16.01.13, 09:58
witam,mam takie pytanie,jako pelnoletnia osoba rodzice zapisali mi dom ktory wybudowali,czyli dostalam go przed slubem.Wyszlam za maz,rodzice przywitali ziecia jak syna i powiedzieli ze teraz jest to nasze i zebysmy sobie urzadzali itp.
Minelo 10 lat,jestesmy razem i maz chce zeby prawnei i on do tego nalezal, jestemy razem i kochamy sie.Jak to jest...co mam zrobic, bo rodzice od zawsze mi mowili ze jesli jestesmy maleznstwem to jest to nasze wspolne...co mam zrobic? nie zamierzamy sie rozstawac itp. prosze o rade
Obserwuj wątek
    • default Re: dom 16.01.13, 10:16
      Dom podarowany przed ślubem nie jest wspólny. Zresztą podarowany po ślubie Tobie też nie byłby wspólny - w akcie darowizny musiałoby być zapisane wyraźnie, że rodzice darowują go Tobie i Twojemu mężowi do majątku wspólnego.
      Teraz to Ty powinnaś zrobić darowiznę połowy domu na rzecz męża, jeśli chcesz by był wspólną własnością.
    • jaagna Re: dom 16.01.13, 10:17
      Nic bym na męża nie przepisywała. Wybacz: teraz kocha, za 10 lat zakocha sie w kimś innym (poczytaj choćby na tym forum o podobnych przypadkach) a wtedy (w razie rozwodu) mężowi będzie należała sie POŁOWA domu. Domu, który wybudowali TWOI rodzice. Mieszka w nim, wiec czego wiecej chcieć? Kochacie się, świetnie. Ale to jest stan na dziś. Co będzie za ileś tam lat - kto wie.
      A co mąż na Ciebie moze przepisać? Też coś wartosciowego? Wybacz, ale zawsze trzeba mieć zaufanie, ale ograniczone. Nie pozbywaj sie swojej własności. Jeśli tak sie kochacie, to po kiego grzyba mąż tak nalega, bys przekazałą mu tak dużą wartość?
      Nic bym nie przepisywała. Powtarzam.
      Ale zrobisz, co chcesz.
      • d.d.00 Re: dom 16.01.13, 15:26
        Właśnie!
        Skoro Cię tak kocha i jesteście szczęśliwi to chyba mieszkanie w tym domu go nie "parzy". Dbacie o dom, mieszkacie w nim więc jest Wasz. A papier to papier, jak kocha to nie powinien się domagać. Z resztą, nigdy nie wiesz czy za rok lub 10 dalej będziecie tacy szczęśliwi i zgodni.
        Teraz takie czasy, ze każdy martwi się o siebie a jak jest rozwód to wytacza się przeciwko sobie najcięższe działa i nie ma zmiłuj! I będziesz musiała chłopu oddać połowę.
    • yoma Re: dom 16.01.13, 10:18
      Dom jest twój, jako otrzymany przed ślubem nie wchodzi do majątku wspólnego. Możesz uczynić mężowi darowiznę połowy domu aktem notarialnym albo powiedzieć mężowi, żeby czekał cierpliwie, bo i tak po tobie dziedziczy :)
    • sorvina Re: dom 16.01.13, 10:55
      Traktowanie domu emocjonalnie jako wspólny, bo to przecież miejsce w którym razem mieszkacie i budujecie rodzinę, a prawna własność to jednak osobne sprawy. Już wieki temu wprowadzano prawo, że posag jaki wnosi kobieta, jej biżuteria itp. stanowią jej własność w przypadku rozwodu, bo to zabezpieczało ją i jej dzieci na wypadek, gdyby mężczyzna zachował się różnie.

      Kocham mojego partnera, ufam mu i myślę, że całe życie spędzimy razem. Jeśli jednak kilka lat po ślubie poprosiłby o przepisanie na niego połowy mojego mieszkania, to zapaliłaby mi się lampka ostrzegawcza i odmówiłabym.

      Bo mogę zrozumieć, że mężczyzna źle się czuje mieszkając w "nie swoim domu", jednak uczciwy i przedsiębiorczy potraktowałby to jako motywację by zarobić na dom wspólny.
      Chęć dopisania się do cudzego jednak prawnie mieszkania jak dla mnie jest działaniem asekuracyjnym, próbą wzbogacenia się bez wkładu własnego. Ja bym się od razu zastanawiała czy przypadkiem nie rozważa ewakuacji ze związku za jakiś czas i chce się upewnić, że ma lepszy start. A może tylko 100% własności autorki uderza mu na ambicję i chce sobie z tym poradzić najprostszym sposobem - bez wysiłku własnego.

      Co innego gdyby mieszkanie było na kredyt, który małżonek pomagał spłacać, czy też dokonał innych dużych nakładów, które są już prawnie częścią majątku wspólnego. Wtedy można rozważyć jak to prawnie rozstrzygnąć by był po prostu uczciwie.
      Jednak jeśli po prostu mieszka w domu, partycypuje w kosztach utrzymania, normalnych remontach itp. to nie jest to jakiś super wkład, bo z wynajmowanym musiał by robić podobnie, tylko by go to drożej kosztowało. Na tym, że autorka ma dom na własność zaoszczędził i warto o tym pamiętać.
    • damodia Re: dom 16.01.13, 11:23
      Dom jest Twój. Mąż nie włożył w jego zakup ani grosza. Więc dlaczego chce się dopisac do majątku? Coś mi się wydaje, że po pierwsze to mało "męskie" (zamiast wziąc się do roboty i samemu kupić to się podpiął pod cudzy majątek) , po drugie ktoś szczerze kochający nie naciska na to partnera by się na jego rzecz wyzbywał osobistego majątku. Jesteście z sobą 10lat i jest miłość, za 5 lat zacznie się kryzys i mąż poleci do kochanki. Będziesz musiała sprzedać rodzinny majątek zakupiony przez TWOICH rodziców żeby spłacić połowę wartości domu mężowi bo go wpisałaś jako właściciela? Albo mąż wprowadzi do domu kochankę i będziecie mieszkać wszyscy razem w pokojach obok bo jeśli to wspólny majątek to ma prawo mieszkac z kim chce i wchodzić kiedy chce czy Ci się podoba czy nie. Zdajesz sobie z tego sprawę?
      Zaś w przypadku gdy mieszkanie jest tylko Twoje, to w przypadku rozstania to mąż się musi wyprowadzić, a Ty go spłacasz jedynie z "majątku dorobkowego", czyli np jak zrobiliście generalny remont który kosztował 80tys zł i podwyższyło to standard mieszkania, to odchodzącemu mężowi nalezy się od ciebie 40 tys zł a nie połowa wartości rynkowej mieszkania...

      Dobrze ktoś radzi- nic nie przepisuj, a męzowi powiedz, że jako mąż może tu mieszkać i traktowac wszystko jak własne, a po Twojej śmierci przecież odziedziczy wszystko po Tobie więc nie widzisz potrzeby dodatkowych kosztów notarialnych.

      Nie bądź głupia. Nie pozbywaj się domu. To nie są czasy gdy małżeństwa trwały razem po grób.
    • wrzesniowamama07 Re: dom 16.01.13, 12:25
      Nie rób tego. Moja przyjaciółka, po uszy zakochana w swoim narzeczonym wymusiła na rodzicach, by dom zapisali im w prezencie ślubnym (już po ślubie) razem. Minęło lat osiem, facetowi odwaliło, chciał się rozwodzić, wyprowadzać, szantażował ją, że ma go spłacić, bo inaczej sprzedają dom i on bierze swoją połowę... Dodam, że dom był zupełnie nowy, on nic do niego nie wniósł (nawet meble były kupione wcześniej), jedyny jego wkład to półki na książki i meble do pokoju dziecięcego kupione wspólnie, gdy na świat przyszły dzieci. Moja przyjaciółka od zmysłów odchodziła widząc siebie i dwoje dzieci w mieszkaniu dwupokojowym - bo de facto, jeśli chciałaby jakieś pieniądze odłożyć jako zabezpieczenie, na takie byłoby ją stać. Jakoś się rozeszło po kościach, ale ona cały czas żyje w strachu.

      Mnie by się czerwona lampka włączyła już w momencie, gdy pan zaczyna mówić o sformalizowaniu współwłasności.
      • verdana Re: dom 16.01.13, 13:06
        Tu sa dwie sprawy - kalkulacja finansowa, która mówi, aby domu nie przepisywać, bo jak maż odejdzie, to będzie problem.
        I związek - rozumowanie "dom jest mój, maż jest lokatorem, jak nie bedzie grzeczny, to się go wyrzuci" nie cementuje związku, delikatnie mówiąc. Oczekiwania, ze facet zarobi na dom, są zazwyczaj z kosmosu, nie mówiąc juz o tym, ze "zarobienie na dom" oznacza spadek poziomu zycia całej rodziny, tylko po to, aby pokazać żonie, ze się jej łaski nie potrzebuje... Dziwaczne co najmniej.
        Ciekawe, co by napisały dziewczyny, gdyby to mąż uznał, zę dom jest tylko jego, a żona moze mieszkać, póki jest posłuszna.
        • edw-ina Re: dom 16.01.13, 13:12
          Miałam podobne myśli, tj., że gdyby autorka skarżyła się, że mąż nie chce przepisać na nią części domu i przez to czuje się niepewnie np. inwestując w ten dom swoje pieniądze i pracę, to pan by został odsądzony od czci i wiary.
          Ja nie chciałam takiej sytuacji i dlatego m.in. nie zgodziłam się zamieszkać w domu rodzinnym męża. Kupiliśmy własny, który został zapisany na nas oboje. W przypadku rozpadu związku sprawa jest jasna: dom jest do podziału. Nie wiem gdzie przebiega granica pomiędzy dbaniem o własny, zasadny zresztą interes, a traktowaniem drugiego człowieka jako mieszkańca drugiej kategorii, który może pracować np. na dom, lecz nie może czuć się jego współwłaścicielem.
        • wrzesniowamama07 Re: dom 16.01.13, 13:16
          Ale tutaj nikt tak sprawy nie stawia, chyba? I nie ma oczekiwań, że "facet zarobi na dom", bo dom już jest.

          Można podjąć taką decyzję, że się robi mężowi darowiznę. Ale warto mieć świadomość możliwych konsekwencji.

          Po doświadczeniach mojej znajomej - zdecydowanie odradzam ten sposób na cementowanie związku. Kilkaset tysięcy złotych w krytycznych momentach nieźle potrafi walić w dekiel.
        • zuzi.1 Re: dom 16.01.13, 22:32
          "Ciekawe, co by napisały dziewczyny, gdyby to mąż uznał, ze dom jest tylko jego, a żona moze mieszkać, póki jest posłuszna."

          Też jestem ciekawa.
          • satoja Re: dom 16.01.13, 23:15
            > "Ciekawe, co by napisały dziewczyny, gdyby to mąż uznał, ze dom jest tylko jego
            > , a żona moze mieszkać, póki jest posłuszna."

            Na tak postawione pytanie byłaby jedna odpowiedź - trzymać się od niego jak najdalej bo to przemocowiec.
            Ale tak sformułowane pytanie przez forumowiczkę jest manipulacją i przekręceniem sytuacji.

            Była kiedyś dyskusja na innym forum, gdzie pani chciała koniecznie dopisania się do majątku nowego narzeczonego bo inaczej nie czuje się pewnie a już jednego męża zaliczyła i została po nim z ręką w nocniku. Większość ją objechała z góry na dół że nie ma do tego prawa.. Tam pan uniósł się honorem i ją do majątku dopisał. Ale ciekawa jestem czy za kilka lat nie będzie sobie pluł w brodę z tego powodu, bo ktoś kto musi mieć weksel na cudzym majątku by czuć "pewność" w miłości jeszcze niejeden numer może wyciąć.
            • verdana Re: dom 16.01.13, 23:25
              Ależ nie zrozumiałaś - nikt tego nei mówi, byc moze nawet nie myśli. Ale tak jest w rzeczywistości - żona zdradzi, chce odejść i wylatuje na bruk. Czyż nie?
              Jest różnica miedzy narzeczonym, a małżeństwem z 10-letnim stażem.
              • satoja Re: dom 17.01.13, 00:39
                Jest "odrębna własność" i jest "majątek dorobkowy". Jeśli po 10 latach wszystko przejedli i nie mają majątku dodanego -dorobkowego to o czym mowa? Tak czy siak jakichś nowych łosi którzy ich utrzymają muszą znaleźć na dalsze życie. Żona nie wylatuje na bruk, odchodzi ze swoim "majątkiem odrębnym" który wniosła do małżenstwa i z połową "majątku dorobkowego" który razem z mężem stworzyli w ciągu 10 lat. Może pobrali się późno i mąż ma już 55 lat i długo na swój majątek pracował? Dłużej niż te 10 lat małżenstwa?
                Ty byś chciała, żeby osoba która nie wniosła do małżeństwa nic, odeszła z połową majątku który druga osoba miała lata wcześniej zanim się małżonkowie poznali.
                A to jest zwyczajnie niesprawiedliwe.

    • ewa_2009 Re: dom 16.01.13, 13:03
      W życiu się nie zgódź.

      Ja miałam taką sytuację. Dom mój, mieszkanie moich rodziców (fakt, że razem wykańczaliśmy i meblowaliśmy). Po 17 latach małżeństwa, kiedy mój mąż odszedł, to pierwsze, co powiedział, że dom mi zostawia (!), ale mieszkanie mam mu spłacić. Kiedy okazało się, że ma prawo tylko do połowy wartości sprzętów i elementów wykończenia (wszystkie miały co najmniej 10 lat), mocno się zdziwił.
      A jako ciekawostkę należy wspomnieć, że mojemu ex nigdy nie zależało na pieniądzach, dopiero około rozwodu zrobił się nimi zainteresowany...
    • paul_ina Re: dom 16.01.13, 13:17

      Zapytaj męża, dlaczego akurat teraz się o to zwraca. I niezależnie od odpowiedzi - nie dokonuj żadnej darowizny, powiedz mu, że przecież jest w kręgu Twoich spadkobierców, więc po Twojej śmierci jest zabezpieczony, a za Twojego życia - oboje szczęśliwie w tym domu żyjecie.
      • verdana Re: dom 16.01.13, 13:39
        Ok, uwazam jednak, ze jak nie ma darowizny, to mąż nie powinien ani grosza wkładać w dom - wszystkie remonty itd własciciel powinien opłacać z własnej kieszeni. Podobnie malowanie itd - też nie wykonywane własnoręcznie, bo jest to wtedy praca nie dla swojego domu, ale dla swoistego hotelu.
        Bo co innego nowy dom, a co innego taki, w którym małżeństwo mieszka dłuższy czas i oboje na ten dom łożą. Facet daje pieniądze, a potem się okazuje, ze to wszystko poszło na cudzy rachunek.
        Facet nie jest zabezpieczony do śmierci - jest zabezpieczony do chwili rozpadu małżeństwa. Żony, ćóż, też czasem występują o rozwód, bo im się znudziło, albo znalazły innego. A dom dziedziczy nie tylko mąż, ale i dzieci - dzieci połoę, więc zabezpieczenie za duże nie jest.
        • wrzesniowamama07 Re: dom 16.01.13, 14:02
          No jednak chyba nie na "cudzy" rachunek, bo on w tym domu mieszka i jego dziecko (dzieci) też. Czym innym jest bieżące finansowanie (np. malowanie ścian, wymiana uszczelek w kranach), a czym innym modernizacja domu, generalny remont. W pierwszym przypadku uważam za naturalne finansowanie z pieniędzy wspólnych. Jeśli dom wymagałby większych nakładów (i np. zaciągnięcia dużego kredytu, albo przeznaczenia na remont znaczących oszczędności), sprawa współwłasności powinna - moim zdaniem - wrócić. Proporcjonalnie do kosztów remontu. Np. (sytuacja z czapy wzięta) - dom jest wart pół miliona, koszt modernizacji to 100 tysięcy złotych, małżeństwo decyduje się na kredyt, spłacany solidarnie (zakładam, że zarabiają oboje) - mąż otrzymuje darowizną 10 proc. udziałów w nieruchomości, które są zabezpieczeniem jego wkładu w podniesienie wartości nieruchomości. Jeśli kredyt jest finansowany z jego zarobków (albo wyłącznie on zarabia) - niech to będzie 20 proc. Taki przypadek też znam, choć o dziwo dział się w drugą stronę - facet miał dom, fajny ale wymagający inwestycji, kobieta jego życia miała kasę, którą w ten dom chciała i mogła włożyć, dostała udziały w domu w zamian (25 proc.) żyją długo i szczęśliwie. W razie czego łatwiej jest zdobyć 50-100 (choćby pod hipotekę) na spłatę, niż połowę wartości domu.

        • aqua48 Re: dom 16.01.13, 15:48
          verdana napisała:

          > Ok, uwazam jednak, ze jak nie ma darowizny, to mąż nie powinien ani grosza wkła
          > dać w dom - wszystkie remonty itd własciciel powinien opłacać z własnej kieszen
          > i. Podobnie malowanie itd - też nie wykonywane własnoręcznie, bo jest to wtedy
          > praca nie dla swojego domu, ale dla swoistego hotelu.

          Cóż, i w hotelu opłaca się mieszkanie, a w skład stawki wchodzą również remonty i malowanie. Nie znam darmowych hoteli..

          > Facet daje pieniądze, a potem się okazuje, ze to w
          > szystko poszło na cudzy rachunek.

          Mylisz się, w przypadku np. rozwodu, osoba, która poniosła koszty remontu domu współmałżonka ma prawo do ich zwrotu - warto jednak mieć imienne rachunki.
          Poza tym jednak każdy ma prawo do dowolnego dysponowania swoją własnością i jakiekolwiek naciski w tej sprawie na właściciela uważam za niewłaściwe.
          • verdana Re: dom 16.01.13, 16:34
            W hotelu mówisz? No tsk, czyli ma innymi słowy, płacić za możliwość mieszkania w domu żony. Coraz lepiej...
        • crises Re: dom 18.01.13, 09:45
          Bez przesady, po pierwsze, koleś tam mieszka, więc jakieś koszty ponosić powinien, po drugie, wystarczy zbierać rachunki - i tak się powinno robić.

          Oczywiście mam nadzieję, że każdy sąd wyśmiałby go z tarzaniem się i popiskiwaniem, gdyby przedstawił rachunki na zakup żarówek i farby do pomalowania psiej budy, ale zdecydowanie należałby mu się zwrot nakładów na większe prace remontowe typu wymiana dachu, remont instalacji itp.
    • altz Re: dom 16.01.13, 14:41
      jodipiku napisała:
      > Minelo 10 lat,jestesmy razem i maz chce zeby prawnei i on do tego nalezal, jest
      > emy razem i kochamy sie.

      Powinniście się rozstać. Mąż sobie coś wynajmie i zacznie pracować na swój własny majątek, żeby w razie problemów nie spać na dworcu. Minie 10 lat, on się czegoś dorobi, to do siebie wrócicie i będzie wszystko w porządku, a jaka będzie ciekawa historia rodzinna!
    • nowy99 Re: dom 16.01.13, 18:17
      Proponuję rozważyć uwagi Verdany. Wg mnie mają dużo z życia. Osobiście znam małżeństwo, w którym dziewczyna dostała dom, nowy, ktory wymagał wykończenia. Maz jej niestety słabo sie do tego zadania przykladal wysuwajac regularnie argument, ze to nie jego i on, nie mając żadnych praw do tego, nie ma motywacji pracować na to.
      Ostatecznie i tak zona rozeszła sie z nim, z innych powodow, po 10 latach zmuszony był odejść z jedna torba. Chyba zadziałało to, przed czym ostrzega Verdana.
    • enith Re: dom 16.01.13, 18:34
      Zaskoczona jestem większością odpowiedzi. Córka dostała dom, ale urządzali go chyba wspólnie z mężem, prawda? Choćby z tego tytułu należy się mężowi jakaś gratyfikacja, bo jeśli to żona kopnie męża w zadek (tak tak, drogie panie, takie przypadki również się zdarzają), wyjdzie na to, że mąż łożył w cudzy dom i guzik z tego ma. Ileż razy jak jeden mąż przestrzegałyśmy tu forumowiczki w analogicznej sytuacji, nakładów na dom męża. Najpierw współwłasność, potem nakłady! Nie inwestuj w coś, co nie jest twoje! Nic na gębę! A teraz okazuje się, że mąż ma siedzieć cicho i cieszyć się, że ma dach nad głową. Nie wiem, czy należy mu się połowa domu czy mniej, czy więcej. To wie tylko autorka wątku, jakie nakłady poczynił mąż w nieswojej nieruchomości. I ja na jej miejscu próbowałabym być wobec męża fair, gdyby się np. okazało, że ona dostała od teściów gołe ściany, dach i fundamenty, a całą wykończeniówkę, która potrafi przewyższyć koszt domu, robili TAKŻE z pensji męża już po ślubie.
      • wrzesniowamama07 Re: dom 16.01.13, 18:45
        Jeśli dom był wykańczany i urządzany "od zera" po ślubie, mąż powinien otrzymać w nieruchomości jakieś udziały - adekwatne do wkładu. To się da wyliczyć.

        Mało romantycznie, ale znacznie rozsądniej niż dawanie lekką ręką połowy domu, w myśl zasady "co moje to twoje". Bo może się okazać, jak u mojej znajomej, że ta zasada jest rozumiana jako "a co moje, to nie rusz".
        • sorvina Re: dom 16.01.13, 19:08
          wrzesniowamama07 napisała:

          > Jeśli dom był wykańczany i urządzany "od zera" po ślubie, mąż powinien otrzymać
          > w nieruchomości jakieś udziały - adekwatne do wkładu. To się da wyliczyć.

          To byłoby uczciwe i o tym pisałam. Nie wiemy jak to wyglądało u autorki, jakie inwestycje poczynił mąż, warto to sprecyzować. Natomiast przepisywanie połowy domu tylko dlatego, że mąż sobie życzy - już uczciwe ani rozsądne nie jest. Co jeśli się rozstaną za jakiś czas i mąż będzie walczył o każdą złotówkę - autorka będzie musiała oddać równowartość połowy domu I połowy kosztu remontów? Czy to byłoby uczciwe?
          Mąż może zabezpieczyć swój wkład na różny sposób, ale nie powinien kłaść łapy na majątku osobistym żony.
          • verdana Re: dom 16.01.13, 20:11
            A gdyby tą mieszkającą w domu męża była żona? I gdyby to mąż znalazł sobie inną, w związku z tym miałby pełne prawo wyrzucić żonę ze swojego domu? To by było uczciwe i rozsądne - bo małżeństwo moze doskonale egzystować w sytuacji, gdy jedna strona dysponuje domem, a druga miesdzka tam tylko z racji bycia współmałżonkiem?
            To całkowicie uzaleznia, prawdę mówiąc jedno z małżonków od drugiego. I moze stać sie przyczyną rozpadu dobrze funkcjonującego związku - bo nigdy w życiu nie zgodziłabym sie na taki układ, że mogę zostać bezdomna w momencie, gdy drugiej stronie znudzi się małżeństwo. I ze nie mogę odejść, niezaleznie od sytuacji, bo nie mam dokąd.
            Być mozę nie chodzi o "kładzenie łapy" na majątku osobistym, tylko o to, zę facet boi się o swoją przyszłość. Nie tylko faceci zdradzają i odchodza.
            • zuzi.1 Re: dom 16.01.13, 20:24
              Dokładnie, zgadzam się z verdaną. Koszty remontów domu, w tym remonty generalne potrafią byc ogromne, facet wkładając duże pieniądze zarobione przez siebie w dom żony, powinien zostac przez żonę odpowiednio zabezpieczony (np. na równowartosc włoznej kasy). Bo gdyby zonie się znudził za jakies 15-20 lat, to co wtedy? Gdy najwiękzą kasę z najbardziej efektywnych lat pracy włozy w żony dom, to z czym zostanie i gdzie będzie miszkac po ew. rozwodzie?
              • sorvina Re: dom 16.01.13, 20:56
                Ja mam wrażenie, że Verdana pisze o prawie do połowy domu bez względu na udział w remontach czy ich brak. Bo o uczciwym rozliczeniu wkładu w remonty w postaci udziału we własności domu, czy rozliczeniu kosztów remontu na imienne faktury itp., pisała większość osób. Verdana pisze raczej o ryzyku bycia wyrzuconym z domu, gdy małżeństwo przestanie istnieć.
                Zapomina, że do podziału jest jeszcze reszta majątku dorobkowego małżonków, który może być większy, ze względu na brak kredytu na dom, który już był.
                • zuzi.1 Re: dom 16.01.13, 22:41
                  sorvina napisała:"Zapomina, że do podziału jest jeszcze reszta majątku dorobkowego małżonków, który może być większy, ze względu na brak kredytu na dom, który już był."

                  No niekoniecznie, gdy jest dom, resztę majątku dorobkowego niektórzy mogą zwyczajnie przejesc lub wykorzystac na przyjemnosci typu wycieczki, samochody, drogie hobby itp. bo nie będą widzieli potrzeby spinania się finans., oszczędnego życia w celu kupna innych nieruchomosci itp. mając przeciez dom. To taka złudna sytuacja dla współmałżonka własciciela nieruchomosci, niby ma gdzie mieszkac, niby jest u siebie, ale w razie rozwodu w każdej chwili może wylądowac na bruku z 1 walizką...Sytuacja nieciekawa.
                  • triss_merigold6 Re: dom 16.01.13, 23:03
                    No to chyba współmałżonek wiedział, że dom w którym mieszka/mieszkanie jest jej wyłączną własnością.
                  • satoja Re: dom 16.01.13, 23:06
                    Ale kto mu każe kasę przehulać i przejeść a nie inwestować w środki trwałe? Choćby małe 1pokojowe mieszkanie na wynajem-a w przyszłości dla dziecka? albo działkę którą kiedyś można sprzedać?
                    Jeśli zdecyduje się żyć lekko i przyjemnie przejadając kasę zamiast gromadzić majątek - to jest to jego wybór, zyska dużo zdrowia, nie będzie zmęczony życiem, po 20 latach z nudów zacznie się oglądać za panienkami, zwiedzi świat i na dzień rozwodu będzie miał wiele wrażeń i wspomnień. To też się liczy. A świadomość ile traci baaardzo dobrze cementuje związek panów z kryzysem wieku średniego :D
                    Nie da się mieć kredytu na głowie i żyć przyjemnie z gestem. Dzięki majątkowi żony może sobie pozwolić na lekkość życia, lub spokojne odkładanie kasy na zabezpieczenie przyszłości rodziny i swojej. Jego wybór. Co pan chce dać swoim dzieciom? Opowieści że zamieszkał u żony, zmusił ją do dopisania go do majątku zapracowanych teściów, a swoją kasę przejadł?
                    • zuzi.1 Re: dom 16.01.13, 23:15
                      satoja napisała:Ale kto mu każe kasę przehulać i przejeść a nie inwestować w środki trwałe? Choćby małe 1pokojowe mieszkanie na wynajem-a w przyszłości dla dziecka? albo działkę którą kiedyś można sprzedać? "

                      Ale nawet gdy kupi to 1 pok. mieszkanie to będzie na współwłasnosc z zoną, jeżeli to małżeństwo bez rozdzielnosci, nawet gdyby żona ze swoich zarobków do niego 1 zł nie dołożyła. Wiec i tak będzie się musiał z nią tym podzielic. Moim zdaniem lepiej nie wchodzic w takie układy i sytuacje, bo potem mogą z tego wyjsc same kłopoty.
                      • annb Re: dom 16.01.13, 23:21
                        No popatrz, a tutaj pan do budowy domu też złotowki nie dołozyl a się rządzić chce
                        • verdana Re: dom 16.01.13, 23:24
                          Nie, chce mieszkać we własnym domu, a nie kątem u zony. Innymi słowy - rozsadny człowiek nie żeni sie z kobietą, która ma dom.
                        • zuzi.1 Re: dom 16.01.13, 23:26
                          Ale pewnie kasę włożył w remonty i codzienne utrzymanie nieruchomosci, a to spoooooro kosztuje. Poza tym, najfajniej się mieszka u siebie a nie w gosciach, nawet w domu zony czy tez męża ;-)
                          • satoja Re: dom 16.01.13, 23:38
                            Czy ktoś go zmuszał do zamieszkania tam? Mógł powiedzieć, żono, ja zbuduję lepszy dom, tamten wynajmijmy.
                            Rozumujesz jak moja znajoma- właścicielka dwóch mieszkan, z których jedno wynajmuje za kasę i jedyne co na ten temat mówi to wieczne narzekanie jak to jej źle bo takie mieszkanie to trzeba remontować, raz w miesiącu trzeba iść po kasę, czasem się coś popsuje i trzeba sprawdzić co, i ciąg narzekań jak to jej żle bo ma mieszkanie do wynajmu. Fakt, że niewielkim nakładem czasu ma kilka dodatkowych tysięcy dochodu rocznie - skrzętnie omija. Bo przecież ona taka nieszczęśliwa że ma mieszkanie...
                            A ten pan taki nieszczęśliwy bo nie musi obcym czynszu płacić by mieć gdzie mieszkać...
                            No tak mi pana żal że się chyba popłaczę.
                            • zuzi.1 Re: dom 16.01.13, 23:46
                              Chciałabys się satoja z tym panem zamienic? ;-) Gdyby Tobie sie taki mąż z domem trafił, to bys tam zamieszkała czy budowała drugi? lub kupowała na 30 letni kredyt inną nieruchomosc, aby problem odrębnego domu ominąc? Pana mi nie żal, uważam, podobnie jak verdana, że facet powinien płacic połowę rachunków i ani 1 zł więcej, reszta obowiązków fin. zwiazanych z utrzymaniem domu, dotyczy bowiem własciciela..., może raz na kilka lat co najwyżej ściany odmalowac i ew. wycyklinowac drewniane podłogi i to na tyle...Wówczas szybko małżonka pomyśli o tym, w jaki sposób zabezpieczyc męza i wkładane przez niego pieniądze w jej odrębną własnosc...
                              • satoja Re: dom 17.01.13, 00:10
                                Widzisz tak się składa, że niektórzy są ambitni, i ich celem życiowym nie jest jedynie dossać się do cudzego majątku bo wtedy można sobie spocząć na laurach i już nic nie robić, tylko przejadać fundusze.
                                Facet mieszkając "u żony" nie płaci za wynajem, ani nie płaci kredytu. A mieszka. Więc wybacz, ale jeśli chcesz liczyć to policz ile kasy zaoszczędził dzięki żonie przez 10 lat. Pytanie czy zaoszczędził, czy palcem w bucie nie ruszył a przejadł. Mógł sobie wynajmować mieszkanie, byłby uboższy o jakieś 80tysięcy co najmniej , nikt mu się nie kazał żenić z kobietą z domem jak ma kompleksy na tym tle. Facetowi się należy zwrot części kosztów jeśli mieszkanie ULEPSZONO za wspólną (lub jego odrębną) kasę w stosunku do stanu z wprowadzenia się. Cała reszta to normalne zużycie i remonty zabezpieczające które każdy użytkownik ponosi. Bo jak właściciel wynajmowanego mieszkania zrobi remont - to od razy po remoncie podwyższy czynsz za mieszkanie by mu się to zwróciło.
                                Bardzo troszczysz się o pana który chce zagarnąć cudzy majątek. To pomyśl (w Twoim stylu pojadę) , że mają trójkę dzieci, żona marną pracę, jej jedyny majątek to ten dom od rodziców na którego połowie pan lekko położył łapę, pan się wyprowadza i żąda spłaty połowy np 300tysięcy. Żona nie ma bo skąd, więc przychodzi komornik. Licytacja, sprzedaż , żona zostaje z 200tysiącami i trójką dzieci do utrzymania, alimenty na łebka po 400zł. Za taką kasę to nawet kawalerki nie kupi. Więc wraca z płaczem do rodziców, którzy naście lat wcześniej kupili jej duży ładny dom a jej się zachciało mężowi bezkrytycznie ufać.
                                Jeszcze jakąś ckliwą bajeczkę Ci opowiedzieć?
                                • zuzi.1 Re: dom 17.01.13, 00:19
                                  Uwielbiam Cię satoja, widze, że bysmy mogły się wymieniac komentarzami bez końca, pozostańmy przy swoich zdaniach i nie róbmy zadymy w tym wątku ;-)
                                  • satoja Re: dom 17.01.13, 00:21
                                    A ja miałam dziś wcześniej iść spać :P Dobranoc.
                              • jolunia01 Re: dom 17.01.13, 12:57
                                zuzi.1 napisała:

                                > ... uważam, podobnie jak verdana, że facet powinien płacic połowę rachunków i ani 1 z
                                > ł więcej, reszta obowiązków fin. zwiazanych z utrzymaniem domu, dotyczy bowiem
                                > własciciela..., może raz na kilka lat co najwyżej ściany odmalowac i ew. wycykl
                                > inowac drewniane podłogi i to na tyle...Wówczas szybko małżonka pomyśli o tym,
                                > w jaki sposób zabezpieczyc męza i wkładane przez niego pieniądze w jej odrębną
                                > własnosc...

                                Wiesz, zuzi,1, w takim układzie to JA bym panu wystawiła walizki za drzwi tego samego dnia, kiedy bym usłyszała taką propozycję. Za połowę rachunków to mógłby mieszkać co najwyżej u swojej mamusi. Życie to znacznie wiecej niż połowa rachunków.
                                • zuzi.1 Re: dom 17.01.13, 14:50
                                  Ja bym takiej pani która by chciała mnie wykorzystywac do utrzymywania swojej odrębnej własnosci powiedziała do widzenia, niech sobie poszuka drugiego niewolnika do pracy na jej włosci. Kochana zawsze są dwie strony tego medalu. A pisanie o tym, że pan dzięki zamieszkaniu w zony domu zrobił ogromne oszczędnosci i w ogóle powinien byc jej wdzięczny za łaskawosc, jest po prostu żenujące. To jest własnie tak jak się drugiego człowieka traktuje nie jak człowieka, ale przedmiotowo...Dzięki bogu autorka jest normalna.
                      • satoja Re: dom 16.01.13, 23:32
                        Jeśli chce mieć "tylko swoje" to niech na to zarobi przed ślubem. Proste? Bo w małżeństwie bez rozdzielności majątkowej- majątek dorobkowy jest wspólny.
                        Może za rok jemu w spadku trafi się rezydencja. I to żona okaże się tą mniej majętną a to on po rozwodzie odejdzie z rezydencją na własność żonę zostawiając w starym domu dużo mniej wartym.

                        Normalnie rozumujesz jak małe dziecko: Hanka ma dom więc ja też chcę mieć!! buuu!! należy mi się!!! Dajcie mi natychmiast!! i histeryczny tupot.
                        Nigdzie nie jest napisane, że ktoś kto na własne lokum nie zarobił musi go obowiązkowo dostać. Jeśli Ci "bezdomnego" i np lekko żyjącego pana żal, to odstąp mu swój dom jak już wszystkie oszczędności przehula o ile jakieś zgromadzi.
                        Najprościej gdy majątek wypracowany w trakcie małżenstwa jest zapisany jako wspólny, a majątek prywatny jako prywatny. Bo nie ma okradania się przy rozstaniu i poczucia niesprawiedliwości, a majątek wypracowany rękami przodków jednej ze stron nie przechodzi głupio w ręce obcych pazernych ludzi.
                        • zuzi.1 Re: dom 16.01.13, 23:39
                          A mogłabys się konkretnie odniesc do sytuacji, gdyby dotyczyła zony z dziecmi a pan mąż byłby jedynym włascicielem tej nieruchomosci, żona pracująca, zarabiająca, ale nie aż tyle, aby zarobic samodzielnie na mieszkanie. Co bys jej zaproponowała?
                          • satoja Re: dom 16.01.13, 23:52
                            widzę, że chcesz znowu pomanipulować i wykorzystać do tego dziecko by stworzyć sytuację w której pani musi odegrać ofiarę, tak jak teraz ze zdrowego zarabiającego faceta chcesz zrobić ofiarę złej żony która wrednie nie chce mu oddać swojego prezentu od rodziców.
                            Ciekawe, czy jeśli dostajesz w prezencie od swojego znajomego perfumy, to co drugie oddajesz siostrze, bo niby dlaczego tylko ty masz dostawać prezent a ona nie?
                            A może to dziecko ma lepszy kontakt z ojcem niż z matką? A może żona ma na oku bogatszego kochanka i nie potrzebuje litości byłego męża? A może żona wcale nie chce łaski męża, tylko zabiera dziecko i się wyprowadza przy rozwodzie, a w wyliczeniu alimentów na dziecko wnosi fakt, że kosztem utrzymania dziecka jest część kosztów mieszkaniowych-wynajmu?
                            Nie znasz osób które nie żerują na cudzym majątku? Małżeństwo naturalne dla Ciebie to takie gdzie ten co ma mniej musi oskubać tego drugiego ze wszystkiego czego ten ktoś się dorobił na długo przed poznaniem? I sam żąda tego majątku?
                            • zuzi.1 Re: dom 16.01.13, 23:56
                              "Nie znasz osób które nie żerują na cudzym majątku? Małżeństwo naturalne dla Ciebie to takie gdzie ten co ma mniej musi oskubać tego drugiego ze wszystkiego czego ten ktoś się dorobił na długo przed poznaniem? I sam żąda tego majątku?"

                              Teraz to juz Ty satoja ostro manipulujesz, ja napisałam tylko, ze uważam, że jeżeli maz wkłada swoje pieniądze w majątek odrębny zony, to powinien byc z tego tytułu zabezpieczony prawnie, proporcjonalnie do kwoty wpompowanej w ten majątek. Nie napisałam, że zona ma obowiązek przepisac na męża połowę domu ot tak sobie, bo mąż chce....
                              • satoja Re: dom 17.01.13, 00:19
                                No naprawdę eureka! A czy ktoś w tym wątku twierdzi, że "jeśli wkłada majątek to mu się nic nie należy"? Wszyscy trąbią od początku, że należy mu się zwrot "z dorobku" ale nie "uwspólnienie" domu (czyli automatyczna połowa).
                                Jedynie Ty z Verdeną sugerujecie, że żona ma na dzień dobry dopisać niezaradnego pana do domu bo jest mężem więc żona ma mu swój odrębny majątek dać bo inaczej to złe małżeństwo i jak się rozpadnie to na pewno będzie żony wina a pan bardzo skrzywdzony.
                                • zuzi.1 Re: dom 17.01.13, 00:21
                                  "Jedynie Ty z Verdeną sugerujecie, że żona ma na dzień dobry dopisać niezaradnego pana do domu bo jest mężem więc żona ma mu swój odrębny majątek dać bo inaczej to złe małżeństwo i jak się rozpadnie to na pewno będzie żony wina a pan bardzo skrzywdzony."

                                  Nie imputuj mi tego czego nie napisałam, bo to manipulacja.
                                  • satoja Re: dom 17.01.13, 00:29
                                    Jak Ty imputujesz bo nie doczytałaś to dobrze, jak inni komentują to już źle?
                                    Jak Verdena wstawia jakieś wstawki o porównaniu do "wymogu posłuszeństwa" żony-ni przypiął i przyłatał do tematu- to nie reagowałaś a jeszcze podkręcałaś klimat.
                                    • zuzi.1 Re: dom 17.01.13, 00:38
                                      spij dobrze, tylko nie zgrzytaj zebami, dobranoc ;-)
                                      • satoja Re: dom 17.01.13, 00:46
                                        A ja Ci życzę by wyśniła Ci się odpowiedź na pytanie dlaczego tyle pisujesz o walczeniu z przemocą i manipulacją jeśli... ją lubisz.
                  • sorvina Re: dom 16.01.13, 23:06
                    zuzi.1 napisała:

                    > No niekoniecznie, gdy jest dom, resztę majątku dorobkowego niektórzy mogą zwycz
                    > ajnie przejesc lub wykorzystac na przyjemnosci typu wycieczki, samochody, drogi
                    > e hobby itp. bo nie będą widzieli potrzeby spinania się finans., oszczędnego ży
                    > cia w celu kupna innych nieruchomosci itp. mając przeciez dom. To taka złudna s
                    > ytuacja dla współmałżonka własciciela nieruchomosci, niby ma gdzie mieszkac, ni
                    > by jest u siebie, ale w razie rozwodu w każdej chwili może wylądowac na bruku z
                    > 1 walizką...Sytuacja nieciekawa.

                    Od tego ma się rozum by nie przejadać wszystkiego wiedząc, że w przypadku rozwodu traci się prawo do lokum. A jeśli ktoś chce przejadać a swoje lęki leczyć wymuszaniem na małżonku prezentu w postaci połowy mieszkania, to dla mnie wygląda to na chęć wykorzystania bogatszego małżonka ile się da.
                    Bez względu na to czy to mężczyzna czy kobieta, nic nie zwalnia z myślenia o własnym interesie.

                    Jeśli małżonek stwierdza - "jak nie będziesz posłuszny/posłuszna to lądujesz na ulicy" to problem nie jest z aktem własności, ale z przemocą w związku, a dom jest tylko narzędziem szantażu. Zgadzam się, że takie sytuacje rozwalą związki, które i tak by się z czasem rozwaliły - po prostu pewne rzeczy wychodzą wcześniej i silniej. A im szybciej się na nie reaguje tym większa szansa by postawić granice i coś zmienić, lub wyjść z takiego związku.
                    • zuzi.1 Re: dom 16.01.13, 23:22
                      sorvina napisała:
                      "Od tego ma się rozum by nie przejadać wszystkiego wiedząc, że w przypadku rozwodu traci się prawo do lokum."

                      Takie podziały na odrębne majątki w małżeństwie są bez sensu, to cos jak sp. z o.o. a nie małzenstwo. Dlatego lepiej dorabiac się od 0 na swoim razem z żoną/mężem, wówczas uniknie się takich problemów i pewnych konfliktów na tym tle, a w razie rozwodu sprawa jest prosta. Imiennych faktur też nie trzeba zbierac ;-)
                      • jop Re: dom 18.01.13, 10:10
                        A co jest złego w posiadaniu zarówno majątku wspólnego, jak i odrębnego?!

                        My mamy wspólny dom, ale też każde z nas ma własne mieszkanie z czasów sprzed naszego związku.

                        Przed kupnem domu mieszkaliśmy w mieszkaniu mojego pana i do łba by mi nie strzeliło, żeby z tej okazji domagać się podarowania jego połowy - może dlatego, że coś tam własnego posiadam i nie mam mentalności gołodupca podpinającego się pod cudze.
                        • altz Re: dom 18.01.13, 10:42
                          jop napisała:
                          > A co jest złego w posiadaniu zarówno majątku wspólnego, jak i odrębnego?!
                          Nic w tym złego, to jest dobre rozwiązanie w naszych czasach związków na chwilę.

                          > nie mam mentalności gołodupca podpinającego się pod cudze.
                          Nie wiem, czemu, ale sobie skojarzyłem wspólne śniadanie.
                          Pani mówi: zobacz mężu, jaki ładny baleron sobie kupiłam! A tobie salceson i pasztetową, wybacz, ale na to cię stać, bo jesteś gołodupcem! :D
                          Nie trzeba nic mówić, to się czuje. :-)
                          • sorvina Re: dom 18.01.13, 11:07
                            altz napisał:

                            > > nie mam mentalności gołodupca podpinającego się pod cudze.
                            > Nie wiem, czemu, ale sobie skojarzyłem wspólne śniadanie.
                            > Pani mówi: zobacz mężu, jaki ładny baleron sobie kupiłam! A tobie salceson i pa
                            > sztetową, wybacz, ale na to cię stać, bo jesteś gołodupcem! :D
                            > Nie trzeba nic mówić, to się czuje. :-)

                            Nietrafne skojarzenie, choć pokazuje zakrzywienie myślenia sugerujące, że bogaty to zawsze cham, materialista i osoba pozbawiona uczuć wyższych. Zakupy robi się z MAJĄTKU WSPÓLNEGO, więc osobne zakupy dla małżonka "wg tego ile zarobił" to przemoc ekonomiczna i działanie pozbawione podstaw prawnych (chyba, że w małżeństwie funkcjonuje pełna rozdzielność majątkowa). Nie ma to nic wspólnego z posiadaniem majątku odrębnego z przed małżeństwa.
                            • altz Re: dom 18.01.13, 11:30
                              sorvina napisała:
                              > Nietrafne skojarzenie, choć pokazuje zakrzywienie myślenia sugerujące, że bogat
                              > y to zawsze cham, materialista i osoba pozbawiona uczuć wyższych.
                              To było skojarzenie na tekst o "mentalności gołodupca podpinającego się pod cudze".
                              Skojarzenie według mnie trafne.

                              > Zakupy robi się z MAJĄTKU WSPÓLNEGO, więc osobne zakupy dla małżonka
                              > "wg tego ile zarobił" to przemoc ekonomiczna i działanie pozbawione podstaw
                              > prawnych
                              A czy mąż zasłużył na kawałek baleronu? ;-) Nie zasłużył, bo ma dużo wyższe koszty za utrzymanie domu, a pensję mizerną i jeszcze musi utrzymać dzieci na poziomie mamy.
                              Mi się kiedyś zdarzyło, że musiałem odmówić w podobnej sytuacji, źle się z tym czułem i nie chciałem, żeby ktoś do mnie dokładał. Chyba kobiety lepiej się czują w sytuacji, gdy zarabiają dużo mniej od partnera, niż w odwrotnej sytuacji. Znając siebie, to bym radykalnie ciął koszty na siebie. Zresztą, teraz też tak robię, większa część pensji idzie na alimenty.
                              • jop Re: dom 18.01.13, 11:57
                                >Skojarzenie według mnie trafne.

                                Smutna projekcja Twoich własnych kompleksów i nieciekawej sytuacji.
                                • altz Re: dom 18.01.13, 12:02
                                  jop napisała:
                                  > >Skojarzenie według mnie trafne.
                                  > Smutna projekcja Twoich własnych kompleksów i nieciekawej sytuacji.
                                  To nie jest to, o czym piszesz. To była reakcja na bardzo agresywny tekst, który miał być pochwałą siebie, a pokazał zupełnie co innego.

                                  Ja nie narzekam na swoją sytuację, żyję spokojnie, nie kradnę, jeszcze się finansowo odkuję, potrzebuję tylko czasu i trochę szczęścia.
                              • sorvina Re: dom 18.01.13, 12:13
                                altz napisał:

                                > A czy mąż zasłużył na kawałek baleronu? ;-) Nie zasłużył, bo ma dużo wyższe kos
                                > zty za utrzymanie domu, a pensję mizerną i jeszcze musi utrzymać dzieci na pozi
                                > omie mamy.

                                To twoje przekonania i podejście. Mnie nie przyszło by do głowy uważać, że jak partner zarabia mniej to ma mniejsze prawa i musi żyć na gorszym poziomie. Bo ludzie wnoszą do związku nie tylko pensję, ale i swoje zaangażowanie, pomoc dla partnera i wiele innych - trudnych do przeliczenia na kasę, a czasem całkowicie bezcennych rzeczy. Jeśli ktoś chce rozliczać się dokładnie wg zarobionej złotówki to imho małżeństwo nie jest dla niego.

                                To, że źle się czujesz dostając i nie doceniasz swojego materialnego wkładu, to też twoje. Są żony i matki, które pozwalają sobie wmówić, że skoro mniej zarabiają, to dostają tylko na waciki kiepskiej jakości, jak i takie, które są świadome wartości swojego wkładu a za próbkę "nie zasłużyłaś" urządziły by facetowi armagedon.

                                Relacja partnerska/małżeńska jest również układem finansowym i warto ustalić go jawnie i korzystnie dla obu stron, ale nie jest TYLKO układem finansowym. Ludzie boją się mówić o pieniądzach, mają oczekiwania, których nie mają odwagi sformułować, ale w powietrzu one wiszą i zatruwają związek. Ja uważam, że lepiej takie rzeczy załatwiać otwarcie i zdrowiej jest przyznać, że się ma konkretne oczekiwania i sporządzić stosowną umowę - wtedy partner może w to świadomie wejść lub nie, niż udawać, że tak kochamy się bezwarunkowo, a potem wyskakiwać z pretensjami.
                            • edw-ina Re: dom 18.01.13, 11:42
                              Dla mnie ta cała dyskusja obnaża te wszystkie emocje i osobnicze potrzeby, które zwykle są skrywane, ponieważ zmuszają do powiedzenia, że relacja to układ biznesowy. I popadamy ze skrajności w skrajność. Ponieważ poruszamy się w granicach: wszystko dla rodziny, nic dla mnie - kontra - muszę myśleć przede wszystkim o sobie, bo co, jeśli nie wyjdzie. Obie postawy wydają mi się nie na miejscu.
                              Po pierwsze - jaki jest sens wchodzenia w związek małżeński, jeśli zakłada się, że się nie uda? Szczerze? Nie weszłabym w taki związek, bo nie widziałabym celu. Jeśli to jednak robisz, to zakładasz, że się uda. Ale nie uda się, jeśli z każdej strony będą obwarowania, które mają nas osłonić na wypadek porażki. Bo to trochę jak rokowania pokojowe prowadzone pod bronią.
                              Po drugie kiedy jest się w związku, to podejmuje się decyzje dobre dla całego związku i obie strony pracują na sukces. Nie zawsze ta praca, a co za tym idzie płaca jest tożsama. Np. kobieta, która rezygnuje z pracy zawodowej, by odciążyć męża, który rozwija karierę, tak samo przyczynia się do rozwoju tej kariery, jak i on. Co za tym idzie - wszelkie profity z rozwoju tej kariery są wspólne. Ponieważ każda ze stron wniosła w to pracę, choć każda inną.
                              Po trzecie - wybacz, ale nie wyobrażam sobie dorosłego funkcjonowania w domu, do którego nie mam prawa. To jest zawsze sytuacja konfliktogenna i to niezależnie od tego, czy to małżeństwo żyje i inwestuje w dom teściów, czy mąż - żona mieszkają w domu/mieszkaniu jednego z nich. Pozbawia poczucia bezpieczeństwa. A jak tworzyć związek, bez poczucia bezpieczeństwa?
                              • jop Re: dom 18.01.13, 12:19
                                >Np. kobieta, która rezygnuje z pracy zawodowej, by odciążyć męża, który rozwija karierę,
                                >samo przyczynia się do rozwoju tej kariery, jak i on.

                                Zawsze mnie fascynowało, w jaki niby sposób - że niby wyprasowane koszule i obiad pod nos tak bardzo przyczyniają się do rozwoju kariery? Nie wydaje mi się, ogarnięcie własnych czterech liter na poziomie minimum to nie jest rocket science, a jak ktoś ma w tej dziedzinie bardziej wyrafinowane potrzeby, to może za to po prostu zapłacić.

                                Poświęcanie się dla cudzej kariery to najgłupsza rzecz, jaką można zrobić w życiu - jakoś tak dziwnie składa się, że jedynym wygranym w takich układach jest facet, który miał beztroskie życie, karierę, pieniądze, a kobieta zostaje bez kasy, bez dośwadczenia zawodowego, bez środków do utrzymania i bez choćby kawałka tego wpół mitycznego wspólnego majątku (bo nagle okazuje się, że ów majątek tajemniczo wyparował).
                                • edw-ina Re: dom 18.01.13, 12:27
                                  jeżeli dla ciebie to wszystko kończy się na wyprasowaniu koszuli i podaniu obiadu, to deprecjonujesz życie wielu osób (i nie tylko kobiet, znam przypadki mężczyzn, którzy się na to zdecydowali) i ich hierarchię wartości. Poza tym chyba nie miałaś kontaktu z osobami, których życie zawodowe pochłania większość życia w ogóle. Jeśli w takiej sytuacji chce się mieć rodzinę, to niestety ktoś musi pójść na ustępstwa.
                                  • jop Re: dom 18.01.13, 12:50
                                    Powiedziałabym raczej, że mam właściwą optykę - poświęcanie codziennie pół dnia na przygotowanie bażanta z fła gra i spryskiwanie świeżej pościeli lawendową mgiełką nie jest obowiązkowe i spokojnie można się bez tego obejść - poświęcanie własnej kariery, choćby rozumianej jako jakiekolwiek umiejętności, które pozwolą przeżyć w razie czego, żeby zostać służącą, kuchtą i szoferem, to solidny strzał w kolano.

                                    Generalnie w mojej okolicy wszystkim praca zawodowa pochłania sporą część życia, a jakoś nie obserwuję tendencji do rzucania pracy przez jedną ze stron związku. Ba, nawet u tych, którzy mają dzieci! (Choć to także jest nieobowiązkowe, przypominam).
                                    • edw-ina Re: dom 18.01.13, 13:11
                                      Ja mówię o współpracy dla dobra rodziny, ty o zrzucaniu obowiązków - to są kwestie wykluczające się. Ja mówię o poszanowaniu wkładu każdej z osób, ty deprecjonujesz wkład nie polegający na przynoszeniu do domu pieniędzy. Ja mówię o sytuacji, w której jedna ze stron decyduje się wziąć na swoje barki utrzymanie finansowe domu, a druga zgadza się wziąć na siebie resztę. Ty uważasz, że ta druga osoba nic nie robi, bo przecież każdemu praca dużo czasu zajmuje. Nie bierzesz pod uwagę, że czasami właśnie dla dobra rodziny trzeba np. zmienić miasto/kraj zamieszkania. Że kiedy jedno z rodziców jest zmuszone funkcjonować np. w ciągłych rozjazdach, to drugie ma dwa razy tyle pracy. Jestem ostatnią osobą, która powie komukolwiek by nie dbał o własne aspiracje, odpuszczała sobie rozwój. Ale nie potrafię znaleźć w sobie takiej buty, która pozwoliłaby mi zdeprecjonować osoby, które decydują się zrezygnować z pewnych rzeczy dla dobra całej rodziny.
                              • sorvina Re: dom 18.01.13, 12:25
                                Wiele fajnych uwag napisałaś, jednak nie ze wszystkim się zgadzam.

                                Poza podejściem hurra-optymistycznym - NA PEWNO będziemy ze sobą do grobowej deski i nie trzeba ZUPEŁNIE patrzeć na pieniądze, a ultra-pesymistycznym - NA PEWNO się rozstaniemy, muszę liczyć każdą złotówkę jest jeszcze miejsce na realizm. Świadomość, że skupiamy się na tym by wyszło, dbamy o związek i swoje szczęście nawzajem, jednak rozumiemy, że po latach nasze drogi mogą się rozejść/jedno może umrzeć znacznie wcześniej i warto o kondycję finansową obu stron na taką ewentualność zadbać.

                                edw-ina napisała:

                                > Po trzecie - wybacz, ale nie wyobrażam sobie dorosłego funkcjonowania w domu, d
                                > o którego nie mam prawa. To jest zawsze sytuacja konfliktogenna i to niezależni
                                > e od tego, czy to małżeństwo żyje i inwestuje w dom teściów, czy mąż - żona mie
                                > szkają w domu/mieszkaniu jednego z nich. Pozbawia poczucia bezpieczeństwa. A ja
                                > k tworzyć związek, bez poczucia bezpieczeństwa?

                                Ok, tylko można to rozwiązać inaczej niż przepisując połowę domu na małżonka od tak. Ktoś tu pisał o chyba najoptymalniejszym rozwiązaniu: małżonkowie mają WSPÓLNE mieszkanie, a poza tym każde jakiś mniejszy lub większy majątek osobisty z którym weszli do związku np. mieszkanie, które można wynająć. Znam parę, która właśnie oddała do wynajmu własne mieszkania by razem wpierw wynajmować a potem wziąć na kredyt WŁASNE, by każdy miał tutaj równe prawa. Może na początku nie było to bardzo korzystne ekonomicznie, ale było inwestycją w związek. Oczywiście przy naprawdę trudnej sytuacji finansowej to nie jest łatwe, jednak chyba najzdrowsze. Jeśli małżonek właściciel bardzo chce zostać w domu od rodziców, to można to inaczej załatwić. Na pewno potrzeba czucia się bezpiecznie małżonka powinna być uszanowana.
                                • edw-ina Re: dom 18.01.13, 12:36
                                  Sorvina - ja nie uważam, że należy wskoczyć z butami w studnię - jak pisał o małżeństwie Wyspiański. Ale nie podoba mi się też tak usilne obwarowywanie się. Namawiam do szukania kompromisu. Ale nie takiego, który ustawiałby którąś ze stron w roli klienta.
                                  Odnośnie dbania o kondycję finansową obu stron - też się zgadza. M.in. dlatego mamy polisy na życie cedowane na tę drugą osobę. Dla mnie odrębność w związku wyraża się w innych kwestiach niż trzymanie czegoś na wszelki wypadek. Odrębność to fakt, że ktoś mi ufa i nie sprawdza: z kim rozmawiam, na co wydaję pieniądze. Nie próbuje zmienić moich przekonań, nie chce odcinać mnie od bliskich, a w pewnych chwilach rozumie, że na moment musi być na drugim planie. Ale odrębnością nie jest: to jest moje, więc od tego wara.
                                  O wspólnym domu napisałam ja, ponieważ tak właśnie zrobiliśmy. Mogliśmy przejąć dom rodzinny M, ale to zawsze byłby jego dom. Zamiast tego pozbyliśmy się oddzielnych nieruchomości, kupiliśmy własny dom, a na dodatkowe rzeczy typu remont, po prostu wzięliśmy kredyt. Ponieważ to ma być NASZ dom. Wspólny. W którym każdy ma identyczne prawa i identyczne możliwości.
                                  • sorvina Re: dom 18.01.13, 13:30
                                    edw-ina napisała:

                                    > Sorvina - ja nie uważam, że należy wskoczyć z butami w studnię - jak pisał o ma
                                    > łżeństwie Wyspiański. Ale nie podoba mi się też tak usilne obwarowywanie się. N
                                    > amawiam do szukania kompromisu. Ale nie takiego, który ustawiałby którąś ze str
                                    > on w roli klienta.

                                    Edwina, ja też nie czułabym się dobrze w sytuacji, gdy każdy element małżeństwa podlega umowie, MUSZĘ np. robić obiad co drugi dzień, zawsze mieć idealnie ufarbowane włosy i zarabiać co najmniej średnią krajową bo jak nie to won. Natomiast uważam, że jeśli ktoś ma takie oczekiwania i bez ich spełnienia nie wyobraża sobie związku, to lepiej by robił to otwarcie i na piśmie. Nie twierdzę, że moje rozwiązania są najlepsze. Wyobrażam sobie, że dwie osoby, które podobnie się boją i trudno im ufać, w takiej umowie mogą odnaleźć pewne poczucie bezpieczeństwa. We wszystkim co piszę chodzi mi o dostrzeżenie, że jak ktoś bardzo chce to są różne sposoby zabezpieczenia swoich interesów. I tak jak podobnie jak Ty uważam, że wkład "kury domowej" w budowanie domu może być bardzo wartościowy, to nawet jeśli na początku małżeństwa mąż deklaruje, że tak - jest gotów utrzymywać żonę bo dla niego ciepło domowego ogniska jest najważniejsze, to żona bardzo ryzykuje wchodząc w taki układ. Po 20 latach panu może się odwidzieć i okazać niechętny do dalszego finansowania żony, która nie ma ani pracy ani doświadczenia. W takich sytuacjach, gdy ryzyko jest bardzo duże, jednak lepiej zdecydować się na jakąś formę zabezpieczenia swojej przyszłości, albo nie rezygnować z kariery i liczyć na siebie. Różni ludzie mogą dokonać różnych wyborów, warto by byli świadomi, że je mają.
                                    • edw-ina Re: dom 18.01.13, 13:45
                                      Tak, tylko obie strony muszą się zgodzić na dany styl "zabezpieczenia". A w tym wątku pokutuje przekonanie, że jedna strona ma prawo dbać o własny interes, a drugiej nic do tego.
                                      A odnośnie decyzji pozostania w domu - oczywiście, że jest to obciążone ryzykiem. Tak samo jak decyzja, że jednak oboje skupiamy się na karierze, a nasze dzieci wychowują nianie. Niestety zawsze jest coś za coś w takiej sytuacji.
                                      A kwestię panu/pani utrzymującej dom się odwidziało reguluje prawo. W takiej sytuacji połowa wypracowanego majątku należy do drugiej osoby, a często dodatkowo należą się jej/jemu alimenty, jako temu, który poświęcił swoje możliwości zarobkowe dla dobra rodziny.
                            • jop Re: dom 18.01.13, 11:56
                              No właśnie - jeśli ktoś ma tak porąbaną mentalność, że rozlicza każdą wydaną na wspólne rzeczy złotówkę i pilnuje, zeby ktoś przypadkiem nie wypił 0,5 szklanki soku więcej, to należy uciekać od niego jak najdalej, niezależnie od stanu majątkowego.

                              Ale domaganie się połowy cudzej nieruchomości "bo tak" to zupełnie inna liga i IMHO bucówa.
                    • verdana Re: dom 16.01.13, 23:23
                      Czxyli facet z tego co zarobi ma nie łożyć na rodzinę, tylko zbierać na własne mieszkanie? Juz widzę zachwyt małżźonki, gdy duża część zaroblku męża jest zarezerwowana na kupienie mu mieszkania na wypadek rozwodu, a nie ma na codzienne wydatki. Pieniadze w małżeństwie sa wspólne - trudno zatem, aby jedno z małżonków miało wspólne pieniądze nie łożyć w dobrobyt rodziny, ale wyłącznie w zapewnienie sbie azylu na wszelki wypadek.
                      W zwiazku, gdzie jedna osoba dysponuje mieszkaniem, a druga niczym - nie trzxeba żadnej przemocy. Wystarczy świadomość, że po prostu nie mozna odejść niezaleznie od sytuacji, aby dom stał sie więzieniem.
                      • satoja Re: dom 16.01.13, 23:41
                        Dwie dorosłe pracujące osoby, z lokum za które najmu ani kredytu nie płacą - i "nie ma na codzienne wydatki"? To może trzeba pracy wreszcie poszukać a nie oglądać się co by tu jeszcze z teściów wydoić?
                      • annb Re: dom 17.01.13, 08:28
                        Ależ można odejśc.Ludzie odchodzą. Dom nie jest gwarantem utrzymania małzeństwa za wszelką cenę.
                        • verdana Re: dom 17.01.13, 18:00
                          Nie można, bo nie ma dokąd.
                          Wyobraźmy sobie, zę to żona ma kochanka. Mąż może albo odejść "do nikąd", albo tolerować sytuację. To jest patologiczny układ, kiedy jena strona ma świadomość, zę ma aż taką przewagę nad drugą.
                          • sorvina Re: dom 17.01.13, 18:42
                            verdana napisała:

                            > Nie można, bo nie ma dokąd.
                            > Wyobraźmy sobie, zę to żona ma kochanka. Mąż może albo odejść "do nikąd", albo
                            > tolerować sytuację. To jest patologiczny układ, kiedy jena strona ma świadomość
                            > , zę ma aż taką przewagę nad drugą.

                            No tak, w tym kraju absolutnie nie ma mieszkań/pokojów na wynajem. Powrót do rodziców też nigdy nie wchodzi w grę. WSZYSCY mieszkają we własnych, ewentualnie w "małżonkowych" lokalach. Autorka i jej mąż planują zakupienie mieszkań dla swoich dzieci, wnioskuję, że wynajem czegoś dla męża nie byłby finansowym problemem.

                            Sytuacje mogą być bardzo różne, jednak nie przesadzajmy - nie każdy korzysta ze swojej przewagi materialnej, nadużywa prawa własności i terroryzuje małżonka. A czasem to ten z mniejszym zapleczem finansowym manipuluje bardziej.

                            Zaczynam się zastanawiać co wg was jest najlepszym rozwiązaniem. Bo z kolejnych wypowiedzi rozumiem, że uważacie, że mezalians finansowy to zło i jest znacznie zdrowiej jest gdy OBIE osoby zaczynają od zera, nie śpią po nocach bojąc się spłaty kredytu i w przypadku rozpadu małżeństwa lądują na ulicy z ratami do spłacenia. To znacznie lepsze niż życie w mieszkaniu/domu małżonka, bo ten stres, że on kiedyś po rozwodzie wyrzuci... Z tego stresu pewnie wszystko co zaoszczędzi na braku kredytu to przeje i taki bidny zostanie z jedną walizką, jakby różnych rozwiązań zabezpieczających swój interes nie było. Ewentualnie powinien płacić 50% kosztów mediów a jak pani właścicielka ma fanaberię pomalować dom, w którym on też mieszka, to może łaskawie raz na kilka lat się na farby dorzucić, ale nawet uszczelki nie wymieni, bo to przecież NIE JEGO... Tak mi się przypomina facet mojej znajomej, który ileś miesięcy z nią mieszkał i nie raczył się dorzucać nawet do opłat, bo stwierdził, że przecież ona i tak ogrzewa i za prąd płaci, z nim nie ma większych kosztów. Tak właściwie to płaciłby może za hotel, a u niej za niskiej jakości obsługa jak na hotel, więc mu się nie poczuwa do płacenia... zawsze znajdzie się wymówka do życia na cudzy koszt.

                            U autorki sytuacja jest prosta: postanawiają dużą kwotę ze wspólnego majątku przeznaczyć na mieszkania dla dzieci i oraz remont domu rodzinnego, w którym ON nie ma udziałów. Równie dobrze mogliby kupić mieszkanie dla siebie samych, w którym on miałby 50% udziałów( a po śmierci przekazałby je dzieciom czy wnukom, a żona dom czy pieniądze z jego sprzedaży drugiemu dziecku) - przez co mąż mógłby czuć się bezpieczniej. Postanawiają jednak załatwić to w ten sposób i w tych okolicznościach prośba o przepisanie części domu (nie wiem czy akurat połowy) na niego jest rozsądna. To nie jest pytanie czy przepisać na męża pół domu od tak, tylko czy w ten sposób uczciwie jest rozliczyć wspólną inwestycję w remont domu.
                            • altz Re: dom 17.01.13, 19:31
                              sorvina napisała:
                              > No tak, w tym kraju absolutnie nie ma mieszkań/pokojów na wynajem. Powrót do ro
                              > dziców też nigdy nie wchodzi w grę. WSZYSCY mieszkają we własnych, ewent
                              > ualnie w "małżonkowych" lokalach.
                              Ja nie mam do kogo "wrócić", jestem w takiej sytuacji.
                              Póki się dobrze zarabia, to faktycznie nie jest problem. Wystarczy jednak stracić dobrą pracę i dostać tylko taką za 1300 zł miesięcznie, zachorować i jesteś ugotowana, nawet bez płacenia alimentów.

                              > Zaczynam się zastanawiać co wg was jest najlepszym rozwiązaniem. Bo z kolejnych
                              > wypowiedzi rozumiem, że uważacie, że mezalians finansowy to zło i jest znaczni
                              > e zdrowiej jest gdy OBIE osoby zaczynają od zera, nie śpią po nocach bojąc się
                              > spłaty kredytu i w przypadku rozpadu małżeństwa lądują na ulicy z ratami do spł
                              > acenia.
                              Jasne, że lepiej, gdy się razem dorabiają, o ile mają takie możliwości. Często się nie da i wtedy różnice majątku stają się powodem do zgrzytów.

                              > To znacznie lepsze niż życie w mieszkaniu/domu małżonka, bo ten stres,
                              > że on kiedyś po rozwodzie wyrzuci... Z tego stresu pewnie wszystko co zaoszczę
                              > dzi na braku kredytu to przeje i taki bidny zostanie z jedną walizką, jakby róż
                              > nych rozwiązań zabezpieczających swój interes nie było.
                              Zupełnie inaczej się żyje nie mając nic własnego. Zaciska się pasa i zaczyna się zbierać pieniądze na zakup czegokolwiek. Gdy ma się dom, to zazwyczaj są jakieś wydatki i to często spore, dom jest często za duży na oszczędzanie. Jeśli się dorabiamy, to kawalerka 17 metrów wystarcza, jak się ma dom, to przeważnie spory, duże są rachunki bieżące, różne koszty: wymiana dachu, instalacji, podłóg, malowanie, zmiana mebli, a żyje się na wyższym standardzie wyjeżdżając gdzieś na wakacje, zamiast oszczędzać.
                              Nie wyobrażam sobie sytuacji, gdy żona się pyta męża o urlop, a on mówi: kochanie, pojedź z dziećmi, ja sobie odłożę na kawalerkę!- chociaż tak się powinno robić dla własnego dobra.

                              Piszesz tak, bo widocznie Ci się powodzi i prawdopodobnie nie miałaś takiej sytuacji, ja żyję obecnie w biedzie i rozumiem te problemy i wątpliwości, a trochę widziałem nieszczęść, widziałem też przemiany z zakochanych po uszy małżonek/ków w wyrachowanego agresora bez skrupułów. Dobry i dojrzały człowiek się nie zeszmaci, ale takich dojrzałych nie ma za wielu, ale i ich może dopaść jakaś sytuacja losowa.
                              • sorvina Re: dom 17.01.13, 20:17
                                Wiem co to znaczy mieć 1 zł w portfelu i bać się odcięcia prądu. A przemoc ekonomiczną znam aż za dobrze. Natomiast gdy jest bieda po rozwodzie to problem jest w niskich zarobkach, fatalnej sytuacji w kraju i cenach mieszkań itp. a nie w tym, że jeden małżonek ma mieszkanie a drugi nie. Warto położyć odpowiedzialność i szukać rozwiązania tam gdzie one naprawdę są, a nie gdzie jest wygodniej.
                                Nie podobna mi się myślenie, że jeden małżonek miał pecha i mniej bogatych rodziców, to drugi mu musi wyrównać swoim kosztem. Jeśli jeden małżonek wyszedł z domu z jedną walizką i przez naście lat zarabiał tylko na styk kosztów życiowych, to z partnerem o podobnym statucie finansowym nie miałby lepiej tylko gorzej i nawet o mieszkaniu na kredyt nie byłoby mowy. Taniej jest żyć we dwoje i po rozstaniu pogorszy się sytuacja obu stronom, tak to już jest. I o ile uważam, że ze zwykłej przyzwoitości nie powinno się partnera wyrzucać z dnia na dzień z domu (co przy trwaniu rozwodów raczej się nie dzieje), to nie znaczy, że trzeba mu zapewnić ten sam standard życia, do którego się przyzwyczaił. Jakieś zabezpieczenie w formie alimentów też jest czasowe. W pewnym momencie trzeba stanąć na nogi i ułożyć sobie życie bez byłego małżonka i jego pieniędzy.

                                W sytuacji drastycznej różnicy zarobków rzeczywiście sprawa jest trudna i wymaga dużo wyrozumiałości i kompromisów z obu stron. Zresztą warto pamiętać, że tak jak u autorki - sytuacja finansowa małżonków może się w ciągu lat znacznie zmienić.
                                Jeśli np. żona upierała by się, by wszystkie pieniądze wydawać, tak że nie byłoby mowy o oszczędzaniu, to warto przemyśleć sens takiego związku, bo to po prostu nieodpowiedzialne. Z drugiej strony dłuższe życie poniżej standardu, bo małżonek chce oszczędzać na coś "swojego" nie jest uczciwe wobec bogatszego małżonka, który chciałby coś mieć ze swojej pracy. Ludzie dorabiają się latami, autorka zaczęła z wyższego pułapu, bo dostała dom od rodziców, mąż z inną partnerką mógłby przez te 10 lat mieszkać w kawalerce, więc nie oszukujmy się życie z bogatszą osobą, to nie tylko lęk przed tym co będzie dalej - to większa wygoda na bieżąco.

                                Moja 55 letnia znajoma pół roku temu wyprowadziła się do córki. Przez lata pracowała w mniej obciążającej pracy by zajmować się domem i dziećmi, a mąż mógł spokojnie rozwijać swój interes. Mąż ciągle jej mówił, że wszystko jest jego, bo ona na nic nie zarobiła i ona w to wierzyła, pozwalając by nikt nie doceniał jej wkładu w to małżeństwo i łatwiejsze życie męża. Nie miała nawet dostępu do kont, jej pensja szła na rachunki i zakupy, on wydzielał jej kasę na wszystko. Gdy straciła pracę bardzo się nad nią pastwił. W końcu miała dość, poszła na terapię i zrozumiała, że sama robiła z siebie ofiarę. Popracowała nad swoim poczuciem własnej wartości, znalazła pracę odnajdując siłę we własnej - nawet skromnej niezależności i zaczęła z nim inaczej rozmawiać. Ostatnio dał jej dostęp do kont i przedstawił spis ICH majątku. Nie wiem czy i tak się z nim nie rozwiedzie, bo za dużo złego się działo, jednak dzięki temu, że sama zaczęła liczyć na siebie a nie czekać, aż on się o nią zatroszczy, zmieniła swoją sytuację. Lepiej późno niż wcale. Nawet przy dużej dysproporcji zarobków majątek dorobkowy jest wspólny, trzeba tylko zadbać by mieć do niego dostęp.

                                A co do znanych mi ludzi robiących świństwa przy okazji rozwodu, dziwnym trafem nie byli to ludzie o kryształowych osobowościach. Tylko wcześniej było ok, bo świństwa robili razem z małżonkiem innym i nagle wielkie zdziwienie, że odwalają numer małżonkowi. Nie znam ludzi którzy mieli kręgosłup moralny nie tylko deklarowany, ale realizowany i nagle zmienili się w straszne świnie. Za to jak się żyje ze świnią, to trzeba mieć wszystko na piśmie, bo niczego innego nie uszanują.
                                • altz Re: dom 17.01.13, 21:08
                                  sorvina napisała:
                                  > Nie podobna mi się myślenie, że jeden małżonek miał pecha i mniej bogatych rodz
                                  > iców, to drugi mu musi wyrównać swoim kosztem.
                                  Nikt nikogo nie zmusza, przecież można mieć parobka w domu i dobrze się z tym czuć. :-)
                                  Znam takie sytuacje, że pan miał smykałkę, przez kilka lat zrobił gruntowny remont domu i wtedy dopiero dostał kopa. :-)

                                  > Jeśli jeden małżonek wyszedł z domu z jedną walizką i przez naście lat zarabiał tylko na styk
                                  > kosztów życiowych, to z partnerem o podobnym statucie finansowym nie miałby lepiej tylko
                                  > gorzej i nawet o mieszkaniu na kredyt nie byłoby mowy.
                                  Tak uważasz, ja myślę inaczej. Myślę, że w dłuższym czasie miałby większy majątek, bo dopasowując się do małżonka żył ponad stan. Nie ma mowy o kredycie, ale o oszczędzaniu już tak.

                                  > Taniej jest żyć we dwoje i po rozstaniu pogorszy się sytuacja obu stronom, tak to już jest.
                                  Lepiej żyć z osobą o podobnym dochodzie i podobnej motywacji.

                                  > I o ile uważam, że ze zwykłej przyzwoitości nie powinno się partnera wyrzucać z dnia na
                                  > dzień z domu (co przy trwaniu rozwodów raczej się nie dzieje)
                                  Nie wyrzuca się, wymienia się po prostu zamki. :-)

                                  > to nie znaczy, że trzeba mu zapewnić ten sam standard życia, do którego się przyzwyczaił.
                                  > Jakieś zabezpieczenie w formie alimentów też jest czasowe. W pewnym momencie trzeba
                                  > stanąć na nogi i ułożyć sobie życie bez byłego małżonka i jego pieniędzy.
                                  Nikt nie wymaga zabezpieczanie standardu życia, ja nie znam mężczyzn w takiej sytuacji, zazwyczaj tracą, znam za to trochę kobiet, które się przyzwyczaiły i nie chcą odzwyczaić. ;-)
                                  A co do alimentów, raczej jest odwrotnie, to zazwyczaj ten biedy płaci alimenty bogatszemu.

                                  > Z drugiej strony dłuższe życie poniżej standardu, bo małż
                                  > onek chce oszczędzać na coś "swojego" nie jest uczciwe wobec bogatszego małżonk
                                  > a, który chciałby coś mieć ze swojej pracy.
                                  Ja przecież o czym innym pisałem. Pani zarabia, to pani sobie jedzie do Egiptu na wakacje. Pan w tym czasie łapie fuchę i odkłada na swoje, bo go na wakacje nie stać, a musi kiedyś odłożyć.
                                  Osobiście planuję najbliższy urlop w 2024, nie mam innego wyjścia, muszę pracować na urlopie przez najbliższy czas.

                                  > mąż z inną partnerką mógłby przez te 10 lat mieszkać w kawalerce, więc nie oszukujmy się > życie z bogatszą osobą, to nie tylko lęk przed tym co będzie dalej - to większa wygoda na b
                                  > ieżąco.
                                  To nie jest żadna wygoda, to jest czekanie na walizkach, o ile byłby tego świadomy.
                                  Widziałem już takie sytuacje, że pan był w porządku, utrzymywał bez słowa, dzielił się pensją. Został wyciśnięty jak cytryna, a gdy żona doszła do większych pieniędzy, zostawiła pana i okazało się, że panu nic się nie należy. Stracił wiele lat, dopasował się do partnerki, gdyby był sam, miałby zaoszczędzone na kawalerkę. Po prostu zła inwestycja. ;-)

                                  Ja wiem, że takie są panie, ale i tacy są panowie. Dopiero przy rozstaniu dowiadujemy się, z kim byliśmy przez lata. Ludzie zazwyczaj są podli, może nie wszyscy, tylko 95%. :-D
                                  • sorvina Re: dom 17.01.13, 21:40
                                    altz napisał:

                                    > > Jeśli jeden małżonek wyszedł z domu z jedną walizką i przez naście lat za
                                    > rabiał tylko na styk
                                    > > kosztów życiowych, to z partnerem o podobnym statucie finansowym nie miał
                                    > by lepiej tylko
                                    > > gorzej i nawet o mieszkaniu na kredyt nie byłoby mowy.
                                    > Tak uważasz, ja myślę inaczej. Myślę, że w dłuższym czasie miałby większy mająt
                                    > ek, bo dopasowując się do małżonka żył ponad stan. Nie ma mowy o kredycie, ale
                                    > o oszczędzaniu już tak.

                                    Pisałam o sytuacji gdy bez kredytu zarabiał na styk. Z większymi obciążeniami nie miałby więcej do odkładania.

                                    Co do "inwestowania" we współmałżonka, to chyba podstawowy problem w podejściu do dawania. Moim zdaniem jeśli robimy coś z jasnym celem, że to inwestycja w przyszłość, to lepiej robić to otwarcie i na papierze - jasna umowa - co dajemy, co chcemy w zamian. Celebryci i ludzi biznesu coraz częściej spisują umowy małżeńskie - ma to sens. Inaczej lepiej dawać tylko jeśli chcemy i pogodzimy się z tym, że druga osoba może nam kiedyś odwalić numer. Jeśli chcę utrzymywać partnera, to robię to bo cieszy mnie, że on np, pracuje w pracy którą lubi, nawet jeśli mniej zarabia, albo przez dłuższy czas rozkręca biznes, chcę by jednocześnie żył na poziomie. Jeśli mi to dawanie przeszkadza, to albo jasno stawiam sprawę, że chcę by więcej zarabiał, bo nie wyobrażam sobie by ta sytuacja długo trwała i rozstaję się, jeśli to się nie zmienia, albo np. za pomoc w rozkręcaniu biznesu dostaję udział w firmie - może nie wypalić, jak każda inwestycja, ale jak wypali to coś będę z tego miała.

                                    Co do pana "złota rączka" pytanie czy nie robił tego bo lubi? A od strony prawnej trzeba by się dowiedzieć, czy nie może wystąpić o zwrot kosztów robocizny za podniesienie wartości nieruchomości.
                                    • altz Re: dom 17.01.13, 22:44
                                      sorvina napisała:
                                      > Co do "inwestowania" we współmałżonka, to chyba podstawowy problem w podejściu
                                      > do dawania. Moim zdaniem jeśli robimy coś z jasnym celem, że to inwestycja w pr
                                      > zyszłość, to lepiej robić to otwarcie i na papierze - jasna umowa - co dajemy,
                                      > co chcemy w zamian.
                                      Wtedy to już nie jest związek kochających się ludzi, tylko spółka handlowa. ;-)

                                      > Inaczej lepiej dawać tylko jeśli chcemy i pogodzimy się z
                                      > tym, że druga osoba może nam kiedyś odwalić numer.
                                      To nie chodzi o żaden numer. Ludzie się z czasem zmieniają i idą w inną stronę, trudno za to winić, tylko trochę szkoda zmarnowanych lat.

                                      > Jeśli mi to dawanie przeszkadza, to albo jasno stawiam sprawę, że chcę by więcej zarabiał,
                                      > bo nie wyobrażam sobie by ta sytuacja długo trwała i rozstaję się, jeśli to się nie zmienia,
                                      > albo np. za pomoc w rozkręcaniu biznesu dostaję udział w firmie - może nie wypalić, jak
                                      > każda inwestycja, ale jak wypali to coś będę z tego miała.
                                      A ja to traktuję tak po ludzku, lubię się dzielić gdy mam, więc się dzielę i o tym nie myślę. W razie porażki pieniędzy mi nie żal, ale szkoda mi czasu, bo życie jest krótkie i młodość bardzo szybko mija.

                                      > Co do pana "złota rączka" pytanie czy nie robił tego bo lubi?
                                      Oj, chyba nic z takich prac nie robiłaś. :-) Mało kto lubi po pracy mieć drugi etat.
                                      Lubić to można postawić altankę, a nie zrobić gruntowny remont domu.

                                      > A od strony prawnej trzeba by się dowiedzieć, czy nie może wystąpić o zwrot kosztów
                                      > robocizny za podniesienie wartości nieruchomości.
                                      Kto pilnuje papierów, jeśli ma mieszkać na stałe razem?
                                      Raczej to jest trudne do udowodnienia, bo przy takich pracach, gdy się mieszka w tym domu, robi się to kawałkami. Co innego remont całego domu na raz.
                                      • zuzi.1 Re: dom 17.01.13, 23:06
                                        Generalnie zgadzam się z opiniami altz w tym drzewku. Uważam, że nie opłaca się wchodzic w takie układy, a jeśli z jakichs przyczyn już musimy zamieszkac w odrębnym domu współmałżonka, to nalezy zadbac o to, aby w przypadku kosztownych remontów itp. nasz udział finans. w nieruchomosci został odpowiednio zabezpieczony prawnie, tak aby nie stracic własnych pieniędzy w przypadku ew. rozwodu.
                                        • fituq Re: dom 17.01.13, 23:55
                                          Oczywiście, że należy się zabezpieczać. Koleżanka np pracowała tylko na pół etatu, a mąż na cały. W domu trójka dzieci do obsługi, ale dzieci się zazwyczaj same jakoś wychowują, wiadomo, codzienna praca kobiety w domu właściwie nie jest wiele warta, nie to co umycie samochodu przez męża lub wkręcenie śrubki. Więc mąż jej w niczym nie musiał pomagać w domu, siadał i dostawał obiad i wyprasowane ciuchy. Żeby było sprawiedliwie, to uzgodnili dodatkowo z mężem, że dawał jej niekiedy 100zł za dobrze zrobionego loda. Widać niektórym się trafia hojny mąż. Przynajmniej uzbierała trochę kasy by spłacić jego długi z jakimi ją zostawił.
                                          • altz Re: dom 18.01.13, 07:17
                                            fituq napisała:
                                            > Żeby było sprawiedliwie, to uzgodnili dodatkowo z mężem, że dawał
                                            > jej niekiedy 100zł za dobrze zrobionego loda.
                                            Po co takie rzeczy pisać? :-) Ludzie są różni, są też patologie u obu płci. Każdy jednak odpowiada za siebie.
                                            Ja osobiście bym nie czekał lata, sam bym się starał jakoś zrekompensować partnerce i zabezpieczyć ją na przyszłość.
            • velluto Re: dom 16.01.13, 21:09
              verdana napisała:

              > moze stać sie przyczyną rozpadu dobrze funkcjonującego związku - bo nigdy w życiu nie
              > zgodziłabym sie na taki układ, że mogę zostać bezdomna w momencie, gdy drugiej
              > stronie znudzi się małżeństwo. I ze nie mogę odejść, niezaleznie od sytuacji, b
              > o nie mam dokąd.

              A to nie należało ustalić przed ślubem "dorabiamy się razem od zera"? uważasz za oczywiste, że teściowie mają ci coś dać, bo inaczej "ty się nie zgadzasz"?

              Ja też rozumiem lęk - ale nie tędy droga wg mnie. Lęk nie uprawnia do żądania prezentów na kwotę rzędu kilkuset tysięcy-milion.

              dlaczego miałabyś stawać się właścicielką ot tak? remonty bieżące zobowiązany jest pokrywać nawet najemca, remonty większe - się rozlicza zgodnie z prawem. I to jest uczciwe, szczególnie że mało kto robi aż takie remonty, które byłyby adekwatne do wartości połowy domu.

              Masz rację w jednym - to może rozwalić związek. Rozwali związek słaby, taki jeśli jedna strona wykorzystuje przewagę wynikającą z tego, że jest "u siebie", albo druga strona czuje się zagrożona z dowolnego powodu, niekoniecznie finansowego. Ale na szczęście w większości przypadków tak się nie dzieje - wiele osób pisało, że mieszkają u męża/żony i nikomu do głowy by nie przyszło nie czuć się na swoim tylko dlatego, ze formalnie nieruchomość ma jednego właściciela. To jednak kwestia relacji, jak są poprawne, to się nie myśli kategoriami "to moje".
    • bretoff Jak jest gdzie indziej 16.01.13, 21:48
      W Kanadzie dom / mieszkanie w chwili zawarcia malzenstwa zostaje prawnie wspolna wlasnoscia 50/50 np. rodzice kupili corce dom , po slubie polowa automatycznie nalezy do meza albo np. maz odziedziczyl po ciotce palac wart $ 2 000 000 , po slubie polowa jest juz jego zony . Gdy na swiat przyjdzie dziecko ono zostaje wlascicielem czesci , gdy malzonkowie maja 2 dzieci po ewentualnym rozwodzie ( dzieci nigdy nie sa wyrzucane z domu i praktycznie zawsze zostaja w nim z matka ) mezowi zostanie na wlasnosc szopa na narzedzia , przy trojce potomstwa juz tylko wycieraczka z pod drzwi .
      • satoja Re: Jak jest gdzie indziej 16.01.13, 22:53
        Nie do końca tak, bo nie podlegają przy rozwodzie podziałowi dobra otrzymane przez jedno z małżonków np jako prezent,spadek a także te które posiadał przed ślubem. Wyklucza się je z majątku "do podziału" . A cały pozostały majątek małżeński się sumuje (majątek i długi) i uśrednia, dzieli na pół i jedno drugiego musi wyrównać spłatą by było po równo.
        Nie wyklucza się z majątku do podziału jednak "rezydencji małżeńskiej" , czyli domu który uznano za "rodzinny" choćby wcześniej był on własnością tylko żony lub męża. Czyli jeśli dom jest żony, to po rozwodzie jego wartość wchodzi do sumy majątku do podziału.
        • bretoff Re: Jak jest gdzie indziej 17.01.13, 07:25
          Ja mowie tylko o " rezydencji malzenskiej " bo tego dotyczy watek , forumowiczow raczej nie bedzie interesowalo czyj bedzie motocykl meza , odziedziczona kolekcja znaczkow pocztowych zony jej nagroda Nobla itp.
          • aqua48 Re: Jak jest gdzie indziej 17.01.13, 11:19
            bretoff napisał:

            > Ja mowie tylko o " rezydencji malzenskiej " bo tego dotyczy watek , forumowiczo
            > w raczej nie bedzie interesowalo czyj bedzie motocykl meza , odziedziczona kole
            > kcja znaczkow pocztowych zony jej nagroda Nobla itp.

            No, co Ty, jakby żona śmiała dysponować własną nagrodą Nobla, nie podzieliwszy się nią po połowie z mężem, toż foch, oburzenie i rozwód od razu :)

            A tak nawiasem mówiąc, to ludzie czasami są ze sobą nie po to żeby dostawać z marszu połowę majątku małżonka. I może być im dobrze razem MIMO nierównego statusu majątkowego. A majątek odrębny nie świadczy o braku miłości, tylko o rozsądku.
            Weźcie przykład taki, kiedy żona przepisuje połowę domu otrzymanego od swoich rodziców na męża, a ten umiera bezdzietnie. Co wtedy? Wtedy jego połowa nie wraca automatycznie do żony, tylko ona dzieli ją z jego rodzeństwem...które ma prawo nawet wprowadzić się do tego domu, albo w przypadku gdy mąż zostawił testament, żądać od żony zachowku.
    • jodipiku Re: dom-odp. 17.01.13, 12:07
      dziekuje za wypowiedzi.....jesstem zszokowana wiekszaoscia wypowiedzi....ilez zgorzknienia, ze malzenstwo nie moze trwac do konca, era rozwodo itp...smai materialisci?szok!
      Zgadzam sie z verdaną - ja wlasnie stawiam sie po drugiej stronie i rozumiem ojego meza. W koncu znamy sie ponad 10 l,at i na prawde nejedno w zyciu przeszlismy! Teraz od kilku lat poprawila mu sie wystuuacja finansowa(do tej pory to JA zarabialam wiecej itp.) a teraz bywa ze on wiecej....i chce cos na przyszlosc dla dzieci ;pomyslec.... chcemy im kupic mieszkania...wiadomo ze nie od razu...wiec powiedzial,ok, ten dom sobie wyremontujemy, ale chcialbym zebysmy oboje wbyli wlasicicleiami....
      dziekuje
      • edw-ina Re: dom-odp. 17.01.13, 12:18
        Cieszę się, że tak myślisz i nie potraktowałaś męża z buta. To dobrze świadczy i o tobie, i o twoim związku. I chociaż taka decyzja powiązana jest z ryzykiem, to nie oszukujmy się: większość ważnych decyzji powiązanych jest z ryzykiem. To zwykła część życia.
        Powodzenia!
      • zuzi.1 Re: dom-odp. 17.01.13, 12:22
        I bardzo dobrze myslisz, takie podejscie świadczy m.in. o Twoim prawdziwym szacunku do męza, brawo, mam nadzieję, że dożyjecie razem szczęsliwej starosci, pomimo okropnych czasów w jakich przyszło nam życ, materializm, obłuda, moje, twoje, zabezpieczenia własnego tyłka itp. i sp. z o.o. zamiast prawdziwego malżeństwa lub od razu celowy konkubinat.
        • aqua48 Re: dom-odp. 17.01.13, 12:55
          A mnie dziwi jednostronne spojrzenie na problem. Gdyby mąż tak entuzjastycznie podchodził do małżeństwa "na całe życie" to nie oczekiwałby przepisania mu połowy domu, bo po co, wszak ma do żony pełne zaufanie, nie?
          Jeśli jednak oczekuje tego, to z tym zaufaniem coś nie tak. Spodziewa się, że ukochana żona go wyroluje, każe mu remontować, a potem mu powie: żegnaj?

          Ja już jestem w tym wieku, że wiele rzeczy widziałam. Parę moich koleżanek z odchowanymi, dorosłymi dziećmi, po dwudziestopięcioleciu małżeństwa i wspólnym dorabianiu się przejechało się na takiej przepisywanej współwłasności, a ich dzieci, które miały dziedziczyć majątki, domy, mieszkania, firmy dowiedziały się, że skoro trzymają z matkami to zostaną przez tatusiów wydziedziczone, albo że na obiecanych "spadkach" ciążą kolosalne kredyty wzięte przez "troskliwych" ojców. Więc mowa o zabezpieczeniu nie jest ani obłudna, ani taka od rzeczy. Nie od dziś wiadomo, że panom w pewnym wieku druga, albo trzecia młodość plus młode, urocze, świeże dziewczę lub nowe dziecko potrafią nieźle zamącić w głowie.

          Oczywiście nie życzę tego autorce wątku, ale co przyszłość przyniesie tego nikt nie wie.
          • zuzi.1 Re: dom-odp. 17.01.13, 14:56
            Z tego co pisze autorka pan mąż chce zarobione środki finansowe wpompowac m.in. w mieszkania dla dzieci i w remont generalny domu po rodzicach autorki, co oznacza, że inwestycja będzie znacząca, może sięgnąc nawet kilkuset tys. zł, zależy jaki to dom i w jakim standardzie chcą go wyremontowac. Czy dobrze bys się czuła, gdyby ktoś włożył taaaakie pieniądze w remont Twojej odrębnej własnosci, nie miałabys z tym żadnego problemu natury etycznej, moralnej? Autorki samej prawdopodobnie nie byloby stac na to wszystko samodzielnie, gdyby nie mąż.
            • jolunia01 Re: dom-odp. 17.01.13, 15:35
              zuzi.1 napisała:

              > Z tego co pisze autorka pan mąż chce zarobione środki finansowe wpompowac m.in.
              > w mieszkania dla dzieci i w remont generalny domu po rodzicach autorki, co ozn
              > acza, że inwestycja będzie znacząca, może sięgnąc nawet kilkuset tys. zł,....

              Chce "wpompować" dorobek WSPÓLNY, ale z zastrzeżeniem, że dopiero, gdy zostanie współwłascicielem ODRĘBNEGO majątku żony. Wysokośc tego "wpompowania" jest nieistotna. autorka przez lata zarabiała więcej od niego.


              > Czy dobrze bys się czuła, gdyby ktoś włożył taaaakie pieniądze w remont Twojej odrębnej
              > własnosci, nie miałabys z tym żadnego problemu natury etycznej, moralnej?

              Zalezy kto i jakie pieniadze. Taaaakie nic mi nie mówią.

              > Autorki samej prawdopodobnie nie byloby stac na to wszystko samodzielnie, gdyby nie mąż.

              Gdyby nie mąż, od którego przez lata zarabiała więcej, który spłodził ich wspólne dzieci, które też wymagały nakładów, i którego w jakiejś części sponsorowała, to nie miałaby problemu z kupowaniem mieszkań dla dzieci, a na remont JEJ domu też pewnie by ją było stać.
              • altz Re: dom-odp. 17.01.13, 15:55
                jolunia01 napisała:
                > Chce "wpompować" dorobek WSPÓLNY, ale z zastrzeżeniem, że dopiero, gdy zostanie
                > współwłascicielem ODRĘBNEGO majątku żony. Wysokośc tego "wpompowania" jest nie
                > istotna. autorka przez lata zarabiała więcej od niego.

                Jak sobie wyobrażasz zabezpieczenie interesów męża? Przecież różne sytuacje się zdarzają!
                Dwie takie historii:

                - Pan był bardzo w porządku mężem i ojcem, po wielu latach okazało się, że pan się zmienił. Stwierdził, że nie chce już razem mieszkać, zaczął kląć, chociaż nigdy tego nie robił, zajął się walką o pieniądze, chociaż wcześniej był ugodowym pantoflarzem. Rozwód otrzymał, minęły dwa miesiące i pan zmarł, okazało się, że miał guza mózgu.

                - Pan mąż prowadził sumiennie firmę. Przelewał co miesiąc żonie na utrzymanie domu i rodziny pieniądze na osobne konto. Żona nie była wtajemniczana w prowadzenie firmy, nie miała pełnomocnictw i nie była obciążona tymi obowiązkami. Pan dostał wylewu, zanim zmarł, leżał jeszcze rok w łóżku w stanie wegetatywnym. Firma poszła do diabła, bo nie można było podjąć pieniędzy, ani nie można było prowadzić samej działalności. Dom został sprzedany, pani z dzieckiem trafili na ulicę.

                Dwa ciekawe przypadki. Kobietom takie sprawy też się zdarzają. Jeszcze raz pytam, jak zabezpieczyć przyszłość dzieci i męża? Co się stanie z dziećmi, jeśli pani nagle umrze, a zacznie się walka o majątek? Rozumiem, że dzieci są jeszcze małe, skoro związek trwa tylko 10 lat. Kto zajmie się dziećmi, kto je będzie utrzymywał?
                • zuzi.1 Re: dom-odp. 17.01.13, 17:26
                  No dokładnie, altz pokazał jeszcze inną stronę tej sytuacji, co gdy małżonka umrze, gdy rodzice już nie żyją a posiada np. rodzoną siostrę, wowczas to siostra na spółkę z dziecmi chyba dziedziczy a co z mężem w takiej sytuacji? Co, gdy dzieci są niepełnoletnie? Co z pieniędzmi ktore włożył w remont generalny nie swojej nieruchomosci, koszty takiego remontu w zaleznosci od wielkosci domu i standardu mogą wyniesc przykładowo 100-200 tys. i więcej. IMO kwoty, ktore poniósł mąż zarobione przez siebie z własnej pensji SĄ ISTOTNE, bo kwoty te mogą byc znaczące, przede wszystkim dla bezpieczeństwa męża. Rozumiem jolunia, że Twoim zdaniem to co mąż zarobi to jest wspólne, a to co zarobi zona to tylko jej i jeszcze mąż powinien bez zadnych zabezpieczeń wkładac "wspólne" pieniądze w NIE SWOJĄ wlasnosc, dla zabezpieczenia małżonki i wspólnych dzieci. No niezła sprawiedliwosc...
                  Tylko gdzie tu jest w jakikolwiek sposób zabezpieczony interes męża? czy własciwie mu się nic nie nalezy? Uczciwie to by było, gdyby pani sama remontowała własną nieruchomosc a koszty m-czne ustaliła z mężem do pokrywania na spółkę. Nie może byc tak, że w tej sytuacji tylko jedna ze stron ma poczucie bezpieczeństwa, a druga żadnego.

                  Wyobrazmy sobie inną sytuację, żona mieszka z mężem w jego domu rodzinnym z dziecmi, mąż umiera w wypadku, był jedynym włascicielem nieruchomosci, żyją jego rodzice, którzy nie cierpią synowej, każą jej pakowac walizki i wyprowadzac się, pomimo, że pani pracowała na ten dom wspólnie z mężem przez np. 20 ostatnich lat. Mąż zapomniał zabezpieczyc prawa żony przed nieprzewidzianymi wypadkami, w wyniku czego zona razem z dziecmi musiała się wyprowadzic z domu i wrócic do swoich rodziców, dobrze, że miała gdzie się przeniesc... Tego typu nieprzewidzianych sytuacji może byc cała masa i odpowiedzialny człowiek, powinien zadbac równiez o bezpieczenstwo współmałżonka, w razie gdyby wydarzyło się jakies nieszczęscie lub nieprzewidziana sytuacja.
                  • velluto Re: dom-odp. 18.01.13, 11:47
                    zuzi.1 napisała:

                    > No dokładnie, altz pokazał jeszcze inną stronę tej sytuacji, co gdy małżonka um
                    > rze, gdy rodzice już nie żyją a posiada np. rodzoną siostrę, wowczas to siostra
                    > na spółkę z dziecmi chyba dziedziczy a co z mężem w takiej sytuacji?

                    A skąd ci przyszło do głowy, ze siostra cokolwiek dziedziczy??? dziedziczy mąż i dzieci, w czym problem?


                    >Co z pieniędzmi ktore włożył w remont generalny nie swojej nieruchomosci, koszty takiego >remontu w zaleznosci od wielkosci domu i standardu mogą wyniesc przykładowo 100-200 >tys. i więcej.

                    Tego typu nakłady rozlicza się jako nakłady z majatku wspólnego na majątek odrębny.
                    Przykładowe 100-200 tysięcy można włożyć, ale takich kwot nie wkłada się w dom wart 80 tysięcy (koszty remontu są jakoś tam proporcjonalne do jego wartości, tzn. ceny remontu są poniekąd skorelowane z cenami lokalnymi). Nie wiemy ile wart jest dom, ale jeśli jest wart np. milion, to tego typu koszty remontu nie są adekwatne do połowy wartości domu.

                    Wyobrazmy sobie inną sytuację, żona mieszka z mężem w jego domu rodzinnym z dzi
                    > ecmi, mąż umiera w wypadku, był jedynym włascicielem nieruchomosci, żyją jego r
                    > odzice, którzy nie cierpią synowej, każą jej pakowac walizki i wyprowadzac się,
                    > pomimo, że pani pracowała na ten dom wspólnie z mężem przez np. 20 ostatnich l
                    > at.

                    Nie pisz bzdur.... jeśli mąż był jedynym włascicielem, to po jego śmierci dziedziczy żona i dzieci, i oni stają się włascicielami, nikt ich wyrzucić nie może.
                    • altz Re: dom-odp. 18.01.13, 11:58
                      velluto napisała:
                      > Nie pisz bzdur.... jeśli mąż był jedynym włascicielem, to po jego śmierci dzied
                      > ziczy żona i dzieci, i oni stają się włascicielami, nikt ich wyrzucić nie może.
                      A jeśli mąż nie był właścicielem, bo rodzice nie chcieli przepisać na syna, chcąc zabezpieczyć majątek jedynego syna, żeby żona się nie dorobiła na cudzym? :-) Znam takie przypadki. Życie jest bardzo bogate w przypadki, a najsmutniejsze jest to, że zdecydowanie za mało jest takich przypadków, żeby ludzie zachowywali się uczciwie po rozstaniach.
                      • elle-joan Re: dom-odp. 18.01.13, 14:50
                        altz napisał:
                        > A jeśli mąż nie był właścicielem, bo rodzice nie chcieli przepisać na syna, chc
                        > ąc zabezpieczyć majątek jedynego syna, żeby żona się nie dorobiła na cudzym? :-
                        > ) Znam takie przypadki.

                        Wiesz, zaczynasz przesadzać. Wiele małżeństw nie ma domku od rodziców przepisanego na siebie ani tekigo nieprzepisanego tylko sami na siebie pracują. Jeżeli ci z Twojego przykładu mogli chociaż mieszkać w tym od rodziców, to są tacy twoim zdaniem nieszczęśliwi? Ludzie sami sobie kupują lokum albo mieszkają w wynajmowanych i też niestety jest problem z inwestowaniem, bo nic się potem nie zwraca. Zaraz się okaże że życie bez prezentu od rodziców jest po porstu niemożliwe.
                        • fituq Re: dom-odp. 18.01.13, 15:04
                          Każdy mierzy sytuację swoją miarą, może ktoś być przeczulony na tym punkcie jeśli sam zawsze mieszka u kogoś i patrzy żeby mu ktoś inny mieszkanie zapewnił a nie umie na swoje zarobić.
                          Mam takiego kuzyna, stary kawaler, rodzice nie mogą się doczekać by wreszcie się wyprowadził, matka z chorymi nogami musi na piętro chodzić do sypialni po schodach a syn zalega na parterze i ani mu w głowie wziąć się do pracy i iść na swoje. Co żałośniejsze ten kuzyn ma zapisany dom ciotki, w połowie mieszka ciotka, druga połowa wymaga generalnego remontu i można by mieszkać. Kuzyn remontu nie robi, siedzi okoniem u rodziców, wyżera matce z lodówki i czeka aż ciotka umrze to wtedy się dopiero wyprowadzi do połowy już gotowej do zamieszkania. Po co się wysilać w życiu jak można pożerować na innych?
                        • altz Re: dom-odp. 18.01.13, 17:24
                          elle-joan napisała:
                          > Zaraz się okaże że życie bez prezentu od rodziców jest po porstu niemożliwe.
                          Zupełnie co innego pisałem. Takie prezenty bywają nieszczęściem dla małżeństwa.
                          Da się żyć i samemu się dorobić, gdy oboje pracują i dostają po 1500 zł pensji, to można odłożyć kilkaset złotych miesięcznie, o ile nikt z małżonków nie straci pracy i poważnie nie zachoruje.
                          Po 20 latach już by na coś nazbierali.
                          • elle-joan Re: dom-odp. 18.01.13, 18:39
                            altz napisał:
                            Takie prezenty bywają nieszczęściem dla małżeństwa.
                            > Da się żyć i samemu się dorobić, gdy oboje pracują i dostają po 1500 zł pensji,
                            > to można odłożyć kilkaset złotych miesięcznie, o ile nikt z małżonków nie stra
                            > ci pracy i poważnie nie zachoruje.
                            > Po 20 latach już by na coś nazbierali.

                            A gdzie mieszkaliby przez te 20 lat? W wynajmowanym? To za dużo by nie odłożyli, chociaż faktycznie wiele rodzin tak zaczyna. A mieszkając w tym prezencie nie mogą odkładać? A odmówić przyjęcia prezentu nie mogą? Gdzie jest problem? Pewnie w tym, że własność rodziców traktowali niesłusznie jak własną. Nie mysleli o przyszłości.
                            • altz Re: dom-odp. 18.01.13, 18:56
                              elle-joan napisała:
                              > A gdzie mieszkaliby przez te 20 lat? W wynajmowanym? To za dużo by nie odłożyli
                              > , chociaż faktycznie wiele rodzin tak zaczyna.

                              Widzisz, tak napisałem prowokacyjnie, bo jest "rzeczywistość forumowa" i rzeczywistość. ;-)
                              1,5 miliona rodzin w Polsce nie ma swojego lokum, a 700 tys. dzieci idzie do szkoły bez śniadania.
                              Jesteśmy 26. krajem na świecie pod względem zamożności, ale i tak nie jest lekko.
                              • elle-joan Re: dom-odp. 18.01.13, 20:23
                                altz napisał:
                                > Widzisz, tak napisałem prowokacyjnie, bo jest "rzeczywistość forumowa" i rzeczy
                                > wistość. ;-)
                                > 1,5 miliona rodzin w Polsce nie ma swojego lokum, a 700 tys. dzieci idzie do sz
                                > koły bez śniadania.

                                Wiem, wiem. Tylko, że w tym wątku pochylamy się- jak to się mówi- nad problemem posiadania lokum i to wartościowego. Jak widzisz ludziska mają przeróżne problemy ;)
                          • zuzi.1 Re: dom-odp. 18.01.13, 21:16
                            altz napisał:
                            "Zupełnie co innego pisałem. Takie prezenty bywają nieszczęściem dla małżeństwa.Da się żyć i samemu się dorobić, gdy oboje pracują i dostają po 1500 zł pensji,to można odłożyć kilkaset złotych miesięcznie, o ile nikt z małżonków nie straci pracy i poważnie nie zachoruje.Po 20 latach już by na coś nazbierali."

                            A propos tego co napisał altz, z innego forum, z życia wzięte:

                            Z forum: tesciowa to "skarb"
                            "Re: nie toleruję zachowania teściów
                            Autor: roksana311 16.01.13, 17:08

                            Witam wszystkich, obie strony odwiecznego konfliktu, jestem mezatka od 8 lat, tesciowie podarowali "nam" dzialke w prezencie slubnym, tak zostalam poinformowana i naiwna nie sprawdzilam dokumentow, oczywiscie wiedzialam, ze dzialka jest meza bo przeciez nie podpisywalam niczego... w miedzyczasie, przez 3 lata wybudowalismy dom na tej dzialce za pieniadze zarobione przeze mnie i meza, tesciowie nie dolozyli nawet zlotowki, po czym dowiedzialam sie, ze prawie wszystko nalezy do tesciow bo przed slubem swietnie sie zabezpieczyli przede mna i zrobili sie wspolwlascicielami wszystkiego razem z mezem, ok wszystko rozumiem, gdyby ziemia nalezala tylko do meza a domem bysmy sie dzielili w przypadku rozwodu, ale, ze ja przez dziesiec lat powiekszalam ich majatek a na koncu mialam zostac z niczym to juz jakies paskudne oszustwo. Takie sa tesciowe, dodam, ze pracowala w pocie czola nad naszym rozwodem od samego poczatku, moglabym opowiadac dlugo jak manipulowala wszystkimi dookola. Jak takie fakty skomentujecie drogie tesciowe? Wasza dobroc podszyta podstepem, wredne zmije, manipulantki, kochane dobre mamuski!
                            Dodam, ze nigdy nie bylam roszczeniowa, chcialam miec rodzine, meza, ktoremu ufalabym, normalne zycie, na dom pracowalismy wspolnie i ciezko! Na dom tesciowej...
                            Wszystko było na meza, zadnych innych dokumentow nie widzialam niestety, wszystko zostalo zamkniete na ostatni guzik na dwa tygodnie przed naszym slubem, taka intercyza bez poinformowania mnie, no i odtad pracowalam dla nich a raczej na nich, zwrocilam dopiero uwage kiedy tesciowie podpisali sie pod wnioskiem o wyciecie drzew na dzialce, ale to juz po kilku latach, wiem, ze bylam naiwna, gdybym miala swoja mlodosc wtedy i doswiadczenie jakie mam teraz nigdy nie doszloby do takiej sytuacji. Mamy dzieci, prosze sobie wyobrazic, ze nawet sie w tym domu nie zameldowalam z nimi, a kiedy poprosilam o porade radce powiedzial mi, ze nie mam nawet prawa do lokalu zastepczego. Zmija o tym doskonale wiedziala, odwiedzala nas codziennie, byla w kazdym naszym konflikcie, gdy prosilam by porozmawiala z synem, bo w ogole mi nie pomaga przy dzieciach i w domu (naprawde wszystko robilam sama, zarwane noce bez zadnej pomocy, typowy facet niestety) to ona mowila mi, ze taka jest rola kobiety, kiedy spytalam jak to sie stalo, ze im dom wybudowalam, to powiedziala, ze nigdy nie zwrocilam sie do niej "mamo", ale zmija nigdy nie zaproponowala tego, choc widziala, ze jest mi ciezko sie przelamac, na koniec powiedziala mi, ze papier nie jest w zyciu najwazniejszy i zebym nie przesadzala, robiac przy tym mine dobrej zranionej mamusi. Prawie rok zbieram sie po przejsciach z tesciami, odzyskalam dom, dostalam go w darowiznie od meza, zal mi ich, zmija nadal manipuluje ale na odleglosc, wyrzucilam ja z zycia ale niestety nie z moich snow, odwiedza mnie srednio dwa razy w tygodniu w najgorszych koszmarach , prawie zniszczyla mi rodzine i zycie, przestrzegam rodzicow przed jakakolwiek ingerencja w zycie swoich dzieci, przestrzegam mlodych ludzi przed nieuczciwymi darowiznami od rodzicow... Pozdrawiam "
                      • fituq Re: dom-odp. 18.01.13, 14:54
                        altz napisał:

                        > A jeśli mąż nie był właścicielem, bo rodzice nie chcieli przepisać na syna, chc
                        > ąc zabezpieczyć majątek jedynego syna, żeby żona się nie dorobiła na cudzym? :-

                        Czyli małżonkowie świadomie mieszkali w CUDZYM DOMU i mają pretensje że nikt im go nie dał?
                        Sorry, ale nikt im tam mieszkać nie kazał. Rodzice nie chcieli domu przepisać więc go małżeństwu TYLKO NIEODPŁATNIE UDOSTĘPNIALI. I mieszkający w nim dobrze wiedzieli, że nie jest to ich majątek.

                        To tak samo, jakbyś miał dom, wyjeżdżasz na 5 lat za granicę. Mówisz sąsiadowi "zajrzyj czasem czy kto się nie włamał, mozesz swoich gości nocować jak potrzebujesz". Sąsiad sprowadza znajomych, goście się w twoim domu panoszą i nie chcą wyprowadzić. Wracasz po 5 latach a oni do Ciebie z mordą, że masz im dac ten dom, bo tu mieszkają już 5 lat, chcą dalej mieszkać bo im dobrze a poza tym właśnie zmienili panele na nowe więc co najmniej połowa domu formalnie musi być ich. A Ty spadaj bo nie mieszkaleś 5 lat więc możesz nie mieszkać kolejne 50t.
      • sorvina Re: dom-odp. 17.01.13, 12:54
        Wiesz nie opisując waszej sytuacji materialnej ani tła sytuacji dostałaś odpowiedzi pasujące do bardzo różnych sytuacji - gdy np. jedynym majątkiem żony jest dom od rodziców, mąż wywiera presje na przepisanie na niego połowy domu i kobieta ryzykuje znacznie więcej niż jej bogatsza odpowiedniczka, która ma środki by sobie poradzić. Ja widziałam jak po rozprawie rozwodowej mój ojciec został puszczony w skarpetkach, bo uważał, że to nieromantyczne zadbać o siebie od strony materialnej. Niestety jego nie stać by kupić sobie nowe mieszkanie i na emeryturze raczej się nie odkuje. Natomiast on pozwolił by majątek wspólny został przepisany na teściową, więc to nie taka sama sytuacja.
        Jednych stać by ryzykować utopieniem grubych setek tysięcy, innych nie. Takie są realia.
        Dbanie o partnera jest wspaniałe. Tylko, że jednych stać co najwyżej na kupienie mu ulubionej książki, a nie robienie prezentów z połowy jedynego posiadanego majątku. Czy to materializm czy rozsądek, pewnie każdy będzie miał własne zdanie na ten temat. Dla mnie ludzie liczą się bardziej niż rzeczy, ale wiem co to znaczy mieć 1 zł w portfelu i pustkę na koncie i naprawdę nie mam ochoty ryzykować powtórką z rozrywki. Mogę ufać, że mój partner chce być ze mną, że to najuczciwszy człowiek jakiego znam. Znam siebie by wiedzieć, że w przypadku rozstania nie wyrzuciłabym go na ulicę z dnia na dzień, tylko dała czas by sobie coś znalazł. Ale na prezent w postaci połowy mieszkania mnie zwyczajnie nie stać. A świadomość, że dwie osoby się kochają i pracując nad związkiem, nie wyklucza świadomości, że ludzie się zmieniają i czasem ich drogi się rozchodzą, niekoniecznie w postaci zdrad i oszustw. Życie różnie się toczy i staranie się by było jak najlepiej nie wyklucza realizmu.

        Wiem jednak, że można dużo mieć i nadal rozliczać drugą osobę wg każdej złotówki jaką wniosła do związku, negując to wszystko wspaniałe co wniosła ze sobą, wartość, która jest bezcenna. Takie przykłady miałam w rodzinie i przez długi czas uważałam, że materializm to największe zło tego świata. Później zrozumiałam, że aby materialista mógł kogoś skrzywdzić, inna osoba musi nie szanować siebie i nie dbać o własne interesy licząc na to, że ktoś to zrobi za nią. A nie zawsze tak jest.

        Pozostaje mi pogratulować zarówno dobrej sytuacji materialnej jak i tego, że jesteś na etapie, gdy możesz być ponad nią, budując dzięki temu coś znacznie ważniejszego.
      • jolunia01 Re: dom-odp. 17.01.13, 13:06
        jodipiku napisała:

        > ... jesstem zszokowana wiekszaoscia wypowiedzi....ilez zgorzknienia, ze malzenstwo nie
        > moze trwac do konca, era rozwodo itp...smai materialisci?szok!

        To po co ludziom dooope zawracałaś na dwóch forach? Dziewczyny przedstawiały ci życiowe sytuacje nie po to by szokować, tylko uzmysłowic ci jak życie wyglada.


        > ... W koncu znamy sie ponad 10 l,at i na prawde nejedno w zyciu przeszlis
        > my! Teraz od kilku lat poprawila mu sie wystuuacja finansowa(do tej pory to JA
        > zarabialam wiecej itp.) a teraz bywa ze on wiecej....i chce cos na przyszlosc d
        > la dzieci ;pomyslec....

        No, i tu widać, że przez te 10 lat to ty miałaś majatek i pieniądze, utrzymywałas dom, czesciowo męża i dzieci, a pan teraz, jak zobaczył SWOJE pieniądze to pragnie wyraźnego zaznaczenia, że JEGO pieniądze to na JEGO majatek. I łaskawie chce pomyslec o czyms dla dzieci na przyszłość.

        > chcemy im kupic mieszkania...wiadomo ze nie od razu...

        Do tego nie jest potrzebna wspólwłasnośc TWOJEGO domu, to spokojnie możecie załatwić z majątku wspólnego

        >... wiec powiedzial,ok, ten dom sobie wyremontujemy, ale chcialbym zebysmy oboje
        > wbyli wlasicicleiami....

        To znaczy - ok, dzieciom coś się w przyszłości kupi, o ile dostane połowę domu, który i tak wyremontujemy ze WSPÓLNYCH pieniedzy? No, naprawde ci współczuję. Tylko nie pisz za jakis czas, że cie kantem puscił, dzieci jeszcze mieszkań nie mają, pan ma nowa pania, a ty masz problemy.
        • idoli Re: dom-odp. 17.01.13, 13:46
          do autorki: nie oburzaj się, na tym forum jest sporo osób po rozwodzie, które przeszły przez koszmar podziału majątku itp. Po takich doświadczeniach jest się bardziej ostrożnym i nie ma to nic wspólnego z brakiem szacunku do nowego partnera czy wyrachowaniem.
          Dziewczyny podały Ci kilka możliwości, zrobisz jak uważasz.
        • satoja Dokładnie :):):) 17.01.13, 13:57
          jolunia01 napisała:

          > jodipiku napisała:
          > > ... jesstem zszokowana wiekszaoscia wypowiedzi....ilez zgorzknienia, ze m
          > alzenstwo nie moze trwac do konca, era rozwodo itp...smai materialisci?szok!

          > To po co ludziom dooope zawracałaś na dwóch forach? Dziewczyny przedstawiały ci
          > życiowe sytuacje nie po to by szokować, tylko uzmysłowic ci jak życie wyglada.

          > > ... W koncu znamy sie ponad 10 l,at i na prawde nejedno w zyciu przeszli
          > s
          > > my! Teraz od kilku lat poprawila mu sie wystuuacja finansowa(do tej pory
          > to JAzarabialam wiecej itp.) a teraz bywa ze on wiecej....i chce cos na przysz
          > losc d la dzieci ;pomyslec....

          > No, i tu widać, że przez te 10 lat to ty miałaś majatek i pieniądze, utrzymywał
          > as dom, czesciowo męża i dzieci, a pan teraz, jak zobaczył SWOJE pieniądze to p
          > ragnie wyraźnego zaznaczenia, że JEGO pieniądze to na JEGO majatek. I łaskawie
          > chce pomyslec o czyms dla dzieci na przyszłość.

          > > chcemy im kupic mieszkania...wiadomo ze nie od razu...

          > Do tego nie jest potrzebna wspólwłasnośc TWOJEGO domu, to spokojnie możecie zał
          > atwić z majątku wspólnego

          > >... wiec powiedzial,ok, ten dom sobie wyremontujemy, ale chcialbym zebysmy
          > oboje wbyli wlasicicleiami....

          > To znaczy - ok, dzieciom coś się w przyszłości kupi, o ile dostane połowę domu,
          > który i tak wyremontujemy ze WSPÓLNYCH pieniedzy? No, naprawde ci współczuję.
          > Tylko nie pisz za jakis czas, że cie kantem puscił, dzieci jeszcze mieszkań nie
          > mają, pan ma nowa pania, a ty masz problemy.


          Gdy facet żerował na małżonce i ona jego i rodzinę utrzymywała -to siedział cicho i chętnie korzystał, a gdy okazało się, że wreszcie on zarabia stówkę więcej niż zona to od razu wyciągnął rękę po jej majątek i zaczynają się roszczenia. Sorry, ale nie wróżę temu związkowi dobrze :) Trąbi się o kobietach pijawkach-utrzymankach ale takich samych facetów jest nie mniej.


      • elle-joan Re: dom-odp. 17.01.13, 14:36
        jodipiku napisała:

        > dziekuje za wypowiedzi.....jesstem zszokowana wiekszaoscia wypowiedzi....ilez z
        > gorzknienia, ze malzenstwo nie moze trwac do konca, era rozwodo itp...smai mate
        > rialisci?szok!

        Ja jestem zszkowana postawą Twojego męża. Takie zgorzknienie, taki materialista. Nie wierzy, że Wasze małżeństwo będzie trwało do końca, bo era rozwodów? Szok.
        Nie może kupić dzieciom mieszkań dopoki nie będzie współwłaścicilem domu? Przecież tak się kochacie i wiadomo, że to jest Wasze wspólne.
        • altz Re: dom-odp. 17.01.13, 15:05
          elle-joan napisała:
          > Ja jestem zszkowana postawą Twojego męża. Takie zgorzknienie, taki materialista
          > . Nie wierzy, że Wasze małżeństwo będzie trwało do końca, bo era rozwodów? Szok
          > .
          > Nie może kupić dzieciom mieszkań dopoki nie będzie współwłaścicilem domu? Przec
          > ież tak się kochacie i wiadomo, że to jest Wasze wspólne.

          Myślę, że to troll opłacany przez firmę, ale mniejsza z tym, bo temat ciekawy.
          Ja bym zaproponował, że teraz zbieramy na kawalerkę dla męża, bo przecież facet praktycznie nic nie ma. Kawalerkę można by było wynajmować, ale miałby jakąś pewność, że nie wyląduje na ulicy.
          Z kobietami różnie bywa, zakocha się taka i stwierdzi, że pan mąż nie jest już potrzebny, zachoruje i facet zostanie na bruku z alimentami na dzieci, pan zachoruje, to zostanie wyrzucony na bruk, bo jest nieużyteczny. Są panie, które się ustawiły wysyłając męża na front, mają dom i wszystko co potrzebne, ale nadal zachęcają męża do wyjazdu na misje.
          Jak się słyszy powiedzenie "apetyt rośnie w miarę jedzenia", to zazwyczaj to mówią panie.
          Takie predyspozycje, panie po prostu potrafią dobrze wydawać pieniądze. ;-)
          • zuzi.1 Re: dom-odp. 17.01.13, 15:09
            ale, żeby to byłą wyłącznie jego kawalerka, to facet musiałby zrobic z żoną rozdzielnosc majątkową, bo jak nie, to w razie rozwodu kawalerka do podziału
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka