00
                      Jesteś żałosna lovannet. Czyżby kolejna koleżanka męża?? Nie zdziwiłabym się heheh
                    • jolaud Re: Moja smutna małżeńska historia 26.12.12, 14:52
                      Lovannet - nie mam powodu nikogo okłamywać tym bardziej siebie.Śledząc Twoje wpisy od początku to raczej powinnaś rozumieć doskonale sytuację gdyż jak wcześniej pisałaś sama kiedyś byłaś w podobnej i wtedy to rozumiałaś... teraz zauważam, że zmieniasz punkt widzenia, cóż czasy i ludzie się zmieniają-nie mnie to oceniać.
                      Odwołany przyjazdy oczywiście, że miał uzasadnienie za pierwszym razem jako powód usłyszałam brak kasy, a kolejnym razem kiedy już potwierdził, że nie przyjedzie powiedział, że ma niesprawne auto. Z różnicą tą, że wcześniej kiedy takie sytuacje się zdarzały miał od kogo pożyczyć samochód (ojciec, brat siostra), czy też nawet kasę, a teraz jak widzę jest to problem. Nie ja wnosiłam o rozwód, nie ja tego chciałam. Wybrał "inne życie", bo rodzina była mu już nie po drodze i niestety ponosi tego konsekwencje w formie zabezpieczenia finansowego dzieci, ja również płacę wysoką cenę tego co się stało- samotne macierzyństwo, co wiele osób potwierdzi nie jest łatwe.
                      A cud natury hehe dobre,nie potrafię tego skomentować co najwyżej-rozbawiło mnie :)
                  • cyn-ta Re: Moja smutna małżeńska historia 26.12.12, 11:09
                    Pewnie bał się, że możesz zmienić zdanie i wnosić o rozwód z jego wyłącznej winy. Kłamca i tchórz. W dodatku to coś zasługuje na najwyższą pogardę ze względu na to, jak traktuje własne dzieci. Alimenty na własne dzieci MA OBOWIĄZEK płacić i tego powinnaś dopilnować. Szkoda dzieci, że mają ojca dupka. Co do reszty - szarpać się nie warto.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja