nik.men
04.01.13, 15:58
Postaram sie klarownie wyjasnic sytuacje.
Mieszkam w duzym domu z moim partnerem, jego rodzicami oraz moim synem z poprzedniego zwiazku. Z partnerem jestemy w zwiazku nieformalnym. Mieszkamy z jego rodzicami tylko jeszcze kilka tygodni maxymalnie i wyprowadzamy sie na "swoje".
Sytuacja "konfliktowa"o dziwo! jest o mojego syna... I nie bynajmniej w znaczeniu negatywnym, gdyz cala trojka (przyszli tesciowie i moj partner) uwzaja , ze chca dobra mojego dziecka.
Do 3,5 roku zycia mojego dziecka (teraz ma nieco ponad 4 lata) wychowywalam syna sama. Decydowalam o wszystkim ja sama, dbalam sama o wszystko, sama sie martwilam, sama rozwiazywalam problemy itp... Po prostu samodzielna mama w 1000% (pisze, ze sama bo ja i moj partner mieszkalismy do tej pory w dowoch roznych miejscowosciach i nie widywalismy sie czasem nawet 2 tygodnie).
Teraz jest moj partner, jego matka i ojciec... Kazde z nich ma inna ""wizje"wychowania dziecka... Wiec kiedy ja o czyms decyduje w stosunku do mojego dziecka i prosze zeby robili wlasnie tak jak ja chce, to oni robia zupelnie inaczej. Mnie to doprowadza naprawde do szalu... Ja nie wiem... moze ja za dlugo bylam sama? ja po prostu nie potrafie zaakceptowac tego, ze ktos inaczej robi przy moim synu niz ja o to prosze... Przyklad: moj syn rok temu ciezko zachorowal na zapalenie pluc, byl w stanie krytycznym. Ledwo z tego wyszedl. Od tego czasu non stop lapie chorobska. Dmucham i chucham na niego teraz. Moze przesadzam... ale ja po prostu tak strasznie sie boje, ze moglby znowu zachorowac. Jak syn zaczyna kaszlec, to ja juz panikuje, ze znowu bedzie potrzebny antybiotyk. Wszyscy wiedza o tej ciezkiej chorobie syna a mimo to jak prosze zeby nie wychodzil na dwor i zeby dawac mu syrop to oni tego nie robia! dziecko rano kaszle i wieczorem, bo slysze... a matka partnera uparcie twierdzi ze caly dzien ani razu nie zakaszlal (czasem sie nim opiekuje w ciagu dnia). Dla mnie takie dziecko jest przeiebione dla niej i dla calej reszty zdrowe. Ran dziecko ma stan podgoraczkowy, a jak przychodze do domu top dziecko o tej porze roku w ogrodzie bez czapki.. A czemu? Bo "tesciowie"uwazaja ze syn zdrowy...
Przez to non stop kloce sie z partnerem i prosze go zeby wytlumaczyl rodzicom o co chodzi. Co slysze od mojego partnera? Ze mam akceptowac sytuacje jaka jest i cieszyc sie, ze jego rodzice pomagaja mi z dzieckiem i pozwalaja mieszkac w ich domu....
A moze ja sie bez sensu czepiam i wcale nie mam racji??????