gemma.teller
12.12.13, 08:38
Zastanawiam się jak mogłam pomylić się co do tego jakim człowiekiem jest mój mąż.
Jesteśmy kilka lat po ślubie, uważałam, że jesteśmy zgodnym małżeństwem – nie idealnym, ale po prostu dobrym, nieźle się dogadywaliśmy, większych zgrzytów nie było. Mamy dziecko, którego oboje bardzo chcieliśmy. I nie jest to moja subiektywna opinia. Mąż wielokrotnie, również rodzinie, znajomym mówił, że bardzo chce być ojcem. Lubi (lubił?) dzieci (ja swoje dziecko kocham, ale za cudzymi nie przepadam), lubił bawić się z dziećmi znajomych. Zdarzało mi się słyszeć od koleżanek, że „to będzie taki prawdziwy tata”. Jak zaszłam w ciążę był wniebowzięty, niemal na rękach mnie nosił, prawie codziennie mówił, że nie powinnam chodzić do pracy tylko leżeć i odpoczywać (dobrze się czułam i nie widziałam powodu, żeby iść na zwolnienie).
Córka urodziła się półtora roku temu i sielanka trwała tydzień. Potem mąż „wypisał” się z życia domowego. Nie będę opisywać szczegółów, w każdym razie ja pracuję, zajmuję się dzieckiem i domem, a mąż po pracy siedzi przed komputerem albo TV. W poważnej rozmowie, do której doprowadziłam zmęczona tą cała sytuacją, powiedział wprost, że nie zajmuje się dzieckiem bo jest zmęczony po pracy, a w weekend też chce odpocząć i się wyspać. Tak jak ja bym nie potrzebowała odpoczynku.
Dzieckiem zajmuje się jak musi, jak jest w domu to po prostu ignoruje córkę. O wszystko muszę prosić, jakby przestał dostrzegać co się dzieje w domu np. że lodówka pusta i trzeba pójść po zakupy.
I nawet nie chodzi o to co dalej, tylko o to jak mogłam tak pomylić się w ocenie mojego męża.
Rozumiem, że bycie rodzicem może być rozczarowujące (nawet na tym forum były takie wątki), ale moim zdaniem przyzwoity człowiek – a za takiego zawsze uważałam mojego męża – rozczarowany czy nie, mimo wszystko zajmuje się dzieckiem tak jak potrafi najlepiej, stara okazać mu się zainteresowanie i uczucie, a nie strzela focha i demonstracyjne obraża się na rzeczywistość. Mąż w żaden sposób nie chce spędzać czasu z córką - na spacer nie, na basen nie, pobawić się nie, na plac zabaw też nie, klocki nie, porysować nie (mąż ładnie rysuje, w przeciwieństwie do mnie), a córka uwielbia i sama mazać kredkami i patrzeć jak ktoś rysuje.
I tak, póki co, funkcjonujemy, ja i córka, a mąż gdzieś obok. Dziadkowie jedni i drudzy mocno zaangażowani.
Powiedziałam mężowi, że to tak dłużej trwać nie może i albo się ogarnie, albo wystąpię o rozwód. Reakcji brak, jakby do niego to nie dotarło.