glamourous
04.07.13, 21:45
Tak sobie czytam to forum, ostatnio zafrapowal mnie zwlaszcza watek Tully, jako klasyka gatunku. Widze, ze dominuje tu ogromna latwosc przypisywania facetom cech przemocowych, ktore - jak wszyscy tutaj zgodnie i kolektywnie twierdza - uaktywniaja sie rzekomo kiedy kobieta objawia swoja slabosc biologiczna, ekonomiczna i takie tam. Kiedy kolejna forumowiczka zaklada kolejny watek o tym jak to jej facet od jakiegos czasu zachowuje sie bardzo niefajnie, niejako z urzedu cale forum zaczyna krzyczec "przemocowiec!! ukrywal sie dlugo az w koncu sie ujawnil!". Oraz zapodaje smieszne i IMO zupelnie nieprawdziwe sugestie ze kobieta widocznie ma sama ze soba wielki problem, ze takich osobnikow przyciaga - moim zdaniem szufladkowanie o tyle charakterystyczne dla tego forum, ile zupelnie chybione niesprawiedliwe. Osobiscie uwazam, ze caly fenomen pt. "moj maz byl kiedys fajny, a potem sie zepsul" wynika nie tyle z faktu, ze jest on podrecznikowym przemocowcem, ktory nagle zrobil coming out, ile z emocjonalnego wyeksploatowania zwiazku. Tak po prostu. Kiedys facet byl zakochany, motylki lataly mu w brzuchu do kobiety, wiec sie staral i byl mily z definicji. Taniec godowy po prostu, potem okres wicia gniazda - samiec podswiadomie wiedzial, ze musi stac na wysokosci zadania, inaczej samiczka ucieknie, a z gniazda beda nici. Z biegiem lat cel reprodukcyjny zostal osiagniety, motylki odlecialy, a zona stala sie niestety tylko meblem, ktory chcac nie chcac i z wielu powodow wypada w domu posiadac. Okazalo sie przy okazji, ze mebel stracil na fizycznej atrakcyjnosci, bo nie chodzi non stop odstawiony i odmalowany, ma zle dni, a takze okazuje swoja frustracje, sarka i trzaska garami. Taki mebel zaczyna wiec coraz bardziej irytowac i wyzwalac niskie instynkty. Lagodzace obyczaje seksualno-chemiczne spoiwo juz nie istnieje, zwiazek wyeksploatowal sie emocjonalnie oraz biologicznie (misja reprodukcyjna a propos tej konkretnej partnerki zakonczona=wspolne dzieci sa), a wiec u faceta zaczyna brac gore negatywna strona testosteronu : agresja, impulsywnosc i brak cierpliwosci.
Do tego dochodzi jeszcze fakt, ze malo ktory mezczyzna jest na tyle samokontrolujacy sie, opanowany i dobrze wychowany, zeby potrafil zachowywac sie w sposob naprawde cywilizowany w kazdej sytuacji - kiedy nie ma juz milosci, a wiezi naturalnie oslably.
Niestety, brutalne to wszystkoi i dosc banalne, ale tak to widze. Wystarczy troche sie zastanowic, a wszystko uklada sie w logiczna calosc - niefajne zachowania faceta to produkt uboczny jego emocjonalnego ochlodzenia w stosunku do partnerki, a nie jakies wybitne sklonnosci do przemocy. Oczywiscie istnieja klasyczni psychopaci, narcystyczni manipulatorzy i prawdziwie zaburzeni damscy bokserzy, ale mysle, ze wiekszosc domniemanych "przemocowcow" wydzierajacy sie na zone bo zupa za slona to najzwyklejsi faceci, ktorych dopada to o czym napisalam powyzej, a glowny ich deficyt to niezbyt wysoki poziom empatii i wybiorczosc jesli chodzi o obdarzanie ludzi szacunkiem.
Ciekawa jestem, co o tym sadzicie...