differentview
07.06.15, 09:59
Pisalam juz kiedys na tym forum o terapii mojego brata, ktory jest gejem i w zwiazku z tym ma rozne problemy, z ktorymi sobie nie radzi; moj brat wlasnie zakonczyl 1.5 roczna terapie psychodynamiczna, ktora nie dala mu kompletnie nic, pozbawiajac jednoczesnie wiary w to, ze terapia w ogole moze mu pomoc; w tej chwili moj brat czuje sie tak samo zle jak przed terapia, znow wrocily mysli samobojcze; Pani terapeutka umywa rece, odeslala go do psychiatry i tyle; czy terapeuta moze/ powinien zakonczyc terapie, w sytuacji gdy pacjent ma akurat ciezki stan depresyjny? czy w ogole terapeuci biora odpowiedzialnosc za to jak przebiega terapia, dlaczego nie daje poprawy, dlaczego pogarsza stan psychiczny itd?
jak slucham brata gdy opowiada o tej terapii to szlag mnie trafia, mam wrazenie, ze ta pani w ogole nie miala pomyslu na terapie ale zamiast powiedziec o tym np. po 3 miesiacach to zwodzila pacjenta przez 1.5 roku- ona ma dochod a jak pacjent nie odnosi korzysci to jego wina nie jej; zaluje, ze brat nie przerwal terapii rok temu; chcialabym zapytac pania Agnieszke jaki procent terapii mozna nazwac nieudanymi? czy to rzadkosc czy moze po prostu tak jest, ze np.50% pacjentow poza wyrzucona kasa nic pozytywnego z tego nie wyniesie?
na tym forum co i rusz mozna trafic na rady- przydalaby Ci sie terapia, sam sobie nie poradzisz, musisz to przepracowac... ble, ble, ble; ludzie wierza, ze to niezawodny lek na cale zlo; moze jednak to tylko wielka iluzja?