Dodaj do ulubionych

bez wyjscia

21.09.12, 07:53
Mam meza, ktory jest chory. Choroba nieuleczalna, aczkolwiek nie smiertelna. Choroba go zmienila - jest dzieckiem. Nie mam w nim oparicia. Nie pracuje. Dziekco ma ADHD, wymaga pracy, pracujemy z lekarzami i terapeutami, zeby mu pomoc (lekarstwa nie sa konieczne, na szczescie).
Maz ma wszystko w d...ie, tzn. on twierdzi, ze sie martwi i przejmuje ale z tego nic nie wynika. Pewnie nie jest po prostu w stanie albo przez chorobe i lekarstwa albo znalazl sobie dobra wymowke (tzn. choroba, lekarstwa). Zeby ruszyl d..e i cokolwiek zrobil to mu trzeba powiedziec i tysiac razy przypomniec (fizycznie jest w stanie, tylko mu sie nie chce, albo zapomni). Stac nad nim jak nad dzieckiem.
Dla mojego dziecka to ja jestem "ta zla" bo to ja pilnuje zeby nie siedzial caly czas przed kompem, to ja mu odmawiam kupna rogich zabawek, na ktore nie mozemy sobie teraz pozwolic, to ja pilnuje, zeby zrobil zadanie, zeby sie umyl przed spaniem itp. itd.
No i mam po prostu tego dosc. Zaczynam nienawidzic jego i siebie, ze akurat za niego musialam wyjsc. On jest takim ciezarem ktory mnie ciagnie w dol, przez ktorego od paru lat mam tylko problemy. Bo nie chodzi o to, ze nie pracuje ale o to, ze jest taki bezwolny, jak lalka, ze go trzeba popchnac, ze z jego strony nie ma kontaktu, ze zyje we wlasnym swiecie, za to ze jest jak dziecko. Rozwod mnie by pomogl, choc byloby to dla mnie trudne przezycie. Ale jak zwykle znajdzie sie wymowka - jestem prawie pewna ze po prau miesiacach po tym popelnil by samobojstwo, i mysle, ze dziecko nigdy by mi tego nie darowalo. Kontakt z ojcem ma doskonaly i odejscie ojca pogorszylaoby sytuacje dziecka, na ktora dlugo pracowalam. Poza tym po prostu nie stac mnie na rozwod bo sad zasodzilby mu alimenty. On nie ma rodziny, przyjaciol i co wyrzucic go na ulice, chorego czlowieka...
Poza tym czasami mam nadzieja, ze moze jednak go wylecza, choc po tylu latach to chyba niemozliwe. Tak trudno zakceptowac taka sytuacje bez wyjscia i pogodzic sie z nia...
Grupy wsparcia istnieja ale ja nie chce wsparcia (bo uzalanie sie nad soba mi nie pomaga)tylko chce znalezc jakies rozwiazanie i nie potrafie. Chcialabym po prostu znalezc spokoj zeby moc normalnie zyc...
Obserwuj wątek
    • poczwarka38 Re: bez wyjscia 21.09.12, 09:05
      Amb czy ta zmiana w Twoim męzu wynika faktycznie z choroby czy z jego wyboru?
      • anula36 Re: bez wyjscia 21.09.12, 10:02
        grupy wsparcia to nie tylko uzalanie sie nad soba, ale tez szukanie kontruktywnych rozwiazan na podstawie wlasnych doswiadczen:) czymze jest to forum, jak nie jedna wielka grupa wsparcia;)

        Mysle,ze ciezko zeby "oni" meza wyleczyli skoro maz nie ma takiej woli w sobie, bycia wyleczonym, wyglada na to ze mu taka sytuacja pasuje.

        mysle ze pomoc mu moze tak jak dziecku odrobina rutyny - zestaw tych samych zadan do wykonania kazdego dnia.Cos co nie przekracza jego mozliwosci,a jednoczesnie nie da sie zapasc w swoim swiatku.
        przy takiej ilosci informacji co do choroby ciezko cos wiecej wymyslec.Co do wyrzucenia na bruk- jesli maz nie jest w stanie sam funcjonowac mozna sie starc o jakas opieke instytucjonalna dla niego.
        • jamesonwhiskey Re: bez wyjscia 25.09.12, 12:15
          > yrzucenia na bruk- jesli maz nie jest w stanie sam funcjonowac mozna sie starc
          > o jakas opieke instytucjonalna dla niego.

          oby ciebie rodzina wyrzucila do opieki instutucionalnej gdy sie przestaniesz nadawac do czegokolwiek
          • anula36 Re: bez wyjscia 25.09.12, 12:28
            dzieki, oby zyczenie nie wrocilo do zyczacego:)
            • jamesonwhiskey Re: bez wyjscia 25.09.12, 12:36
              i jeszcze cie to bawi
              jestes zalosna
              • anula36 Re: bez wyjscia 25.09.12, 12:39
                jasne ze mnie bawisz dziecinko, nie ssiusiaj sie w majtki z wrazenia.
                • jamesonwhiskey Re: bez wyjscia 25.09.12, 13:03
                  nie dosc ze podla to jeszcze glupia jak but
                  • anula36 Re: bez wyjscia 25.09.12, 13:11
                    to prawda, glupota jest znizanie sie do twojego poziomu.wlasnie zmadrzalam.milego dnia.
    • sootball Re: bez wyjscia 21.09.12, 10:01
      Nie wiem na podstawie twojego postu czy choroba wpłynęła na niego fizycznie, czy również ma wpływ na psychikę (sama choroba, a nie reakcja na nią).
      Jeśli sama nie jesteś pewna, umów się z psychiatrą/psychologiem i zapytaj.
      Na to wygląda, że mąż potrzebuje pomocy.
      • penelopa40 Re: zawsze jest jakieś wyjście 21.09.12, 10:19
        napisz do mnie na priva - poza forum publicum
        jeśli masz ochotę rzecz jasna
        penelopa
    • miacasa Re: bez wyjscia 21.09.12, 11:08
      > Poza tym czasami mam nadzieja, ze moze jednak go wylecza, choc po tylu latach t
      > o chyba niemozliwe. Tak trudno zakceptowac taka sytuacje bez wyjscia i pogodzic
      > sie z nia...

      Bardzo współczuję, życie z osobą w depresji jest koszmarem, u Ciebie nakłada się na chorobę dodatkowo charakter męża.
    • hamerykanka Re: bez wyjscia 21.09.12, 16:41
      Jaka to choroba?
      Psychiczna, typu schizofrenia? Wtedy brak checi do zrobienia czegokolwiek, otepienie, upatrywalabym w zle dobranych lekach.
      Jesli to choroba typu cukrzyca, mozliwe ze maz wpadl w pulapke uzalania sie nad soba-jakos mezczyzni czesciej maja do tego sklonnosc, rozkladaja wowczas sie na kanapie i rzadaja obslugi,a na ew utyskiwania zony obrazaja sie i strzelaja focha.
      W tym drugim przypadku zrobilabym tak:
      rozmowa z nim i spokojne wylozenie ze ta sytuacja ci nie odpowiada, nie dajesz juz sobie rady, potrzebujesz meza a nie dziecka; propozycja terapii
      Umowienie pana na terapie i zabieranie go tam; jesli wpadl w depresje moze wymagac tego jako pomocy bo sam sie nie ruszy (wiem cos o tym, przechodzilam depresje i zwyczajne czynnosci wydaja sie nie do zrobienia)
      Jesli po tych punktach pan dalej nic nie bedzie robil...zostaje zagrozenie rozwodem. Alimenty dostanie zapewne groszowe, bo masz duzy atut w reku: chore dziecko, ktore wymaga terapii i lekarzy, samodzielne utrzymywanie rodziny, argument ze pan nie chcial sobie pomoc/odmowil terapii.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: bez wyjscia 25.09.12, 09:46
      W tym momencie życia myśli Pani jak ofiara. Nie czuje Pani kontroli nad sytuacją, nie widzi Pani wyjścia, czuje Pani ciężar życia, każde rozwiązanie wydaje się obarczone konsekwencjami nie do uniesienia. Jedyne co może Pani zrobić to myśleć o grozie swojej sytuacji i o tym, że nie ma szans na zmianę
      Domyślam się, że owa sytuacja nie jest łatwa, ale to co powinna Pani zrobić to wyjść z tego syndromu.
      Mówi Pani, że nie chce się użalać, bo to nic nie pomaga. To prawda, tyle, że Pani post to tak naprawdę użalanie się. Nie weszła Pani w polemikę z odpowiedziami. Być może skorzystała Pani z propozycji "penelopy" i to wystarczyło, ale takie wycofanie się z podjętej na chwilę aktywności może być dla Pani charakterystyczne.
      Jeśli jest Pani tak bardzo sfrustrowana chorobą męża i jej całożyciowymi konsekwencjami, to lepiej się rozstać. Może mu Pani pomagać w trudnych momentach, nie tracić z nim kontaktu
      ( zresztą macie dziecko ), ale nie będzie Pani czuła obciążenia własnymi oczekiwaniami wobec niego.
      Najważniejsze to odzyskać poczucie kontroli nad sytuacją. To tego może służyć też grupa wsparcia. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • izabelski Re: bez wyjscia 25.09.12, 17:13
      nie znam sie natym jakie objawy maja dzieci z choroba ADHDale twoj syn ma postawe roszczenowa
      skad sie to bierze?

      moze zacznij od zrozumienia rego, dlaczego syn traktuje cie zle, czy on kopiuje ojca?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka