Dodaj do ulubionych

potrzebuję specjalisty?

27.07.12, 12:29
Jestem młodą mamą z 4-letnim stażem małżeńskim. Od zawsze byłam osobą dość impulsywną i raczej "porządnicką", ale ostatnio przechodzę samą siebie. Miewam ataki furii, wręcz niepohamowanej histerii, po czym wiele godzin dochodzę do siebie, zaliczając w tym czasie dołek psychiczny. Napady są coraz silniejsze, a dołek po nich coraz głębszy. Częstą przyczyną są spory o zwykłe codzienne sprawy w tym nierzadko o porządek w domu. Do tej pory myślałam, że taką już mam naturę, a winą obarczałam męża, który nigdy podczas kłótni nie stara się ze mną pogodzić, ale zawsze chce mnie zdominować dolewając tym samym oliwy do ognia. Cały czas mam wrażenie, że zachowanie męża pogłębia moje problemy emocjonalne (szczególnie ignorowanie moich próśb i uwag, bo: 'hormony buzują') - teraz już nie jestem pewna trafności moich osądów. Po dzisiejszej kłótni mąż zabrał dziecko ze sobą do pracy, bo bał się je ze mną zostawić.
Jest to dla mnie ogromną porażką i podjęłam decyzję o konsultacji ze specjalistą, ale nie wiem, do kogo mam się udać. Psychiatra, psycholog, terapia małżeńska?

Czy jeśli zdecyduję się na wizytę u psychiatry, to informować męża o podjętej terapii? Boję się, że zupełnie uzna mnie za chorą i będzie lekceważył każde moje zdanie ('bo to wariatka, czepia się o byle co') lub wykorzystywał ten fakt przeciwko mnie (np. zęby mnie zranić, dokuczyć mi, podważyć moją opinię). Proszę o pomoc a nie złośliwe uwagi.
Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: potrzebuję specjalisty? 27.07.12, 12:35
      Najpierw endokrynolog i zbadanie poziomu prolaktyny w kierunku hiperprolaktynemii. Psychiatra i leki na stabilizację nastrojów. Mężowi nie musisz mówić.
      • sebalda Re: potrzebuję specjalisty? 27.07.12, 12:54
        Mamy za mało danych, by Ci doradzać, bo nie wiadomo, czy masz realne powody, by się złościć, czy sobie wymyślasz. Z drugiej strony jesteś za młoda, by dostawać szału, jak mąż nie sprzątnie po sobie kubków;) To dopiero po ok. 20 latach takiego bezowocnego przypominania może doprowadzić człowieka do szewskiej pasji:)))
        Do czego jesteś zdolna w takim ataku złości, że aż mąż musiał zabrać dziecko? Czy rzeczywiście kompletnie nie panujesz nad sobą, czy on chce to wykorzystać przeciwko Tobie?
        Najlepiej opisz jedną z sytuacji, może tę ostatnią, łatwiej będzie coś poradzić, tymczasem jest zbyt ogólnikowo.
        Rada Triss na pewno w tym momencie jest najlepsza, bo ze wstępnego opisu też mi się nasunęło, że to mogą być problemy hormonalne, nadczynność tarczycy objawia się nadmiernym pobudzeniem na przykład.
        • triss_merigold6 Re: potrzebuję specjalisty? 27.07.12, 13:01
          Karmienie piersią na żądanie i dłużej niż przez rok stymuluje nadprodukcję prolaktyny. Znam ileś kobiet, które miały takie jazdy spowodowane właśnie zaburzeniami hormonalnymi, dobry endokrynolog potrafi to ładnie ustawić.
          • moopsinka Re: potrzebuję specjalisty? 27.07.12, 13:33
            Karmienie może mieć coś wspólnego, ale zanim zdecydowaliśmy się na dziecko takie akcje też miały miejsce, nawet często. Zawsze byłam nerwusem i lubiłam sobie pokrzyczeć. Tylko że kiedyś po kłótni emocje szybko opadały, a teraz mimo iż awantury są rzadkością (ta jest trzecia w tym roku), kosztuje mnie to bardzo wiele. Pozostaję rozchwiana emocjonalnie na kilka dni.
            Poza tym jest mi zwyczajnie wstyd przed sąsiadami i rodziną.

