luissa19
23.11.14, 13:46
kompletnie sobie nie radzimy z mezem z 19-letniem synem. od razu tytulem wstepu- my z mezem raczej swiadomie wychowywujemy dzieci. ja mam wyksztalcenie pedagogicze, mnostwo przeczytanych ksiazek o wychowaniu i niestety kompletna porazka:( syn nie byl nigdy jakis problematyczny, uczyl sie srednio, byl jednak zawsze egocentryczny, nieempatyczny. teraz jest do granic wytrzymalosci wredny i chamski wobec nas. chyba bylismy i jestesmy dla niego "za dobrzy", czyli tacy jacy powinni byc rodzice - wspierajacy, wyrozumiali, empatyczni. zawsze wyciagamy reke itp. slowem staramy sie az za bardzo. nie potrafimy byc wredni, odplacac pieknym za nadobne, bo nie powinno sie, bo chcemy miec szczesliwa, dobra rodzine. niestety syn nas kompletnie nie szanuje:( potrafi zachowayac sie zupelnie bez jakichkolwiek zasad - klac, obrazac nas. my niestety nie wyciagamy konsekwencji, bo jakie wobec 19 latkta? i to jest najwiekszy problem. bic go przeciez nie bedziemy, pieniadze zarabia obecnie sam. nie ma czym zagrozic:( pomijam to ze wstyd mi przed sasiadami, bo syn jak sie go o cos normalnie poprosi, zeby cos zrobil np.( nie robi w domu NIC) to zaczal sie drzec na cala moc, przeklinac. kopac i walic w piesciami w drzwi. obrazac mnie jaka jestem najgorasza matka. na co wogole nie zasluzylam niczym, bo jestem niestety/stety typowa matka-polka. zajmuje sie kompleksowa obsuga rodziny. pasuje nam z mezaem taki uklad. maz tez sie stara wszystko dla rodziny jak najlepiej. zawsze synowi idziemy na reke we wszystkim np maz zawozimy gdzie potrzebuje jak nie ma autobusu. ja wstaje specjalnie o 6 rano przygotowac mu jedzenie, ciepla herbate do pracy i mnostwo innych takich drobnych codziennych rzyczy. nie mamy z tym problemu z mezem, bo uwazymy ze w rodzinie nalezy sie wspierac, pomagac sobie. syn jednak tego nie ceni, nie szanuje. mozna powiedziec ma nas za frajerow, na ktorych zawsze moze liczyc. syn jest berdzo towarzyski i wobec obcych jest cudownie mily. jjak odwiedzi mnie kolezanka to usmiech, uprzejmosc.ma wiele wyrozumialosci dla obcych, nawet jak sa podli. tylko nas rodzicow traktuje chamsko i bez szacunku. boli tym bardziej, ze jak pisalam zawsze bylismy i nadal sie staramy byc dobrymi rodzicami. wg niego jestesmy najgorszymi. jak zapowiedzialam, ze za to zachowanie nie bede wstawac szykowac mu jedzenia i nie dam mu tez pieniedzy na jedzenie (do tej pory dostawal) bo skoro pali (my nie palimy i nigdy nie palilismy) to ja nie bede mu dawac pieniedzy, z ktorych on finansuje uzywki. no i polecial stek wyzwisk w moja strone, kopanie w drzwi etc. darl sie tak, ze mlodsze dziecko sie az rozplakalo od sily tej agresji. czuje sie bezsilna. dodam, ze zawsze staram sie rozmawiac, pytac to tylko odburkuje chamsko, nigdy nie ma ochoty i potrzyby z nami rozmawiac, choc jestesmy na to otwarci, zachecamy, wrecz robimy wyrzuty, ze sie odcina od nas. tylko jak cos potrzebuje sie odzywa. zadnych tzw. rozmow o zyciu z nim nie ma szans przeprowadzic. wrecz sie szczyci tym, ze go wogole nie znamy, nic o niim nie wiemy. mowie, ze przykro nam, ze to on sie od nas odsuwa, ze nie daje szans sie poznac. on tego nie chce, ale zarzuty ida w nasza strone. mam wrazenie, ze ostatnie 18 lat dmuchalam w przekluty balonik. tyle staran, zeby bylo dobrze, swiadomie, idealnie. a wszszlo jak na najgorszej melinie:( gdzie sie dzieci nisczczy, olewa, obraza. jestesmy z mezem bezsilni i zalamani:(