Dodaj do ulubionych

depresja czy fanaberie

11.10.13, 12:51
Nie potrafię ogranąć tego wszystkiego...
Niby sielanka i zyć nie umierać a z drugiej strony ogromna samotność.
Mieszkam w małej wsi (5 domów) do sklepu mam 3km do najbliższego lekarza 30 a do szpitala 45 km. Z własnej nie przymuszonej woli przeprowadziłam się z miasta do tej dziury. Miało być to z kożyścią dla mnie, partnera i dla naszej malutkiej córeczki...
Treaz Ola ma 3 lata, lgnie niemalże do każdego człowieka i tęskni do dzieci.
Partner, żeby nas utzymać ciągle jest w delegacjach. Wyjeżdża w poniedziałek zostawia 50 zł na cały tydzień i wraca w sobotę. Nie żeby nie miał kasy skoro stać go na zakup 3 aparatów każdy w cenie co najmniej 2 tys znaczy, że kasę ma ale nie dla nas...
Moim marzeniem jest prawo jazdy i samochód, ale bardzo długo zostanie to w swerze mioch marzeń...
Od momentu kiedy urodziła się Ola co roku jeździłam w czase wakacji do rodziców i tam potajemnie dorabiałam sobie na polu przy zbiorze owoców. Z tych pieniędzy udało mi się kupić zmywarkę... wow szczyt luksusu...
Partner już 3 rok obiecuje mi pomóc z prawem jazdy, ale na obietnicach się kończy.
Dlaczego prawko jest dla mnie takie ważne? Dojazd do lekarza, do głupiego sklepu...
ostatnio w piątek 4 października przeszłam się do sklepu i co? Oleńka ma zapalenie oskrzeli...
do lekarza zawiózł nas ojciec "P". Na leki też dał tenże "teściu"
Kiedy Ola choruje (a nawet jeśli jest zdrowa) siedzimy w domu poza kilkoma spacerami w koło naszego podwórka. Ludzi to widujemy z daleka jak idą do slkepu lub jadą... Jedyną osobą, z którą rozmawiam to moja córeczka i "P".
Pracy tu dla mnie nie ma chyba, że przy zbiorze grybów, jagód, żołędzi i ziół...
ale nie mam z kim zostawić dziecka a do lasu ciągnąć trzylatka to trochę ciężko.
Co prawda w tym roku byłyśmy razem na grzybach, ale nazbierałyśmy tyle co na zupę, bo dziecku brak cierpliwości i do tego to ciężka praca bo, żeby nazbierać runa leśnego na 50-60 zł to trzeba z 4 godziny chodzić po lesie.
Prosiłam, błagałam żeby mój "P" umożliwił mi skończenie kursu co kolwiek: fyzjerstwo, grzybiarza, żebym mogła prowdzić skup. Co kolwiek, żeby tylko trochę się uniezależnić od niego...
Nwet nie chce o tym słyszeć... Zawsze ma jakieś, ale... Najpierw to był fakt, że Ola jest za mała, później, że mi to nie potrzebne bo po co mi kurs fryzjerstwa skoro tu ludzi tak mało- obok 3km jest wieś 160 domów... a grzybiarz to skup właściciel sklepu prowadzi.
Czuję sie ograniczana i ubezwłasnowolniona...
Liczyłam, że kiedy Ola skończy 5 lat pójdźie do przedszkola będę mogła więcej zrobić, będę miała szansę dorobić...
Ale mój świat zawalił się tydzień temu... Dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Bardzo nie chciałam tego, ale mój partner dążył do tego uparcie... W nocy nie raz prosiłam płakałam, ze nie chcę żeby mnie nie zmyszał... Często wychodziłam z domu, żeby tylko nie ulec jego namowom...
Nie zawsze odnosiło to skutek...
Teraz nie potrafie pogodzić się ze swoim stanem, dla mnie to oznacza koniec wyjazdów, żeby dorobić... kolejne 6 lat siedzenia w domu zanim dziecko nie pójdzie do szkoły bym mogła w jakikolwiek sposób się usamodzielnić...
Nie chcę tego dziecka... odczuwam go jak pasorzyta w moim ciele. Oleńkę kocham nad życie, ale tego nienarodzonego nie mogę znieść... Płaczę po nocach, płaczę w ciągu dnia... Nie mam apteytu czasem udaje mi sie zjeść coś 2 razy w ciągu dnia i to na siłę... Ból głowy jest nie do zniesienia, ale niczego nie łykam ze względu na mój stan.
Prace domowe ograniczyłam (nawet nie wiem jak to się stło) do przyżądzania posiłków dla córeczki.
Chciałabym uciec od samej siebie, uciec od tej sytuacji, wyprowadzic się...
Do rodziców pójść nie mogę... Ojciec po trzech trepanacjach czaski, matka alkoholiczka.... Nic poza odwiedzinami na kilka dni góra 2-3 tygonie nie wchodzi w rachubę...
Nie potrafię poradzić sobie z sytuajcą, do której sama doprowadziłam... Jestem... szkoda słów na moją głupotę...
dlaczego to napisałam?
Może dlatego, że nie mam nikogo bliskiego żeby się wyżalić, wypłakać.
Nie mam nikogo bliskiego, żeby prosić o pomoc.....
Obserwuj wątek
    • a.nancy Re: depresja czy fanaberie 11.10.13, 14:07
      nie depresja czy fanaberie, tylko sytuacja nie do zniesienia.
      zdajesz sobie sprawę, że zachowanie twojego faceta to przemoc psychiczna? i to "dążenie" do ciąży... czy dobrze zrozumiałam, że zmuszał cię do seksu bez zabezpieczenia pomimo twojego płaczu? wiesz, że to jest gwałt?
    • t1ffany Re: depresja czy fanaberie 11.10.13, 14:10
      W nocy nie raz prosiłam płakałam, ze nie chcę żeby mnie nie zmyszał... Często wychodziłam z domu, żeby tylko nie ulec jego namowom...

