Dodaj do ulubionych

co ja mam zrobić?

27.06.11, 07:02
Witam, piszę tutaj bo już nie wiem do kogo mam się zwrócić a szukam kogos kto otworzy mi oczy chociaż tak naprawdę wydaje mi się że same zaczynają mi się otwierać.
Jesteśmy małżeństwem 6 lat, a nasze problemy tak naprawdę jak teraz zaczynam o tym mysleć trwają praktycznie od zawsze, chociaż może na samym początku było dobrze, sama nie wiem… Po ślubie zamieszkaliśmy z Męża bratem i już w tydzień po mojej przeprowadzce zaczęłam bratu przeszkadzać. Mieszkaliśmy razem przez pół roku i to był koszmar. Podczas kłótni i wymiany zdań mój mąż praktycznie zawsze stawał po stronie brata bo przecież z nim mieszkał przez wiele lat (ich Mama zmarła jak ledwo co weszli w wiek pełnoletni a ojciec szybko się wyprowadził do innej kobiety). Miałam do Męża duży żal o Jego zachowanie, rozmawiałam, rozmawiałam i jeszcze raz rozmawiałam ale teraz mam wrażenie, ze sama ze sobą. Brat wyprowadził się po pół roku a my kupiliśmy to mieszkanie, wyremontowaliśmy i tak sobie tam mieszkaliśmy.
W międzyczasie w naszym domu pojawił się Internet, przekleństwo, jakich mało. Mój Mąż zaczął przesiadywać w necie na różnego rodzaju portalach związanych z Jego zainteresowaniami. Potrafił i nadal potrafi przesiedzieć przed kompem do 4 nad ranem. Jestem pewna na 200%, że nie ma tam żadnej „koleżanki” wiec żadna kobieta nie wchodzi w grę. Próby rozmów, prośby, groźby pomagały ale na krótki, czasem trochę dłuższy czas, odłączanie Internetu też było ale ze względu na to, że chodziłam do szkoły nie mogło to trwać wiecznie.
1,5 roku temu przyszedł na świat nasz Synek, moje Kochane Maleństwo. I wszytsko było dobrze tez tylko przez pewien czas. Później zaczęło się wytykanie i twierdzenie, że skoro siedzę na macierzyńskim to nie mogę być zmęczona itp.
3 miesiące temu przeprowadziliśmy się do miejscowości moich Rodziców bo ze względu na to że zajmują się Oni Synkiem jak my jesteśmy w pracy żeby było nam i im łatwiej. Poza tym mieszkanie jest w bezpieczniejszej dla Dziecka okolicy.
Rodzina. Z rodziną jest mały problem. Ja jestem bardzo rodzinna i potrzebuję kontaktów z moją rodzina, głównie rodzicami, babcią i kuzynką. A On najchętniej siedziałby w domu przed kompem (nie robi tego bo Mu na to nie pozwalam). Poza tym Jego rodzina od samego początku mnie nie cierpi (nie bardzo wiem za co) teraz to już z wzajemnością.
Ok. miesiąca temu okazało się, ze jestem w ciąży z czego mam wrażenie, ze tylko ja się cieszę. Bo mój Mąż przyjął to „mechanicznie”, a moja Mama powiedziała tylko, ze jest w szoku i że Jej zdaniem nie jest to najlepszy moment.
Właściwie teraz nie wiem co mam napisać. Mamy różne, a nawet bardzo różne charaktery. Ja mówie wszytsko co mi leży na sercu, a On nie mówi praktycznie nic. Powtarza tylko, że to się wszystko zmieni, że jeszcze zobaczę…
Od miesiąca nie robimy nic tylko codziennie się kłócimy. I to o wszytko, nawet o najmniejszą pierdołę. Właściwie już teraz to nie przebieram w słowach i mówie co mi ślina na język przyniesie, a On tylko wymachuje rękami, strzela idiotyczne miny i powtarza swoje magiczne słowa. Wykańcza mnie to.
Rozmów nie ma i nigdy nie było – przyczyna – nieokreślona. Za każdym razem kiedy prosiłam żeby ze mna porozmawiał to twierdził, ze nie ma o czym. Za każdym razem kiedy prosiłam żeby powiedział mi co jest ze mną nie tak twierdził, ze nie ma o czym mówić. Wiem, ze bardzo dużo jest tu mojej winy ze względu na to co mówię, a dwa razy nawet Go uderzyłam. To co On robi jest dla mnie jak woda na młyn.
Nie ma między nami czułości, przytulania itp. Seks jeżeli jest to mechaniczny i właściwie nie ma tu o czym mówić. A ja jestem jak kot - potrzebuję czułości i jej brak mnie zabija. I to nie jest tak, ze ja jej tylko żądam ale On po prostu jej nie chce i nie potrafię sobie przypomnieć aby kiedykolwiek chciał (może kiedyś na samym początku).
Chyba chciałabym się rozwieść. Pisze chyba bo nie wiem jakie są tego konsekwencje. Mamy mieszkanie na kredyt – chciałabym przejąć ten kredyt i zachować mieszkanie. I bezwzględnie chcę aby Syn został pod moją opieką bo po prostu nie wyobrażam sobie tego inaczej.
Poza tym jest mi wstyd. Wiem, że jeżeli wniosek pozew o rozwód to będzie to wielki cios dla moich Rodziców, a ja nigdy nie chciałam ich zawieść. Zacznie się wyciąganie brudów i tego jaka to ja jestem zła. Nie wiem czy dam radę.
Proszę poradźcie mi coś. Z góry dziękuję

Obserwuj wątek
    • blue_romka Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 07:46
      Dużo złego wydarzyło się już w Waszym małżeństwie i to z winy obojga. Rozwieść się zawsze zdążysz, ja proponuję terapię małżeńską. Psycholog pomoże Wam rozsupłać ten węzeł i jest duże prawdopodobieństwo uratowania związku.
      • listekzielony Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 08:16
        ja mam wrażenie że to tylko moja wina, przez to że mam taki niewyparzony język... Na terapię mój Mąż się nie zgodzi bo już kiedyś to przerabialam - twierdzi że to nie jest nam potrzebne.
        • mama.rozy Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 08:43
          a jakbyś mu powiedziała,że Tobie jest potrzebne?poprosiła?powiedziała,że chciałabyś się dowiedziec,co jest nie tak i co można uratowac?
          pamiętaj,jesteś w ciąży,hormonów masz więcej niż zdrowego rozsądku;)
          może wyjechałabyś tez gdzieś sama z dzieckiem(jednym i drugim;))?odpocząc.
          albo razem,z daleka od rodzinnych uwag
          • noname2002 Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 09:11
            Przede wszystkim w ciąży ciężko jest uzyskać rozwód-ciąża jest dowodem, że nie ma rozkładu więzi małżeńskich.
            Może jeśli mąż nie zgadza się na terapię, to Ty idź do psychologa? Chociażby żeby sobie poukładać czego właściwie chcesz od męża, czy on jest w stanie Ci to dać i czy możesz się zadowolić kompromisem Waszych potrzeb.
            I czy Ty chcesz z nim rozmawiać i spędzać czas jako para i jako rodzina czy też wyłącznie zadręczasz go rozmowami o tym co w związku jest nie tak i czyja to wina? I czy mąż w ogóle nie może zajmować się swoimi zainteresowaniami(oczywiście nie zaniedbując rodziny)?W końcu każdemu jest potrzebny czas tylko dla siebie(i czy Ty masz taki czas?)?
            • listekzielony Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 09:28
              Noname, nawet nie wiesz jak bardzo bym chciała żeby było normalnie jak w każdej rodzinie. wiele bym dała za wspólnie, rodzinnie spędzony czas bez pretensji i docinek. ja Mężowi nie zabraniam zajmować się jego pasją ale jeżeli przez to zaniedbuje rodzinę to jest coś nie tak. jest tak - chodzę spać wczesnie bo po prostu potrzebuje dużo snu, rytuałem jest to że On przychodzi mnie przytulić po czym klepie mnie i mówi dobra to ja ide i idzie na kompa. teraz mam czas kiedy nie zajmuje się niczym innym poza Dzieckiem i można powiedzieć że to jest moja pasja - żadna inna mi do szczescia nie jest potrzebna.
              • burana45 Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 14:14
                ni> e zajmuje się niczym innym poza Dzieckiem i można powiedzieć że to jest moja pa
                > sja - żadna inna mi do szczescia nie jest potrzebna.

                czyli juz cie trzepneło

                cieakwe czy tak zostanie

                ciekawe tez ze o starszym dziecku piszesz "moje maleństwo" - a męza to juz nie ? zawłąszczylas dziecko ?
    • kropeczka455 Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 10:05
      listekzielony napisała:
      > 3 miesiące temu przeprowadziliśmy się do miejscowości moich Rodziców
      > bo ze względu na to że zajmują się Oni Synkiem
      > jak my jesteśmy w pracy żeby było nam i im łatwiej.
      > a moja Mama powiedziała tylko, ze jest w szoku i że Jej zdaniem nie jest to najlepszy moment.
      Czym jest łatwiej Twojej mamie??
      Jej słowa świadczą o obawie że nie da rady pilnować dwójki dzieci.
      .........................................................
      Jesteś w ciąży, hormony działają na Twoją niekorzyść.
      Ale spróbuj mniej mówić a więcej działać. Może powinnaś zasięgnąć porady psychologa jak postępować z mężem, wygląda na to że mąż jest uzależniony od internetu skoro ślęczy przy monitorze do 4 rano. Może warto skonsultować z psychologiem wasz sposób komunikacji (ty mówisz wszystko co leży ci na sercu a on milczy)
      Wykorzystaj czas ciąży włączenie męża w obowiązki domowe i opiekę na dzieckiem i nad Tobą. Przydadzą się wspólne na spacery z mężem i dzieckiem.


      • listekzielony Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 10:34
        Łatwiejsze jest to, ze nie muszę Synka rano ściągać z łóżka, wstawać sporo wcześniej itp. Moja Mama uważa że nie jest to najlepszy momen ze względu na to, ze mamy oboje trudna chraktery, średnio dobrą sytuacje finansową, a poza tym juz dawno nam zapowiedział, ze nastepnego dzieciaczka nie da rady nam pilnowąći (nie mam jest tego za złe) będziemy musieli szukac opiekunki lub iść na wychowawczy. A na wychowawczy będzie musiał iść mój Mąż bo ja więcej zarabiam i z Jego pensji nie damy sie utrzymać.
        Co do uzaleznienia od internetu to mój Mąz twierdzi, ze nie ma problemu i że skoro siedzi przed kompem tylko wieczorami to nie mam podstaw sadzić ze jest uzalezniony. Dodatkowo jeżeli odłączę Mu internet to zaczyna sie ta sama śpiewka, ubliżanie sobie nawzajem i inne standardowe teksty.
        Co do zajmowania sie Męża domem i Dzieckiem to chyba narzekac nie mogę bo mi pomaga, z własnej woli sprzata kuchnię ale przeciez nie można miec wszytkiego, jak Mu powiem że trzeba cos zrobic to czasem pomarudzi ale przeważnie to robi. A jeżeli chodzi o Synka to tutaj mamy odmienne zdania np. jak jest ciepło to Synek bardzo lubi biegac po dworze i ja Mu na to pozwalam, czesto wracamy do domu o 21, a mój Mąż najchetniej przyprowadziłby Go do domu o 19 i o zgrozo posadził przed TV. jak mówię Mu żeby wyłaczył TV bo Maly za długo je oglada to On twierdzi, że przeciez cały czas na TV nie patrzy - i weź tu z nim gadaj.
        • sebalda Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 11:19
          listekzielony napisała:
          >A On najchętniej siedziałby w domu przed kompem (nie robi tego bo Mu na to nie pozwalam).
          Wcześniej było od odłączaniu internetu.
          Kim jest Twój mąż? Małym dzieckiem czy niewolnikiem? Jeśli go tak traktujesz, a do tego wyzywasz i bijesz, jak sobie wyobrażasz jego chęć budowania tego związku? Po czymś takim on ma być dla Ciebie czuły? Mam to w domu, osobę taką, jaką Ty jesteś dla swojego męża, przytulenie się do niego jest ostatnią rzeczą, jaką mam ochotę robić. Z tego, co piszesz, wynika, że od męża wyłącznie wymagasz, czy coś w zamian dajesz? Jego brat Cię nie lubił, jego rodzina Cię nie cierpi? A może czas na refleksję, może coś jest na rzeczy?
          I jak w tym wszystkim mogłaś się zdecydować na drugie dziecko? Czy mąż został postawiony przed faktem dokonanym? Uzgadniałaś to z nim? To bardzo ważna życiowa decyzja, nie można jej podejmować samodzielnie.
          Jeśli nie chcesz zostać sama z dwojgiem dzieci, kategorycznie musisz popracować nad sobą, nad tym, że nie panujesz nad złością i agresją, nad tym, że mąż nie jest Twoją własnością i ogólnie nad swoim charakterem. Sama sobie nie poradzisz, zdecydowanie zalecam dobrego terapeutę.
          • marzeka1 Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 11:33
            Zgadzam się z Sebaldą- wina leży nie tylko po stronie męża- to raz. Jak ktoś wyżej ci napisał: rozwieść zawsze się zdążysz, warto jednak nad związkiem popracować, skoro jest jedno małe dziecko, a drugie niedługo się urodzi- nie tak łatwo rozwieść się i zostać samej z 2 maluchów.
          • listekzielony Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 11:52
            Moj Mąz jest osobą ktora nie potrafi dotrzymywac slowa, jak sie na cos umawia to sie z tego nie wywiazuje. i tak wlasnie bylo i jest z internetem. prosiłam Go tysiące razy żeby się opanowal i nie siedział po nocach tym bardziej że rano wstajemy wczesnie do pracy i jeździmy do niej kilkadziesiąt kilometrów, i kilka razy zdarzyło Mu się przysnąc, ale moje prośby nie działają a jeżeli działają to na krótko. nie chce żeby mój Mąż był moim niewolnikiem ale nie może być tak że tylko jedną strona coś od siebie daje a druga jest bierna. A ja mimo tego że mam ciety to poza tym staram się jakoś do Niego dotrzeć, rozmawiać ale go dalej tym bardziej zaczynam się zastanawiać czy to ma sens. co do rodziny to Męża rodzina nawet przed ślubem mnie nie lubiła ale ja nie wysyłam za Jego rodzinę więc mnie to nie interesowało. poza tym mój Mąż też nie ma o niej najlepszego zdania. wiem że nic mnie nie tłumaczy ale uderzylam Go bo powiedzial cos co mnie bardzo zabolalo i w dodatku zrobil to z premedytacja-wiedzial ze jestem wyczulona na tym punkcie. wiem że to bez znaczenia ale od razu Go za to przeprosiłam i do tej pory sama sobie to wypominam
          • tully.makker Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 11:57
            > I jak w tym wszystkim mogłaś się zdecydować na drugie dziecko? Czy mąż został p
            > ostawiony przed faktem dokonanym? Uzgadniałaś to z nim? To bardzo ważna życiowa
            > decyzja, nie można jej podejmować samodzielnie.

            O jak rany, sebalda, przeciez to wpadka byla...
    • dydaki Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 11:39
      używasz przemocy werbalnej i fizycznej. powinnaś iść do psychologa. i nie szukaj wymówek, że "mąż nie chce iść do psychologa" więc ty nie pójdziesz.. wasz konflikt jest zbudowany przez was oboje. ale zmiany musisz zacząć od siebie bo przestałaś nad sobą panować.
      • listekzielony Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 12:05
        To prawda ze przestalam nad sobą panowac. naprawde staram sie to zmienic ale do tego potrzebuje wsparcia a tego wsparcia nie mam w osobie ktora miala byc tą najwazniejszą w moim zyciu. a co do decyzji o dziecku to podczas jednego jak sie teraz okazuje ze wzlotow podjelismy ją wspolnie.
        • sebalda Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 13:31
          Ok. miesiąca temu okazało się, ze jestem w ciąży z czego mam wrażenie, ze tylko ja się cieszę. Bo mój Mąż przyjął to „mechanicznie”, a moja Mama powiedziała tylko, ze jest w szoku i że Jej zdaniem nie jest to najlepszy moment.

          No z tego zdania nijak nie wynika, że to była wspólna decyzja. Nawet rodzona matka autorki była w szoku, tym bardziej, że jak jasno wynika, to ona z mężem byli najprawdopodobniej przewidziani jako opiekunowie obojga dzieci. I ta jednoznaczna dyrektywa: ja zarabiam więcej, więc mąż będzie musiał iść na urlop i zająć się dziećmi, bo rodzice się nie kwapią. Tu wszyscy powinni się dostosować do wymagań autorki, nie ma żadnego marginesu dla decyzji innych osób. Bo ona tak chce. Ona chce czułości, to mąż ma się zmusić, mimo że ona mu wyłącza internet, wyzywa go i zdarza się jej tez agresja czynna. Żal mi tego chłopa, jak rzadko.
          • listekzielony Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 13:52
            To w jaki sposób mój Mąż przyjął wiadomość o ciązy było dla mnie szokiem bo jak już wczesniej napisałam to była nasza WSPÓŁNA decyzja. Co do mojej Mamy to to, że zapowiedziała mi że nie będzie zajmowała sie naszym drugim Dzieckiem nie oznacza, ze brałam Ją pod uwagę w tej sytuacji - nigdy nie przyszło mi do głowy żeby moi Rodzice zajmowali się Naszym kolejnym Dzieckiem i to z róznych wględów (chociażby takieh, ze wiem ile Ich kosztuje wysiłku zajmowanie się Wnukiem)!
            W sytuacji kiedy małzonkowie nie zarabiaja tyle samo to chyba logoczne jest to, że idzie na wychowawczy ten, którego utracone zarobki nie nadszarpną za mocno budżetu domowegi i to też była nasza decyzja. Aha i nigdy nie wypominałam Mężowi Jego zarobków (bo sądzę, ze zaraz takie opinie się posypią).
            Sebalda to nie jest tak, ze ja tylko wymagam bo ja staram się naprawdę duzo dać od siebie ale jeżeli z drugiej strony nie ma odzewu to jak do licha mam to zrobić?
            Mój Mąz jest taką osoba, która nie lubi zmian i to co raz sie utarło tak pozostac musi i już. I jeżeli próbuję podsunąc Mu pomysł jak cos mozna zmienić to jest od razu problem.
            A co do internetu to powiedz mi Sebadla czy Ty nie zdenerwowałabyś (delikatnie powiedziane) się jak jedziesz do pracy (Mąż poszedł spać o 3 nad ranem a musimy wstać o 5) i nagle zaczynamy zjedźać na lewy pas wprost na czołówkę z innym samochodem. Czy Twoim zdaniem bezpodstawnie czepiam sie tego cholernego komputera?
            • sebalda Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 14:26
              Drogi Listkuzielony, jawisz się osobą, ktora we wszystkim chce mieć decydujący głos, nie pozwalasz mężowi o niczym decydować, lubisz stawiać na swoim, a to brata wykurzyłaś, z ktorym mąż był zżyty, a to przeprowadziliście się bliżej rodziców, choć mąż nie lubi zmian, a to decydujesz o czasie, jaki mąż może poświęcić na coś innego niż dzielenie życia z Tobą. Wymuszasz to wszystko awanturami, mąż za to odmawia Ci rozmowy, której się domagasz, robi miny i powtarza te same zdania, to cała jego wielka wina, ktora upoważnia Cię do rękoczynów. Takie są fakty i to fakty, które sama podajesz, aż boję się pomyśleć, jak jest w rzeczywistości, ile tam jeszcze jest kwiatków. W żadnym wypadku nie dziwię się mężowi, że ucieka w świat internetu, że szuka kontaktu z osobami, ktore go nie atakują i niczego od niego nie wymagają.
              Utrata panowania nad kierownicą może się zdarzyć każdemu, rozumiem, że to się zdarzyło raz, ale w poście gdzieś wyżej już napisałaś o tym w liczbie mnogiej, czy myślisz, że Twoim mężem to nie wstrząsneło? Jeśli tak Cię to przeraża, dlaczego sama nie prowadzisz? A w ogóle skąd wiesz, do której on siedzi przed komputerem, sprawdzasz go? Nie dajesz mu prawa do prywatności? Nie rozumiesz tej potrzeby, bo sama jej nie posiadasz? A może warto przez chwilę pomyśleć, że inni mogą mieć inne potrzeby niż Twoje?
              Co do urlopy wychowawczego wcale takie logiczne nie jest, że idzie ten, kto gorzej zarabia. Czy słyszałaś coś o ambicjach, potrzebach, potrzebie realizacji zawodowej u innych? Dla mnie logiczne jest to, że z dzieckiem zostaje kobieta, bo to ona ma piersi, to ona karmi, to ona jest predysponowana naturalnie do opieki nad dzieckiem. Ty masz swoją logikę, ja mam swoją i co zrobimy z tym fantem? A może mąż czuje się kastrowany takim podejściem, że to Ty lepiej zarabiasz, więc on musi rezygnować z pracy, bo w Twoim mniemaniu to jest logiczne? A może on lubi swoją pracę? I co wtedy? Nie wolno mu?
              Napisałaś, że starasz się dużo dać od siebie. A co konkretnie?
              • tully.makker Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 22:12
                > Co do urlopy wychowawczego wcale takie logiczne nie jest, że idzie ten, kto gor
                > zej zarabia. Czy słyszałaś coś o ambicjach, potrzebach, potrzebie realizacji za
                > wodowej u innych? Dla mnie logiczne jest to, że z dzieckiem zostaje kobieta, bo
                > to ona ma piersi, to ona karmi, to ona jest predysponowana naturalnie do opie
                > ki nad dzieckiem.

                No jak wiadomo kobiety nie maja potrzeb samorealizacji, a jesli juz to realizuja je w opiece nad dzidzia (cium cium). Wybacz, ale wypisujesz takie brednie, ze przerazenie ogarnia. Kazda rodzina ma prawo zdecydowac, jak zorganizowac opieke nad dzieckiem, bez wpedzania kobiety w poczucie winy, ze smie oczekiwac, by ojciec zajal sie wlasnym potomstwem.
                • sebalda Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 23:16
                  Tully, ja już i tak rozpisuję się ponad miarę, tym razem nie dopisywałam, że z opieką nad dzieckiem może być różnie, ale nie można postawić tezy, że tylko gorzej zarabiający idzie na urlop wychowawczy, bo temu można przeciwstawić tezę, że tylko matka nadaje się do opieki nad noworodkiem (nie niemowlakiem, to istotne). Chodziło mi o to, że tak jak autorka postawiła męża przed nieodwołalną decyzją, że to on ma zostać (z pierwszych postów tak wynikało, potem się wycofała), tak ktoś inny mógłby przeciwstawić jej decyzji inne zgoła poglądy. Napisałam, że mąż mógłby mieć ambicje zawodowe, ale to nie oznaczało, że odmawiam ich kobiecie.
                  Tak na marginesie, bardzo podziwiam facetów, ktorzy oddają się dziecku, decydują się na urlop wychowawczy. Ale to ma być ich decyzja, a nie narzucone z góry wymaganie: Ty mniej zarabiasz, nie masz nic do gadania, zostajesz w domu. Rozumiesz mnie teraz Tully? Mam nadzieję.
                  • tully.makker Re: co ja mam zrobić? 28.06.11, 09:46
                    ale nie można postawić tezy, że tylko gor
                    > zej zarabiający idzie na urlop wychowawczy, bo temu można przeciwstawić tezę, ż
                    > e tylko matka nadaje się do opieki nad noworodkiem (nie niemowlakiem,

                    Sebaldo, mylisz 2 rzeczy. Urlo macierzynski - platny przysluguje matce tylko i wylacznie w wymiarze 24 tygodni (w sytuacji autorki watku, ktora urodzi po 1 sierpnia 2011, jak mniemam). To zalatwia opieke nad noworodkiem. Potem opcjonalnie mozna isc na urlop wychowawczy - bezplatny i tu decyzja IMHO jest oczywista, chyba ze zarobki obu stron sa bardzo wysokie. Ale jesli zona zarania dajmy na 3tysie, a maz 2, to jak sobie wyobrazasz wyobrazasz utrzymanie 4 ososbowej rodziny, jeszcze z kredytem, za 2 tysiace miesiecznie? IMHO oczywiscie w takiej sytuacji w ogole ich nie stac na wychowawczy, ale zalozmy, ze nie ma innej opcji. To nie kwestia wygody, tylko survival ekstremalny.
                    • sebalda Re: co ja mam zrobić? 28.06.11, 10:35
                      Tully, ja to wszystko rozumiem i nie neguję, nie spodobała mi się jedynie ta kategoryczność stwierdzenia i przeciwstawiłam jej kategoryczność (równie absurdalną w niektórych przypadkach) twierdzenia, że na urlop macierzyński MUSI iść kobieta bo jest kobietą. A co, jeśli kobieta pragnie za wszelką cenę zostać z dzieckiem, mąż gorzej zarabia, ale ma w bliskiej perspektywie awans, jej na pracy nie zależy, a jemu wręcz przeciwnie. On kocha swoją pracę, ona woli poświęcić się dziecku, może wtedy wolą poszukać oszczędności i mimo oczywistego (tymczasem) rachunku ekonomicznego zdecydować się na jego pozostanie w pracy. Na szczęście teraz jest duża elastyczność stosowanych rozwiązań, trzeba tylko wspólnie dojść do takiego, który pogodzi potrzeby i możliwości obojga rodziców, a nie kategorycznie orzec: Ty zarabiasz mniej - zatem Twoje miejsce jest w tym czasie w domu i koniec dyskusji. Tutaj mąż sam tak (jak twierdzi autorka) chciał i bardzo dobrze, ale gdyby było inaczej, oboje powinni to przedyskutować, a nie sobie nakazywać.
          • dama_z_kawa_i_papierosem Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 13:57
            Nie chcialabym wydawac kategorycznym ocen pod opisem internetowym, ale zgadzam sie z sebalda w tym, ze masz ciagotki aby bylo po twojemu, a tego ze bycmoze maz wolal by inaczej nie dostrzegasz i nawet nie rozwazasz. Ty uwazasz ze za dlugo siedzi to ciach mu internet. No ale ty lubisz isc wczesnie spac. To co on powinien robic? Budziki ci ustawic wokol glowy i dzwonic (tak analogicznie do twojej metody).

            Co do opisu reakcji na wiadomosc o dziecku to sie chlopu nie dziwie skoro jest jak jest pomiedzy wami.

            Do autorki watku: Jakos tak jest ze fakty ktore podajesz sprawiaja ze wiekszosc osob opowiada sie jakos bardziej po stronie faceta. I teraz, albo jestes szczera w opisie i to dobrze. Albo jest jeszcze gorzej i podalas nam wersje light.
          • tully.makker Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 22:07
            Nawet rodzona ma
            > tka autorki była w szoku,

            Nie wiem, jak ty, ale ja swoje plany prokreacyjne omawiam z partnerem, a nie z matka. Podejrzewam, ze moja tez byla w szoku, jak sie dowiedziala, ze spodziewam sie 3 dziecka, ale coz, musiala to jakos lyknac.
        • sebalda Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 13:55
          listekzielony napisała:

          > To prawda ze przestalam nad sobą panowac. naprawde staram sie to zmienic ale do
          > tego potrzebuje wsparcia a tego wsparcia nie mam w osobie ktora miala byc tą n
          > ajwazniejszą w moim zyciu.

          Jak możesz chcieć wsparcia od osoby, ktorą gnoisz? Czy zdajesz sobie sprawę z absurdalności swojego żądania? Każdy przemocowiec tłumaczy swoje ataki tym, że był sprowokowany. Ty swoją agresją próbujesz obarczyć męża, ale z tego co piszesz, on jest raczej bierny, to Ty się nakręcasz.
          Zmiany zawsze należy zaczynać od siebie i nie oglądać się na żadne wsparcie, bo na tym etapie, do jakiego doprowadziłaś swoim despotyzmem, mąż ma pełne prawo Cię ignorować i odtrącać. Jeśli pójdziesz na warsztaty radzenia sobie ze złością, jeśli on zobaczy, że Ty się starasz, że Ty działasz w kierunku poprawy, a nie tylko jego obarczasz winą i konsekwencjami własnego nieopanowania, może on też się zmieni, może jeszcze da Ci szansę, bo z tego co piszesz, to nie on ma się zmienić, ale właśnie Ty, a dzieki temu jego stosunek do Ciebie.
    • dama_z_kawa_i_papierosem Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 13:34
      Poki co to wydaje mi sie ze wole twojego meza niz ciebie. A przeciez to ty opisalas sytuacje. Uwazam ze powinniscie cos zrobic, jezeli maz nie chce sprobuj ty pojsc do psychologa czy cos. Male dziecko, kolejne w drodze warto sie wysilic. Zwlaszcza ze nie taki straszny ten maz. Kurcze, jak czytalam ten twoj opis, to wyobrazam sobie ze moglabym zareagowac podobnie do niego na ciagle wrzaski pretensje, czepialstwo, traktowanie jak dziecko (internet!!!), marudzenie o rozmowy o problemach.
      Brakuje ci pewnych zachowan meza w stosunku do ciebie, a czy on otrzymuje od ciebie zachowania ktorych potrzebuje? (nie te ktorych ty uwazasz ze on potrzebuje)
      Nie chce wystawiac oceny na podstawie opisu na forum internetowym, ale po tym co przeczytalam wg mnie powinniscie zawalczyc.
      • listekzielony Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 14:23
        Nie napisałam tutaj po to aby zostać pogłaskana po głowie z tekstem jaka ty biedna jesteś. Wiem że jestem winna, wiem ze potrzebuję pomocy. Ale wiem też, że nie dam rady sama a jak ma to zrobić skoro nie mam kogoś kto mi w tym pomoże! To nie jest tak ze ta sytuacja która ma teraz miejsce wygląda tak od samego początku – pracowaliśmy na to przez lata. I może trudno w to uwierzyć ale wiele razy próbowałam rozmawiać z Mężem o naszych problemach ale jak widać nie przyniosło to rezultatów. I to nie jest tak, że mówię do Niego – siadaj będziemy rozmawiać - sama rozmowa to pewien proces gdyż mój Mąż jest „trudny” do rozmów i zawsze taki był.
        Winą nie obarczam tylko mojego Męża bo cały czas mówię, ze problem jest nasz tak jak małżeństwo jest nasze.
        Dama, ja nie bronię mojemu Mężowi zajmować się Jego pasją ale jak już wcześniej napisałam – wszystko ma swoje granice. Jest np. tak, że On się Dzieckiem nie zajmie bo jest zmęczony (a noc była zarwana do np. 3 czy 4 nad ranem). Czy to Twoim zdaniem jest porządku w stosunku do Dziecka. Albo posadzić Małego przed TV żeby tylko na chwilkę wskoczyć na kompa a z tej chwilki robi się godzina albo dwie? Czy na tym polega wychowywanie Dziecka?
        Mam taki a nie inny charakter, staram się go zmienić ale to nie jest tak że na każdym kroku strofuje Męża i Mu np. ubliżam. Najczęściej jest tak, że to On zaczyna rozruch machiny i nie pisze tego po to aby się wybielić. Po prostu wasze posty dały mi jeszcze więcej do myślenia i jeszcze bardziej zaczynam naszą sytuacje analizować.
        Aha i to nie jest wersja light tylko najszczersza prawda
        • sebalda Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 14:39
          Listkuzielony, większość facetów jest "trudnych do rozmów". To my, kobiety mamy potrzebę ciągłego analizowania, gadania, przerabiania na tysiąc sposobów jednego DLA NAS waznego tematu, przeciętny facet nie jest tym w ogóle zainteresowany, oni wolą proste komunikaty, nie wierzę, że o tym nigdy nie słyszałaś. Podobnie jest z wychowaniem dziecka: wielogodzinne tokowanie rodzica spływa po nich jak woda, po 5 minutach się wyłączają, a rodzic tylko traci autorytet przez nudne trucie.
          A co do internetu. Przypaliłam już niejedną potrawę, bo wyskoczyłam do kompa na 5 minut. Jestem przeciwniczką zostawiania dziecka przed telewizorem na długo, ale czasami tak się może zdarzyć, czasami są wyjątkowe sytuacje, że człowiek się zagapi przed kompem, pisałaś wyżej, że mąż na ogól w domu pomaga i dzieckiem się zajmuje, przecież nie sadza małego codziennie na wiele godzin przed telewizorem. Daj mu żyć, pozwól na chwile słabości, na prywatność, na realizację zainteresowań, on nie jest maszyną, ktora ma sprawnie działać ku Twojej satysfakcji, spójrz na niego czasem z większą wyrozumiałością.
          Pozytywne jest to, że widzisz też swoją winę i na tym się tymczasem skup. Nie wymagaj od męża, by Cię wspierał, bo zwyczajnie sobie na to do tej pory nie zapracowałaś, ale spróbuj podjąć zmiany w sobie, zacznij pracę nad sobą, wykaż dobrą wolę, daj mu oddychać swobodnie, przestań go strofować na każdym kroku, doceń jego pomoc i ugodowość w wielu sprawach (to że zgodził się zajmować drugim dzieckiem to z jego strony naprawdę duży ukłon w Twoją stronę) i nie oglądaj się na zmiany u niego, takie zmiany natychmiastowe. Pracuj nad sobą, a na jego zmiany czekaj cierpliwie. Może jest jeszcze dla Was szansa, jeśli nie jest za późno, jeśli on po tym wszystkim nie przestał Cię kochać.
          • listekzielony Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 14:58
            Nie jest prawda to, że we wszystkim musze mieć decydujący głos bo w wielu kwestiach się mylę,
            Brata nie wykurzyłam. Jak podjęliśmy WSPÓŁNĄ decyzje o ślubie Tomzą ustalił z Bratem, że jak już Brat się ożeni to mu od Niego to mieszkanie kupimy i było to nam na rękę. Sytuacja ze zmiana mieszkania wyszła ode mnie ale podjęliśmy ją wspólnie – kredytu hipotecznego bym sama nie dostała a siła Męża do banku nie zaciągnęłam (poza tym były dokumenty, które musiał załatwić sam i gdyby nie chciał się przeprowadzać to by się ociągał i mieszkanie byśmy nie kupili). Sytuacja w której uderzyłam Męża była po tym jak powiedział, ze Go Dziecko „jebie” (faktycznie słabe wytłumaczenie).
            To nie była utrata panowania nad kierownicą – On po prostu zasnął. Ja nie będę siedziała za kierownicą bo On tego nie chce i to jest Jego decyzja. Nie kontroluje Go co do siedzenia przed kompem – mając małe Dziecko dość często wstaję w nocy i po prostu widzę co robi i wtedy mówię Mu ze jest już późno i że chyba lepiej będzie jak już się położy po czym idę spać i często zdarza się tak że jak wstaję kolejny raz do Dziecka to On dalej siedzi przed kompem.
            Co do pracy to tutaj jest sprawa bardziej skomplikowana. Praca mojego męża jest dla Niego mało satysfakcjonująca, chciałby robić to co jest jego pasja ale niestety nie może jej znaleźć i robi to co robi. Szukanie pracy polega na tym, że zapisuje się np. w serwisie praca.pl i czeka aż praca sama do niego przyjdzie. Nie mając wykształcenia związanego z pasją ciężko będzie Mu znaleźć zadowalającą pracę. Tyle razy namawiałam Go żeby pojeździł i popytał ale na tym się skończyło.
            A co do wychowawczego to jest to propozycja mojego Męża. Niestety w dzisiejszych czasach, przy kredycie hipotecznym duzych kosztach utrzymania nie możemy pozwolić sobie na utrzymywanie rodziny za 1400 zł.
            Co staram się dać od siebie? Próbuję rozmawiać, organizować wspólne spędzanie czasu, „daję” Mu czas na spędzanie go na tym na co ma ochotę – jak chce jechać do kumpla to jedzie, jeżeli mówi że teraz czegoś nie zrobi tylko później a nie jest to sprawa na zapalenie płuc to się nie czepiam itp.

            Bruana, może to dziwne ale własnie tak jest patrzenie na to jak moje Dziecko się rozwija i pomaganie Mu w tym jest moją największa pasją.
            • burana45 Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 15:02
              a czemu zaimki osobowe piszesz dużą literą ?

              • listekzielony Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 15:13
                Bo tak juz mam.
                • douglas.beauty Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 15:29
                  listekzielony napisała:

                  > Bo tak juz mam.

                  ale zaimki osobowe pisze sie mala litera...
            • sebalda Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 15:50
              Tłumaczysz się i zmieniasz teraz swoje wypowiedzi. Wyżej pisałaś, że wyłączałaś mężowi internet, teraz, że nie zabraniasz, tylko w nocy mu zwracasz uwagę. Dorosłemu człowiekowi nie można robic takich numerów jak wyłączanie sieci, to nie jest dziecko.
              Wszystkie Wasze tzw. WSPÓLNE decyzje jakoś dziwnie zawsze od Ciebie wypływały. Mąż bez przymusu się godził. Jesteś pewna, że bez przymusu? Z tonu Twoich poprzednich wypowiedzi wynikało cos innego.
              Napisałaś gdzieś wyżej, że mąż kilka razy zasnął przy kierownicy, potem, że raz. Typowe zachowanie osoby z pretensjami: bo ty zawsze, bo ty nigdy, uogólnianie, przypisywanie wielokrotnej winy, gdy sytuacja miała miejsce raz, słownie RAZ. To nie fair.
              Mąż jest sfrustrowany, bo nie robi tego, co by chciał robić, mało zarabia, nie ma decydującego głosu w domu, musi się podporządkowywać, żona na niego krzyczy, zdarzy się, że uderzy. Ty Bogu dziękuj, że on nie pije z tej frustracji, że nie urządza awantur, że się nie wyżywa na Tobie i dziecku, bo takie są najczęściej scenariusze w takich przypadkach.
              I wybacz, ale Twoje gesty w jego stronę, to, co robisz dla niego, co dajesz od siebie, jest żałosne, żałośnie małe. Pozwalasz łaskawie na spotkanie z kumplem, pozwalasz mu czasami, żeby nie od razu wykonał Twoje polecenie? Organizujesz wspólne spędzanie czasu? Takie, jakie jemu odpowiada czy Tobie? Przeczytaj jeszcze raz tę listę swojego poświęcenia dla niego.
              Zaimki osobowe tudzież słowa: Dziecko, Syn, Mąż, wszystko wielkimi literami. Bo Ty tak masz? Ale są pewne zasady pisowni w języku ojczystym i tego należałoby się trzymać, bo inaczej to jest tylko bezsensowna maniera. Wybacz, ale nie jesteś Wielką Pisarką, nie piszesz tutaj powieści modernistycznej i wypadałoby pisać poprawnie. Napisanie: bo ja tak mam, też jest symptomatyczne. Ja tak mam i to moja sprawa, wara od tego innym, bo JA.
              • listekzielony Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 17:04
                Mój mąż dzieckiem nie jest ale w kwestii internetu zachowuje się jak dziecko. Bo jak inaczej można nazwać takie zachowanie gdy dorosły facet wiedząc, ze ma wstać rano o 5 siedzi na kompie do godziny 3 lub 4? Jeżeli to się zdarza raz czy drugi to ok. Ale jeżeli pomimo próśb i akcji z zasypianiem nic się nie zmienia to co innego mogłam zrobić? Może podpowiecie mi odpowiednie zachowanie?
                Pisząc wspólne decyzje mam na myśli wspólne a nie z mojego nacisku. Bo tak jak napisałam wcześniej siłą Męża do banku czy do łóżka nie zaciągnęłam.
                Kilka razy zasnął za kierownicą a opisałam jedną sytuację - mam opisać każdą?
                Nie pozwalam Mu "łaskawie" na spotkania z kumplami - jeżeli chce to jedzie i tyle, gdzie tu problem bo nie bardzo rozumiem? Największą pasją mojego Męża jest to co robi na komputerze i ja Mu tego nie zabraniam ale piszę po raz kolejny - wszystko w ramach rozsądku.
                Sebalda, to nie jest tak że mój Mąż nie ma decydującego głosu w domu. Po prostu On już taki jest, ze mimo że nie lubi zmian to czasem po przeanalizowaniu sytuacji dochodzimy do kompromisu czasem w moją a czasem w Jego stronę.
                Ja naprawdę mimo tak cholernego charakteru nie wyzywam męża od ch.., k... itp. Nie przywiązuje Go do kaloryfera i nie zmuszam Go do podejmowania decyzji takie jakie akurat mi pasują. Nie odcinam Go od Rodziny i znajomych. nie głodzę, nie katuję. Dwa razy Go uderzyłam i będę tego żałować do końca życia ale czy przez to mam się zabić? Czy mi się szansa nie należy od życia? Naprawdę chcę się zmienić, chcę zmienić Nasze życie i Nasze relacje, nie mam do tego prawa?
                Niektórzy mają bezsensowne maniery i ja tak mam i nie uważam żeby było to groźne dla kogokolwiek.
                • sebalda Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 21:47
                  listekzielony napisała:
                  >Naprawdę chcę się zmienić, chcę zmienić Nasze życie i Nasze relacje, nie mam do tego prawa?
                  I właśnie do takich wniosków zamierzałam (i inne kobiety w tym wątku chyba też) Ciebie skłonić. Nareszcie dobra kolejność:) Chcesz zmienić siebie, a dzięki temu Wasze relacje i Wasze życie.
                  Bardzo polecam warsztaty radzenia sobie ze złością, różne fundacje mają coś takiego w swojej ofercie, dla skłóconych malżonków (w pojedynkę lub w parze), dla zniecierpliwionych rodziców czy dla mieszkających razem z teściami. To znacznie mniej ambarasujące niż regularna terapia (dla niektorych to może być krępujące, choć uważam, że często jest szalenie pomocne). Musisz też zmienić nastawienie do męża, spróbowac do rozumieć. Im bardziej naciskasz, tym większy jego opór. Może zamiast odcinać od komputera, zabraniać, umówić się z nim, że w dni, gdy się zasiedzi przed kompem, następnego dnia Ty prowadzisz. Ale nie zabraniaj mu, ja nie siedzę tak długo, bo też potrzebuję dużo snu, ale są takie chwile, że czas ucieka wyjątkowo szybko, gdy wkręcałam się kiedyś w jakieś ożywione dyskusje, ktorych nie dało się szybko przerwać. Każdy ma prawo do pewnej swojej przestrzeni, pozbawianie jej nigdy niczego nie załatwia, a jedynie antagonizuje. Gdy zmienisz nastawienie, gdy dasz mu więcej swobody, przestaniesz kontrolować i ograniczać, okażesz może zainteresowanie jego potrzebami także, niewykluczone, że mąż sam ograniczy przebywanie w sieci na rzecz bycia z rodziną, z żoną bardziej wyrozumiałą, mniej wymagającą, nastawioną także na niego. I może nie podkreślaj tak cudowności Twojego Syna. Większość facetów jest zazdrosna o taki nieco balwochwalczy stosunek do dziecka. To zrozumiale, że mały jest dla Ciebie teraz najważniejszy, ale nie musisz tego tak ciągle podkreślać. Więcej dyplomacji i liczenia się z odczuciami faceta. Jak zmienisz diametralnie swoje nastawienie, podejrzewam, że mąż zwariuje ze szczęścia:))))
          • listekzielony Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 15:10
            Sebalda, dziekuje Ci za pomoc, dałas mi do myślenia w pewnej kwestii. a co do oglądania tv to mój Mąż potrafi Synka na długo zostawić przed telewizorem i to czasem codziennie - jak ją np bylam w szkole czy musiałam załatwić coś na mieście.
            • woda_woda Moja propozycja. 27.06.11, 15:16
              listekzielony napisała:

              > mój Mąż potrafi Synka na długo zostawić przed telewizorem i to c
              > zasem codziennie

              Odetnij telewizor.
              • listekzielony Re: Moja propozycja. 27.06.11, 15:25
                Rozważe Twoją propozycje.
                • woda_woda Re: Moja propozycja. 27.06.11, 15:26
                  listekzielony napisała:

                  > Rozważe Twoją propozycje.

                  Rozważ, w końcu masz już doświadczenie w odcinaniu.
        • dama_z_kawa_i_papierosem Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 15:28
          Caly czas mam wrazenie ze masz wizje jak powinno byc a nie jest. I dazysz do spelnienia swojej wizji ale troche dyktatorskimi metodami.
          Masz ochote porozmawiac, ok, ale moze on akurat w danym momencie nie ma. Poobserwuj, znajdz dobry moment na rozmowe wtedy kiedy on tez ma na to ochote. Nie kazdy czlowiek ma ochote na glebokie rozmowy na zawolanie. Na to trzeba miec nastroj. Do tego ktos wyzej dobrze zauwazyl ze mezczyzni nie maja w zwyczaju prowadzenia glebokich analiz problemow tak czesto jak kobiety, co nie znaczy ze sie nie przejmuja i nie zastanawiaja sie nad powaznymi kwestiami.
          Zawalil noc pezd internetem. Zaproponuj ze moze jutro zrobilibyscie to czy tamto zamiast odlaczac jak 10 letniemu chlopcu. A raz na jakis czas kazdemu moze sie zdarzyc.
          Co do tego ze on zaczyna rozruch machiny waszych klotni to bycmoze jest tak ze juz nie moze i odpowiada tym samym, przeciez jest czlowiekiem i tez ma jakis limity wytrzymalosci.
          Napisalas gdzis ze ty jestes taka a nie inna a jego zachowanie to woda na mlyn twojego. To zle. Zamiast miec za zle mezowi ze cie prowokuje (bo ta woda na mlyn tyle oznacza) zmien swoje zachowanie, bo to najslabsza wymowka do klocenia sie, wyzywania itp.
          Piszesz ze seks jest "mechaniczny", w tej sytuacji to sie nie dziwie bo codzienne zycie sie przeklada na ta sfere. Co do reakcji meza na ciaze to sie mu nie dziwie.
          Jestes teraz w ciazy, sytuacja pomiedzy wami jes nie najlepsza, wg. mnie powinnas wstrzymac sie z podejmowaniem kategorycznych decyzji. Odpusc chlopu raz, drugi trzeci, okaz zrozumienie, jezeli uwazasz ze cos zle zrobi ugryz sie w jezyk albo rozladuj napieta atmosfere humorem i poczekaj na reakcje meza po jakims czasie. Ja bym tak zrobila.
          A w ogole to powodzenia zycze, bo naprawde z twojego opisu maz jawi sie korzystniej niz ty, ale bardzo dobrze za zaczelas zastanawiac sie nad soba. Ktos dobrze tu doradzil powyzej. Zmien siebie i poobserwuj czy to wplynie na meza, oczywiscie nie oczekuj zmiany od razu, daj mu troche czasu. Ze wzgledu na dzieci warto zawalczyc.
    • woda_woda Sprawa wydaje się dość jasna. 27.06.11, 15:14
      listekzielony napisała:

      > Chyba chciałabym się rozwieść.
      > chciałabym przejąć kredyt i zachować mieszkanie.
      > I bezwzględnie chcę aby Syn został pod moją opieką bo po prostu nie
      > wyobrażam sobie tego inaczej.
      > Wiem, że jeżeli wniosek pozew o rozwód to będzie to wielki cios dla moich Rodziców, a ja nigdy nie chciałam ich zawieść.

      Chcesz pozbawić swego męża waszych dzieci i waszego mieszkania a nie chcesz sprawić przykrości swym rodzicom.

      Trudno się dziwić, że mąż ucieka w Internet :)

      • listekzielony Re: Sprawa wydaje się dość jasna. 27.06.11, 15:30
        sytuacja z moimi Rodzicami jest dość specyficzna i nie jest tematem mojego problemu.
        • woda_woda Re: Sprawa wydaje się dość jasna. 27.06.11, 15:31
          listekzielony napisała:

          > sytuacja z moimi Rodzicami jest dość specyficzna i nie jest tematem mojego prob
          > lemu.

          Ja tylko zacytowałam twoje słowa.
          Wskazują one, że twoi rodzice są dla ciebie ważniejsi od twojego męża.
          • listekzielony Re: Sprawa wydaje się dość jasna. 27.06.11, 15:38
            Moi Rodzice zawsze będą dla mnie tak samo ważni jak mój Mąż.
            • woda_woda Re: Sprawa wydaje się dość jasna. 27.06.11, 15:42
              listekzielony napisała:

              > Moi Rodzice zawsze będą dla mnie tak samo ważni jak mój Mąż.

              Daj Boże. Na razie jednak jest tak, że zależy ci na tym, aby spełniać oczekiwania rodziców a nie męża. Męża chcesz wykolegować z mieszkania i z dzieci. I nie zastanawiasz się nad tym, czy sprawisz mu tym przykrość - zastanawiasz się tylko nad tym, czy rodzicom przykrości nie sprawisz.

              Nie chcesz zawodzić rodziców. A męża?
              • martynikaczorowska Re: Sprawa wydaje się dość jasna. 28.06.11, 11:38
                popieram
                moim zdaniem najpierw mąż potem dzieci a rodzice na końcu - dzieci kiedyś wyfruną z gniazda i o czym będziecie gadać ze sobą
                a skąd wiesz czy po rozwodzie będzie lepiej
                lepszy stary wróg niz nowy ;-)
                • amantedelsole Re: Sprawa wydaje się dość jasna. 28.06.11, 12:54
                  Ja uważam, autorko wątku, że przede wszystkim do założenia rodziny trzeba dojrzeć. Nie wystarczy chęć bycia ze sobą i miłość, ale jedną z podstaw jest też ekonomiczna i emocjonalna niezależność od rodziców. Z Twoich postów wynika, że nie odcięłaś jeszcze pępowiny. Czemu mieszkacie z rodzicami, skoro macie własne mieszkanie? Rozumiem, że tak jest Wam wygodniej, bo babcia zajmie się dzieckiem, ale uważam, że młode małżeństwo powinno mieszkać samo i samo załatwiać swoje własne problemy. Pomyśl, że wiele młodych małżeństw nie ma tego komfortu, że babcia blisko i dzieckiem się może zająć, a też sobie jakoś radzą. Moim zdaniem jedyne lekarstwo na Wasze problemy to zamieszkanie osobno, bez rodziców nad głową, rozmowy, wspólne spędzanie czasu i wspólne wychowywanie dzieci i rozwiązywanie problemów, bo w tym momencie bawicie się w rodzinę, a nie nią jesteście.
                  • tully.makker Re: Sprawa wydaje się dość jasna. 28.06.11, 16:45
                    Pomyśl, że wiele młodych małżeństw nie ma tego komfortu, że babc
                    > ia blisko i dzieckiem się może zająć, a też sobie jakoś radzą.

                    A wielu ludzi na swiecie zyje za mniej niz dolara dziennie, wiec czemu my nie mozemy? Zazwyczaj, z wyjatkiem patologii sytuacja w ktoej podczas pracy rodzicow dzieckiem opiekuje sie dziadek / babcia jest optymalna dla dziecka przede wszystkim, ale takze daje starszym osobom dodatkowy bodziec do dzialania, poczucia, ze zyja. Moi rodzice i ciotka bardzo sobie cenia kontakt z wnukami i nie zrezygnowali by z niego za nic w swiecie, choc maja tez inne pasje i zainteresowania. Oczywiswcie, nie ma przymusu...
                    • mantis_after_dinner Re: Sprawa wydaje się dość jasna. 28.06.11, 16:55
                      Zazwyczaj, z wyjatkiem patologii sytuacja w ktoej podczas pracy rodzicow
                      > dzieckiem opiekuje sie dziadek / babcia jest optymalna dla dziecka

                      - kurcze, w takim badz razie trzy czwarte Europy praktykuje podejscie mniej optymalne. No bo wyobraz sobie tully, ze model dziadkowania/ babciowania powszechny jest w Polsce, krajach bylego ZSRR i moze jeszcze kilku pomniejszych.
                      - poniewaz pierwsze swoje 20 lat przezylam w PLu, a teraz od dobrych kilku zyje w Europie, mam mozliwosc porownania obydwu modeli i jednak stwierdzam ze europejski lepszy, bo:
                      dziecko wyrasta na bardziej samodzielnego osobnika
                      rodzice sa 'odpepowieni'
                      dziadki maja czas na swoje pasje
                      i pewnie jeszcze z kilknascie zalet by sie znalazlo
                      • amantedelsole Re: Sprawa wydaje się dość jasna. 28.06.11, 20:58
                        tully, ja nie napisała, żeby dziecko całkowicie od dziadków odciąć, no co Ty. Uważam po prostu za niezdrowe i rodzące same konflikty mieszkanie młodego małżeństwa z rodzicami którejkolwiek ze stron, dla mnie ma to dużo więcej minusów niż plusów, nawet biorąc pod uwagę ewentualne zajęcie się przez dziadków dzieckiem.
                        A mój argument, że inni "mają gorzej i sobie radzą" był tylko po to, żeby uprzedzić ewentualne protesty autorki, że to nie wchodzi w grę, bo nie dadzą rady itp., napisałam więc że nie zawsze się ma dziadków pod ręką i jakoś się żyje z dwójką dzieci i wiecej:)
                      • amantedelsole Re: Sprawa wydaje się dość jasna. 28.06.11, 21:01
                        tully, ja nie napisałam, żeby dziecko całkowicie od dziadków odciąć, no co Ty. Uważam po prostu za niezdrowe i rodzące same konflikty mieszkanie młodego małżeństwa z rodzicami którejkolwiek ze stron, dla mnie ma to dużo więcej minusów niż plusów, nawet biorąc pod uwagę ewentualne zajęcie się przez dziadków dzieckiem.
                        A mój argument, że inni "mają gorzej i sobie radzą" był tylko po to, żeby uprzedzić ewentualne protesty autorki, że to nie wchodzi w grę, bo nie dadzą rady itp., napisałam więc że nie zawsze się ma dziadków pod ręką i jakoś się żyje z dwójką dzieci i wiecej:)
                      • tully.makker Re: Sprawa wydaje się dość jasna. 28.06.11, 21:32
                        No i co z tego, co praktykowaloby 3/4 Europy? Europa, nawiasem mowiac, jesli pamietasz z geografii, konczy sie na Uralu, wiec musisz chyba popracowac nad ulamkami. I co z tego, co praktykuje 1.6 Afryki, 4/5 ameryki poludniowej i cala Azja Wschodnia?
                        My zyjemy tu i nasza kultura przewiduje takie wlasnie rozwiazania.
                        Nawiasem mowiac, czlowiek nie jest przystosowany do zycia w rodzinie nuklearnej, tylko w duzej rozszerzonej grupie rodzinnej i taka wlasnie zapewnia optymalne warunki funkcjonowania zarowno dla dziecka jak i dla mlodej matki. Nieprzypadkiem kobiety uwiezione w domu dam na sam z malymi dziecmi dostaja hyzia.
                        • mantis_after_dinner Re: Sprawa wydaje się dość jasna. 28.06.11, 21:41
                          1. Mowiac Europa mialam na mysli krag kulturowy, a nie geograficzny. No wybacz, ale do praktykowania obecnego modelu zmusily Europe Srodkowo-Wschodnia (jak juz bardzo upierasz sie przy kryteriach geograficznych) akurat warunki ekonomiczne, a nie zadne psycho-socjalne. To ze w Polsce do tej pory praktykuje sie taki model tez wynika glownie z warunkow ekonomicznych. Moje prywatne zdanie jest takie ze model ten stwarza wiecej problemow niz korzysci (opiekunce w przedszkolu lub zlobku mozna zwrocic uwage, bo za jej prace placimy; tesciowej juz tak prosto w oczy nie powiesz jakie masz wymagania, bo nie musi robic tego co robi).


                          2. Moj post mial jedynie na celu zwrocenie uwagi na fakt, ze dzieciom czesto duzo lepiej robi wychowanie wsrod rowiesnikow i w srodowisku do tego przeznaczonym, niz wojowanie sam-na-sam z babcia wciskajaca wafle w czekoladzie. A juz w tym konkretnym przypadku chyba jest to oczywiste.
                          • woda_woda Re: Sprawa wydaje się dość jasna. 28.06.11, 21:48
                            mantis_after_dinner napisała:

                            > Moje prywatne zdanie jest ta
                            > kie ze model ten stwarza wiecej problemow niz korzysci

                            A moje prywatne zdanie jest przeciwne.

                            Dom wielopokoleniowy uczy dzieci obcowania ze starszymi ludźmi, uczy tolerancji dla innych, pozwala zachwać tożsamość rodzinną i kulturową - i uczy nie być pępkiem świata.

                            I nie rozumiem, czemu dziecko wychowywane w takiej rodzinie ma być pozbawione wychowania równiez wśród równieśników.

                            Rodzicom ułatwia życie, ponieważ mają więcej wolnego czasu dla siebie a dziadkom - często - daje satysfakcjonujące zajęcie na emeryturze.
                          • tully.makker Re: Sprawa wydaje się dość jasna. 29.06.11, 10:03
                            1. Mowiac Europa mialam na mysli krag kulturowy, a nie geograficzny

                            Wydaje ci sie, ze jestes taka oblatana, a najwyrazniej nie wiesz - a latwo to zauwazyc nawet pobieznie obserwujac styl zycia - ze Europe nie jest jednorodna kulturowo, a roznice miedzy sasiadujacymi krajami moga byc bardzo znaczne.

                            No wybacz,
                            > ale do praktykowania obecnego modelu zmusily Europe Srodkowo-Wschodnia (jak ju
                            > z bardzo upierasz sie przy kryteriach geograficznych) akurat warunki ekonomiczn
                            > e, a nie zadne psycho-socjalne.

                            Nie tylko z kulturoznawstwem u ciebie kiepsko, ale i podstawowa wiedza na temat historii. To w niektorych krajach nastapila zmiana polegajaca na rozluznieniu wieczow rodzinnych, a nie u nas cos sie zmienilo. Zreszta, jesli chodzi o opieke zlobkowo-przedszkolna, to jest ona duzo bardziej dostepna w pOlsce niz w wielu krajach zachodnich, gdzie czesto rodzic - na ogol matka MUSI zrezygnowac z pracy do czasu odchowania dziecka, bo nawet jesli isnieje opieka dla maluchow, to nie pokrywa sie ona z godzinami pracy.

                            oczywiscie, ja patrze ze swojej perspektywy - moimi dziecmi zajmowaly sie moja matka i moja ciotka, kobiety w wyksztalceniem, wysoka kultura osobista, szeroka swiadomoscia w dziedzinie profilaktyki zdrowotnej i wlasciwego odzywiania oraz kreatywne w wymyslaniu rozwijajacych zabaw. I zfaje sobie sprawe, ze nie kazdy ma to szczescie, ze ma taka rodzine. Ale w przypadku autorki watku nie wiemy nic o nieprawidlowosciach wychowawczych w zachowaniu babci, mozemy sie natomiast domyslic, ze otacza ona dziecko opieka i troska, ktorej prozno szukac u osob ktore przychopdza odbebnic swoje z zlobku czy przedszkolu od do. A niestety z moich doswiadczen - mam poki co 2 dzieci - czesto tak to wlasnie wyglada.

                            A ty mozesz wychowywac swoje dzieci w placowkach opieki instytucjonalnej od urodzenia, jesli to ci odpowiada. Nie zdziw sie tylko, jesli dzieci oddadza cie potem do domu opieki, zebys mogla spedzac cczas wsrod rowiesnikow i pod profesjonalna opieka i zeby nikt bron boze nie podal ci czekolady, tylko odpowiednio zbilansowany posilek bez smaku.
                            • sebalda Re: Sprawa wydaje się dość jasna. 29.06.11, 15:09
                              Szeroki uśmiech ode mnie, Tylly:)
                              • sebalda Re: Sprawa wydaje się dość jasna. 29.06.11, 15:10
                                Przepraszam, duchota skleja mi paluszki - Tully, rzecz jasna:)
    • kropeczka455 Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 21:51
      listekzielony napisała:
      > Po ślubie zamieszkaliśmy z Męża bratem i już w tydzień
      > po mojej przeprowadzce zaczęłam bratu przeszkadzać.
      > Mieszkaliśmy razem przez pół roku i to był koszmar.
      > Podczas kłótni i wymiany zdań mój mąż praktycznie
      > zawsze stawał po stronie brata bo przecież z nim mieszkał przez wiele lat
      > (ich M> mama zmarła jak ledwo co weszli w wiek pełnoletni
      > a ojciec szybko się wyprowadził do innej kobiety)
      > Miałam do Męża duży żal o Jego zachowanie,
      Czy Ty czasem nie byłaś powodem skłócenia braci
      > Z rodziną jest mały problem. Ja jestem bardzo rodzinna i potrzebuję kontaktów
      > z moją rodzina, głównie rodzicami, babcią i kuzynką.
      > A On najchętniej siedziałby w domu przed kompem (nie robi tego bo Mu na to nie pozwalam).
      > Poza tym Jego rodzina od samego początku mnie nie cierpi
      > (nie bardzo wiem za co) teraz to już z wzajemnością.
      Faworyzujesz swoja rodzinę, ciekawe dlaczego jego rodzina Cie nie cierpi

      Może Twój mąż ucieka w wirtualny świat widząc ze masz jego i jego rodzinę w głębokim poważaniu i liczy się tylko Twoja rodzina. Może nie odpępowiłaś się od mamy.
      Swoja droga trochę przesadzasz z tym czasem spędzanym w internecie.
      Czyzby Twój mąż sypiał tylko 1-2 na dobę???

      • marzeka1 Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 21:59
        "Moi Rodzice zawsze będą dla mnie tak samo ważni jak mój Mąż."

        - i to zdanie pokazuje, jak bardzo masz chore podejście, bo w małżeństwie to mąż/żona powinna być na pierwszym miejscu, inaczej NIC i NIGDY nie wyjdzie ci z żadnym facetem. Masz chore podejście.
        • tully.makker Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 22:18
          Dla mnie szczerze mowiac tez rodzice sa co najmniej rownie wazni jak partner, nawet jesli bywaja toksyczni. Meza, partnera zawsze mozna zmienic, a rodzice pozostaja bliskimi osobami na cale zycie. Moi rodzice np nie raz udowodnili, ze zawsze moge na nich liczyc, jakichkolwiek bym glupot nie narobila, czego nie moge powiedziec ani o exie ani o aktualnym. Byloby niestrategiczna glupota - i zapewne tak jest w przypadku autorki watku, zrazac do siebie bliskich ludzi.
    • kropeczka455 Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 22:14
      listekzielony napisała:
      > 3 miesiące temu przeprowadziliśmy się do miejscowości moich Rodziców
      > bo ze względu na to że zajmują się Oni Synkiem jak my jesteśmy w pracy żeby
      > było nam i im łatwiej.
      > rano wstajemy wcześnie do pracy i jeździmy do niej kilkadziesiąt kilometrów,
      pisalaś że chodzisz również do szkoły!

      Wynika z tego że wygodnie to jest tobie. Przeprowadziłaś się pomimo ze mąż nie lubi zmian a swojej mamie wspaniałomyślnie zafundowałaś wielogodzinna opiekę nad dzieckiem, pewnie dlatego jest przerażona perspektywa drugiego wnuka.
      Ciekawe ile czasu spędzasz z synkiem???
      • dydaki Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 23:20
        Mąż może być na skraju uzależnienia od internetu. Pytanie, czy dlatego że ma skłonności do uzależnień, czy dlatego, że ucieka od ciebie i waszej rodziny w świat w którym znajduje bezkrytyczną akceptację.
        Pomyśl nad tym, dziewczyny powyżej na ciebie strasznie naskoczyły, ty zwyczajnie przemyśl wszystko, bo nie o to chodzi komu przypisać "winę" że jest źle , tylko jak zmienić zachowania by było lepiej. Akcja-reakcja. A dotychczasowe metody tylko pogrążają , więc... ?
        Zmienić możesz siebie , swoje zachowania, postępowanie, dopiero twoje zmiany wywołają reakcję/zmianę u reszty towarzystwa.. To naczelna zasada.
        • dydaki Re: co ja mam zrobić? 27.06.11, 23:26
          To wyżej oczywiście do autorki wątku.
          Czy nie za dużo w waszym związku agresji? Jeśli ty przejęłaś rolę "generała" dyrygującego wszystkim i coraz bardziej agresywnego słownie, mąż może odwdzięczać się bierną agresją, pasywnością, alienowaniem się.
          Nawet jeśli jest pasywny i bierny nie idź ty sama ścieżką agresji - bo to droga do duchowej śmierci waszego związku. Idź do fachowców po wiedzę, po stabilność twoich emocji, po przepracowanie trudnych relacji także tych z twoimi rodzicami. Dopiero gdy sama się "poukładasz" będziesz mogła mądrze zadecydować o swoim związku.
          • charlottesometimes1 Re: co ja mam zrobić? 29.06.11, 21:10
            No nie ma to jak zwrócić się po wsparcie do kobiet!
            Szereg mądrych rad i jak zwykle obrona biednego misia. Ciekawe, że to tylko autorka ma stawiać męża przed rodziną pochodzenia, a jakoś nie przekłada się ten - skądinąd słuszny - pogląd na to, że on również powinien mieć żonę w centrum uwagi. Nie ma i nie miał. Wcześniej był brat, któremu jak pisze autorka mąż zazwyczaj przyznawał rację i stawał po jego stronie, teraz jest internet, zastępcza partnerka. Ciekawa jestem, która z was wykazywałaby w swoim realnym życiu niebiańską tolerancję na ewidentne narażanie na kalectwo/śmierć i osierocenie dziecka (w przyszłości może dzieci) z powodu ewidentnej głupoty męża.
            Gromy posypały się z powodu wyzwisk, uderzenia męża - no i ok, ona sama ma tego świadomość, że nie jest to właściwe. Jakoś nikt nie podjął wątku, że mąż wulgarnie mówi o swoim dziecku. Ciekawe wyparcie. Pozwalacie mówić swoim partnerom o dzieciach, że ich "jebią"? Jakoś wątpię.
            • cahir4 Re: co ja mam zrobić? 30.06.11, 00:21
              Ciekawa jestem, która z was wykazywałaby w swoim realnym życiu niebi
              > ańską tolerancję na ewidentne narażanie na kalectwo/śmierć i osierocenie dzieck
              > a (w przyszłości może dzieci) z powodu ewidentnej głupoty męża.

              No ale to raz było. Toż jeśli raz ją zabije, to wybaczyć i zrozumieć trzeba, nie jemu pierwszemu się zdarzyło - fakt. Co innego, gdyby mu to miało przejść w nawyk...
              • mar-lenk Re: co ja mam zrobić? 07.07.11, 09:06
                Wejdz troche w psychike mezszczyzn,a lepiej zrozumiesz meza.Wiekszosc jest niewylewna.Moj brat mowi malo,ale konkretnie.Nie zrobisz z takiego Typa nagle wylewnej Baby.A jezeli chodzi o TV.A jaka tragedia ze sobie dzidzia troche na telewizorek popatrzy ?Mezszczyzni nie sa niankami,a Twoj maz i tak ci duzo pomaga,ale Ty bys chciala go zatrudnic na 24 h.To wkoncu on wezmie z toba rozwod a nie Ty z nim,jak sie bedziesz cala dobe tylko czepiac.
    • jagusiia Re: co ja mam zrobić? 21.07.11, 08:15
      ZielonyListku, ja myślę, ze po prostu pisze tu sporo osób uzależnionych od netu i dlatego tak rozumieją się z Twoim mężem i tak atakuja Cię, piszą, ze jawisz się niekorzystnie, bo wyobrazili sobie, ze to im odcinasz interenet. Zobacz ile czasu ślęczą na tym forum... Twoj opis odniesli jako posredni atak na swoją osobę, współczują Twojemu męzowi. A tak naprawdę, to masz całkowitą rację, męża trzeba ratować, tzn pomóc mu w oderwaniu się od uzależnienia, niestety nie będzie to łatwe. Czy w ciągu dnia też włącza komputer, czy potrafi np pół dnia nie włączać komputera ? Oczywiscie, ze do niego również należą obowiązki domowe i rodzinne, opieka nad dzieckiem, nie mysl o rozwodzie, tylko o pokonaniu tego kryzysu "sieciowego", tzn będzie potrzebna fachowa pomoc męzowi. Niestety, jest jak dziecko, uzalezniony czyli odporny na Twoje prosby i argumenty.
      • nammkha Re: co ja mam zrobić? 22.07.11, 14:06

        Zgadzam się z przedmówcą. Masz całkowite prawo rządać od niego aby przestał siedzieć po nocach przed komputerem jeśli Twoje życie jest przez to zagrożone! A tak jest. Poza tym Twój mąż zachowuje się niedojrzale (on nie chce rozmawiać, wyjaśniać, rozwiązać problemów, udaje że nic się nie dzieje, a przecież dzieje się - na tyle źle, że myślisz o rozwodzie!) powinniście udac się na terapię małżeńską, a jeśli on się nie zgodzi, idź sama - dowiesz się czego potrzebujesz od tego związku i czy nadal cię on satysfakcjonuje, jeśli mąż nie będzie chciał pracować nad poprawą waszej sytuacji to znaczy że mu nie zależy na tobie i rodzinie, a to oznacza, że zasługujesz na lepszego męża:) pozdrawiam,

        „Ludzie idą do nieba nie za opanowanie i kontrolę nad swoimi żądzami, lub też za ich brak, lecz w nagrodę, że pracowali nad ich zrozumieniem” (William Blake, Wizja sądu ostatecznego).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka