vikea
20.05.11, 15:36
Trafiłam na to forum, w zasadzie nie wiem czy mój post nadaje się na nie bo nie jest o problemach rodzinnych a raczej o braku rodziny. Ale może ktoś coś pomoże. Ale do rzeczy. Mam 41 lat i jestem sama, właściwie od zawsze. Nigdy nie byłam chyba w takim prawdziwym związku z przyszłością. Oczywiście były jakieś znajomości, nawet sporo, jakieś spotykania się, niby związki bo ja nigdy nie czułam się w związku i nikogo nie nazywałam to mój narzeczony, partner ani nikt nie nazywał mnie swoja dziewczyną. Po 30 zaczęłam się trochę martwić, po 35 trochę bardziej, efekt był tylko taki, ze poznawałam więcej facetów, natomiast było tylko więcej porażek i nic z tego nie wynikało. Zgłosiłam się do psychologa, byłam nawet na 3 miesięcznej intensywnej terapii grupowej - codzienne spotkania, ale w zasadzie stwierdzono ze nic mi nie dolega, jestem że tak powiem "normalna", chwilowe depresje minęły. Mam normalną rodzinę, mój ojciec zmarł wiele lat temu, mam rodzeństwo, dobre stosunki z rodziną, mam przyjaciół, koleżenki, znajomych. Więc nie jest to tak, ze nie potrafię nawiązać bliskich relacji z ludżmi, mam bardzo dobre relacje. Jestem rozmowna, kontaktowa, mam bardzo samodzielny zawód wymagający wielu rozmów z obcymi ludźmi i radzę sobie w tym bardzo dobrze.
Nie wiem kompletnie co mi dolega :( Ale coraz bardziej się boję. Starzeję się, już nie to zdrowie, mam jakieś kłopoty z sercem, boję się że jak mi się cos stanie nawet nie zdążę zadzwonić po karetkę - mieszkam sama. Wiem, ze mama kiedyś odejdzie, teraz jak byłam chora tak ze nie moglam sie ruszyć z łózka przyjechała mama, inaczej nawet nie miał by mi kto podac wody. Rodzeństwo ma małe dzieci, swoje sprawy.
Czy jest na to wszystko jakaś rada? Zawsze wydawało mi sie, ze chce mieć rodzinę, męża dzieci, ale im jestem starsza tym bardziej jakoś to wszystko się oddala ode mnie, i coraz mniej w to wierzę. Był czas że mialam duzo optymizmu, wydawało mi sie ze to tylko kwestia czasu, że w koncu znajdę kogoś. Ale teraz już nie wiem...