madi138
04.07.14, 13:42
Niby juz ten temat przepracowalam. Wiem, ze moi tesciowie mnie nie akceptuja i chocbym, nie wiem co zrobila nie wybacza mi, ze zabralam im synka. Wiem, ze irracjonalnie obwiniaja mnie o jego ciezka nerwice- chociaz ta zaczela sie jeszcze w dziecinstwie. Wiem, ze sa toksyczni i zaklamani i beda bronic swojej wizji idealnej rodzinki, za wszelka cene. Widze to i wiem, maz tez, a ciagle mnie to rusza. Staram sie trzymac dystans, nie wchodzic w dyskusje, nie opowiadac za duzo, ale oni tego nie respektuja. Nie cierpia mnie, ale ze sztucznym usmieszkiem pytaja czemu sie od nich izoluje. Wciaz probuja zmusic nas do grania w ich gre- oni to wspaniali, troskliwi rodzice usprawiedliwajacy, kazde swinstwo miloscia; moj maz to ich mniej udany syn, ktory powinien byc im posluszny i zaspokajac ich potrzeby; jego brat to chluba i duma, ktoremu wszystko sie udaje, choc fakty obiektywne temu przecza; no i ja, koziol ofiarny, ktora przyniosla do tej rodziny wszystko co, zle.
Niedlugo jedziemy do nich na wakacje i juz wszystko sie we mnie gotuje. Nie chce odwolac wyjazdu, bo mamy w kraju wiele spraw, chce pokazac Polske dzieciom, no i odwiedzic swoich. Ale wiem, co bedzie sie dzialo... Ostatni pobyt- po dwoch dniach tesciowa sie na mnie obrazila, ze zgrywam ksiezniczke i jej nie szanuje. Nie mogla zniesc, ze nie bylam ulegla i nie padlam jej do nozek. Nic zlego nie robilam, bylam mila i kulturalna, ale trzymalam dystans i to ubodlo ja do zywego - jak mozna nie przymilac sie do tak, wspanialej matki jak ona. Maz ja ochrzanil, a ona i tak nie odzywala sie przez wiekszosc pobytu. I tak jest zawsze- fochy i szantaze, bo nie jest tak, jak ONA oczekuje. To naprawde strasznie meczace! Wszystko zawsze skupia sie na mnie! Wnuczek nie lubi zupy pomidorowej- zle go wychowuje, dxiecko powinno jesc wszystko. Maz choruje- wiadomo, ze wpedzilam go w te chorobe. I tak ciagle...
Dla odmiany drugi syn to chodzacy cud swiata. Co by nie zrobil, jest super. Jego zony nie cierpia, ale nie odwaza sie nic powiedziec, wiec sypia same komplementy. I wkurzam sie, jak na to patrze, bo widze, ze jak chca to potrafia zachowac swoje uwagi dla siebie! I zeby nie bylo- maz zdaje sobie sprawe, z tego jacy sa jego rodzice i jakie prowadz gierki. Zawsze stoi za mna murem i ich temperuje, ale oni i tak dalej sie w to bawia i nieustaja w wysilkach.
I teraz kombinuje, jak najlepiej poradzic sobie z takimi ludzmi. Jak to sobie poukladac, zeby ich manipulacje tak nie bolaly i nie burzyly mi spokoju? Macie jakies pomysly?