czwarty_kot
27.03.14, 13:17
A może jak się z nią pogodzić?
Nigdy nie byłam bardzo towarzyska i nie miałam wielu znajomych. Z czasów licealnych utrzymuję kontakt z jedną osobą. Moja klasa nie była zbyt zgrana, więcej znajomości miałam w klubie sportowym, ale i to się skończyło, bo klub zlikwidowano. I jak wyżej – utrzymuję kontakt tylko z jedną koleżanką . Na studiach poznałam fajnych ludzi, na drugim roku utworzyła się paczka znajomych. Nie byliśmy bardzo imprezowym gronem, bo studia ciężkie i nauki było bardzo dużo. Po studiach te znajomości się skończyły – wiadomo, praca, wyjazdy, ludzie zakładali rodziny, ale… Starłam się podtrzymywać kontakt, ale w końcu złapałam się na tym, że to ja zawsze dzwonię, a do mnie nikt. Proponowałam jakieś spotkania, wyjścia i nic. Zero odzewu. No nie wierzę, że przez dwa lata nikt nie znalazł chwili na sobotnią kawę. W końcu przestałam dzwonić i kontakt się urwał. Później, przypadkowo w pociągu spotkałam koleżankę z tej grupy i w rozmowie wyszło, że oni nadal utrzymują ze sobą kontakty. Z jakichś względów nie pasowałam do nich. Nie wiem dlaczego. Skoro przez tyle czasu mnie akceptowali, to skąd nagle taka zmiana.
Starałam się wyjść do ludzi – sport, aerobik, kurs językowy i nic. Nigdzie nie poznałam żadnej osoby, z którą znajomość byłaby jakaś głębsza i trwalsza. Fora internetowe – podobnie, niby fajnie pisać, ale na żadną znajomość w realu to się nie przełożyło. Męża poznałam w pracy. Mąż ma wielu kolegów i znajomych, ale to głównie męskie grono. Z dziewczynami i żonami tych kolegów nie udało mi się jakoś złapać kontaktu – spotkanie w większym gronie tak, ale babskie plotki to już nie.
W końcu doszłam do wniosku, że coś jest ze mną nie tak – dosłownie jakbym odstraszała ludzi od siebie. Staram się być miła, uśmiechnięta. Fakt, potrzebuję trochę czasu, żeby w nowym towarzystwie się rozkręcić, jestem nieśmiała ale nie jakoś dramatycznie, żebym bała się ludzi i nie potrafiła się odezwać.
Byłam u psychologa, Pani bardzo miła, zrobiła mi jakieś testy – zaburzeń osobowości nie mam, osobowość introwertyczna, ale nic konkretnego nie poradziła. Że trzeba „wyjść do ludzi” to wiem, tylko nie wiem JAK. Cały czas mam wrażenie, że coś robię nie tak, popełniam błędy które „odstraszają” ludzi ode mnie. Wiem, że to brzmi tak jakbym nieustannie się kontrolowała, ale takie są moje ostatnie przemyślenia i wnioski odnośnie całej tej sytuacji.
Doszłam do wniosku, że może za bardzo chcę, za bardzo się staram, wręcz narzucam się ludziom i odpuściłam. Nic się nie zmieniło. Mam te dwie koleżanki, dzwonimy od czasu do czasu do siebie, częściej jednak z mojej inicjatywy, spotykamy się bardzo rzadko. One mają swoje grono znajomych i mam wrażenie, że nie jestem dla nich ważna, tak trochę na doczepkę. Pogadać czasami przez telefon – tak, ale spotkać się – to już nie bardzo.
I tak żyję sama. Mąż od jakiegoś czasu pracuje w innym mieście, jest domu tylko w weekendy, ja po pracy spędzam czas z córką. Staram się często z nią wychodzić – plac zabaw, basen, zajęcia dla dzieci, i nadal to samo – jakieś niezobowiązujące rozmowy z innymi rodzicami i to wszystko. Takie „jednorazowe” kontakty. Nie mam do kogo zadzwonić, pogadać.
Czuję się tak, jakby życie toczy się obok mnie a ja tylko się przyglądam. Nie mam już pomysłów jak to zmienić. A może mam jakieś nierealistyczne oczekiwania, może większość ludzi żyje w ten sposób. Sama już nie wiem.