skutecznosc terapii

07.06.15, 09:59
Pisalam juz kiedys na tym forum o terapii mojego brata, ktory jest gejem i w zwiazku z tym ma rozne problemy, z ktorymi sobie nie radzi; moj brat wlasnie zakonczyl 1.5 roczna terapie psychodynamiczna, ktora nie dala mu kompletnie nic, pozbawiajac jednoczesnie wiary w to, ze terapia w ogole moze mu pomoc; w tej chwili moj brat czuje sie tak samo zle jak przed terapia, znow wrocily mysli samobojcze; Pani terapeutka umywa rece, odeslala go do psychiatry i tyle; czy terapeuta moze/ powinien zakonczyc terapie, w sytuacji gdy pacjent ma akurat ciezki stan depresyjny? czy w ogole terapeuci biora odpowiedzialnosc za to jak przebiega terapia, dlaczego nie daje poprawy, dlaczego pogarsza stan psychiczny itd?
jak slucham brata gdy opowiada o tej terapii to szlag mnie trafia, mam wrazenie, ze ta pani w ogole nie miala pomyslu na terapie ale zamiast powiedziec o tym np. po 3 miesiacach to zwodzila pacjenta przez 1.5 roku- ona ma dochod a jak pacjent nie odnosi korzysci to jego wina nie jej; zaluje, ze brat nie przerwal terapii rok temu; chcialabym zapytac pania Agnieszke jaki procent terapii mozna nazwac nieudanymi? czy to rzadkosc czy moze po prostu tak jest, ze np.50% pacjentow poza wyrzucona kasa nic pozytywnego z tego nie wyniesie?
na tym forum co i rusz mozna trafic na rady- przydalaby Ci sie terapia, sam sobie nie poradzisz, musisz to przepracowac... ble, ble, ble; ludzie wierza, ze to niezawodny lek na cale zlo; moze jednak to tylko wielka iluzja?
    • paris-texas-warsaw Re: skutecznosc terapii 07.06.15, 11:50
      www.psychologia.edu.pl/czytelnia/50-artykuly/239-problemy-z-ocena-skutecznosci-programow-terapii-uzaleznien.html
      Tu taki krótki artykuł, jak trudno mierzyć skuteczność terapii (tu np. uzależnień). Można sobie też poszukać wyniki skuteczności terapii w poszczególnych nurtach w odniesieniu do poszczególnych jednostek chorobowych. Np. poznawczo-behawioralna 90 % skuteczności fobia prosta albo coś koło tego. Im jednostka trudniejsza np. anoreksja w młodym wieku (nawet można patrzeć na to w bardziej złożony sposób - zaleczy się, a potem może przy niekorzystnej sytuacji choroba powrócić, albo zmienić się w inne zaburzenia odżywiania), narkomania, rozpoczęcie leczenia zaburzeń osobowości w wieku dojrzałym - też zależy jakich zaburzeń osobowości i jak głębokich etc. tym wskaźniki skuteczności leczenia niższe.
      Ja jednak zawsze staram się wierzyć, że oprócz takich badań zbiorczych są zwyczajnie konkretne osoby, muszą żyć i muszą szukać dla siebie pomocy. Jak nie u jednego specjalisty, to u drugiego. Bo co innego mają zrobić? A w przypadku brata pisałaś, że mieszka chyba w małym miasteczku, to mu nie ułatwia sprawy. Czasem są chyba zewnętrzne ograniczenia, "utrudnienia", ktoś ma masę pieniędzy, a komuś ciągle pod górkę - to też ma wpływ na leczenie. Inaczej leczy sie pewnie ktoś, komu pomaga rodzina, a ktoś kto przed rodziną ukrywa podstawowe wyznaczniki swojego jestestwa.
      Niech brat się nie załamuje "tak do końca" jeśli chodzi o pomoc z zewnątrz, jakby to powiedzieć - nie ma przecież wyboru, jesli chce sobie to życie polepszyć. Zawsze można tez próbować z róznymi zmianami w życiu, wyjazdami, samemu zmieiać to, co się nie podoba. Same depresje i nerwice to czasem złożone problemy i też nie idzie tego załatwić w rok czy dwa. A jakie dokładnie problemy ma brat, to już on wie, albo ktoś, kto go diagnozował.
      • verdana Re: skutecznosc terapii 07.06.15, 12:37
        Gdy pacjent ma stan depresyjny konieczne jest odesłanie go do psychiatry - depresję należy leczyć także farmakologicznie. Wierze w po prostu złych terapeutów , wierze też jednak, ze czasem kuracja - czy to farmakologiczna czy psychologiczna czy każda inna nie przynosi skutku. Nie ma cudownych leków i cudownych terapii, które pomagają zawsze. Poza tym chyba problem Twojego brata jest trudny - bo czego on naprawdę chce? Pogodzić sie z tym, ze jest gejem?
        • differentview Re: skutecznosc terapii 07.06.15, 13:28
          verdana napisała:

          > Gdy pacjent ma stan depresyjny konieczne jest odesłanie go do psychiatry

          jasne, konsultacja z psychiatra i farmakoterapia jak najbardziej ale ona zakonczyla terapie- zostawila czlowieka z zlym stanie psychicznym samemu sobie; moim zdaniem po prostu byla niekompetentna, nie umiala mu pomoc ale sadze, ze wiedziala o tym juz od wielu miesiecy a ciagnela to w celu zarobkowym
          a co do tego czego moj brat oczekiwal- tak, mysle, ze oczekiwal, ze ona pomoze mu zaakceptowac jego orientacje a ona raczej zaczela ja kwestionowac i szukac wyjasnien w dziecinstwie co w ogole nie pomoglo- wrecz odwrotnie
          • aandzia43 Re: skutecznosc terapii 07.06.15, 13:59
            Pani terapeutka terapię zakończyła (etap, na który umawiali się wcześniej), czy przerwała i odeslala do psychiatry? Bo z tego co wiem, w trakcie terapii są momenty zjazdów, dołów, fatalnego samopoczucia.
            • verdana Re: skutecznosc terapii 07.06.15, 14:19
              Kwestionowanie orientacji i szukanie wyjaśnienia w dzieciństwie to jakiś horror.
              • sorvina Re: skutecznosc terapii 07.06.15, 14:41
                verdana napisała:

                > Kwestionowanie orientacji i szukanie wyjaśnienia w dzieciństwie to jakiś horror
                > .

                Nie taki rzadki, niestety :(
                2 razy spotkałam się z przypadkiem młodych gejów, którzy pomimo oficjalnych deklaracji tolerancji i innego ustalonego celu terapii, byli "prostowani" przez terapeutki, a wszelkie ich negatywne reakcje na tego typu działania i ogólnie rosnące zamknięcie przed odrzucającą ich terapeutką, było uzasadniane ich wyjątkowym zamknięciem, niechęcią do współpracy itp. Jeden zaliczył takich terapii 2, po których uznał, że jest beznadziejnym przypadkiem niepoddającym się terapii i jego samopoczucie było fatalne. Dopiero kilka spotkań w zupełnie innej atmosferze, ze zwróceniem uwagi na to co naprawdę go męczyło i chciał zmienić, sprawiło, że zrozumiał, że zarówno metody terapii jak i terapeuci są różni, nie jest żadnym beznadziejnym przypadkiem. Postanowił na jakiś czas odpocząć od terapii, a potem spróbować bardziej dopasowanej do swojej osobowości i celu rodzaju terapii i szukać terapeuty z którym się rozumie.

                Myślę, że niektórych terapeutów taki temat przerasta, ale nie chcą się przyznać, że mają problem z orientacją pacjenta. Imho to nieuczciwe. Ci mężczyźni to były kapitalne, piekielnie inteligentne i wrażliwe chłopaki. Z powodu doświadczeń nadwrażliwi na odrzucenie z powodu swojej orientacji, więc terapeuta tym bardziej powinien być świadom tego jak prowadzi terapie i jak na nich wpływa. Też bez przesady, by nie ulegać prowokacjom, że na pewno jest homofobem, bo takie mechanizmy obronne na jakiekolwiek zwrócenie uwagi na trudny temat też im się zdarza. Jak z każdym innym tematem - jak się nie jest poukładanym/dojrzałym w jakiejś dziedzinie, o pewnym osobom terapii nie powinno się prowadzić. Można nie mieć doświadczenia w konkretnym temacie, ale zawsze trzeba mieć szacunek i być uczciwym wobec pacjenta.
                • differentview Re: skutecznosc terapii 07.06.15, 15:26
                  > Myślę, że niektórych terapeutów taki temat przerasta, ale nie chcą się przyznać
                  > , że mają problem z orientacją pacjenta. Imho to nieuczciwe.

                  mysle dokladnie tak samo, przychodzi do takiej ignorantki czlowiek, ktory cierpi a ona na nim eksperymentuje ze swoja mocna watpliwa teoria na temat przyczyn jego homoseksualizmu; a jak pacjentowi sie pogarsza no to coz- swoja kase zgarnela niech idzie teraz do kolegi psychiatry "leczyc" sie dla odmiany prochami
              • paris-texas-warsaw Re: skutecznosc terapii 07.06.15, 14:44
                Na to można patrzeć i w drugą stronę. Co znaczy "zaakceptować swoją orientację". To bardzo pojemne stwierdzenie. Nie wiem, czy to nie chodzi o swobodę w przyznawaniu sie do niej, życiu jak się chce etc. czy też, że jemu samemu ta orientacja nie odpowiada, a wolałby być jednak heteroseksualny. To jest trudna kwestia, bo w ogóle w przypadku, gdy jedna osoba jest w sytuacji konfliktu własnych wartości, to bez opowiedzenia się za swoimi wartościami, nie da się być w ogóle szczęśliwym, zdrowym, prowadzi taka sytuacja do własnie np. depresji. Na sytuację takiego "zdradzania" siebie nie ma za bardzo chyba terapii - to jak ludzie pracujacy w korporacjach, ale pragnący zbawiać świat. Muszą jakaś cenę za to płacić. Czasem samemu trzeba chyba się za czymś opowiedzieć. Może dlatego ta terapeutka tak zaczęła drążyć dzieciństwo (choć pamiętam, jakiś wątek o tym był). Wydaje mi się, że sytuacja ludzi LGBT nie jest już w Polsce jakaś tragiczna, zwłaszcza w większych miastach, wiele osób publicznych o tym mówi, więc stąd może terapeutka jakoś zafiksowała na relacji z rodziną, bo linczu społecznego ja bym się raczej nie obawiała na osobie swobodnie (acz nie ostentacyjnie np. na wsiach). Jeżeli to oczywiscie taki prosty problem, a nie powiązany z innymi zaburzeniami.
                • sorvina Re: skutecznosc terapii 07.06.15, 14:54
                  Pacjent dość szybko orientuje się, czy nawiązywanie do dzieciństwa jest po to by znaleźć powód dlaczego ma "niewłaściwą orientację" czy by np. zbadać początki trudnej relacji z odrzucającym rodzicem , przyczyny tworzenia toksycznych związków itp. (bo taka osoba ma przecież najczęściej taki sam pakiet problemów jak jakakolwiek inna osoba przychodząca na terapię + problemy związane z orientacją). Może być tak, że ktoś po niefajnych doświadczeniach z poprzednim terapeutą posądza nowego o te same intencje, ale można to szybko wyjaśnić omawiając cel danych technik/rozmów.

                  Akceptacja własnej orientacji to rzeczywiście obszerny temat. Czasem pełen projekcji i zafiksowań, gdzie łatwiej skupiać się np, na tym, że rodzic odrzuca, że gdyby zaakceptował...., niż przyznać, że się samemu boi otwarcie zacząć żyć po swojemu. A czasem orientacja to tylko pretekst, problem jest ogólnie z poczuciem własnej wartości, prawem do szczęścia, brakiem umiejętności tworzenia satysfakcjonującej relacji. Bez mądrego terapeuty czasem łatwo się zgubić, nie wiadomo o co chodzi, co jest prawdziwym problemem.
    • aandzia43 Re: skutecznosc terapii 07.06.15, 16:51
      Brat ma.problemy bo jest gejem, czy ma.problemy bo ma.problemy, a przy okazji jest gejem, co mu życie dodatkowo komplikuje? Terapeutka podważa jego orientację po całości, czy drąży temat (pytając jednocześnie o dzieciństwo, co.chyba zrozumiałe)? Pytam, bo z orientacją seksualną tak jak z tożsamością płciową nie zawsze sprawa jest jasna i sama.deklaracja zainteresowanego (choć oczywiście jest ona najważniejszym elementem) nie rozstrzyga sprawy. Żeby zakwalifikować się na operację zmiany płci i zmianę płci w papierach trzeba przejść badania psychiatryczne i psychologiczne. I trochę ludzi odpada, bo mają zaburzenia psychiczne, a nie niezgodność między płcią fizyczną a poczuciem tożsamości, co deklarują. Więc może w przypadku brata miało miejsce ustalanie pewnych kwestii, a nie zawracanie kijem Wisły?
      Jeśli zaś chodzi o pazernosc na pieniądze, to ma ona miejsce u ludzi różnych zawodów. U niektórych psychologów też. Odnoszę jednak wrażenie, ze dobrzy w swoim fachu mają tylu chętnych na terapię, że nie muszą kombinować i zatrzymywać klientów nieczystymi sposobami :-)
      • differentview Re: skutecznosc terapii 07.06.15, 17:23
        aandzia43 napisała:

        > Brat ma.problemy bo jest gejem, czy ma.problemy bo ma.problemy, a przy okazji j
        > est gejem, co mu życie dodatkowo komplikuje?

        jedno i drugie- ma problem bo jak do tej pory wszyscy faceci, w ktorych sie zakochiwal byli hetero i ma problem bo doswiadczyl w swoim zyciu duzo nietolerancji, szczegolnie w miejscu pracy ale nie tylko (mieszka w malej miejscowosci)

        > Terapeutka podważa jego orientację
        > po całości, czy drąży temat (pytając jednocześnie o dzieciństwo, co.chyba zroz
        > umiałe)?
        drazyla temat relacji z ojcem, nie tyle podwazala orientacje co upatrywala w tym zrodla jego problemow
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: skutecznosc terapii 07.06.15, 19:26
      Oczywiście, że są terapie udane, skuteczne, dające ulgę w uczuciach, rozumienie problemów i zmianę schematów myślenia i postępowania oraz przepracowanie problemów.
      Są i też nieudane, w których nie ma postępu a szeroko pojęte problemy nie zmniejszają się.
      Jest też tak, że odpowiedzialność za niepowodzenie terapii ponosi terapeuta. Nie taka metoda, brak zrozumienia problematyki , trudności w relacji terapeutycznej, których nie można przezwyciężyć, nie tak dobrane narzędzia, źle zawarty kontrakt i żle ustawiony focus. Do korygowania tego i naprawiania, służy superwizja. Ale żeby się w tym zorientować trzeba czasu, bo terapia to proces. Trwa. I aby stwierdzić, że coś nie działa, trzeba czasu, zrozumienia i refleksji po obu stronach.
      Dla jednych to dobre medium, dla innych nie koniecznie. To też trzeba sprawdzić. Niestety in vivo.
      A to nie oznacza straconego czasu i pieniędzy. To też jest korzyść, bo pokazuje, gdzie problemy są mało elastyczne i jeden typ działania nie pomaga.Trzeba szukać dalej. W farmakologii, w inaczej zorientowanej psychoterapii, w innych oddziaływaniach psychologicznych takich jak : grupy wsparcia, warsztaty, grupy o homogenicznej problematyce, podobne środowisko, lektury.
      Jest wiele badań nad skutecznością psychoterapii. Wiadomo, że działa. Ale jest to proces długotrwały, czuły na różne zmienne, dynamiczny. Poza tym, wiadomo już, że na skuteczność terapii najbardziej wpływa relacja terapeutyczna. A ta jak wiadomo jest kapryśna. W tym też można upatrywać korzyści z psychoterapii. Z obejrzenia jak wyglądała moja relacja z terapeutą? czemu się nie udała ? czy przypomina inne relacje w jakie się wchodzi w realnym życiu ? czemu są satysfakcjonujące a czemu nie ? Co biorę, a co daję?
      To co napisałam to nie jest środowiskowa ochrona interesów mojej grupy zawodowej.
      To chęć pokazania, że terapia jest procesem złożonym i długotrwałym. Nie jest dla każdego. Wymaga cierpliwości i zaangażowania po obu stronach.
      Być może te 1,5 roku terapii pokazały, że trzeba włączyć farmakologię. Lub na niej poprzestać dla dobra pacjenta.
      Bez względu na realne zgłoszenie, psychoterapia osób nieheteroseksualnych jest dodatkowo skomplikowana. O tym tez warto pamiętać. To stwierdzenie nie jest etykietyzujące. To sprawdzony przeze mnie fakt. Jeśli ta odpowiedź jest niesatyfakcjonująca, chętnie jeszcze coś dopowiem lub dojaśnię. Agnieszka Iwaszkiewicz







      • differentview Re: skutecznosc terapii 07.06.15, 19:45
        agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

        > Bez względu na realne zgłoszenie, psychoterapia osób nieheteroseksualnych jest
        > dodatkowo skomplikowana. O tym tez warto pamiętać. To stwierdzenie nie jest e
        > tykietyzujące. To sprawdzony przeze mnie fakt.

        moglaby Pani napisac cos wiecej o jakiego rodzaju trudnosci chodzi? czy wlasnie o to, ze wiekszosc terapeutow ( bez wzgledu na to co w ramach politycznej poprawnosci deklaruja) postrzega homoseksualizm jednak jako zaburzenie, probuja go "leczyc" a kiedy pacjent reaguje frustracja oni tez reaguja frustracja?)
        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: skutecznosc terapii 12.06.15, 00:36
          differentview napisała:

          > agnieszka_iwaszkiewicz napisała:
          >
          > > Bez względu na realne zgłoszenie, psychoterapia osób nieheteroseksualnyc
          > h jest
          > > dodatkowo skomplikowana. O tym tez warto pamiętać. To stwierdzenie nie
          > jest e
          > > tykietyzujące. To sprawdzony przeze mnie fakt.
          >
          > moglaby Pani napisac cos wiecej o jakiego rodzaju trudnosci chodzi? czy wlasnie
          > o to, ze wiekszosc terapeutow ( bez wzgledu na to co w ramach politycznej popr
          > awnosci deklaruja) postrzega homoseksualizm jednak jako zaburzenie, probuja go
          > "leczyc" a kiedy pacjent reaguje frustracja oni tez reaguja frustracja?)

          Mogę mówić tutaj za siebie, jak ja rozumiem skomplikowanie psychoterapii z pacjentami nieheteroseksualnymi. Zdecydowanie nie chodziło mi o opisanie próby "leczenia " z homoseksualizmu.
          Pacjenci nieheteroseksualni przeżywają więcej konfliktów wewnętrznych i zewnętrznych trudności niż pacjenci heteroseksualni. Mają też trudniejsze progi rozwojowe. Choćby w tym, czego nie ma u osób heteroseksualnych, że w rozwoju psychoseksualnym najpierw muszą się zorientować co do obiektu pożądania, skonstatować, że nie jest on taki jak ,u otaczającej go większości, zmierzyć się ze swoją innością, zaakceptować ją a następnie zacząć żyć w zgodzie ze swoją normą.
          Są problemy z orientacją. Można się zgodzić z jej nieodwracalnością, ale być z tego powodu nieszczęśliwym lub cierpieć.
          Dalej problemy z comming outem, akceptacją lub nie akceptacją otoczenia. Trudności w nawiązaniu trwałych relacji. Krótkotrwałość związków. Bycie w mniejszości, czasem podwójnej bo osoby te bywają chore. Poczucie wyobcowania, nawet przy zwiększającej się akceptacji społecznej. Brak potomstwa. Intensywniejsze przeżywanie rozczarowania rodziny własną osobą. Skłonność do nawracających depresji.
          To wszytko czasem trzeba przerobić w terapii. Z różnym skutkiem. To nazywam trudnościami w pracy z takimi pacjentami. Nie ma to nic wspólnego z nieświadomym "leczeniem" ich orientacji. To jest praca nad złagodzeniem cierpienia. I nad traumą wykluczenia. Nad skłonnością do ryzykownych zachowań. I nad wieloma innymi sprawami, o których osoby heteroseksulalne nawet nie wiedzą. Agnieszka Iwaszkiewicz
          • differentview Re: skutecznosc terapii 12.06.15, 08:33
            agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

            > Są problemy z orientacją. Można się zgodzić z jej nieodwracalnością, ale być z
            > tego powodu nieszczęśliwym lub cierpieć.
            > Dalej problemy z comming outem, akceptacją lub nie akceptacją otoczenia. Trudno
            > ści w nawiązaniu trwałych relacji. Krótkotrwałość związków. Bycie w mniejszośc
            > i, czasem podwójnej bo osoby te bywają chore. Poczucie wyobcowania, nawet przy
            > zwiększającej się akceptacji społecznej. Brak potomstwa. Intensywniejsze przeż
            > ywanie rozczarowania rodziny własną osobą. Skłonność do nawracających depresji.
            > To wszytko czasem trzeba przerobić w terapii. Z różnym skutkiem. To nazywam tru
            > dnościami w pracy z takimi pacjentami. Nie ma to nic wspólnego z nieświadomym "
            > leczeniem" ich orientacji. To jest praca nad złagodzeniem cierpienia.

            dzieki za wyjasnienie; jednak ja nadal nie wiem( i terapeutka mojego brata chyba rowniez nie wiedziala) na czym konkretnie polega to "przerobienie" tych wszystkich trudnosci w terapii; bo one sa faktem- osoby homo wciaz sa wykluczane, sa narazone na slowna( i nie tylko) agresje, rodziny bywaja wielokrotnie bardziej rozczarowane osoba homo niz hetero, nie maja typowej rodziny, potomstwa, maja trudnosci w stworzeniu bliskiej relacji- tak jak moj brat, ktory zakochuje sie w facetach hetero, dodatkowo w zwiazku z tym wszystkim co powyzej ma depresje- wiec gdyby Pani miala ustalic cel terapii takiej osoby( focus?) to co by nim bylo? co kryje sie za tym "przerabianiem" czy "przepracowywaniem" i jak to sie ma do wczesniejszej Pani wypowiedzi, ze czasem dla dobra pacjenta lepiej pozostac przy farmakoterapii?
            • agnieszka_iwaszkiewicz Re: skutecznosc terapii 14.06.15, 20:17
              Dogłębna odpowiedź na Pani pytania przekracza ramy odpowiedzi na takim forum. Odpowiedź musiała by być referatem. Zatem w dużym skrócie. Przepracowanie to nie zmiana faktów czy istniejących już zjawisk. Nie zmienimy faktu, że osoba homoseksualna podlega zjawisku comming out'u. Ale w ramach przepracowania może ona ten comming out zrobić w bezpieczny dla siebie sposób, poznać dlaczego tego nie robi, co ja nieświadomie zatrzymuje. Można złagodzić cierpienie związane z życiem z dużą tajemnicą, gdzie o ważnej części swojej tożsamości nie można powiedzieć lub nie można żyć w zgodzi z nią.
              niektore osoby potrzebują złagodzenia objawu ( lęku, obniżenia nastroju, depresji ). Nie chcą lub nie potrafią badać swoje stany wewnętrzne. Czasem wplywa to na nie jescze bardziej udepresyjniajaco lub regresjonujaco. lub destabilizująco społecznie. Jeśli terapeuta to widzi, to trzeba zastosować farmakologię i na niej poprzestać. To jest skuteczna pomoc. Agnieszka Iwaszkiewicz
              • differentview Re: skutecznosc terapii 14.06.15, 21:29
                agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

                > Czasem wplywa to
                > na nie jescze bardziej udepresyjniajaco lub regresjonujaco. lub destabilizująco
                > społecznie. Jeśli terapeuta to widzi, to trzeba zastosować farmakologię i na n
                > iej poprzestać. To jest skuteczna pomoc.

                dziekuje za rozszerzona odpowiedz- ja bym to co prawda nazwala wycofaniem sie ( moze slusznym) z powodu nieumiejetnosci udzielenia pomocy a nie skutecznoscia ale tak czy inaczej- nie napawa to optymizmem gdy sprawa dotyczy bliskiej osoby:(
                • agnieszka_iwaszkiewicz Re: skutecznosc terapii 15.06.15, 00:21
                  Niekoniecznie chodzi o wycofanie się wobec nieskutecznej pomocy. Być może właśnie skuteczna pomoc terapeutyczna uruchomiła te procesy. Uruchomiła, czyli wniosła nieświadome do świadomego, ale może przepracowanie ich (sic! ) jest już za trudne, bo dotyka istotnych przeżyć, wypartych treści psychicznych, konfliktów wewnętrznych, relacji z pierwotnymi obiektami. Mierzenie się z tym jest bardzo bolesne. Tak bolesne, że lepiej tego nie dotykać. Tak jak poparzonej skóry. I oddalać się od terapii, jako miejsca bólu niż ulgi.
                  Nie twierdzę, że to jest właśnie doświadczenie Pani brata, bliskiej osoby. Ale nie można tego wykluczyć. Może więc i Pani jest trudno patrzeć na jego nieuzasadnione cierpienie, stąd wiele zwątpień w sposób pomocy. Agnieszka Iwaszkiewicz
                  • differentview Re: skutecznosc terapii 15.06.15, 01:07
                    czyli wg Pani ta terapia mogla byc skuteczna tylko jednoczesnie tak bolesna, ze pacjent mogl tej "skutecznosci" potencjalnie nie przezyc wiec terapeutka podjela decyzje, zeby pozostac tylko przy farmakoterapii, ktora co prawda zadnych problemow nie rozwiazuje ale tez nie naraza pacjenta na konfrontacje, do ktorej nie jest zdolny?
                    • paris-texas-warsaw Re: skutecznosc terapii 15.06.15, 19:15
                      Ja z wielkim zaciekawieniem czytam w tym wątku wypowiedzi Pani Agnieszki. Wydaje mi się jednak, że jak się powiedziało a, to trzeba i b. Jak udało się kogoś porozcinać, to trzeba i pozszywać, że się odniosę do analogii chirurgicznej. Może nie da się pójść dalej, ale niech chociaż nie będzie gorzej niż w punkcie wyjscia. Przypomina mi się, że gdzies czytałam, choć jakoś zgrabniej to było napisane, że terapeutów umiejacych rozpocząć terapię i powydobywac z pacjenta masę spraw jest wielu, ale tych, którzy umieją, to potem poukładać i nie zostawić rozbebeszonego pacjenta - już znacznie mniej.
                      • differentview Re: skutecznosc terapii 15.06.15, 22:33
                        paris-texas-warsaw napisała:

                        > terapeutów umiejacych rozpocząć terapię i powydobywac z pacjenta masę s
                        > praw jest wielu, ale tych, którzy umieją, to potem poukładać i nie zostawić roz
                        > bebeszonego pacjenta - już znacznie mniej.

                        sluszna uwaga; tez nie do konca ogarniam, ze mozna uruchomic w pacjencie jakies wyjatkowo bolesne stany, zaostrzyc jego objawy po czym odeslac do psychiatry i skonczyc terapie; dla mnie to jest porazka a pani Agnieszka nazywa to skuteczna pomoca; pomoca komu? gdzie sa efekty tej pomocy? moim zdaniem to bardziej mechanizm obronny terapeuty- zeby nie czuc odpowiedzielnosci za proces, ktory uruchomil, zeby nie czul sie kiepskim terapeuta
      • amb25 Re: skutecznosc terapii 08.06.15, 06:44
        A co zrobic jesli autorka watku akurat miala racje?
        Z mojego doswiadczenia: nieprofesjonali terapeuci i niedouczeni psychiatrzy wcale nie sa rzadkoscia. Przyklad (terapeuta): wmaiwanie poacjentowi z depresja i mylsami samobojczymi, ze nic mu niedolegoa i na pewno ma borelioze... Boreliozy nie mial, za to mielismy koszty, zeby to sprawdzic, bo to miala byc jakas nietypowa postac....Potem sobie wymyslila cos innego, co tez oczywiscie sie nie potwierdzilo, az w koncu sie wkurzylam i do niej zadzwonilam, mowiac, ze nie jest lekarzem medycy i nich sie zajmie terapia... A ona piekna byla i pacjent uwazal ja generalnie za glupia, ale ta jej uroda sprawiala, ze chcial do niej chodzic...W koncu stawierdzila, ze pacjentowi nic nie dolega i psychiatrzy sobie wymyslaja, a pacjent po niecalym miesiacydostal ostrej psychozy i wyladowal w szpitalu. A to jego cale zachowanie to byly po prostu poczatki psychozy. No ale to inna sprawa..
        • alpepe Re: skutecznosc terapii 12.06.15, 20:49
          Twoim zdaniem psychozy leczy psycholog/terapeuta?
          • aandzia43 Re: skutecznosc terapii 12.06.15, 21:25
            Przepraszam.że.się.wetnę, ale gdzie twoim zdaniem twoja przedpiśczyni napisała, że pacjent leczył się u terapeutki na.psychozę? Ona właśnie nie rozpoznała początków
            psychozy (jeśli dobrze zrozumiałam zdiagnozowanej potem przez innych specjalistów).
      • differentview Re: skutecznosc terapii 08.06.15, 07:13
        > Jest też tak, że odpowiedzialność za niepowodzenie terapii ponosi terapeuta. Ni
        > e taka metoda, brak zrozumienia problematyki , trudności w relacji terapeutycz
        > nej, których nie można przezwyciężyć, nie tak dobrane narzędzia, źle zawarty ko
        > ntrakt i żle ustawiony focus. Do korygowania tego i naprawiania, służy superwiz
        > ja.

        prosze jeszcze o wyjasnienie jak w sytuacji gdy odpowiedzialnosc za nieudana terapie ponosi jednak terapeuta wyglada sprawa finansowa? czy jakies przepisy to reguluja? czy nie jest tak, ze za taka "usluge" terapeuta powinien oddac pacjentowi pieniadze? i kto mialby arbitralnie ustalic, ze wine za niepowodzenie terapii ponosi wlasnie psychoterapeuta? Na pewno sa swietni terapeuci, ktorzy maja na swoim koncie same sukcesy ale z drugiej strony ten zawod to raj dla ignorantow i naciagaczy- nikt nie kontroluje co dzieje sie w czterech scianach gabinetu, pogorszenie sie stanu pacjenta moze byc zawsze zinterpretowane jako jego osobista psychopatologia a nie szkodliwe oddzialywanie terapeuty, chocby nawet terapeuta doprowadzil pacjenta do samobojstwa- nikt mu przeciez niczego nie udowodni
        • paris-texas-warsaw Re: skutecznosc terapii 08.06.15, 12:34
          Chyba nie może być świetnych terapeutów, którzy mają na koncie "same sukcesy", bo terapie to również działania pacjenta, więc to jak z lekarzem, nauczycielem, a nawet fryzjerem.
          Terapeuta, który "doprowadził do samobójstwa"... To jakiś zupełny hardkor, jak sekta, czy jakaś straszna perwersyjna przemoc. Może raczej jakiś terapeuta by nie wiedział, jak poważny jest stan pacjenta, ale tez nie każdy jest jasnowidzem, albo ma moc wpływać na działania pacjenta (na szczęście). Ludzie czasem popełniają samobójstwa, nawet w szpitalach psychiatrycznach z dozorem, a nawet słyszałam o młodej dziewczynie z osobistą pielęgniarką do pilnowania, która się zabiła.
          • differentview Re: skutecznosc terapii 10.06.15, 09:45
            paris-texas-warsaw napisała:

            > Terapeuta, który "doprowadził do samobójstwa"... To jakiś zupełny hardkor, jak
            > sekta, czy jakaś straszna perwersyjna przemoc.

            to byl skrot myslowy- wiadomo, ze nie chodzi o celowe dzialanie; jesli pacjent jest w miare zdrowy- zaden terapeuta, nawet kompletny ignorant, krzywdy mu nie zrobi; ale jesli pacjent ma depresje, zle prowadzona terapia moze bardzo pogorszyc jego stan a wtedy juz zaczyna sie robic niebezpiecznie
        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: skutecznosc terapii 14.06.15, 19:55
          Psychoterapia to usługa należytej staranności, a nie umowa o konkretne dzieło czyli mierzalny wynik terapii, który ma konkretny kształt. Trudno powiedzieć czym jest nieudana terapia. Dla pacjenta moze byc nieudana, dla terapeuty owszem, bo wiecej nie mozna bylo zrobić, ale zniknęły objawy, choć nie poprawiła się jakoś życia na przyklad. Dlatego nie ma możliwości zwrotu pieniędzy za tę usługę, chyba że w procesie sądowym, gdzie zostanie udowodniony ów brak staranności.
          Psychoterapia to relacja, wiele o tym pisałam. Pracują dwie osoby i dopiero wypadkowa tej pracy daje lepszy czy gorszy wynik. To naprawdę skomplikowany proces, choć tak popularny i dostępny dzisiaj.
          W istocie jest to obszar do patologizacji rynku. Częściową winę ponosi za to brak ustawy o zawodzi psychoterapeuty. Nie zanosi się na jej uchwalenie, choć środowisko mocno o nią zabiega. Nie spełnia standardów dla nas ustawa o zawodzie psychologa. W wypadku kłopotów czy wątpliwości co do jakości terapii zawsze można to zgłosić do komisji etyki Towarzystwa w jakim zrzeszony jest terapeuta. Dlatego na początku terapii trzeba terapeutę zapytac do jakiego i czy Towarzystwa należy. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • late-afternoon Re: skutecznosc terapii 08.06.15, 13:11
        To chęć pokazania, że terapia jest procesem złożonym i długotrwałym. Nie jest dla każdego.

        A dla kogo NIE JEST? Bardzo mnie to zaciekawiło. Eichelberger powiedział w jednym z wywiadów, że psychoterapia na pewno nikomu nie zaszkodzi.
        • differentview Re: skutecznosc terapii 21.06.15, 10:39

          late-afternoon napisała:

          > To chęć pokazania, że terapia jest procesem złożonym i długotrwałym. Nie jest d
          > la każdego.
          >
          > A dla kogo NIE JEST? Bardzo mnie to zaciekawiło. Eichelberger powiedział w jedn
          > ym z wywiadów, że psychoterapia na pewno nikomu nie zaszkodzi.

          Tez sie nad tym zastanawiam. Podejrzewam, ze kazdy terapeuta ma swoja liste pacjentow, dla ktorych terapia "nie byla wskazana" - to wlasnie Ci, ktorym nie potrafili pomoc, zabraklo im, tak jak pani Agnieszka wczesniej pisala- zrozumienia tematu, zle dobrali metode, nie umieli nawiazac relacji- ale takie ujecie sprawy zbyt naruszaloby dobre mniemanie terapeuty o sobie i stwarzaloby etyczny problem za co wlasciwie pacjent mu placil. Wiec w sytuacji braku postepow czy pogorszenia stanu pacjenta- uznajemy, ze terapia jest " nie dla niego", nadaje sie tylko do farmakoterapii a nasza porazke mozna wlasciwie nazwac sukcesem terapeutycznym i skuteczna pomoca. Pacjent nie powinien narzekac, ze czuje sie gorzej i wyrzucil w bloto pieniadze bo przeciez nabyl wielce przydatna wiedze, ze z tym terapeuta jego problemy sa nie elastyczne( cokolwiek znaczy elastycznosc w tym kontekscie)
    • paris-texas-warsaw Re: skutecznosc terapii 07.06.15, 23:24
      www.kph.org.pl/pl/component/content/article/979-podrcznik-poradnictwa-psychoterapii-osob-homoseksualnych-i-biseksualnych-spotkanie-woko-najnowszej-publikacji-kph
      Tu taka inicjatywa i promocja książki o poradnictwie i psychoterapii dla osób homoseksualnych - już we wtorek w Warszawie. Pomyślałam sobie, że może być łatwiej takiej osobie uzyskać pomoc u psychoterapeuty - seksuologa, taki będzie z "natury" bardziej naturalnie przyjmował wszelkie orientacje seksualne.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: skutecznosc terapii 18.06.15, 02:21
      Czytając Pani wątek widzę, jak bardzo trudno pogodzić się Pani z cierpieniem psychicznym Pani brata. Szczególnie wtedy, gdy zawodzi jakaś forma profesjonalnej pomocy, w którą się zainwestowało. Być może zastanawia się Pani jak samej skutecznie pomóc bratu.
      Nie chcę aby zabrzmiało to zniechęcająco, ale na wstępie warto zdać sobie sprawę, że nie zdejmie Pani wszelkich trudów z barków brata, nie ocali go Pani cudownie i nie uczyni jego życia bezstresowym. Podstawą jest rezygnacja z takiej omnipotencji. Być może w tym momencie bratu potrzebna jest afirmacja nie tyle jego orientacji seksualnej, ale jego stanów psychicznych z tej orientacji wynikających. Tego, że może być zniechęcony, smutny, wykluczony, czuć się chory i bezradny. Zatem nie ma co go pocieszać. Trzeba to przyjąć i uznać jego kłopoty. Powiedzieć coś na kształt: "Tak, to kiepska i beznadziejna sytuacja. Co gorsza nie zmieni się. możemy sobie razem popłakać nad kolejnym niepowodzeniem"
      Chodzi o to aby wspólnie zaakceptować ten stan rzeczy. Wiele osób homoseksualnych, co jest potwierdzone badaniami, cierpii głównie z powodu braku łączności z własną tożsamością,kłopotów z ukrywaniem własnej tożsamości oraz porażki z powodu czucia się kimś innym. Czyli ze wszelkimi odłamami psychologicznymi bycia w mniejszości. To jest casus Pani brata.
      Może Pani, jako bliska osoba a nie profesjonalista, od czasu do czasu pocieszać. To nic zdrożnego, a czasem potrzebne. Byle nie byłoby to tanie, bezrefleksyjne.
      Być dostępna dla brata. Niech ma poczucie, że może w każdej chwili może zyskać wsparcie.
      To tyle i aż tyle. Wiele więcej Pani nie zrobi. Niech Pani będzie jego wystarczająco dobrą siostrą. życia za niego Pani nie przeżyje. I proszę nie zpominać o swoim życiu. Agnieszka Iwaszkiewicz

      • differentview Re: skutecznosc terapii 18.06.15, 09:16
        Dziekuje za aktywny udzial w moim watku; poniewaz na forum czesto pojawiaja sie rady by korzystac z psychoterapii, jest ona wrecz traktowana jako panaceum na wiekszosc problemow- moj watek chyba rozwiewa takie idealistyczne podejscie; bo okazuje sie, ze stan po terapii moze byc gorszy niz przed a mimo to psychoterapeuta nazwie to skuteczna pomoca lub zaleci rodzinie by wspolnie zaplakac nad osoba w depresji i zajac sie swoim zyciem- bo to wlasciwie wszystko co mozna zrobic; musze przyznac, ze Pani odpowiedzi w tym watku to kubel zimnej wody. Musze to wszystko jeszcze raz przemyslec bo jak na razie trudno mi sie z tym wszystkim pogodzic i nie ma we mnie akceptacji tego, ze bliska mi osoba cierpi a jedyne co ja moge zrobic to przyznac " Tak, to kiepska i beznadziejna sytuacja. Co gorsza nie zmieni się."
        • zuzi.1 Re: skutecznosc terapii 18.06.15, 09:49
          Ale p. Agnieszka b. slusznie komentuje sytuacje Twoja i brata. Imo przekroczylas juz granice zdrowego zainteresowania sytuacja brata, on jest dorosly, posiada wszelkie narzedzia do tego aby sobie pomoc, jesli jedna terapeutka sie nie sprawdzila, musi szukac dalej, az do skutku. Ale to ON a nie Ty, musi szukac. Twoje proby pomocy mu poprzez wyreczanie go nie pomoga mu. Zostaw aktywnosc jemu, niech wezmie odpowiedzialnosc za swoje zycie, to nie jest maly chlopiec, a dorosly mezczyzna, musi sobie sa poradzic z problemami. Ty mozesz mu cos podpowiadac, ale nie wyreczac. Moze Twoj brat wklada zbyt malo wlasnego wysilku w terapie i dlatego jej skutecznosc jest niska, nie zrzucalabym wszystkiego jedynie na terapeutke.
          • pade Re: skutecznosc terapii 19.06.15, 12:02
            To nawet nie jest kwestia wysiłku. Terapia to proces. Tego się nie da przyspieszyć, "przerobić" w rok, czy dwa. Jak się już powyciąga co nieco z nieświadomości, potrzeba czasu, czasem sporo, żeby się z tym intelektualnie i emocjonalnie ułożyć. Problem z terapią polega na tym, że jest płatna. Często pacjent nie ma za wiele środków, więc oczekuje od terapeuty szybkiego uzdrowienia lub wywiera na siebie presję, żeby jak najszybciej poczuć poprawę. Skupienie na analizie "jak się czuję po ostatniej sesji", "czy już mi się polepszyło", odwraca uwagę od tego, na czym faktycznie pacjent powinien się skupić.
            Wracając do wątku. Sądzę, że pomysł pani Agnieszki z terapią grupową jest bardzo dobry. Warto w niego zainwestować.
            Co do " Tak, to kiepska i beznadziejna sytuacja. Co gorsza nie zmieni się.". Akceptacja jest przyczynkiem do zmiany, pierwszym krokiem. Negując sytuację, zaprzeczając, nie wyrażając zgody na nią, wywieramy na siebie presję, oczekując od siebie szybkiej zmiany, od innych skutecznej pomocy.
            Paradoksalnie akceptacja może pomóc.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: skutecznosc terapii 18.06.15, 09:20
      Jeszcze coś przyszło mi do głowy w kwestii pomocy dla brata. Czy próbował terapii grupowej? Skuteczność pozytywna jest podobna do indywidualnej, a będzie miał okazję mówić w grupie o swoich specyficznych i odmiennych doświadczeniach w środowisku podobnym do tego, w którym żyje na co dzień czyli różnorodnym. Te specyficzne doświadczenia to: życie w niewidocznej mniejszości, wewnętrzna homofobia, problematyka comming out'u i jego skutków. Może warto spróbować i tego. W literaturze fachowej często pisze się o dobrze o takiej psychoterapii
      A o Pani pomyślałam może też w kontekście pomocy dla siebie. Bo zdaje się, że Pani jedna z rodzina tak dokładnie zna sytuację brata, jest jego jedynym wsparciem, zna Pani jego rozterki. To może być przeciążające, jak nie ma się profesjonalnych narzędzi. Może rozejrzeć wokół fundacji, które oferują taką pomoc. W Warszawie Lambda i Kampania przeciw Homofobii. Te znam, może jest coś więcej, albo tam podpowiedzą coś o kraju. . W Lambdzie prowadzą też wyspecjalizowaną terapię dla osób LGBT, to prężna organizacja, już z jakimś doświadczeniem. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • yourdoubt Re: skutecznosc terapii 21.06.15, 15:39
        Jeśli brat od zawsze czuł że ma inną orientacje to uważam że lepsza byłaby dla niego terapia humanistyczna - skoncentrowana na kliencie, która pomoże mu zaakceptować siebie takim jakim jest niż psycjodynamicznej, która będzie grzebać w przeszłości by szukać przyczyn tego czy tamtego.
    • jowita8901 Re: skutecznosc terapii 23.06.15, 12:06
      mysle ze wiecej by mu dała m.in. akceptacja innych ludzi niż terapia. Znam ludzi którzy przeszli wiele terapii i nic im to nie dało ale za to przyjaźń albo związek zmieniły duzo w zyciu.
Pełna wersja