Dodaj do ulubionych

Próba samobójcza mamy

01.05.15, 22:14
Nie wiem co robić, jak się zachować.
Czuję mieszankę złości, krzywdy, lęku, smutku i jakiegoś p.winy.
Moja mama...
Chwiejna, niestabilna, kłótliwa, egocentryczna.
Prawdopodobnie borderline, choć nigdy nie zgodziła się na wizytę u specjalisty.
Za każdym razem, gdy nie wejdziemy w jej świat, nie podporządkujemy się - są akcje typu branie leków, popijanie alkoholem, nieodzywanie się kilka tygodni, wywalanie z mieszkania itd.
Zazwyczaj, nie wiemy czemu, najgorsze ataki są na wiosnę, możemy prowadzić statystyki.
W tym roku z niepokojem czekaliśmy na wybuch.
I tak, znowu wpadła na "genialny" pomysł, który miał uszcześliwić wszystkich, ale był dla nas kompletnie odrealniony, więc delikatnie odmówiliśmy.
Telefony kikanaście razy dziennie, obrażanie się na zmianę z obiecankami jak będzie super.
Ostateczna odmowa i zadziwiający spokój, ok, rozumiem.
Następnego dnia telefon od pani sprzątającej, że weszła(ma klucze), ale mama ciągle śpi nie można jej dobudzić.
Od razu wezwałam pogotowie, pierwszy raz, choć myślę, że o kilka lat z późno, bo to przedłużone spanie (po np. 5 tabletkach) to dla nas smutna norma.
Zabrali ją na toksykologię, po 2 dniach wypuścili, odmówiła rozmowy z psychiatrą.
Teraz jest obrażona, zawstydzona, nie chce nas widzieć, bo jak mogliśmy jej coś takiego zrobić.
Za kilka dni otrzepie się i zadzwoni jak gdyby nigdy nic, np.pytając co zrobić w niedzielę na obiad.
Mam dość dostosowywania się do jej zmian, humorów, boję się jej toksycznego wpływu na moje dzieci.
Jednocześnie wiem, że ogranczenie kontaktów to jest to czego boi się najbardziej i co może ją popychac do eskalacji tych autodestrukcyjnych zachowań.
Z jakiejś strony - strasznie jej współczuję, domyślam się w jakim piekle swojej głowy żyje, z drugiej wiem, że albo jej życie albo moje i nie do końca mam gotowość poświęcić jej życie swoje,, moich dzieci, moje małżeństwo.
W naszej historii jest mnóstwo przykładów na zawłaszczanie, odgradzanie od reszty świata, zazdrość o jakiekolwiek własne życie.
Nie chcę już tak żyć, ale chyba nie umiem jeszcze uznać "chcesz się zabić to się zabij".
Tymm bardziej, że reszta, mniej świadoma część rodziny w takich sytuacjach obwinia mnie.
Mam poczucie, że to matnia, pułapka, która nigdy się nie skończy
Obserwuj wątek
    • vilez Re: Próba samobójcza mamy 01.05.15, 22:19
      Konieczna jest dla Ciebie terapia. Masz wybór.
      • cydrowa Re: Próba samobójcza mamy 01.05.15, 22:35
        Ale sądzisz, że po terapii będę umiała być obojętna wobec tego, że w końcu się zabije?
        Zastanawiam się, że życie obok głęboko zaburzonej osoby w ogóle umożliwia życie zupełnie swobodne, jakby nigdy nic.
        To tylko taka refeksja, bo nie neguję terapii, bez terapii pewnie nie wezwałabym pogotowia i rozwalała się poczuciem winy.
        Stawiam granice zdecydowanie porządniejsze, supeł i niemoc dotyczy takiego powrotu do normalności, bo ja nie zapomniałam, z każdym razem mam bardziej dość.
        Możemy wyjechać, zmienić numer telefonu, zeby nikt z rodziny nigdy się nie dodzwonił, ale czy to jedyne rozwiązanie w przypadku życia z osobą zaburzoną?
        Co ty byś zrobiła?
        • vilez Re: Próba samobójcza mamy 02.05.15, 09:33
          Nie będziesz obojętna, tylko będziesz sobie lepiej z tym wszystkim radzić. Nie chodzi też o to, by mamę zostawić samą sobą, tylko o to, by pomóc jej tak, by sobie przy tym nie rozwalać życia. Jak to robić- w tym właśnie powinien pomóc Ci terapeuta. Ja np. nie wiem, jak mogłabym CI pomóc (w sensie, co Ci doradzić), bo nie jestem siłą fachową, ani nie znam innych Twoich uwarunkowań.

          Kiedy mój ojciec zachorował na nowotwór, i było mu ciężko przyjąć to do wiadomości, i poczkowo ciężko znosił wizyty u onkologów i innych (ja z nim jeździłam), to go wzięłam prywatnie do psychiatry, a i sama z psychiatrą rozmawiałam- o nim i o sobie (już bez ojca). I nauczyłam się z tym obchodzić. Potem się jakoś ułożyło, zajmowałam się nim do samej śmierci (domowe hospicjum). Korzystałam też z psychologa hospicyjnego (dla niego i dla siebie). Po prostu uważam, że trzeba korzystac z pomocy, jeśli tylko takowa jest możliwa- co kilka głów, to nie jedna, a Ty i ja nie wszystko musimy wiedzieć, i warto z cudzej wiedzy korzystać.
      • 71tosia Re: Próba samobójcza mamy 01.05.15, 22:47
        mama musi trafic nie tylko do psychologa ale przede wszytskim do psychiatry. Troche sie dziwie ze w szpitalu po probie samobojczej wypuszczono ja bez takiej konsultacjij. Mama prawdopodobnie wymaga leczenia przynajmniej doraznie farmakologicznego, ktore ustabilizuja ja troche emocjonalnie, tak by byla w stanie podjac terapie z psychologiem.
        • cydrowa Re: Próba samobójcza mamy 01.05.15, 23:21
          Aha. Te ostatnie wydarzenia przekonaly mnie do stanowczej postawy w kwestii psychiatry.
          U psychologa byla raz, stwierdzila, ze to dyletant, więc wlasciwie nigdy nic terapeutycznego ze soba nie robila.
          Zastanawiam sie czy terapia u 62 letniej osoby borderline ma sens, czy tylko leki jednak.
          • aandzia43 Re: Próba samobójcza mamy 19.05.15, 10:48
            Terapia nie naprostuje starego borderline'a.
    • pade Re: Próba samobójcza mamy 01.05.15, 23:25
      Ja wyczuwam u Ciebie rezygnację. I współczuję doświadczeń:(
      Na Twoim miejscu zrobiłabym jeszcze jedną, być może ostatnią próbę. Poszłabym do psychiatry, opisałabym dokładnie sytuację, a potem wezwałabym go do domu, do mamy.
      Tylko potrzebowałabyś mocnego wsparcia. Nie wiem kto, mąż, brat, ojciec?
    • iziula1 Re: Próba samobójcza mamy 01.05.15, 23:40
      Cydrowa, nic nie możesz zrobić. Nic. Absolutnie nic.
      Jedyne co możesz , na co masz wpływ to ochrona swojej rodziny - dzieci i twoja terapia.
      Nie odpowiadasz za postępowanie matki ani za piekło, które jest w jej głowie.
      W moim przypadku takie odciecie się od matki nie skończyło się dobrze ale i inne rozwiązanie nie dałoby lepszego rezulatu. Moja matka umarła. A ja zostałam z ogromnym poczuciem winy co powinnam, czego nie zrobiłam?
      A tak naprawdę nic nie mogłam, na nic nie miałam wpływu :(
      Ty też nie. Nie uratujesz jej. Możesz jedynie dać jej wybór, pozwolić na "samodzielność", pokazać kierunek ( terapia, grupia wsparcia, psychiatra itp ) i stać z boku chroniąc siebie i swoją rodzinę.
      Najważniejsze teraz to twoja terapia i wzmocnienie na tyla abyś sobie radziła ze stanami matki, z jej niestabilnością, poczuciem winy jakie to w tobie wzbudza i pogodzeniem się, że nie masz na to wpływu, nie odpowiadasz za to. To decyzja twojej matki.
      • 71tosia Re: Próba samobójcza mamy 02.05.15, 01:43
        strasznie mnie draznia takie rady, gdyby mama miala nowotwor czy gruzlice, tez bys pisala 'odetni sie' bo to klopotliwe dla rodziny? Osoby chore sie leczy, takze psychicznie chore. Mame trzeba ustabilizowac troche lekami, a pozniej skierowac na dobra terapie. Mama nie jest wiekowa, ma problem z samotnoscia, probowala juz skorzystac z pomocy wiec chyba widzi problem? To ze byc moze trafila na psychologa, z ktorym nie najlepiej sie dogadywala nie znaczy ze nie podejmie leczenia, jezeli trafi do prawdziwego specjalisty.
        • vilez Re: Próba samobójcza mamy 02.05.15, 07:06
          Terapia nie ma na celu czyjegoś "odcięcia się", tylko usprawnia do radzenia sobie w trudnej sytuacji. Np. pomoże w kontaktach z mamą, wzmocni psychicznie do takich rozmów i odpowiednich działań.
          A jeśli chodzi o chorego na nowotwór rodzica, to owszem- terapia może pomóc w "odpuszczeniu" "śmiertelnego uścisku", kiedy nie chcemy odpuścić, czyli pogodzić się z tym, co się dzieje i się psychicznie zarzynamy, że "coś musimy zrobić".
        • aqua48 Re: Próba samobójcza mamy 02.05.15, 09:29
          71tosia napisała:

          > strasznie mnie draznia takie rady, gdyby mama miala nowotwor czy gruzlice, tez
          > bys pisala 'odetni sie' bo to klopotliwe dla rodziny? Osoby chore sie leczy

          Ależ jest dokładnie tak samo. Osób chorych nie leczy się wbrew ich woli. Moja Mama miała nowotwór i sama zdecydowała o zakończeniu leczenia, o niepoddawaniu się radioterapii. Ja mogłam tylko po rozmowie z nią uszanować jej zdanie, choć racjonalnie i jako córka chciałabym ją "leczyć i dać jej kolejne miesiące życia" i namawiałam ja do tego rozwiązania. Nie mam z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Moja Mama była dorosłą, odrębną ode mnie osobą, i miała prawo do takiej decyzji, cokolwiek ja bym na ten temat nie sądziła. To było jej życie.

          W tym wypadku odcięcie się od matki i zostawienie jej furtki - nie będę utrzymywać z tobą kontaktu na dotychczasowych zasadach, bo mnie to niszczy. Jeśli chcesz mojej pomocy to umówmy się razem do psychiatry, a jeśli nie, to zadzwoń do mnie dopiero jak podejmiesz decyzję o wizycie u lekarza i terapii - może pomóc.
          Autorka ma podstawowy obowiązek dbania nie w pierwszym rzędzie o matkę tylko przede wszystkim o siebie, własne małżeństwo i dzieci.
          • 71tosia Re: Próba samobójcza mamy 02.05.15, 13:12
            Jezeli ktos podejmuje swiadomie decyzje nie bede sie leczyc ok, chociaz nawet przy chorobie nowotworowej, szczegolnie przy stanie naszej sluzby zdrowia czesto nie jest to swiadoma decyzja a raczej wyraz rezygnacji wywolanej zmeczeniem i depresja.
            Wiem z doswiadczenia ze czesto zadana proba przekonania osoby chorej psychicznej do racjonalnych dzialan nie dziala (bo na tym czesto choroba psychiczna polega) dopoki nie ustabilizuje sie takiej osoby troche lekami, nawet jezeli jest to 'tylko' depresja (a pewnie w takim stanie jest mama autorki) czesto taka osoba nie jest w stanie siegnac po pomoc.
            Tak samo jak nie mozna odcinanac sie od problemow dzieci tak samo nie powinno sie od problemow rodzicow - to sa najblizsze osoby ktore trzeba wspierac, oczywiscie dbajac o wlasne zdrowie psychiczne, co wcale nie znaczy 'odciecia' tylko madre zaangazawanie. Autorce pomoc ze strony psychologa by sie przydala ale nie po to by sie odcinanac tylko by lepiej zrozumiec jaki problem ma mama i jak z nim sobie radzic.
            • aqua48 Re: Próba samobójcza mamy 02.05.15, 15:33
              71tosia napisała:

              > Jezeli ktos podejmuje swiadomie decyzje nie bede sie leczyc ok, chociaz nawet p
              > rzy chorobie nowotworowej, szczegolnie przy stanie naszej sluzby zdrowia czesto
              > nie jest to swiadoma decyzja a raczej wyraz rezygnacji wywolanej zmeczeniem i
              > depresja.

              Nie jestem wcale pewna czy chory podejmuje taką decyzję całkiem świadomie. I tak jak pisałam odcięcie się od osoby chorej psychicznie z zastrzeżeniem możliwości powrotu do kontaktów jeśli podejmie ona wysiłek podjęcia leczenia nie uważam za złą decyzję.
            • zona_mi Re: Próba samobójcza mamy 03.05.15, 15:23
              > Tak samo jak nie mozna odcinanac sie od problemow dzieci tak samo nie powinno
              > sie od problemow rodzicow - to sa najblizsze osoby ktore trzeba wspierac, oczyw
              > iscie dbajac o wlasne zdrowie psychiczne, co wcale nie znaczy 'odciecia' tylko
              > madre zaangazawanie.

              Mądre zaangażowanie to między innymi zadbanie o siebie, by móc sobie z tym poradzić - np. pójście na terapię, niezależnie od tego, czy mama/mąż/dziecko/dowolny chory bliski to uczyni.

              A "powinno się", to moim zdaniem śliski temat - bardzo łatwo dzięki temu można się wkręcić w poczucie winy, uzależnienie od czyichś manipulacji i podobne "atrakcje". Bardzo ładnie widać to w rodzinach alkoholowych, ale i innych, gdziekolwiek, gdzie wszyscy kręcą się wokół "powinności" zamiast racjonalnych, zdrowych działań, mających służyć wszystkim, a nie tylko pogłębianiu choroby jednostki.
              • cydrowa Re: Próba samobójcza mamy 03.05.15, 16:01
                Zgadzam się.
                Widzę to bardzo w swojej rodzinie i w jakiejś części u siebie (jestem jedyna po terapii, ale tez najbardziej się na mnie mama uwiesza).
                Wszyscy widzą skutek - płacze, leki, snucie się, wychodzenie z domu na kilkanaście godzin bez telefonu itd., nikt nie chce zobaczyć przyczyny.
                Za skutek jestem ja obwiniana, również wtedy, gdy mówię o przyczynach - "jak ty możesz tak o matce mówić".
                Mama ciągle mówi o tym jak jesteśmy niewdzięczni, jak ją źle traktujemy, tymczasem najbardziej niewdzięczną i niedoceniającą naszego oddania osobą jest ona sama.
                Mówiłam już siostrze i bratu i siostrze mamy, jak długo będą się z nią cackać i we wszystkim ustępować, tak długo będą ją utwierdzać w przekonaniu, że tak ma świat być urządzony. Że albo będzie po mojemu albo się zabiję. Ludziom w głowie się nie mieści, że ktoś bliski może być zaburzony, egocentryczny niedojrzały, roszczeniowy, impulsywny. A jeśli tego nie widzą, to sądzą, że ja coś muszę strasznego robić.
                Przykładów tych zbrodni jest bez liku - np. manipulacjami, uwodzeniem namawia nas, żeby akurat jej zostawić dzieci na 3 godziny, bo my np. musimy byc w jakiejś sprawie w sądzie w innym mieście. Uprzedzamy, że lepiej nie, że mamy opiekę. Ale przekonuje tak długo, że, durni - w końcu wierzymy.
                Po godzinie telefon, że dzieci grzeczne, bo cały czas grają w gry, jedząc słodycze. Delikatnie, bardzo delikatnie proszę, żeby je odessała od komputera. I atak, że dzieci mają się wynosić, że natychmiast mamy je zabierać, natychmiast. Potem lezy, płacze, bierze leki, a siostra matki dzwoni, ajk mogłam takie straszne rzeczy matce powiedziec. I okazuje się, że nie wie co powiedziałam, ale na pewno coś strasznego, skoro matka jest w takim stanie.
                Dzieci już nie zostawiamy, ograniczamy takie sytuacje do minimum, ale ona ciągle chce nas zawłaszczać, więc generuje kolejne pomysły i obraża się, kiedy nie chcemy ich realizować.
                Rozmawiałam z rodzeństwem. Mówiłam, że mam dzieci, że muszę je chronić, że maż jest jedynakiem i będziemy opiekowac się jego mamą, więc oni muszą wziać na siebie odpowiedzialność, która nie wiadomo dlaczego spoczywa na mnie. A oni tradycyjnie - że jestem niewdzięczna.
                Tylko nie wiem za co. Nigdy nie dostalam od niej nic materialnego, jej ewentualna pomoc jest chwiejna, chimeryczna, nie liczę na nią i niczego od niej nie chcę. Na czym polega ta niewdzięczność?
                Nie musicie tego czytac, ani odpowiadać, ale w rodzinie nikt mnie nie słucha, więc choć tu sobie ulalam...
                • vilez Re: Próba samobójcza mamy 03.05.15, 16:12
                  Piszesz, że rodzeństwo ma nie ustępować mamie, a sama jej ustępujesz. Skoro wiesz, że jej opieka nad dziećmi będzie polega na tym, że grają u niej w gry, i Ci to nie odpowiada, to po co jej dajesz dzieci pod opiekę? Btw- a co by szkodziło, gdyby u niej grały i przez trzy godziny? Po co jej zwracasz uwagę, skoro wiesz, że to tylko wywoła awanturę?
                  Coś mi się zdaje, że sama również eskalujesz tu problemy. Zastanów się- do czego jest Ci to potrzebne...
                  • cydrowa Re: Próba samobójcza mamy 03.05.15, 16:52
                    Napisałam:
                    "Dzieci już nie zostawiamy, ograniczamy takie sytuacje do minimum, ale ona ciągle chce nas zawłaszczać, więc generuje kolejne pomysły i obraża się kiedy nie chcemy ich realizować".

                    Nie wiem więc jak odnieść się do twojego wpisu.
                • zona_mi Re: Próba samobójcza mamy 03.05.15, 18:52
                  Trudne to wszystko.
                  Ale wiesz, myślę, ze jeśli ktoś naprawdę zechce targnąć się na swoje życie, nikt mu w tym nie przeszkodzi.
                  Za to szantażować tym, bez rzeczywistej chęci na realizację będzie tak długo, jak mu się na to pozwoli.
                  Dobrze, że jesteś pod opieką terapeuty, to ważne i z pewnością pomocne. A rodzeństwo - niech sobie samo radzi. Ty wcale nie masz obowiązku nikomu się tłumaczyć, dlaczego i w jaki sposób chcesz chronić siebie i dzieci, Waszą psychikę. Trzymaj się.
                • zuzi.1 Re: Próba samobójcza mamy 03.05.15, 18:59
                  Ty po prostu duzo wiecej od innych rozumiesz z zachowan mamy, masz nawet podejrzenia co jej moze dolegac. Inni traktuja ja jak starsza osobe, matke, ktora ma swoje szalenstwa, ale jest normalna. Nie rozumieja, ze jej zachowania wynikaja z jakichs glebszych zaburzen emocj.A jestes niewdzieczna, bo smiesz glosno komentowac, to co widzisz, w jej wykonaniu, bez taryfy ulgowej. Inni wola udawac i nie roztrzasac tego jak sie matka zachowuje, wygodnie im to zrzucac na jej wiek, moze w swoim mniemaniu nie musza sie w ten sposob zmierzyc z faktem, ze matka jest emocj. niezrownowazona i byc moze chora psych.Wola udawac, ze chora nie jest, a jest starsza pania z dziwnym charakterem i dziwnymi zachowaniami. Ty po prostu nie grasz w ta gre, w ktora ono graja i dlatego jestes niewdzieczna, bo o matce, jakakolwiek by ona nie byla, panuje powszechne przekonanie, ze nie nalezy zle mowic...A starsza pani jest niezdiagnozowana, mocno zaburzona osoba. Nie daj sie obrzucac poczuciem winy, wiedz swoje, rob swoje, pomagaj mamie na tyle, na ile sobie pozwoli pomoc, chron dzieci, siebie i swoja rodzine. Nie uleczysz jej, psychiatra moze jej lekami troche pomoc, ale cudow i tak nie zdziala.
                • aqua48 Re: Próba samobójcza mamy 03.05.15, 21:10
                  cydrowa napisała:

                  > Rozmawiałam z rodzeństwem. Mówiłam, że mam dzieci, że muszę je chronić, że maż
                  > jest jedynakiem i będziemy opiekowac się jego mamą, więc oni muszą wziać na sie
                  > bie odpowiedzialność, która nie wiadomo dlaczego spoczywa na mnie. A oni tradyc
                  > yjnie - że jestem niewdzięczna.

                  A za co odpowiedzialność ma brać na siebie Twoje rodzeństwo i dlaczego? I czemu nie mogą uważać że jesteś niewdzięczna? Ty wiesz, że nie jesteś i to powinno Ci wystarczyć. Co oni sądzą to ich sprawa.
                  Masz konieczność kontroli nad wszystkim?


                • 71tosia Re: Próba samobójcza mamy 03.05.15, 22:04
                  czesc twojej frustracji wynika z zachowania mamy ale duza czesc pewnie z zachowania rodziny ktora ustawila sie w wygodnej roli recenzentow twoich dzialan. Moze warto by psycholog lub psychiatra porozmawial z nimi o problemach mamy, moze gdy uslusza o tym ze mama jest zabuzona od emocjonalnie niezaangazowanego eksperta uwierza? Opieka nad mama to nie tylko twoj obowiazek, spytaj wprost co rodzina proponuja? Niech oni tez wychodza z inicjatywa a nie tylko recenzuja twoje dzialania.
    • ada1214 Re: Próba samobójcza mamy 02.05.15, 09:22
      A co to za tabletki i jaka doza?
      Bo 5 tabletek nie wyglada na probe samobojcza, raczej na chec znieczulenia.
      • cydrowa Re: Próba samobójcza mamy 02.05.15, 09:43
        Zazwyczaj to było około 5 tabletek.
        Teraz prawdopodobnie 20, popitych wódką, Imovane.
        • rosapulchra-0 Re: Próba samobójcza mamy 18.05.15, 14:11
          Imovane łykała moja teściowa, gdy się chciała zabić. Połknęła 50, popiła wódą i.. zasnęła jak dziecko. To są leki nowej generacji - zrobisz z siebie idiotę, jak za dużo weźmiesz i zaczniesz lunatykować, ale dawka 50 tabletek 10 mg spowodowała u niej tylko bardzo sen. Oczywiście przyjechało pogotowie, zrobili jej płukanie żołądka i podali kroplówki - jednak sam lekarz powiedział do nas, że może gdyby wzięła więcej, to pewnie by zeszła, pod warunkiem, że ma chore serce np. A nie ma.
    • differentview Re: Próba samobójcza mamy 02.05.15, 09:50
      cydrowa napisała:

      > Mam dość dostosowywania się do jej zmian, humorów, boję się jej toksycznego wpł
      > ywu na moje dzieci.
      > Jednocześnie wiem, że ogranczenie kontaktów to jest to czego boi się najbardzie
      > j i co może ją popychac do eskalacji tych autodestrukcyjnych zachowań.

      > Nie chcę już tak żyć, ale chyba nie umiem jeszcze uznać "chcesz się zabić to si
      > ę zabij".
      > Tymm bardziej, że reszta, mniej świadoma część rodziny w takich sytuacjach obwi
      > nia mnie.

      bardzo trudna sytuacja ale chyba jednak musisz uznac, ze matka jest dorosla, Ty jestes dorosla, kazdy odpowiada za siebie i dokonuje wlasnych wyborow; nie musisz dostosowywac sie do niej, mozesz podtrzymywac kontakt na swoich zasadach i przerywac go gdy ona je łamie np szantazujac; nie wykluczone, ze matka jest tak gleboko zaburzona, ze w koncu zrobi sobie krzywde ale nie Ty bedziesz za to odpowiedzialna tylko jej zaburzenie; bawiac sie w ratowanie jej, ulegajac szantazowaniu dajesz sie wciagnac w wir patologi, ktora niszczy Ciebie i Twoja rodzine; reszta rodziny obwinia Ciebie bo jej tak wygodnie; jesli bedziesz miala w sobie przekonanie, ze nie jestes niczemu winna- to bedziesz umiala olac takie sugestie i zrozumiesz je jako probe znalezienia kozla ofiarnego zeby inni mogli sie czuc dobrze i w porzadku; terapia bedzie polegala na tym( podjerzewam) zebys pogodzila sie z tym, ze nie jest w granicy Twoich mozliwosci uratowanie matki i ona sama musi wziac odpowiedzialnosc za swoje zycie( lub jego zakonczenie)
    • molly_wither Re: Próba samobójcza mamy 02.05.15, 15:54
      A tak na co dzien co mama porabia? Bo pania do sprzatania ma, to juz wiemy,ale co poza tym? Tak sobie mysle,ze jak czlowiek jest zapracowany,zalatany to mu nie w glowie glupoty.
      • vilez Re: Próba samobójcza mamy 02.05.15, 17:16
        Taaaa ... wszyscy samobójcy lub chorzy psychicznie to lenie, jakże by inaczej.
        • molly_wither Re: Próba samobójcza mamy 02.05.15, 17:51
          Chory psychicznie nie zaklada rodziny. Czekam na taki post,jak Twoj, jakze by inaczej na tym forum. Z historii wiadomo,ze na glowe chorowala glownie arystokracja. Lud chociaz ciemny byl zdrowy na umysle, bo mial przyziemne problemy i nie nie mial czasu na cackanie sie z soba. Chyba ze matka autorki zapadla na glowe w okresie klimakterium.Ale z tresci zrozumialam,ze miala tak zawsze.

          vilez napisała:

          > Taaaa ... wszyscy samobójcy lub chorzy psychicznie to lenie, jakże by inaczej.
          • vilez Re: Próba samobójcza mamy 02.05.15, 18:06
            Taaak...
          • aqua48 Re: Próba samobójcza mamy 03.05.15, 10:33
            molly_wither napisał(a):

            > Chory psychicznie nie zaklada rodziny. Czekam na taki post,jak Twoj, jakze by i
            > naczej na tym forum. Z historii wiadomo,ze na glowe chorowala glownie arystokra
            > cja. Lud chociaz ciemny byl zdrowy na umysle,

            Historia po prostu odnotowywała losy arystokracji nie przejmując się przedstawicielami ciemnego ludu, który musiał sobie radzić jak umiał. Kto jakimś cudem przeżył ten górą. Dzieci chore, nieprzystosowane do życia, niesamodzielne najczęściej umierały bo zwyczajnie nie miał się kto nimi zajmować. A i często po prostu nieekonomicznie było takie karmić. Psychicznie chorzy starsi znikali z oczu, byli zamykani w obórkach, wyrzucani poza nawias społeczeństwa, lub po prostu pełnili rolę "wioskowych głupków"..
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Próba samobójcza mamy 05.05.15, 07:50
      Mama byc może cierpi na jakieś zaburzenie osobowości. Na to wygląda z Pani opisu. Bardzo trudno to leczyć, bo takie osoby tego nie chcą, uważając, że są nierozumiane lub opresyjnie . To część tego zaburzenia. Dlatego musi się Pani nauczyć zajmować sobą lub nie tracić z optyki mamy i jej bezpieczeństwa. To nie znaczy wchodzenia w zaburzone relacje. Podobnie musi Pani postępować z rodzeństwem. Bo Wasz system rodzinny może tez działać nieprawidlowo wpychając każdego w jakieś przydatne dla niego role. Warto się przyjrzeć Pani zajmuje. I próbować ją zmienić .
      Widać juz, że sama mama Pani nie pomoże Np: lecząc się. Być może ze smutkiem lub złością, ale musi sobie Pani radzić sama. Wsparcie można uzyskać we własnej rodzinie lub w terapii. Najlepiej grupowej. Taki rodzic jak Pani mama kształtuje niełatwe doświadczenia. I to od dzieciństwa. To też należy wziąć pod uwagę . Mając takie obciążenie nie jest Pani łatwo na wyjsciu. Dbanie o siebie nie jest skierowane przeciwko mamie. Proszę o tym pamiętać. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • angiz Re: Próba samobójcza mamy 05.05.15, 14:42
      Napisałaś, że wszystko na twojej głowie a rodzeństwo olewa matki chorobę a ciebie tylko obwinia.
      Jesteś pewna tego obwiniania czy się raczej lęgnie w twojej głowie?
      A może ty się wyrywasz przed szereg i nie zostawiasz im miejsca na działanie? Zostawiłaś ich kiedykolwiek z matką, scedowałaś na nich zainteresowanie nią "słuchajcie, ja najbliższy miesiąc mam ciężki, zainteresujcie się w tym czasie matką, bo ja nie będę mogła". Niech doświadczą pewnych rzeczy osobiście to i zrozumienie z ich strony się pojawi. Ale czy ty umiesz odpuścić?
      Jeśli z własnej woli jesteś dla matki "odbiornikiem" jej chorych emocji i to do ciebie ona ciągle wydzwania, bo wie, że może dzwonić kilkanaście razy a ty i tak odbierzesz, to na co liczysz ze strony rodzeństwa? Że wejdą w twoje buty, zajmą się matką dokladnie tak, jak ty oczekujesz, że powinni i będą tak samo ją kontrolować, że to do nich matka zacznie wydzwaniać i zdejmą z ciebie poczucie winy i.. poczucie przymusu kontroli matki, którego to przymusu oni nie czują?
      Mówienie rodzeństwu "ja się przecież będę zajmować teściową więc wy macie się zająć matką" jest absurdalne. Bo co to ma do rzeczy?
      Matka jest mloda i dorosła. Póki jej nie ubezwłasnowolnicie (ma jazdy to wzywaj pogotowie psychiatryczne) to może ze swoim życiem robić co chce.
      Ty jedyne co możesz, to nie żyć tylko nią i nie być sterowanym przez nią odbiornikiem.
      Znajdź sposób przymusowego leczenia dla niej jeśli uważasz, że jest chora, ale choćbyś na uszach stawała to jej-nieleczonej nie uratujesz przed samą sobą, bo nawet siebie przed nią, i siebie przed sobą ci trudno uratować..

      W sąsiedztwie od kilku lat mieszkała alkoholiczka, pani wykształcona, dobrze sytuowana. Póki żył jej mąż pilnował jej i absolutnie nie pozwalał reszcie rodziny na skierowanie jej na przymusowe leczenie ani na zabezpieczenie majątku przed przepiciem. Potem mąż zmarł, pani już piła ciągiem. Ileż razy rodzina przyjeżdżała by ją ratować... wszystko na nic, pani leczyć się nie chce, rodzinie każe się wynosić, interwencje sąsiadów, opieki społecznej, policji(prawie zagłodziła domowe zwierzęta) na nic. Jest dorosła i nie ma ograniczonych praw. Kilka dni temu ją znaleźli martwą, leżała od tygodnia. Nikt nie jest w stanie pomóc komuś kto pomocy nie chce.
    • cydrowa Re: Próba samobójcza mamy 05.05.15, 20:11
      Gdyby mama byla szalona caly czas, to może byloby mi latwiej zdecydowanie ograniczyc kontakty z nią i kontakty dzieci. Ale ona bywa urocza, wesola, normalna. Dzieci maja u niej codzienny Dzien Dziecka (tak, do czasu az sie na nas obrazi).
      I kiedy jest taka normalno, to początkowo jestem nieufna, potem się przyzwyczajam, myślę "zmienila sie, zrozumiala" i daję się wciągnąć w tzw . dobrą relację z mamą.
      I nagle cos, malo ważna rzecz, sprawia, ze mama czuje się dotknięta, urażona, obrazona i nastepuje atak. Kilka, kilkanascie, kilkadziesiat dni teatru rodzinnego.
      Kiedy nie odzywa sie dluzszy czas (a wiem, ze zyje), z jednej strony czuje ulgę, zycie wraca do rownowagi, dzieci sa spokojne. Ale z drugiej - ciagle się boję. Ze zadzwoni ktoś z pretensjami albo, ze zadzwoni ona i wszystko zacznie się od poczatku. Poza tym - dzieci ciagle pytaja, kiedy pójdą do babci, czy mogą do niej zadzwonić. A ja jestem spokojniejsza kiedy mama/babcia znika z naszego życia. Choć, wracając do tych "normalnych" chwil, mam chwile, w ktorych to o sobie myślę "podla, wyrodna, egoistka".
      No, tak to jest...
      Chyba sie znowu umowie do swojej terapeutki...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka