leanne.paul.piper
01.05.12, 23:19
i może ktoś mi coś doradzi albo postawi do pionu.
Otóż, postaram się zwięźle i w miarę poukładanie to opowiedzieć - w skrócie chodzi o to, że stoję między dwoma mężczyznami, którzy żywią do mnie uczucia, a i ja czuję coś do nich obu.
Przez ostatnie 9 miesięcy byłam związana z mężczyzną, w którym zakochałam się na zabój. Pierwsze kilka miesięcy to totalna sielanka i szczęście. Wszyscy mi mówili, że promienieję. Bardzo szybko on stał się częścią mojego życia a ja jego. On wprowadził mnie do swojego świata, do rodziny, znajomych, przyjaciół, ja zrewanżowałam się tym samym. Zaczęliśmy planować wspólną przyszłość. Z tym, że jeżeli chcemy być razem, to któreś z nas musi zmienić miejsce zamieszkania, pracę, słowem porzucić swoje dotychczasowe życie i zaczynać na obcym terenie od nowa.
Na dodatek po czasie szaleńczego zakochania (kiedy to myślałam, że jest totalnym ideałem) u niego zaczęły wychodzić na wierzch takie też niefajne cechy charakteru, zaczął mi pokazywać swoje prawdziwe oblicze. Chociażby to, że on się tak łatwo nakręca i kiedy idzie coś nie po jego myśli np. źle przygotowałam obiad potrafi mnie zwyzywać od głupich, albo powiedzieć, że jestem nienormalna, albo że się mną brzydzi. On za chwilę już tego nie pamięta i wszystko jest wg niego ok, ale ja w pierwszym momencie niemalże kamienieję, bo nikt, nawet najgorszy szef się tak do mnie nie zwracał.
Więc po jednej takiej awanturze, która w sumie trwała 3 dni (o bzdurę totalną - o lekko zadrapaną końcówkę prysznica), ja poczułam się totalnie wykończona psychicznie i nawiązałam kontakt ze swoim eksem, z którym byłam prawie 9 lat.
To było jakiś miesiąc temu i od tego czasu się miotam.
Oczywiście jestem tak głupia i szczera, że próbując zerwać z chłopakiem, użyłam też argumentu eksa. On mi wtedy zerwać nie pozwolił, powiedział, że będzie o mnie walczył, i przekonał mnie, że powinniśmy być razem.
Więc pod jego wpływem pogoniłam eksa, odebrałam mu klucze i wydawało się, że decyzja jest ostateczna.
Do ostatniej soboty. Bo wtedy miałam wsiąść do pociągu, żeby jechać do chłopaka. I teraz już nie wiem na 100% dlaczego nie pojechałam. Czy to dlatego, ze zobaczyłam na peronie hordy kibiców i się wystraszyłam? Bo mieliśmy już z chłopakiem takie bardzo nieprzyjemne spotkanie z kibicami, którzy nas zaczepiali w pociągu, na szczęście nic złego się nie stało, ale moja godność osobista została jednak naruszona. A ja głupia w sobotę ubrałam się w szorty, do tego szpilki, oczywiście, że mój wygląd wzbudzał zainteresowanie.
Więc widząc się już niemalże zgwałconą w tymże pociągu, po prostu nie wsiadłam.
Ale też po części nie chciałam wsiąść, bo wydawało mi się, że nie mamy przyszłości z chłopakiem, chociażby ze względu na odległość i nasze charaktery, które są w sumie dość podobne i może dlatego wywołują między nami spięcia.
Na dodatek zadzwoniłam z dworca do eksa i powiedziałam żeby mnie zatrzymał.
Na co on stwierdził, że wyrządziłam mu wiele złego i że nie może mi obiecać, że będziemy razem. Ale ze względu na stare czasy może zaoferować mi przyjaźń.
Więc ja do pociągu nie wsiadłam. I zadzwoniłam do chłopaka, że nie przyjeżdżam. Że nie mamy przyszłości.
I sytuacja na teraz wygląda tak:
chłopak uważa mnie za socjopatkę, która się nim zabawiła i go wyrzuciła jak śmiecia. Był tak załamany, że poskarżył się całej rodzinie i przyjaciołom. I tak jak wcześniej byli mną zachwyceni, tak teraz pewnie mnie nienawidzą. Nawet do mojej matki zadzwonił, więc ja zebrałam opie...z góry na dół.
Natomiast chłopak mi napisał, że zawsze jestem u niego mile widziana i że będzie na mnie czekał. Chociaż pojawienie się teraz u niego byłoby wielkim aktem odwagi.
Eks... nie wiem, czy coś uda nam się odbudować, bo u niego też straciłam zaufanie.
Na razie oferuje kumplowanie się.
A ja? Nie wiem, co czuję do kogo. Pogubiłam się. Chodzę po kątach i płaczę za chłopakiem, wszystko mi go przypomina. A jednocześnie boję się, że to nie ma przyszłości, bo ja boję się zostawić swoje życie i zaczynać wszystko od nowa w obcym miejscu, a on może nie znaleźć pracy tutaj.
Na dodatek bez problemu jestem sobie w stanie wyobrazić odbudowanie bliskości z eksem (przynajmniej z mojej strony).
Co ja mam począć?
Jak to wygląda z boku?