dalliletka
29.06.11, 12:01
Witam,wiem,że to forum rodzinne,ale moja praca zajmuje mi praktycznie cały dzień.Po za pracą mam niewiele czasu dla siebie.Ale nie o to chodzi.
Chyba zdjęłam różowe okulary.Wszystko jest nie tak.Nie jest to praca w moim zawodzie,ale to była jedyna znaleziona po bardzo długim czasie praca,którą mogłam wykonywać dzięki moim zdolnościom i wyobrażni.Moim głownym zadaniem było..przywrócenie dobrego wizerunku firmy.Jestem pewna,że ten wizerunek udało mi się odzyskać.Nawet więcej,klienci wiedzą,że mogą liczyć na moje pomysły.Zawsze wymyślę coś co zaspokoi ich potrzeby.Przychodzą kolejny raz,polecają znajomym.Stałam się fachowcem nie korzystając z niczyjej pomocy.I jestem z tego dumna;-)
Piszę pod wpływem emocji,ale właściwie takie emocje towarzyszą mi już ze dwa miesiące.
Nie wiem co się stało z moim szefem,ale zaczął partaczyć robotę.Okazało się jakim jest marnym fachowcem i jak mało mu zależy na klientach.A co za tym idzie na dobrej opinii i zyskach.To jest jego firma,ja jestem tylko pracownikiem.Ale to ja obrywam po głowie za jego partactwo.Ja mam bezpośredni kontakt z klientami.Takich sytuacji zdarzyło się co najmniej kilkanaście w ostatnim czasie.Po jednej takiej przygodzie chyba przeszłam lekki zawał(taka moja diagnoza).Czułam się jakby mnie ktoś pobił.
Nic nie pomaga,że zwracam mu uwagę,dokładnie relacjonuję co klient powiedział,o co miał pretensje.On to olewa.Proszę,żeby nie powodował takich sytuacji,żebym ja musiała za jego pracę odpowiadać.Nie potrafię kłamać.Nie potrafię zmyślać klientom nieprawdziwych,niestworzonych historii.Mimo moich próśb jest takich sytuacji coraz więcej.Kiedyś tak nie było.Jeżeli pracownik spartaczył lub nie dotrzymał terminu,to pracownik dostał upomnienie i został pouczony co i jak.Teraz szef sam wykonuje pracę(z oszczędności).
Pracuję tu już dwa lata i do niedawna leciałam do tej pracy jak na skrzydłach.Teraz jestem zła,że rano znowu muszę tam iść.
Mało tego.Szef jest raczej chytrym i skąpym człowiekiem.Nie mam czym wykonywać mojej pracy.Nie mam odpowiednich narzędzi,środków.Wszystko jest wykonywane tym czym się da,jak się da,byle było.Ok.Dwa lata wytzrymałam.Mam już doświadczenie.Wiem co jestem w stanie zrobić,a co nie.Szczerze wyjaśniam klientowi i wtedy nie ma problemu.A szef bierze wszystko.Pochopnie podejmuje decyzje,bez przemyślenia.W rezultacie rzecz jest bardziej zepsuta niż naprawiona....Mam dość,w pracy chodzę wściekła,w domu ryczę.Zaczęłam widzieć same minusy tej pracy.Zarabiam grosze,cały dzień nie ma mnie w domu(9 godzin+dojazd),nabawiłam się strasznej alergii(pracę mam bardzo brudną) i ta odpowiedzialność za nie moją pracę...
Co mam robić?Jak się uodpornić?Innej pracy szukam już 2 lata,bo planowałam tu popracować chwilę,by mieć co wpisać w CV,ale utknęłam.A może powinnam schylić głowę i się nie buntować?Całować szefa po nogach,że zechciał mnie przyjąć?
Minusów jest jeszcze więcej...np.od tygodnia proszę o kupienie mydła.........