            • triss_merigold6 Re: potrzebuję specjalisty? 27.07.12, 13:40
              Niekoniecznie jest to wpływ karmienia. Mnie np. w badaniach przed ciążą wyszedł bardzo wysoki poziom prolaktyny. Na wszelki wypadek zbadaj tę prolaktynę i tarczycę, zawsze też możesz iść do psychiatry po stabilizatory nastroju - będziesz w stanie realnie ocenić czy masz powód do denerwowania się i będziesz reagować z większym dystansem.
        • moopsinka Re: potrzebuję specjalisty? 27.07.12, 13:25
          Sytuacja z dzisiaj. Mąż wstaje o 7.00 rano i stwierdza, że musi pograć na konsoli, bo od 3 dni nie grał. Nie podoba mi się to, ale przemilczam. W tym czasie karmię i przewijam dziecko, wyprowadzam psa, ogarniam mieszkanie. Po skończonej grze mąż szykuje się do wyjścia i oznajmia, że po pracy nie wraca od razu do domu, bo idzie z bratem na siłownię, a potem z klientami na piwko. Moje niezadowolenie przechodzi we wkurzenie i przypominam mu, że od kilku tygodni proszę go o wyjście we dwoje. Przypominam mu także, co zwykle odpowiada mi, gdy go o to proszę: 'Wolałbym po pracy spędzić czas z dzieckiem i tak mało go widuję'. Złoszczę się o to, że nie tylko nie chce poświęcać mi czasu, ale także o to, że używa syna jako fałszywej wymówki, że ma czas tylko na swoje przyjemności i rozrywki, że nie pomaga w domu. On na to, że wcale nie mówił tego co powyżej, a potem, że wcale nie mówił, że wychodzi na piwko. Kiedy już jestem porządnie zdenerwowana on rzuca hasło typu: jesteś przewrażliwiona, na co ja reaguję zazwyczaj jak na przewrażliwioną przystało, czyli wrzeszczę -> czasami daję w pysk -> zamierzam się wyprowadzić -> płaczę -> czasami mówię, że mam dość życia i się zabiję z bezsilności -> opadam z sił.
          Dziś po takiej serii, chyba aby mi bardziej dopiec, powiedział, że ze mną dziecka nie zostawi, bo jeszcze nie wiadomo co mu zrobię. Przy takich okazjach mówi też, że się ze mną rozwiedzie, ale dziecka mi nie odda. Powiedziałam więc (w złości), niech je zabiera i zabrał.
          Wiem, że moje postępowanie nie jest racjonalne i boleję nad tym.
          Poziom prolaktyny z pewnością szaleje, bo 2 tygodnie temu skończyłam karmić piersią.
          • triss_merigold6 Re: potrzebuję specjalisty? 27.07.12, 13:27
            Zabiłabym niezależnie od poziomu prolaktyny za sam pomysł grania na konsoli o 7 rano.
          • marianka_marianka Re: potrzebuję specjalisty? 27.07.12, 13:51
            Acha, czyli mąż wypina się na tak przyziemne czynności, jak opieka nad własnym dzieckiem, ponieważ: musi grać na konsoli (!), iść na siłownię, z kumplami na piwo itp.Palcem w domu też nie ruszy.
            Dodatkowo, z braku argumentów robi z Ciebie wariatkę, furiatkę, osobę niezrównoważoną psychicznie.

            Argumenty o rozwodzie i zabraniu dziecka, w wykonaniu męża i ojca o dwóch lewych rękach - śmieszne, ale wku*wiające.

            I Ty wybuchasz tylko kilka razy w roku i jeszcze masz do siebie o to pretensje?
            • moopsinka Re: potrzebuję specjalisty? 27.07.12, 14:05
              Też mam wrażenie, że robi ze mnie wariatkę. Ale jak napisałam powyżej przestaję już sobie ufać. Kłótnie, choć obecnie rzadkie, są naprawdę burzliwe. Czuję się winna, bo nie umiem rozpracowywać sytuacji na bieżąco, na chłodno i obiektywnie. Jak się zdenerwuję to od razu na maxa i wtedy idzie na noże. A to raczej osoby zrównoważonej ze mnie nie robi...

              Domem mój mąż zajmuje się bardzo mało (czasem wywierci dziurę w ścianie, coś naprawi itp.), ale potrafi zająć się małym. Niestety pracuje po 9-11 godzin codziennie (w soboty i niedziele też), a do tego ma też swoje zajęcia (sport, gry, wyjścia). Plusem jest to, że dobrze zarabia, pieniędzy mi nie wylicza, mogę wychodzić, dokształcać się, rozwijać pasje, ale dopiero po 19.00, bo wcześniej rzadko jest w domu :/ (czyli praktycznie wcale)
            • sebalda Re: potrzebuję specjalisty? 27.07.12, 14:12
              Hola, hola, też mi się nie podobają zachowania męża, ale reakcje faktycznie są niewspółmierne, a już nie do przyjęcia są rękoczyny i straszenie samobójstwem, bo to są już chwyty z repertuaru przemocowego. I rozumiem, że kobieta może być sprowokowana, rozumiem, że mąż jest denerwujący, ale nie można się tak zapędzać, bo daje się mu tylko argumenty do ręki, ponadto w tym wszystkim jest dziecko, ono jest teraz małe, ale jak dalej tak pójdzie, zrobi się tez nerwowe i nie będzie miało poczucia bezpieczenstwa przy tak zachowjuących się rodzicach.
              Jeśli Was na to stać, natychmiast szukałabym endokrynologa. Piszę o pieniądzach, bo państwowo dostać się do lekarza tej specjalności graniczy z cudem, wiem o tym dobrze. Nawet prywatnie jest trudno, bo jest mało endokrynologów. Równolegle, po cichu i nie chwaląc się mężowi, poszłabym do psychiatry po coś na uspokojenie, wyrównanie nastroju, bo sprawy trochę za daleko zaszły, jak na mój gust. Też w kłótni potrafię krzyknąć, też wiem, co to znaczy być prowokowaną, ale tu reakcje są jednak zbyt gwałtowne. No i szkoda dziecka.
              A jeszcze mam pytanie: czy reagujesz tak tylko na męża, czy też na innych? Jak z rodziną, rodzicami? A jak dziecko długo płacze, też tracisz cierpliwość? Jak to wygląda?
              • moopsinka Re: potrzebuję specjalisty? 27.07.12, 14:30
                Oczywiście niesympatyczne sytuacje w rodzinie też się zdarzają. Z mamą (tato nie żyje od dawna) do czasu gdy mieszkałyśmy razem kłóciłyśmy się jak to rodzic z nastolatkiem, ale teraz dochodzi co najwyżej do wymiany kąśliwych uwag (nigdy do krzyków), ze znajomymi nie kłócę się z zasady (jak mi coś nie pasuje to nie utrzymuje kontaktów), z obcymi ludźmi w kolejce, na parkingu itp. kilka razy zdarzyła mi się sprzeczka, ale 'na spokojnie' bez wrzasków i wyzwisk.
                Gdy dziecko nie daje żyć, zazwyczaj jestem zdenerwowana, pytam retorycznie: czego ryczysz?! nawet zaklnę pod nosem, ale odkładam je do łóżeczka i wychodzę na 5 minut do drugiego pokoju, żeby się uspokoić lub oddaję mężowi.
                Awantury tylko z mężem i tylko po ślubie.
            • cahir4 Re: potrzebuję specjalisty? 27.07.12, 14:47
              No ale zrównoważona, to ona jednak, niezależnie od przyczyny, nie jest. Walenie kogoś po pysku w odpowiedzi na tekst "przwrażliwiona jesteś" to nie jest objaw zrównoważenia. Oględnie mówiąc.
              Wyobraziłam sobie, że babcia, pod opieką której zostawiam dziecko, robi mi rano awanturę, bo stwierdziłam, że zamiast prosto do domu, by zwolnić ją z opieki i pobyć z dzieckiem, wybieram się na kawę z koleżanką. I doszłam do dwóch wniosków:
              a) pretensje babci byłyby jak najbardziej uzasadnione,
              b) gdyby w trakcie awantury babcia przylała mi w twarz, rozryczała się i oświadczyła, że się zabije tak ma już wszystkiego dość, nie zostawiłabym dziecka pod jej opieką. I to niezależnie od punku a).

              Zgadzam się z przedmówczyniami, że żebyś mogla ocenić zasadność swoich pretensji, musisz najpierw ogarnąć emocje. Potrzebujesz specjalisty i to pewnie więcej niż jednego. Endokrynologa w pierwszej kolejności, psychiatry pewnie też. Mąż nie musi o tym wiedzieć, jeżeli nie czujesz się bezpiecznie, obawiasz się, że taką informację wykorzysta przeciwko Tobie, to lepiej mu nie mów.

              Nie potrafię tak bezwzględnie jak przedmówczynie wypowiedzić się na temat tego "kto ma rację" i zdecydowanie pomysł grania na konsoli o 7 rano nie budzi we mnie morderczych instynktów. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, dlaczego budzi w kimkolwiek. Obydwoje z mężem używamy komputera w bardzo dziwnych porach - kwestia organizacji palnu dnia.

              Nie napisałaś, a to jest moim zdaniem kluczowe, jak w ogóle wygląda udział męża w opiece nad dzieckiem, w obowiązkach domowych. Można sobie więc wyobrażać różne opcje: od suponowanej przez Mariankę "palcem w domu nie ruszy" do "znowu nie odłożył książki na miejsce zgodnie z układem alfabetycznym".

              Były 3 awantury, czyli circa co 2 miesiące. A jak w przerwach wygląda komunikacja między wami? W jaki sposób komunikujesz swoje potrzeby i z jaką spotykają się reakcją? W jaki sposób mąż komunikuje swoje? Jak sobie radzicie z różnicą poglądów, podziałem obowiązków itp. Dlaczego właśnie z mężem i tylko z nim dochodzi do takich awantur? Czy słowa, sytuacje, które wywołały tym razem Twój wybuch, zawsze wywołują taką reakcję? I tylko zdarzają się raz na dwa miesiące? Czy też pojawiają się częściej, a Ty czasami radzisz sobie lepiej, a czasami ci się ulewa?

              Niezależnie od tego, jaki jest mąż, musisz dojść do ładu sama ze sobą. Badania TSH i FT4 zafunduj sobie przed wizytą u spejalisty, będzie szybciej i taniej. TSH może zlecić lekarz pierwszego kontaktu.
              Trzymaj się.
              • moopsinka Re: potrzebuję specjalisty? 27.07.12, 15:33
                Słowa o przewrażliwieniu podziałały na mnie jak płachta na byka (jakby normalnie nie mógł zrezygnować z wyjścia, tylko musiał mi wmawiać, że to ja coś pokręciłam), ale dalszy ciąg wydarzeń odbył się też z jego udziałem. Nie odstawiłam przedstawienia do jednoosobowej widowni. Ja wrzeszczałam, ale on też, chciałam go uderzyć - złapał mnie za rękę i mocno potrząsną, chciałam się wynieść jak najszybciej - zabrał mi torbę i wywalił z niej wszystko na podłogę itd. Poza tym jest kilka tekstów-kluczy, których używa, a które doprowadzają mnie do furii (i on o tym wie, dlatego ich używa?). Potrafi jednym zdaniem wyprowadzić mnie z równowagi. Np. zaraz po porodzie miałam duże trudności z karmieniem piersią, kiedy (już zdenerwowana) bezskutecznie starałam się przystawić wyjące niemowlę do piersi i nie wychodziło mi przez pół godziny to walnął tekst w stylu: Prawdziwa matka to by się bardziej postarała... To była nasza poprzednia awantura.
                Nie wszystkie spory tak się kończą, ale nie odkryłam jeszcze dlaczego. Czasem po prosu przełknę cierpki tekst, albo po cichu się obrażę.
                Mam jednak świadomość, że nie wszystkie złośliwości, które padają z jego ust są po to, aby mnie zdenerwować. Tak się rozmawia w jego rodzinie. Gdy byłam w ciąży, mój teść nie powiedział do mnie inaczej, jak 'gruba' i było to dla wszystkich naturalne.

                Obowiązki domowe załatwiam ja, aby mieć czas 'dla rodziny', gdy on wróci z pracy. Ale nie jest to układ idealny, bo przez to nie szanuje pracy, którą wkładam w dom. Robi się samo ;) Dzieckiem zająć się umie i robi to, gdy jest w domu. Tylko, że jest mało: godzinę z rana i 2-3 wieczorem. Mogę wyjść, ale najczęściej dalej niż na spacer z psem nie mam po co.
                Bardziej niż to, że nie odkurza boli mnie fakt, że chętnie rezygnuje z czasu spędzonego z nami/ ze mną kosztem swoich rozrywek. Ale to nie problem dla psychiatry...
                • sebalda Re: potrzebuję specjalisty? 27.07.12, 16:03
                  Mimo wszystko reagujesz niewspółmiernie do sytuacji. Tak uważam.
                  Po endokrynologu zastanowiłabym się nad warsztatami radzenia sobie ze złością i technikami rozładowywania złych emocji.
                  Nie wiemy, czy mąż ucieka z domu, bo ma dość awantur, czy taki jest. Czy Cię prowokuje, bo czuje narastające napięcie i chce mieć to za sobą (to są znane i zbadane reakcje w przypadkach przemocy w rodzinie), czy jest wredny. Zachowania teścia takie sobie.
                  Mąż mimo wszystko wcale mało nie robi, 2-3 godziny z dzieckiem wieczorem, po 10-11 h pracy to naprawdę sporo.
                  Facet ma prawo do rozrywek, rozumiem Twoje rozgoryczenie, bo siedzisz z dzieckiem w domu i się nudzisz, ale nie możesz mu zabraniać życia towarzyskiego.
                  Myślę, że u Ciebie nakłada się kilka czynników: ogólna wybuchowość i nerwowość, hormony, upupienie w domu, mąż, ktory traci do Ciebie cierpliwość. Nad wszystkim można popracować.
                  I jeszcze uwaga: gdybyśmy czytały o takich zachowaniach u faceta, prędzej byśmy go potępiły, taki lajf. Ale co ciekawsze: ilu jest facetów, ktorzy tak się zachowują jak autorka, ale nie mają takich autorefleksji, przez myśl im nie przyjdzie, że warto by to zbadać, ba, jak żona powie, że może by poszedł do specjalisty - obrazi się.
                • jamesonwhiskey Re: potrzebuję specjalisty? 27.07.12, 16:31
                  się umie i robi to, gdy jest w domu. Tylko, że jest mało: godzinę z rana i 2-3 wieczorem. Mogę wyjść, ale najczęściej dalej niż na spacer z psem nie mam po co.


                  to moze rusz swoja leniwa dupe do roboty
                  i nie biedzie musial napierac po 12 godzin dziennie a moze 8 wystarczy
                  • moopsinka Re: potrzebuję specjalisty? 27.07.12, 20:13
                    Ah, dzięki za tą bezcenną myśl! Pójdę na pewno jak skończy mi się urlop macierzyński.
                    Też uważam, że 8 godzin pracy do więcej niż dość, ale on woli pracować więcej i zawsze tak było.
                    I zapoznaj się jeszcze raz z ostatnim zdaniem mojego pierwszego postu.
      • trusia29 Re: potrzebuję specjalisty? 27.07.12, 16:54
        Poziom prolaktyny można zbadać bez endokrynologa :)
    • kol.3 Re: potrzebuję specjalisty? 27.07.12, 17:06
      Jeśli mąż dobrze zarabia to nie możecie sobie od czasu do czasu załatwić niani na parę godzin, żebyś odetchnęła?
      Jakoś nie doczytałam w jakim wieku jest dziecko?
      Z jednej strony sama piszesz, że mąż pracuje do 11 godzin dziennie, zarabia dobrze, nie masz problemów z finansami, potrafi zając się dzieckiem, więc nie jest tak, że palcem nie ruszy. Wyjść możesz po 19-tej, zawsze to coś, choć nie ideał, ale jest coś za coś. Mąż wziął na siebie utrzymanie rodziny z nadgodzinami, to Ty weź na siebie dom.
      • moopsinka Re: potrzebuję specjalisty? 27.07.12, 20:22
        Nie podział obowiązków jest moim problemem, ale ataki furii z byle powodu i o tym jest mój pierwszy post. Ciężko mi tylko ocenić, czy mam sama zgłosić się do psychiatry po leki, czy może raczej z mężem na terapię.
        Dziecko jest małe, ma 5 mies. i zaraz sama wracam do pracy. Mąż nie bierze nadgodzin, aby utrzymać rodzinę. Gdyby pracował mniej, też byłoby go stać na życie na przyzwoitym poziomie. Pracuje tak dużo, bo lubi to co robi.
        • cahir4 Re: potrzebuję specjalisty? 27.07.12, 23:40
          moopsinka napisała:

          > Nie podział obowiązków jest moim problemem, ale ataki furii z byle powodu i o t
          > ym jest mój pierwszy post. Ciężko mi tylko ocenić, czy mam sama zgłosić się do
          > psychiatry po leki, czy może raczej z mężem na terapię.

          Ależ jedno drugiego nie wyklucza! Powiem więcej, z Twojego opisu wynika, że obie te rzeczy są potrzebne. Masz problemy w małżeństwie i na to przydałaby się terapia, najlepiej dla par, gdyby mąż się zgodził. Ale masz też problem z własnymi emocjami i reakcjami i jeśli sobie z tym nie poradzisz, to i ewentualnej wspólnej Waszej terapii kiepsko wróżę.

          Tekst o karmieniu, biorąc pod uwagę czas i okoliczności, był wyjątkowo paskudny i raniący. Tylko co Ci dała Twoja reakcja, poza marnym samopoczuciem? Gdyby chociaż wybuch przyniósł Ci ulgę - ale nie przyniósł, prawda? Przestań myśleć w ten sposób: jeśli to ja mam problem z hormonami, emocjami itp., tzn., że on ma rację, że jestem przewrażliwiona, że się go czepiam niesłusznie, bo to ja jestem "wariatką" - z drugiej strony: jeśli on rzeczywiście zachowuje się niewłaściwie, jeśli moje pretensje są uzasadnione, to ze mną jest wszystko w porządku - mam prawo wrzeszczeć, udawać, że się wyprowadzam, grozić samobójstwem i rzucać się na niego z pięściami.

          IMO to są dwa różne problemy, które w istocie nasilają się wzajemnie.
          Prawdopodobnie nie dostajesz furii z błahego powodu. Prawdopodobnie dostajesz furii z głęboko ukrytego poważnego powodu, z którym kojarzy Ci się błaha z pozoru sytuacja. No, ale jak już dostaniesz furii, to ani Ty nie wiesz, o co naprawdę Ci chodzi, ani on nie wie, o co Ci chodzi, odcina się więc od Twoich emocji ("przewrażliwiona jesteś"), co Cibie nakręca jeszcze bardziej i generalnie kanał.

          > Dziecko jest małe, ma 5 mies. i zaraz sama wracam do pracy. Mąż nie bierze nadg
          > odzin, aby utrzymać rodzinę. Gdyby pracował mniej, też byłoby go stać na życie
          > na przyzwoitym poziomie. Pracuje tak dużo, bo lubi to co robi.

          Ale ponieważ tak długo biedak pracuje, to powinnaś być mu za to wdzięczna i już nic więcej od niego nie wymagać. Tylko że Tobie wcale nie musi pasować, że on tak długo pracuje to jego wybór, a nie Twój. Nie jest Ci dobrze w takim układzie, jaki macie - rozumiem. Warto jednak wiedzieć, CO konkretnie Ci nie pasuje, na czym Ci zależy i co chciałabyś zmienić. I o to walczyć zamiast robić awantury o coś zupełnie innego.

          Czytam Twój pierwszy post:
          "Sytuacja z dzisiaj. Mąż wstaje o 7.00 rano i stwierdza, że musi pograć na konsoli, bo od 3 dni nie grał. Nie podoba mi się to, ale przemilczam." Uświadom sobie, DLACZEGO Ci się nie podoba. "W tym czasie karmię i przewijam dziecko, wyprowadzam psa, ogarniam mieszkanie." A więc chodzi o to, że Ty obowiązki, a on przyjemności? Że zamiast grać powinie wyjść z psem, ogarnąć mieszkanie? To dlaczego piszesz "Nie podział obowiązków jest moim problemem, ale ataki furii z byle powodu"? Może jednak Jest problemem
          "Po skończonej grze mąż szykuje się do wyjścia i oznajmia, że po pracy nie wraca od razu do domu, bo idzie z bratem na siłownię, a potem z klientami na piwko." Moje niezadowolenie przechodzi we wkurzenie i przypominam mu, że od kilku tygodni proszę go o wyjście we dwoje. (...). Złoszczę się o to, że nie tylko nie chce poświęcać mi czasu, ale także o to, że używa syna jako fałszywej wymówki, że ma czas tylko na swoje przyjemności i rozrywki, że nie pomaga w domu. - Jeśli to jednak podział obowiązków jest problemem, to dlaczego nie chcesz tego przyznać? Ten problem dałoby się jakoś rozwiązać. A jeśli to nie jest problem, to dlaczego do tego wracasz, dlaczego wciąż używasz tego argumentu? "On na to, że wcale nie mówił tego co powyżej, a potem, że wcale nie mówił, że wychodzi na piwko." Jeśli Twoim celem, gdy wszczynałaś dyskusję, było to, żeby nie wychodził na to piwko wieczorem, to w tym momencie wygrałaś. Zrezygnował, wycofał się, wyparł się tego, że w ogóle śmiał o czymś takim pomyśleć :) Ale nie o to chodziło, bo zamiast się w tym momencie uspokoić i cieszyć dość łatwym zwycięstwem, wpadasz w jeszcze większą złość (dlaczego?). Wtedy pada słowo-klucz: "jesteś przewrażliwiona" i w tym momencie jest pozamiatane. Pani wrzeszczy, Pan wrzeszczy, Pani pakuje walizkę (dobrze zrozumiałam?), Pan wyrzuca Pani rzeczy z walizki, Pani rzuca się na Pana, Pan potrząsa Panią. Cyrk.

          Dlaczego "jesteś przewrażliwiona" aż tak rani? To nie jest pytanie retoryczne. Żadne z napisanych przeze mnie "dlaczego?" nie jest retoryczne.
        • kol.3 Re: potrzebuję specjalisty? 28.07.12, 06:37
          Ale ataki furii są na tle podziału obowiązków. Piszesz że mąż pracuje od 9 do 11 godzin, potrafi zająć się dzieckiem godzinę rani i 2-3 godziny po południu.
          Nie jest to mężczyzna leniwy.
          • moopsinka Re: potrzebuję specjalisty? 28.07.12, 09:31
            Ponieważ zaczęłam intensywnie zastanawiać się nad sobą idę coraz głębiej w ten problem. Piszecie o podziale obowiązków, jako o nieuświadomionej przyczynie tego stanu rzeczy, ale wydaje mi się, że to jednak nie to.
            wies-baden napisała coś, co najbardziej pokrywa się z moimi odczuciami: mąż średnio angażuje się w "sprawy domowe", niechętnie zostaje w domu, wybiera towarzystwo innych osób, nie docenia cię, jest głuchy na twoje oczekiwania...
            Niestety mój mąż pracuje dużo, uprawia sporty, utrzymuje liczne znajomości z wyboru, bo to lubi. A do domu wraca z obowiązku. Jeśli powiem, że od dzisiaj ma zmywać naczynia i odkurzać, to będzie to robił, a potem wyjdzie czym prędzej z kolegami na koszykówkę :(

            A wyzłośliwiać się też potrafi. No cóż, każdy ma jakąś taktykę...
            • kol.3 Re: potrzebuję specjalisty? 29.07.12, 07:13
              A więc zrobi co do niego należy ale nie chce być w domu.
    • 71tosia Re: potrzebuję specjalisty? 27.07.12, 20:37
      I ty i maz jestescie zmeczeni. 11 godzin pracy, czesto w sobote i niedziele plus kilka godzin po pracy z dzieckiem, tego nie da sie dlugo wytrzymac Ty caly dzien z dzieckiem, monotonia i brak kontaktow z doroslymi tez nie za dobrze dla psychiki. Urlop plus przynajmniej ktos do pomocy w pracach domowych to chyba najbardziej wam potrzebne, bo przy tak duzym zmeczeniu konflikt bedzie narastal.
    • wies-baden Re: potrzebuję specjalisty? 27.07.12, 21:59
      Moje przedmówczynie piszą o prolaktynie, tyroksynie, tudzież polecają psychiatrę. Natomiast moim zdaniem twoje wybuchy świadczą o bezsilności, rozżaleniu, niemocy, braku zaufania, krótko mówiąc; nie tak miało być. Trudno przyznać się przed samą sobą, że mąż średnio angażuje się w "sprawy domowe", niechętnie zostaje w domu, wybiera towarzystwo innych osób, nie docenia cię, jest głuchy na twoje oczekiwania...a ty masz prawo do uczucia zawodu i gniewu. Jeśli chcesz zmienić tę sytuację - nie licz na pomoc męża - musisz te zachowania przepracować, np pisząc notatki ( zauważyłam, że masz wysoką samoświadomość- to dobrze) lub korzystając z pomocy zaufanej osoby lub psychoterapeuty.
    • domza2 Re: potrzebuję specjalisty? 27.07.12, 23:01
      Pytasz czy już sama sobie odpowiedziałaś? Bo mam wrażenie, że chcesz udać się po pomoc - i dobrze. Zachowania męża, które opisujesz mogą doprowadzić wiele osób od furii, są też takie osoby, których do furii podane zachowania nie doprowadzą. Mówiąc jaśniej - obiektywne powody do wściekłości na pewno masz, ale 1. nie masz już zaufania sama do siebie, 2. nie czujesz się pewna ani swoich emocji, ani reakcji, 3. nie wiesz " gdzie masz głowę, a gdzie nogi" - a taki stan jest jak najbardziej wskazaniem do terapii. Nie proponowałabym psychiatry - leki na uspokojenie to jedynie przykrycie problemu, a Ty gubisz się sama w sobie - to temat na dłuższą psychoterapię. Nie po to jednakże, by stwierdzić, że wściekasz się słusznie czy niesłusznie, ale po to by odnaleźć samą siebie- kim jesteś, jaka jesteś, czego potrzebujesz. Jeśli odnajdziesz odpowiedzi na te pytania, automatycznie się opanujesz - ale to trwa, czasem nie miesiące, ale i lata. Z doświadczenia osoby z hiperprolaktynemią, wysokim testosteronem, rozwaloną tarczycą i innymi problemami dodam, że u mnie było podobnie. Ale - dopiero terapia przyniosła rezultaty, leczenie hormonalne, nie wpływało znacząco na zachowanie czy poziom emocji. To wszystko jest do zrobienia. Kiedyś mąż (wówczas narzeczony) nie mógł ze mną wytrzymać i nawet przemyśliwał rozstanie, dziś w naszej dwójce to ja jestem ta bardziej opanowana, zimna krew:) Ale to były lata pracy.
    • cahir4 Re: potrzebuję specjalisty? 27.07.12, 23:52
      >Po dzisiejszej kłótni mąż zabrał dziecko ze sobą do pracy, bo bał się je ze mną zostawić.

      Czyli jak? Spakował pięciomiesięczniaka, jego pampersy, ciuchy na zmianę, butelki, mleko w proszku, zataszczył ze sobą do pracy i tam zajmował się nim przez 11, no niech będzie 8 godzin (ja też chcę taką pracę...)? Serio, tak to wyglądało? A Ty jak spędziłaś ten dzień?
      • moopsinka Re: potrzebuję specjalisty? 28.07.12, 09:14
        Tak, spakował wszystko i zabrał małego. Jak się później okazało do swojej siostry, która się zajmowała nim przez kilka godzin (ile mogła). Wrócił z pracy wcześniej niż zwykle (odwołał kilku klientów).
      • cahir4 Re: potrzebuję specjalisty? 29.07.12, 01:19
        Czyli do siostry go zabrał, a nie do pracy. A ja już myślałam, że z niego taki heros, co się przez 10 godzin niemowlakiem w pracy zajmował...

        Notting_hill - napisałam, co myślę o tekście pana o karmieniu - i mój wniosek był był w gruncie rzeczy podobny do Twojego - niezależnie od przyczyny, autorka powinna popracować nad swoimi reakcjami, bo to, co robi, szkodzi w gruncie rzeczy jej samej.

        Moopsinka - ja nie próbuję Cię przekonać, że to podział obowiązków jest problemem - wykazuję tylko pewną Twoją niekonsekwencję: twierdzisz, że to problemem nie jest, a jednocześnie wielokrotnie na tym forum, a zapewne i w realu to właśnie mężowi wypominasz. Z Twojego pierwszego postu: "Częstą przyczyną są spory o zwykłe codzienne sprawy w tym nierzadko o porządek w domu." Wynika z tego w takim razie, że zamiast komunikować mężowi to, co jest istotnym problemem, wybierasz temat zastępczy i wszczynasz kosmiczną awanturę o coś, co dla Ciebie samej ma znaczenie drugorzędne.
        Komunikacja. Komunikacja!
    • notting_hill Re: potrzebuję specjalisty? 28.07.12, 12:47
      Rany, czy tylko ja nie mogę przejść do porządku dziennego nad tekstami pana męża pt: co to za matka co karmić nie potrafi? Jesteś przewrażliwiona, etc...?

      Prawdopodobnie Twoje zachowanie jest reakcją na fakt, że Twoje uczucia są regularnie ranione, zaprzeczane, nie masz wsparcia i ogólnie czujesz się osamotniona i głęboko rozczarowana. Nie usprawiedliwiam Twojego zachowania, ale na pewno powinnaś coś z tym zrobić, zwyczajnie po to, żeby się lepiej poczuć. No i to, że tak łatwo dajesz się wyprowadzić z równowagi takimi raniącymi uwagami męża, to przede wszystkim uderza w Ciebie, Twoje poczucie własnej wartości, Twoje rozeznanie w swoich emocjach.

      Może na początek naucz się komunikować bardziej wprost, nie nakręcać się, tylko mówić na przykład- jestem najlepszą matką jaką być potrafię i przykro mi, kiedy to kwestionujesz. Brak komunikowania swoich uczuć i potrzeb- oto co robicie. Z początku nie będzie Ci łatwo, bo to co robicie w tej chwili to przykrywanie tymi wybuchami, sarkazmem, docinkami i wzajemnym ranieniem się prawdziwych uczuć. Trudno jest odsłonić prawdziwe emocje przed drugą osobą, bo nie jesteśmy tego uczeni. No i przyznanie się do tych emocji, sprawia że trzeba by się nimi jakoś zająć, co też nie jest łatwe.
      Więc zamiast mówić- "to co mówisz, sprawia mi ból" wolimy zrobić awanturę, ciche dni, czymś rzucić albo obrócić w jakiś chory żart i nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, co tak naprawdę robimy.
      Jeśli Twój mąż nie widzi problemu (a może tak być, do zmian trzeba dojrzeć), sama zajmij się poprawą komunikacji ze swojej strony. To często wymusza zmianę także w drugiej osobie.
      • kol.3 Re: potrzebuję specjalisty? 29.07.12, 07:11
        Jest także możliwe że mąż ucieka z domu od awantur. Jeśli zabrał dzieciaka to nieźle musiało być. Może jednak specjalista potrzebny.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: potrzebuję specjalisty? 31.07.12, 21:58
      Oczywiście warto zbadać hormony. To częsta przyczyna zmiennych nastrojów i nieadekwatnych reakcji.
      Niemniej równolegle warto zadbać o wizytę u psychologa/psychoterapeuty.
      Warto zobaczyć dlaczego tylko mąż wzbudza w Pani takie reakcje. Czemu w innych sytuacjach umie się Pani opanować? Czyżby tylko brak współpracy ze strony męża budził tyle furii?
      Do tego warto przyjrzeć się owemu " zaliczaniu dołów". Jednym słowem skorelować zadbanie o ciało i o psychikę. Agnieszka Iwaszkiewcz
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka