amb25
21.09.12, 07:53
Mam meza, ktory jest chory. Choroba nieuleczalna, aczkolwiek nie smiertelna. Choroba go zmienila - jest dzieckiem. Nie mam w nim oparicia. Nie pracuje. Dziekco ma ADHD, wymaga pracy, pracujemy z lekarzami i terapeutami, zeby mu pomoc (lekarstwa nie sa konieczne, na szczescie).
Maz ma wszystko w d...ie, tzn. on twierdzi, ze sie martwi i przejmuje ale z tego nic nie wynika. Pewnie nie jest po prostu w stanie albo przez chorobe i lekarstwa albo znalazl sobie dobra wymowke (tzn. choroba, lekarstwa). Zeby ruszyl d..e i cokolwiek zrobil to mu trzeba powiedziec i tysiac razy przypomniec (fizycznie jest w stanie, tylko mu sie nie chce, albo zapomni). Stac nad nim jak nad dzieckiem.
Dla mojego dziecka to ja jestem "ta zla" bo to ja pilnuje zeby nie siedzial caly czas przed kompem, to ja mu odmawiam kupna rogich zabawek, na ktore nie mozemy sobie teraz pozwolic, to ja pilnuje, zeby zrobil zadanie, zeby sie umyl przed spaniem itp. itd.
No i mam po prostu tego dosc. Zaczynam nienawidzic jego i siebie, ze akurat za niego musialam wyjsc. On jest takim ciezarem ktory mnie ciagnie w dol, przez ktorego od paru lat mam tylko problemy. Bo nie chodzi o to, ze nie pracuje ale o to, ze jest taki bezwolny, jak lalka, ze go trzeba popchnac, ze z jego strony nie ma kontaktu, ze zyje we wlasnym swiecie, za to ze jest jak dziecko. Rozwod mnie by pomogl, choc byloby to dla mnie trudne przezycie. Ale jak zwykle znajdzie sie wymowka - jestem prawie pewna ze po prau miesiacach po tym popelnil by samobojstwo, i mysle, ze dziecko nigdy by mi tego nie darowalo. Kontakt z ojcem ma doskonaly i odejscie ojca pogorszylaoby sytuacje dziecka, na ktora dlugo pracowalam. Poza tym po prostu nie stac mnie na rozwod bo sad zasodzilby mu alimenty. On nie ma rodziny, przyjaciol i co wyrzucic go na ulice, chorego czlowieka...
Poza tym czasami mam nadzieja, ze moze jednak go wylecza, choc po tylu latach to chyba niemozliwe. Tak trudno zakceptowac taka sytuacje bez wyjscia i pogodzic sie z nia...
Grupy wsparcia istnieja ale ja nie chce wsparcia (bo uzalanie sie nad soba mi nie pomaga)tylko chce znalezc jakies rozwiazanie i nie potrafie. Chcialabym po prostu znalezc spokoj zeby moc normalnie zyc...