ochyiachy
07.10.12, 12:12
Niektóre osoby z tego forum znają po części moją historię, ale i te, które jej nie znają proszę o ustosunkowanie się w kwestii niezrozumienia ze strony np. rodziców. Otóż, jako ta, która próbuje wyplątać się ze związku z przemocowcem, odzyskać dawną energię, poczucie wartości, radość na co dzień, spotykam się z zupełnym niezrozumieniem ze strony MOICH rodziców. Wiedzą, jaką mam sytuację, informowałam ich czasami w rozpaczy, że partner wygania mnie z domu, że nie chce, żebym z nim mieszkała, bo się źle zachowuję, że nie mogę na nic się z nim umówić, że oszukuje, że coś zrobi i że będę z czasem próbowała od niego odejść, muszę się tylko odpowiednio przygotować. Oni natomiast, cały czas uważają, że to przejściowe sprzeczki, że w każdym związku są złe dni, że minie, ze nie raz się godziliśmy, że nie chcą się wtrącać... Tymczasem ja czuję, że bardziej są po jego stronie. Z drugiej strony widzę, jaką grę prowadzi mój partner w stosunku do nich, a oni jej nie czują, jest miły, uprzejmy, uśmiechnięty, puszcza teksty, że ma np. mało czasu a na ogródku działkowym trzeba ocieplić altankę, zostaje mu tylko sobota i niedziela, ale musi zajmować się wtedy dziećmi. Na co moi rodzice wychodzą mu naprzeciw, tata chce z nim pojechać i mu pomóc (że niby dla córki), mama stwierdza, że przecież ona może mi pomóc w opiece nad dziećmi. Tym sposobem on robi to, na co ma ochotę, ja albo rezygnuję z pomocy mamy i zostaję z dziećmi sama, albo jestem skazana na pomoc mamy, nie jego. Czuję, że coś dzieje się poza mną i nie wiem, jak to ugryźć. Następnie rozmawiają w drodze, że coś jest im potrzebne do domu, on wychodzi z inicjatywą, że może poszukać tego w necie i to robi, dzwoni do rodziców i informuje, że to znalazł w korzystnej cenie, oni są wniebowzięci, a kiedy mówię, że nie ma czasu na sprzątanie w domu, na pomoc mnie, na przebywanie z dziećmi, a w zamian robi coś dla nich, co mogliby sami sobie zorganizować, dowiaduję się, że jestem znerwicowana, przewrażliwiona, czepiam się i nie dziwią się, że on nie może ze mną wytrzymać i zastanawiają się, jak mogliby zrezygnować z jego pomocy, skoro on chce im pomóc. Widzę tu jawną grę, powodowanie, że ja czuję się jeszcze bardziej samotna i niezrozumiana, on bryluje. Kiedy mówię rodzicom, że robią coś z nim poza mną, że może lepiej, gdyby widzieli w nas zgodną parę, zamiast bawić się z nim, robić coś dla niego, dowiaduję się, że oni robią to dla mnie i dla niego, że wina leży po środku, a ja wprowadziłam go przecież do rodziny i oni nie mają z nim problemu. Czy to jest fair, czy tu wszystko "gra", podpowiedzcie, bo czuję się trochę między "młotem a kowadłem".