      Nie potrafię zrozumieć takich klimatów. To jest patologia. Bardzo Ci współczuje, aż dreszcze mnie przechodzą gdy czytam Twojego posta.

      Dlaczego go prosisz? Dlaczego uciekasz z domu? Ja wychowałam się i żyje w takim środowisku gdzie PRÓBA siłowego wymuszenia seksu ze strony faceta skończyłaby się wojną nuklearną, policją i zeskrobywaniem resztek pomordowanych ze ścian.
      Nigdy nie daj sobie wmówić że przymus seksu jest ok. W małżeństwie czy poza.

      Wiem że to już niczego nie zmieni, zapytam z czysto akademickiej ciekawości: nie stosowałaś antykoncepcji czy stosowałaś i zawiodła?

      Jako osoba zła, głupia i zdemoralizowana do szpiku kości napiszę to co w wątku obok: możesz spróbować tego dziecka nie urodzić, jeśli jest jeszcze wcześnie. Oczywiście nie rób tego wbrew sobie.
      Jest mi strasznie przykro z powodu Twojej sytuacji.
      • 8walentynka8 Re: depresja czy fanaberie 11.10.13, 14:32
        ciężko stosować antykoncepcję kiedy ma się 50 zł tygodniowo na życie... dojazd do lekarza kosztuje 50 zł
        no dobra 48 zł 24 zł w jedna stronę...
        o jeżdżeniu na stopa nie ma mowy prze około 38 km tylko las i las...
        może gdyby tabletki anty były za darmo na receptę to bym coś wykombinowała... ale tak w jednym tyg wydać całą kasę na dojazd w drugim tyg część na pigułki...
        najgorsze jest to, że mam to na własne życzenie...
        gdybyśmy nadal mieszkali w mieście być może było by inaczej może nie lepiej ale inaczej...
        jednym słowem nie zabezpieczałam się...
        co do przerwania ciąży zastanawiałam się nad tym...
        być może wszyscy mnie potępią, ale niestety brak kasy....
        • t1ffany Re: depresja czy fanaberie 11.10.13, 14:49
          Koszmar, matnia. Wygląda to tak, jakbyś była połączeniem niewolnicy i żywego inkubatora.
          A jak Twój mąż? To jest człowiek z którym można się porozumieć w jakikolwiek sposób?

          Tak mi przyszła do głowy drobna, praktyczna rzecz: jeśli nie samochód i nie prawo jazdy to może chociaż tani rower? 28 km to daleko, ale w taką pogodę jak dziś to jest do przejechania. Wiem że to nie rozwiązuje nawet 1% Twoich problemów, ale zawsze to jakaś opcja awaryjna jakbyś musiała jechać do tego miasta.

          • 8walentynka8 Re: depresja czy fanaberie 11.10.13, 14:59
            rower mam - po dziadku...
            nawet tata "wyspawał" wózek do roweru żebym mogła Oleńkę wozić, ale niestety przy odrobinie mniej sprzyjających warunków atmosferycznych taka wycieczka kończy się dla niej zapaleniem oskrzeli...
            teraz to pigułki anty nie pomogą... żal tylko, że nie pomyślałam wcześniej nawet te 40 km to bym przejechała...
    • differentview Re: depresja czy fanaberie 11.10.13, 14:33
      8walentynka8 napisała:

      > Prosiłam, błagałam żeby mój "P" umożliwił mi skończenie kursu co kolwiek: fyzje
      > rstwo, grzybiarza, żebym mogła prowdzić skup. Co kolwiek, żeby tylko trochę się
      > uniezależnić od niego...
      > Nwet nie chce o tym słyszeć... Zawsze ma jakieś, ale...

      nie pros tylko wez sprawy w swoje rece- dlaczego oczekujesz jego przyzwolenia? jestes jego niewolnica? co do ciazy- ja bym rozwazyla usuniecie bo jest jeszcze bardzo wczesnie ale to oczywiscie Twoja decyzja, nie wiem jaki masz swiatopoglad i jak bys sie potem z tym czula; ale urodzenie kolejnego dziecka napewno nie ulatwi zmian w Twoim zyciu- kolejne lata bedziesz tkwila w takim marazmie, na odludziu, bez pracy i bez swoich pieniedzy
      • tully.makker Re: depresja czy fanaberie 11.10.13, 15:11
        nie pros tylko wez sprawy w swoje rece- dlaczego oczekujesz jego przyzwolenia?
        > jestes jego niewolnica?

        Przeciez ona po prostu nie ma z kim zostawic dziecka. Jak pan nie zostanie z corka, to jak ona ma isc na kurs prawa jazdy chociazby? Przeciez nie wolno pasazerow wozic nauka jazdy...
    • 8walentynka8 Re: depresja czy fanaberie 11.10.13, 14:53
      dziękuję za odpowiedzi
      cieszę się, że choć tu nie jestem sama...
      że okazaliście mi odrobinę zainteresowania...
      najgorsze to nie radzić sobie z problemem i zostać samemu...
      naprawdę rozważam usunięcie ciąży...
      kłopot partner nie chce słyszeć o takim rozwiązaniu, a mi brak kasy...
      nie wiem jak to poukładać, jak w tym wszystkim znaleźć miejsce dla nienarodzonego dziecka...
      czasem mam wrażenie, że lepiej wrócić do matki alkoholiczki i zmagać się ze swoimi problemami i z jej...
      • t1ffany Re: depresja czy fanaberie 11.10.13, 15:01
        > czasem mam wrażenie, że lepiej wrócić do matki alkoholiczki i zmagać się ze swo
        > imi problemami i z jej...


        To jest dobry trop. W obecnej sytuacji jesteś udupiona całkowicie, niczym w kaftanie bezpieczeństwa i to co Cie czeka to prawdopodobnie tylko kolenie dzieci.
        • 8walentynka8 Re: depresja czy fanaberie 11.10.13, 15:11
          t1ffany napisała:

          > > czasem mam wrażenie, że lepiej wrócić do matki alkoholiczki i zmagać s
          > ię ze swo
          > > imi problemami i z jej...

          >
          > To jest dobry trop. W obecnej sytuacji jesteś udupiona całkowicie, niczym w kaf
          > tanie bezpieczeństwa i to co Cie czeka to prawdopodobnie tylko kolenie dzieci.

          dziękuję myślę, ze to możliwe do wykonania...
          zważywszy choćby nawet fakt że każdy z jej pokoi jest większy od całego mojego mieszkania
          skąd wziąć na utrzymanie?
          najpierw pozew o alimenty...
          pomoc z opieki społecznej...
          puki nie jestem gruba może nawet uda się coś dorobić na czarno na polu...
          tylko jak się ogarnąć po porodzie??
          o ciuszki to się nie martwię w rodzinie tej bliższej i dalszej jest sporo dzieci więc się pewnie zrzucą... rewelacji nie będzie ale damy radę...
          no i jeszcze kwestia jak się wyprowadzić??
          jak pogadać z matką żeby w amoku alkoholowym nie powiedziała "pakuj się i wy***dalaj"
          bo i tak bywało...
          • a.nancy Re: depresja czy fanaberie 11.10.13, 15:17
            wszystko, nawet dom samotnej matki, wydaje mi się lepsze od życia z kimś takim, jak twój facet.
          • t1ffany Re: depresja czy fanaberie 11.10.13, 15:18
            Wysłałam Ci coś na pocztę gazetową.

            Jesteś zameldowana u męża czy u rodziców?
            • 8walentynka8 Re: depresja czy fanaberie 11.10.13, 15:26
              t1ffany napisała:

              > Wysłałam Ci coś na pocztę gazetową.
              >
              > Jesteś zameldowana u męża czy u rodziców?
              u rodziców...
              ale nie zakładałam poczty gazetowej... chyba że nie wiem jak z nie skorzystać...
              • ann.38 Re: depresja czy fanaberie 11.10.13, 15:35
                A tam, gdzie mieszkają Twoi rodzice, to jest jakieś większe miasto? jak mówisz, że na trochę da radę tam pojechać, to może pojedż i tam się rozejrzyj za jakimś ośrodkiem/orgnaizacją, pomagającą kobietom w trudnej sytuacji. Może jest tam dom samotnej matki? Tam myślę oprócz schronienia mają też jakąś pomoc jak wychodzić na prostą. Odchowałabyś sobie trochę dzieci i znalazła pracę. A może to wstrząsnęłoby tym Twoim chłopem? A Ty oprócz tego, że mówiłaś o prawie jazdy, kursach itd, to próbowałaś z nim tak pogadąć o całokształcie, Twoich uczuciach, Waszym życiu itd? Z tego, co piszesz, to nie wiem, czy do niego dotrze, ale może coś by to dało. A w mieście, to gdzie mieszkaliście? Nie macie już tamtego mieskania? Sprzedane?
                • 8walentynka8 Re: depresja czy fanaberie 11.10.13, 15:43
                  ann.38 napisał(a):

                  > A tam, gdzie mieszkają Twoi rodzice, to jest jakieś większe miasto? jak mówisz,
                  > że na trochę da radę tam pojechać, to może pojedż i tam się rozejrzyj za jakim
                  > ś ośrodkiem/orgnaizacją, pomagającą kobietom w trudnej sytuacji. Może jest tam
                  > dom samotnej matki? Tam myślę oprócz schronienia mają też jakąś pomoc jak wycho
                  > dzić na prostą. Odchowałabyś sobie trochę dzieci i znalazła pracę. A może to ws
                  > trząsnęłoby tym Twoim chłopem? A Ty oprócz tego, że mówiłaś o prawie jazdy, kur
                  > sach itd, to próbowałaś z nim tak pogadąć o całokształcie, Twoich uczuciach, Wa
                  > szym życiu itd? Z tego, co piszesz, to nie wiem, czy do niego dotrze, ale może
                  > coś by to dało. A w mieście, to gdzie mieszkaliście? Nie macie już tamtego mies
                  > kania? Sprzedane?
                  mieszkanie sprzedanie kasa się rozeszła na remonty inne bzdury...
                  rodzice również mieszkają na wsi, ale przynajmniej jest to miejscowość gminna.... jest przychodnia i lekarz rodzinny... bank poczta szkoła i przedszkole dla maluchów...
                  na pomoc w tej miejscowości to mogę liczyć tylko w GOPS
          • kati1973 Re: depresja czy fanaberie 11.10.13, 15:30
            Czy teście wiedzą o tej sytuacji?
            Czy masz możliwość powiedzenia o tym?
            • 8walentynka8 Re: depresja czy fanaberie 11.10.13, 15:37
              kati1973 napisała:

              > Czy teście wiedzą o tej sytuacji?
              > Czy masz możliwość powiedzenia o tym?
              >
              >
              nie wiedzą o ciąży ale się domyślają...
              na początku próbowałam się skarżyć że jest mi źle, że "P" źle mnie traktuje... nie wnikałam w szczegóły intymne
              ale teściowa kwitowała to śmiechem i mówiła że to normalne
              • kati1973 Re: depresja czy fanaberie 11.10.13, 16:39
                NIe jest normalne zmuszanie kogoś do seksu
                i brak pieniędzy na życie.
                NIestety musisz się postawić,
                osobiście powiedziałabym, co myślę mężowi, a nie unikała konfrontacji.

                Jeśli nikomu nic nie powiesz, to będziesz tkwiła w tym dalej
    • kropidlo5 Re: depresja czy fanaberie 11.10.13, 15:45
      Smutne to, co piszesz. Sprawia wrazenie, jakbys sama nie zdawala sobie sprawy, ze masz wiele wiecej praw niz ci sie wydaje. Twoj maz zachowuje sie jak tyran. A 50PLN to jest stawka mniej niz glodowa.
      • 8walentynka8 Re: depresja czy fanaberie 11.10.13, 15:50
        kropidlo5 napisał:

        > Smutne to, co piszesz. Sprawia wrazenie, jakbys sama nie zdawala sobie sprawy,
        > ze masz wiele wiecej praw niz ci sie wydaje. Twoj maz zachowuje sie jak tyran.
        > A 50PLN to jest stawka mniej niz glodowa.
        no co ty nie jest źle robi zakupy co tydzień 1 kurczak 4 chleby i 6l. mleka warzywka mam z ogródka a ziemniaki od sąsiada :D a czasem nawet mąkę kupi :D
        jak zrobi ciut większe zakupy do domu to w tedy dostaję mniej kasy np 25 zł... żyć nie umierać :D
        a najlepsze ze co tydzień dzwoni i pyta co kupić, a jak mówię kup np. papier toaletowy czy podpaski to jest wielkie zdziwienie: Co już się skończyły?
        • ann.38 Re: depresja czy fanaberie 11.10.13, 15:59
          Czy te pieniądze starczają czy nie to drugorzędna sprawa. Są biedne rodziny i muszą sobie radzić z małą kasą, ale u Was to inna sytuacja. Nie możesz będąc dorosłą osobą być tak traktowana, jak nastolatka, która dostaje wydzielone pieniądze. Może przez internet poszukaj domu samotnej matki w Waszych stronach. Może zajrzyj na forum Pomocne emamy. Tak są osoby doświadczone w udzielaniu rad w trudnych sytuacjach. Czasem trochę szorstkie, ale trudno, poczytaj trochę wątków, to się zorientujesz jak im nie podpaść;)
          forum.gazeta.pl/forum/f,615,Pomocne_emamy.html
      • 8walentynka8 Re: depresja czy fanaberie 11.10.13, 15:51
        kropidlo5 napisał:

        > Smutne to, co piszesz. Sprawia wrazenie, jakbys sama nie zdawala sobie sprawy,
        > ze masz wiele wiecej praw niz ci sie wydaje. Twoj maz zachowuje sie jak tyran.
        > A 50PLN to jest stawka mniej niz glodowa.
        a posiadanie praw nie zawsze idzie w parze z wyegzekowaniem
    • molly_wither Re: depresja czy fanaberie 11.10.13, 17:49
      Ja sie nie dziwie,ze on Ci kasy nie daje. Potajemnie pracowac , a potem kupic sobie zmywarke?! Ja zrozumiem,ze kupilas sobie jakies fajne ciuchy,buty, dobre kosmetyki czy nawet wplacilas kase na wlasne konto,ale zmywarke? ! Pytam sie - po co? Sory,ja pracuje ponad 30 lat , a zmywarke mam dopiero od trzech . On widocznie nie ma do Ciebie zaufania.
      • basiastel Re: depresja czy fanaberie 11.10.13, 21:25
        Molly, jak zwykle, naćpana jakaś. Facet kupuje aparaty po 2 tys. a kobieta musi potajemnie pracować na sprzęt domowy i źle, no ręce opadają.
    • morekac Re: depresja czy fanaberie 11.10.13, 17:59
      Wisz, może załóż mężowi sprawę o alimenty. Do tego nie trzeba się rozwodzić.
    • koronka2012 Re: depresja czy fanaberie 11.10.13, 21:05
      Zamiast w zmywarkę trzeba bylo zainwestowac w spiralę, pigułki wychodzą drożej, no i wymagają częstszych wizyt u lekarza. Nie zrób tego błędu ponownie.

      A teraz? co mam ci powiedzieć - nieś swój krzyż. Jakim ojcem jest ten gość? bo partnerem żadnym - nie dość że stale go nie ma, to traktuje cię jak przedmiot.

      Postaw jakieś warunki - ma być samochód, dwoje małych dzieci, chorujących - musisz być mobilna, żeby w razie czego do lekarza podjechać.

      50 zł? litości, to może być kieszonkowe na drobne wydatki, ale nie kasa na utrzymanie rodziny.
      Postaw jakieś granice, nie daj się traktować jak niewolnica. Ugrzęzłaś tam po uszy, to gorsze niż więzienie, bo każdy wyrok się kiedyś kończy, a tu?

      Zastanów się JAK się usamodzielnić choć trochę. Nie przysługuja ci jakieś zasiłki? choćby dla bezrobotnych? praca przez internet?

    • lianis Re: depresja czy fanaberie 11.10.13, 21:58
      Nie lapie po jakiego walca kupowalas zmywarke dla siebie i dziecka, skoro pana ciagle w domu nie ma, musisz miec duze ilosci sztuccow, talerzy i szklanek, zeby dla dwoch osob ich nie zmyc na bierzaco tylko zbierac w zmywarce. Skoro pracowalas i odlozylas to czemu nie zrealizowalas marzenia i nie zainwestowalas w swoje prawo jazdy?
    • lady-z-gaga wow!! 11.10.13, 22:46
      forum.gazeta.pl/forum/w,24087,109932967,,rozwod_z_mojej_winy_.html?v=2
      • bergamotka77 Re: wow!! 12.10.13, 00:45
        szok ta laska jest trollem albo chora psychicznie albo klamie i ukrywa niewygodne fakty - swoja przeszlosc. A juz chcialam jej wspolczuc i pomoc. Dla mnie jest kompletnie niewiarygodna...
        • morekac Re: wow!! 12.10.13, 07:09
          ukrywa niewygodne fakty - swoja przeszlosc
          Uważasz, że osoby bez świetlanej przeszłości można traktować gorzej niż człowieka?
          • ann.38 Re: wow!! 12.10.13, 10:07
            Nie chodzi tylko o ukrywanie jakichś faktów, ale chyba coś się nie zgadza. Tam jest dwoje dzieci. Może się pojawi i wyjaśni.
            • verdana Re: wow!! 12.10.13, 11:37
              Trzecie w drodze, pracę, siostrę , u której mogła zamieszkać. Troll.
        • t1ffany Re: wow!! 12.10.13, 11:52
          > szok ta laska jest trollem albo chora psychicznie albo klamie i ukrywa niewygod
          > ne fakty - swoja przeszlosc.


          Dlaczego troll? W czym ona kłamie?
          Ówczesny kochanek to jest obecny "P" do którego odeszła. Dzieci zostawiła z exem, pisała wtedy: w ostateczności
          zabrał je i wyprowadził się do rodziców, gdzie przebywają po dzień dzisiejszy.

          W 2010 pisała że spodziewa się kolejnego dziecka z kochankiem - to jest 3 letnia Oleńka. Obie historie składają się w smutną całość.
          Spodziewałaś się że skoro jest ofiarą przemocy domowej to musi być kwintesencją dobra? Wyszło że nie jest i masz dysonans poznawczy?

          Ja jej dalej bardzo współczuje.

        • t1ffany Re: wow!! 12.10.13, 12:07
          A chora psychicznie w pewnym sensie jest każda ofiara przemocy domowej. W szczególności w schemacie patologiczny dom -> patologiczny związek 1 -> patologiczny związek 2

          Właśnie w kontekście tej choroby odradzałam macierzyństwo w innym wątku, co wywołało taki bulwers. Takie kobiety na matki nadają się niestety marnie, niezależnie od dobrych chęci.
          • paris-texas-warsaw Re: wow!! 12.10.13, 12:38
            Jeśli to co piszesz, to prawda, i jeśli prawdą jest też to co pisałaś w wątku sprzed trzech lat, to wg mnie najlepiej by było, gdybys zwróciła się do kogoś w realu, kto mógłby Ci pomóc. Może masz kogoś z rodziny, kto jakoś by Ci pomógł, bo wg mnie Twoja sytuacja to cały konglometrat problemów - finansowych, psychicznych, związanych z opieką nad małym dzieckiem i obecną ciążą, prawnych. Może sąsiedzi? Może proboszcz w parafii? Może dom samotnej matki? Może wcześniej uda Ci się wywalczyć jakieś pieniądze od partnera "po dobroci"? Myślę, że jeśli sama się wpakowałaś w taką ilość kłopotów, to nie myśl o wstydzie, ale zwracaj sie o pomoc do kogokolwiek z kim masz jakiś kontakt, bo myślę, że ktoś będzie czuł, że jakoś Ci pomóc trzeba.
            To co mi przychodzi na myśl, to to, że:
            1. Na Olę można wywalczyć jakieś sensowne alimety, w okresie ciąży i połogu możesz tez domagać się jakichś kwot na Twoje utrzymanie/związanych z ciążą, na dziecko też partner bedzie musiał łożyć.
            2. Do miasta obok może mogą zabrać Cię w razie konieczności sąsiedzi lub osoby z jakijś pobliskiej wsi. Na pewno codziennie ktoś tam się wybiera,
            3. Idź do lekarza w związku z ciążą - opieka w ciąży i połogu jest bezpłatna tez dla osób niepracujących/nie odprowadzających składek zdrowotnych.
            Jak coś mi przyjdzie do głowy to napiszę.
            • paris-texas-warsaw Re: wow!! 12.10.13, 13:01
              Kiedyś jak jeździłam stopem i też bałam się wsiadać do aut facetów, to czekałam na samochód z kobietą, czy kimś z dzieckiem. Jak się facet/faceci zatrzymywali, to albo im mówiłam wprost, że nie jadę z facetami, albo jakiś kit wciskałam - pytałam tylko o coś itd. Czasem stopem jest i taniej i przede wszystkim szybciej na wsiach, bo pekaes raz na ruski rok jeździ.
          • verdana Re: wow!! 12.10.13, 13:01
            No chwileczkę - chora czy zdrowa, to w tej chwili nie ma znaczenia.
            Ale czy wiarygodna? Ma przecież dwoje dzieci z poprzedniego małżeństwa - skąd ma pieniądze na alimenty? Naprawdę nie ma zasądzonych alimentów, były mąż nie chce na dzieci ani grosza?
            Autorka jest sfrustrowana, bo nie może pojechać do sklepu - a nie jest, bo nie może odwiedzać dzieci?
            Nie wierzę też, ze za 50 zł można utrzymać przez tydzień dwie osoby, nawet na wsi.
            • t1ffany Re: wow!! 12.10.13, 13:28
              > Ale czy wiarygodna? Ma przecież dwoje dzieci z poprzedniego małżeństwa - skąd m
              > a pieniądze na alimenty? Naprawdę nie ma zasądzonych alimentów, były mąż nie ch
              > ce na dzieci ani grosza?


              Ja to rozumiem jako takie status quo. Facet się cieszy że dzieci zostały z nim, nie idzie do sądu po alimenty żeby matka nie zaczęła o nie znów walczyć.
              Orzecznictwo polskich sądów jeśli chodzi o stały pobyt dzieci nie jest jakoś szczególnie przychylne ojcom, więc temu że gość się nie wychyla się jakoś nie dziwie.
              A co do tych 50zł to biologicznie da się przeżyć, szczególnie jeśli są w domu zapasy typu ziemniaki, warzywa, kasza.

              Oczywiście możliwe że to częściowa konfabulacja/troll, ale ja tu bijących po oczach sprzeczności nie widzę.
              • verdana Re: wow!! 12.10.13, 13:55
                Nie sądzę, ze w sytuacji, gdy sad przyznał dziecko ojcu, on się boi wychylić i prosić o alimenty - alimenty na ogół zresztą zasadza się od razu. Poza tym nie chodzi tylko o zasądzone alimenty. Najwyraźniej autorka wątku w ogóle nie uważa, aby musiała dokładać sie do utrzymania własnych dzieci, czy żeby problemem było nie widywanie ich. Za to obecną córkę kocha "nad życie". Taka całkowita nieobecność problemy "byłych dzieci" mnie wydaje się niewiarygodna. Albo karygodna.
                Faceta, który tak bardzo wyrzuciłby z życia dzieci z poprzedniego związku forum wdeptałoby w ziemię, a nie spieszyło z pomocą.
                • t1ffany Re: wow!! 12.10.13, 14:59
                  > Nie sądzę, ze w sytuacji, gdy sad przyznał dziecko ojcu, on się boi wychylić i
                  > prosić o alimenty - alimenty na ogół zresztą zasadza się od razu.


                  A nie mogli się po prostu dogadać w stylu ja ci zostawiam dzieci a ty nie ciśniesz mnie o alimenty?


                  Taka całkowita nieo
                  > becność problemy "byłych dzieci" mnie wydaje się niewiarygodna. Albo karygodna.


                  True. Ale zobacz na szerszy kontekst; w domu rodzinnym alkoholizm, jeden związek patologia, drugi związek patologia. Dziewczyna musi mieć ciężko zrytą głowę. Może ma problem z nawiązywaniem i utrzymywaniem więzi?

                  Co do faceta w tej sytuacji to pewnie masz rację.
                  Jeżeli ta historia jest prawdziwa, to mi się w autorce podoba świadomość tego że sama się w to bagno wpędziła oraz to, że nie chce się dzielić swoim nieszczęściem z kolejnym dzieckiem.

                  • verdana Re: wow!! 12.10.13, 17:46
                    Mogli. Choć jakoś wątpię, czy wściekły facet jest skłonny z rezygnacji z alimentów, a miejsce pobytu dzieci jednak ustala sąd.
                    Mnie w tej historii wiele rzeczy zgrzyta - brak jakichkolwiek kwalifikacji, kiedy jak widać poprzednio pracowała, te 50 zł na tydzień, biadanie, ze dziecko choruje i Autorka potrzebuje samochodu z jednoczesnym brakiem potrzeby tego samochodu, aby zobaczyć starsze dzieci, które w ogóle przestały istnieć.
                    Mam wrażenie , ze obie historie sa zmyślone, albo nie do końca prawdziwe, stąd, jak mówią Rosjanie "niestykowki".
                    • t1ffany Re: wow!! 16.10.13, 22:27
                      > Mam wrażenie , ze obie historie sa zmyślone, albo nie do końca prawdziwe, stąd,
                      > jak mówią Rosjanie "niestykowki".


                      No i intuicja droga verdano zawiodła Ciebie a nie mnie.
                      4-udlaciebie.blogspot.com
                      Jedyną niestykowką było to kiedy dowiedziała się o ciąży, to nie było tydzień temu.
                      Smutna ta historia :(
              • butch_cassidy Re: wow!! 12.10.13, 17:49
                t1ffany napisała:

                > A co do tych 50zł to biologicznie da się przeżyć, szczególnie jeśli są w domu z
                > apasy typu ziemniaki, warzywa, kasza.
                Da się. Zdecydowanie. Szczególnie na wsi.
                >
                > Oczywiście możliwe że to częściowa konfabulacja/troll, ale ja tu bijących po oc
                > zach sprzeczności nie widzę.
                Ja też nie. Choć przyznam szczerze, że przy czytaniu pierwszego posta przyszło mi to do głowy.
                • bergamotka77 Re: wow!! 12.10.13, 18:18
                  zgodze sie z verdana, nikt jej nie przekresla ale ja tez wlasnie widze tu brak wiarygodnosci - zero wzmianki o innych dzieciach, calej historii brakuje jakiejs ciaglosci i spojnosci. To dziwne ze tak zamilkla nagle gdy ktos podlinkowal jej dawny post. Przebila moja kolezanke ktora tez ma dzieci z pierwszego zwiazku ktory rozbila ale ona nie ukrywa tego tylko placi alimenty i stara sie wyprostowac swoje zycie. Mnie jej nie szkoda jesli sama sie w to wkopala - jesli sie porzuca meza to nie dla takiego toksycznego faceta i takiej chorej egzystencji. Po co sie przenosila na wies gdzie trudno o prace, nic o tym nie pisze. Teraz ma przerabane na kazdym polu.
                  • 71tosia Re: wow!! 13.10.13, 23:42
                    To ze nie pisze o wczesniejszych problemach, majac na glowie nowe - to takie dziwne? Nie sadze. Wiekszosc osob na tym forum pisze o PROBLEMIE a nie histore zycia, pisze o tym z czym sobie nie moze poradzic tu i teraz. Autorzy wybiorczo przedstawiaja fakty, prezentuja siebie zwykle jednak w roli ofiary a nie winnej. A pomysl ze ktos czeka az 3 lata by napisac kontynuacje wydumana historie jest jednak malo prawdopodobny. To ze autorce przestalo sie chciec dyskutowac - nawet jakbym byla w mniej ciezki niz ona polozeniu to tez by mi sie nie chcialo dalej dolowac czytajac te 'sama sobie jestes winna'.
    • misterni No to trochę pojechałaś. 14.10.13, 01:54
      Wybacz, ale nie wierzę.

      "Wyjeżdża w poniedziałek zostawia 50 zł na cały tydzień i wraca w sobotę."
      • sonia_siemionowna Re: No to trochę pojechałaś. 14.10.13, 16:42
        A ja wierzę.

        Przemoc ekonomiczna działa lepije niż bicie i straszenie - ktoś, kto nie ma pieniedzy i mieszka, gdzie diabeł mówi dobranoc, nigdy się stamtąd nie wyrwie.
    • nammkha Re: depresja czy fanaberie 14.10.13, 15:35
      Czytam i czytam i mam takie mieszane uczucia....

      Z jednej strony dziewczyno szkoda mi Ciebie, jesteś chora, (tzn. wychowałaś się w domu patologicznym, z matką alkoholiczką, w którym nie nauczono Cię jak sobie radzić w życiu, nie nauczono jak dbać o siebie, nie nauczono cię że jesteś wartościową osobą, nie nauczono cię jak stawiac granice kiedy ktoś cię krzywdzi). Dlatego jest mi bardzo przykro, że cierpisz.

      Z drugiej strony miałaś już dwójkę dzieci, którym nie potrafiłaś zapewnić bytu i musiałaś je pozostawić ojcu, po prostu je opuściłaś bo jak rozumiem mieszkając teraz na wsi na pewno ich nie odwiedzasz zbyt często. Ok, miałaś prawo popełnić błąd, niewykształcona, bez pracy zaszłaś w cięże, znalazłaś męża agresywnego tak jak twoja rodzina ok zdarza się, każdy popełnia błędy.

      Ale piszesz, że trafiłaś z deszczu pod rynnę, znów znalazłaś partnera, który się nad tobą znęca, urodziłaś mu dziecko, a teraz spodziewasz się kolejnego.

      Przepraszam, ze się uniosę, ale chyba mam prawo, w imieniu tych dzieci. Czy ty jesteś do cholery bezmyślnym inkubatorem? Nie widzisz, że wyprodukowałaś już 4 istoty, które będą podobnie jak ty skazane na ciężkie życie, a przynajmniej dzieciństwo (bo może niektórym dzieciom się uda w życiu)? nie szkoda ci ich?

      Ogarnij się trochę! Bo w tym momencie jesteś odpowiedzialna nie tylko za swoje cierpienie ale i dzieci.

      Ja bym na twoim miejscu przestała szukać związku polegającego na znalezieniu opiekuna - tyrana, dającego kasę w pakiecie z traktowaniem jak rzecz. Wiem, że to wygodne i najłatwiejsze, bo właściwie na razie tyle potrafisz robić - liczyć na to że ktoś cię utrzyma i w zamian znosić maltretowanie. Ale jeśli chcesz poczuć się wartościową osobą to postaw wreszcie w życiu na siebie. Postaraj się pożyczyć pieniądze na aborcję. Jedź do dużego miasta, postaraj się o miejsce w domu samotnej matki i terapie dla Dorosłych Dzieci Alkoholików. Spróbuj znaleść jakąś pracę choćby na kasie w supermarkecie, usamodzielnić się, zapewnić swojemu dziecku bezpieczeństwo.

      Jeśli nie dla siebie to zrób to dla niego... Jeśli nie teraz od razu, to może za rok czy dwa uda ci się wyjść na prostą.

      Tego ci życzę!
      • nammkha Re: depresja czy fanaberie 14.10.13, 16:52
        No dobra, chyba mnie trochę poniosło. Nie powinnam cię nazywać bezmyślnym inkubatorem. przepraszam. W każdym razie, mam nadzieję, że znajdziesz w sobie wystarczająco dużo siły aby pokonać wszystkie przeszkody które stoją tobie i twoim dzieciom na drodze do szczęścia.
    • 8walentynka8 Re: depresja czy fanaberie 15.10.13, 19:14
      dziękuję za wszystkie odpowiedzi...
      za te krytykujące i pocieszające oraz mobilizujące...
      kilka słów wyjaśnienia...
      alimenty na pozostałe dzieci mam zasadzone po 150 zł na dziecko płacę ile mogę i kiedy mogę- wiem powiecie zmywarkę kupiłam- akurat w tamtym momencie udało mi się spłacić całe zadłużenie z tyt. alimentów i zostało mi coś około 800 zł więc mogłam kupić ciuchy które i tak się znoszą albo coś bardziej trwałego... akurat nie wiem dlaczego kupiłam zmywarkę... był to sprzęt używany kupiony na allegro za 550 zł razem z wysyłką. Gdyby "P" zwąchał kasę to by stwierdził że potrzebuje nowych opon czy wymiany oleju i ch... by kasę strzelił.
      dzieci widywałam do niedawana 1x w miesiącu w święta i 1 miesiąc wakacji, ale od ferii zimowych mieszkają razem byłym za granicą- dostał tam kontrakt. ciszę się bo nauczą się języka i zobaczą trochę świata... może będą miały możliwość wyboru lepszej szkoły?? mamy z byłym taką nie mówioną umowę ja nie wtykam nosa gdzie dzieci mieszkają gdzie chodzą do szkoły ułatwiam mu nowe życie a on nie wnosi o podwyższenie alimentów, ale teraz to diabli wiedzą co do łba mu strzeli?
      co do moich uczuć względem starszych dzieci się nie wypowiadam- czy jest tu chodź jedna osoba, której dzieci nie mieszkają razem z nią i wie jakie to uczucie?
      co do świadomości? Idiotka, debilka, pojemnik na spermę to tylko jedne określeń jakimi się określam sama więc Wasze podobne nie robią na mnie wrażenia- poza tym mój były był mistrzem w używaniu wulgarnych określeń... wyzywał mnie kiedy znalazłam pracę i 5 lat pracowałam wyzywał mnie kiedy zdałam bardzo dobrze maturę...
      Sama nie wiem czego oczekiwałam pisząc tu na forum? Może tego, że ktoś mi powie że można być na dnie i się z niego odbić...
      Może szukałam kogoś kto właśnie był na dnie i się od niego odbił???
      ale z całą pewnością nie oczekiwałam, że ktoś powie, ze zmyślam...
      wiem, ze jestem z chorej patologicznej rodziny... wiem też, że jestem w pewien sposób upośledzona, skrzywiona...
      chcecie wierzcie, albo nie, ale nie piję alkoholu jak moja matka... patrząc na alkohol widzę swoja mamę a to żałosny widok...
      wiem też, że nikt z Was nie rozwiąże moich problemów. Tylko sama mogę się uporać się z własnymi problemami...
      więc zakładanie tego wątku nie do końca było błędem dotarło do mnie coś o czym wiedziałam od dawna...

      • zuzi.1 Re: depresja czy fanaberie 15.10.13, 22:17
        żal mi Ciebie walentyna, tak czysto po ludzku mi Cię i Twoich dzieci żal..., ogarnij się i spróbuj odwrócic te stare schematy w które wdepnęłaś, zrób to dla siebie i dla dzieciaków, nie boisz się, że były mąż wobec dzieci też stosuje agresję, tak jak to robił wobec Ciebie?
        • paris-texas-warsaw Re: depresja czy fanaberie 16.10.13, 14:59
          Chciałabym Ci cos napisac na priva, masz jakiegoś maila, którego możesz podac albo gazetowego? Myślę, że nie pożałujesz:)
          • 8walentynka8 Re: depresja czy fanaberie 16.10.13, 18:11
            spokojnie możesz pisać na zieziula0@o2.pl
            paris-texas-warsaw napisała:

            > Chciałabym Ci cos napisac na priva, masz jakiegoś maila, którego możesz podac a
            > lbo gazetowego? Myślę, że nie pożałujesz:)
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: depresja czy fanaberie 17.10.13, 10:49
      To co Pani przeżywa, to oczywista reakcja na aktualną sytuację w Pani aktualnym stanie. To lakoniczna odpowiedź, ale trudno jest tu rozwlekle analizować niuanse.
      Natomiast doraźna decyzja czy urodzić dziecko czy nie, nie zmieni zasadniczo Pani położenia i dylematów.
      Bo one są związane z Pani strukturą osobowości, i schematami zachowań, a te ukształtowały się na przestrzeni życia i szeroko pojętych doświadczeń.
      Nie wiem gdzie jest to przysłowiowe dno od którego powinna się Pani odbić, może nie jest to jeszcze ta sytuacja. Bo ona jest jedynie kolejnym wynikiem owego schematu postępowania. Czyli byciu w zależnościowych związkach, w których jest taka lub inna forma agresji. Dopóki Pani tego nie zmieni, to rozważania czy lepiej zrobić prawo jazdy czy kurs grzybiarza są stratą energii a potem mogą się okazać stratą inwestycji.
      Trzeba przerwać te zachowania, ten sposób wchodzenia w relacje. Samej może byc Pani trudno, ale nie jest to niemożliwe. Wielu rzeczy jest Pani świadoma, z wielu możana wyciągać konsekwencje. Trzeba przerwać wyuczoną bezradność,. Dla Pani może ona spełniać funkcję ochronną i dlatego tak trudno ja porzucić. Więc konsekwencje będą się pojawiać. Agnieszka Iwaszkiewicz

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka