eska946
08.04.12, 17:50
Pokłóciliśmy się przed świętami. Zawsze o to samo, że on znów wychodzi z kolegami. Uważam. może błędnie, że mało czasu poświęca rodzinie. Po południu zawsze jak jest w domu, a nie w pracy, siłownia, a potem jeszcze wyjścia 2 - 1 raz w tygodniu. Powiedziałam, że teraz moja pora, abyśmy razem wyszli. Poszedł jak zawsze sam. Wkurzyłam się, jak wrócił był bardziej obrażony niż ja. Następnego dnia chciał, abym dała mu kasę( rozdzieliłam konta, ze względu na to,ze dużo szło na jego zachcianki i brakowało na życie). Spytałam na co, nie chciał powiedzieć, więc nie dałam. I tu się zaczyna, jest na mnie zły, że nie może na mnie liczyć, musiał pożyczyć od kogoś innego ( co miesiąc przelewam mu kasę na konto, opłaty, jedzenie ja, on ponad 200 zł na mieszkanie ). Jest zły, że mam kasę (dało się zaoszczędzić), ale on ma motor i samochód.
Dochodzi do spięć, dziś nawet powiedział,że mnie utopi w rzece i wiele przykrych słów.Wiem, że muszę się wyprowadzić z dzieckiem. Mieszkanie na kredyt, boję się,że nie będę miała gdzie wracać.
Nie wiem, z jak takiej sprawy doszło do takiej sytuacji, aż zastraszania mnie, czuję się winna, że nie odpuściłam, że się obraziłam, miałabym spokojne święta. Mogłam dać mu kasę, nie pytając na co, mimo, że nie był zbyt wtedy przyjemny. Nie wiem, może to święta.
Oczywiście nie ma go. bardzo zły. Wszystko to moja wina.
A może za bardzo kocham.