adelajda88
13.10.13, 23:03
Mam problem z mężem. Może nie w tak dosłownym tego słowa znaczeniu, ale martwię się o niego, i uważam, że mam powód. Ponad rok temu mąż założył własną przychodnię (jest lekarzem weterynarii). Przeznaczył na to dużo pieniędzy, długo wszystko planował, zatrudnił personel pomocniczy itp. Ogólnie wszystko dopięte na ostatni guzik. Na szczęście, mimo obaw męża, od początku nie może narzekać na brak pacjentów. Ale w czym rzecz. Od jakiegoś czasu (kilku miesięcy na pewno) dziwnie się zachowuje. Tzn. inaczej, niż zwykle. Jest bardzo nerwowy, wybuchowy. Nie, nigdy mnie nie uderzył, ale np. potrafi w ataku złości coś zniszczyć. Potem przeprasza, mówi, że nie wie, co w niego wstąpiło, że stracił kontrolę. I powtarza się to co jakiś czas. Szybko się denerwuje. Każdy powód, nawet błahy, i kłótnia gotowa. Nie da się go wtedy uspokoić niczym, a i mam wrażenie, że im bardziej go uspokajam, tym jest coraz gorzej. Druga rzecz: ma kłopoty ze snem. Do tego stopnia, że potrafi w nocy wyjść na kilka godzin i chodzić bez celu. Kilka godzin. Ja wtedy sama nie mogę spać, bo martwię się o niego. On mówi, że to mu pomaga, i wyjść musi, bo jak nie, to oszaleje. Gdzie chodzi? Nie mam pojęcia. Mąż potrafi większą część nocy nie spać, a rano jeszcze idzie do kliniki. Często ledwo żywy, prawie usypia na stojąco, ale praca, to praca. Inna rzecz, która mnie niepokoi: potrafi płakac bez powodu. Tak, płakać. Nie jest to moje przewrażliwienie. Widze, słyszę. Rozmawiałam z nim, czy coś się stało, czy się źle czuje, co się w ogóle dzieje. Mówi, żebym się nie martwiła, bo on wszystko jakoś ogarnia. Właśnie, jakoś. Widzę, że coś jest nie tak. Wcześniej zachowywał się zupełnie inaczej. Teraz coś się zmieniło, ja to widzę, ale nie wiem, co jest tego powodem. Rozmowy z mężem: jw. Ja w sumie jestem w martwym punkcie. I mam obawy, dużo obaw. I boję się, że coś się dzieje, a ja nawet nie wiem, co. Boje się o męża, o nic innego. Ktoś może napisac, że przewrazliwiona jestem, ale moim zdaniem mam powód do niepokoju. Tylko co robić? Jak zachęcić męża do rozmowy? Czy odpuścić, i lepiej obserwować? Jak pisałam: martwię się. I potrzebuje rad.