Dodaj do ulubionych

pytanie do żon/partnerek

05.03.13, 10:18
Drogie Panie,
Mam pytanie, czy jak się pokłócicie o cokolwiek (drobiazgi) z mężem/partnerem to idziecie spać do dziecka czy innego pokoju? Może znacie takie przypadki?
Jeśli odpowiedź jest twierdząca, to czemu? Żeby ukarać swojego faceta? Bo jesteście dotkliwie zranione i potrzebujecie odosobnionego? Bo myślicie, że już nic nie chce was łączyć z tym ...(bip)?
Moja żona często robi takiego focha i nie wiem co o tym myśleć. Jest mi przykro, pusta połówka łóżka dołuje mnie, odbiera mi poczucie bycia z żoną na dobre i na złe. Może to moja reakcja jest dziwna i nie powinienem się tym przejmować? Chciałbym wiedzieć, czy kobiety tak po prostu mają czy też tylko mnie się to przytrafiło. Żona powtarza, że ludzie się kłócą i to jest dobre, ale jeśli efekt kłótni to oddzielne spanie przez kilka dni, to czegoś tu nie rozumiem. Dodam jeszcze, że żona lubi spać ze swoją mamą (przy okazji wizyt, "bo sobie poplotkują dłużej") lub z 5-letnim synem. W dzieciństwie podobno, jak była obrażona, to chowała się do szafy. W ogóle w jej rodzinie w relacjach między rodzeństwem lub między matką a dziećmi "fochy", obrażanie, zrywanie kontaktu na kilka lat, jest normą. Boję się, że ze mną też tak zerwie, bo się obrazi.
Obserwuj wątek
    • igge Re: pytanie do żon/partnerek 05.03.13, 10:30
      Nie, takie zachowanie jest dla mnie dziwne.
      A co do spania z dzieckiem, to owszem, praktykuję, kiedy męża nie ma w domu kilka dni, nie lubię spać sama, a dziecko uwielbia się przytulać. Z matką swoją - uchowaj Boże, nigdy, za żadne skarby.
    • sorvina Re: pytanie do żon/partnerek 05.03.13, 11:06
      Nie mam dziecka, jednak podobne zachowania i chęć spania w drugim pokoju odpalały mi się na początku związku. Na szczęście z pomocą partnera dotarło do mnie, że to nie są zdrowe sposoby komunikacji i zachowań. On i tak przychodził do mnie i z uporem powtarzał - porozmawiajmy, jak coś jest nie tak, to trzeba to sobie wyjaśnić a nie się obrażać i wyciągał ze mnie o co tak naprawdę chodzi.

      Ja nie potrafiłam inaczej, tylko takie wzorce miałam w swoim domu. Głównie wynikało to z braku umiejętności by asertywnie mówić o swoich potrzebach i uczuciach oraz lęku przed zranieniem/odrzuceniem. U mnie w domu nic się nie mówiło wprost - raczej "pokazywało się" swoim zachowaniem jak ktoś nas zranił, a on niech się domyśla. Zupełnie nie byłam świadoma tych nawyków komunikacyjnych. A tak się nie da budować zdrowej relacji.
      Potrzebowałam terapii DDA/DDD i sporej ilości lektur z zakresu toksycznych rodzin, manipulacji, asertywnej komunikacji by to wszystko rozgryźć i nauczyć się postępować inaczej.

      Ostatnio czytam sobie książkę Bendler, Grinder, Satir "Zmieniamy się wraz z rodzinami" o terapii rodzinnej, gdzie jest duży nacisk na uczenie rodziny zdrowej komunikacji i łapię się za głowę dostrzegając w przykładach absurdalne sposoby komunikacji jakie miałam w domu. Gdybym wtedy miała tą wiedzę, o ile ja i inni ze mną byśmy się mniej męczyli... Ludzie są tak nieświadomi i popełniają tyle błędów w komunikacji. Zakładają, że wiedzą co inni myślą, interpretują jakieś zachowanie np. odwracanie wzroku, zgodnie ze swoim sposobem myślenia np. jako brak szacunku, a dla drugiej osoby to może być tylko chęć skupienia się na treści wypowiedzi, zakładając złą wolę tam gdzie jej nie ma. A już zupełnie głupiejemy przy komunikatach werbalnych i niewerbalnych sprzecznych... Szkoda, że nie ma zajęć z komunikacji w szkołach, tylu osobom by się przydały :/

      Owszem, czasem przy silnych emocjach i większym konflikcie można czuć się zranionym i mieć potrzebę samotności. Jeśli to jest jednak jedyny i częsty sposób reagowania i bardziej wygląda na "dawanie do zrozumienia" to trzeba pogadać by żona zmieniła sposób komunikacji, boś nie wróżka i nie wiesz o co jej chodzi, a odtrącanie to duża kara emocjonalna. Tak traktują dzieci niedojrzałe emocjonalnie matki, ale nie małżonkowie siebie nawzajem. Nie odrzucam partnera za coś co zrobił/powiedział, możemy się nie zgadzać w jakimś temacie, ale to nadal jest człowiek którego kocham. Jeśli go odrzucam, bo zranienia zniszczyły bliskość to od niego odchodzę a nie robię jakiś cyrków.
      • sebalda Re: pytanie do żon/partnerek 05.03.13, 11:19
        Bardzo wiele zależy od rangi kłótni. Zupełnie czym innym jest kłótnia o drobiazg, gdy obie strony wykrzykują swoje racje, ale odbywa się to na zasadzie partnerstwa, to znaczy żadna ze stron nie wykorzystuje swoje przewagi, nie stosuje kłótni do wykazania swoje dominacji, nie rani celowo i boleśnie, nie krzywdzi słowami, nie używa wulgarnych wyzwisk, a czym innym jest właśnie taka kłótnia, w której są te wszystkie elementy wykorzystywane jednostronnie.
        U nas było tak, że choć mąż przesadzał w kłótniach, bo jest bardziej wybuchowy, bo gorzej sobie radził z negatywnymi emocjami, bo przekraczał granice, z reguły to on szedł spać do innego pokoju. Potem jeszcze potrafił nie odzywać się przez tydzień. Taki foch. Po latach takich jego zachowań za którymś razem po prostu już go nie przyjęłam z powrotem. Taka naturalna konsekwencja prowadzonych przez wiele, wiele lat działań na rzecz niszczenia związku. Nie kara, ale konsekwencja. Widać różnicę?
        Czy w kłótniach używasz obelżywych słów wobec żony? Czy wiesz, jakie są jej granice w przypadku konfliktu, a mimo to zdarza Ci się je przekroczyć? Czy żona po takim, rozumiem, jednorazowym noclegu poza małżeńską sypialnią na drugi dzień odzywa się do Ciebie i wraca na następną noc do wspólnego łóżka? Czy umiecie się przepraszać? Czy umiecie na spokojnie wytłumaczyć sobie różnice zdań?
        • sorvina Re: pytanie do żon/partnerek 05.03.13, 11:43
          Zgadzam się, że w przypadku agresji słownej ze strony partnera można chcieć się wycofać na jakiś czas, bo ostatnią rzeczą na jaką człowiek ma ochotę jest bliskość i takie zachowanie jest konsekwencją agresji a nie karą czy fochem. Jednak na dłuższą metę do czego to prowadzi?
          Jeśli coś jest nie tak w sposobie rozmawiania małżonka to trzeba mu to powiedzieć, zaproponować terapię, a jeśli stwierdzi, że nasze uczucia ma gdzieś i jemu jest dobrze, to rozważyć rozstanie, a nie regularne uciekać by spać z dzieckiem przy jednoczesnym kontynuowaniu kłótni o pierdoły.

          Może kilka spotkań terapii partnerskiej pozwoli wam z pomocą terapeuty dostrzec gdzie jest problem i jak sobie z nim poradzić.

          Ludzie mają różne temperamenty, ale nie jest prawdą, że każde małżeństwo musi się kłócić. Jeśli obie strony mają podejście "gramy w jednej drużynie" to nie walczą z partnerem tylko szukają porozumienia, rozwiązania sprawy tak by zadowolone były obie strony. Wtedy rozmawia się zupełnie inaczej. A żadna pierdoła nie jest powodem/pretekstem by atakować drugą stronę.
          • sebalda Re: pytanie do żon/partnerek 05.03.13, 12:25
            > Ludzie mają różne temperamenty, ale nie jest prawdą, że każde małżeństwo musi
            > się kłócić. Jeśli obie strony mają podejście "gramy w jednej drużynie" to nie w
            > alczą z partnerem tylko szukają porozumienia, rozwiązania sprawy tak by zadowol
            > one były obie strony. Wtedy rozmawia się zupełnie inaczej. A żadna pierdoła nie
            > jest powodem/pretekstem by atakować drugą stronę.

            Święte słowa. Ja też wierzę, że są na świecie takie związki. Tyle że przekaz, czasami także terapeutów wypowiadających się publicznie, jest taki, że wszystkie małżeństwa się kłócą, bo to jest naturalne, skoro ludzie się różnią. I na takim przekazie bazują często osoby stosujące przemoc. Bo gdy jedna strona nie godzi się na układ z kłótniami, wmawia się jej, że przesadza, bo przecież wszystkie małżeństwa.... ble, ble.
            Niemniej kłótnie, jako ostrzejsza wymiana zdań, są powszechne, sztuką jest jednak tak je prowadzić, by nie ranić. Uwielbiam moje dzieci, a zdarzają nam się ostre wymiany zdań. Tyle że nie ma tam przekraczania granic, a gdy któraś strona się nieco zapędzi, z reguły po jakimś czasie (raczej krótszym, mówimy o godzinach, nigdy dniach), zawsze przeprasza. Skoro kochająca matka sprzecza się ostro ze swoimi dziećmi, to chyba u par też to się może zdarzyć. Oby rzadko, konstruktywnie i bez obrażania drugiej strony, bez tego atakowania.
            • sorvina Re: pytanie do żon/partnerek 05.03.13, 13:15
              Zwróciłaś uwagę na ważną rzecz - ludzie często mylą konflikt z awanturą. Konflikty są nieuniknione, bo zawsze trafi się sytuacja w której pojawia się sprzeczność poglądów i interesów. Dobre małżeństwo musi nauczyć się przechodzić przez konflikty. Natomiast dyskusja, nawet dość gorąca, nie musi przebiegać w formie awantury pełnej ataków na drugą stronę. Jeśli ktoś wychował się w rodzinie, gdzie przemoc była na porządku dziennym, to tak będzie rozumiał kłótnię i na hasło "każde małżeństw się kłóci" uznaje, że najwidoczniej tak już ma być, podczas gdy ktoś przyzwyczajony do wzajemnego szacunku i szukania porozumienia, rozumie kłótnię jako różnicę zdań pozbawioną elementu walki Z DRUGĄ OSOBĄ.

              Także kłótnia kłótni nierówna i warto doprecyzować jak wygląda u autora wątku i czy można popracować nad formą, chociażby w tak podstawowym zakresie jak krytyka zachowania a nie osoby.
    • princy-mincy Re: pytanie do żon/partnerek 05.03.13, 11:27
      Jeszcze nigdy przez 7 lat nie spalismy oddzielnie bedac w tym samym domu, po klotni.
      Owszem, raz mialam taki odpal, zeby isc spac do innego pokoju, ale mi przeszlo, gdy maz przyszedl po mnie i porozmawialismy i wszystko sobie wyjasnilismy, lacznie z tym, jak mu przykro, ze nie chcialam spac w jednym lozku.
      Od tamtej pory, nawet jak sie poklocimy, godzimy sie i nie chodzimy spac pokloceni ani tym bardziej nie spimy pokloceni w innych pokojach.
    • iaia80 Re: pytanie do żon/partnerek 05.03.13, 11:30
      Owszem, zdarzało mi się ze dwa razy (na 10 lat) porządnie pokłócić z mężem i spać osobno ale NIGDY z którymś z dzieci w łóżku lub w pokoju !!! Co to niby miałoby znaczyć: mamusia się pokłóciła z tatusiem i idzie się do dziecka przytulić!? To bardzo nie w porządku przede wszystkim wobec dziecka. Oczywiście karanie fochami męża też nie jest w porządku ale na ten temat (w obie strony) jest tutaj co piąty wątek, więc autor może się naczytać nt. tego typu zachowań.
      Natomiast zdecydowanie uświadomiłabym żonie, że postępując w ten sposób manipuluje również dzieckiem, które w konfliktach rodzicielskich nie może być ani stroną, ani mediatorem, ani pocieszycielem.
      Zakładam oczywiście, że dziecko nie ma 3 mies. (a nawet, jak ma, to nie warto tak postępować)
      • igge Re: pytanie do żon/partnerek 05.03.13, 12:14
        Ja nigdy nie poszłabym spać do drugiego pokoju po/w trakcie kłótni ale przypomniałam sobie, że małżowi zdarzyło to się ze dwa trzy razy. Tyle, że on po prostu nienawidzi rozstrząsać problemow w środku nocy (do czego ja kiedyś miałam sklonność bo i cisza, dzieci śpią, nie ma obowiązków, jest czas na przemyślenie wszystkiego). On chce i zawsze chcial w nocy mieć czas na spanie a nie gadać. W związku z tym męczyło go niemiłosiernie jako śpiocha i osobę przewidującą ranne problemy z wstawaniem po nieprzespanej nocy jak nasze dyskusje lub kłótnie przeciągaly się do 3-4 rano. I kiedyś stracił cierpliwość, postawił ultimatum, że albo śpię i jestem cicho albo on wychodzi do drugiego pokoju spać. Biedny sam się i tak nie wyspal bo po pierwsze kanapa nie jest równie co nasze łożko w sypialni wygodna, a po drugie, w pokoju dziennym stoi na biurku klatka chomika z kolowrotkiem, ktory nocami niemiłosiernie hałasuje więc i tak się nie wyspał ale mi było przykro samej w łóżku i trochę jeszcze dochodziłam do niego i probowalam ciągnąć bezskutecznie dyskusję w salonie. Teraz już nigdy tak nie robię, poprawilam się:) i uznaję jego potrzebę snu i wypoczynku w nocy.
        Nie umiemy też i nigdy nie umieliśmy dlużej się na siebie gniewać a obrażanie się to już zupelny kosmos, nie wiem co to jest, choć nasz związek trwa 24 lata. Nigdy w czasie tego czasu nie byliśmy obrażeni na siebie.
        • sebalda Re: pytanie do żon/partnerek 05.03.13, 12:34
          Igge, przepraszam Cię, ale w jakim wieku masz dziecko, skoro jesteście w związku 24 lata? Piszesz, że zdarza Ci się spać z dzieckiem (napisałaś w czasie teraźniejszym), gdy mąż wyjeżdża. I dziecko chce z Tobą spać? Związek zaczęliście wcześnie, a na dziecko zdecydowaliście się późno? Ja mam podobny staż małżeński, ale dzieci na tyle duże, że spać ze mną nie chcą, choć ja bym chętnie czasami coś takiego praktykowała;)
          • igge Re: sebalda 05.03.13, 14:50
            no sorry, od dłuższego czasu wyganiam corkę z łóżka rodziców i raczej sypia u siebie ale twierdzi, że nasze łożko "lepsze", ma wygodniejszy materac i ona uwielbia się tulić mimo, że ma hmmmmm...13 lat :( Sytuacja jest taka, że małż często w związku z pracą wyjeżdża i wtedy nie tylko dziecku ale i mi jest przyjemnie przytulić się do niej. Potem wraca a corka marudzi, że teraz śpi u siebie. Dopiero zupełnie niedawno malż przestał ją przenosić do jej pokoju po zaśnięciu kiedy zdarzalo jej się zasnąć u nas np jak my siedzieliśmy do poźna w salonie albo czytaliśmy w trójkę w łóżku. Zresztą przestał na moje wyraźne żądania bo bałam się, że sobie w końcu zrobi coś złego z kręgosłupem od noszenia małej. A w związku jesteśmy od pierwszego roku studiów, malżeństwa mija 20 rok, razem 24 prawie. Mąż miał 18 lat jak się poznaliśmy i 22 jak się żenił ze mną. Dzieci więc mam całkiem duże. Teraz wszystko się zgadza Sebaldo :))) ?
            • altz Re: sebalda 05.03.13, 15:45
              igge napisał:
              > Dopiero zupełnie niedawno malż przestał ją przenosić do jej pokoju po zaśnięciu ki
              > edy zdarzalo jej się zasnąć u nas np jak my siedzieliśmy do poźna w salonie alb
              > o czytaliśmy w trójkę w łóżku. Zresztą przestał na moje wyraźne żądania bo bała
              > m się, że sobie w końcu zrobi coś złego z kręgosłupem od noszenia małej.
              Jest wyjście. Ona w Waszym łóżku, a Wy myc do jej. Jeśli się lubicie, to dacie radę. ;-)
              Ewentualnie, kupić jej nowe łóżko, większe i przyjemniejsze. :-)
            • sebalda Re: Igge 05.03.13, 16:08
              Tak teraz wszystko jasne:) Ja mam dzieci w wieku prawie 22 i prawie 18, dlatego jak ktoś ma staż 24-letni, to wydawało mi się, że dzieci są większe:) Wiesz, każdy sądzi po sobie:)
              Moje już się nie chcą za bardzo przytulać:( Szczególnie syn, choć czasami tak bym chciała. Jak bardzo proszę, to mówi: ale to kosztuje:))) No ale z chłopakami jest inaczej. Córka czasami sie przytuli:)
            • bez_przekazu Re: sebalda 05.03.13, 19:36
              ty sobie jaja robisz? to juz zakrawa na pedofilie! i targac 13 latke do lozka.szok normalnie!
              ps. "od noszenia malej" he!
      • panizalewska Re: pytanie do żon/partnerek 05.03.13, 12:40
        Popieram Iaia80 w całej rozciągłości. Dziecko nie może być w żadnym wypadku "pocieszycielem" mamusi. Trzeba partnera do rozmów i emocji, a nie pluszowego misia, jak jakieś dziecko się zachowywać.
        Mnie się zdarzyło ze 2, czy 3 razy wywędrować z małżeńskiego łoża, w 2,5-letniej karierze żony ;) Ze 2 razy był mój foch o zachowanie męża, głównie o to, że jak ma jakieś potrzeby to sam dzioba nie otworzy i nie powie, czego chce ode mnie, oj, długo by o tym, nie ten wątek ;) Mi było przykro spać samej, ale ani mąż nie chciał rozmawiać i wyjaśniać focha (nie bo się obraził, tylko raczej a la "zbite szczenię"), ani ja nie chciałam, żeby się do mnie naonczas przytulał.
        A raz niemowlę nie dało mi spać i byłam mega wkurzona, wyniosłam się na kanapę, dziecko zostawiając z mężem, po 4 godzinach wróciłam na karmienie.

        Ale na dłuższą metę - nie, takie zachowanie nie ma sensu. Jak się to powtarza często, to jakieś zaburzenie jest, moim zdaniem. Psycholog by Wam się przydał, Autorze.
        • sebalda Re: pytanie do żon/partnerek 05.03.13, 13:01
          Teraz doczytałam dokładniej i faktycznie nie wygląda to dobrze. Bo oddzielne spanie przedłuża się na kilka dni i wzorce obrażania się są wyniesione z domu:( To wątek podobny w takim razie do wątku o niedojrzałym mężu. Nie jest za dobrze. Szkoda, że autor nie odpowiada na moje kolejne pytania, bo łatwiej byłoby się odnieść. Ciekawa jestem, czy za oddzielnym spaniem idą też ciche dni ze strony żony.
          • jestem.dobry Re: pytanie do żon/partnerek 05.03.13, 13:30
            ...idą, idą. Napiszę więcej jak to zbiorę w sensowniejszą wpypowiedź.
    • jestem.dobry Re: pytanie do żon/partnerek 05.03.13, 13:16
      Dzięki Wam za szybki odzew. Tytuł książeczki sobie zapisałem. Nie da się ukryć, że komunikacja u nas jest fatalna. Sporo zawiniłem na początku naszego związku, nie byłem przygotowany na taką różnicę percepcji rzeczywistości między kobietą a mężczyzną ;-) i na wiele innych spraw związanych z bycie razem z srugim człowiekiem. Teraz to równia pochyła. Jak zdobędę się na odwagę to napiszę więcej, bo teraz to nie życie. Szkoda nas wszystkich w domu, ale najbardziej nie chciałbym zniszczyć mentalnie syna tokszycznym związkiem rodziców.
      • zuzi.1 Re: pytanie do żon/partnerek 05.03.13, 13:20
        Dobrze by było, abyś zaproponował żonie terapię. Dobry terapeuta nakieruje Was na właściwe metody komunikacji. Obyście tylko chcieli byc wobec siebie uczciwi i podzielic się z terapeutą tym, co się między Wami codziennie dzieje.
        • zuzi.1 Re: pytanie do żon/partnerek 05.03.13, 13:24
          Często na takich terapiach przerabia się również temat rodzin pochodzenia i metod komunikacji w nich stosowanych. To może pozwoli terapeucie spojrzec na Wasze problemy z szerszej perspektywy.
      • sonia_siemionowna Re: pytanie do żon/partnerek 06.03.13, 22:34
        Nie 'między kobietą a mężczyną' a między Tobą a żoną.

        Każda kobieta i każdy mężczyzna jest inny. Być może żona używa argumentu płci do usprawiedliwienia własnych fochów, ale ręczę Ci, że kobiety NAPRAWDĘ są różne.
    • mw144 Re: pytanie do żon/partnerek 05.03.13, 13:41
      A w życiu! Żaden powód nie jest na tyle dobry, żebym miała dla niego rezygnować z wyspania się w wygodnym małżeńskim wyrze:P Nie śpię też z rodzicami, dziećmi ani gośćmi.
    • jestem.dobry a teraz góra lodowa 05.03.13, 15:00
      Ok., był wierzchołek góry lodowej, czas na całą górę. Może komuś się będzie chciało przeczytać.
      Chyba jesteśmy toksyczni, sądząc po opisie "Toksyczne związki" . Ja na pewno, a żona chyba też. Ja żony nie wspieram (według niej), ona jest nieuchwytna, zabiegana (a ja ciągle żyję na głodzie bliskości).

      Ja: pracuję, jestem starszy kilka lat od żony, raczej spokojny cichy typ, domator (po prostu kocham książki, filmy, muzę, choć wyjście do kina, pubu, koncert czy na dyskotekę nie byłoby żadnym problemem), staram się nie osądzać i nie wtrącać w życie innych, często jestem sarkastyczny, co nie podoba się żonie, z dystansem do siebie (choć nie w każdych sprawach), trochę zbyt bierny (raczej wolę się nie wychylać), introwertyczny, nielubiący zmian, ciężko nawiązujący nowe znajomości (w sumie nic fajnego). Myślę, że mam kłopoty z poczuciem własnej wartości (we wczesnym dzieciństwie podrzutek po koleżankach mamy, raz zostawiony sam u babci na wakacjach na drugim końcu Polski (chyba byłem bardzo małym dzieckiem), tato lubił "wychylić kielicha", pokrzyczeć na mamę, która była "zahukana", czasami bił moją starszą siostrę (tylko wychowawczo, hm… jak "zawiniła"), mnie nie musiał bo się uczyłem na siostrze, w ogóle tato jako wojskowy bardzo chciał wprowadzić dyscyplinę. Czułości od taty nie zaznałem, nie pamiętam by bawił się ze mną kiedykolwiek. Dopiero jako dziadek swoich wnuczków zmienił się nie do poznania, ale dla mnie to było już za późno. Wiem, że nie jestem kobiecym ideałem „mężczyzny”, który jest męski, silny, wspierający, umiejący rozładować napięcie żony jakimś dowcipem. Ciężko mi się rozmawia o uczuciach.

      Ona: dosyć wcześnie straciła tatę, szybko dorosła, niezależna, nie lubi się prosić, ewentualnie ludzie powinni się domyślać czego potrzebuje; perfekcyjna pani domu, sanepid to przy niej pikuś, pracusia w domu i w pracy, naprawdę poświęca się dla domu, dziecka, męża czyli mnie, nie usiedzi w miejscu (od samego początku tak starała się mnie uszczęśliwić, że nie miała czasu posiedzieć i się poprzytulać), lubi dogadzać, jest nadopiekuńczą osobą, potem jest zmęczona i niedoceniona, mówi że zrobiłem sobie z niej niewolnicę; jest zdecydowana, lubi kontrolować sytuację, jak mawia o sobie: "bierze byka za rogi", "nie pozwoli sobie w kaszę dmuchać" i "jest dobra we wszystkim", nie uznaje autorytetów, czy odmiennych racji, jest apodyktyczna, często ocenia ludzi generalizując (zwykle źle: inne matki źle zajmują się dziećmi, starsi są okropni, młode dziewczyny głupie, księża to pedofile itd., za to kocha wszystkie dzieci świata miłością bezgraniczną), widzi świat w barwach czarno-białych, żadnych odcieni, subtelności, jest nieufna (ciągle ktoś ją obraża, atakuje – w tym momencie powstaje główny spór między nami, bo ja nie widzę tego ataku na nią, staram się przedstawić inny punkt widzenia kogoś tam i zaczyna się, że jej nie wspieram i ona jest tak naprawdę sama). Jak pytałem ją jakie ma marzenia, to powiedziała, że żadnych. Jak zapytałem, kiedy jest szczęśliwa, to jak jest czysto w domu. Przeraża ją chaos, brud, brak kontroli nad sytuacją, wyjazd na wakacje, większe zakupy. Wszyscy muszą się do niej dostosować, do jej poglądów, stylu życia, pracowitości, „wymagam dużo od siebie i od innych, więc jestem uczciwa”. Ciężko się z nią dyskutuje, bo tylko ona ma rację, na jakiekolwiek pretensje reaguje agresją i epitetami (uczciwie muszę przyznać, że na początku związku ja również używałem sporo epitetów bo nie mogłem zrozumieć o co jej właściwie chodzi, ale obecnie staram się ich nie używać, bo już wiem, że nie tędy droga). Jak jej mówię, że może mnie krytykować ale niech zmieni formę to mówi, że forma nie ma żadnego znaczenia, bo ważna jest racja i prawda, a reszta to zakłamanie i fałszowanie. Mówi, że w mojej rodzinie jesteśmy zakłamani, nie mówimy, co myślimy, a w jej rodzinie wszystko się mówi (owszem, najpierw nazbierają żali przez dłuższy czas a potem jest awantura, a potem są fochy i obraza na lata lub miesiące, nie odzywają się do siebie, zrywają kontakt).

      Syn 5-letni: b. inteligentny, nad wyraz dorosły w sposobie myślenia, mało samodzielny w działaniu, bardzo szybko zaczął mówić, czasami niesamowicie kochany, czasami nie do zniesienia, rozpieszczony, mały dyktatorek, pępek świata (teściowa i żona uważają, że dzieci są najważniejsze, u nich w domu rodzinnym dzieci wynoszone są na piedestał), wpatrzony w mamusię, mam wrażenie, że razem z mamą tworzą mocny związek a ja jestem obok. Syn reaguje histerycznie jak czegoś nie uzyska, nie potrafi przegrywać, źle znosi jak mu coś nie wychodzi. Jego marzenie: „żeby się mama z tatą nie kłócili”, dlaczego? „bo zagłuszają bajki” ;-)

      Efekt tej mieszanki: wszyscy w domu jesteśmy lekko zestresowani i niezrozumieni, w ciągłym napięciu, ciągle gonimy z czasem, brakuje luzu. Dziecko dostaje dużo bliskości od nas, jest dużo zabawy, czasami jest jednak krzyk i złość. Chwilę po załagodzeniu sporu między małżonkami jest bliskość, potem ja się czulę do żony,… a ona do dziecka. Wiem, że dużo jest mojej winy, ale sam chyba nie odwrócę kierunku, w którym zmierza nasze małżeństwo. A nie wiem, czy żona jest gotowa przyjąć, że może coś robić źle. A bez tego nic się nie zmieni.
      • sebalda Re: a teraz góra lodowa 05.03.13, 16:22
        Trochę samokrytyki i duuuuuużo o złych cechach żony. Jesteś trochę sarkastyczny. Wiesz jak to jest szerokie pojęcie. Może to być dowcipne, sama lubię sarkazm, a może równie dobrze być toksyczne, podszyte chęcią zgrabnego dowalenie komuś. Widzisz różnicę?
        Czy jest jeszcze coś, co lubisz w swoje żonie? Bo o kochaniu to tutaj chyba trudno mówić. Bardzo ciemny i krytyczny obraz.
        Co do dziecka, to jestem ciekawa, czy czytasz trochę o etapach rozwojowych dzieci i wiesz, że dzieci bywają kapryśne, apodyktyczne, płaczliwe nie tylko dlatego, że są źle wychowywane, ale na przykład dlatego, że są na etapie testowania granic? Co nie znaczy, że trzeba im we wszystkim ustępować, ale trzeba wiedzieć, kiedy lepiej odpuścić, by dziecko nie gubiło się w gąszczu zakazów i nakazów. Do tego trzeba rzetelnej wiedzy, a nie tylko krytycznego stosunku do metod współmażonki/współmałżonka. Warto się tym zainteresować. W moim domu to też było wieczne pole walki, a znacznie lepiej to zgłębić i przedyskutować, niż prowadzić wieczne wojny.
        • jestem.dobry Re: a teraz góra lodowa 05.03.13, 19:46
          Zawstydziłaś mnie. Postaram się być bardziej samokrytyczny. Sarkazm pewnie był toksyczny, zufajmy odbiorcy czyli mojej żonie. Z dzieckiem też popełniłem błędy - za bardzo chciałem narzucić mu swoją wolę, jako ten "mądry przewodnik". Szkoda, że w szkole nie uczą trochę, jak być rodzicem. Przeczytałem "Toksyczne związki" Pii Mellody i za głowę się złapałem, jaki byłem fatalny w niektórych relacjach z dzieckiem. Oczy mi się otworzyły i teraz w ogóle się nie denerwuję na niego.
          Co do żony, chciałbym jakoś to ponaprawiać, ale ona ma do mnie żal za brak wsparcia,i to ciągle wychodzi. Oczywiście żona bywa świetna, daje z siebie dużo, ale za bardzo się stara dogodzić całemu światu, świat jest niewdzięczny i żona jest rozczarowana. Ona się tak stara, jest tak perfekcyjna i to ją niszczy, a przy okazji nasze relacje, bo ja też przez to jestem w napięciu czy aby czegoś nie zrobię źle i czy się ona nie zdenerwuje.
          • sebalda Re: a teraz góra lodowa 05.03.13, 20:36
            Ale na czym to wsparcie miałoby polegać? Nie pomagasz jej w domu? Znaczy nie współuczestniczysz w pracach na rzecz domu, bo tu mnie nauczono, słusznie zresztą, że mąż nie ma pomagać, a współuczestniczyć. Nie uczestniczysz w ważnych decyzjach dotyczących rodziny? Czy nie zgadzasz się ze wszystkim jakby ona chciała i to jest ten brak wsparcia?
            Czy żona byłaby skłonna poczytać coś na temat związków, komunikacji, problemów małżeńskich? Czy byłaby skłonna wziąć udział w jakiejś terapii małżeńskiej?
            Ona stosuje kary w postaci osobnego spania i cichych dni, jakie kary Ty stosujesz? Nadal nie wiem, czy umiecie się przepraszać i czy możliwa jest z żoną rozmowa na spokojnie, poza kłótniami? Czy ona widzi, że Wasz związek się sypie? Bo ewidentnie się sypie. Jak myślisz, jak ona postrzega Wasz związek?
            • sorvina Re: a teraz góra lodowa 05.03.13, 21:36
              Proponuję naprawę sytuacji zacząć od zdefiniowania sobie nawzajem co rozumiecie pod różnymi pojęciami np. co twoja żona rozumie jako udzielanie jej wsparcia - jak to DOKŁADNIE ma wyglądać. Możliwe, że macie różne definicje i potrzeby i rozmijacie się przy próbach ich zaspokojenia. Nie zgadzaj się na "domyślanie się" czego ona potrzebuje - to przerzucanie na ciebie odpowiedzialności za zaspokojenie potrzeb, których ona nawet nie jest w stanie sformułować, niby jak masz to zrobić?

              Natomiast warto wziąć pod uwagę, że możecie mieć głód Ty bliskości, a twoja żona wsparcia, związany z brakami z dzieciństwa, a nie "bieżący" i żadne zachowanie małżonka tych potrzeb nie zaspokoi, to temat na terapię.
            • jestem.dobry Re: a teraz góra lodowa 06.03.13, 11:44
              1. Żona jest nadwrażliwa - sama to powtarza. Nie wspieram jej, kiedy przychodzi wkurzona, że ktoś ją źle potraktował. Najpierw jej przytakuję, wspieram, tak tak, niedobry ten ktoś, potem w miarę wyjaśniania sytuacji zaczynam się wcielać w rolę adwokata diabła, że przecież ten ktoś może wcale nie chciał ci dowalić, że może miał na myśli coś innego, że to mogło wcale nie mieć nic wspólnego z tobą - mówię to żeby nie brała tej sytuacji do siebie i żeby jej było lżej, ale wychodzi przekaz, że wg mnie ona jest przewraźliwiona, a jej nie rozumiem i nie wspieram. Nie wspierałem jej kiedyś, kiedy nie mogła ścierpieć, że moi rodzice jej nadskakują, a ja mówiłem, że to oznaka szacunku, ale jej się to nie podobało, źle się z tym czuła, a ja nie potrafiłem jej wesprzec. Nie wspieram jej, jak kłóci się z różnymi ludźmi o dzieci, żona tak kocha dzieci (i zwierzątka też), że czasami wchodzi między te dzieci a rodziców, co wkurza rodziców (ja też to odczuwam jako ten gorszy rodzic) bo oni wychowują mniej opiekuńczo (a ponieważ żona tym dzieciom bardzo współczuje to wykonuje ruchy dosyć ostentacyjne, mogące wpływać na relacje tych dzieci i rodziców).
              Jak powinienem się zachować, kiedy mam inne poglądy i inny ogląd sytuacji niż żona? Naprawdę nie wiem jak się zachować, żeby jednocześnie być uczciwym wobec siebie, jak i wspierać żonę?
              Nie wspierałem żony we wstawaniu w nocy do dziecka, i tu już mało mnie tłumaczy (ona była w domu, ja rano wstawałem do pracy, trochę mało tłumaczące). Sprzątać też mogłem więcej, ale strasznie mnie wkurzało, że temat sprzątania, prania, ogarniania w domu to najważniejsza rzecz w małżeństwie. IMO nigdy nie byłem niechlujem, brudasem, ale okazało się, że jednak jestem, a jak już coś robię to najczęściej źle. Zamiast mnie pochwalić, że się staram to było: "nie umiesz wieszać skarpetek", "a co to jest?, jak tak odkurzasz, to lepiej mi nie pomagaj", "tylko dokładnie!" (może to ja nie umiem odbierać krytyki i strzelam focha?, ale pomagam dalej). Żonę uspakaja sprzątanie, przekładanie cuchów z jednej półki na drugą - mnie nie, czy ja muszę być taki jak żona? Mnie uspakaja muza, co nie znaczy że nie mogę sprzątać. Nie relaksuje mnie zamiatanie podłogi o 2200 w sobotę.
              2. Z przepraszaniem też nie jest dobrze, przeze mnie. Żona na początku często mnie przepraszała, a ja powiedziałem, że nie chcę przeprosin tylko, żeby nie robiła awantur i fochów o nic, bo szkoda nas. Więc przestała przepraszać. I teraz ja muszę przepraszać i robić pierwszy krok na zgodę, nawet jeśli się nie poczuwam do winy.
              Żona widzi, że się sypie. Już kilka razy wykrzykiwała, że nasze małżeństwo się skończyło, potem po kilku ciężkich dniach wszystko wracało do tej "normy". Ostatnio zapropnowała "grubą kreskę", ale to chyba nie zadziała, bez zmiany naszych zachowań.
              3. Nie wiem, jak zaproponować żonie, żeby przeczytała książkę na temat związków. Już po tygodniu wspólnego mieszkania kupiłem "Mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus", bo byłem w szoku, że szwankuje komunikacja. Żona nie była zainteresowana, bo co ci autorzy mogą wiedzieć o prawdziwym życiu. Nie chciała też kiedyś czytać artykułu z gazety "Charaktery" o pokochaniu samej siebie i zaczynaniu naprawiania relacji od siebie. Ja czytałem, ale może nic tego nie zrozumiałem, bo jest tylko gorzej.
              • organza26 Re: a teraz góra lodowa 06.03.13, 12:15
                Nienawidzę i niecierpię takich ludzi jak Twoja żona, są to ludzie potwornie toksyczni i jeszcze w dodatku na rzęsach stający żeby odwrócić kota ogonem. Miałam okazję stykać się z takimi kobietami i za każdym razem to był/jest absolutny 'krzyż pański'. Niby mi Ciebie szkoda, bo jednak z opisu wynika, że jesteś raczej w porządku, ale z drugiej strony założę się, że część z 'przywar' żony widziałeś jako zalety np umiłowanie porządku, staranność itp...
                • jestem.dobry Re: a teraz góra lodowa 06.03.13, 12:47
                  1. Owszem, jej niezależność, zaradność i upodobanie porządku mi się spodobały. Ale nie wiedziałem, że jest to okupione takim bólem (głównie jej, czasami moim).
                  2. Nie szukam pocieszenia ani poklepywania. Szukam pozytywnego rozwiązania, żeby jej nie stracić i żeby nie zatracić siebie.
                  • sebalda Re: a teraz góra lodowa 06.03.13, 13:27
                    Czy widzisz szansę na to, żeby żona zgodziła się na terapię?
                    Jeśli będzie się opierać, wytłumacz jej jak destrukcyjnie wpływają na dziecko takie wzorce z domu. Jak dziecko, choć tego nie okazuje, fatalnie znosi kłótnie i nieporozumienia rodziców. Ja się dowiedziałam od córki dopiero jak dorosła, że słyszała nasze nocne kłótnie i jak je przeżywała. Widzę, że to wszystko nie pozostało u niej bez śladu. Wiele robiłam, by zminimalizować skutki wychowywania się w "takim" domu, ale czas pokaże, na ile mi się to udało. O ile lepiej by było, gdyby zawczasu udało się to poprawić, nie obarczać tym dzieci....
                    Może ten argument przemówi do żony?
              • sebalda Re: a teraz góra lodowa 06.03.13, 12:40
                Niestety obraz żony wyłania się coraz gorszy:( Narzucanie zdania i zmuszanie do jego uznania. Przykro jest, gdy za każdym razem ktoś neguje nasze zdanie, racje czy odczucia, ale nie można przeginać w drugą stronę i wymagać od partnera wiecznego potakiwania, bo to absurd.
                Mnie też przeszkadzało to, że mąż nie uczestniczył w pracach domowych, ale jak już się zebrał raz na kilka tygodni w sobie i coś zrobił, to go nie krytykowałam, tylko chwaliłam. Nie jestem pedantką, ale pewne minimum musi być zrobione, a jak sama mam to robić, to czuję się w domu jak służąca. Jak mówię o tym mężowi, to on to nazywa terrorem prac domowych. Czyli jak widzisz porozumienie w tej kwestii między małżonkami prawie zawsze jest trudne. Włączać się trzeba, obrażać lepiej nie.
                Z przepraszaniem miałeś rację, same przeprosiny bez prób choćby poprawienia się są do niczego. Ale całkowite zrezygnowanie z przeprosin też jest niedobre. Bo przy przeprosinach jest zawsze okazja do omówienia problemu, do wyjaśnienia nieporozumień. Ja lubię przepraszać dzieci, lubię też być przez nie przepraszana, od razu opadają złe emocje, widzę, że one zrobiły coś niecelowo, raczej w stresie. Nie lubię ludzi, których nie stać na przeprosiny. I na wysiłek, by się poprawić.
                No i to wykrzykiwanie, że to już koniec! a potem przechodzenie nad tym do porządku dziennego, jakby nic się nie stało. Mam w domu z mężem to samo. Ciężko to zdzierżyć, wrrr.
                Usztywnienie na pogłębianie wiedzy na temat związków, rozwiązywania konfliktów, mówienie, że wszystkie poradniki są głupie i że terapeuci sami są chorzy, nigdy w niczym nie pomagają, to też typowe cechy osób o zapędach przemocowych. Ogólnie takie podejście: wszyscy są głupi, nikt się nie zna, ja wiem lepiej. Ufff, ciężko z taką osobą, słabo to trochę rokuje. Mnie dobra literatura przedmiotu niezwykle pomogła, uważam ją za nieocenioną pomoc.
                Chyba czeka Cię ciężka praca nad żoną, by ją przekonać, że potrzebujecie pomocy, bo sprawa wygląda niefajnie. Na terapię jej nie wysyłaj, bo się obrazi, ale może zaproponuj wspólną terapię, Tobie też się przyda.
                Nadal nie napisałeś ani jednego pozytywnego słowa o żonie. Czemu się z nią ożeniłeś, jeśli jest pod każdym względem be? Może jednak ma jakieś pozytywne cechy, ktore Cię jeszcze przy niej trzymają?
                • jestem.dobry Re: a teraz góra lodowa 06.03.13, 14:14
                  Żona jest troskliwą wspaniałą matką, traktuje dziecko podmiotowo, rozmawia z nim, zawsze pyta o zdanie, poświęca mu dużo czasu, od rana do późnego wieczoru. Dba o dom, kwiaty, czystość, higienę, nasze zdrowie, potrafi pięknie przystroić stół i dom na święta. Robi pyszne obiady i ciasta. Jest atrakcyjną kobietą, choć notoryczne zmęczenie nie wpływa na nią dobrze. Lubię jej fizyczność, seks z nią, głos w telefonie, smutne oczy, piękne zdrowe włosy. Wariactwo: mam pod jednym dachem ideał. Nie jeden facet powinien mi zazdrościć.

                  Tyle, że...ja nie chcę w domu kogoś tak ciężko pracującego na bycie idealnym, tylko człowieka, z którym można coś robić razem, i to niekoniecznie dobrze. Chciałbym, żeby to wspólne działanie było celem, a nie jego efekt. Chciałbym coś zepsuć razem z nią i się śmiać z tego. Tymczasem ciężko mi przypomnieć sobie, jak wspólna czynność sprawia nam obojgu przyjemność, oprócz b. rzadkich chwil... po zaśnięciu dziecka.
                  • sebalda Re: a teraz góra lodowa 06.03.13, 15:57
                    > Tyle, że...ja nie chcę w domu kogoś tak ciężko pracującego na bycie idealnym, t
                    > ylko człowieka, z którym można coś robić razem, i to niekoniecznie dobrze. Chci
                    > ałbym, żeby to wspólne działanie było celem, a nie jego efekt. Chciałbym coś ze
                    > psuć razem z nią i się śmiać z tego. Tymczasem ciężko mi przypomnieć sobie, jak
                    > wspólna czynność sprawia nam obojgu przyjemność, oprócz b. rzadkich chwil... p
                    > o zaśnięciu dziecka.

                    Czy powiedziałeś o tym żonie kiedykolwiek. Tak jasno i wyraźnie, jak to tutaj nam opisujesz? Zakładam, że tak, bo robisz wrażenie faceta dość dobrze uświadomionego i chętnego do współpracy, co nie jest takie częste u facetów. Jeśli to do niej nie trafia, podejdź ją, tak jak wcześniej pisałam, od strony dziecka. Uświadom, jaką krzywdę wyrządza dziecku wychowywanie się w domu, gdzie nie ma zgody i miłości. Choć dziecko długo tego nie okaże, ale chyba każdy rozumie, że to odczuje i ulegnie wpływowi takich wzorców.
                    Nie radzę pokazywać tego wątku, bo ja tak kiedyś, na początku mojego pisania tutaj, zrobiłam z mężem i latami odczuwałam tego skutki, bo mąż nigdy mi nie wybaczył, że go "oczerniałam i obrzucałam błotem", choć Bóg mi świadkiem, że pisałam wyłącznie prawdę i opisywałam swoje odczucia, których prawdziwości nie da się odmówić. Inny może by wyciągnął wnioski, ale nie przemocowiec-frustrat. Twoja żona słabo sobie radzi z emocjami, pokazanie jej, jak ją opisałeś (choćby nie wiem jak obiektywnie), tylko ją rozsierdzi. Ale wypisz sobie może kilka argumentów, kilka podsumowań o niej i jej problemach, o tej jej bezbronności pokrywanej perfekcjonizmem, użyj tego w jakiejś SPOKOJNEJ rozmowie. Nie wyciągaj argumentów w kłótni, tylko wtedy, gdy rozmawiacie bez emocji, bo mam nadzieję, że takie rozmowy też się Wam zdarzają:)
                    Trzymam kciuki, wierzę, że sobie jakoś poradzicie, szczególnie gdyby udało Ci się jakoś namówić żonę na terapię. Uważam, że w Waszym przypadku to bardzo by pomogło.
                    • jestem.dobry Re: a teraz góra lodowa 07.03.13, 09:07
                      Oczywiście, że mówiłem żonie. Wydaje mi się, że ona okazuje uczucia poprzez pracę w domu. I jak ja mówię, że mam inne oczekiwania, to ona czuje się dotknięta, mówi mi że jestem niewdzięczny (i ja tak oczywiście często się czuję), że ona wszystko ma na głowie i nie ma mowy o spokojnej rozmowie. Robi się napięta atmosfera, i jak nie od razu, to godzinę lub dwie później, jest afera o jakiś drobiazg (widać, że jest podminowana i tylko czeka na pretekst, obowiązkowy repertuał żony to przymiotniki i epitety, które mają mnie poniżyć) i jej odwieczne słowa: co ty ostatnio zrobiłeś w domu? Nie wiem ile bym nie zrobił w domu to i tak to usłyszę, bo zawsze coś się znajdzie, czego nie zrobiłem albo zrobiłem źle. Ja mówię o uczuciach, relacjach, ona o pracy.
                      Dzięki.
                      • edw-ina Re: a teraz góra lodowa 07.03.13, 09:21
                        Napiszę Ci coś z mojego personalnego punktu widzenia - ja bym zwiała z tej relacji i to pewnie kilka tysięcy kilometrów od tej osoby. Mam naturę bałaganiarza, obowiązki domowe to dla mnie zawsze sprawa drugo - a najczęściej trzecio- i czwartorzędna. Robię tyle, ile muszę. Jak mamy panią do pomocy, to jesteśmy przeszczęśliwi, jak nie - jakoś dajemy sobie radę. I nie wyrobiłabym psychicznie, gdyby mój mąż zamiast np. przytulić się do mnie i obejrzeć wspólnie fajny film, wolał w tym czasie biegać po domu ze szmatą i denerwował się na mnie, że nie robię tego samego. W ogóle nie znoszę żadnego wymuszania w związku. Wszystko, co robimy, musi być dobrowolne. Np. ja uwielbiam gotować, sprawia mi to dużą frajdę, ale częścią tej frajdy jest to, że nie muszę tego robić. Bo jeśli nie będzie obiadu, to zjemy kanapki, zamówimy pizzę lub wpadniemy do knajpy i nikt do nikogo nie ma zarzutów, nikt nie czuje się przymuszany. Nie poradziłabym sobie w relacji, w której nie mogę być sobą, ponieważ muszę spełniać wizję związku partnera. Przede wszystkim w takiej sytuacji nie jest się partnerami. Wydaje mi się zresztą, że nawet gdybyś razem z żoną biegał ze ścierką i pucował godzinami srebra rodowe, one i tak znalazłaby inny powód do wyrzucenia złości. Ponieważ to wszystko co robi, to są tematy zastępcze. Nie chce się zmierzyć z własnymi emocjami, problemami, więc wypełnia sobie czas po brzegi, by nie mieć kiedy tego zrobić.
                        • edw-ina Re: a teraz góra lodowa 07.03.13, 10:11
                          Sebalda, ja nie poruszyłam kwestii wspólnej odpowiedzialności za dom, bo dla mnie to sprawa oczywista i zachęcam każdą osobę, która wchodzi w związek, by nie czekać z ustaleniem zasad panujących w domu, tylko zrobić to jak najszybciej. Bo niestety, nawet kiedy ma się konkretne pieniądze i można zatrudnić ludzi do pomocy, obowiązki domowe zawsze są. Ale jak to było podkreślone w pewnym tekście w Wysokich Obcasach: w dobrych związkach śmieci wynoszą się same. Tyle, że też trzeba ustalić jakiś pułap tych obowiązków oraz priorytety. Bo kiedy celem samym w sobie będzie dom na wysoki połysk, to jak dla mnie nikła jest szansa, by obi strony się porozumiały. Z drugiej strony pamiętam, że kiedyś na forum panie odsądziły mnie od czci i wiary, kiedy przyznałam, że mieliśmy panią do pomocy w 40 metrowym mieszkaniu. Bo jak to nie ogarnąć takiego kawałka! A my wówczas dużo pracowaliśmy i uznaliśmy, że nasz wolny czas i chwile, które możemy poświęcić sobie, naszym bliskim, pasjom itp. są krótkie, przez co znacznie cenniejsze niż te 250 zł, które płaciliśmy pani za ogarnięcie mieszkania. Ale żeby to zrobić, trzeba mieć jasno określone priorytety.
                      • sebalda Re: a teraz góra lodowa 07.03.13, 09:52
                        Nie jestem pedantką, ale też mnie boli, gdy w sobotę, kiedy już naprawdę trzeba ogarnąć chałupę, mąż znajduje wiele wymówek, by się nie włączyć. Jednym ze sposobów jest wywołanie kłótni, wtedy czuje się już kompletnie zwolniony. Często gotuje obiad, ale jak nie ma na to ochoty (co ja rozumiem, to jest to, o czym pisze Edwina), to zamiast powiedzieć, woli wywołać awanturę i strzelić focha. Wtedy ja jestem zdenerwowana (nie tym, że nie ugotuje, ale tym, że taką drogą do tego doszedł, że sprowokował awanturę, zamiast powiedzieć) i on triumfuje, że ja, jak on raz nie ugotuje obiadu, już się wściekam.Typowe zagrywki, żeby być górą.
                        Zmierzam do tego, że jeśli ogarnięcie domu jest WYŁĄCZNIE na mojej głowie, też się frustruję, bo czuję się w nim jak służąca. Mój mąż to zupełnie inaczej postrzega, więc nie wiemy, jak widzi to Twoja żona. Przy czym mój mąż nigdy by nie powiedział, że ja za dużo sprzątam, bo tak nie jest. A Ty twierdzisz, że żona ma na tym punkcie wręcz manię. No i to jej krytykowanie, gdy w domu coś zrobisz, to nie jest fair.
                        Jeśli się nie wstydzisz, napisz, jakimi epitetami, które Cię poniżają, określa Cię żona w kłótni. To ważne. Na tej podstawie będzie łatwiej ocenić, czy żona naprawdę stosuje przemocowe zachowania. Jeden pan tutaj też pisał o awanturującej się żonie, a w trakcie dyskusji wyszło, że właściwie to bardziej on ma inklinacje do awantur, reagował bardzo nerwowo na najdrobniejsze uwagi.
                        • jestem.dobry Re: a teraz góra lodowa 07.03.13, 11:28
                          Odpowiem tak: święty i lepszy nie jestem. Na początku epitety szły z obu stron. Zadaliśmy sobie dużo ran. Nie wytrzymywałem tego, że związek jest tak odmienny od moich wyobrażeń (a żona pewenie tak samo to odbierała), nie mogłem zrozumieć wielu zachowań żony, tego że zawsze widzi złe intencje, ciemne strony innych ludzi i ogólnie różnych sytuacji, że tak sztywno odbiera rzeczywistość, że złości się tak jak by chciała to wszystko przerwać. Pewnie bardzo ją rozczarowałem. Żona nawet zapisywała sobie w zeszycie epitety, którymi ją uraczyłem. Byłem mocno zdziwiony, bo ona również nie była gołąbeczkiem, a zrobiła z siebie ofiarę. Od dosyć długiego okresu ważę słowa, myślę że żona odbiera to jako moją słabość. Co najwyżej kretyńsko odpowiadam na epitet: "ty też!". Ona się nabija, że odpowiadam jak dziecko, a ja po prostu nie chcę nakręcać spirali obelg.

                          Dużo mnie to kosztuje, ten ekshibicjonizm tutaj. Dzięki temu zrobiłem sobie mały rachunek sumienia. Pewnie musiało jej też być bardzo ciężko. Pozbierałem myśli. Dałyście mi dużo cennych uwag. Zrozumiałem, że rów jest głęboki. Słowa ranią. Ja to wiem i chcę to zmienić, żona na razie uważa, że forma nie ma znaczenia.
                          • sebalda Re: a teraz góra lodowa 07.03.13, 11:55
                            Powiem Ci tak. Jeśli to będzie dalej trwało, pozostaną zgliszcza. Wiem, co mówię.
                            Zmiany należy zaczynać od siebie. Ja tak zrobiłam i bardzo powoli, ale to zaczęło przynosić dobre skutki. Zmiany to budowa poczucia swojej wartości, wyjście do ludzi, zadbanie o kawałek swojego życia. Przy czym działo się to po wielu latach takiego życia w ciągłych wojnach, dzieci już samodzielne, wiedziałam, że to moje usamodzielnianie się nie odbywa się ich kosztem.
                            U męża te moje zmiany budziły taki opór i wściekłość (ofiara wybija się na niepodległość, wymyka się z rąk), że czasami bałam się o swoje bezpieczeństwo, Tobie to nie grozi, ale ostrzegam, że następuje wtedy eskalacja agresji.
                            Z czasem mąż zrozumiał, że to nic nie zmieni, że ja już nie dam sobą manipulować. Agresja zelżała, jest za to więcej fochów i szantaży emocjonalnych. Ale i to nauczyłam się ignorować. Najlepsza metoda, to nie dać się wciągnąć w grę. Nie wchodzić w konflikt. Za każdym razem, gdy żona zaczyna się nakręcać, kończysz dyskusję z myślą: ale to jest jej problem, nie mój. Pomaga. Ale to strategia ratująca Twoje poczucie swojej wartości, związku ona nie uleczy, pomaga co najwyżej przetrwać.
                            Jedyna nadzieja dla Was, to gdy żona dojdzie do ściany, zobaczy, że nie może już Tobą manipulować, wypali się jej cała złość, zrozumie, że jedynym rozwiązaniem będzie terapia. Bo uważam, że u Was tylko ona może pomóc.
                            Niewykluczone, że pani Agnieszka inaczej to zobaczy, ale z mojego doświadczenia i po latach czytania tego i podobnych forów i historii, tak uważam.
                          • igge Re: a teraz góra lodowa 07.03.13, 16:49
                            wiesz co, nawet ludzie zupełnie nie umiejący panować nad sobą tzn swoimi emocjami tzn np moja mama, ja, moja córka - mogą nauczyć sie panować nad sobą na tyle by chociaż nie używać epitetów, wyzwisk, obelg w trosce o drugą osobę. Moja mama co prawda do dzisiaj nie umie utrzymać języka za zębami i już chyba się nie nauczy, za to mnie zdarza się to ekstremalnie rzadko i coraz rzadziej w miarę upływu lat i pracy nad soba. MaŁż przez ponad 20 lat NIGDY nie użył żadnej obelgi, wyzwiska, epitetu w stosunku do mnie nawet w najgorętszych kłotniach jak rzucałam w niego ze złością poduszką i wrzeszczałam bez sensu. Pierwszy rok po ślubie byłam w szoku bo normalnie nigdy nie dało sie go sprowokować do żadnej absolutnie kłótni ze sobą, a ciężko i nie da się kłocić samej ze sobą. Musi wam zacząć zależeć mocniej na dobru partnera/partnerki.
              • rozwodnik-waw Re: a teraz góra lodowa 07.03.13, 13:51
                > Nie wspierałem żony we wstawaniu w nocy do dziecka, i tu już mało mnie tłumaczy
                > (ona była w domu, ja rano wstawałem do pracy, trochę mało tłumaczące).

                Jeśli Ty pracowałeś a ona była w domu, to Ty powinieneś w nocy spać a do dziecka powinna wstawać ona.

                > (...) okazało się (...) jak już coś robię to najczęściej źle. Zamiast mnie pochwalić, że się
                > staram to było: "nie umiesz wieszać skarpetek", "a co to jest?, jak tak odkurzasz, to lepiej
                > mi nie pomagaj", "tylko dokładnie!"

                A to już jest jej problem, nie Twój, że ma zbyt wysokie wymagania dot. utrzymania porządku. I że stara się tę SWOJĄ potrzebę pokazać jako WASZĄ.
                • bez_przekazu rozwodnik nigdy nie znajdzie zony 07.03.13, 18:50
                  moj maz wstawal do dziecka, mimo,ze ja nie pracowalam , a do pracy mial na szosta.
                  czlowieku,zmien swoje myslenie, bo dziecko to wspolna robota i wspolny obowiazek.
                  rozwodnik-waw napisał:

                  > > Nie wspierałem żony we wstawaniu w nocy do dziecka, i tu już mało mnie tł
                  > umaczy
                  > > (ona była w domu, ja rano wstawałem do pracy, trochę mało tłumaczące).
                  >
                  > Jeśli Ty pracowałeś a ona była w domu, to Ty powinieneś w nocy spać a do dzieck
                  > a powinna wstawać ona.
                  >
                  > > (...) okazało się (...) jak już coś robię to najczęściej źle. Zamiast mni
                  > e pochwalić, że się
                  > > staram to było: "nie umiesz wieszać skarpetek", "a co to jest?, jak tak o
                  > dkurzasz, to lepiej
                  > > mi nie pomagaj", "tylko dokładnie!"
                  >
                  > A to już jest jej problem, nie Twój, że ma zbyt wysokie wymagania dot. utrzyman
                  > ia porządku. I że stara się tę SWOJĄ potrzebę pokazać jako WASZĄ.
                  >
      • sootball Re: a teraz góra lodowa 06.03.13, 08:19
        Pod tą potrzebą kontroli jest strach i brak poczucia bezpieczeństwa. Dominacja, kontrola to jej tarcza i jej miecz, bez nich nie jest po prostu dorosłym człowiekiem bez taczy i miecza, tylko małą, przestraszoną dziewczynką, która za szybko musiała dorosnąć. I prędzej da sobie wydłubać oko, niż się do tego przyzna.
        Może być Ci jej żal, ale to nie znaczy, że trzeba temu ulegać.
        W swojej potrzebie kontroli nie dostrzega, że narusza granice wolności innych.
        Ich brak podporządkowania się będzie rownoznaczny z atakiem na nią.
        Miałam matkę podobną trochę do Twojej żony. Wiem jak jest być dzieckiem takiej matki i jak wiele później jest do naprawienia dorosłym życiu.

        To, co ona robi, cała akcja "heroiczna matka Polka", robi z własnej potrzeby. Tłumaczy sobie, że robi to dla Was, że poświęca się, ale nie - ona robi to dla siebie, i poświęca się przede wszystkim żeby uniknąć dyskomfortu, którym byłby dla niej brak robienia tego. Bo robienie tego ma dla niej głębokie znaczenie (rutyna, kontrola, poczucie bezpieczeństwa), którego ona nie dostrzega. Ją nie za bardzo obchodzi, czy Wy chcecie wszystkich tych rzeczy, które ona dla Was robi. (prawdopodobnie jest przekonana że tak, ale jeśli by się okazało że nie, to jesteście głupi i nie wiecie co dla Was dobre; tym samym Wasze zdanie ma podrzędne znaczenie) One mają być zrobione bo tak, bo to przecież najważniejsze (bo ona tego potrzebuje).
        Robiąc wszytko "dla Was" jest tak nastawiona na siebie, że nie dostrzega, neguje i narusza Wasze potrzeby i prawa.

        Rozmawiaj z nią. Daj jej do przeczytania "Toksycznych rodziców". Jak narusza Twoje granice, powiedz jej o tym i nie pozwól na to.

        • pade Re: a teraz góra lodowa 06.03.13, 09:49
          Dokładnie tak jest. Podpisuję się.
          I znam to z autopsji, niestety.
          Tzn. sama taka..byłam?, mam nadzieję, ze byłam:)
        • jestem.dobry Re: a teraz góra lodowa 06.03.13, 12:34
          1. kurcze, tak to chyba jest. Ale jej mama ma podobnie - sama się przyznała, że lubi rządzić, przyjechała do nas i na dzień dobry zabrała się za wychowywanie wnuczka (w surowszy sposób niż my), sprząta i pierze non stop, wszędzie wisi pranie, co chwilę chodzi i sprawdza czy już coś wyschło, pracowitość to ich rodzinna cecha i największa duma i powód do wywyższania względem innych rodzin, matka również strzela potężne fochy. Jej mama nienawidzi mężczyzn, bo to lenie i egoiści, i mówi to przy mnie. Martwi mnie, że jaka matka taka córka.
          2. jakoś nie potrafię sobie wyobrazić sytuacji, że daję żonie "Toksycznych rodziców" a ona: "dzięki, chętnie to przeczytam, zobaczę co źle robię i zmienię swój sposób postępowania"
          • sootball Re: a teraz góra lodowa 06.03.13, 16:23
            To może inaczej.
            Daj jej książkę, żeby przeczytała, ale nie "toksycznych rodziców", tylko np. "wywieranie wpływu na ludzi". To jest książka psychologiczna, bardzo dobra zresztą, powinna być obowiązkowo czytana w liceum ;) i zupełnie neutralna w Waszej sytuacji. Traktuje ogólnie o technikach wywierania wpływu i śmiało możesz ją jej podrzucić pod hasłem "jak się skuteczniej bronić przed różnymi naciągaczami/chwytami reklamowymi", co przy jej skłonnościach do paranoi (w końcu ciągle ktoś ją skrzywdził) nie powinno być trudne. Kiedy już dojdzie do punktu, w którym ewentualnie pomyśli że może nie wszyscy psychologowie to szarlatani, i że "coś w tym jest", wtedy możesz posuwać się dalej.

            Dodatkowy element: Możesz uderzyć w to jej "zamiłowanie prawdy". Skoro słowa i forma nie mają znaczenia, a liczy się treść i prawda, to jak najbardziej zbliżony do rzeczywistości obraz świata powinien być wartością, którą ona doceni. Zapytaj ją o to. A potem, punkt po punkcie, udowodnij jej, że cała jej praca jest przeznaczona przede wszystkim DLA NIEJ. To ryzykowna droga, bo coś takiego powinien robić terapeuta. Kiedy partner 1 zaczyna pracować nad problemem partnera 2, wtedy negatywne emocje związane z przerabianiem tego problemu przez 2 skupiają się na 1 i odbijają się na związku.
      • pade Re: a teraz góra lodowa 06.03.13, 09:39
        lubi dogadzać, jest nadopiekuńczą osobą, potem jest zmęczona i niedoc
        > eniona, mówi że zrobiłem sobie z niej niewolnicę;

        nie potrafi stawiać granic
        wychowana w kulcie matki-polki-męczennicy

        perfekcyjna pani
        > domu, sanepid to przy niej pikuś, pracusia w domu i w pracy, naprawdę poświęca
        > się dla domu, dziecka, męża czyli mnie, nie usiedzi w miejscu (od samego począ
        > tku tak starała się mnie uszczęśliwić, że nie miała czasu posiedzieć i się popr
        > zytulać), lubi dogadzać, jest nadopiekuńczą osobą,

        brak poczucia bezpieczeństwa, mało lub brak akceptacji w dzieciństwie

        Twoja zona wykazuje całkowity brak asertwności, i nie posiada żadnych zdolności komunikacyjnych.
        Nie ma innego wyjścia jak terapia a potem trening asertywności.
        Dziecku też trzeba stawiać granice.
        Pospieszcie się, bo będzie coraz gorzej.

        • sonia_siemionowna Re: a teraz góra lodowa 06.03.13, 22:39
          Zgadzam się z pade. Typowy przykład terrorystki 'dla Waszego dobra'.
    • premeda Re: pytanie do żon/partnerek 05.03.13, 15:26
      Według mnie to nie jest normalne. W ciągu 7 lat zdarzało mi się nie raz pokłócić z chłopem ale nigdy nie spaliśmy oddzielnie. Zresztą niczego tak nie znoszę jak i iść spać w kłótni dlatego przed zaśnięciem zawsze wyjśniamy problem i zawsze któraś strona na ustępstwa łatwiej idzie ;)
    • bez_przekazu Re: pytanie do żon/partnerek 05.03.13, 19:31
      oj,sa takie rodziny.dopiero co byla dyskusja w watku o obrazajacym sie mezu. teraz dla rownowagi mamy zone.
      w tamtym watku okazalo sie,ze maz jest przemocowcem. ciekawe, czy w tym okaze sie to samo z Twoja zona?
      ja zone rozumiem, bo mam podobnie.
      na pocieszenie dodam - ciesz sie ,ze z ojcem nie sypia:)
      powodzenia
      • differentview Re: pytanie do żon/partnerek 06.03.13, 08:41

        > oj,sa takie rodziny.dopiero co byla dyskusja w watku o obrazajacym sie mezu. te
        > raz dla rownowagi mamy zone.
        > w tamtym watku okazalo sie,ze maz jest przemocowcem. ciekawe, czy w tym okaze s
        > ie to samo z Twoja zona?
        > ja zone rozumiem, bo mam podobnie.
        > na pocieszenie dodam - ciesz sie ,ze z ojcem nie sypia:)
        > powodzenia

        masz racje, ze ocena sytuacji bedzie sie roznic w zaleznosci od plci- facet od razu bylby uznany za przmocowca a kobieta raczej nie choc metody dreczenia psychicznego drugiej osoby moga byc identyczne
        choc z drugiej strony nie znam mezczyzny, ktory by mscil sie na zonie tym, ze opuszcza malzenskie loze i idzie spac z dzieckiem lub swoim rodzicem- to jednak domena kobiet;)

        • bez_przekazu Re: pytanie do żon/partnerek 08.03.13, 17:10
          ja znam - zonaty gej.
          moj maz w takich sytuacjach mowi "gniewam sie na ciebie nie na twoja....." i tu pada dowolne okreslenie tej czesci ciala kobiety, na ktora zaden facet sie nie pogniewa.
          oni oddzielaja seks , wiec chodzi im wylacznie o rozladowanie napiecia i moga sie dalej gniewac. a kobiety mysla,ze kiedy maz chce sie kochac to jest to rownoznaczne z przeprosinami i daja sie nabierac:)

          differentview napisała:

          choc z drugiej strony nie znam mezczyzny, ktory by mscil sie na zonie tym, ze o
          > puszcza malzenskie loze i idzie spac z dzieckiem lub swoim rodzicem- to jednak
          > domena kobiet;)
          >
    • edw-ina Re: pytanie do żon/partnerek 06.03.13, 09:53
      Nam po kłótni zdarza się spać oddzielnie. Zwykle noc, czasem dwie. Ale my oboje mamy bardzo harde charaktery i w przypadku dużego konfliktu jesteśmy jak dwa okręty atomowe płynące na zderzenie czołowe, więc taka chwilowa separacja dobrze nam robi, bo pozwala uspokoić emocje i wrócić do tematu z lepszym nastawieniem.
      Choć tak naprawdę to zupełnie inna część twojej wypowiedzi wzbudziła mój największy niepokój. Konkretnie temat ciągłych porządków, dogadzania innym i poczucia niedocenienia. W pierwszym momencie pomyślałam, że to bariera, mur za jakim chowa się twoja żona, ponieważ obawia się zmierzyć ze swoimi emocjami. Ona może zatracać się w tym wszystkim, bo to jest jej sposób na okazanie uczucia tobie i synowi. Stąd też może wynikać niedocenienie, ponieważ dla Ciebie jej potrzeba dogadzania oraz sprzątania przesłaniają możliwość zwykłego emocjonalnego i fizycznego bycia razem, a ona uważa, że przecież robiąc to wszystko daje ci właśnie siebie. Nie wiem, czy uda wam się zrobić coś z waszymi problemami bez pomocy fachowca. Nam terapeuta bardzo pomógł, m.in. wskazując jak różnie interpretujemy te same wydarzenia/zachowania. Nauczył nas sprawnie i sensownie komunikować się. Ale żeby to zrobić, trzeba najpierw odrzucić wcześniejszy schemat, nauczyć się, że inne zdanie, inne zrozumienie danej kwestii nie uderza w nas, nie jest podważaniem naszej wartości oraz tego, że aby komunikować się skutecznie, musimy komunikować się też precyzyjnie.
      Mój mąż miał podobną opinie nt. sposobu wypowiadania się, jak twoja żona. Tj. nie ważna jest forma wypowiedzi, przecież wiesz, o co mi chodziło. Nawet teraz, kiedy to napisałam, zaczęłam zgrzytać zębami. Bo ja przywiązuję wagę do słów, do formy wypowiedzi. Dam ci taki drobny przykład, który był jednym ze sztandarowych i najczęściej przywoływanych przykładów w trakcie terapii. Któregoś dnia tuż przed wyjazdem na spotkanie z terapeutą, brałam prysznic, poślizgnęłam się i dość niefortunnie upadłam. Mój mąż wpadł do łazienki z krzykiem: co ty narobiłaś!!!!!!! Co ja automatycznie odebrałam jako oskarżenie, a "co ja narobiłam" kojarzyło mi się z rozbitą mydelniczką na podłodze i porwaną zasłoną prysznicową. Co za tym idzie ostro wkurzona - bo ja tu leżę poobijana, a ten baran zamiast mi pomóc interesuje się cholerną mydelniczką - wyrzuciłam go z łazienki w złości. Po wałkowaniu tego przykładu wyszło nam, że tak naprawdę wszystko przebiegało w sposób właściwy, a zawiódł sposób wyrażania emocji. Bo mężowskie "co ty narobiłaś" było wyrazem troski i przerażenia, a nie zainteresowania zasłoną i cholerną mydelniczką. Natomiast ja oczekując pomocy - bo byłam wystraszona, poobijana itp. odebrałam to jako zignorowanie mojego zdrowia, a nie braki w umiejętności wyrażania emocji.
      Opisałam ten przykład specjalnie byś zobaczył, jak różnie potrafimy postrzegać teoretycznie te same zdarzenia. Może to pomoże tobie podjąć temat np. terapii.
      • differentview Re: pytanie do żon/partnerek 06.03.13, 10:13
        przepraszam, ze nie na temat ale czy terapia nauczyla Cie zebys interpretowala tego typu reakcje meza pozytywnie??? czy on nauczyl sie inaczej okazywac troske i przerazenie?
        • edw-ina Re: pytanie do żon/partnerek 06.03.13, 10:28
          Napisałam już, ale mogę to doprecyzować. Mój mąż nauczył się, że nie ma "wiesz o co mi chodzi", tylko trzeba możliwie prostym językiem powiedzieć o co chodzi oraz pojął, że forma ma znaczenie, bo zła może wprowadzić dużo zamieszania. Ja za to, dowiedziawszy się skąd jego takie a nie inne zachowania, jeśli co jakiś czas miały jeszcze miejsce (to wszystko to proces, nie da rady jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki) starałam się brać na to poprawkę i raczej powiedzieć: zamiast interesować się stratami, zainteresuj się moim zdrowiem; niż automatycznie wybuchać.
          • igge Re: pytanie do żon/partnerek 06.03.13, 22:14
            Autorze wątku, skoro doceniasz trud żony w kwestii porządku w domu to może pozwól jej mieć ten idealny porządek i chwal ją, dziękuj szczerze i gorąco za pracę. Wymyśl dla niej formy relaksu i przyjemności, żeby nie była taka przepracowana. Czy ona jest niezadowolona z Ciebie i jak jej matka uważa, że wszyscy mężczyźni, w tym ty, są egoistami i leniami?
            Sam w trakcie porządków czy masz wybór czy robić coś dla siebie fajnego czy pomagać i robić wspólnie coś dla domu (robić mimo braku twojej przyjemności i braku odczucia potrzeby porządkowania, nieładu)? Tzn czy ona oczekuje pomocy czy nie jest zła jak w tym czasie jak ona pracuje np siedzisz i sluchasz swój ulubiony koncert na dvd? Czy możesz włączać się w prace domowe tyle ile wg ciebie to konieczne i sprawiedliwe plus dodatkowo wtedy i tylko wtedy kiedy sam chcesz i wolisz zrobić jej przyjemność sprzątaniem, czyszczeniem, zamiataniem i generalnie wykazaniem wspólnej odpowiedzialności za stan domu niż poświęcić czas swoim frajdom i formom relaksu np książce czy muzyce? Czy dobrowolnie i z uśmiechem potraficie raz robić coś fajnego dla żony a innym razem dla męża i nie czuć żalu i znudzenia wtedy tylko radość, że uszczęśliwiacie kochaną osobę? I robicie coś ważnego nawet tylko dla jednego z was? Ona np może pójść z Tobą do filharmonii jeśli kochasz muzykę a Ty zabrać ją do kina na komedię romantyczną za kilka dni lub spędzić pół soboty pucując razem dom. Ewentualnie pozwalając jej go pucować do woli? Sam przyznajesz, że masz, w pewnym sensie, skarb? Miło przecież mieć wyczyszczony i pachnący dom i/lub przeczytaną książkę, zaopiekowane dziecko:) Nie wierzę, że kobieta tylko nonstop czyści ale ktoś jednak regularnie musi to robić (a ona wyraźnie ma wyższe od ciebie standardy, jest perfekcjonistką?)o ile dziecko nie ma żyć w chlewiku, może jej brakuje czasu na swoje/wasze inne rozrywki? Zupełnie, absolutnie nic nie sprawia wam obojgu frajdy? (oprócz seksu:)
            Aha, i jeszcze skoro Twoja potrzeba bliskości jest równie ważna co jej potrzeba czystości więc może nawzajem byście doszli do porozumienia, że te ważne potrzeby obie można po prostu zaspokajać. Dużo dobrej woli z obu stron i można jakoś się dogadać. Z biegiem lat te wasze dwie potrzeby mogą się przecież pogłębiać i powodować zniecierpliwienie partnerem więc lepiej jak najszybciej znaleźć rozwiązanie. Najpierw np tulicie się intensywnie przez godzinę a potem zabieracie się (lub ona tylko jeśli dla niej to ok) za czyszczenie drzwi i ścian a Ty w tym czasie czytasz lub leżysz na kanapie, a jeśli jej wydaje się to niesprawiedliwe, ty wychodzisz z psem na długi spacer, robisz pilne zakupy, wstawiasz pranie, prasujesz, robisz coś pożytecznego dla rodziny ale to, co lubisz i chcesz. Ona może czasem jednak zostawić bałagan w spokoju i zająć się jakąś czynnością najpierw. wg Twojego wyboru - pójściem na spacer rodzinnie lub do teatru tylko z tobą, odwiedzić znajomych, żeby pośmiać się razem przy kolacji i nabrać zdrowego dystansu do siebie i swoich niedoskonałości, zrelaksować się.
            • igge Re: pytanie do żon/partnerek 06.03.13, 22:24
              aha, miłość to praca nad sobą więc zacznij od siebie i zmian w swoim zachowaniu
            • jestem.dobry Re: pytanie do żon/partnerek 07.03.13, 10:23
              1. Motto życiowe żony to "Najpierw praca, potem przyjemności". Jak już napisałem żona nie ma marzeń i szcześliwa jest jak jest posprzątane w domu. Tymczasem żona budzi się i już ma zły humor. Tyle ma na głowie. Najgorzej jak wyjdzie w sobotę rano słońce. Koszmar. Nerwy i migrena żony zapewnione. Boję się odezwać. Dopóki sytuacja nie zostanie opanowana, żona nie wyluzuje. Jakby była na prywatnej wojnie z chaosem świata. Ale już przyzwyczaiłem się do tej specyfiki żony, choć nie czuję się swobodnie. Ale czystość jest OK ;-) Staram sie pomagać, bo o pełnprawnej współpracy nie może tu być mowy, bo i zapału mi brakuje i umiejętności i szybkości żony.
              2. Żona oczywiście ma potrzebę bliskości, ale w tej kwestii wystarcza jej nasz syn. Żyją jak dwa gołąbeczki (choć i jego potrafi zwyzywać, jak już jej puszczą nerwy). Jemu poświęca każdą wolną chwilę. Bez niego nigdzie nie wyjdzie ze mną, bo miałaby poczucie winy, że go zostawia. Nie funkcjonujemy jako para. Nawet to syna pytała czy chciałby mieć rodzeństwo czy nie. Synowi dobrze jest tak jak jest.
              3. Żona (chyba) nie uważa wszystkich mężczyzn za egoistów i leni. Mnie owszem, o czym stara się mi na bieżąco przypominać, żebym nie zapomniał.
              • sebalda Re: pytanie do żon/partnerek 07.03.13, 10:46
                Chyba już wiem, o co chodzi z tym domem. Są kobiety, które mają przymus sprzątania. Mamy znajomych, którzy oboje są pedantami i estetami, ale ona dodatkowo ma przymus sprzątania. I wiecznie jej mało. Kupili dom, mąż się odnalazł w ogródku:) Podejrzewam, że ucieka od zrzędzącej żony, dlatego tym więcej czasu spędza na pracach ogrodniczych. Ona oczywiście śmiertelnie obrażona, że on w domu nie pomaga. Ale jak znajomi przyjadą, to puchnie z dumy, jaki mają piękny ogród. Ale co najważniejsze: mają kupę kasy, stać ich na zatrudnienie pomocy, ale to dla niej nie do przyjęcia. Dlaczego? Nie wiadomo. Pewnie z tego samego powodu, dla którego Twoja żona nie umie żyć bez obowiązków. Ktoś to świetnie podsumował (Edwina?), że żona zagłusza coś tą krzątaniną. Ona ma naprawdę problem. A Tobie serdecznie współczuję, taka osa w sobotni poranek to masakra. Wiem coś o tym:(
              • igge Re: pytanie do żon/partnerek 07.03.13, 10:59
                piszesz, że synowi dobrze jest jak jest ale to nieprawda, musicie być parą , nie tylko rodzicami
              • pade Re: pytanie do żon/partnerek 07.03.13, 12:15
                mam takie samo motto:)
                ale nauczyłam się już odpuszczać, wiem, że ważniejsza jest rozmowa z dzieckiem czy mężem od kawałka umytej podłogi
                żona obwinia Cię, pewnie podświadomie, o niezaspokojanie potrzeb, których istnienia nawet sobie nie uświadamia
                zagłusza je porządkowaniem domu i świata
                nie masz wyjścia, albo solidna praca zony nad sobą z pomocą fachowej literatury albo terapia
                ona sama z siebie się nie zmieni
                przeczytaj:
                artelis.pl/artykuly/43/gniew-a-nasze-potrzeby-i-oczekiwania
                Twoja zona tak naprawdę nie złości się o to, że nie pomagasz. Przyczyna tkwi głębiej.
                • pade Re: pytanie do żon/partnerek 07.03.13, 12:29
                  Skąd wobec tego w nas te stany – winy, wstydu, gniewu?
                  Ich źródłem paradoksalnie jest potrzeba bezpieczeństwa i struktury. W pełni nie jesteśmy w stanie jej zaspokoić żyjąc na ziemi, a jednak dążymy do tego. Jedną ze strategii radzenia sobie z niepokojem i chaosem jest porządkowanie rzeczy, spraw, a także – poprzez moralne osądy – ludzi. Dzielimy ich na dobrych i złych, winnych i niewinnych, tak jakbyśmy mieli jakąś nadzwyczajną wiedzę i władzę nad nimi. Stąd już tylko krok do wskazywania kto zasługuje na karę a kto na nagrodę. Ta strategia, zamiast wyzwolić nas z lęku – wpędza w jeszcze większy strach i obawę, bo każdy z nas może być potencjalnym „złoczyńcą”. Tworzymy obrazy innych ludzi jako „wrogów” i wtedy jeszcze trudniej dostrzec w nich czujące istoty, które chcą zaspokoić jakieś uniwersalne, wspólne nam potrzeby. Trudniej współpracować i zaufać, że inni chcą nas wspierać w zaspokojeniu naszych potrzeb. Jeżeli jako dzieci zostaliśmy wychowani w tym duchu, a nie w duchu wspólnoty, akceptacji i szacunku do wszystkich żyjących istot, ich uczuć i potrzeb, wtedy możemy mieć kłopot z odczytywaniem swoich potrzeb, zwłaszcza kiedy pojawi się niepokój.

                  powyższy fragment pochodzi z:
                  pracowniadialogu.eu/?tag=gniew
    • sonia_siemionowna Re: pytanie do żon/partnerek 06.03.13, 22:31
      Twoja żona ma jakiś problem do przepracowania. Po pierwsze - raczej mało w niej chęci dogadania się, wnioskując z tego, co robi po kłótni. Po drugie, takie spanie z mamą albo z dzieckiem jest trochę infantylne a trochę niepokojące - jakby nie czuła się związana z Tobą tak jak z nimi. Cóż, dla niektórych więzy krwi są najwazniejsze.

      Macie problem i proponuję zacząć o tym rozmawiać. Nie w czasie kłótni ale na spokojnie.
    • jestem.dobry Re: pytanie do żon/partnerek 19.03.13, 10:28
      Zaliczyliśmy kolejną kłótnię o nic (przynajmniej ja nie wiem o co tak naprawdę chodziło), kolejny foch żony z tygodniowym milczeniem i jej spaniem na kanapie w salonie.

      Przeprosiłem ją drogą esemesową (co za żenująca dziecinada), chociaż to nie ja zacząłem. Odpisała mi, że powinienem iść na terapię w związku z moją toksyczną matką (!?), bo to jest wg niej nasz problem nr 1. Moim zdaniem to nie jest problem nr 1, ale jeden z wielu. Wyraziłem gotowość zmierzenia się ze swoimi wadami i ograniczeniami i zaproponowałem współną z żoną terapię. Odmówiła - najpierw ja mam się wyleczyć z nadopiekuńczej matki. Nie wiem co o tym myśleć.

      Na razie w ostatnich tygodniach przeczytałem książki "tyksyczne związki", "toksyczna miłość", teraz czytam "toksyczni rodzice" i przeczytam jeszcze kilka. Zamierzam nauczyć się reagować spokojem na jej wybuchowość, nie brać tak jej słów do siebie, poprawić trochę swoje poczucie wartości, cieszyć się życiem, poprawić asertywność. Na pewno wyciszy to emocje, ale fakt, że żona nie chce iść ze mną na terapię (póki co) powoduje, że straciła dużo w moich oczach i wieje ode mnie chłodem. Nie chcę teraz ja zrobić focha. Co mam zrobić? Sam iść do psychologa?
      • sebalda Re: pytanie do żon/partnerek 19.03.13, 11:18
        Zdecydowanie popieram Twoją strategię budowania swoje wartości i niezależności. To na pewno dobrze Ci zrobi. Reakcją na to będzie albo wściekłość żony (tego typu osobniki bardzo nie lubią emancypacji partnera/ki), albo jej refleksja, a może nawet zrozumienie, ile może stracić.
        Uważam, że masz prawo się tymczasem odsunąć od żony i nie traktowac tego jako focha, ale jako naturalną konsekwencję jej zachowań. Ty przepraszasz, Ty wyciągasz rękę, Ty proponujesz wspólną terapię, a ona całą winą obarcza Ciebie i od Ciebie wymaga naprawy, neguje potrzebę wspólnej terapii, która z Twojego opisu sytuacji byłaby najbardziej pożądana dla Waszego związku. Masz prawo zareagować na to wszystko. Może ona jest z tych, którymi trzeba lekko potrząsnąć?
        • sorvina Re: pytanie do żon/partnerek 19.03.13, 11:37
          Moim zdaniem własna terapia będzie inwestycją w siebie, która się opłaci bez względu na to co zrobi żona. Poza tym wszelkie zmiany warto zacząć od siebie, bo tylko na siebie masz wpływ.

          Warto rozróżnić "foch" jako pokazowa kara i metoda manipulacji, a chwilowe wycofanie się po utracie zaufania, w celu przemyślenia co dalej i zadbania o siebie.
          Masz prawo zareagować na zachowanie żony, nie wolno tylko oddawać pięknym za nadobne.
      • esteraj Re: pytanie do żon/partnerek 19.03.13, 13:17
        jestem.dobry napisał:

        > Zaliczyliśmy kolejną kłótnię o nic (przynajmniej ja nie wiem o co tak naprawdę
        > chodziło), kolejny foch żony z tygodniowym milczeniem i jej spaniem na kanapie
        > w salonie.

        Ja bym się zapytała na Twoim miejscu żony, co zamierza osiągnąć w ten sposób.
        Prawdopodobnie odpowiedź by brzmiała, że daje Ci czas na głębsze przemyślenia.
        Sądzę, że w Twojej żonie utrwalił się taki schemat postępowania z Tobą. Jak wyczytałam i zrozumiałam, to Ty w takich momentach jesteś jak potulny baranek. Boisz się odezwać czy cokolwiek zrobić. Dzięki temu Twoja żona czuje się pewniej i może śmiało Tobą manipulować.

        > Przeprosiłem ją drogą esemesową (co za żenująca dziecinada), chociaż to nie ja
        > zacząłem.
        Dziwne, że przepraszasz za coś, za co nie czujesz się winny. Oszukujesz samego siebie, a przez to stajesz się niewiarygodny. Co mówi Twoje wewnętrzne "JA", gdy siebie tak traktujesz? Nie umiesz szanować siebie samego, więc jak mają szanować Ciebie inni?
        Jeśli chcesz być fair, to zamiast przepraszać za winę, do której nie jesteś przekonany, powiedz, że dziękujesz za poznanie punktu widzenia swojej żony. Np. rozpoczyna się kłótnia od takich słów:
        - Jesteś idiotą. Znowu mnie nie posłuchałeś. Prosiłam Ciebie, żebyś zrobił zakupy, a Ty jak zwykle najpierw musiałeś jechać do mamusi. Ja czekam jak głupia, żeby zrobić obiad, a Ciebie wciąż nie ma. Mam Cię dość! Idę spać do syna.
        Wtedy dobrze by było, gdybyś powiedział:
        -Rozumiem, że bardzo zależało Ci na zakupach. Dziękuję, że mi to uświadomiłaś. Czy masz dla mnie jakąś propozycję jak powinienem według Ciebie się zachować, gdy moja matka zasłabła i byłem jej nagle potrzebny?

        > Odpisała mi, że powinienem iść na terapię w związku z moją toksyczną
        > matką (!?), bo to jest wg niej nasz problem nr 1. Moim zdaniem to nie jest prob
        > lem nr 1, ale jeden z wielu

        W tym przypadku również zapytałabym się żony, na czym według niej polega problem z matką. Jak ona to widzi, co dokładnie jej przeszkadza, jakie ma propozycje zmiany zachowania...?
        Ważne w takiej rozmowie jest, by nie przeszkadzać w wypowiedzi drugiej strony. Nie usprawiedliwiać się, niczego nie tłumaczyć. To bardzo trudne, bo w naszej naturze jest odpierać atak od razu. W konstruktywnej komunikacji trzeba dać się wygadać rozmówcy. Zadawać jak najwięcej pytań, ale się nie tłumaczyć. Na koniec podziękować za jej sugestie.
        Dać sobie czas na odpowiedź, czyli odczekać i przemyśleć wszystko dokładnie.
        Wewnętrznie możemy czuć wzburzenie, bo będzie nam się wydawać, że tak postępując daliśmy satysfakcję rozmówcy. Wcale tak nie musi być, bo w dłuższej perspektywie tworzymy wizerunek osoby rezolutnej, rozsądnej, spokojnej, godnej zaufania, zdolnej do konstruktywnej rozmowy...

        > (...) ale fakt, że żona nie chce iść ze mną
        > na terapię (póki co) powoduje, że straciła dużo w moich oczach i wieje ode mn
        > ie chłodem.

        Prawdopodobnie odczuwasz porażkę, bo Ty wkładasz jakąś pracę i wysiłek, by budować lepszy związek, a żona daje do zrozumienia, że ona ma rację i jest "górą".
        Nie przejmuj się tym. Przede wszystkim powinieneś mieć świadomość, że cokolwiek robisz, to robisz dla siebie. Potraktuj swoją żonę jak pewną "przeszkodę", albo impuls do pracy nad sobą, do samodoskonalenia. Poprawa relacji z nią będzie nagrodą, a wtedy to Ty poczujesz się jak zwycięzca.
        • sebalda Re: pytanie do żon/partnerek 19.03.13, 16:40
          Rady może i dobre, ale i tak nie mogę przestać sobie wyobrażać, jak mąż wrzeszczy na mnie i wyskakuje z kompletnie nonsensownymi zarzutami, a ja: "Na koniec dziękuję mu za jego sugestie". Jaki daję tym przekaz? Że może sobie na mnie dowolnie poużywać, napluć mi w twarz, a ja z uśmiechem i spokojem udam, że to deszcz i jeszcze mu podziękuję. Jak można dziękować komuś, kto nas krzywdzi? Co dzięki temu osiągniemy? Większą bezkarność krzywdzącego, nic więcej.
          • sorvina Re: pytanie do żon/partnerek 19.03.13, 16:48
            Myślę, że tu chodzi o coś innego. Chyba w "toksycznych słowach" proponuje się coś podobnego jako komunikat umieszczający odpowiedzialność za dane słowa/uwagi/przekonania w agresorze. Agresor psychiczny działa na zasadzie - ja mówię JAK JEST, reaguję na to co TY ROBISZ, to TY SPRAWIASZ że ja coś tam, zupełnie nie uświadamiając sobie i nie formułując swojej opini i oczekiwań w danej sprawie. Dziękując za sugestie stwierdzasz - że ONA tak UWAŻA/MYŚLI i potem dopytujesz by druga osoba jasno określiła swoje oczekiwania i poglądy. Do konkretów można się już odnieść np. informując o konsekwencjach wymagania od ciebie danej rzeczy.
            Takie podejście sprowadza rozmowę na inny poziom. Wymaga jednak wzmocnienia się na tyle, by nie reagować silnymi emocjami i nie wchodzić w walkę.
      • zuzi.1 Re: pytanie do żon/partnerek 19.03.13, 21:34
        Przeczytaj jeszcze tą książkę:
        www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=%C5%BCycie%20w%20zwi%C4%85zku%20partnerskim%20po%20trudnym%20dzieci%C5%84stwie&source=web&cd=1&cad=rja&ved=0CCsQFjAA&url=http%3A%2F%2Fwww.eduksiegarnia.pl%2Fzycie-zwiazku-partnerskim-trudnym-dziecinstwie-p-7074.html&ei=EsdIUb-IK-Gm4AT1-oDoCw&usg=AFQjCNHcbwQqm9AaFWVH7WNiz7Y4CZREoQ
        www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=%C5%BCycie%20w%20zwi%C4%85zku%20partnerskim%20po%20trudnym%20dzieci%C5%84stwie&source=web&cd=2&cad=rja&ved=0CDAQFjAB&url=http%3A%2F%2Fispips.pl%2Findex.php%3Foption%3Dcom_content%26view%3Darticle%26id%3D35%26Itemid%3D50&ei=EsdIUb-IK-Gm4AT1-oDoCw&usg=AFQjCNH4ujz9digUgWi--2cZK3rMyyuM7Q
        www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=%C5%BCycie%20w%20zwi%C4%85zku%20partnerskim%20po%20trudnym%20dzieci%C5%84stwie&source=web&cd=3&cad=rja&ved=0CDUQFjAC&url=http%3A%2F%2Fispips.pl%2Findex.php%3Foption%3Dcom_content%26view%3Darticle%26id%3D36%26Itemid%3D52&ei=EsdIUb-IK-Gm4AT1-oDoCw&usg=AFQjCNGoFW2q4_KCX75BdcKRcOy6pLuw_w
    • domza2 Re: pytanie do żon/partnerek 20.03.13, 13:01
      Obrażanie się to dość prymitywna strategia manipulacyjna. Ja jej nie stosuję, w domu rodzinnym nigdy się na nikogo nie obrażaliśmy. Za to mąż to stosuje. W pierwszych latach znajomości było to dla mnie dość bolesne. Potem, to olałam. Najlepiej działa gdy mąż już się mości w drugim pokoju, ja przychodzę do niego i dość znudzonym tonem mówię: czy nie sądzisz, że to trochę dziecinne? Nie głupio ci? I idę sobie. Na drugi dzień mąż przeprasza, że się wściekł i wolał sobie zostać sam. Na mnie więc jego obrażanki nie działają. Z politowaniem patrzę na takie zachowanie. Ale jeśli faktycznie on się musi przespać sam ze sobą w spokoju to ok. Gdyby to trwało dłużej niż jedną noc uznałabaym to za bierną agresję, ale tak , to niech sobie będzie.
    • paluszki38 Re: pytanie do żon/partnerek 20.03.13, 13:50
      Witam
      Jak czytam o Twojej żonie, to jakoś mi to brzmi znajomo... Niestety bardzo znajomo. Bardzo dawno temu, na początku naszego związku też taka byłam. Porządek ponad wszystko, pretensje do męża (wtedy jeszcze nie męża), że ja tutaj sprzątam a on tego nie docenia. Kiedyś pokłóciliśmy się o to, że był umówiony z kumplami na mecz w sobotę a ja przecież dopiero co posprzątałam i on pewnie nabrudzi. Powoli, mimo iż już widziałam błędy w swojej toksycznej matce, widziałam jak mnie krzywdziła, nie widziałam tego jak krzywdzę partnera. Jego argumenty, że zachowuję się jak własna matka do mnie nie trafiały, uważałam to za wyzłośliwianie się.
      Pisałeś, że Twoja żona lubi spać z Twoją mamą. No właśnie mój mąż myślał, że ja lubię jeździć w weekendy do mamy, bo jak już posprzątałam u nas w domu, to ruszałam sprzątać u mamy. Zawsze na każde jej skinienie, wkurzała mnie a z drugiej strony ją usprawiedliwiałam i nieświadomie ten jej terror perfekcyjnego wylizania domu wprowadziłam u nas. Na szczęście mąż mnie z tego wyleczył:) Mamy czysto w mieszkaniu wg ogólnego standardu, ale wg mojej mamy i tego co jeszcze siedzi w mojej głowie, to można by wyszorować jeszcze raz drzwi, bo są niedokładnie umyte:)

      Kiedyś wylizanie domu, to był sposób na okazanie miłości, oczywiście nie zdawałam sobie z tego sprawy, dopiero teraz to widzę, i czasem się z tego śmiejemy. W moim przypadku to było wyniesione z domu. Aby zasłużyć na miłość matki musiałam posprzątać, więc stosowałam to w swoim domu. Poszukaj przyczyny dlaczego żona musi to robić i jej pomóż.
    • nowy99 Re: pytanie do żon/partnerek 25.03.13, 18:37
      Rozmowa z osoba wrazliwa (niestety widac, ze tylko na swoim punkcie) nic nie da.
      Napisz spokojny list, co ci nie odpowiada, na co zgody nie bedzie (krzyk, epitetowanie, karanie cichymi dniami, osobne spanie). Wyslij w postaci mejla, tak, zeby miala czas przeczytac, przemyslec, poplakac i ochłonąćdo twojego przyjscia.
      Musisz odzyskac jaja. Niestety coraz wiecej wokol takich zwiazkow: kobiety jak faceci, apodyktyczne, rzadzące, faceci dla świętego spokoju wycofani, ustępujący. I te kobiety tak naprawdę chcą facetów męskich, rządzących, decydujących, z jajami, są nieszczesliwe, bo pozbawily swoich partnerow klejnotów. Jesli nie zawalczysz o normalnosc teraz, to przepadniesz i zwiazek sczeznie i zgnije.
      A moze jak ona ma focha i idzie spac do dziecka, to wez to na wesolo, ale przyjdz po nia i nie ma gadania, zadnych dyskusji marsz do swojego lozka! I bierzesz babe za reke, albo na rece i bez wylamywania, posmiejcie sie z tego, powalczcie i nie pozwol na spanie osobno. Powiedz jej: nie ma gadania, ja tu jestem facet i rządzę. Kobiety uwielbiaja facetow meskich, cynicznych na wesolo i dowcipnych. Musisz na wesolo, ale postawic na swoim.
      I jej sie to spodoba. A potem na spokojnie powiedz jej bardzo powaznie, ze nie akcpetujesz tych zachowan. Owszem posprzeczajmy sie, ale nie ma zgody na ciche dni, bo to zabija twoje uczucie do niej - powiedz jej to. Zobaczysz, ze sie poprawi, bo pokazesz jaja.
      W swym liscie napisz, ze nie chcesz jej roli jedynie matki Polki, sprzataczki, zas chcesz ja w roli kochanki i przyjaciolki.
      A w ogole to ona ma jakies zainteresowania poza pucowaniem domu i pichceniem? O czym rozmawiacie?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka