Dodaj do ulubionych

Czy jest sens walczyć o małżeństwo ?

27.11.11, 15:34
Witam. Potrzebuję trochę obiektywnego spojrzenia na moją sytuację rodzinną, bo sama nie daję już rady. Ciężko opisać w kilku zdaniach wiele lat i sytuacji, które miały w tym czasie miejsce, i które wpłynęły bezpośrednia na obecny stan rzeczy,ale spróbuję krótko opisać co mnie boli.
Jesteśmy z mężem prawie 4lata ( 13lat wspólnego życia ). Mamy cudowną 2letnią córeczkę, która jest największym cudem . Niestety między mną a mężem przez te kilkanaście lat nie układało się zbyt dobrze. Ja zaślepiona miłością do mężczyzny, który nie traktował mnie dobrze , mimo wyrządzonych krzywd walczyłam o normalne wspólne życie. W okresie gdy było względnie dobrze zgodziłam się na ślub. Po urodzeniu dziecka , które oboje planowaliśmy zaczął się horror. Mąż mimo,że wcześniej rozmawialiśmy o odpowiedzialności bycia rodzicami , odsunął się od obowiązków bycia mężem i ojcem. Nie pomagał przy dziecku, nie pomagał w domu , nic go nie interesowało. Coraz więcej awantur, coraz bardziej czułam się osamotniona. Aktualnie mąż nie pomaga w niczym w domu ( a dom jest duży i sporo pracy na co dzień ), nie bawi się z dzieckiem, nie wychodzi na spacer, nie interesują go ani rachunki do zapłacenia, ani to,że ja potrzebuje jego wsparcia , miłości i obecności i trochę odpoczynku. Ja siedzę na wychowawczym ( jestem w domu 24 godziny na dobę, nigdzie nie wychodzę, prócz spacerów z dzieckiem i ewentualnym pojechaniu z córką żeby wybawiła się z innymi dziećmi ), on ma pracę, w której sam jest sobie panem i raz pracuje, innego razu woli pospać i posiedzieć z kumplami w pracy i pograć w pasjansa lub przegadać całe dnie. Wszystko jest ma mojej głowie, córka, dom, opłaty, ogród, etc. Mąż ogranicza się wyłącznie do zrobienia podstawowych zakupów, skoszeniu trawy i wyniesieniu śmieci. Nie spędza z nimi czasu nawet gdy jest w domu ( zamyka się w pokoju i buszuje po internecie, lub ogląda tv ) . Jest zimny, brak mu empatii, na moje prośby i uwagi ,że potrzebuję jego miłości , dziecko uwagi (bawi się z córką tylko gdy ma on na to ochotę) i poświęcenia czasu zupełnie nie reaguje. . Udaje,że nie słyszy, lub odnosi się do mnie słowami " będziesz teraz o tym pi...ić cały dzień ? ". Brak mu szacunku do mnie, potrafi wyzwać, wyśmiać , całe dnie nie zwracać na mnie uwagi lub się nie odezwać, bo tak wygodniej. Czuję się brzydko mówiąc jak ostatnia szmata, która ma ugotować, uprać, zająć się dzieckiem żeby nie przeszkadzało i jeszcze nie wymagać. Owszem ja także potrafię ryknąć, gdy brakuje mi już sił , puszczają mi nerwy. Zawsze jednak przepraszam jeśli zrobię coś co mogło zaboleć i staram się być ugodowa. Wygląda to tak,że dostał wszystko na tacy - piękny nowy dom, który wybudowali nam rodzice , ode mnie miłość, wsparcie w każdej sytuacji, troskę, umożliwiłam mu finansowy start z interesem. Miłość chyba tak na prawdę była z mojej strony :( On pochodzi z rodziny, w której ojczym bardzo źle go traktował, matka dopiero po kilkunastu latach obudziła się,że ma syna i zaczęła zabiegać o dobre relacje. Rozumiałam,że brak mu wzorców, że dzieli nas wiele i nie mogę oczekiwać od niego bycia ideałem. Wymagałam minimum, czyli trochę zainteresowania, miłości , wsparcia , czego nie otrzymałam. Bywały lepsze chwile, ale nie trwało to długo. Każdy powie,że sama sobie zgotowałam taki los .... prawda, ale obiecywał poprawę , niby rozumiał co między nami było źle. Ja ślepo wierzyłam i byłam bardzo naiwna. Tak kochałam,że nie dopuszczałam do siebie myśli,że jestem w złym związku. Gdybym mogła cofnąć czas , moje życie potoczyło by się inaczej, ale go nie cofnę.
Aktualnie nie odzywamy się do siebie około tygodnia, co wcześniej poprzedzane było wieloma awanturami. Zabiegałam o jego obecność w życiu rodziny, o czas dla córki, która jest w nim "zakochana" i o poprawne relacje dla nas. Wszystko zostało podsumowane słowami mojego męża :" pie... mnie to" i tak zakończyłam walkę o to co najcenniejsze : miłość, szacunek, wzajemne wsparcie i rodzinę . Czuję się strasznie bezsilna, nie wiem co robić, bo mam wrażenie,że wszystko zabrnęło już tak daleko,że ciężko będzie odwrócić bieg zdarzeń. Kocham go, mimo że traktuje mnie okropnie, nie chcę rozpadu związku ze względu na dobro dziecka, ale czy warto żyć z kimś, kto nie kocha ( przynajmniej ja tak czuję ) , kogo nie interesuje,że krzywdzi swoich najbliższych i na to wszystko ma patrzeć malutkie dziecko ? Nie mogę się podzielić troskami z rodzicami, bo oni mają zrujnowane zdrowie , a to byłoby dla nich gwoździem do trumny. Żyję w zakłamaniu, udając,że nie jest źle, a łzy wylewając do poduszki. Zaczęłam już się sama oszukiwać, że może wyolbrzymiam problemy,ale ostatnio znajomi nawet powiedzieli,że jak widzą w jaki sposób się do mnie odnosi, to jest im mnie żal. Co robić ? Walczyć ? Tylko w jaki sposób ? Jak uratować w pojedynkę rodzinę ? Na prawdę wiem,że chyba powinnam zastanowić się nad rozwodem, ale jeżeli jest coś co jeszcze może być szansą na poprawę, to chwycę się tego jak tonący brzytwy. Czuję,że dla dobra córki muszę zacisnąć zęby i zawalczyć, tylko nie wiem czy znów się nie łudzę ... Co poradzicie wariatce , która pokochała drania ?
Obserwuj wątek
    • pendzacy_krolik Re: Czy jest sens walczyć o małżeństwo ? 27.11.11, 15:44
      sens jest wtedy,kiedy ccea tego oboje. z reguly jest tak,ze chce jedno i to zazwyczaj kobieta.
      zrobil sie zbyt pewny siebie.moze trzeba mu spuscic troche powietrza? napisz na komputerze pozew i po prostu,bez tlumaczenia, podsun mu do podpisania.jesli to zrobi to znak,ze nie ma czego ratowac. najgorsze,co mozesz teraz zobic to zostac z nim dla dziecka. pozdrawiam.
      • verdana Re: Czy jest sens walczyć o małżeństwo ? 27.11.11, 15:51
        Pytanie podstawowe. Po co Ci w domu ktos taki? Rozumiem,że go kochasz, ale prawdę mowiąc to nie wystarczy. Masz dziecko - naprawdę chcesz, aby całe dzieciństwo spędziła z takim ojcem? Lekkomyslnoscia było decydować sie na dziecko, ale skoro już jest, to masz obowiązki przede wszystkim wzgledem córki - a to, co piszesz brzmi ponuro. Raczej nie należy się spodziewać, ze ojciec kiedykolwiek bedzie dla niej dobry.
        • beauty_jasmin Re: Czy jest sens walczyć o małżeństwo ? 27.11.11, 16:13
          Co do męża - owszem czuje się pewnie, bo nie raz groziłam,że jeśli tak dalej będzie wyglądać nasze wspólne życie to się rozejdziemy i trwa to po dziś dzień. Może to głupie ,ale dla mnie podanie pozwu do podpisania równa się przekreśleniu wszystkiego - nie chcę tak poważnym posunięciem sprawdzać uczucia i ewentualnie skrytej chęci poprawy z jego strony. Szukam innego sposobu, tylko krążę w błędnym kole.
          Verdeno - piszesz,że decyzja o dziecku była pochopną. Pewno tak to wygląda ,ale uwierz,że pragnęłam córki jak niczego na świecie, bo kocham dzieci , a mój stan zdrowia jest taki,że drugiego dziecka mieć już nie mogę i to i tak szczęście wielkie ,że jest malutka na świecie. Bez względu na wszystko tej decyzji nie żałuję w najmniejszym stopniu. Pomyślisz - egoistyczne. Nie, bo mąż też pragnął dziecka. Ja musiałam się zdecydować na ciążę, bo miałam ostatnią szansę na własne dziecko. Kto nie był w takiej sytuacji nie zrozumie. Mąż wiem,że ja kocha, ale ma problem by okazywać to córce w odpowiedni sposób, a to,że nie poświęca jej czasu , uwagi to drugie.
          Przydałaby się terapia , ale samej mogę tylko pójść podratować swoje zdrowie. Szukam jakiegoś sposobu by potrząsnąć mężem by w końcu się opamiętał i coś z siebie dał. Jeśli to niemożliwe będziemy musieli się rozstać . Ja pochodzę z domu, gdzie rodzina była zawsze na pierwszym miejscu. Może zbyt kurczowo się tego trzymam , bo u mnie to walka z wiatrakami. Wiele rzeczy pewno błędnie staram się sobie tłumaczyć , wciąż szukając recepty na całe zło, ale chcę dobrze.
          • marzeka1 Re: Czy jest sens walczyć o małżeństwo ? 27.11.11, 17:34
            Dobrymi chęciami to piekło jest wybrukowane- to tylko w kwestii "chcę dobrze".
            Nie zmienił się tyle czasu, nie zmieni się i teraz, tylko dzieciakowi życie zmarnujesz swoim "mam nadzieję,że się zmieni".
    • marzeka1 Re: Czy jest sens walczyć o małżeństwo ? 27.11.11, 17:48
      Zapytam tylko: JAK, no JAK możesz pozwolić, by córka dorastała z takim wzorem faceta???

      "
      . Udaje,że nie słyszy, lub odnosi się do mnie słowami " będziesz teraz o tym pi...ić cały dzień ? ". Brak mu szacunku do mnie, potrafi wyzwać, wyśmiać , całe dnie nie zwracać na mnie uwagi lub się nie odezwać, bo tak wygodniej. Czuję się brzydko mówiąc jak ostatnia szmata, która ma ugotować, uprać, zająć się dzieckiem żeby nie przeszkadzało i jeszcze nie wymagać. "

      - a potem córka podobnego do tatusia gnojka weźmie, bo myśli, że "chłopy tak mają".
      • beauty_jasmin Re: Czy jest sens walczyć o małżeństwo ? 27.11.11, 18:22
        Właśnie to mnie najbardziej przeraża i nie chcę by wynosiła taki wzorzec małżeństwa i miłości z domu. Przeczytałam Wasze wypowiedzi , zastanowiłam się nad tym co piszecie. To wyjątkowo trudny dla mnie okres, ale chyba nie ma innego wyjścia. Córka jeszcze malutka, ale niebawem zacznie wszystko widzieć i przeżywać i choćbym chroniła ją od awantur,to obrazu rodziny nie zmienię :( Muszę jeszcze poradzić sobie sama ze sobą, ze strachem przed tym czy podołam w samotności ogarnąć wszystko , zdobyć siły na to by pokonać trudności. Muszę to przegryźć , oswoić się ze świadomością, że skończyło się to co nawet się nie zaczęło. Nie wiem ile mi to zajmie, chyba wpierw muszę znaleźć odpowiedni moment i porozmawiać z mężem o rozejściu się. Nie wiem jak mam też opanować strach przed tym,że popełniam gdzieś tu kolejny błąd .
        • marzeka1 Re: Czy jest sens walczyć o małżeństwo ? 27.11.11, 18:31
          " Nie wiem jak mam też opanować strach przed tym,że popełniam gdzieś tu kolejny błąd ."

          - wybacz, ale odejście od kogoś takiego, to nie będzie "kolejny błąd", to będzie najsensowniejsza rzecz, którą zrobisz od lat. A zrobić powinnaś, właśnie z względu na córkę.
          • beauty_jasmin Re: Czy jest sens walczyć o małżeństwo ? 27.11.11, 18:46
            Wiecie , przeczytałam to czego się oczywiście spodziewałam. To co piszecie gdzieś tam w środku jest dla mnie oczywiste, ale potrzebowałam usłyszeć , że jest to właściwe rozwiązanie od innych osób. Pewno wysłuchanie tylko jednej ze stron konfliktu nie budzi obiektywnego obrazu, ale wydaje mi się,że wystarczająco dużo złego się dzieje by było to wyraźne. Pewno nie obędzie się bez pomocy psychologa, nie należę do twardych ludzi. Poradzić sobie jednak muszę, mam jedynie nadzieję,że córka odnajdzie się w nowej sytuacji. Nie zamierzam ograniczać jej kontaktów z tatą i tworzyć jej obrazu złego człowieka. Wiele bym dała by wizja rozwodu skłoniła męża do zmiany, niestety tak jak mówicie, skoro tyle czasu nic nie uległo zmianie, to pewno nie jest to już możliwe. Dziękuję za poświęcenie mi uwagi i rady. Szkoda,że tak to się kończy
    • marzeka1 Re: Czy jest sens walczyć o małżeństwo ? 27.11.11, 18:46
      "Kocham go, mimo że traktuje mnie okropnie, nie chcę rozpadu związku ze względu na dobro dziecka, "

      - to dla mnie jedno ze straszniejszych zdań:traktuje cię jak ścierę, ale kochasz, ale GDZIE ty widzisz dobro dziecka w takim układzie? To zdanie jest straszne: głupie, szkodliwe dla dziecka i kompletnie zakłamane.
      • beauty_jasmin Re: Czy jest sens walczyć o małżeństwo ? 27.11.11, 18:48
        Chodziło mi o to by dziecko miało przy sobie i matkę i ojca. Zakłamane ? Nie rozumem, ale nie szkodzi , tak czy tak potwierdziłyście tylko to,że nie warto ciągnąć tego związku,tak też zamierzam zrobić
        • marzeka1 Re: Czy jest sens walczyć o małżeństwo ? 27.11.11, 18:52
          Bardzo dobrze, gdy dziecko ma pełną rodzinę, jest mama i tata, ale na cholerę córce codzienne przebywanie z tatą, który gnoi mamę? Aby złapała, że na tym polega "rola kobiety"? A facet to ten od gnojenia?
    • ho_credo Re: Czy jest sens walczyć o małżeństwo ? 27.11.11, 18:57
      A jaki jest stan prawny domu, jesteście współwłaścicielami ? Odchodząc zabezpiecz finanse dla siebie i dziecka,
      • beauty_jasmin Re: Czy jest sens walczyć o małżeństwo ? 27.11.11, 19:10
        Na szczęście dom został przepisany na mnie w akcie darowizny. Mogę też całe szczęście wrócić bez problemu po okresie wychowawczym do pracy. W sensie bytowym jestem spokojna.Zastanawiałam się nad wystąpieniem o zabezpieczenie alimentacyjne na czas rozwodu - nie chodzi mi tak naprawdę o pieniądze, ale o fakt, by mąż wiedział,że rozwód nie pozbawia go odpowiedzialności względem zapewnienia dziecku godziwego życia. Niestety przez dobre serce i zbytnią pobłażliwość doprowadziłam do tej sytuacji . Może będąc stanowczą, może gdybym dała popalić mężowi , to utemperowało by to jego swobodę. Teraz trzeba mieć twardy tyłek by udźwignąć cały ten bałagan. Niewyobrażalnie ciężki czas przede mną i dzieckiem,ale muszę wierzyć,że za rok, dwa będę budzić się z uśmiechem i bez stresu.
        • lexi777 Re: Czy jest sens walczyć o małżeństwo ? 27.11.11, 20:26
          Spokojnie, życie nie kończy się na jednym porypanym facecie.Za jakiś czas dotrze to do Ciebie. Ale może idź do psychologa żebyś znowu sobie podobnego faceta nie znalazła i przerób najpierw tą sytuacje będąc sama. Życzę dużo siły i samozaparcia, będzie dobrze , tylko nie okazuj mężowi, strachu i niezdecydowania bo się pogorszy jego brak szacunku do Ciebie, jak powiedziałaś a to idź do punktu b a nie zbaczaj po drodze na manowce bo chłop może mamić poprawą a ja jakoś w to u Twojego partnera nie wierzę.Uwierz będzie Wam lepiej bez niego i stać Cię na lepszego bo sama jesteś jak widać zgodną i rodzinną osobą.
    • esteraj Re: Czy jest sens walczyć o małżeństwo ? 27.11.11, 21:57
      Jaśminko, myślę, że bez sensu jest składanie pozwu o rozwód lub separację. Ty tego wewnętrznie nie chcesz. A jeśli nie jesteś do tego przekonana, to tego nie rób.
      Bardzo chcesz odmiany swojego męża, czy jest to możliwe?
      Prawdopodobnie tak, tylko należałoby znaleźć na niego dobry sposób.
      Ale w tej chwili zacznij od odmiany siebie. Twoje życie nie musi się kręcić wokół niewdzięcznego męża. Nie kończąc związku, możesz zacząć żyć własnym życiem.
      Nabierz pewności siebie i odnajdź w sobie radość życia.
      Rób to co lubisz, sprawiaj sobie przyjemności.
      Nie bój się fochów męża gdy nie podstawisz mu obiadu, nie posprzątasz czy nie wypierzesz.
      Mężczyzna w gruncie rzeczy nie potrzebuje służącej lecz kobiety i kochanki.
      Czy aby Ty sama nie przyjęłaś roli kuchty?
    • bretoff Tak , jest sens 28.11.11, 06:02
      beauty_jasmin napisała:

      On pochodzi z rodziny, w której ojczym bardzo źle go traktował

      Czy bierzesz pod uwage ze ewentualny ojczym Twojej corki bedzie ja tak samo traktowal , bo to nie bedzie jego dziecko a wlasnego z Toba juz nie bedzie mogl miec ? .
      Radze sie zastanowic nad rozwodem , jako samotna z wlasnym domem i z dobrym zapleczem finansowym bedziesz lakomym kaskiem dla roznych cwaniaczkow padajacych do stop , deklarujacych milosc z pelnym repertuarem komplementow . Taki scenariusz wsponego zycia moze sie skonczyc juz na drugi dzien po slubie i po zameldowaniu najdrozszego , wtedy moze byc za pozno , z deszczu pod rynne latwo wpasc i obys w przyszlosci nie musiala z corka uciekac z wlasnego domu .
      Kazdy inny mezczyzna bedzie dla Twojego dziecka obcy , ona kocha tatusia biologicznego , ewentualny rozwod moze byc dla niej gorsza trauma niz obecne malzenskie nieporozumienia w waszym zwiazku . Twoje pretensje do meza wynikaja po czesci z poznego macierzynstwa , obowiazkow z tym zwiazanych , utrata kolezanek w pracy i wczesniejszego raczej beztroskiego zycia we dwojke . Wiazac sie z mezem wiedzialas jak zostal wychowany i tego nie zmienisz , dla niego jest wszystko OK , on nie zna innych wzorcow , jak Ty rodzinnych i trudno jest miec do niego pretensje , wg mnie nie jest zlym czlowiekiem , nie jest draniem. Wina meza jest ze nie chce z Toba rozmawiac o problemach rodziny jaka tworzycie .
      Odpowiadajac na tytulowe pytanie ... tak , jest sens walczyc o malzenstwo , klopoty w waszym sa do usuniecia gdy zamiast emocji wlaczycie rozsadek .

      Jeszcze mala uwaga , wirtualni doradzacze moga byc kazdym , moze to byc niezbyt rozgarnieta gimnazjalistka , operator koparki , 80-letnia emerytka i ktokolwiek . Podejmowanie zyciowych decyzji na podstawie forumowych rad jest wg mnie nieodpowiedzialne .
      • elizabeth7 Re: Tak , jest sens 28.11.11, 13:47
        Pewniej siebie kobiecie żaden facet nie będzie lekceważył dziecka, bo nie będzie faceta.
        Mąż jasmin nie "nie rozmawia" z żoną o problemach rodziny, on lekceważy czynnie i słownie żonę wraz z jej problemami które uważa za nieswoje. W domu ma hotel, pewnie jadłodajnię, pralnię i jakąś babę z dzieckiem które mu doopę zawracją nie wiadomo po co Obawiam się, ze to niedojrzały człowiek, któemu wydaje się, że jak kobieta ma z nim dziecko to już nie odejdzie mimo traktowania jej w sposób chamski i bezczelny. Pewnie traktował ją wcześniej podobnie a po urodzeniu dziecka (może i przez nią upragnionego) już nie ma hamulców, jeśli je miał. A ona pozwala na to. Prosząc i przepraszając.
        O jej "późnym" macieżyństwie jakoś nie doczytałam ...
    • blue_romka Re: Czy jest sens walczyć o małżeństwo ? 28.11.11, 08:58
      Przede wszystkim bardzo Ci współczuję.
      Pani Agnieszka wielokrotnie na forum pisała, że decyzja o rozstaniu jest decyzją dorosłych ludzi i nie powinni się oni zasłaniać dzieckiem. Tym bardziej, że wbrew temu co Ci się wydaje- jeśli zostaniesz z tym mężczyzną, to wcale nie wyjdzie Twojej córce na dobre. Nauczysz ją, jak mężczyzna traktuje kobietę i ona w przyszłości pozwoli się tak samo traktować swojemu partnerowi, a tego byś nie chciała.
      Moim zdaniem ten związek nie rokuje. Mąż najwyraźniej Cię nie kocha, a z tym niewiele da się zrobić. I to tylko początek długiej listy jego grzechów. Ale rozumiem, że zależy Ci na Waszym małżeństwie. Proponuję, żebyś przeprowadziła z mężem ostatnią rozmowę. Przygotuj się do niej starannie, zbierz argumenty (możesz spisać na kartce, żeby nie zapomnieć), wybierz dobry moment. Bądź racjonalna, a nie emocjonalna. Powiedz mu to co chcesz powiedzieć i koniecznie to, że nie zgadzasz się dłużej na takie traktowanie. Postaw warunek Waszego dalszego bycia razem- terapia małżeńska. Daj mi np. tydzień na przemyślenie. Moim zdanie to nic nie da, ale przynajmniej będziesz miała pewność, że zrobiłaś wszystko. A potem... rozwód. Na szczęście, a nie niestety.
      I jeszcze jedno- ponieważ wydaje mi się, że nie jesteś gotowa na odejście, potrzebujesz wsparcia. Poszukaj go u psychologa. Powodzenia.
      • elizabeth7 Re: Czy jest sens walczyć o małżeństwo ? 28.11.11, 13:35
        Niestety, problem z kobietami lakceważonymi przez mężów ale "niegotowymi" na rozwód polega na tym samym na czym całe ich życie z mężem. Najczęściej one same zajmują się domem, dziećmi, mężem i samymi sobą, są przez mężów lekceważone i jeszcze czują się za takie traktowanie same winne i odpowiedzialne za tych nieodpowiedzialnych mężów. I czekają na lepsze czasy. I jeszcze powinny w tych trochę lepszczych czasach odpowiednio pokierować mężem by on się zmienił. I przebaczyć, zapomnieć i cieszyć się. I jeszcze wierzyć,że zmiany będą trwałe. No nie p...ić jak mąż słuchac nie chce. Najczęsciej są już tak ułożone,ze się poddają. I wystraczy troche lepiej by powiało nadzieją ... do następnego trochę gorzej. I znów trochę lepiej ....
        Bądźcie szczere, czekacie na to by on po zmieszaniu z błotem, zrównaniu z ziemią sam was rzucił .
        W zmiany wierzę bardzo, bardzo umierkowanie. W to,że on zrozumie co z nim jest nie tak, przeprosi i ustalą co zmienią, jak zmienią i czego ona oczekuje - wierzę jeszcze mniej. Takie warunki zwykle stawiają już kobiety są pewne siebie (a to już od początku małżeństwa) albo te po przejściach j.w., którym już nie zależy. Może lepiej popracować nad pewnością siebie, nad tym by już już nie zależało.
    • calineczka_777 A moze separacja? 28.11.11, 14:30
      Ale beauty_jasmin nie musi od razu sie rozwodzic. Tym bardziej, ze widac, ze to by bylo ponad jej sily. Ja proponuje na poczatku separacje, np. na okres 1 roku. Separacja tez jest orzekana na wniosek sadu ale daje szanse na walke o to malzenstwo i podobno tez latwiej ja uzyskac niz rozwod: separacja.pl/definicje.html
      W czasie separacji maz wyprowadza sie z domu, ale ma obowiazki wobec coreczki. Obowiazek alimentacyjny istnieje tak czy tak, zreszta to tez mozna ustalic sadownie podczas postepowania dotyczacego separacji. W ciagu separacji dobrze by bylo tez pojsc do jakiegos psychologa, by omowic ten problem. Po tym roku separacji mozna zobaczyc, czy maz przemyslal sprawe, czy jest gotowy sie zmienic. Jesli tak to mozna znowu zyc razem, jesli nie to skladamy pozew o rozwod.
      • beauty_jasmin Re: A moze separacja? 28.11.11, 16:55
        Dziękuję wszystkim za wypowiedzi. Każda z Was wniosła w moje przemyślenia coś nowego. Sytuacja jest trudna, tym bardziej,że nie dotyczy okresowego pogorszenia,ale ciągnących się historii. Sugerujecie brak gotowości na tak poważny krok jak rozwód. Myślę,że macie rację. Postanowiłam udać się do psychologa rodzinnego w mojej sprawie. Pomoże mi to może uspokoić się wewnętrznie, ale także bym chciała by poradzono mi w jaki sposób przeprowadzić najskuteczniej i najlepiej rozmowę z mężem. Może łatwiej mi będzie się do tego przygotować. Pomysł z separacją jest chyba dobrym rozwiązaniem. Myślę,że najlepszym na tą chwilę. Czas pokaże co z tego wyjdzie,ale bez pomocy z zewnątrz chyba nie podołam.
        Wybaczcie,że nie odniosę się do postów,ale nie mam dziś czasu
        • mama_myszkina Re: A moze separacja? 28.11.11, 17:52
          Żal mi Twojej córki. Fakt,że oboje chcieliście dziecka naprawdę nie usprawiedliwia marnowania jej zieciństwa i dorosłości. Bo dorastając w domu z takim ojcem i taką matką, wyniesie okreslone wzorce na przyszłość.
          • beauty_jasmin Re: A moze separacja? 28.11.11, 18:52
            mama_myszkina nie wiem co masz mi do zarzucenia jako matce, ja tam sobie nic nie mam, bo swoje obowiązki wobec córki wypełniam w 100 %. Za kogoś nie mogę odpowiadać. Nie będę Ci się tłumaczyć. Poza tym jak sama piszesz w innych wątkach jesteś rozwódką. Ojjjj przyganiał kocioł garnkowi. Widać musiało być to także udane małżeństwo. Sorry, ale Twojej postawy atakującej mnie jako matkę nie bardzo rozumiem . W nawiasie mówiąc, mnie też żal mojej córeczki, dlatego muszę coś zmienić w swoim życiu by mogła być szczęśliwa.
            • marzeka1 Re: A moze separacja? 28.11.11, 18:58
              ", ja tam sobie nic nie mam, bo swoje obowiązki wobec córki wypełniam w 100 %. "- cóż, pozwalasz, by dziecko "chłonęło" chorą atmosferę domu i "uczyło się", że matka to ta nieważna kobieta, którą tatuś może do woli gnoić.
              • beauty_jasmin Re: A moze separacja? 28.11.11, 19:04
                Dla jasności - podjęłam wszelkie próby "nie pozwalania" , nie zadziałało, staram się uwolnić nas z tej złej sytuacji w inny sposób. Widać po wypowiedzi brak podobnych doświadczeń ( nie życzę nikomu takich ) ,ale jak to się mówi syty głodnego nie zrozumie.
                • marzeka1 Re: A moze separacja? 28.11.11, 19:13
                  Nie rozumiesz, spotkałabym się z PRÓBĄ , gdy ktoś chciał pokazać mi, gdzie jest moje miejsce, zgonić, nie pozwoliłam na to.
                  Wg tego, co piszesz, tylko "głodny", czyli osoba , która też tkwi w patologicznym związku z przemocowcem może ciebie zrozumieć doskonale; wytykasz kobiecie , że jest rozwódką, a to znaczy jedno: jeśli tkwiła z niefajnym związku, UMIAŁA się z niego wymiksować. W sumie sobie możesz pozwolić sobie zjechać facetowi psychikę,ale co zawiniło dziecko,że taki kod ojca, faceta dostaje od małego????
                • moniapoz Re: A moze separacja? 28.11.11, 19:14
                  ja myślę że nikt Cię nie chciał obrazić - po prostu uświadomić pewne rzeczy. niestety prawda jest taka, że nawet jakbyś była super mamą to dziecko ma dwoje rodziców i czerpie wzorce z z ich zachowań - czyli nie bez znaczenia jest relacja Twój maż - Ty.
                  mnie się wydaje, że Twój mąż potrzebuje silniejszego sygnału, że miarka się przebrała, jak wtedy się nie otrząśnie to nie ma co się zastanawiać.
                  sama obecnie przerabiam ten temat - jest lepiej ale czy będzie dobrze to czas pokaże.
                  pozdrawiam
                  M
                • purpurowa_komnata Re: A moze separacja? 28.11.11, 19:18
                  Ale sęk w tym,że zarówno Marzeka- jak i Mama myszkina rozumieją Cię doskonale. Ja również Cię rozumiem...Na koniec:związek da się uratować jeśli 2 zainteresowane osoby będą tego chciały. Nie da się stworzyć szczęśliwej rodziny jeżeli stara się tylko jedna strona. Ty masz wybór- Twoje dziecko nie.
                  • beauty_jasmin Re: A moze separacja? 28.11.11, 19:25
                    Macie rację. Nie chciałam nikogo urazić i pewno mnie też nie chciano. Po prostu mnie to przerasta i już nawet źle interpretuję niektóre wypowiedzi. Nie jest łatwo powstrzymać nerwy na wodzy, bo to nie błahy problem.
            • mama_myszkina Re: A moze separacja? 28.11.11, 20:40
              Matka powinna stawiać na pierwszym miejscu dziecko, a nie swoją popapraną miłość do przemocowca. Fundujesz dziecku problemy emocjonalne, bo ustawiłaś się w roli cierpiętniczej ofiary, która znosi pana przemocowca 'dla dobra dziecka'. Prawda jest zaś taka, że najprawdopodobniej boisz się samotności i związanej z nią odpowiedzialności. Kosztem dziecka.

              Moja mama też miała takiego męża. Większość dorosłego życia spędziłam na wygrzebywaniu się z dzieciństwa. Oczywiście, mama takze robiła wszystko 'dla mojego dobra'. Tyle,ze tak naprawdę, była szczeniacko zakochana i zwyczajnie stawiała swoje sprawy ponad sprawami dziecka.

              Naprawdę dziwi mnie Twoja bezkrytyczność w stosunku do swojej osoby.
            • mama_myszkina Re: A moze separacja? 28.11.11, 20:45
              Tak, jestem rozwódką, bo w przeciwieństwie do Ciebie, zamiast użalać się nad sobą umiałam przerwać związek oparty na kłamstwie i wykorzystywaniu. Mam orzeczenie o winie męża, które sam podpisał. To chyba o czymś świadczy.

              No i nie zdecydowałam się na dzieck oz kimś, wobec kogo nabrałam podejrzeń. W przeciwieństwie do Ciebie, bo jak sama napisałaś, przez lata nie było dobrze, ale nie przeszkodziło Ci to powołać na świat nowego człowieka. Bo Ty chciałaś. I nie chciało Ci się szukać bardziej odpowiedzialnego materiału na męża i ojca.

              Swoją drogą to typowy przykład dulszczyzny - rozwódka to już z definicji jest 'be', ale poświętliwa żonka, która tkwi w przemocowym związku mimo, że wiąże się to z cierpieniem emocjonalnym dzieci, jest ok. :P
    • esteraj Re: Czy jest sens walczyć o małżeństwo ? 28.11.11, 20:24
      Czy w takim razie rozwód jest najlepszym wzorcem dla dziecka? Czy nie jest to ucieczka od problemów zamiast radzenie sobie z nimi? Czy nie jest to poddanie się? Owszem, każdy ma prawo do szczęścia i niczego nie można robić na siłę, bo na siłę nie zmieni się tej drugiej osoby, ale Jaśminka kocha swojego męża, jeszcze jest w niej nadzieja i wiara, zatem może warto poszukać odpowiedniego sposobu.
      • purpurowa_komnata Re: Czy jest sens walczyć o małżeństwo ? 28.11.11, 20:39
        Problem polega na tym,że osoby w większości nie podpowiadają rozwodu. Mowią coś zupełnie innego. Przekaz jest taki: wstrząsnąć mężem aby zobaczył co realnie moze stracić. Bo pan maż nie ma motywacji do zmiany. Skoro rozmowa- argumenty nie zadziałały- to czas na radykalne rozwiązania.
        Więc nie wiem co Ty tak z tym rozwodem...To jest rozwiązanie ostateczne- jeśli nie ma już nadziei na zmianę sytuacji. Można próbować rozmawiać, terapii małżeńskiej, wyprowadzki, separacji....Tylko jeśli nie skorzysta z szansy pan mąż- to pozostaje już tylko pewnie modlitwa...
        Znany mi jest przypadek pewnego pana, który nic sobie z niczego nie robił. Z groźby rozwodu również...Opamiętał się dopiero po rozwodzie....i to po jakimś czasie zresztą. Dziś para jest razem- a pan stwierdza,ze należała mu się ta nauczka- bo żona przez cały czas go kochała...
        • mama_myszkina Re: Czy jest sens walczyć o małżeństwo ? 28.11.11, 20:51
          Oczywiście. Nikt nie postuluje wypełniania wniosku na hura. Ale jeśli stawianie sprawy jasno i wielokrotne rozmowy nie pomagają. Jeśli nawet oferowanie gotowości do pomocy i wspólnego rozwiązania problemów spotykają się z odrzuceniem, to juz nie bardzo jest wybór. No, chyba, ze ktoś chce być podnóżkiem. Chociaż w sytuacji, kiedy są dzieci myślę, że nie ma nawet takiego wyboru, bo nie można skazywać dziecka na złe wzorce i traumy emocjonalne.

          Badania mówią jasno - dzieci rodziców rozwiedzionych, ale takich, którzy potrafią iść do przodu i radzić sobie z tym doświadczeniem oraz utrzymywać poprawne stosunki z drugim rodzicem nie mają problemów adaptacyjnych. W przeciwieństwie do dzici zycjących w domach zimnych albo pełnych przemocy nawet z obojgiem rodziców i takich, których rozwód poprzedzony jest długotrwałą wojną.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Czy jest sens walczyć o małżeństwo ? 30.11.11, 07:52
      Opisane przez Panią zachowania męża to nie chwilowy kryzys czy niedyspozycja. To utrwalony i zwarty system postępowania, spójny najprawdopodobniej z jego osobowością i wyznawanymi wartościami , który Pani musiała znać skoro jesteście w związku 13 lat. Ten system może utrwalać także Pani sposób funkcjonowania. Obecnie zobaczyła Pani jeszcze jego stosunek do dziecka. Jak rozumiem Pani mąż obiekty, które kocha traktuje źl czy też obojetnie. Zdarzają się takie przypadki
      Wygląda więc na to, że takiego właśnie mężczyznę Pani pokochała i z takim postanowiła się związać. Można się zastanawiać jak to się stało i co to o Pani mówi, ale to nie jest temat zgłoszonych przez Panią dylematów ani miejsce na ich roztrząsanie. Jeśli jest Pani tym zaciekawiona to proponuję terapię własną
      Obecnie nadal Pani deklaruje chęć bycia z mężem. Chciałaby Pani jednak, aby on się zmienił. On tego nie robi. No i tu powtórzę: z takim człowiekiem się Pani związała. Oczekiwanie od niego zmiany w takiej sytuacji jest płonne i nierealistyczne. On nie ma żadnej motywacji i wygląda na to, że jej nie chce wpuścić w swój szczelny system.
      Pani nie musi walczyć o małżeństwo, bo ono się nie rozpada. Pani chce przekonać męża do zmiany, która się nie udaje. Pytanie powinno brzmieć: czy chcę być w takim małżeństwie ?Wydaje mi się, że argument utrzymania związku dla dziecka jest zrozumiałą, ale racjonalizacją tej sytuacji. Pani, jak sama twierdzi, kocha takiego męża. Chce Pani z nim być dla siebie i w trosce o swoje uczucia. Nawet jeśli dla wielu z Pań piszących w tym wątku, będzie to niezrozumiałei, to z mojej psychologicznej perspektywy ta sytuacja tak właśnie wygląda. Agnieszka Iwaszkiewicz
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka