rilla-m
22.05.12, 16:30
Witam. Razem z mężem i dwuletnim synkiem mieszkamy razem z moją mamą-niestety nijak nas nie stać na własne mieszkanie, ani nawet na wynajem, więc nie mamy wyjścia. Moja mama jest osobą despotyczną, wymagającą szacunku, wiedzącą wszystko najlepiej. Od kiedy urodził się synek, bardzo pokochała wnuka, ale stając nad jego łóżeczkiem zawsze zgłaszała mi jakieś uwagi, że powinnam na coś tam zwrócić uwagę, że wg niej coś jest nie tak, i ogólnie co mam robić a czego nie. Nie pomagały prośby i błagania, żeby dała mi spokój, że w razie potrzeby sama poproszę o pomoc. Wróciłam do pracy, jak synek miał 8 miesięcy, synek został z babcią. Na szczęście było to ok. 6 godz dziennie, bo mąż zaczyna później pracę. Jak synek wszedł w okres buntu dwulatka, to jej krytyczne uwagi odnośnie jego przez nas wychowania się nasiliły (bo przecież PRZY NIEJ nie histeryzuje). Więc jeśli ryczy, albo robi histerie, to nasza wina, doczekałam się wręcz uwagi, że stosujemy wobec niego przemoc emocjonalną (??!!) Czuję się przez nią zaszczuta psychicznie, boję się wręcz coś przy dziecku zrobić, co wiem, że może u niego wywołać bunt, bo wiem że już będzie nadąsana, obrażona, i usłyszę jakiś komentarz. Wiem, ze mówiła znajomym, że najlepiej żeby dziecko było z nią.... Jestem wykończona psychicznie, w dodatku na finiszu drugiej ciąży. Mojego męża nie znosi (nawet zwykłe niepowiedzenie jej przez niego dzień dobry rano, to już jest powód żeby się obrazić i go nie znosić). Na moje wręcz żądanie, żeby przestała nam zwracać uwagę i krytykować, stwierdziła, że ona wszystko wie najlepiej bo jest byłą nauczycielką (czyli pedagogiem), i nie może patrzeć jak jej wnuk cierpi.... A my jesteśmy normalną, kochającą się rodziną, staramy się jak najlepiej wychować swoje dziecko, które zwykle jest bardzo pogodne i wesołe, a że robi histerie, to chyba tak jak większość dzieci, przynajmniej w tym wieku... Nie wiem, co mam dalej robić, najchętniej spakowałabym moją rodzinę i wyszła z tego domu, ale nie mam dokąd... Proszę o rady...