prawiebezroznicy
26.03.12, 23:38
Witam serdecznie.
Chciałam się poradzić w sprawie mojego brata, a raczej zapytać, jakie postępowanie wobec niego może zdziałać najwięcej dobrego.
Sytuacja wygląda tak: chodzi o mojego młodszego brata, oboje jesteśmy dorośli, pomiędzy nami jest jeszcze siostra. Ja mam rodzinę, siostra właśnie zakłada, brat jest sam. Każde z nas mieszka osobno, podobnie jak rodzice, wszyscy w tym samym mieście. Wszyscy mamy ze sobą regularny i częsty kontakt, chociaż stosunki w rodzinie bywają napięte. Moje relacje z bratem mogę określić jako dobre, nawet serdeczne, chociaż brat zasadniczo mi się nie zwierza. Wydaje mi się, że mam z nim najlepszy kontakt z całej rodziny.
U brata obserwuję regularną sinusoidę nastrojów. Jest on osobą inteligentną, oczytaną, dowcipną i raz po raz zapala się do jakiegoś "pomysłu na życie" - np. chce założyć firmę albo wpada na świetne pomysły w swojej dotychczasowej pracy, albo zaczyna malować mieszkanie itp. Trwa to od kilku dni do jakichś dwóch-trzech tygodni, po czym z dnia na dzień następuje spadek "w czarną dziurę": brat nie odbiera telefonów, sam nie inicjuje kontaktów, zaszywa się w swoim mieszkaniu. Nie sprząta, je świństwa, ogląda filmy na komputerze, nie odsłania zasłon, leży w skotłowanej pościeli, zawala umówione terminy. Trwa to na ogół do tygodnia, po czym wszystko zaczyna się od nowa. Takie cykle zaczęły się już dobre kilkanaście lat temu, kiedy brat był młodszym nastolatkiem.
Wszystko to na pierwszy rzut oka przypomina jakąś chorobę dwubiegunową, ale nie do końca. "Zjazd" w czarną dziurę zawsze zaczyna się samonakręceniem się typu: "Miałem świetny pomysł na projekt w pracy, więc go zgłosiłem, ale szef się nie odzywa, na pewno uważa, że to był beznadziejny pomysł, ja w ogóle jestem beznadziejny, lepiej nie sprawdzę e-maila, bo tam będzie na pewno wiadomość, że jestem beznadziejny, a tak w ogóle to po co wstawać z łóżka". Albo (z czasów studenckich): "Nie oddałem książek do biblioteki, więc mam karę za przetrzymanie, nie mam pieniędzy żeby ją zapłacić, nie powiem rodzicom, bo znowu powiedzą że jestem beznadziejny, nie mogę korzystać z biblioteki, więc nie przygotuję się na zajęcia, lepiej w ogóle nie pójść na te zajęcia; skoro nie byłem poprzednio, to nie wiem, co trzeba przygotować, więc nie pójdę znowu, właściwie chyba odpuszczę sobie ten przedmiot, nie będę miał zaliczenia, to po co w ogóle chodzić na uczelnię, zawalę semestr, przecież i tak jestem beznadziejny". Nawiasem mówiąc brat nie ukończył studiów, chociaż studiował wiele lat - na początku semestru zwyżka, potem dół. Uczył się tygodniami do egzaminów i do nich nie podchodził.
Myślę, że ważnym wątkiem są relacje brata z rodzicami, zwłaszcza z ojcem. Ojciec jest apodyktyczny, choleryczny, ma ogromną skłonność do narzucania innym swoich poglądów, pomysłów na życie itd. Z jednej strony nieustająco krytykuje brata, wykrzykuje mu, że nie zarabia, nie skończył studiów, nie ma pieniędzy, że na domowy adres przychodzą mandaty za jazdę bez biletu itp., a z drugiej strony w ostatniej chwili zawsze go "ratuje" pieniędzmi: na czynsz, na dodatkowy semestr studiów, na mandat. Przy okazji urządzając karczemną awanturę. Awantury sam prowokuje, zaczyna od progu: "I co, znowu nie byłeś w pracy? Z czego ty zamierzasz żyć?", albo "Pewnie znowu chcesz, żebyśmy płacili za twój telefon, co ty sobie wyobrażasz?" itd.
Wielokrotnie próbowałam namówić brata na terapię, bezskutecznie. Kilka razy poszedł na spotkanie i zrezygnował (bo wpadł w czarną dziurę...). Zastanawiam się, jakie postępowanie wobec brata może dać najlepszy efekt: "podtrzymywanie" go, "ratowanie" (czyli wyciąganie z domu, zapraszanie na obiad, podsuwanie pomysłów, pilnowanie, żeby dotrzymywał zobowiązań - na ogół tak właśnie się zachowuję)? A może dać mu runąć całkowicie? Rodzice się tego boją, zwłaszcza ojciec jest przekonany, że jeśli nie pomoże bratu, to ten skończy pod mostem albo zacznie ćpać i kraść itp. A może przeczekać, kontrolować sytuację z daleka, interweniować w razie najgorszej konieczności?
Rozmowa na temat tej sytuacji kończy się stwierdzeniami typu "nic mi nie jest", "odczepcie się ode mnie", "tak, tak, wszystko załatwię".
Wiem, brat jest dorosły, ja jestem dorosła, każdy powinien mieć własne życie itd., ale szkoda człowieka.