Dodaj do ulubionych

Jest mi coraz ciężej

26.04.12, 17:08
Potrzebuję chociaż trochę się wyżalić, a nie ukrywam, że łatwiej mi na forum, niż wprost komuś.
Od dłuższego już czasu wszystko wali mi się na głowę. Przede wszystkim w sensie rodzinnym właśnie. Mąż zwala coraz bardziej wszystko na moją głowę. Nie dość, że codziennie kilka godzin pracuję w klinice, to jeszcze w domu wszystko robię ja sama. Zakupy, sprzątanie, gotowanie, szykowanie, a nawet takie bzdury jak opłaty. Wcześniej pomagał mi w wielu rzeczach, teraz - coraz bardziej unika wykonywania czegokolwiek, wychodzi często, najlepiej spędza czas poza domem, bo jak mi ostatnio powiedział: ,,a co ja mam robić w domu?''. Nie chce rozmawiać, uważa, że się czepiam. A czasami po prostu mam już dość robić wszystko sama bez najmniejszej pomocy, więc pytam, proszę, nie ukrywam: czasami w końcu puszczają mi nerwy.
Do tego dziecko po raz drugi uciekło mi z domu. Wcześniej mieliśmy podobną akcję, wrócił do domu prawie dopiero miesiąc później. Co robił w tym czasie, gdzie przebywał? Nie wiem. Też mało co mówi. Jak ojciec: wychodzi i wraca dopiero wieczorami. Gdzie jest teraz? Nie wiem. Znajoma psycholog mówi, żeby poczekać. Że to jest jego sprawdzanie mnie. Że wróci na pewno. Ale ja się martwię, po prostu. Mimo że bywa, ze też mam go dość. Czasami to chyba nawet coraz częściej.
W ogóle czuje się coraz gorzej. Zmęczona już tym wszystkim jestem. Niby z pozoru wyglądamy na szczęśliwą, normalną rodzinę, ale w czterech ścianach to już zupełnie inaczej wygląda.
Do tego mieszkam dość daleko od innych bliskich, nie mogę się z nimi często widywać, czy poprosić o jakąkolwiek pomoc, a nie da się wszystkiego załatwić przez telefon.
I na razie nic nie wskazuje na to, żeby się nasza sytuacja miała poprawić.
Obserwuj wątek
    • bez_przekazu Re: Jest mi coraz ciężej 26.04.12, 20:20
      rozpada wam sie rodzina. z opisu wynika,ze kazdy idzie w swoja strone. albo terapia,albo za pare lat nie bedzie juz co scalac.
      zazwyczaj to kobiete obarcza sie wina za taka sytuacje. na szczescie coraz czesciej to juz przeszlosc. masz niedojrzalego do zwiazku partnerskiego faceta. mysle,ze czas podjac radykalne kroki. mam na mysli rozwod.
      • wetleka_71 Re: Jest mi coraz ciężej 26.04.12, 21:58
        Tez myślę coraz częściej o rozwodzie. W naszej rodzinie od dłuższego czasu coś złego się dzieje, ale myślałam jeszcze, że da się to naprawić. Ale coraz częściej w to wątpię.
        Jeszcze sytuacja z ucieczką syna po raz kolejny - i znowu zero jakiegokolwiek kontaktu z nim. Martwię się jeszcze bardziej niż poprzednim razem, syn tak samo coraz gorzej dogaduje się z ojcem. Mąż potrafi go zwyzywać, komentuje też często jego oceny w szkole.
        Nie wiem, co się do tego przyczyniło, zawsze mi się wydawało, że wszystko jest w porządku, że normalnie się dogadujemy.
        Wiem, że w końcu muszę coś zrobić z taką sytuacją, bo ja sama kiedyś nie wytrzymam tego.
        • mama_myszkina Re: Jest mi coraz ciężej 27.04.12, 03:59
          Widocznie nie tylko Tobie jest źle. Synowi tez jest źle. Dlatego ucieka. To może być wołanie o uwagę, bo chyba z mężem za bardzo zajęci jesteście kontemplowaniem, jak Wam źle?

          Albo wóz albo przewóz. Terapia rodzinna albo rozwód, bo inaczej będzie chyba tylko gorzej.
        • amb25 Re: Jest mi coraz ciężej 27.04.12, 07:22
          a ile lat ma syn?
    • joszka30 Re: Jest mi coraz ciężej 27.04.12, 06:55
      Ciekawa jestem, co Wasz syn musi jeszcze zrobić, zeby zwrócić na siebie Wasza uwagę.. Daje sygnały,a Wy czekacie?.. Na?.. Bo to metoda na zwrócenie uwagi?!! Narkotyki, próby "S" , to też takie próby... Ile on ma lat? Ale nawet i dorosłych po miesięcznym z zaginięciu zgłasza sie na policję. To przyznajmniej sygnał od rodziny,ze się martwi, niepokoi, a Ty czekasz, bo na pewno wróci?
      Moze pora na konfrontację i zobaczenie,ze coś sie jednak dzieje się cos bardzo niedobrego między wami..
      • wetleka_71 Re: Jest mi coraz ciężej 27.04.12, 14:02
        Policja ma zgłoszenie. Tam usłyszałam kilka rzeczy, co i jak. To nie jest tak, że nie obchodzi mnie to, co się z synem dzieje. Sprawa jest bardziej skomplikowana.
        Syn i tak w żaden sposób nie interesuje męża. Tak, wiem, jak to brzmi. Od samego początku mąż traktował go z dystansem, pogorszyło się ich stosunki przede wszystkim właśnie teraz. Syn w ogóle nie chce z nim rozmawiać. Nie jeździ nigdzie z nami, tylko i wyłącznie, jak ja jadę sama z nim.
        Ma 14 lat.
        Na terapię nie ma nawet szans, zresztą mówiąc szczerze - nie wierzę w działania takiej terapii. To, co się u nas dzieje to nie jest coś, co psychologowie/psychoterapeuci naprawią.
        Myślę o rozwodzie coraz częściej, ale też zdaję sobie sprawę, że trzyma nas coś, przez co rozwód teraz jest strzałem w stopę, przede wszystkim dla mnie.
        Dlatego czuję, że zarazem jestem w martwym punkcie.
        Takie błędne koło, które jest bardziej skomplikowane, niż się wydaje.
        • sebalda Re: Jest mi coraz ciężej 27.04.12, 14:39
          Syna nie było miesiąc w domu i Ty nawet nie wiesz, co się z nim wtedy działo???? To żart jakiś?
          Nic nie piszesz, jakie podjęłaś działania, ja poruszyłabym niebo i ziemię, żeby odnaleźć syna, a Ty opisujesz to tak, jakby poszedł na wagary. Czy on miał jakieś pieniądze, z czego żył, gdzie mieszkał, z kim się zadawał? Nie ma takiej możliwości, by nie było sposobu, by dotrzeć do takich informacji. Nie macie kuratora, myślałam, że w takich przypadkach są jakieś procedury.
          Opisujesz to jako kłopot dla Ciebie, piszesz, że masz dość syna. No kurcze, przecież to jeszcze dziecko, on bardzo Cie potrzebuje. A Twoja niechęć do pomocy psychologicznej jest kompletnie niezrozumiała. Nie radzisz sobie z sytuacją, a nie chcesz fachowej pomocy, na co liczysz? Czy jest w Waszej rodzinie coś wybitnie patologicznego, że piszesz, że psychoterapeuci sobie nie poradzą? Jak nie oni, to kto?
          Szczerze mówiąc, nie rozumiem Twoich opisów. Jeśli chcesz rzeczowej porady, może napisz więcej, bo to wszystko jakoś się kupy nie trzyma.
          • wetleka_71 Re: Jest mi coraz ciężej 27.04.12, 14:54
            Nie, nie wierzę w psychoterapeutów. Przede wszystkim w naszym przypadku. Po drugie - mąż nawet na żadną terapie nie chce iść. Powiedział, że nie będzie sobie robił wstydu i prał brudów przed obcymi ludźmi, którym nic do rzeczy, jak żyjemy.
            Tak mogę czasami mieć dość dziecka, mimo że je kocham. Mamy wszyscy problem, wiem o tym. I to nie jest jeden, mały kłopot. Tak, w pewnym sensie jest to patologiczne, można to tak określić. Wstyd mi o tym na forum pisać. Pewnie i tak wiele osób nie zrozumiałoby mnie, bo właśnie ludzie nie rozumieją takich sytuacji, dopóki sami się w nich nie znajdują. Dość jednak, że to wiele rzeczy utrudnia, a może nawet uniemożliwia.
            Zrobiłam to, co mogłam zrobić, zeby go odnaleźć. To od samych policjantów i psychologów słyszałam, żebym się nie martwiła, że dużo dzieciaków tak robi, i zazwyczaj same wracają.
            Ale ja się martwiłam i martwię się, to chyba oczywiste.
            Jak pisałam wyżej: to wszystko jest zbyt skomplikowane.
            • sebalda Re: Jest mi coraz ciężej 27.04.12, 15:13
              Wetleko, mi nie chodziło o terapię dla Twojego męża, bo z doświadczenia wiem doskonale, że ten typ w życiu nie pójdzie do psychologa, a nawet gdyby go tam zaciągnąć na siłę, to nic z tego nie wyniknie, bo jeśli pacjent sam nie ma poczucia, że coś z nim jest nie tak, to święty Boże nie pomoże.
              Ja myślałam o terapii dla młodego. Taka ucieczka to sygnał, że dzieje się coś bardzo, ale to bardzo złego. Tego w żadnym razie nie możesz zostawić, a psycholog, który mówi, że to normalne jest chyba sam ciężko chory. Normalne to jest chodzenie na wagary, od biedy pozostanie na noc u kolegi, ale miesięczna ucieczka i całkowita niemożność uzyskania informacji, co dziecko w tym czasie robiło, to już zupełnie inna sprawa. Policjanci mówili tak w trakcie poszukiwań, gdy nie mógł się znaleźć, ale po miesięcznej nieobecności nie można powiedzieć, że tak robi dużo dzieciaków i zbagatelizować sprawę.
              Ale dopóki nie wiemy, co się tak naprawde u Was dzieje, trudno doradzać. Szkoda, że nie chcesz napisać, bo to równie dobrze może być coś, co tylko wydaje Ci się nie do pokonania, może ktoś jednak mógłby Ci tutaj pomóc dobrą radą.
              Tak czy inaczej, bezwzględnie radzę szukać pomocy u sprawdzonego psychologa w sprawie syna. Męża nie zmienisz, ale syna możesz jeszcze próbować ratować, może jeszcze jest czas. On naprawdę nie powiedział ani słowa o tym, gdzie wtedy był? Nikomu? Nie znasz jego kolegów, nie możesz zrobić wywiadu? W szkole byłaś, co na to szkoła?
              • wetleka_71 Re: Jest mi coraz ciężej 27.04.12, 16:57
                Nie wiem, czy to jest coś, co można opisywać, własnie przede wszystkim z racji reakcji ludzi.
                Pisząc bardzo w skrócie: nie jest to zdrowa sytuacja dla nas wszystkich. Może później to opisze. Ale na pewno nie wszystko.
                Zbyt ogólnie napisałam o ucieczce w pierwszym poście: nie jest do końca tak, że nic nie wiem.
                Szkoła akurat nie miała żadnego stanowiska w tej sprawie, bo nic niepokojącego się nigdy tam nie działo.
                • satoja Re: Jest mi coraz ciężej 27.04.12, 20:23
                  A jak uciekł z domu to chodził do szkoły?
            • cherry-cherry Re: Jest mi coraz ciężej 28.04.12, 11:50
              ak, w pewnym sensie jest to patolo
              > giczne, można to tak określić.

              Twoja sytuacja rodzinna JEST patologia w pelnym tego slowa znaczeniu, i nie baw sie w eufemizmy, ze "w pewnym sensie", i ze "mozna tak to okreslic". W domu, gdzie dziecko podejmuje najdrastyczniejszy wariant prosby o pomoc i zainteresowanie, jakim jest ucieczka z domu, nie mozna mowic, o patologii tylko w pewnym sensie. Ja zupelnie nie rozumimem Twojej postawy. Tkwisz przy mezu, ktory ewidentnie nie sprawdza sie jako ojciec i robi ogromna krzywde dziecku. Ty te krzywde widzisz na codzien, widzisz rozpacz dziecka i jego blaganie o pomoc, a jedyne na co Cie stac to stwierdzenie, ze TOBIE jest ciezko. Dlaczego od tego pozal sie Boze meza nie odejdziesz dla dobra dziecka? Dlaczego nie odsuniesz malego od tej toksycznej relacji z ojcem, ktora skopie mu psychike na cale zycie? Wolisz sie odciac, zakryc uszy i oczy, i tylko ubolewac jak bardzo Ci ciezko, olaboga. A dzieciak jak ma??? Lekko??? On w przeciwienstwie do Ciebie nie ma zadnego wyboru i znikad pomocy.
              No i ten Twoj stosunek do ucieczki syna. "Psychologowie mowia mi, ze to "normalne" i zeby nic nie robic tylko czekac az wroci. I zeby sie NIE MARTWIC??? KOBIETO!!! Jak mozesz siedziec spokojnie na tylku nie wiedzac co sie dzieje z twoim dzieckiem??? A moze on wlazl gdzies w jakas dziure i tej rozpaczy i beznadziei popelnil samobojstwo?? Nie przyjdzie Ci to czasem do glowy, ze ucieczka jest wolaniem o pomoc i zainteresowanie?? Czego Ci jeszcze trzeba zeby to zauwazyc i zajac sie dzieckiem? jego samobojstwa??
          • asia.xyz Re: Jest mi coraz ciężej 27.04.12, 15:05
            Sytuacja nie do pozazdroszczenia. Kiedys uslyszalam ze jesli chce zmienic cos w swoim zyciu to musze zmienic cos na co mam wplyw czyli siebie bo na innych mamy wplyw bardzo ograniczony.
            Ja jak przechodzilam kryzys w wziazku to zajelam sie sobom i moja dorastajaca corka.
            Jesli chodzi o obowiazki domowe to robilam to co mi i dziecku bylo potrzebne. Spedzalysmy czas razem: kino wyjazdy wakacyjne, odwiedzanie rodziny i znajomych. Bylo naprawde super. Dla siebie zapisalam sie na studia i gimnastyke. Maz z czasem 'dolaczyl' i jakkolwiek nie jestesmy idealni to zyje sie nam obecnie calkiem dobrze.
            Nie bylam przekonana ze nam sie uda, jestem przeciwniczka rozwodow ale bralam pod uwage ze moze mi sie rozleciec i wychodzilam z zalozenia ze lepiej w razie czego byc wyksztalcona i szczupla.
            Uwazan ogolnie ze kobiety za duzo czsu i energii poswiecaja na facetow i zwiazki i zaniedbuja przez to rzeczy naprawde wazne jak samorozwoj, dzieci, przyjacol i rodzine. Maz jesli chce moze uczestniczyc w moim zyciu ale jesli nie ma ochoty to potrafie sama zorganizowac zycie.
            • zuzi.1 Re: Jest mi coraz ciężej 27.04.12, 17:29
              O i to jest właśnie asia b. mądre podejście, podoba mi się to co napisałas.
              • katus118 Re: Jest mi coraz ciężej 27.04.12, 18:41
                Napisałaś, że mąż potrafi syna zwyzywać - przepraszam, ale nie dziwię się, że chłopak źle się w domu czuje.
                Raczej rozwód jest koniczny. Albo oddzielne mieszkanie, skoro syn nawet nie chce z ojcem jeździć i rozmawiać.
            • satoja Re: Jest mi coraz ciężej 27.04.12, 20:34
              > Uwazan ogolnie ze kobiety za duzo czsu i energii poswiecaja na facetow i zwiazk
              > i i zaniedbuja przez to rzeczy naprawde wazne jak samorozwoj, dzieci, przyjacol
              > i rodzine. Maz jesli chce moze uczestniczyc w moim zyciu ale jesli nie ma ocho
              > ty to potrafie sama zorganizowac zycie.


              To racja, z wkodowania kobieta bierze się za miotłę i garnki i na nich skupia, by ten kiepski mąż miał obiad i wyprane spodnie.... A mąż by bardziej docenił i zauważył, że żona wróciła roześmiana z teatru, albo że z synem była na jeździe konnej a teraz zajadają się razem pizzą. Kobieta skupiona na roli przemęczonej domowej sprzątaczki i dostarczycielki kasy z etatu - traci wartość w oczach męża i dzieci.
              • satoja Re: Jest mi coraz ciężej 27.04.12, 20:36
                i założę się, że mimo, iż mąż jej nie pomaga w domu to autorka CAŁY dom opiera i sprząta.... także męża. Zamiast postawić twardą granicę i zająć się sobą.
        • mama_myszkina Re: Jest mi coraz ciężej 27.04.12, 18:46
          Problemem nie są ucieczki syna tylko fakt, że ma mało kompetentnych rodziców.

          Chociaż to zabrzmi źle, są rodzice, któzy nie kochają swoich dzieci ale jakoś się z roli rodzica wywiązują.

          Ucieczki syna to jedynie objaw choroby, za którą odpowiadasz Ty i mąż. Żal mi dzieciaka.
    • satoja Re: Jest mi coraz ciężej 27.04.12, 20:13
      Syn ma 14 lat i już wcześniej uciekł z domu.
      A Ty się skupiasz na tym, że w domu musisz sama sprzątać i maż obiadów nie gotuje....

      Sorry, ale wy macie dużo poważniejsze problemy niż kto zrobi zakupy i odkurzy...
      Wy macie chorą rodzinę, a jako rodzice jesteście niewydolni wychowawczo.
      Zastanów się czy przypadkiem nie jesteś uzależniona od swojego męża albo podporządkowana mu, lub wtłoczyłaś się w schemat że najważniejsze by małżeństwo było nie ważne jakie. Czy jesteś typem ofiary, poświęcającej się wobec męża?
      Bo często wtedy kobiety nie zauważają że dzieci mają piekło w domu, zauważają tylko że one mają kiepskiego partnera. A jak ustawiłaś się w roli ofiary to syn nie ma do ciebie szacunku, bo widzi że Ty nie szanujesz siebie ani mąż cię nie szanuje. Do tego ojciec który go wyzywa i czepia się ?
      Jak zamierzasz synowi zapewnić bezpieczne, spokojne dorastanie? On ma 14 lat, dopiero wkracza w najtrudniejszy nastoletni okres. Wasza rodzina się rozpadła, jesteście współloakatorami a ty wzięłaś na siebie dodatkową rolę służącej bo reszta się wypięła na ten rodzinny interes. Długo tak zamierzasz? Co syn musi zrobić żebyś zauważyła że coś złego się dzieje w tym domu.
      • katus118 Re: Jest mi coraz ciężej 27.04.12, 21:11
        Chodzi o jak najszybszą reakcję - żeby do czegoś gorszego nie doszło.
        • satoja Re: Jest mi coraz ciężej 27.04.12, 21:32
          Trudno będzie autorce zmienić coś co do tej pory uważała za normalne. Przypuszczalnie nie bardzo wie co sama robi nie tak ze swoim życiem, że znalazła się dziś w tym a nie innym miejscu. Więc najlepsza by chyba była dla niej samej porada u psychologa i szczegółowa analiza jej życia,terapia dotycząca też jej podejścia do syna i męża. Bo tak myślę, że gdy zmieni swoje życie na satysfakcjonujące to tym samym może zapewnić synowi bezpieczne miejsce przy sobie albo pokazać przykład, że da się żyć inaczej niż w nielubianym domu.
          • satoja Re: Jest mi coraz ciężej 27.04.12, 21:36
            A co dzieci "rozwala" emocjonalnie, to choćby brak konsekwencji rodziców w wychowywaniu dzieci, brak ciepła w domu, przemoc i brak szacunku między rodzicami...
            • mama_myszkina Re: Jest mi coraz ciężej 27.04.12, 23:46
              Zgadzam się ze wszystkim, co napisałaś, Satojo. Ale nie sądzę, żeby Autorka cokolwiek zmieniła, bo bez terapii będzie trudno a ona 'w terapeutów nie wierzy'. Broni się po prostu przed wzięciem odpowiedzialności za siebie i dziecko i wprowadzeniem zmian. A syn na tym cierpi. Nie dziwię się, że ucieka, też bym nawiewała. Problem w tym,ze on ucieka a matka zamiast zamartwiać się, czy on się aby nie prostytuuje żeby zdobyć kasę na jedzenie użala się nad tym, że sama musi sprzątać i gotować... . Może pan mąż nie jest bez winy, raczej na pewno nie jest, ale pani żona jest tak samo winna. Znam takie kobiety. Tkwią w wygodnej roli 'poświętliwej' i nie zauważają, że wykańczają tym własne dzieci. Znam tez piętnastolatka, który zarabiał kasę prostytuując się na dworcu w Berlinie. Obecnie ma HIVa, żółtaczkę i jest wrakiem człowieka. W wieku, w którym, jego rówieśnicy nawet nie zaczęli jeszcze dorosłego życia on już swoje przegrał. A pochodzi z takiej wła snie rodziny - ojciec zimny drań a mama skupiona na tym, żeby 'wyglądało normalnie'. I broń boże żadnych zmian.
              • sorvina Re: Jest mi coraz ciężej 28.04.12, 08:06
                Drażnią mnie takie kobiety. Pozujące na wspaniałe matki, podkreślające na każdym kroku ile to one robią i jak się poświęcają, a jak dziecko przyjdzie po pomoc to stwierdzają by nie zawracać im głowy swoimi problemami, bo ona tak męczy się z ojcem.... W wersji hardkorowej gdy dziecko sobie nie radzi i zaczyna próbować zwracać na siebie uwagę usłyszy - jak możesz MI to robić... Bo najważniejsza jest matka, jej wizerunek siebie, a reszta jak śmie coś od niej chcieć. Do terapeuty nie pójdzie, bo jeszcze naruszyłby ten wymuskany obraz siebie i tego co się dzieje, zasugerował by coś przerobić, a przecież jest dobrze, niech się tylko mąż zmieni i dzieciak naprawi. Ona nic nie musi. Jest pępkiem świata, wszystko jest ok.

                Żal mi chłopaka, naprawdę.
                • wetleka_71 Re: Jest mi coraz ciężej 28.04.12, 09:21
                  I właśnie te wypowiedzi utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie ma sensu opisywać naszego problemu, który jest znacznie poważniejszy, niż się wydaje.
                  Bo ludzie nie rozumieją takich rzeczy, i mają tendencję do oceniania z góry.
                  • konwalka Re: Jest mi coraz ciężej 28.04.12, 09:30
                    czternastolatka nie ma w domu przez miesiąc, a ty piszesz o problemach z mężem?
                    skoro sie utwierdziłaś w przekonaniu, to naprawde nic więcej nie pisz, bo jedyne co sie odbiorcy chce to ryczeć
                    albo wreszcie ogarnij swoje zycie
                    zostaw w pokoju swojego syna dużą kartke "kocham cie synku, poszłam do lekarza", zostaw mu najlepszy obiad na swiecie, a sama idz do psychologa
                    potem wróć, przytul z całych sił tego dzieciaka i obiecaj mu, że spedzicie rewelacyjny weekend we dwoje
                    mam syna prawie pietnastoletniego i jak sobie pomysle, ze miałby zniknąć na tyle z moich oczu bez wiedzy, to jestem bliska wariacji
                  • sorvina Re: Jest mi coraz ciężej 28.04.12, 09:35
                    Problem jest poważny, dziecka nie ma w domu miesiąc, grozi mu zejście na dno, ale ty płaczesz bo masz dużo sprzątania na głowie. Na terapię nie pójdziesz, bo w terapeutów nie wierzysz, na forum niby szukasz pomocy, ale sprawy nie opiszesz dokładniej. W swoich postach skupiasz się na tym jak TOBIE jest źle, jak się jeszcze przez syna martwisz. Jak ktoś Ci zwraca uwagę to reagujesz oskarżając, że ocenia z góry, a tak w ogóle to mało wie, to skomplikowane, jest inaczej, ale jak to nie napiszesz, bo przecież nie zrozumie. A może po prostu zrozumie i wyciągnie inne wnioski niż by się Tobie podobało, więc lepiej nie wchodzić w temat za głęboko.

                    Nie widzę u Ciebie chęci pomocy dziecku, uzdrowienia rodziny a tylko wyżalenia się. Wybacz, ale twoja postawa nie wzbudza mojego współczucia.
                    • wetleka_71 Re: Jest mi coraz ciężej 28.04.12, 09:38
                      Nie chodzi o jakieś głupie sprzątanie.
                      Nie umiem chyba pomóc synowi.
                      • wetleka_71 Re: Jest mi coraz ciężej 28.04.12, 09:41
                        Chociaż naprawdę chciałabym.
                        Syn mi mówił wielokrotnie, że nienawidzi ojca. Że chciałby mieszkać tylko ze mną. Sytuacja w naszej rodzinie jest chora.
                        Za dużo jest tego do opisywania, żeby to w pełni zrozumieć.
                        • sorvina Re: Jest mi coraz ciężej 28.04.12, 09:52
                          To, że w 100% nikt nie zrozumie, bo nie żyje z Wam dzień po dniu, nie znaczy, że nie zrozumie na tyle by rozpoznać pewne mechanizmy, postawy, źródło problemu i coś doradzić. Wszystko od środka wydaje się dramatem jedynym w swoim rodzaju i nierozwiązywalne, a z daleka typowe, schematyczne, dobrze znane. Mało to tragedii forumowiczki przeszły? Wiele latami szukało rozwiązań. Terapia własna, zgłębianie się w tajniki psychologii sprawiają, że potrafią naprawdę poszerzyć perspektywę i zwrócić uwagę na coś, co nam, siedząc po kolana w bagnie, umykało. A czego nie doradzą to dopowie Pani Expert.
                          Nie twierdzę, że forum jest najlepszym sposobem do uzyskania pomocy, ale jak na razie sama ją od siebie odsuwasz.
                        • konwalka Re: Jest mi coraz ciężej 28.04.12, 09:55
                          wiesz co, wetleka, piszesz wciąż nowe posty, odpowiadasz, to znaczy, ze się nie obraziłaś i- mam wielką nadzieję- chcesz coś zmienic
                          nikt z nas nie wie, co to jest za powazny problem, więc sie nie odniosę
                          powiedz skad jestes, to pewnie ktos podrzuci sprawdzonych terapeutów w tym rejonie
                          14latek to jeszcze dziecko
                          pewnie dostaniesz potadę od pani Agnieszki, wez sobie jej rady do serca i zacznij działac :(
                          • wetleka_71 Re: Jest mi coraz ciężej 28.04.12, 10:09
                            Nie obraziłam się. A za ten wcześniejszy post przepraszam.
                            Chciałabym to wszystko zmienić, chociaż pewnych rzeczy już się nie da. Teraz szukają syna. Poprzednim razem też go szukali, ale wrócił po miesiącu sam. Teraz nie ma go już kilka dni. Próbowałam się z nim skontaktować, ale się nie da. Ktoś pomyśli, że nie jestem tym w ogóle przejęta, ale to nieprawda. Dzwoniłam po jego znajomych, ale rzekomo żaden nic nie wie. W szkole powiedziano mi, że niczego niepokojącego nie zauważyli, ze niby było ok ze wszystkim.
                            Mąż ucieczką syna w ogóle nie jest przejęty. Ich stosunki są właśnie najgorsze. Jak pisałam, od samego początku mąż nie chciał zaakceptować syna, teraz się to jeszcze pogorszyło.
                            Staram się bronić syna przed nim, nie zostawiam ich samych w domu, zresztą syn sam w nim nie chce zostać.
                            Czasami zastanawiam się, czy gdzieś nie wyjechać z nim, nic nikomu nie mówiąc, ale nie wiem, jak to wszystko zorganizować.
                            Dużo się tego wszystkiego nałożyło w ostatnich latach. Najgorsze jest to, że właśnie syn obrywa najbardziej.
                            I chciałabym mu pomóc. Tylko nie wiem, co najpierw zrobić, żeby było dobrze. Jesteśmy z Krakowa.
                            • satoja Re: Jest mi coraz ciężej 28.04.12, 14:08
                              Wiesz co? Znam matkę całe życie "broniła" syna przed despotycznym ojcem. A sama była posłuszna temu co mąż decydował bo przybrała w domu poze ofiary, buntowała się awanturami i narzekaniem ALE NIC NIE ZMIENIAŁA W SWOIM ŻYCIU. Syn współczuł matce, przeżywał bardzo jej zły związek z ojcem, to że mąż nie ma do niej szacunku. Syn był chorowity, ojciec typem którego wkurzała słabość. Matka w pewnym sensie uwiesiłą się emocjonalnie na synu, broniła jego nie umiejąc "obronić" siebie przed mężem, i im ojciec bardziej się wkurzał na syna tym bardziej matka go broniła więc ojciec jeszcze gorzej traktował syna więc matka go jeszcze bardziej niby-chroniła... I tak dwie dorosłe osoby poniewierały tym dzieckiem trzymając je ciągle w oku cyklonu..

                              Matka pozornie chroniła syna, w praktyce dokłądała mu obciążenia emocjonalne.
                              Bo ona była dorosła i ona miała moc skończenia swojego złego związku i uwolnienia siebie i dziecka od przemocy emocjonalnej. Albo postawienia granicy manipulacjom ojca i syna swoją osobą, ustalenia jasnych zasad.
                              Nie zrobiła tego. Trzymała się złego męża jak rzep psiego ogona, bezwolnie, ale uporczywie nie puszczając, i tak jak ten rzep bujała się tak jak ogon-pies zamachał...
                              Ale uważała się za tą dobrą w domu, która baaardzo wiele robi dla dobra dzieci...
                              Nie rozumiała, że jest wspołodpowiedzialna za to co dzieciom oboje z mężem oferują jako rodzice w tym domu...
                              TO WY JESTEŚCIE DOROŚLI!
                              WY MACIE WŁADZĘ BY ZMIENIĆ SYTUACJĘ SWOJĄ I DZIECKA!
                              DZIECKO NIE MA WYJŚCIA! .........
                              Może jedynie uciec... z domu, lub w nałogi...

                              Chłopiec z opisanej historii, nie znalazł w sobie siły by uciec z domu w którym mu skatowano emocje. Wracał do tego domu gdzie bierna matka i przemocowy ojciec tkwili bez zmian. Ale od 17 roku uciekł w nałóg. Teraz ma 40 lat i jest bezrobotnym alkoholikiem.
                              A matka? Nadal wiesza psy na ojcu i o wszystko co złe się dzieciom stało to jego tylko oskarża. Ale rozwodzić się nie zamierza.... A ojciec nadal jebie po synu- wszak syn to pasożyt i alkoholik!

                              Co zmieniłaś w swoim życiu od poprzedniej ucieczki syna?
                              Syn tym co zrobił dał jasny sygnał, że w takim domu nie chce żyć. A tacy rodzice nie mają dla niego żadnego autorytetu.
                              Ty zamartwiasz się sprzątaniem omijając skrzętnie porządki w sobie samej.
                              Albo przyznaj wprost "jest mi wystarczająco dobrze z mężem, nie będę nic zmieniać", a syna wyślij do szkoły z internatem(nie będzie musiał z wami żyć w chorych emocjach), albo zrób porządek z samą sobą na terapii by znaleźć siły do przewartościowania własnego życia i pokazania synowi jasnych nowych granic które mu dadzą lub nie dadzą nowej szansy.

                              W Krakowie zacznij od wizyty u psychologa
                              www.oik.krakow.pl/
                              Są bezpłatni. Dostępni od ręki, zadzwoń, umów się. Przeanalizuj to co SAMA ROBISZ W SOWIM ŻYCIU I ZWIĄZKU. Kompleksowo, bez fałszywego wstydu. Jak u lekarza.

                              Marzenie by uciec z synem po cichu z małżeństwa, to marzenia bezwolnego dziecka. A nie dorosłej odpowiedzialnej osoby która stojąc z prostym kręgosłupem wytycza ścieżki swojego życia.

                              I zacznij zmiany od siebie. Nie zwalaj całej odpowiedzialności na męża i na syna, ze są nieudani. Nie poprzestawaj na narzekaniu jak ci źle, ale wprowadzaj zmiany. Nie staraj się zmienić męża, ale siebie samą, bo z jakiegoś powodu pozwoliłaś na to co masz w małżenstwie. Z pomocą fachowców uratuj siebie, wtedy będziesz miała przestrzeń i atrybuty do wychowania dziecka..

                          • sorvina Re: Jest mi coraz ciężej 28.04.12, 10:15
                            Tak, chwała autorce za to.
                            Przyznanie się, że sobie nie radzimy to akt odwagi. Szanuję autorkę za to. Jest teraz czas na pozwolenie by ktoś, kto ma większą wiedzę i doświadczenie w temacie nam doradził. Dokształcenie się w temacie jak rozmawiać z nastolatkiem. Zastanowić się, czemu tkwisz w toksycznym związku i co zrobić by z niego wyjść. Męża nie zmienisz, możesz tylko stawiać granice i przestać robić wszystko za niego, niech się sam sobą zajmie. Jeśli jest tak źle, że syn będąc w końcu jeszcze dzieckiem, które potrzebuje rodziców, woli uciec z domu na długie tygodnie, niż znosić ojca, to chyba nie za bardzo jest co ratować. Jeśli facet nie zaczął się zastanawiać nad sobą, na wieść o ucieczce syna, to raczej już nie będzie. Jak na razie z tego co piszesz wynika, że i tak nic z siebie nie daje, sama wszystkim się zajmujesz, ale jest źródłem problemów. Po co Ci taki mąż?
                            Syn pewnie wróci, jak będzie miał do czego - do bezpiecznego , kochającego go domu. Prawdopodobnie i Tobie i synowi przyda się terapia by was wzmocnić, nauczyć zdrowych sposobów komunikacji, wyrażania swojego zdania i dbania o swoje potrzeby.
                        • mama_myszkina Re: Jest mi coraz ciężej 28.04.12, 13:52
                          Myślisz, ze Twoja sytuacja jest taka wyjątkowa?

                          Mylisz się.

                          Jest wiele rodzin, w których dzieci przegrywają swoje życie, bo mają, wybacz stwierdzenie prosto z mostu, głupich i niedjorzałych rodziców, którzy zamiast wyciągać wnioski brną w bagno dalej przekonując siebie i otoczenie, że 'tak musi być'.

                          Twój syn się na świat nie prosił. Powołaliście go do życia z mężem i nie masz prawa teraz stwierdzać, że 'chyba nie potrafisz mu pomóc'. Twój syn nie jest 45-letnim recydywistą tylko CZTERNASTOLATKIEM, za którego jesteś prawnie odpowiedzialna.

                          Zaczynam mysleć, że chciałabyś, żeby odebrano Ci prawa rodzicielskie. Na synu i tak już położyłaś przysłowiową 'laskę', więc byłby o jeden problem mniej.

                          Wiedziałaś, że sytuacja w domu jest nienormalna i ma na syna zły wpływ. I co? Zabrakło odwagi,żeby wziąć odpowiedzialność za życie osoby, którą na ten świat powołałaś?

                          No, ale ja na pewno nic nie rozumiem. Sprawa jest bardziej skomplikowana, Ty 'nie wierzysz w teapeutów' itp. Wierz mi, rozmawiałam z więcej niż setką matek takich jak Ty i wszystkie miały IDENTYCZNE usprawiedliwienie dla własnego nicnierobienia. Nie jesteś wyjątkiem.
                          • mama_myszkina Re: Jest mi coraz ciężej 28.04.12, 13:57
                            Jeśli jesteś z Krakowa a nie z zabitej dechami dziury w Bieszczadach, to wystarczy Ci google i trochę dobrych chęci żeby znaleźć ośrodek interwencji kryzysowej i inne grupy wsparcia dla kobiet i dzieci, ofiar przemocy.

                            Przez czternaście lat ojciec nie akceptował syna a Ty sie z tym pogodziłaś i oboje zgotowaliście synowi piekło a nie dzieciństwo. Chyba pora przestać stukać w kalwiaturę i coś zmienić?

                            Fakt, że syn nie zawala szkoły tylko po prostu nawiewa z domu bo ma dość nie daje CI do myślenia? Co ma jeszcze zrobić? Zabić się?
                            • konwalka Re: Jest mi coraz ciężej 28.04.12, 14:21
                              spopkojnie
                              jeśli stukanie w klawiaturę było pierwszym niesmiałym krokiem w strone nowego, to autorce trzeba pomóc ze wszystkich sił
                              to dobry znak, jesli jesli chcesz coś zmienic
                              teraz tylko zrozum, ze MUSISZ coś zmienic
                              najlepiej wszystko
                              porzuc marzenia o ucieczce od męża, ty go po prostu zostaw
                              relacje sa takie, ze i tak nie zobaczysz róznicy, a syn ci- mam nadzieje, na nowo zaufa
                              terapia, psycholog, psychiatra- co tam bedzie trzeba
                              obietnica złozona dziecku, ze zrobiszz dla niego wszytsko i ze zaczniecie nowe zycie
                              obietnica poparta dobrymi działaniami, pod okiem fachowców
                              i bardzo cie prosze, wetleko, napisz, jesli ten chłopak wróci
                              nawet jesli to bedzie za miesiąc, dwa, trzy
                              ja bede pamietała twój post
                              i bede kibicować
                              • mama_myszkina Re: Jest mi coraz ciężej 28.04.12, 14:33
                                Może mnie poniosło ale to zboczenie zawodowe.

                                Do moich obowiązków należała m.in. pomoc osobom doświadczajacych przemocy w rodzinie. Ponieważ rzecz nie działa się w PL, jeśli relacje zawierały opisy przestępstwa przeciwko dzieciom, musiałam zawiadomić odpowiednie służby, oczywiscie po poinformowaniu rodziców, którzy zazwyczaj przyjmowali to z ulgą. Zgodnie z zasadą, że dorośli mogą sobie tworzyć związki jakie chcą ale kiedy cierpią dzieci, należy interweniować.

                                Opisy zawierały m.in. relacje z rzucania dzieckiem o ścianę itp. Były prawdziwe. Jednak okazywało się, że kiedy na miejscu pojawił się pracownik socjalny i policyjny psycholog (w cywilu), matka zmieniała zdanie. Mimo, że ZAWSZE wizyta odbywała się pod nieobecność sprawcy albo na neutralnym gruncie. Kobieta i dziecko mieliby zapewniony byt, utrzymanie itp. A jednak 'miłość' zwyciężała.

                                I być moze za długo tak pracowałam, bo mam wrażenie, że właśnie stukać w klawiaturę jest najłatwiej a kiedy trzeba naprawdę wybrać zdrowie i życie swojego dziecka a nie toksyczną miłość, zapał mija.

                                Kolejną grupę moich klientów stanowiły nastolatki i dzieci na gignacie z domu. Bo rodzice pili, bili i nie kochali. Kończyło się zazwyczaj spaniem po kaltkach schodowych, prostytucją, alkoholem i narkotykami.

                                Dlatego się przekwalifikowuję obecnie. Już wystarczająco zgorzkniałam. :P

                                Autorkę przepraszam.
                                • konwalka Re: Jest mi coraz ciężej 28.04.12, 14:37
                                  mamo-myszkina, ten wątek budzi wielkie emocje i każdego troche poniosło
                                  ja się na swój sposób cieszę z tego stukania w klawiature, bo bardzo chce wierzyc ze to pierwszy k
                                  rok ku zmianom
                                  autorka jeszcze nie idzie do psychologa, ale juz cos robi
                                  póxno, ale robi
                                  i niech ten stan trwa i sie rozwija
                            • mama_myszkina proszę bardzo, ułatwię Ci zadanie: 28.04.12, 14:23
                              www.niebieskalinia.pl/index.php?assign=krzywdzenie_dzieci
                              www.gender.logonet.pl/miasta/krakow.html (cała lista organizacji)

                              www.rops.krakow.pl/?sid=7&sub=1
                              www.krakow.po.gov.pl/info,115,organizacje-niosace-pomoc-ofiarom-przestepstw.html (zjedź na dół na 'organizacje o zasięgu lokalnym')

                              fdn.pl/
                              krakow24h.com.pl/pomoc/przemoc-w-rodzinie-krakow24h.html
                              katalog.mediweb.pl/poradnia-przeciwdzialania-przemocy-w-rodzinie-krakow-ul-estery-6,k49321.html
                              Twój syn jest ofiarą przemocy w rodzinie, jakkolwiek chciałabyś tego nie widzieć.
    • noname2002 Re: Jest mi coraz ciężej 28.04.12, 17:04
      Mnie się to wszystko kojarzy z czymś dużo gorszym niż tylko nieakceptowanie syna przez ojca.
      Ze znęcaniem się nad nim albo pedofilią. Ucieczka z domu na miesiąc, strach przed zostawaniem sam na sam z ojcem bardzo do tego pasują.
      Jeśli się mylę, to przepraszam założycielkę wątku.
      • mama_myszkina Re: Jest mi coraz ciężej 28.04.12, 22:14
        noname2002 napisała:

        > Mnie się to wszystko kojarzy z czymś dużo gorszym niż tylko nieakceptowanie syn
        > a przez ojca.
        > Ze znęcaniem się nad nim albo pedofilią. Ucieczka z domu na miesiąc, strach prz
        > ed zostawaniem sam na sam z ojcem bardzo do tego pasują.
        > Jeśli się mylę, to przepraszam założycielkę wątku.

        Też mi to przyszło do głowy ale ugryzłam się w język.
    • enith Re: Jest mi coraz ciężej 28.04.12, 17:58
      Co to znaczy, że ojciec nigdy nie akceptował syna? Od dnia narodzin go nie akceptował? Skąd to się wzięło? Czy syn był wpadką i ślub był wymuszony? Czy mąż podejrzewa, ze syn nie jest jego biologicznym dzieckiem? Przecież musi być, do cholery, jakieś źródło takiego zachowania męża! Jak to jest, że od czternastu lat wasze dziecko przeżywa gehennę nieakceptowania przez jednego z rodziców i braku zaangażowania drugiego, ucieka z domu na długie tygodnie, a wy nawet nie pofatygowaliście się do psychologa czy innego specjalisty? Nie pojmuję, zwyczajnie nie pojmuję twojego zachowania. I też, jak przedmówczyni, zastanawiam się, czy twoje dziecko nie jest przez ojca molestowane seksualnie, choć nie wiem, czy takie zachowania idą w parze z nieakceptowaniem własnego dziecka. Tu już musiałaby się wypowiedzieć pani Agnieszka.
      • ewa9717 Re: Jest mi coraz ciężej 28.04.12, 18:25
        Ale jeśli obie macie choć trochę racji co do strasznych przypuszczeń, to - sądząc z napomknień o patologii, o której nawet pisać nie może - matka o tym wie...
        • enith Re: Jest mi coraz ciężej 28.04.12, 19:05
          Oczywiście. Nie byłby to pierwszy w historii przypadek, gdy jeden rodzic wie o wykorzystywaniu dziecka przez drugiego, ale nic z tym nie robi lub wręcz stara się tuszować sprawę. Niewykluczone, że matki niechęć do psychologów wynika zresztą z tego, że psycholog dowiedziawszy się o popełnieniu przestępstwa, ma obowiązek zawiadomić policję lub prokuraturę. I wtedy ruszyłaby cała machina, włączone zostałaby w sprawę odpowiednie organy itd. i trudno byłoby nadal udawać, że nic się nie dzieje. A dzieje się ewidentnie. Nie chcę być wredna, ale matki bierność wobec tego, co dzieje się z jej dzieckiem od wielu lat, już sama w sobie jest patologią. Nie wiem, co robi temu chłopcu ojciec, ale matka nie interweniując, nie starając się dojść, o co w tym wszystkim chodzi, nie starając się tego przerwać choćby przez odejście od męża, jest tak samo winna obecnej sytuacji, jak jej mąż. I żeby nie skończyło się to tragicznie, choćby wykorzystaniem syna gdzieś na gigancie czy śmiercią dziecka w wyniku samobójstwa.
          • marzeka1 Re: Jest mi coraz ciężej 28.04.12, 19:32
            "Syn mi mówił wielokrotnie, że nienawidzi ojca. Że chciałby mieszkać tylko ze mną. "

            - wiesz, ale to brzmi tak strasznie, gdy mówi to 14-latek,że twój mąż, a ojciec dziecka (a mam syna w tym wieku, dla mnie zniknięcie na miesiąc w tym wieku to kosmos), mocno je skrzywdził i chyba nie chodzi tu tyle o brak miłości, nieakceptację, ale jakoś z molestowaniem mi się to skojarzyło od razu.
          • mama_myszkina Re: Jest mi coraz ciężej 28.04.12, 22:17
            Nie tylko niebyłby to pierwszy przypadek ale nawet bardzo typowy.

            Wierz mi, trzeba się bardzo starać, żeby 'nie widzieć' że dugi rodzic molestuje dziecko. Pomijam sytuacje, kiedy jeden z rodziców wyjeżdża itp. Ale nawet wtedy, jeśł iten rodzic chce, to zobaczy znaki wcześniej niż po czternastu latach.

            Oczywiście, że pedofilia nie ma nic wspólnego z akceptowaniem dziecka! Pedofilia jest wstrętną manifestacją władzy i żeby zaistaniała konieczne jest przedmiotowe widzenie dziecka.

            Mam nadzieję, że to nie jest prawda i że przesadzamy.
          • mama_myszkina Re: Jest mi coraz ciężej 28.04.12, 22:22
            Znaczny procent prostytuujących sie dzieci i nastolatków to ofiary molestowania przez członka rodziny. Znaczny procent dorosłych prostytutek była molestowana w dzieciństwie.

            Wobec psychoterapeuty trudno by było matce obronić swoją pozycję ofiary i w tym chyba tkwi źródło jej oporu. Bo przecież, jeśłi rzeczywiscie dochodzi do pedofilli, jest winna tak samo jak ojciec.
            • wetleka_71 Re: Jest mi coraz ciężej 29.04.12, 09:01
              Bardzo dziękuję wszystkim za odpowiedzi, mamie myszkina za linki.
              Co do Waszych podejrzeń, o molestowaniu seksualnym - jestem pewna, że mąż nie byłby do tego zdolny.
              Czemu tak nie akceptuje syna? Wstyd mi o tym pisać, ale i tak już sporo napisałam, więc i o tym napisze: mąż nie chciał dziecka, w zasadzie chciałam tylko ja, ale przystał na moją decyzję. W pewnym sensie z przymusu. Podejrzewam, ze jego niechęć do syna stąd się wzięła. Co prawda pomagał mi przy ni, ale od małego to on dawał najwięcej zakazów synowi, chciał karać za najmniejszą głupotę, ale nie pozwalałam za to.
              Często też potrafi używać bardzo przykrych słów w stronę syna (zwłaszcza teraz, jak już jest nastolatkiem): nazywa go nieukiem, idiotą, leniem, tylko dlatego, ze syn nie przepada za sportem. Kiedyś o tym nie wiedziałam, dopiero syn mi o tym powiedział. Jakikolwiek rozmowy z mężem nic na ten temat nie dają, awantury też nie.
              Często nie ma mnie w domu, za to mąż jest w nim prawie cały czas, i czasami sama już nie wiem, co oni tam razem robią. Syn mi nie o wszystkim chciał powiedzieć. Jest dość zamknięty w sobie.
              Prawdą jest, że tylko ja mam z synem kontakt, rozmawiamy, mąż prawie w ogóle z nim nie rozmawia, syn nawet nie chce.
              Mąż tez ma chora obsesję, żeby za wszystkich podejmować decyzję, bo on podejmuje je rzekomo najlepiej. Nie przyjmuje żadnych argumentów.
              Już kiedyś miało dojść do rozwodu, ale może nie będę pisała, dlaczego nie doszło, bo to nie powinno mnie powstrzymywać. Ale właśnie od tego czasu tkwimy dalej w tym chorym domu, i już nie potrafię po raz kolejny zdecydować się ostatecznie na rozwód. Ale naprawdę chciałabym to zmienić. I nie chodzi o to głupie sprzątanie, bo to jest najmniej ważne. Chodzi
              mi przede wszystkim o syna. Boję się o niego. Już ostatnio syn nie wytrzymuje i sam kłoci się z ojcem.
              Dlatego tutaj napisałam, bo jakiejkolwiek porady potrzebowałam.
              Więc jeszcze raz bardzo Wam dziękuję za wszystkie odpowiedzi.
              • satoja Re: Jest mi coraz ciężej 29.04.12, 10:49
                Robisz synowi wielką krzywdę zmuszając go do życia z ojcem który go nie chciał, nie chce i się nad nim znęca /emocjonalnie, fizycznie lub na inne sposoby/. Twój mąż jest dorosły, mógł odejść od Ciebie po tym jak zmusiłaś go do bycia niechcianym ojcem. Dziecko nie miało wyboru.
                Popełniasz błąd łudząc się, że "bronienie" syna przed ojcem BEZ ZMIANY SYTUACJI DOMOWEJ synowi wyjdzie na dobre..... Rozwaliliście mu z mężem emocje.... na całe życie.
                Przestań być bierną obserwatorką i wspólniczką przymuszania syna do obecności w chorym domu z despotą.

                Podawałam wyżej namiar na krakowski oik www.oik.krakow.pl/
                Tam mogą cię wesprzeć poradą psychologiczną i prawną.
                Skorzystasz z tego gdy będziesz chciała coś wreszcie naprawdę zrobić. Bo nikt zmian zZA CIEBIE nie przeprowadzi.
                Bo na razie nie chcesz....
                Mąż nie chciał dziecka z Tobą=trzeba było poszukać sobie innego męża już wtedy.
                Mąż się wyżywał na dziecku=trzeba było twardo postawić granice że albo mąż idzie na terapię albo z wami koniec
                Mieliście się rozwieść=ale TY NIE CHCIAŁAŚ doprowadzić tego do końca..
                itd.
                Wiele zrobiłaś by dziecko miało w domu patologiczną sytuację. I nawet jeśli to syn jest gnojony bezpośrednio przez ojca to Ty jesteś współsprawczynią, jak strażnik więzienny który biernie patrzy jak drugi strażnik tłucze małego więźnia.

                A co zaś Ciebie, dorosłą, trzyma w "niewoli" u męża? Niskie poczucie wartości? Uzależnienie emocjonalne od niego?.. Czy rzeczy prozaiczne jak brak własnych środków na utrzymania i wstyd co ludzie powiedzą?

                Bez TWOJEJ CHĘĆI DO ZMIANY TWOJEGO WŁASNEGO ŻYCIA nic się nie zmieni dla syna....
                A Ty uparcie trwasz w patolog i zmuszasz do tego syna.... Mimo, że syn słownie i czynami powiedział wielokrotnie że dla niego życie z wami pod jednym dachem jest nie do zniesienia.

                Na Twoim poczuciu winy nic dobrego nie zbudujesz. 14 lat poczucia winy woec męża że wrobiłaś w dziecko i zobacz skutki...., teraz wchodzisz w poczucie winy wobec syna...i chcesz budować coś na tym. Zamiast na rozsądku i świadomości co jest ważne.
                Idz do psychologa, uporządkuj SIEBIE. i to będą długie porządki...nie jednorazowa wizyta, bo musisz zmienić w sobie SPOSÓB MYŚLENIA I WYCIĄGANIA WNIOSKÓW. Przestawić się na inne tory. Jak Ci się to uda, to może nie stracisz dziecka.

                • marzeka1 Re: Jest mi coraz ciężej 29.04.12, 11:09
                  Zgadzam się z każdym słowem , które napisała Satoja.
                  Jeśli nie zmienisz sytuacji, nie odsuniesz syna NA TRWALE od takiego ojca, oj, nie podziękuje ci on w dorosłości, nie podziękuje.
                • satoja Re: Jest mi coraz ciężej 29.04.12, 12:20
                  I jeszcze Wetleko, nawet jeśli mąż despota wpoił ci przekonanie że nie masz prawa do decydowania, ani do lepszego życia, ani do miłości i pomocy od partnera - to pamiętaj, że Ty nie musisz "nieść tego krzyża".
                  Możesz zwyczajnie, z podniesioną głową, świadomie wybierać inne życie, szanować siebie i być szanowaną w związku. Zawalcz o swoją godność i nie uciekaj w sprzątanie i gotowanie.... by nie mieć siły na radykalne zmiany.
                  Dzieci uczą się życia patrząc na CZYNY rodziców. Gdy zbudujesz swój stabilny świat w miłości i szacunku, dziecko będzie chłonąć miłość i szacunek.
                  Odważ się mieć lepsze życie. Będzie ciężko ale to chyba jedyna droga..
                  • bazia8 Re: Jest mi coraz ciężej 29.04.12, 17:53
                    akurat rozpoczęła się kampania na ten temat:

                    fdn.pl/o-kampanii-0
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Jest mi coraz ciężej 30.04.12, 00:01
      Z Pani opisu trudno rozpoznać jaki jest Pani syn. Czy jest już demoralizowanym nastolatkiem czy też nieszczęśliwym dzieckiem. Zakładam, że to drugie i na takiej podstawie formułuję odpowiedź.
      Musi być szczególny rodzaj relacji w rodzinie, skoro 14 - latek ucieka z domu. Jeśli nie pochodzi wprost ze środowiska społecznego marginesu, gdzie takie zachowania się pojawiają i są promowane jako rodzaj niezależności czy pseudodorosłości i dodatkowo takie dzieci umieją się wspierać w tego rodzaju działaniach, to zniknięcie syna jest wyrazem absolutnej desperacji. Jest jakimś komunikatem, jedynym na jaki może się syn zdobyć.
      Wydaje mi się, że nie odważyłabym się zasugerować w takiej sytuacji spokojnego czekania z diagnozą, że syn sprawdza matkę. Niby w czym?
      Uważam, że powinna Pani próbować wszelkich metod, aby syna odnaleźć. Spokojne czekanie to na zewnątrz komunikat o obojętności lub bezradności.
      Co na to szkoła? Czy on do niej chodzi w trakcie nieobecności w domu? Czy nikt ze szkoły nie zawiadamia Pani o jego nieobecnościach? W dobie elektronicznych dzienników i wobec chłopca objętego obowiązkiem szkolnym? Nikt się o niego nie niepokoi ?
      Napisała Pani, że nie potrafi Pani pomóc synowi. Mnie się wydaje, że tu nie chodzi wprost o pomoc, ale o jakiś rodzaj niewydolności. W Pani więzi z dzieckiem i w Pani możliwości wypełniania roli rodzica i opiekuna.
      Nie piszę tego aby Panią wzbudzać w Pani poczucie winy. Raczej zachęcałabym do badania tej sytuacji. Pani poczucie bezradności połączone z poczuciem jakiegoś tajemniczego determinizmu jest wyraźne. Jest w tym jakaś niezrozumiała ,nawet dla mnie, martwota, niechęć do radykalnego działania. Ale nie może Pani w tym trwać mając dziecko. Jeśli sytuacja Panią przerosła to proszę iść po pomoc. Podano Pani tutaj miejsca, z których można skorzystać z pomocy nakierowanej wprost na Pani problem. Zaniechania jakie Pani czyni trzeba zrozumieć i natychmiast zmienić. Sięganie po pomoc nie jest karą. Jest roztropnością. Jeśli Pani nie chce pomagać sobie dla dobra syna, niech Pani chociaż pomoże jemu znaleźć pomoc dla niego samego. On jest jeszcze zbyt bezradny bez pomocy dorosłych. Działać trzeba szybko i nie zadowalić się ewentualnym powrotem syna do domu. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • mama_myszkina Re: Jest mi coraz ciężej 30.04.12, 02:25
        Pani Agnieszko, Wetleka napisała w którymś poscie (rozumiem, że może nie mieć Pani czasu czytać całego przydługiego wątku) że w szkole nie ma żadnych problemów, syn do szkoły chodzi! Tylko z domu ucieka.... .

        • agnieszka_iwaszkiewicz mama_myszkina 30.04.12, 22:10
          Ja zrozumiałam, że szkoła nie zgłasza zastrzeżeń, ale czy do szkoły chodzi tego właśnie nie wiem.
          Jeśli tak by było, to jaki problem dla zaniepokojonej matki pójść do szkoły zabrać syna do domu?
          Ale "wetleka" napisała, że nie wie gdzie jest syn. Więc się do tego odniosłam jako do sytuacji niezrozumiałej. Jeszcze bardziej byłaby nie dla mnie niezrozumiała, gdyby syn chodził do szkoły a matka, wiedząc to zezwalałaby na jego nieobecność w domu, na brak kontaktu z nim, na zostawienie go samego.
          Odpowiadam, aby pokazać swój tok myślenia. Choć dla sprawy nie ma to większego znaczenia. Agnieszka Iwaszkiewicz
          • wetleka_71 Re: Jest mi coraz ciężej 03.05.12, 15:59
            Syn już wrócił do domu.
            • mama_myszkina Re: Jest mi coraz ciężej 03.05.12, 20:27
              Weź sobie rady p. Ekspert do serca, bo inaczej uceknie znowu i może już nie wróci. Na nastoletnich chłopców na gigancie czyha sporo niebezpieczeństw.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka