kassja81
16.11.14, 21:32
Witam!
Doszłam do ściany w swoim życiu i potrzebuję świeżego spojrzenia, może to pomoże mi się od niej odbić.
Mieszkam z mężem i roczną córeczką oraz teściem w dwupokojowym mieszkaniu. Miejsca zaczyna być mało, atmosfera się robi coraz bardziej nieprzyjemna, coraz więcej jest kłótni. Mieszkanie jest mojego męża, dostał je od swojej mamy jako darowiznę ale z zapisem, że rodzice mają prawo mieszkać w nim do śmierci. Teściowa zmarła dawno, pozostał tylko teść. Jest po udarze, jest sprawny, jedyne na co się leczy to depresja. Ale on uważa, że jest bardzo ciężko chory i my mamy się dostosowywać do niego. On praktycznie nic w domu nie robi, gotowanie, sprzątanie, pranie jest na mojej głowie i mojego męża. My nie mamy problemu z podziałem obowiązków, nawet opieką nad dzieckiem dzielimy się po równo. Atmosfera w domu jest fatalna, on ciągle chodzi ze zbolałą miną, albo siedzi u siebie i twierdzi, że to my tworzymy taką atmosferę, że on jest niepotrzebny. Tylko że jego nie obchodzi totalnie nic, nie potrafi nawet normalnie porozmawiać, bo racja zawsze musi być po jego stronie.
Tak właściwie to powinniśmy się wyprowadzić, uciekać od niego gdzie pieprz rośnie, póki jest czas. Szczerze mówiąc, jestem na macierzyńskim, za miesiąc wracam do pracy, ale jeszcze nigdy nie byłam w tak złej kondycji fizycznej i psychicznej. Problem leży w stronie finansowej - mój mąż musi zrezygnować z części etatu, żeby zostać z małą, ja nie wiem jak zostanę potraktowana po powrocie do pracy. Jak mamy w jednym kawałku przeczekać ten zły okres, te kilka miesięcy. Może przydałby mi się porządny kop, a może jest wyjście o którym nie pomyślałam?