wetleka_71
26.04.12, 17:08
Potrzebuję chociaż trochę się wyżalić, a nie ukrywam, że łatwiej mi na forum, niż wprost komuś.
Od dłuższego już czasu wszystko wali mi się na głowę. Przede wszystkim w sensie rodzinnym właśnie. Mąż zwala coraz bardziej wszystko na moją głowę. Nie dość, że codziennie kilka godzin pracuję w klinice, to jeszcze w domu wszystko robię ja sama. Zakupy, sprzątanie, gotowanie, szykowanie, a nawet takie bzdury jak opłaty. Wcześniej pomagał mi w wielu rzeczach, teraz - coraz bardziej unika wykonywania czegokolwiek, wychodzi często, najlepiej spędza czas poza domem, bo jak mi ostatnio powiedział: ,,a co ja mam robić w domu?''. Nie chce rozmawiać, uważa, że się czepiam. A czasami po prostu mam już dość robić wszystko sama bez najmniejszej pomocy, więc pytam, proszę, nie ukrywam: czasami w końcu puszczają mi nerwy.
Do tego dziecko po raz drugi uciekło mi z domu. Wcześniej mieliśmy podobną akcję, wrócił do domu prawie dopiero miesiąc później. Co robił w tym czasie, gdzie przebywał? Nie wiem. Też mało co mówi. Jak ojciec: wychodzi i wraca dopiero wieczorami. Gdzie jest teraz? Nie wiem. Znajoma psycholog mówi, żeby poczekać. Że to jest jego sprawdzanie mnie. Że wróci na pewno. Ale ja się martwię, po prostu. Mimo że bywa, ze też mam go dość. Czasami to chyba nawet coraz częściej.
W ogóle czuje się coraz gorzej. Zmęczona już tym wszystkim jestem. Niby z pozoru wyglądamy na szczęśliwą, normalną rodzinę, ale w czterech ścianach to już zupełnie inaczej wygląda.
Do tego mieszkam dość daleko od innych bliskich, nie mogę się z nimi często widywać, czy poprosić o jakąkolwiek pomoc, a nie da się wszystkiego załatwić przez telefon.
I na razie nic nie wskazuje na to, żeby się nasza sytuacja miała poprawić.