Dodaj do ulubionych

Problemy w związku.

21.09.12, 19:59
Witam serdecznie.
Mam kilka spraw, na które chciałbym uzyskać pomoc.
Mam 39 lat, moja żona również. Jesteśmy razem od 17 lat, a od 15 jesteśmy małżeństwem. Bardzo mocno kocham swoją żonę i mimo upływu lat nic z mojej strony w tym względzie się nie zmienia. Nadal jest dla mnie atrakcyjna, najlepsza i nadal chcę z nią być do końca życia.
Jednak tak jak wspomniałem jest kilka spraw, które od jakiegoś czasu męczą mnie i powodują, że w mojej ocenie, nasz związek, nasze małżeństwo się rozpada.
Chcę za wszelką cenę je uratować, jednak nie bardzo sobie z tym radzę.
Pierwsza sprawa to moja chorobliwa zazdrość o żonę.
W zasadzie pojawiła się ona niedawno.Nie wiem czy to jest jakaś depresja, czy zaczynam się starzeć. Wcześniej nigdy nie miałem takich podejrzeń i nigdy nie myślałem, że żona może mnie zdradzić. Jakiś czas temu, kiedy żona zmieniała pracę, jej obowiązki w pracy z której odchodziła przejął nowo zatrudniony facet. Początkowo w zasadzie nic nie powodowało moich niepokoi. Do czasu aż usłyszałem rozmowę mojej żony z tym facetem przez telefon. Żona znała go zaledwie od miesiąca i sposób pożegnania po rozmowie telefonicznej bardzo mnie zadziwił. Słowa "PA", "DO ZOBACZONKA W PRACY", "POZDRAWIAM SERDECZNIE" w mojej ocenie są niestosowne, ja takich słów używam wyłącznie w stosunku do osób bliskich. Poza tym zastanawiał mnie fakt, jak oni mogą zobaczyć się w pracy skoro mieszkamy w innym mieście i moja żona pracuje od poniedziałku do piątku, a do starej swojej pracy jeździ wyłącznie na weekendowe dyżury. Znów ten facet, jako nowy kierownik pracuje wyłącznie od poniedziałku do piątku. Wniosek mój był jeden, gość specjalnie przyjeżdża do pracy w soboty, w które ma dyżur moja żona, żeby się z nią zobaczyć. Zaczęło mnie to męczyć, codziennie myślałem o tym. Może dla niektórych nie będzie to żaden powód do zazdrości. Ja myślałem inaczej. Zacząłem sprawdzać jej połączenia w komórce, zacząłem przeglądać jej sms-y z tym facetem. Wiem, że to jest okropne, ale moja zazdrość sięgała szczytów. Znów strasznie się wkurzałem, bo niektóre mimo normalnej treści w podpisie miały: "PA", "ŚCISKAM" itd. Czasy rozmów przez komórkę z tym facetem dochodziły do kilkunastu minut, przekraczały nawet 20 minut. Ciągle zastanawiałem się o czym można rozmawiać z obcym facetem przez prawie pół godziny. Moje obawy nasiliły się tym bardziej, że żona jeździła na całodobowe dyżury do innego miasta niż mieszkamy i nie miałem możliwości żadnej kontroli. Wyobrażenia o tym co oni mogą robić w nocy na tym dyżurze doprowadzały mnie do szału. Kolejnym "gwoździem do mojej trumny" był fakt w jaki sposób żona rozmawiała o tym facecie ze swojej starej pracy z koleżanką przez telefon. Znam swoją żonę od lat i wyraz jej twarzy, kiedy mówiła jaki to on jest fajny, milutki, młody, szarmancki doprowadził, mnie do szału. Wiem jak wygląda, kiedy jest zadowolona. To właśnie widziałem u niej w tym czasie. Któregoś wieczoru wybuchłem, nie wytrzymałem i powiedziałem żonie, że nie chcę żeby jeździła do swojej starej pracy na dodatkowe dyżury. Zrobiłem jej okropną awanturę, oskarżyłem, że się puszcza i mnie zdradza. Żona oburzyła się strasznie i powiedziała, że okropnie ją krzywdzę, że jestem podły. Powiedziała mi, że jeśli mi to przeszkadza to może zrezygnować z dyżurów i pokaże mi swoje sms i historię połączeń z tym człowiekiem, a poza tym stwierdziła, że kiedy bym go zobaczył to sam przekonałbym się, że nie ma być o kogo zazdrosnym. Oczywiście nie wiedziała, że ja już od jakiegoś czasu znam jej smsy. Następnego dnia pokazała mi smsy i oczywiście skasowała ten, w którym napisała do niego "ŚCISKAM". Wściekłem się na maksa. Uznałem, że skoro go skasowała to ma coś na sumieniu. Kolejna awantura i wypominanie. Po jakimś czasie wszystko ucichło i jakoś tam dałem się przekonać. Uznałem przecież, że jeśli mnie kocha to na pewno mnie nie zdradzi, a jeśli już jej
zobojętniałem to i tak nic na to nie poradzę. Oczywiście ona przysięgała mi na wszystkie świętości, że mnie nie zdradza. Jak na spokojnie to analizuję, to zasadniczo ma ona rację. Poza tymi rozmowami i kilkoma nic nie świadczącymi sms-ami nic nie wskazuje, że może mnie zdradzać. Jednak wciąż nachodzą mnie te myśli. Wiem, że jest to złe. Chciałbym jakoś zapanować nad nimi i nie chcę już krzywdzić swojej żony.
Kolejną sprawą jest nasze niedopasowanie w sferze seksu.
Ja mam bardzo duży temperament i praktycznie mam ochotę na seks codziennie. Moja żona uważa, że to nie jest najbardziej istotna rzecz w życiu i wystarcza jej dosłownie kilka razy w miesiącu. Naczytałem się już różnych porad domorosłych specjalistów i nic to nie daje. Dlatego proszę o jakieś konkretne i mądre rady. Prześmiewcą dziękuję. Jest to dla mnie bardzo ważna sprawa, ponieważ bywają okresy, że myślę o seksie na okrągło. Nie wydaje mi się żebym miał jakieś zachwiania. Seksoholikiem raczej też nie jestem, ponieważ nie interesują mnie skoki w bok, nie szukam kochanek na boku, nie jest mi obojętne z kim i gdzie, aby uprawiać tylko seks.Podnieca mnie moja żona i jeśli myślę o seksie to tylko z nią. Jestem normalnym facetem, oglądającym się czasem za ładną dziewczyną na ulicy, jednak pod względem przysięgi małżeńskiej jestem staroświecki. Żonie przysięgałem i nie szukam wrażeń z innymi kobietami. Czasami mówiłem żonie o moich oczekiwaniach, o moich fantazjach. Niby mówiła, że rozumie, że spróbuje coś z tym zrobić, ale po jakimś czasie wszystko wracało do dawnego życia. Kiedyś ona stwierdziła, że nie ma już takiej ochoty na seks i na jakieś "zabawy", bo jest za gruba. Ja uważam, że nie. Co prawda mamy już po 39 lat i na pewno nie ma ona figury 16 latki, ale uważam, że nadal jest atrakcyjna, piękna i seksowna.Nie jest gruba, ma po prostu kobiece kształty i ja właśnie tę jej figurę bardzo lubię. Często powtarzam jej, że jest piękna, że jest seksowna i nadal mnie podnieca. Jednak ona nie chce mi uwierzyć i mówi, że to tylko takie gadanie. Kiedy próbowałem ją namówić na wizytę w poradni czy u specjalisty zawsze odmawiała twierdząc, że ona nie uważa, żeby było z nią coś nie tak. Codziennie powtarza się ta sama "loteria". Leżę wieczorem w łóżku i zastanawiam się czy dziś coś będzie? Kiedyś próbowałem zrobić tak jak ktoś poradził mi w necie. Zawziąłem się i nie szukałem kontaktu z żoną przez miesiąc. Podobno wygłodzona miała mieć większą ochotę. Jak najbardziej mylne twierdzenie. Jeśli ja bym tego nie przerwał to nic by z tego nie było. Jej chyba odpowiadał taki stan rzeczy. Co mam robić? Poradźcie coś konkretnego, bo ja już nie mam żadnych pomysłów. Zacząłem wyręczać ją w większości spraw. Praktycznie już tylko ja gotuję, zmywam, sprzątam, piorę, robię już prawie wszystko, bo ktoś mi napisał, że jak będzie wypoczęta to będzie miała więcej ochoty. Nie wiem już co robić, żeby choć trochę urozmaicić nasz seks i zwiększyć jego częstotliwość z kilku razy na miesiąc do przynajmniej dwóch, trzech razy na tydzień.
Ostatnią sprawą jest moim zdaniem nadmierna opiekuńczość mojej żony jako matki.
Mamy dwójkę dzieci, 5 i 13 lat. Praktycznie nigdy nie jesteśmy sami ze sobą. Cały dzień któreś z dzieci jest przy nas, a szczególnie to mniejsze. Żona tak je przyzwyczaiła, że doszło do sytuacji gdzie nie mogła wyjść do pracy, bo dzieciak darł się wniebogłosy. Kiedy próbuję zwrócić jej delikatnie uwagę, że nie może tak robić to natychmiast dostaję ripostę, że nie będę jej mówił ani ja ani nikt inny jak ma chować swoje dzieci. Moje propozycje jakiegoś wyjazdu na romantyczny weekend tylko we dwoje też nic nie dają. Raz jest to jej zdaniem za drogie, a zaraz po tym słyszę, że nie wyobraża ona sobie zostawienie dzieci i fajną zabawę bez nich. Przecież jeśliby pobyły ze dwa dni u babci czy cioci to przecież nic im się nie stanie.
Problemów jest wiele, jak to w każdym małżeństwie. Opisałem się tu dużo, ale uważam, że jeśli ktoś ma mi pomóc to powinien znać dokładnie co mnie boli.
Najpoważniejszym problemem dla mnie jest przezwyciężenie tej mojej zazdrości i poprawa życia erotycznego. Dlatego też proszę o jakieś rady w ty
Obserwuj wątek
    • antheax Re: Problemy w związku. 21.09.12, 20:56
      Twój opis jest bardzo długi. Ale staram się wyłuskać z niego, co najistotniejsze.

      Współczuję sytuacji. Wygląda na to, że jeszcze nie jesteś świadomy, gdzie jest Twoje miejsce w związku, w Waszej rodzinie. To znaczy, gdzie żona wyznaczyła Ci miejsce. "Nająłeś się na psa to teraz szczekaj"

      W Waszej rodzinie ważna jest żona, dzieci - ale nie Ty ani Twoje marzenia i potrzeby. Twoja Żona Cię nie zauważa. I po dobroci raczej nie zauważy. Jest bardzo atrakcyjną kobietą, między innymi dlatego, że dajesz jest zawsze oparcie. To daje jej pewność siebie dzięki której z łatwością może podobać się także innym mężczyznom. Czy to wykorzystuje?

      Czytając Twój wpis miałam wrażenie, że dla swojej żony jesteś meblem.

      Możesz to zmienić. Zmieniając sam siebie. Teraz niepotrzebnie zgadzasz się na takie traktowanie. Jesteś zrozpaczony ale się zgadzasz.

      Jak się zmienić? Nie pozwól traktować siebie bez szacunku. Jak żona robi z Ciebie mebel to idź swoją drogą. Niekoniecznie oznacza to wyprowadzkę i rozwód - choć może być i to. Jak żona zobaczy, że sam siebie szanujesz to być może zmieni zdanie
      • mezczyzna73 Re: Problemy w związku. 21.09.12, 22:09
        Wiem. Ale bardzo ją kocham i nie chcę nic zmieniać w sensie partnerki. jedyne co chcę to zmienić jej podejście do seksu. Zainteresować ją erotyką.
        • triss_merigold6 Re: Problemy w związku. 21.09.12, 22:28
          Jesteście razem od wczesnej młodości, sorry, miałeś kilkanaście lat na zainteresowanie jej erotyką w Twoim wykonaniu. Żadne z Was wcześniejszych dłuższych związkowych doświadczeń nie miało, szybko ślub, młodo dziecko, to sobie nie poszaleliście w stosownym wieku. Przyjmij, że albo żona ma trwale taki temperament jak zawsze prezentowała albo chce jej się z Tobą te kilka razy w miesiącu.
          • miacasa Re: Problemy w związku. 21.09.12, 22:32
            Ciągnie dziewczyna dwie prace, dyżury całodobowe, dwoje dzieci (w tym jedno jeszcze małe) i mąż co ją o puszczanie oskarża, no to ona i tak ma duży temperament zważywszy okoliczności.
            • triss_merigold6 Re: Problemy w związku. 21.09.12, 22:45
              No, cyborg baba jest.
              Jak pa nie chce żeby żona brała noce dyżury to proszszsz... zarobić tyle, żeby nie musiała.
              • mezczyzna73 Re: Problemy w związku. 21.09.12, 22:52
                Zarabiamy dość dobrze. Nie brakuje nam na normalne życie. Więc zona nie musi brać tych dyżurów. Zdecydowaliśmy, że dyżury w soboty i to nie wszystkie w miesiącu tylko jeden lub dwa to nie jest tak duże obciążenie. Żona pozostała na dodatkowych dyżurach żebyśmy mogli pozwolić sobie na wakacje. POza tym jak nie jeździła na dyżury to też nie miała większej ochoty na seks. Problem z seksem istnieje już od kilku lat. Niestety.
        • verdana Re: Problemy w związku. 21.09.12, 22:31
          To nie jest takie proste - ludzie mają różne temperamenty seksualne i nie da się przekonać kogoś, kto ma ochotę na seks kilka razy w miesiącu, ze fajnie jest uprawiać seks codziennie. Wyobraź sobie, ze ty i żona lubicie jeść, oboje. Ale zona lubi jeść dużo i często, a ty mało i dwa razy dziennie. Zjadasz z przyjemnością małe śniadanie i lekki obiad, a żona mówi "Przecież jedzenie jest fajne, więc zjedzmy razem jeszcze podwieczorek i dwudaniową kolację" - a Ty jesteś najedzony, odrzuca Cię myśl o dalszym jedzeniu i jesli się godzisz, to raczej potem czujesz lekkie mdłości, a nie przyjemność - choć następnego dnia zjadłbyś obiad z żoną z przyjemnoscią.
          Mozecie iść do seksuologa i wypracować kompromis, ale nie licz na to, ze kompromis będzie oznaczał po prostu spełnienie Twoich potrzeb.
          Wymuszanie seksu, nawet tylko perswazją, naleganie, przekonywanie moze tylko żonę zniechęcić w góle.
    • misiamama Re: Problemy w związku. 21.09.12, 23:25
      witaj
      w kwestii zazdrości - moim zdaniem, zupełnie niepotrzebnie się nakręcasz. "Pa" czy "do zobaczonka" - to kompletnie nic nie znaczy. wg mnie to dosc infantylny, ale jednak bardzo rozpowszechniony styl mówienia. Żona usunęła SMS z "ściskam", bo z góry wiedziała, jak na to zareagujesz. odpuść ten temat.
      jeśli chodzi o nadopiekuńczość i brak seksu, to czy widzisz tu związek? czy żona zawsze miała małe potrzeby w dziedzinie seksu, czy dopiero po dziecku (pierwszym? drugim?) jej libido spadło? jeśli dawniej żona kochała sie z Tobą chętnie i częściej, to może ma trudności z akceptacją siebie po porodach, może to jakieś zmiany hormonalne (do leczenia), może tak się skoncentrowała na byciu matką, że zapomniała o byciu żoną. W każdym razie, pomysł z "wygładzaniem" wydaje mi się głupi i przeciwskuteczny, bo nad zyciem seksualny trzeba pracować i im więcej seksu, tym on nabiera większego znaczenia (analogia z jedzeniem chyba nietrafiona).
      proponowałabym namówić żonę na wizytę u specjalisty endokrynologa (badanie hormonów) i popracowanie nad związkiem, ale nie leżąc w łóżku i czekając co będzie;) zapros ją do restauracji. Wypijcie wino, zapal świece. Kup kadzidełka... kup żonie piękną bieliznę. Podaruj kwiaty. To są drobiazgi, ale ważne. Aha, i nie oczekuj na "nagrodę" zaraz. Po prostu zacznij ją traktowac jak kobietę, którą musisz zdobyć, a nie żonę, która Ci "strzela focha";)
      A wyjazd bez dzieci po prostu zorganizuj sam, ustal z babcią że to niespodzianka, odwieź dzieci, żonę porwij prosto z pracy. Jednym słowem, zaangażuj się tak jak wtedy, kiedy nie byliście odpowiedzialnymi rodzicami, bo w końcu o to chodzi, żeby żonie przypomniec, jak to było wtedy.
    • nowy99 Re: Problemy w związku. 22.09.12, 00:43
      Przyczyn waszych problemow mozna szukac w wielu zakątkach.
      Moze byc tak, ze, jak wiekszosci kobiet, rola matki przeslonila role kochanki, po prostu nie utozsamia siebie z atrakcyjna, szalejaca bez skrepowania w lozku kochanka, tylko z gruba mamuską. Uwierz, ze jesli kobieta nie akceptuje swojego wygladu, to nie ma ochoty brac udzialu w grze jako kochanka. Oczywiscie w parze idzie niskie libido.
      Ale pamietaj, ze u kobiet z seksem jest tak, ze im czesciej tym chetniej, a im rzadziej tym bardziej zapominaja o czyms takim jak wieczorne spotkania, randki lozkowe z mezem. A tutaj widze jeszcze jeden czesto nie do przeskoczenia problem: macie dzieci, nastolatka, ktory moze byc swiadkiem. I moze tego zona sie wstydzi, moze to ja zniecheca, paralizuje (my tak mamy, pomimo, ze syn jest dwa pokoje dalej i jest to dom, nie mieszkanie, zreszta ktos kiedys napisal, ze jak nastolatek w domu, to z seksu nici).
      Wieczorne igraszki, randke, trzeba zonie zasygnalizowac i sie koniecznie teatralnie wykapac, wypachniec. Zona musi dostac sygnal, zeby dokonac oblucji wieczorem, a nie np.rano.
      Przeanalizuj tez, czy utrzmujesz z nia kontakt cielesny podczas dnia: nie klepanie po pupie, tylko objecie od tylu, pocalowanie we wlosy, laskotki i takie tam. I wtedy szepnac wieczorem, ze czekasz na nia pachnaca w pieleszach. Mozesz zadac krotkie pytanie typu jak sie pobawimy, moze to a moze tamto...tak, zeby wkręcic ja w pomyslenie o tym, przypomnienie sobie o seksie.

      Przeanalizuj tez, czy ona naprawde ma frajde z seksu, czy srednio, znaczy, ze udaje. moze ta sfera nigdy nie byla dla niej fascynujaca, moze nie odkryliscie jak ja podniecic, uwierz, kobiety maja z tym nie mniejszy problem, niz ich partnerzy.

      Moze narazie tyle, moj nastolatek puka mi do drzwi. Ale rozważ to.
      A jak to bylo za mlodosci, ktore kochalo bardziej? Ktore "latało" za ktorem? Czy ona kochala cie mocno?
      • mezczyzna73 Re: Problemy w związku. 22.09.12, 12:47
        Z tą chęcią na seks to bywało różnie. Raz lepiej, raz gorzej, jak pamiętam to zawsze ja byłem bardziej nakręcony. Ale wcześniej żona była troszkę bardziej spontaniczna. Nie mówię, że zawsze to ja chcę. Czasami i ona inicjuje zbliżenia, a najbardziej ją kręci (tak przynajmniej twierdzi) szubki numerek poranny w dni wolne, kiedy dzieci jeszcze śpią.
        Ogromne dzięki za podpowiedzi i sugestie. Co do wizyty u specjalisty to tak jak napisałem, sugerowałem jej to wiele razy, jednak nigdy nie chciała skorzystać z tej opcji.
    • vadera12345 Re: Problemy w związku. 22.09.12, 09:29
      Gdyby ten facet nie miał dla niej większego znaczenia to:
      1. nie opowiadałaby o nim przyjaciółce;
      2. nie cenzurowałaby SMS od niego otrzymanych
      3. nie prowadziłaby z nim tak częstych konwersacji telefonicznych.

      Moja diagnoza - znudzona wieloletnim związkiem z mężem, który ją nie "kręci" ( życie z mężem bez seksu traktuje jak normę ) flirtuje z kolegą z pracy. Czy flirt przerodził się w romans - wkrótce się przekonasz.
      • mezczyzna73 Re: Problemy w związku. 23.09.12, 09:31
        Właśnie tego się obawiam vadera. Dlatego też czuję się zagrożony. Co niektórzy piszą, że smsy same nic nie znaczą. Jednak życie we dwoje może po jakimś czasie się znudzić. Ja nadal kocham żonę i nie znudziło mnie nigdy jej ciało, jej towarzystwo, jej dotyk. Jednak co jeśli ja jej się znudziłem i szuka wrażeń w pracy. Jeśli nawet nie chce ode mnie odejść, a jest to tylko romans, to jednak zdrada (oczywiście jeśli była) boli niezależnie czy odejdzie czy zostanie.
    • edw-ina Re: Problemy w związku. 22.09.12, 10:28
      W skrócie:
      - tego typu sceny zazdrości tylko pokazują jak niepewnie sam się czujesz jako facet. I sorry, ale to że tobie się wydaje, że nie można do znajomego napisać "ściskam", to tobie się wydaje.
      - odnośnie seksu: kobieta, żeby miała ochotę na częsty seks musi być a) wypoczęta, b) czuć się kochana, c) lubić seks z tym facetem, czuć, że dba o jej radość w łóżku. Jeśli twoja żona tak dużo pracuje i zajmuje się domem, to trudno się dziwić, że za seksem nie przepada. Czyli mniej pracy, więcej pomocy z twojej strony, więcej czułości (to nie żart, że seks zaczyna na długo zanim nastąpi), a może nastąpi zmiana. I odpuść sobie takie sceny zazdrości, bo one z pewnością nie doprowadzą cię do szczęśliwego pożycia.
      • hermanius Re: Problemy w związku. 22.09.12, 10:54
        edw-ina napisała:

        > W skrócie:
        > - tego typu sceny zazdrości tylko pokazują jak niepewnie sam się czujesz jako f
        > acet. I sorry, ale to że tobie się wydaje, że nie można do znajomego napisać "ś
        > ciskam", to tobie się wydaje.
        Nic Ci się nie wydaje. W relacjach służbowych obowiązują pewne zasady. Jestem szefem firmy zatrudniającej blisko 30 osób, większość kobiety, gdyby któraś z pracownic, nawet z grona tych, z którymi bliżej współpracuję i spędzam sporo czasu, napisała mi "ściskam" uznałbym, że coś jest nie w porządku, chociaż w firmie relacje nie są sformalizowane.
        • edw-ina Re: Problemy w związku. 22.09.12, 11:04
          ale poza relacją szef- pracownik są relacje koleżeńskie w pracy.
          • hermanius Re: Problemy w związku. 22.09.12, 11:10
            Ale relacje koleżeńskie w pracy też podlegają pewnym regułom. Koleżeńskie nie znaczy "intymne". Intymne w sferze języka oczywiście. Ściskam mówimy do kogoś kto jest nam bliski, nie do kolegi, bo kolega to obca osoba.
            • edw-ina Re: Problemy w związku. 22.09.12, 11:23
              ale nie zabronisz ludziom zapałać do siebie sympatią, bo razem pracują
              • hermanius Re: Problemy w związku. 22.09.12, 11:45
                Oczywiście, że nie. Tylko, że mam hierarchię nie tylko wartości, ale i znaczenia dla mnie ludzi. Bo nie jest tak, że wszyscy są dla mnie jednakowo ważni. Jeżeli jakiejś pani będzie sprawiało przyjemność, że mówię do niej "słoneczko" i rozmawiam z nią częściej niż z innymi, a będzie to przeszkadzało mojej żonie, to zadam sobie pytanie, która z tych pań jest dla mnie ważniejsza. O czyje emocje mam sie zatroszczyć.
                • mezczyzna73 Re: Problemy w związku. 22.09.12, 12:54
                  Hermanius, ja oczywiście też tak uważam jak ty. Żona obiecała mi, że więcej takiego języka nie będzie używać w relacjach z szefem. Co prawda są na stopie koleżeńskiej i w zasadzie mówią sobie na ty, ale mnie to przeszkadzało (oczywiście nie relacje koleżeńskie tylko to poufałe zwracanie się do siebie). Tez uważam, że zwroty, o których pisałem raczej powinny być zarezerwowane dla osób bliskich. Moja żona co prawda nie widziała w tym nic złego, ale jednak. Tak jak mówię obiecała, że nie będzie tak już pisać, ale jednak zawsze pozostaje ta niepewność bo powiedzmy w sms nic, ale w rozmowie? Tego już na pewno nie sprawdzę.
                • edw-ina Re: Problemy w związku. 23.09.12, 08:56
                  kiedy związek jest mocny, to teksty "ściskam" itp. nie ruszają. Ale aby zadbać o związek i jego siłę potrzeba pracy. A w końcu łatwiej jest zabronić, obrazić się, wymusić.
                  • mezczyzna73 Re: Problemy w związku. 23.09.12, 09:48
                    Ja nie chcę iść na łatwiznę. Chcę pracować nad związkiem. Uważam to forum za jedno z lepszych w necie i dlatego piszę tu o sobie z nadzieją, że właśnie tu otrzymam jakąś pomoc. Nie chcę osiągać nic wymuszeniem i zabranianiem. Moja wybuchowa reakcja, którą Wam opisałem jest wynikiem mieszanki mojego nerwowego dość charakteru, zazdrości i miłości do żony. Wyobrażenie o tym, że jakiś obcy facet może ją dotykać doprowadza mjie eo szału, ale chyba większość facetów tak reaguje, nzwet jesli do tego się nie przyznają. Czytam Wasze uwagi i cenię wszystkie, nawet te krytyczne. Każdy ma prawo do swojego zdania i nie oczekuję tu, żeby mi przytakiwać. Oczywiście poza obrażaniem mnie, co w jednym poście miało miejsce.
                    • edw-ina Re: Problemy w związku. 23.09.12, 10:05
                      To teraz wyobraź sobie, że mogłeś zrobić jej awanturę za nic, za swoją bujną wyobraźnię. Że mogło dostać się jej za to, że ty sobie wymyśliłeś, iż jej niskie potrzeby seksualne są wynikiem skoku w bok. A babka jest ci wierna, zmęczona pracą i np. nieszczęśliwa, bo mąż nie daje jej w łóżku tego, czego potrzebuje. Bo tak też może być. Albo może czuć się ze sobą źle fizycznie, lub mieć nieuregulowane hormony. I za te jej problemy ktoś jej jeszcze skacze do gardła za "ściskam" i węszy podstęp z równą zaciekłością co Macierewicz tworzy teorie spiskowe. To nie jest praca nad związkiem, tylko rujnowanie go.
                      Pracą nad związkiem jest np. powiedzenie: kochanie, czuję się fatalnie na myśl, że mógłbym tobie nie wystarczać. Powiedz mi, bo może czegoś nie widzę, więc powiedz mi, czego potrzebujesz, by być ze mną szczęśliwa. Może chcesz, żebyśmy więcej czasu spędzali razem, a może potrzebujesz właśnie samotności, może brak ci rozrywek lub jesteś zestresowana naszymi finansami. Co mogę zrobić, by wciąż być dla ciebie tym facetem, w którym się zakochałaś?
        • bye.bye.kitty buziaczki, papatki, 26.09.12, 14:18
          takie pożegnania potrafią sms'em wysłać dalecy znajomi, z którymi pracuję, nawet nie koledzy!
          nie ma w tym żadnych podtekstów, to taki dziecinny styl.

          a "pozdrawiają się serdecznie" w mailach i sms'ach kompletnie obce osoby

          doszukiwanie się w tym drugiego dna jest więcej niż zadziwiające
          • sebalda Re: buziaczki, papatki, 26.09.12, 14:31
            A ja często kończę zamiast oklepanym "pozdrawiam" słowem "ściskam". W korespondencji z osobami wcale nie takimi bliskimi, ze znajomymi płci obojga.
            • bye.bye.kitty Re: buziaczki, papatki, 26.09.12, 18:25
              no właśnie.
              czasem ludzie wysyłają emotikony całusków, uśmieszków
              to nie flirt, to jednosekundowe "bycie miłym"

              obśmiałabym osobę, która miałaby do mnie pretensje za "pozdrawiam serdecznie", "ściskam" czy "buziaczki"

              a jeśli żona tego pana ze strachu kasuje smsy z tym nieszczęsnym "ściskam" to znaczy, że jest już nieźle uziemiona.
              Może jej się przeleje i kiedyś faktycznie odejdzie, niekoniecznie z kolegą z pracy, może zupełnie sama, do własnego życia.
      • sanciasancia Re: Problemy w związku. 22.09.12, 11:24
        Dodaj do tego jeszcze Edwino d)musi być względny spokój w okolicy, tzn. dzieci śpią słodko i nie budzą się znienacka i np. nie pakują wtedy do małżeńskiego łóżka.
        • mezczyzna73 Re: Problemy w związku. 22.09.12, 12:58
          Raczej nie wchodzi tu w grę problem ze snem u dzieci. Jeśli już zasną to śpią mocno i słodko, do rana. Podpowiedzcie mi raczej jak sprawić, żeby bardziej była podniecona, żeby ona też mocniej zainteresowała się seksem. To pytanie do pań. Pomóżcie z punktu widzenia kobiet, co Wy chciałybyście żeby facet zrobił i co Was doprowadza do tego, że jesteście bardziej chętne na igraszki z Waszym facetem.
          • nowy99 Re: Problemy w związku. 22.09.12, 21:33
            Kup np. Wibrator ze stymulacja podwojna czyli tez lechtaczki, tylko taki nie za tani, cicho pracujacy.
            Kobiety lubia takie urozmaicajace zabawki. Mnie maz obiecal, ale pare lat temu, troche dlugo na to czekam... Musisz dzialac.
            A naj naj najlepszy wabik na zone to pojawic sie w towarzystwie fajnej milej albo atrakcyjnej kolezanki np.podwiezc ja do domu nie kryjac tego przed zona. Mozesz tez sympatycznie zagadac do atrakcyjnej kasjerki, zyczac na odchodnym milej pracy...tak cos na kulturalnie, ale przy zonie, zeby ją cos tknęło.
            • mezczyzna73 Re: Problemy w związku. 23.09.12, 10:06
              Zabawki erotyczna proponowałem żonie już dawno. Obiecała, że razem wybierzemy się do sexshopu wybrać coś dla nas. Sam nie chcę kupować, bo nie widzę żadnego sensu w kupowaniu rzeczy, które mogą jej się nie spodobać, a poza tym żona nie chce żebym sam kupował dla niej bieliznę, bo może na niw niepasować lub po prostu nie będzie się jej podobała. Bycie miłym dla innych kobiet raczej chyba ją nie ruszy, bo to jest przecież normalne. Musiałoby to chyba być z jakimś dwuznacznym podtekstem, a tego znów ja nie uważam. Erotyka i poufałość jest wedługmniepzarezerwowana dla żony. Taki już jestem. W sprawach związku jestem raczej staroświecki, choć może nie do końca, bo nie wstydzę się rozmawiać na tematy seksu, lubie jakieś urozmaicenia (w granicach normy) oczywiście, ale wyłącznie chcę to robić tylko z żoną.
    • sootball Re: Problemy w związku. 22.09.12, 11:06
      Zadaje się, że trochę jej się ten facet podoba. To nie znaczy, że musi iść z nim od razu do łóżka, mimo to rozumiem Twój dyskomfort.
      Problem może polegać na tym, że jesteś "za dobry". Kochasz, sprzątasz, gotujesz, jesteś na każde zawołanie, wierny i zazdrosny :) Ma Cię całego w garści bez najmniejszego wysiłku.
      Ja w tej sytuacji pokazałabym rogi i ogon z trójkątem na końcu ;)
      Więcej niezależności, nie poświęcanie 100% uwagi jej i rodzinie, ale też własne sprawy (w rozsądnych proporcjach oczywiście), STAWIANIE WYMAGAŃ (np. dotyczących sprzątania, jeśli oboje pracujecie, to dzielicie się sprzątaniem) i konsekwentne oczekiwanie, że wymagania będą spełniane. Konsekwencja jest bardzo ważna, jest odbierana jako jeden z wyznaczników siły charakteru.
      Niech ona też może Tobie coś dać. Nie tylko materialnie. Zasygnalizuj, że czegoś potrzebujesz. Dawanie niesie z sobą dużą radość.
      • mezczyzna73 Re: Problemy w związku. 22.09.12, 13:08
        Jeśli chodzi o sprawy domowe typu sprzątanie, gotowanie to oczywiście skłamałbym mówiąc, że tylko ja to robię. Jesteśmy że tak powiem w związku partnerskim, tak mi się wydaje. Ani ja nie próbuję, wywierać jakiś wpływów na zonę, ani też nie czuję się tłamszony przez nią. To, że robię wiele rzeczy w domu wynika z mojej pracy, wyjeżdżam na kilka dni, a potem jestem długo w domu. Moja żona pracuje codziennie, więc siłą rzeczy będąc w domu gotuję lub robię różne rzeczy w domu.
        Jedyne czego chcę to więcej zbliżeń i oczywiście pomocy w tym jak przestać myśleć wciąż o tym gościu. Na działanie mojej żony przecież i tak nie mam wpływu. Jeśli będzie wierna to będzie wszędzie, jeśli chce mnie zdradzić lub zadurzyła się w tym facecie to przecież i tak nic na to nie poradzę. Jeśli będzie chciała odejść to odejdzie.
        Poradźcie mi kobiety co najlepiej zrobić, żeby ją znów przekonać do mnie. Poradźcie też jak pozbyć się tych ciągłych myśli bo to mnie wykańcza.
        • sootball Re: Problemy w związku. 22.09.12, 14:19
          Zadurzenia ładnie się hodują na gruncie bezpiecznego, niezagrożonego związku. Kiedy coś zaczyna zagrażać związkowi, wtedy zadurzenia więdną. Nie namawiam Cię, oczywiście żebyś sabotował własny związek, ale pokazał się od bardziej niezależnej strony, a jeśli wspomnisz raz czy dwa że jakaś babka się Tobą interesowała i była całkiem apetyczna, to też raczej nie zaszkodzi ;)
        • joanna35 Re: Problemy w związku. 23.09.12, 19:24
          Drogi Mężczyzno73, a rozmawiałaś z żoną czego ona chce, jakie są jej oczekiwania i uczucia względem ciebie i waszego związku? Pytam, bo każdy z nas chce być kochany tak jak chce i zdarza się, że najszlachetniejsze pobudki i największe starania przynoszą efekt odwrotny od zamierzonego jeżeli zabraknie wyjścia naprzeciw drugiej stronie. Podam przykład - mój mąż twierdzi, ze kocha naszego syna najbardziej na świecie i dlatego pomaga mu uczyć się matematyki, tymczasem syn twierdzi, ze on go musi nienawidzić skoro się nadnim tak znęca w tm samym temacie.
    • kol.3 Re: Problemy w związku. 22.09.12, 12:47
      Jeżeli piszesz, że żona musiala wziąć dyżury całodobowe żeby starczyło na urlop to z finansami nie jest tak znowu różowo i nie chodzi o spotykanie jakiegoś pana z pracy, tylko o kasę. Kobieta tyra w pracy, w nadgodzinach i pewnie w domu, nawet jeśli mąż pomaga. I jeszcze powinna być codziennie namiętną bachantką w wyrku. Jako bonus ma zazdrość i pretensje męza. Może Ty weź nadgodziny albo dorabianie.
      • mezczyzna73 Re: Problemy w związku. 22.09.12, 13:16
        Jak już napisałem, na życie starcza i to spokojnie. Nawet na małe przyjemności też. Mamy dwa samochody i własne mieszkanie. Więc moim zdaniem na nic nam nie brakuje. Dyżury ma nie w każdą sobotę. Jeden lub dwa miesięcznie, to wszystko. Niektóre weekendy mamy wolne. Nadgodzin w stałej pracy nie ma. Normalnie pracuje poniedziałek-piątek 8 godzin. Ja też przecież pracuję na pełny etat, więc raczej nie jestem "Ferdkiem Kiepskim" z wybujałym seksoholizmem. Robię to samo co żona. Staramy się dzielić obowiązki sprawiedliwie.
        Raczej spodziewam się tutaj jakiejś pomocy a nie oskarżania o nieróbstwo i fochy w łóżku. Oczywiście tym osobom, które podpowiedziały mi coś serdecznie dziękuję. Spróbuję zrobić to co opisaliście. Może pomoże.
        • verdana Re: Problemy w związku. 22.09.12, 14:18
          Co bym chciała - aby facet zrozumiał, że mam prawo chcieć seksu rzadziej niz on i ze wymaganie, a nie żądał abym sie zmieniła, aby zaspakajać jego potrzeby. Uważasz, ze jeśli ktoś ma sie w zwiazku zmienić to żona - ma być zawsze chętna, zawsze entuzjastyczna, zawsze dostępna. W ogóle nie zastanawiasz się, czy to Ty przypadkiem nie powinieneś dostosować się do żony.
          Podejrzewam, zę stale masz do niej pretensje i zal, ze nie ma ochoty na seks. A to zniechęca do faceta całkowicie i zdecydowanie.
          Moze pora pomyśleć o tym, że zmaiana powinna dotyczyć nie żony, a Ciebie?
          • sebalda Re: Problemy w związku. 22.09.12, 14:41
            Ja mogę powiedzieć ze swojej strony, co mnie najbardziej zraża do seksu w małżeństwie: częste pretensje z byle powodu, wyładowywanie frustracji na mnie lub na dzieciach, brak zaufania i obwinianie mnie, że może kogoś mam, skoro jestem czasami (w jego mniemaniu) bezczelna i staram się być niezależna, regularne awantury, które działają na mnie studząco na wiele dni. Jeśli mężczyzna urządza awanturę, obraża, wyzywa - żona automatycznie się oddala, ale facetowi wydaje się, że jeden dzień odsunięcia wystarczy. Nie wystarczy - osoba obrażona, nierzadko poniżona, nie będzie miała ochoty na zbliżenie nie jeden dzień, ale co najmniej jeden tydzień.
            Awantury często następują w weekend. Bo chciałoby się odpocząć, ale obowiązki domowe nie pozwalają, trzeba się też zająć dziećmi - to może frustrować. A co najlepiej rozładowuje frustracje? Awantura. No i wydawałoby się, że weekend to świetny moment, by się zbliżyć, a tu zonk! Żona, na którą się nakrzyczało, nie ma ochoty się kochać. Co za zimna suka!
            Piszę o częstych mechanizmach, tłumaczę, dlaczego kobiety często nie mają ochoty na seks w związku, w którym są częste awantury i pretensje. Czy często zdarzają Ci się takie awantury, jak tutaj opisałeś? Czy żona nie mówiła Ci, że po takich kłótniach nie ma ochoty na seks? Wziąłeś to pod uwagę? Czym ona tłumaczy niechęć do seksu? W zdrowym związku dwojga kochających się i szanujący ludzi takie problemy zdarzają się raczej rzadko. Gdy jedna ze stron nie czuje się szanowana, rozumiana, naturalną konsekwencją jest niechęć do zbliżeń. Proste.
            Piszesz, że żona jest skupiona na dzieciach. No rzeczywiście dziwne, matka kocha i jest zaangażowana w dzieci. Nienormalna chyba? Rywalizujesz o miłość do dzieci? Wypominasz jej to często? To też typowe, mój mąż bez ogródek okazywał zazdrość o dzieci. Nie jest to miłe dla kobiety. Każe jej wybierać między mężem i dziećmi. Zmuszanie do takiego wybierania nie jest ok. Wiem coś o tym. Nie tędy droga.
            Mniej okazywania zazdrości, mniej awantur - to droga do polepszenia jakości małżeństwa. Tak uważam.
            • sootball Re: Problemy w związku. 22.09.12, 14:48
              Z zafiksowaniem na punkcie dzieci też można przesadzić.
              Ja nie sądzę, żeby autor nie szanował żony, język i sposób, w jaki się o niej wypowiada świadczy, ze ma dla niej dużo szacunku i że mu na niej zależy.
              • kol.3 Re: Problemy w związku. 22.09.12, 14:59
                Autor o sobie pisze dobrze.
                • sootball Re: Problemy w związku. 22.09.12, 15:14
                  to też. To źle?
                  • sebalda Re: Problemy w związku. 22.09.12, 15:36
                    Autokreacja to się nazywa.
                    Napisałam tylko, co jest często przyczyną niechęci kobiety do seksu. Nie mam pojęcia, jak reaguje autor, ale do dwóch awantur się przyznał i nie byłoby dla niego korzystne napisać, że jest ich więcej. Ale oczywiście równie dobrze może być tak, że jest na ogół spokojny, a tylko żona go nie chce, bo nie. Niemniej to jest raczej rzadki przypadek. Jeśli mężczyzna traktuje żonę po partnersku, na równi z nią zajmuje się domem, szanuje ją, do tego często komplementuje, dlaczego ona miałaby go nie chcieć? Jedynym wyjaśnieniem jest to, że kobieta jest zwyczajnie wredna, on jej się znudził, pewnie faktycznie go zdradza. Dla mnie to jednak za proste, z doświadczenia wiem, że na niechęć do seksu składa się przede wszystkim chowanie urazy do partnera/partnerki. I to z reguły jednak jakieś podstawy ma.
                    Ktoś już napisał, że autor zmiany musi zacząć od siebie. Czy nie piszemy tutaj często kobietom: on się nie zmieni, to Ty musisz się zmienić?
                    Jeśli autor napisze, że szanuje żonę, nigdy nie nazwał jej na przykład suką, nie wrzeszczy na nią z byle powodu, jest wzorem cnót, pomaga w domu, a mimo to ona ma go gdzieś, to faktycznie pozostanie diagnoza, że związek nie rokuje. Jeśli natomiast on odkryje, jaka zmiana w nim mogłaby poprawić układ, to super!
                    • verdana Re: Problemy w związku. 22.09.12, 15:43
                      Mnóstwo osoób, płci obojga, nie ma ochoty na codzienny seks. Szaczególnie gdy nie jest to pierwszy miesiąc znajomości, ale wieloletni związek. Nie musi tu być żadnych przyczyn, oprócz temperamentu. A widać, zę dla autora jest tylko jedna droga rozwiązania problemu - zmienić upodobania żony.
                      Obawiam sie, ze to jest problem.
                      • sebalda Re: Problemy w związku. 22.09.12, 18:10
                        Ja to rozumiem, aż nadto, ale z drugiej strony, jeśli tak jest rzeczywiście, że ona bez żadnej przyczyny ma znacznie rzadziej ochotę, to co radzić jemu? Wiadomo, że ona na siłę się nie zmusi, to nie jest dobre, ale on też nie bardzo ma pole manewru. Ma łykać brom? Ma szukać na boku? Chyba nie jest z tych. Pornografia i samodzielne zaspokajanie się też nie jest dla wszystkich, zresztą już widzę to oburzenie ze strony żony, gdyby go przyłapała.
                        Klincz normalnie. Ja jednak jestem za naprawą związku jako takiego, za tworzeniem lepszej atmosfery bez podejrzeń, bez ciągłej kontroli, na większym luzie, a nie w atmosferze przymusu i nagonki.
                        • verdana Re: Problemy w związku. 22.09.12, 21:51
                          Dlatego seksuolog by się przydał.
                          Przy czym obawiam się, zę to może być sytuacja bez wyjścia. Podstawowy problem jednak w tym, ze autor postu uwaza, że po jego stronie wszystko jest OK, zona powinna sie zmienić, dostosować - nie widzę tu cienia refleksji nad sobą.
                          • edw-ina Re: Problemy w związku. 23.09.12, 08:53
                            ja tam bym zaczęła nie od seksuologa, tylko od dłuższego urlopu w miłym miejscu i bez pretensji. Potrafi zdziałać cuda.
                  • kol.3 Re: Problemy w związku. 23.09.12, 07:10
                    Może świadczyć o braku autorefleksji. Jest problem w małżeństwie - mąż jest idealny, żona jest nie w porządku, a jak jest naprawdę?
            • mezczyzna73 Re: Problemy w związku. 23.09.12, 10:49
              Oczywiście masz rację. Dosłownie czytając Twoją wypowiedź sebalda mam wrażenie, jakbym słyszał własną żonę. Czy zdarzają mi się często takie wybuchy? Wcześniej przyznam się, że były częste. Mam wybuchowy charakter i robiłem awantury o byle co. Jednak zrozumiałem swoje zachowanie, kiedy żona zagroziła rozwodem i spakowała walizki. Nie wiem czy rzeczywiście chciała się wynieść, czy była to demonstracja. Zacząłem pracować nad sobą i obecnie jest już zdecydowanie lepiej. Sama moja żona tak stwierdziła, że układa nam sie już teraz zdecydowanie lepiej. Mój ostatni wybuch podyktowany był ogromną zazdrością o żonę.
              Jeśli chodzi o dzieci to nie jestem zazdrosny i nigdy nie kazalem jej wybierać pomiędzy mną i dziećmi. Ja rownież kocham bardzo swoje dzieci. A to, że czasem chcę odpocząć i odstresować się to chyba nic złego. Dzieci są z nami cały dzień i ich potrzeby są ważne. Więc chyba nie powinno dziwić, że nie pozwalam im siedzieć z nami do północy, tylko wyganiam do łóżka o stosownej moim zdaniem porze. Czy to zbrodnia, że choć przez godzinę wieczorem chcę żonę mieć tylko dla siebie?
              • verdana Re: Problemy w związku. 23.09.12, 11:07
                Hm, czyli wynika z tego, zę żona ma byc albo dzieci, albo Twoja - to Ty decydujesz na kogo ma zwracać uwagę, to Ty decydujesz, ze jej czas nalezy do Ciebie.
                Może żona nie chce być wieczorem "tylko Twoja", tylko swoja własna i robić nie to, czego potrzebują dzieci, ani nie to, czego Ty potrzebujesz, tylko to, czego chce ona?
                Tu widzę powany błąd - uwazasz, ze rolą żony jest zaspakajanie Twoich potrzeb w sposób przez Ciebie wyznaczony. Coraz mniej się dziwię, zę nie ma ochoty na seks.
                • mezczyzna73 Re: Problemy w związku. 23.09.12, 12:08
                  Oczywiście nie rozumiesz co mam na myśli. Nie żądam od żony, że ma być tylko moja. Nie żądam od żony, że codziennie ma zaspokajać moje potrzeby seksualne. Chcialbym jedynie, żebysmy żyli razem, nie obok siebie. Jak najbardziej szanuje Twoje zdanie. Szukam jedynie rozwiazania swojego problemu. Chcialbym znów być ważny dla swojej żony. Ważny nie w sensie dominujacy, pan i władca. Ważnzy jako partner, atrakcyjny znów dla niej. Próbowałem już wielu rzeczy. Jeśli coś to dawało, to na krótko. Potem wszystko wracało do tego co jest zawsze. Niektóre osoby zarzucają mi, że mam pretensje do żony nie zauważając wad i winy po mojej stronie. Nic bardziej mylnego. Oczywiście można odnieść i takie wrażenie. Nie chcę zmieniać tylko swojej żony. Wiem, że zawsze wina leży po środku. Ale ja naprawdę starak się najlepiej jak umiem. Opisanie tego problemu na forum ma dla mnie duże znaczenie. Chcę uzyskać jak najwiecej porad co robić, jak znów zdobyć swoją kobietę. Dlatego też już wcześniej napisałem, że bardzo zależy mi na opiniach kobiet. To właśnie z mojej strony są rożne inicjatywy. Biżuteria kupowana na rożne okazje, wino i świece wieczorem, nastrojowa muzyka. Komentarze o seksualnej atrakcyjnosvi żony, oczywiście w granicach smaku. Nie żalę się. Chcę uzyskać Waszą pomoc. Sugestie, podpowiedzi.
                • mezczyzna73 Re: Problemy w związku. 23.09.12, 12:19
                  Chcę się spotkać w połowie drogi. Nie chcę traktować żony jak niewolnicy spelniajacej wszystkie moje zachcianki. Chcę rozbudzić w niej tę samą namiętność jak dawniej. No bo jeśli jej w zwiazku czegoś brakuje i rekompensuje to sobie flirtem w pracy (oczywiście hipotetycznie, bo konkretnych dowodów poza moimi podejrzeniami nie mam), to chcę znów sprawić, zeby poczuła się atrakcyjna i odbudować nasze relacje. Co prawda cały czas zapewniam ją, że jest piękna i atrakcyjna, ale chyba nie wiele to daje. Niestety najgorsze jest to, że nie wiem, co ona myśli, czy mi wieży, czy traktuje moje słowa jako czcze gadanie.
                  • sebalda Re: Problemy w związku. 23.09.12, 12:57
                    Widzę w Tobie wiele cech mojego męża, stąd może lepiej to wszystko rozumiem. Mieliśmy dokładnie te same problemy. I on zachowywał się dokładnie tak jak Ty. Momentami jakbym czytała jego zwierzenia. Też wybuchowy, też niepanujący nad złymi emocjami, też chorobliwie wręcz zazdrosny. Z drugiej strony oddany, starający się, nadskakujący, prezenty, miłe słowa, kolacyjki przy świecach. I tak latami. Góra, dół, rano wyznania miłośne (po 20 latach razem), wieczorem awantura z wyzwiskami. Nic nie było mniej pewne od jego humoru. Z czasem komplementy i miłe słowa zaczeły mnie drażnić, bowiem późniejsze ataki jeszcze bardziej bolały. Znowu nabrałam nadziei, że się zmienił, że faktycznie mu zależy, a on znowu atakował bez zdania racji, znienacka, niespodziewanie. Chciałam spokoju, nawet bez wyznań, bez tych miłych chwil, byle nie było ataków, byle znowu nie cierpieć, spadając z piedestału, na ktory mnie w dobrych chwilach wynosił.
                    Tak trwało latami, znosiłam to, bo uważałam, że to taki burzliwy związek, ale coraz bardziej oddalałam się od niego uczuciowo, bo ileż można się nabierać na poprawę? Nadzieja umierała powoli. Aż w końcu nadeszło nieuniknione - umarła definitywnie.
                    Mąż nadal próbuje, nadal nadskakuje, ale mnie to już nie rusza. Jego komplementy odbieram jako próby przekupienia mnie, żebym była mu przychylna, żebym się złamała. Ale ja już tak stwardniałam, opancerzyłam się, że nic nie jest w stanie przebić tej mojej obronnej skorupy. Wypaliło się, miara się przebrała, kielich goryczy przelał.
                    Specjalnie to tak szeroko opisałam, żebyś wiedział, że huśtawka emocjonalna, jaką fundowałeś latami żonie (komplementy przeplatane awanturami), mogła na nią podziałać podobnie jak na mnie. Ona boi się Tobie zaufać, już za długo liczyła na Twoją poprawę i jeśli ta poprawa jest nawet teraz stała, musi upłynąć wiele czasu, żeby ona w to uwierzyła.
                    Daj jej czas, a równolegle rób wszystko, żeby nie wybuchać, żeby pokazać, że potrafisz być oazą spokoju. Nie narzucaj się, ale też od czasu do czasu inicjuj zbliżenia, może w niej się z czasem coś przełamie.
                    A dzieci faktycznie powinny chodzić wcześniej spać:) Przy czym w tym czasie, gdy one się szykują do spania, zajmij się domem, żeby żona nie musiała jeszcze pamiętać o porządku w kuchni:) Bądź dla niej po prostu dobry:)
                    • mezczyzna73 Re: Problemy w związku. 23.09.12, 14:01
                      Dosłownie tak jak u nas. Czytając Twoje posty mam wrażenie, jakby to moja żona pisała. Oczywiście nasze sprzeczki zawsze były na innym tle. Scenę zazdrości i awanturę o to zrobiłem pierwszy raz w życiu. Wcześniej nigdy nie miałem żadnych podejrzeń. Wcześniej ufałem żonie bezgranicznie, bo nigdy też nie dawała mi nigdy powodu. Jednak chyba twoje rady są najlepsze (tu ukłon w stronę innych, wasze wcale nie są pomijane przeze mnie, ale te opisy najlepiej pasują do mojej sytuacji). Nasze kłótnie zawsze wybuchały na tle chowania dzieci. Uważałem, że zawsze im na zbyt wiele pozwala i miałem do niej pretensje. Czasem również sfera seksu była powodem do kłótni. Jednak teraz naprawde próbuje zmienić moje postępowanie. Żona twierdzi, że wpadam ze skrajnosci w skrajność. Raz wciąż jej mówię jak bardzo kocham, a za jakiś czas nie odzywam się wcale, mimo że nie jesteśmy pokłóceni. Po prostu milcze. Co do zajmowania się domem, to naprawdę możesz mi wierzyć, że robię bardzo wiele rzeczy. Wieczorem to właśnie ja robię kolację, zmywam naczynia, sprzątam w kuchni, kiedy żona kładzie młodsze dziecko spać, lub kiedy chce obejrzeć swój serial.
                    • mezczyzna73 Re: Problemy w związku. 23.09.12, 14:11
                      Ja naprawdę okropnie mocno kocham swoją żonę. Chcę naprawić nasze relacje. Nie nadskakuję jej dla zmiękczenia. Poważnie chcę, żeby ponownie było nam dobrze ze sobą. Mam jedynie nadzieję, że jak to opisujesz nie opancerzyła obojętnością na mnie i uda nam się stworzyć ponownie szczęśliwy związek. Bardzo tego chcę i będę dążył do tego. Mam nadziejęjedynie, że żona odczyta moje starania jako szczere, bo takie są. Dzięki za opisanie mi swojej sytuacji. Na pewno pomoże mi Twoja rada.
                  • verdana Re: Problemy w związku. 23.09.12, 14:40
                    Może daj żonie luz. Bo z tego wszystkiego wynika jednak to,z ę chcesz przerobić wszystko zgodnie ze swoją wizją małżeństwa. Masz nierwealne oczekiwania - na przykład, ze żona będzie miała taki sam temperament, jak wiele lat temu.
                    Być moze jednak żona czuje się osaczona - czegoś od niej oczekujesz, chcesz dosyć radykalnych zmian - a to co robisz nie jest, wybacz, dla zony atrakcyjne. Ty ją zapewniasz o milości, atrakcyjności itd nie bezinteresownie - tylko po to, aby była w łóżku taka, jaką chcesz ją widzieć. Natomiast absolutnie nie przyjmujesz do wiadomości, ze to mrzonki. I ze nie zrobisz niczego, aby żona dostosowała sie do Twojego, dużego temperamentu seksualnego - uważasz sie za osobę skrzywdzoną, bo przyjmujesz załozenie, zę skoro masz ochotę na seks i zonę, to żona powinna dostosować sie do Twoich potrzeb. Trzeba ja tak długo przerabiać, aby Twoje potrzeby były w 100% zaspakajane. Natomiast nie widzę, abyć w ogóle był skłonny zaakceptować jej mniejsze potrzeby - a wiec tak naprawdę, ona się tu nie liczy.
                    • mezczyzna73 Re: Problemy w związku. 23.09.12, 16:53
                      Nie zgadzam się z tą opinią. Nie chcę przerobić jej całkowicie na swoje potrzeby. Chcę spotkania w połowie drogi. Już pisałem. Poza seksem zależy mi też na tym, żeby czuła się atrakcyjna i szanowana przeze mnie. Gdybym chciał osiągnąć wyłącznie swoje cele to dałbym jej ultimatum-albo więcej seksu, albo skoki w bok lub rozwód. Nie szukałbym jakiś porad w necie. Chce naprawić nasze relacje. Dlatego zamiast krótkiej wzmianki: "żona nie chce, jak ją zmusić", jest obszerny materiał o naszej sytuacji. Zdaje sobie sprawę, że jest on napisany przeze mnie i niektórzy odbierają go jako jednostronny. Jednak wiele osób ma odmienne zdanie niż Ty. Ja oczywiście przyjmuję wszystkie opinie. Chciałbym sprawić, że żona bardziej będzie podatna na moje amory, ale nic na siłę. Jeśli nic z tego nie wyjdzie to trudno. Zbyt mocno ją kocham, żeby szukać wrażeń na boku. Poza seksem szukam tu rownież pomocy co robić, jak robić, żeby się mną nie znudziła i nie szukała ona z kolei wrażeń z innymi facetami. Jak znów odzyskać swoją kobietę. Wiele ztych rad, które zostały tu napisane na pewno wykorzystam, bo uważam, że dość dobrze pasują do mojej sytuacji.
                      • verdana Re: Problemy w związku. 23.09.12, 17:26
                        Czyli naprawienie relacji to wiecej seksu, tak? Większa podatność żony na Twoje "amory"? Podejrzewam, zę żona ma dosyć nagabywań i to co robisz, tylko ja zniechęca, tym bardziej, zę czujesz , jaki jesteś szlachetny, ze nie zaspakajasz swoich potrzeb z kim innym.
                        Aby odzyskać zonę po pierwsze zapomnij chwilowo o seksie i swoich potrzebach. Potem zapytaj ją, czego od Ciebie potrzebuje i co chciałaby, abyś zmienił.
                        • mezczyzna73 Re: Problemy w związku. 23.09.12, 17:43
                          Za rady serdecznie dziękuję. Jedynie zastanawia mnie ta wielka agresja w tobie do faceta, ktorego wcale nie znasz. Nie kreuję się na szlachetnego i nie żądam wdzięczności od żony za to, że nie latam na panienki. Piszę, że ta opcja nie wchodzi w grę z przekonania. Nie dla poklasku, tylko dlatego, że tak uważam i nadal kocham swoją żonę. W dzisiejszych czasach wielu ludzi z przysięgi małżeńskiej robi sobie jaja. Dla mnie jest święta i jeśli żonie przysiegalem przed oltarzem to na całe życie. Może i masz rację, że za bardzo naciskam, zastanowię się i nad tym.
                        • mezczyzna73 Re: Problemy w związku. 23.09.12, 18:01
                          Jeśli się mylę co do agresji to przepraszam, ale z formy i słów odczytuję jakbyś nie była mi przychylna.
                          • verdana Re: Problemy w związku. 23.09.12, 18:12
                            Nie jestem.
                            Bo w Twoich postach przebija, czego sam nie widzisz, nie troską o zone, ale o sibie. Ty chcesz być dobry dla żony nie dlatego, że ją kochasz, ale po to, aby sie zmieniła tak, jak będzie Tobie wygodniej. Nie jesteś w stanie przyjąć, zę lata awantur spowodowały, ze coś zostało bezpowrotnie stracone i teraz mozesz tylko zmieniać sie sam, dziękując niebiosom, ze żona jeszcze nie odeszła.
                            • mezczyzna73 Re: Problemy w związku. 23.09.12, 19:13
                              Jak najbardziej masz prawo tak sądzić. Czytając Twoje wpisy nabieram wbrew pozorom coraz więcej nadziei. No bo przecież jeśli ja jestem tak podły jak Ty mnie przedstawiasz, to ta umęczona i stłamszona przeze mnie kobieta już dawno powinna mnie zostawić. Skoro jeszcze tego nie zrobiła to rzeczywiście musi mnie kochać. Może moje podejrzenia są rzeczywiście bezpodstawne, a ja niepotrzebnie się martwię.
                              • sanciasancia Re: Problemy w związku. 24.09.12, 17:42
                                > Jak najbardziej masz prawo tak sądzić. Czytając Twoje wpisy nabieram wbrew pozo
                                > rom coraz więcej nadziei.
                                Na twoim miejscu bym ją porzuciła (nadzieję) i poczytała wpisy Sebaldy, dlaczego jeszcze nie zostawiła męża, który jawi się człowiekiem równie sympatycznym, jak ty.
    • mezczyzna73 Re: Problemy w związku. 23.09.12, 19:32
      Chciałbym też serdecznie podziękować Wam wszystkim za rady i sugestie. Te krytyczne w stosunku do mnie i te, które podniosły mnie na duchu. Tak szczerze to raczej nie spodziewałem się, że tyle osób zareaguje. Jednak to forum to rzeczywiście ogromna pomoc dla osób szukających wsparcia i rady. Czytając Was zrobiłem już w myślach jakiś plan, jakiś obraz naprawy naszego związku. Co z tego wyjdzie czas pokaże. Jedynie mam ogromną nadzieję, że jeszcze możemy być z żoną szczęśliwy. Mam nadzieję, że żona przebaczy mi moje często okropne zachowanie i nie opancerzyła się obojętnością na mnie, jak ktoś tu napisał. Pozdrawiam wszystkich i myślę, że jakoś to będzie.
    • enith Re: Problemy w związku. 23.09.12, 19:59
      Może powinieneś pójść do żony i najpierw spytać ją, czy jest w małżeństwie szczęśliwa, a jeśli nie, to co, jej zdaniem, moglibyście zrobić wy/ty, żeby stan rzeczy poprawić. Bo może jest tak, że jej obecny stan rzeczy odpowiada, a ty próbujesz naprawić coś, co w jej odczuciu nie jest popsute. To powinien być twój punkt wyjścia. Jeśli żona się otworzy i będzie to początek dialogu, świetnie - tak dla niej, jak i dla ciebie. Licz się jednak z tym, że po latach gnojenia żony ona może już zwyczajnie nie chcieć nic poprawiać na zasadzie mechanizmu, który pięknie przedstawiła nam tu Sebalda, od dwóch dekad maltretowana psychicznie przez męża. Nie wiesz, czy twoja żona nie osiagnęła podobnego poziomu zobojętnienia. Jeśli tak, wtedy nadejdzie czas podejmowania decyzji czy pozostawać nadal w związku, czy ewakuować się.
      • mezczyzna73 Re: Problemy w związku. 23.09.12, 20:27
        Oczywiście, że rozmawialiśmy na ten temat. Rozmawialiśmy o tym, czego ona oczekuje ode mnie. Najbardziej ją wkurza i zraża do mnie mój wybuchowy jak już napisałem charakter. Doszło nawet kiedyś do tego, że sprawowała wslizki swoje i dzieci i zagroziła rozwodem. To był pierwszy prysznic dla mnie, kolejnym była właśnie refleksja po awanturze o spoufalanie się z kolegą, że może szuka czegoś, czego ode mnie nie dostaje. Ludzie uwierzcie mi w końcu, że ja naprawdę kocham tę kobietę. Chcę wszystko naprawić. Szukam tu właśnie jakiś sugestii i pomocy jak to zrobić. Może to bardzo późno zrozumiałem, ale mam nadzieję, że jeszcze się to da uratować. Tak jak napisałem nie nawidzi we mnie krzyku i robienia awantur o byle co. Od jakiegoś czasu staram się ogromnie panować nad sobą. No niestety nie wyszło mi to do końca. Zdaje sobie sprawę ztego, że ostatnia awantura zepsuła wszystko, ale ogarnęła mnie czwrna rozpacz na samą myśl o zdradzie żony. Jednak postanowiłem, że teraz wszystko się zmieni. Moja żona znów będzie kobietą zdobywaną przeze mnie, adorowaną i pieszczoną na każdym kroku. Znów chcę zasłużyć na jej miłość. Wizja utraty ukochanej osoby, pojawienie się innego potrafi dać totalnego kopa. Opinie Wasze. Wasze rady wczoraj i dziś otworzyły mi oczy na wiele spraw.
    • mezczyzna73 Re: Problemy w związku. 23.09.12, 20:34
      Na pewno teraz spróbuje porozmawiać kolejny raz szczerze z moja żoną. Znów spróbuje dowiedzieć się co i jak. Mam nadzieję, że szczerze powie mi czy jeszcze mnie kocha, czy już nic się nie da zrobić. Oczywiście liczę na zrozumienie i wyrozumiałość. Mam nadzieję, ze jeszcze jej nie zobojętniałem.
      • nowy99 Re: Problemy w związku. 24.09.12, 08:10
        Zastanow sie tez, czy nie jestes takim powaznym, smutnym na co dzien, nerwowym czlowiekiem. Z twoich postow przebija wrecz brak humoru, brak usmiechu, jakiegos luzu, szczypty cynizmu, dystansu.
        Kobiety uwielbiaja mezczyzn lagodnych, zartobliwych, USMIEChNIETYCH, z dyplomatycznym dystansem do wylanego przez dziecko mleka, do problemow finansowych. A do tego kobiety NIE LUBIA gdy maz jest agresywny, niemily do ich dzieci.
        Przyklad: moj maz wstaje rano do pracy zawsze w zlym humorze, brzydkim tonem, nietypowym dla jego lagodnego usposobienia, budzi naszego nastolatka, chodzi z rana po mieszkaniu nie odzywajac sie do nas. Rozumiem, ze nasz nastolatek to ciezki kaliber, ale przynajmniej z rana trzeba byc milym, usmiechnietym, pobudka, zwlaszcza dziecka, powinna byc lagodna, bez zlosliwych uwag, no, nie mozna od poczatku dnia wszystkim psuc atmosfery, bo to baaardzo odbija sie na nastawieniu i humorze innych danego dnia. I tak, syn idzie do szkoly zly, smutny, ja jestem w glebi duszy zla i nie lubie meza za te wstretne poranki.
        Tzw. Dopieprzanie sie, pretensje powoduja u kobiety spadek libido do poziomu podlogi i, aby je dźwignąć porzeba naprawde duzo pracy i czasu.
        Jesli zdarza ci sie jakis napastliwy wybuch (niech ci sie nie zdarza w ogolenajlepiej), to zadzwon z pracy i przepros ja za to, to dziala nalepiej i najskuteczniej, tylko nie zwlekaj, zrob to szybko).
        A na co dzien wrzuc na luz, optymizm, zart, usmiech. Splycaj wszystkie sytuacje stresowe, rozladowuj je zartem, usmiechem, jesli dziecko wyleje mleko , z ktorym wedrowalo po domu(czyli robilo zle), reaguj spokojnie, absolutnie nie krzycz.
        Krzyk: wypleń do zera. Nie podnos glosu na nikogo w domu, nie obrazaj sie. Bron boze nie rob cichych dni, godzin w stosunku do zony.
        To tak w detalach. Ale te detale powoduja, ze facet jest przyjemny, ma sie nań ochote do zabaw, jest przyjacielem, ktorego sie po prostu lubi. Lagodny, dowcipny, nawet, jesli zone to chwilami irytuje, wesoly i usmiechniety.
        Precz ze smutasami i krzykaczami.

        Skadinad twoje poklady agresji moga miec, stawiam nawet, ze jest to pewnik, swoje zrodlo z nierozladowanego meskiego popędu, z braku zblizen. Zaryzykuj i kup ten podwojny wibrator, wlasciciel sekshopu doradzi ci cos subtelnego, w dobrym guscie, to nie kosztuje tysiac zl, a jedyne 2 gora 3 stówy. Zapewniam cie, ze po latach zwiazku taki drobiazg niespodzianka zdziala wiele.

        • nowy99 Re: Problemy w związku. 24.09.12, 08:29
          Bo widzisz, obawiasz sie jakiegos misia z pracy zony, ona smieje sie, ze on jest no, jakis nieatrakcyjny i komiczny z wygladu. Ale ona moze teskni wlasnie za cieplym, lagodnym, poczciwym misiem, nawet jesli nie jest on przystojniakiem (takim jak maz). Jest natomiast wpatrzonym w nia, potulnym, smiesznym misiem. I ją to bawi, nawet kręci.
          Slowo "sciskam" moze tu mowic zarazem malo jak i wiele o ich stosunkach.
          I moze sa to ostatnie chwile, w ktorych masz szanse naprawic wasza przyjazn.

          To dobrze, ze zwrociles zonie uwage na styl, w jaki sie do kolegi zwraca, i ze zazyczyles sobie, by tak sie wiecej nie zwracala, bo jest to nie fair. Pytanie tylko, jak to zrobiles: spokojnym, przemyslanym tonem, czy krzykiem, awantura.
          Niech to bedzie ostatnia awantura w twoim wykonaniu.
          • nowy99 Re: Problemy w związku. 24.09.12, 09:18
            A, teraz doczytalam o tym koledze. Rozumiem, ze to jakis mlody mily facet, mlodszy od was, od zony. Nie sądzę, zeby zaraz sie spotykali i baraszkowali. Jesli juz, to on po prostu moze byc na swoj sposob ujmujacy (bo, jesli wierzyc zonie, nie jest piekny), mlody, niesmialy moze, jak to w nowej robocie, moze kulturalny (i tu zapala sie lampka: pomysl i swojej kulturze na co dzien, wwlasnie o tej lagodnosci, powsciagliwosci, lagodnym , cieplym reagowaniu do dzieci, do zony, no taki dyplomatyczna wygladzona pogadna postawa). A jej sie to podoba.
            Mysle tez, ze jesli w smsach, poza tym nieszczesnym "sciskam" wiecej zdrożnosci nie bylo, a wlasnie tu moglyby byc rozne rzeczy, miedzy nimi nic nie ma. On, jako mlodszy, nie sadze, zeby zainteresowalsie twoja zona.

            Jesli zas nie bedziesz mogl pokonac swej depresji i podejrzliwosci, to popros zone, ale na spokojnie na boga(!), zeby zarzucila te wekendowa prace, tlumaczac, ze po prostu nie chcesz, by wyjezdzala tam, do tej poprzedniej roboty. I taka prosba na spokojnie, by zrobila to dla ciebie, moze byc skuteczna i bezproblemowa.
            • mezczyzna73 Re: Problemy w związku. 24.09.12, 10:54
              Zgadzam się w zupełności. Ile ma lat ten facet nie wiem. Znam tylko tyle co opisała mi żona.
          • mezczyzna73 Re: Problemy w związku. 24.09.12, 10:47
            No niestety zrobiłem awanturę. Teraz to rozumiem czytając Wasze wpisy, że to tylko odpycha. "Niech to będzie ostatnia awantura w twoim wykonaniu". Myślę, że może tak, być. Na pewno będę się ogromnie starał. Właśnie chyba tak jest, to ostatni dzwonek na ratowanie tego co jeszcze da się uratować. Czasem niestety facet musi poczuć się zagrożony, żeby zrozumieć pewne sprawy. Żona przysięgała mi na wszystkie świętości, że jest mi wierna. Przysięgła nawet na życie naszych dzieci, tak więc to szczególnie mnie przekonuje, bo znam jej przywiązanie i ogromną miłość do nich.
        • mezczyzna73 Re: Problemy w związku. 24.09.12, 10:40
          Wielkie dzięki. Właśnie takiej pomocy oczekiwałem. Wykazanie co robię źle, bo to co opisane jest w Twoim poście idealnie pasuje do mnie, oraz wskazanie co zrobić, żeby naprawić relację w związku. Cieszę się i dziękuję.
      • default Re: Problemy w związku. 24.09.12, 08:32
        >>Na pewno teraz spróbuje porozmawiać kolejny raz szczerze z moja żoną. Znów spróbuje >>dowiedzieć się co i jak.

        Czyli dalej będziesz się czepiał i męczył kobietę - podejrzewam że ona ma już serdecznie dość takiego męczybuły jak Ty. Sorry, ale taki obraz Ciebie wyłania z treści tonu Twoich postów - że jesteś nudny, męczący i upierdliwy. Ktoś kiedyś powiedział, że miłość należy ofiarowywać jak kwiat, a nie wieszać jak kamień u szyi - Ty właśnie jesteś takim kamieniem, takim garbem na jej plecach. Człowieku, zajmij się trochę sobą jako sobą, a nie dodatkiem do żony - nie masz jakichś pasji, zainteresowań, swoich zajęć ??? Wiesz, jakie to męczące, taka świadomość, że ktoś jest od nas tak dalece uzależniony, że widzi w nas jedyny sens swojego życia ??? Człowiek zaczyna się wtedy dusić po prostu.
        Zrób coś zupełnie osobnego, niezależnego - nie wiem, zapisz się na kurs szybowcowy albo zacznij uprawiać wspinaczkę, albo buduj modele statków - słowem znajdź coś, co Cię oderwie od ciągłego rozkminiania co żona myśli i czemu Ci nie daje. Założę się, że samo to uczyni Cie bardziej interesującym w jej oczach.
        Bo teraz jesteś nudny do mdłości.
        • nowy99 Re: Problemy w związku. 24.09.12, 09:01
          Pomimo, ze mowisz ostro, cos jakby w tym jest. Tez obawiam sie, ze facet jest jakis upierdliwie sfiksowany. Miejmy nadzieje, ze to takie wrazenie na forum tylko.
          Tez radze mu odpuscic, wrzucic na luz, postawic na usmiech, prawdziwa autentyczna radosc na co dzien, fajne rozmowy o otaczajacym swiecie, niekoniecznie, a najlepiej wcale nie o nich samych.
          Niech wezmie dzieciaki i zone na wycieczke, na rowery, do znajomych, do cyrku, moze niekoniecznie uwiesilabym sie na samej zonie, bo wiedze, ze zona lubi tez swoje dzieciaki. Jakos tak na wesolo. Moze niech zrobia malowanie, np. Sypialni, albo pokoi dzieciecych no cos, co ich zjedna i zlączy w dzialaniu, zbliży. Jakies wspolne przezywanie, percypowanie jakichs chwil. Bo moze zyja obok siebie i tylko tematy dyzurne typu: zakupy, sprzatanie, pranie, dzieci do przedszkola, oplaty, sprzatanie samochodow itp. Ich łączą.
          Moze trzeba wyjąć Scrable lub Chinczyka, warcaby, karty i pograc wieczorkiem i posmiac sie do bólu. Bo, moze zona woli zamiast flakona wina i swiec, by maz zdjal i poskladal pranie ze sznurkow? Moze kolacja, ale zrobiona przez tate wspolnie z dziecmi, zeby bylo wesolo, smiechowo. No i dalej mozna mrugnac do zony okiem, bez slowa zmierzyc ja wzrokiem, usmiechnac sie, by poczula zalążek i zajawkę intymnego wieczoru.
          • edw-ina Re: Problemy w związku. 24.09.12, 09:16
            Ogólnie wygląda to tak, że seks zaczyna się na długo przed sypialnią. Bliskość, radość, porozumienie, umiejętność spędzania czasu razem i oddzielnie, drobne przyjemności, dbanie o siebie - to wszystko wpływa pozytywnie lub negatywnie, ale wpływa. Widok zaniedbanego faceta, z tłustymi włosami i w poplamionej koszulce działa stymulująco raczej na małą grupę kobiet. Jeśli jeszcze do tego chodzi wiecznie niezadowolony, jest upierdliwy, to trudno znaleźć chęć na wskoczenie z nim do łóżka.
            Dalszą sprawą jest znajomość potrzeb seksualnych danej kobiety. Może być tak, że dany, wypracowany przez parę sposób po prostu przestał jej odpowiadać. Poza tym jest kwestia pory. Są ludzie, których libido jest najsilniejsze rano, tacy, którzy wolą wieczorem i tacy, dla których idealne byłoby południe. Trzeba to wiedzieć i spróbować znaleźć najwłaściwszą porę dla obojga.
            I ostatnie, choć nie mniej ważne - fizyczne samopoczucie kobiety. Jeśli np. czuje, że przytyła, nie jest jej dobrze z jej ciałem lub ma jakieś problemy choćby z trawieniem, to trudniej jest jej otworzyć się na seks, nawet widząc akceptację partnera. Wiem po sobie, że kiedy czuję się gorzej to jestem mniej podatna zabawy. Kilka wizyt na pływalni i różnica jest drastyczna.
            Także tych warunków udanego współżycia jest naprawdę dużo.
            • nowy99 Re: Problemy w związku. 24.09.12, 09:21
              BRAWOOOOO.

              Amen.
        • mezczyzna73 Re: Problemy w związku. 24.09.12, 10:49
          :)
    • woda_woda Straszne. 24.09.12, 09:36
      Straszne jest mieć męża, który oczekuje od żony codziennego seksu, zaborczego psa ogrodnika, egoistę, który myśli tylko o tym, co zrobić aby żona dostosowała się do jego potrzeb i oczekiwań.

      Cały twój wywód sprowadza się do jednego: co zrobić, aby żona była taka, żeby tobie było miło i przyjemnie.
      • mezczyzna73 Re: Straszne. 24.09.12, 10:58
        Kolejna osoba, która wybiórczo traktuje to co czyta. Ale skoro tak uważasz, trudno, nie będę prostował rzeczy oczywistych. Przeanalizuj jeszcze dokładnie to co napisałem i co piszą inni i ja w komentarzach do wpisów innych osób, a mam nadzieję, że mój obraz trochę poprawi się w Twoich oczach. Pozdrawiam:)
        • woda_woda Re: Straszne. 24.09.12, 11:18
          mezczyzna73 napisał(a):

          > Kolejna osoba, która wybiórczo traktuje to co czyta.

          To raczej ty nie przyjmujesz do wiadomości, że możesz być widziany tak, jak napisałam.

          Dla mnie jest dość oczywiste, że twój cel jest jeden: aby żona była taka, jak ty chcesz, aby była po to, aby tobie było lepiej w życiu. Reszta to środki prowadzące do tego celu.
          • mezczyzna73 Re: Straszne. 24.09.12, 11:30
            :)
            • woda_woda Re: Straszne. 24.09.12, 11:40
              :)

              Mogę dać ci tylko jedną radę: dla kobiety seks zaczyna się w głowie, nie w seksszopie.

              Tyle lat jesteście razem, więc chyba powinieneś wiedzieć, jacy mężczyźni ją kręcą. Czy mili, fajni i nteresujący - czy też zaborczy, zazdrośni i upierdliwi roszczeniowcy.

              Jaki będziesz - wybór nalezy do ciebie :)
      • sebalda Re: Nie jest tak źle 24.09.12, 11:55
        Bez przesady, nie jest tak źle. Autor chce dobrze i się stara. Na jego korzyść przemawia to, że pomaga w domu, że żona po położeniu dzieciaków spać nie musi już się martwić o porządek w domu, a często jest tak, że facet leży przed telewizorem, babka zasuwa na drugi etat w domu, a jak wieczorem zamiast się z nim ochoczo kochać, chce jeszcze ogarnąć kuchnię, coby nie jeść rano śniadania w syfie, to mąż krzyczy z kanapy, co ona tam jeszcze robi w tej kuchni, zamiast natychmiast do niego przybiec! Jakby z nią razem w tej kuchni zrobił niezbędne rzeczy, wykazał, że mu zależy też na jej dobrym samopoczuciu, to ona może nie byłaby ani taka zmęczona, ani taka niechętna. Wiem to po sobie, wiele razy mąż się na mnie obrażał, że w nocy jeszcze hałasuję w kuchni, zamiast gnać do niego. A nie jestem pedantką, chodziło tylko o ogarnięcie tej kuchni, bo nie ma nic gorszego niż poranne sprzątanie w kuchni, gdy się śpieszę, a nie chcę jeść w syfie, na klejącym się blacie.
        Drogi autorze, daj sobie spokój z emablowaniem żony. Sam widzisz, że to nie odnosi skutku. Mnie to wręcz drażni, bo nie znajduje pokrycia w codziennym życiu. Takie nadskakiwanie wydaje się wtedy nienaturalne. Skoro mąż może mnie wyzwać od najgorszych, a potem w krótkim czasie się do mnie łasić, to nie jest dla mnie normalne. To są puste słowa, które nic nie kosztują. Od nich wolę gesty dobrej woli, bezinteresowną pomoc w domu, a nade wszystko dobrą, spokojną atmosferę. Gdy pojawia się stresujaca sytuacja, a mąż potrafi się wznieć ponad nią i w odpowiednim momencie wyciszyć złe emocje (a umie, jak chce), to jest dla mnie sto razy ważniejsze niż najbardziej wyrafinowany komplement. Pamiętaj: nie słowa i deklaracje, ale czyny, spokój, wyrozumiałość, ciepło, dobry stosunek do dzieci. Odrobina wysiłku w pracy nad sobą dla wspólnego dobra.
        • mezczyzna73 Re: Nie jest tak źle 24.09.12, 12:09
          Lejesz mi miód na moje serce:).
          A tak poważnie to ja naprawdę robię dużo w domu. Kilka dni jestem poza domem, ale tez sporo czasu spędzam w domu. Moja żona twierdzi, że takich obiadów jakie ja gotuję to mało kto potrafi zrobić. Siłą rzeczy jeśli jestem w domu to nie czekam właśnie na kanapie z browarem w ręku aż żona wróci i szybko mi ugotuje, bo pan i władca jest głodny. To właśnie ja kiedy żonka wraca z pracy podaję jej cieplutki obiadek. Sprzątam, gotuję, robię zakupy, załatwiam wszystkie sprawy domowe ponieważ żona pracuje codziennie a ja w wybrane dni. Dużo czasu mam wolnego. Znam facetów, którzy nie potrafią pralki włączyć. Ja jeszcze nigdy nie zabarwiłem białego prześcieradła granatowymi jeansami:)
          Powtarzam kolejny raz tym pesymistom, którzy nie dają szans na poprawę. Nie wybielam się i nie chwalę. To wszystko co opisuję robię nie od dwóch czy trzech dni, żeby przekabacić żonę. Robię to już od czterech lat. Odkąd zmieniłem pracę z codziennej na pracę w wybrane dni miesiąca. Chcę, żebyście przestali postrzegać we mnie zimnego drania, który chce na siłę zmienić żonę. To ja potrzebuję pomocy i właśnie po nią się zwracałem w tym wątku. Chciałem podpowiedzi jak zapanować nad wybuchowością i zazdrością, poza tym moja prośba co zrobić by uatrakcyjnić życie erotyczne nie miała na celu co zrobić by żonę zmienić, lecz co zrobić by przez moje zachowanie bardziej ją do siebie przekonać. Oczywiście wiele cennych rad otrzymałem, co robić by panować nad sobą, jak działać na żonę erotycznie w ciągu dnia. Spoko. Może coś zwojuję a jeśli nie to TRUDNO!!!
          • anula36 Re: Nie jest tak źle 24.09.12, 12:28
            w zasadzie wszystko tu zostalo powiedziane,nic nie dodam nowego.
            jedna rzecz ktora mnie razi - totalny brak empatii, wyobraz sobie ze to tobie by zona kazala przysiegac na zycie wspolnych dzieci ze jestes jej wierny. Ciezko mi nawet sobie wyobrazic ze mozna kogos tak upokorzyc, ty bys chcial byc tak sprowadzony do parteru?
            Po czyms tym to nawet obiadek sie moze wydac malo smaczny, a nieufarbowane pranie nie cieszy.
          • sebalda Re: Nie jest tak źle 24.09.12, 12:37
            Nie wiem, skąd jesteś, ale w większych miastach są organizacje, ktore prowadzą między innymi warsztaty radzenia sobie ze złością. Dla małżonków, dla rodziców, ktorzy nie dają sobie rady ze złością wobec dzieci, dla ludzi, ktorzy mają mordercze zamiary wobec teściowych;) Warsztaty są weekendowe, z reguły dwudniowe. Dla mniej poważnych przypadków są naprawdę bardzo pomocne (prawdziwemu przemocowcowi nie pomogą raczej). A i żona doceniłaby na pewno Twoje starania:)
            I jeszcze uwaga: nie podkreślaj ciągle, że jesteś takim wspaniałym facetem, który gotuje swojej "żonce" (brrrr, nie lubię tego zdrobnienia) pyszne obiadki. To Ci się chwali, ale nie możesz ustawiać się w związku z tym w roli herosa. Mój mąż też gotuje i to gotuje wyjątkowo smacznie, uwielbiam jego kuchnię, ale w związku z tym wymaga ode mnie i od dzieci niemal boskiego uwielbienia;) On wraca wcześniej, ma blisko z pracy, lubi gotować, gotuje też przecież dla siebie. Ja to doceniam, ale on uważa, że skoro gotuje, to ja mam być nie tylko nieskończenie wdzięczna, ale też on ma mieć specjalne przywileje. Nie wolno mi w związku z tym mieć gorszego humoru albo zwrócić mu na cokolwiek uwagi, nawet najbardziej niewinnej, on stawia się w pozycji świętej krowy, bo przecież ON GOTUJE! Gdy zachowa się niemiło przy stole i któreś z nas mu zwróci na to uwagę, jest wielki foch i krzyk: OBIAD WAM NIE SMAKOWAŁ?!?!?! A w rzeczywistości on zaczął, on był niegrzeczny albo nawet chamski. Nam nie wolno reagować, przecież ON JEST NAJLEPSZYM Z MĘŻÓW I OJCÓW, BO GOTUJE OBIADY!!!
            Rozumiesz, o co mi chodzi??? Taki obiad może stanąć w gardle czasami. A przecież gdy on gotuje, ja w tym czasie nie siedzę z gazetą, ale sprzątam, piorę, prasuję. Ale to się nie liczy.
            Powiedz szczerze, czy zdarzyło Ci się też tak reagować?
            • mezczyzna73 Re: Nie jest tak źle 24.09.12, 12:54
              Ale o gotowaniu to ja tutaj Wam piszę. od zony nie wymagam uwielbienia za obiady i pomoc. Po prostu to robię. A moje opisy są dla Was, żeby były pomocne w zrozumieniu, że nie jestem obibokiem z wybujałym ego i rozdmuchanym temperamentem.
              Jeśli chodzi o przyznanie się do do moich reakcji to szczerze tak.
              Raz w życiu tak zrobiłem, dawno temu, ale kiedy talerz z jedzeniem wylądował mi na głowie:) to już więcej tego nie zrobiłem i nie zrobię.
          • default Re: Nie jest tak źle 24.09.12, 12:38
            > Chcę, żebyście przestali postrzega
            > ć we mnie zimnego drania, który chce na siłę zmienić żonę.

            Do "zimnego drania" to Ci daleko :) . Paradoksalne, ale "zimni dranie" bywają często szalenie pociągający seksualnie dla kobiet.
            A Ty jesteś po prostu nudnym upierdliwcem...

            > żona pracuje codziennie a ja w wybrane dni. Dużo czasu mam wolnego.

            No właśnie - nie masz co robić i głupoty Ci do głowy przychodzą. Znajdź sobie jakieś ciekawe i absorbujące hobby, dobrze Ci radzę. Albo zmień robotę na bardziej czasochłonną.
            • triss_merigold6 Re: Nie jest tak źle 24.09.12, 12:41
              Eee nie chciałam być nieuprzejma, wyręczyłaś mnie. Facet, który produkuje takie elaboraty i rozkminia takie szczegóły jest upierdliwy, a nie drański.
            • mezczyzna73 Re: Nie jest tak źle 24.09.12, 12:55
              Doceniam i pozdrawiam!
          • woda_woda Re: Nie jest tak źle 24.09.12, 12:42
            mezczyzna73 napisał(a):

            > sporo czasu spędzam w domu.

            Może za dużo?
            Jakoś, kurcze, też nie kręciłby mnie facet, który gotuje "żonce obiadki", pierze, sprząta a wieczorem leży i czeka na seks. W międzyczasie mając pretensje o to, że nie jest dość atrakcyjny.
            • mezczyzna73 Re: Nie jest tak źle 24.09.12, 12:58
              Mojej żonie to odpowiada. Miała właśnie więcej pretensji w czasie, kiedy pracowałem codziennie i mniej jej pomagałem. Przynajmniej tak twierdzi.
            • mezczyzna73 Re: Nie jest tak źle 24.09.12, 13:05
              Jedni każą mi pomagać i być miłym, a z kolei drudzy mają mi to za złe i twierdzą, że nie może być pociągający facet, który gotuje żonie obiadki i sprząta. Ale ok. Co człowiek to opinia. Podobno ktoś powiedział, że gdzie dwóch Polaków tam trzy opinie. No ja zgarniam wszystko i wybieram to co moim skromnym zdaniem może być przydatne.
              • woda_woda Re: Nie jest tak źle 24.09.12, 13:09
                mezczyzna73 napisał(a):

                > Jedni każą mi pomagać i być miłym, a z kolei drudzy mają mi to za złe i twierdz
                > ą, że nie może być pociągający facet, który gotuje żonie obiadki i sprząta.

                No ale ty miły nie jesteś.
                A gotowanie obiadków nie czyni mężczyzny atrakcyjnym seksualnie. No chyba, że ów mężczyna jest kucharzem :)
                • mezczyzna73 Re: Nie jest tak źle 24.09.12, 14:01
                  Widzę tu kolejną feministkę dla której jeśli facet popełni błąd to już trzeba go zlinczować. Ciekawe fo byś powiedziała, gdyby coś takiego napisała kobieta. Już wyobrażam sobie komentarze w stylu "kochana nie przejmuj się, facet nie jest wart twojego zainteresowania i walki o niego, daj sobie spokój i odejdź jeśli gość flirtuje z koleżanką z pracy". Jesli facet ma takie dylematy to oczywiście sam jest sobie winien. Super. Typowa mentalność kobieca. No ale oczywiście masz do tego prawo. Takie samo jak ja, zeby powiedzieć, że nie podobają mi się Twoje wpisy. Pozdrawiam i wiecej wiary i życzliwości dla chłopów życzę.
                  • woda_woda Biedactwo :) 24.09.12, 14:10
                    mezczyzna73 napisał(a):

                    > Widzę tu kolejną feministkę dla której jeśli facet popełni błąd to już trzeba g
                    > o zlinczować.

                    Może pomyśl chwilę?

                    Chcesz, aby twoja żona cię pożądała, czyli musisz ją UWIEŚĆ.
                    I pytasz nas, kobiet - jak uwodzi się kobiety? - bo sam tego nie wiesz, nie umiesz.

                    Idź ty lepiej na jakieś męskie forum, tam może znajdziesz facetów, którzy wytłumaczą ci, jak uwodzi się kobiety.

                    • mezczyzna73 Re: Biedactwo :) 24.09.12, 14:47
                      :)
                • sebalda Re: Nie jest tak źle 24.09.12, 14:05
                  Nie, nie i jeszcze raz nie! Gotowanie jest seksi:))) Nie róbmy autorowi wody z mózgu. Żona powiedziała, że jej to pasuje, z doświadczenia wiem, że gotujący facet w domu to dobra rzecz.
                  Nie chodzi o to, że gotowanie umniejsza Twoją seksualną atrakcyjność. Problemem jest fundowanie żonie huśtawki emocjonalnej, już to rozkminiliśmy. Bo to właśnie jest najgorsze i z tego co piszesz, to ją najbardziej odstrasza. Mam to samo w domu i rozumiem Twoją żonę. Powiem więcej, znam wiele bardzo podobnych historii, często facet budzi się za późno, gdy żona odchodzi, nagle on zauważa, jak strasznie ja kocha i że żyć bez niej nie może. Ale wcześniej nie rozumie, gdy ona mu tłumaczy, że seks jest ostatnią rzeczą, na jaką ona ma ochotę po awanturze. I to nie tylko tej samej nocy. A między słowami przyznałeś się też do fochów, nieodzywania się do żony całymi dniami. Z kimś takim strasznie się żyje. Wracasz z pracy i nie wiesz, w jakim będzie humorze, co go akurat zdenerwuje, chodzisz na palcach, ale i tak coś może się nie spodobać. Koszmar.
                  Z jednym dziewczyny mają rację. Jesteś za bardzo skupiony na żonie. Mój mąż nie ma hobby, nie ma znajomych, z którymi by czasem wyszedł, jest zawsze w domu, często naburmuszony, obrażony na świat, na żonę, na dzieci. Może gdyby miał kawałek swojego życia poza domem, nie miałby tyle czasu i energii, żeby się wyżywać na rodzinie?
                  Jak byś wychodził, to żona by odsapnęła, odstresowała się, z czasem może by zatęskniła? Radzę z dobrego serca. Sama uwielbiam, jak mąż czasami jedzie na pół dna do ojca. Jaki spokój i cisza w domu:)))) Nikt nic nie chce, nie ma o nic pretensji, nie sarka, nie obraża się. Idylla normalnie:)
                  • mezczyzna73 Re: Nie jest tak źle 24.09.12, 14:51
                    OGROMNE BRAWA DLA KOBIETY (sebalda), KTÓRA DORADZA!!!!!!
                    I ŻYCZENIA POPRAWY NASTROJU DLA SFRUSTROWANEJ BABKI (woda_woda) NIENAWIDZĄCEJ FACETÓW. BLLLLLLEEEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!!!
                    • woda_woda No i wyszło szydło z worka :) 24.09.12, 14:55
                      mezczyzna73 napisał(a):

                      > OSFRUSTROWANEJ BABKI (woda_woda) NIENAWIDZĄCEJ F
                      > ACETÓW. BLLLLLLEEEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!!!

                      Spodziewałam się, że odsłoni się prawdziwe oblicze naszego "mężczyzny", ale nie spodziewałam się, że tak szybko :)

                      Wyrazy wspłczucia dla żony.
                      • mezczyzna73 Re: No i wyszło szydło z worka :) 24.09.12, 15:19
                        Jakie podejście do problemu takie odpowiedzi. Tak szybko? Kobieto ja i tak dlugo wytrzymywałem te kubły pomyj jakie na mnie wylałaś. Wyrazy współczucia należą się raczej nie mojej żonie (bo ona przynajmniej mi mówi, że mnie kocha) tylko Twojemu mężowi lub partnerowi. O ile go masz, bo z tak podłą babą to nie wiem czy długo ktoś wytrzyma.
                        • sebalda Re: No i wyszło szydło z worka :) 24.09.12, 15:48
                          Wybacz, Mężczyzno, ale w tej sytuacji za brawa dziękuję:P
                          To się nazywa: wyszło szydło w worka. Kreowałeś się na miłego, cierpliwego, ciepłego domatora, który kocha i chce być kochany, ale gdy tylko coś poszło nie po Twojej myśli - od razu krzyk (wielkie litery, to podnoszenie głosu) i grube sformułowania. (no może nie odrazu, ale nie chciałeś za szybko zburzyć kreowanej postawy). Jak napisałeś pogardliwe o feministce, to już mi się zapaliła czerwona lampka, ale nazywanie kobiety, ktora Cię krytykuje (a ma prawo), sfrustrowaną, nienawidzącą mężczyzn, a w końcu "podłą babą" obnażyło całą Twoją hipokryzję.
                          Jestem głęboko przekonana, że tak samo traktujesz żonę. Jak jest grzeczna, "nie podskakuje", to prawisz komplementy, pomagasz, ale niech no spróbuje mieć gorszy dzień, niech spojrzy nie tak albo, nie daj Bóg, zwróci Ci na coś uwagę, ośmieli się mieć inne zdanie, stanie w obronie dziecka - już najgorsza, podła, pewnie i sukami zdarzy się rzucić, a może jeszcze gorzej! Ty taki wspaniały, a ona niewdzięczna! No fakt, jesteś wybuchowy, ale ona Cię sprowokowała! Bardzo się mylę?
                          Szkoda, miałam Cię za niegroźnego nerwusa, teraz widzę, że jesteś typowym przemocowcem, tyle że się tym nie chwaliłeś. Awantury przeplatane miesiącami miodowymi, ciche dni, ataki zazdrości, zmuszanie żony do przysiąg (na głowy dzieci czy jakoś tak, co to za makabra???). To typowy arsenał przemocowca, faceta, ktory musi górować, odreagowywać na najbliższych, wiecznie czyhającego na coś, o co można zrobić awanturę, żeby sobie ulżyć, spuścić parę. Na szefa albo ojca też umiesz się wydrzeć albo nazwać go podłym, jak ma inne zdanie?
                          Jeśli jest choć cień prawdy w Twoich dobrych intencjach, jedynym rozwiązaniem jest natychmiastowe udanie się na terapię dla przemocowców. Mówię serio, bardzo nawet.
                          • woda_woda Re: No i wyszło szydło z worka :) 24.09.12, 15:56
                            sebalda napisała:

                            To, że "mężczyzna" jest typowym przemocowcem widac było od pierwszego postu.
                            Wystarczyło lekko poskrobać, zeby jego agresja ujawniła sie tu, na forum. Nie ukrywam, że skrobałam świadomie :)
                            • mezczyzna73 Re: No i wyszło szydło z worka :) 24.09.12, 17:31
                              No to prawdę powiedziawszy masz bardzo dziwne hobby. Wkurzanie facetów na forach w necie. Może razem wybierzemy się do tego psychologa, bo na pewno Tobie też jest potrzebna pomoc specjalisty.
                              • woda_woda Re: No i wyszło szydło z worka :) 24.09.12, 17:54
                                mezczyzna73 napisał(a):

                                > No to prawdę powiedziawszy masz bardzo dziwne hobby. Wkurzanie facetów na forac
                                > h w necie.

                                To, czy ty na forum się wkurzasz czy nie mam kompletnie w nosie.

                                Szło mi tylko o to, abyś pokazał publicznie kim naprawdeęjesteś - co się dość łatwo i szybko udało.
                                • mezczyzna73 Re: No i wyszło szydło z worka :) 24.09.12, 18:54
                                  No najlepszym wyjściem jest zignorować twoje dziwne zabiegi. Zawsze w takich sytuacjach psychiatra kazał przytakiwać, więc to robię. Masz całkowitą rację i od tej pory nie mam najmniejszego zamiaru komentować twoich wpisów. to nie ma najmniejszego sensu.
                            • sebalda Re: Przemoc psychiczna 25.09.12, 11:01
                              Strasznie jesteś egzaltowany, skoro uznajesz moje wypowiedzi jako lincz:P Znam ten typ aż za dobrze, każda uwaga, każde odmienne zdanie - to frontalny atak. Zmieniłam zdanie o Tobie, bo w złości pokazałeś swoje prawdziwe oblicze i tyle.
                              Choć wiem, że nie wyciągniesz odpowiednich wniosków, bo wszystko i tak lepiej wiesz, a dookoła prawie same "podłe baby", to wkleję obiecane wypowiedzi forumowe dotyczące przemocy psychicznej. Dla mnie bardzo reprezentatywne i prawdziwe:

                              „Kobieta, która wyszła za mąż za takiego faceta, na ogół przez wiele lat jest przekonana, że ma w domu troskliwego, sympatycznego, zaradnego faceta, który troszczy się o nią i dzieci, jest uroczy i sympatyczny - a co pewien czas wybucha - bo musi. Bo ona zrobiła coś naprawdę głupiego, bo on się stara, a ona znowu wszystko popsuła, bo on jest inteligentny i tylko dzięki niemu wszyscy mają dom, a ona może najwyżej coś zepsuć i gdyby jego nie było, to świat by się zawalił.
                              To nie jest przypadek pijanego faceta, lejącego żonę, bo zupa była za słona. To przypadek uroczego zazwyczaj faceta, któremu udało się wmówić żonie, że bez niego nie jest nic warta i że przesolenie zupy to nie przypadek, a bezmyślne marnowanie ciężko zarobionych pieniędzy. Po awanturze (bez przemocy fizycznej) o za słoną zupę taka kobieta jest przekonana, ze maż naprawdę ma rację, a piekło robi z troski o rodzinę - a ona, jak zwykle, nawaliła, głupia taka.
                              Często trzeba lat albo czegoś przełomowego, aby kobieta w ogóle mogła zorientować się, że jest ofiarą przemocy, a nie troskliwości.
                              Obwinianie jej o to, że żyje wiele lat z takim facetem, to kompletne niezrozumienie mechanizmu tego typu przemocy, która zostawia w całości ciało, a robi wodę z mózgu.
                              Problem w tym, że gdy kobieta się ocknie, ma do wyboru - zostać z facetem, do którego właśnie straciła zaufanie, uczucie i szacunek, albo całkowicie zmienić swoje życie, licząc się z tym, ze resztę życia spędzi samotnie".

                              „Też żyję w takim związku. Niby faceta na rękach nosić - zarabia dobrze, gotuje, zajmuje się dziećmi, tylko dlaczego w tym związku czuje się jak g..wo i bardziej jak jego córka niż żona? Wiecznie poirytowany, moje zdanie ma za nic, bo on wie lepiej, szczytem było jak stwierdził w szkole przy jakiejś matce, że gdyby nie on i jego obiady, to bym z głodu umarła!!!
                              I jestem zła na siebie, bo nie potrafię powiedzieć NIE, boje się jego gwałtownych reakcji i nie potrafię z nim dyskutować, bo zaraz stwierdza, że: mi się wydaje, że przesadzam, że jestem wariatką (byłam na terapii), źle wychowuje dzieci, bo im na wszystko pozwalałam itp. Boje się odezwać. Kropla goryczy się przelała, jak tydzień temu dostałam opierd. za źle odrobioną z dzieckiem pracę domową.
                              Zastanawiam się nad separacją, ale boję się podjąć tego kroku, szalenie szkoda mi dzieci, boję się zmian, ale nie jestem już w stanie w tym wytrwać. Gdy wracam do domu, łzy same mi lecą. Trzy lata temu byłam w takim stanie i pomogła mi terapia - zaczęłam więcej wymagać dla siebie i była poprawa. Ale mam coraz mniej szacunku dla niego jako dla człowieka - cholerny manipulant z niskim poczuciem wartości własnej, który w każdej sytuacji musi być górą. Nawet w tej najbardziej banalnej".
                              • abssinthe Re: Przemoc psychiczna 27.09.12, 14:17
                                > Zastanawiam się nad separacją, ale boję się podjąć tego kroku, szalenie szkoda
                                > mi dzieci, boję się zmian, ale nie jestem już w stanie w tym wytrwać.

                                Sebalda, przepraszam za prywate w tym watku, ale nie moge sie powstrzymac... czy nie szkoda Ci tego, ze Twoje dzieci sie musza wychowywac z Twoim mezem w domu, i codziennie patrzec na chory uklad? Wiesz przeciez sama, ze dzieci powielaja nie to, co im rodzice mowia, tylko to, co im czynami pokazuja...

                                strasznie Ci kibicuje, bo widze Twoje madre wpisy w roznych watkach... i naprawde chcialabym, zeby Ci sie udalo z tego bagienka wyrwac.

                                sciskam mocno,
                                A.
                                • abssinthe Re: Przemoc psychiczna 27.09.12, 14:20
                                  tak to jest jak sie czyta po lebkach :)

                                  sorry, jakos do mnie dopiero po wyslaniu dotarlo, ze to cytaty byly :)
                                  xxx
                                  • sebalda Re: Przemoc psychiczna 27.09.12, 14:35
                                    abssinthe napisała:

                                    > tak to jest jak sie czyta po lebkach :)
                                    >
                                    > sorry, jakos do mnie dopiero po wyslaniu dotarlo, ze to cytaty byly :)

                                    :)))))
                                    Dzięki za kibicowanie i dobre słowa:) Cytat cytatem, ale mogłabym się prawie pod nim podpisać. Szczególnie to gotowanie, za które winna jestem dozgonną, bałwochwalczą wdzięczność i nie wolno mi wyrazić najmniejszej choćby uwagi, bo: A CO, OBIAD CI NIE SMAKOWAŁ?!?!?!?!?
                                    Dzieci już na wylocie, mleko się wylało, ale mocno je chroniłam, trochę zminimalizowałam szkody, jak mniemam. Choć na pewno nie całkiem, muszę żyć z tą świadomością.
                              • mezczyzna73 To sebalda jest manipulantką- przeczytajcie to! 27.09.12, 14:47
                                Jak można wierzyć osobie, która pisuje pod wieloma nickami? Manipulowanie innymi forumowiczami opanowala do perfekcji. Przeczytajcie sobie wpis (kobiety podkreślam) wpisany w innym moim poście pot tym linkiem: forum.gazeta.pl/forum/w,15128,139178035,139207334,Re_nie_okazujcie_litosci_kolejny_przemocowiec_.html a przekonacie się kim ona jest. I ta pani śmie mnie oceniać?
                                • sebalda Re: Ten mężczyzna jest śmieszny:)))) 27.09.12, 15:07
                                  Ooooo, ale mnie zdemaskowałeś, oooo, cała się trzęsę. Nawet gdybym pisała pod dwoma nickami, to zbrodnia???
                                  Śmieszny jesteś i tyle, nie widzisz tego? Jak dawałam się nabrać na Twoje teksty i Ci dopingowałam, bylam cacy, jak ktoś (nie ja, jakby to Ci umknęło i tej śmiesznej pani, którą cytujesz) Cię zdemaskował i wyszedł jak na dłoni Twój "charakter", to mimo że starałam się nie pisać dosadnie, uznałeś to za chęć linczu, a teraz rzucasz na mnie śmieszne i żałosne oskarżenia. Jeszcze bardziej się obnażasz. Ja chciałam Ci pomóc, dac Ci do myślenia, skłonić do autorefleksji, ale w przypadku takich ludzi jak Ty, to rzucanie pereł przed wieprze. Klasyka gatunku.
                                  • mezczyzna73 Re:Ten mężczyzna jest śmieszny?Czy aby na pewno on 28.09.12, 12:01
                                    sebalda napisała:

                                    > Ooooo, ale mnie zdemaskowałeś, oooo, cała się trzęsę. Nawet gdybym pisała pod d
                                    > woma nickami, to zbrodnia???
                                    > Śmieszny jesteś i tyle, nie widzisz tego? Jak dawałam się nabrać na Twoje tekst
                                    > y i Ci dopingowałam, bylam cacy, jak ktoś (nie ja, jakby to Ci umknęło i tej śm
                                    > iesznej pani, którą cytujesz) Cię zdemaskował i wyszedł jak na dłoni Twój "char
                                    > akter", to mimo że starałam się nie pisać dosadnie, uznałeś to za chęć linczu,
                                    > a teraz rzucasz na mnie śmieszne i żałosne oskarżenia. Jeszcze bardziej się obn
                                    > ażasz. Ja chciałam Ci pomóc, dac Ci do myślenia, skłonić do autorefleksji, ale
                                    > w przypadku takich ludzi jak Ty, to rzucanie pereł przed wieprze. Klasyka gatun
                                    > ku.

                                    Nie chodzi kobieto o nicki, czy piszesz pod jednym czy pod dziesięcioma. Chodzi przede wszystkim o opinię tej pani, która uważa właśnie ciebie za manipulantkę. A czemu ta kobieta jest śmieszna? Bo odkryła twoje prawdziwe oblicze i napisała, że to właśnie twój facet ma cię dość? Tak samo obrażasz alinawk, jak twierdzisz, że ja ciebie obraziłem.
                                    Tak samo przy słowach krytyki w stosunku do ciebie nazywasz kogoś śmiesznym, bo nie potrafisz znieść, że ktoś napisał o tobie niepochlebnie.:)))
                                    • woda_woda :))) 28.09.12, 12:04
                                      mezczyzna73 napisał(a):

                                      Ty nie jesteś śmieszny, tylko mocno stuknięty :)
                                      • mezczyzna73 Re: :))) 28.09.12, 12:08
                                        Oczywiście masz rację.
                                        Kończę ten temat, bo robi się już nudno z tymi teoriami w stylu Kaczyńskiego. On też uważa, że cokolwiek by nie było złe w kraju to wina PO.
                                        Ale oczywiście macie rację. Ja jestem zdrowo rąbnięty i to wszystko też moja wina. Mimo wszystko pozdrawiam:)
                                    • sebalda Re:Ten mężczyzna jest śmieszny?Czy aby na pewno o 28.09.12, 12:32
                                      Szkoda mi czasu na dyskusje z Tobą, ale co tam.
                                      Napisałeś: i ta pani śmie mnie oceniać? I to nie jest dla mnie obraźliwe? Ty obrażasz się za znacznie oględniej pisane komentarze.
                                      A droga alinawk napisała o mnie: "Z takimi zdolnościami do manipulacji, odwracania kota ogonem, podjudzania, dokopywania, dogryzania jakie ona prezentuje to niemozliwe jest po prostu bycie ofiarą". Ani jedno z tych określeń nie jest prawdziwe. Nie mam pojęcia, co ma w głowie alinawk, ale na pewno nie jest z nią wszystko w porządku, bo albo mnie z kimś pomyliła, albo nie umie czytać obiektywnie. Nie dokopuję, nie dogryzam, nie podjudzam, staram się pisać wyważone maile, co najwyżej bronię się przed atakami, ale to chyba nie zbrodnia. Potrafię być złośliwa, ale tylko wtedy, gdy ktoś naprawdę, ale to naprawdę mnie bezpardonowo zaatakuje. Mimo pozostawania w związku przemocowym nie jestem typem ofiary, umiem się bronić.
                                      Jeśli wytrzymasz bez atakowania, awanturowania się, podejrzewania i osaczania swojej żony, to może macie jeszcze szanse, ale z doświadczenia swojego i wiele, wielu osób śmiem wątpić, czy będziesz się mógł bez tego obyć w dłuższej perspektywie. Niemniej mimo wszystko winszuję wszystkiego dobrego:)
                          • mezczyzna73 Re: No i wyszło szydło z worka :) 24.09.12, 16:34
                            Z całą świadomością stwierdzam, że nie masz racji określając mnie jako przemocowca. Nerwowy? Owszem jak najbardziej. A szydło z worka? Kto dał prawo wodzie stawiać mnie w takim świetle skoro nawet mnie nie zna. Nie mając pojęcia kin i jaki jestem kreuje mnie na jakiegoś potwora. Nigdy nie używałem przemocy wobec żony czy dzieci. Brzydzę się tym. Damskim bokserem na pewno nie jestem.
                            • woda_woda Re: No i wyszło szydło z worka :) 24.09.12, 16:43
                              mezczyzna73 napisał(a):

                              > Nigdy nie używałem przemocy wobec żony

                              Bezpodstawne awantury, bezpodstawna zazdrość, przymuszanie do pokazania sms-ów, przymuszanie do przysięgania o wierności to przemoc.
                            • sebalda Re: No i wyszło szydło z worka :) 24.09.12, 16:44
                              Przemoc ma różne oblicza. Przemoc fizyczna jest tylko jednym z wielu. Oprócz przemocy fizycznej jest jeszcze coś takiego jak przemoc psychiczna (agresja słowna), ekonomiczna i seksualna. Na temat tej pierwszej wiem wszystko, mam się za ekspertkę w tej dziedzinie. Jutro wkleję Ci najbardziej charakterystyczne wypowiedzi na ten temat. Z drugiej strony, ze strony poszkodowanych kobiet. Może to Ci nieco otworzy oczy, bo najwyraźniej nie wiesz, kim sam jesteś. Dziwne, że Twoja żona nie użyła jeszcze tego określenia, może sama nie wie.
                              Uważam, że bez terapii nie naprawisz swojego związku. Tak jak mój mąż, choć ma okresy, że się stara, nie umie wyrzec się przemocy psychicznej, jest od niej uzależniony. A ja jestem współuzależniona:(
                      • bye.bye.kitty a czego się spodziewać po rozmówcy 26.09.12, 17:36
                        który strzela samymi emotami w niewygodnych dla niego momentach dyskusji?

                        on sądzi, że tu jest jak u niego w domu - kobiety czekają na jego "wyroki", on występuje jako "jury"

                        przyjmować rady, krytykę, komunikować się da się nauczyć. O ile komuś zależy na komunikacji i relacjach z ludźmi, a nie na tym by było tak jak chce.
                        niektórzy zostają mentalnymi 3latkami na zawsze, ich problem.
          • bez_przekazu Re: Nie jest tak źle 25.09.12, 09:55
            a ja zazdroszcze Twojej zonie. i wspolczuje jej,ze nie potrafi docenic tego, co ma.
            z tego, co napisales o sobie (o ile to cala prawda:) i twoim zaangazowaniu w dom wynika,ze robisz za duzo, jak na standardowego polskiego meza. sprobuj moze nic nie robic domu przez miesiac, zobaczymuy, jak ona wtedy zareaguje.
            serdecznie pozdrawiam:)
            • sebalda Re: Nie jest tak źle 25.09.12, 10:23
              > z tego, co napisales o sobie (o ile to cala prawda:) i twoim zaangazowaniu w do
              > m wynika,ze robisz za duzo, jak na standardowego polskiego meza
              Tak, jasne, za dużo robi (???) i w związku z tym należy mu się wdzięczność, a to, że czasami wybuchnie, wyzwie, sfochuje się bez powodu (nawet sam się do tego przyznał), kontroluje i wymaga, to już są drobiazgi. Skoro pomaga, to już mu wolno wszystko! Klękajcie narody.
              Co to znaczy: robi za dużo? Jak ma wolne dni, to ma czekać aż żona wróci z pracy, zrobi obiad, posprząta, zajmie się dziećmi? Łaskę robi, że współuczestniczy w prowadzeniu WSPÓLNEGO domu???
    • nowy99 Re: Problemy w związku. 24.09.12, 15:34
      Kurcze, jakos nie pasuje mi ten mezczyzna73... Jakby nie mezczyzna... Pisanie pasuje do kobity...
      Woda woda zwraca w jednym swym poscie trafnie na to, ze nie jest fajny facet, ktory gotuje, ale nie jest mily. Lepiej jest na odwrot: mily, ale nie umie gotowac. A najlepiej: mily, gotujacy i wciaz jeszcze męski.
      • sebalda Re: Problemy w związku. 24.09.12, 15:59
        Znam co najmniej kilka przypadków facetów, którzy otwierają z niedowierzaniem oczy, gdy żona umęczona latami awantur o nic, kontroli, manipulacji w końcu mówi dość i odchodzi. A przecież on tak kocha, tak o nią dba, nie chodzi z kolegami na piwo, nie zdradza, nie ma hobby ani przyjaciół, wszystko dla domu! I potem płacz: co robić, żeby wróciła??? A jak ona latami tłumaczyła, że źle się czuje w domu, gdzie jest na każdym kroku kontrolowana, wyzywana, poniewierana, to się nie słuchało.
        Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka.
        Mój mąż wspaniale gotuje, uwielbiam jego kuchnię, jestem mu za to wdzięczna i byłoby mi bardzo ciężko bez jego obiadów, ciepłych kolacji, uroczystych dań, świetnego smaku, jeśli chodzi o wina, ale bez wahania oddałabym to wszystko za spokój, normalność, prawdziwe partnerstwo. Za to, bym nie musiała drżeć, kiedy jego humor nagle się zmieni i z niewinnego zdania rozpęta karczemną awanturę.
        • mezczyzna73 Re: Problemy w związku. 24.09.12, 16:38
          Więc jak sama stwierdzasz znasz facetów, którzy otwierają oczy gdy jest za późno. Ja chcę tego uniknąć. Otworzyły mi się oczy jeszcze zanim żona to zrobiła, ten ostateczny krok i chcę sprawić żeby go właśnie nie zrobiła.
          • triss_merigold6 Re: Problemy w związku. 24.09.12, 21:17
            No to przestań być histerycznie nieprzewidywalny i awanturniczo nerwowy. To się leczy, są leki uspokajające, psychiatrzy, terapie.
            Twoje wywody działają doskonale studząco, częstotliwości współżycia tym nie zwiększysz. Przysięgi jako dowód wierności to jakieś dno i kilo mułu, na etapie gimnazjum wybaczalne, u dorosłego faceta absolutnie nie.
            • kol.3 Re: Problemy w związku. 25.09.12, 07:04
              Wykończyłam się czytając wywody tego faceta, a co ma powiedzieć kobieta, która ma go na co dzień.
          • bez_przekazu Re: Problemy w związku. 25.09.12, 10:11
            a czy to nie jest tak, ze zona toba manipuluje? no i czy ona cie kocha?
            mezczyzna73 napisał(a):

            > Więc jak sama stwierdzasz znasz facetów, którzy otwierają oczy gdy jest za późn
            > o. Ja chcę tego uniknąć. Otworzyły mi się oczy jeszcze zanim żona to zrobiła, t
            > en ostateczny krok i chcę sprawić żeby go właśnie nie zrobiła.
            • mezczyzna73 Re: Problemy w związku. 25.09.12, 10:48
              Myślę, że mnie kocha. Dzięki za słowa otuchy bez_przekazu. Dobrze, że choć jest kilka osób, które chcą zrozumieć inną osobę, doradzić. Choć czasem są kobiety (sebalda), które najpierw radzą, potem chcą zlinczować podłego zazdrośnika, tłamszącego swoją żonę.
              Uważam za najlepsze zakończenie tego postu, bo już i tak bardzo dużo napisałem. teraz wiem, że za dużo, co było pożywką dla wielu prześmiewców, którzy odważni są w necie, który daje im względną anonimowość. Analiza wszystkich wpisów pozwoliła mi wyciągnąć jakieś wnioski dla siebie. I takie, które pomogą mi choć troszkę zmienić podejście mojej żony, i oczywiście te, które pozwolą mi zmienić swoje zachowanie i panować nad emocjami (ukłon w stronę woda_woda i sebalda:)).
    • meluzyna102 Re: Problemy w związku. 01.10.12, 11:55
      Nie czytałam, co Ci radzili inni. Skorzystałabym z pomocy: seksuolog, terapia par, prośba o pomoc skierowana do teściowej/ przyjaciółki żony (prośba w kwestii wyjazdy tylko we dwoje)+ znalezienie własnego absorbującego hobby.
      Myślę, że jeśli będziesz próbował dostać więcej seksu z żoną a nie więcej więzi bliskości i porozumienia - nie dostaniesz nic. Czytając miałam wrażenie, że to nie idzie w pakiecie u Ciebie. Wyczuwa się - wybacz za określenie - irytację na żonę, że się nie daje "użytkować". Jeśli ona ma takie odczucia, jak ja po przeczytaniu Twojego posta - żadne gotowanie nie pomoże. Nikt nie chce być traktowany przedmiotowo. Nawet jeśli się mu wyznaje miłość, gotuje itp.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka