4anne
27.05.13, 13:22
Sprawa którą chciałabym opisać, nie napawa optymizmem. Jesteśmy 6,5 roku po ślubie, mamy 3,5 letniego syna. Dziecko jest wyczekane, chciane. Gdy młody miał ponad rok, wróciłam do pracy, dzieckiem zajęła się teściowa, która z nami zamieszkała. Różnie nam się układa, ale generalnie dom prowadzę ja, babcia przygotowuje dla nas co jakiś czas obiad, zwykle w tygodniu. Mąż pomaga w domu w sobotę przez 2 godziny, gdy wyciera wszystkie kurze, zmywa klatkę schodową, balkon i odkurza dywany. Czasem poprasuje, ostatnio nie. W domu przygotowuję obiady, zmywam, myję wszystkie podłogi, sprzątam całą kuchnię, łazienkę, zajmuję się wieczorem pielęgnacją dziecka, posiłkami na wszystkich. Generalnie wiele rzeczy zwłaszcza w tygodniu pracy jest na mojej głowie. Oboje pracujemy. Mąż nie był nigdy bardzo wylewny, właściwie nie mówi że mnie kocha, nie ma czułych gestów, często gdy idzie spać, odwraca się plecami, mało rozmawiamy. Bawi się z synem, ale często przy tej zabawie przysypia lub tak prowadzi rozmowę z dzieckiem że doprowadza je do łez lub wkurzenia (zresztą syn ostatnio ma gorszy okres i wkurza się o wiele rzeczy - łącznie z tym że samochód nie stoi dokładnie tam gdzie powinien). Mama męża jest osobą trudną do rozgryzienia, najlepiej dogaduje się ze swoją starszą córką, której nawet nie staram się "dorównywać" bo mamy zupełnie odmienne charaktery, bywa że powie coś złośliwego, bywa że się nie odzywa. Ale zawsze to mąż tłumaczy tym, że taki ma charakter (dużo w życiu przeszła, w młodości straciła w wypadku męża, mój mąż tatę - jak miał kilka lat, co wg mnie mogło się odbić na jego sposobie wychowania, przez samotną mamę), mąż ma jeszcze sporo młodszą siostrę z kolejnego związku teściowej, ale również tata szwagierki już nie żyje. Nie wiem już jak rozmawiać z mężem. Nawet jeżeli próbuję, to zwykle kończy się moimi pretensjami i milczeniem męża (to nie ciche dni, moje wykrzyczane potrzeby nie są w ogóle komentowane, tak jakby nie było rozmowy na ten akurat temat), mąż mruży oczy w charakterystyczny sposób podczas takich moich monologów, co mnie doprowadza do szewskiej pasji (wewnętrznie) i chłodno, bez emocji stwierdza że nie będzie postępował tak jak ja sobie życzę - gdy mowa o tym jaki są moje potrzeby, że potrzebuję przytulenia, wsparcia, dobrego słowa. On będzie postępował tak jak jest jemu wygodnie i nie będę mu nic narzucała (to wygląda jakbym błagała o emocjonalną litość, o zainteresowanie). Swoje życie uważam za szczęśliwe - to jakie miałam dzieciństwo, jak potoczyła się moja nauka, to gdzie pracuję, jak mam wspaniałego syna, jeszcze do kilku miesięcy wstecz również męża. Stało się coś co powoduje że w naszym związku wieje chłodem. Moi rodzice są, ale rzadko odwiedzają nas, zwykle bardzo krótko, pędzą do swego życia, trochę schorowanego, mam z nimi dobry kontakt. Dobry kontakt mam również ze swoją siostrą, ale obie pracujemy i dość rzadko się spotykamy. Jak rozmawiać z mężem o moich wątpliwościach, żeby nie czuł że coś mu narzucam, żeby się otworzył, bo nawet nie wiem co on myśli o tym naszym życiu. A my idziemy w jakiś ślepy zaułek, a może inaczej nasze drogi się rozchodzą.