asiula1987
07.09.15, 09:24
Witam, syn zawsze był wrażliwcem. Cała kariera przedszkolaka okupiona była płaczem, codzień "nie pójde do przedszkola", choć krzywda mu się nie działa. Odbierałam go szczęśliwego, rano już płacz. Wszyscy mówili, że dorośnie itd. Zaczęła się szkoła. Pierwsze kilka dni w miare w porządku-byłąm w szoku kiedy mówił, że uwielbia szkołę, wstawał z uśmiechem. W trakcie wakacji dużo się zmienił, dorósł, zmężniał, łudziłam się, że może nie będzie tak źle.
Od wczoraj już zaczął swoją mantrę nie chce iść do szkoły, nie chce do świetlicy. Od rana płacz. W szkole żadne dziecko nie płacze-nawet u tych 6latkówe widzę, tylko szczęśliwe uśmiechnięte buzie i płakać mi się chcę, że jak zwykle tylko moje dziecko robi takie sceny. Znam go na tyle, że wiem, że jak dziś poszedł z płaczem to tak już będzie codziennie. Zraził się kolejny raz (choć nic złego mu sie nie dzieje w szkole). Moje złudne marzenia o uśmiechniętym wreszcie dziecku biegnącym do szkoły prysły jak bańka. Znam ten schemat i wiem jak bardzo ciężko będzie teraz namówić go żeby chodził do szkoły, żeby odrabiał lekcje itd. Nie wiem czy wytrzymam to psychicznie dłużej. Cała rodzina bagatelizuje problem, nie wiedzą jak to jest dzień dzień od kilku lat zostawiać gdzieś swoje łkające dziecko-nawet jeśli wiemy, że to miejsce jest ok panie ok i nic złego mu się nie dzieje. Mąż twierdzi niech sie uczy życia. Ale wszyscy widzą syna tylko w momentach kiedy jest szczęśliwy a to na moich barkach jest ta codzienna huśtawka emocjonalna. Po dzisiejszym zachowaniu syna wiem, że przez najbliższy rok już się to nie zmieni. Może będą lepsze dni, ale niewiele.
Najgorsze jest to, że są momenty kiedy nie wiem jak sie zachować. W ciągu tych lat moje zachowania były różne-jedne lepsze inne do bani. Nieraz wzbierała we mnie złość, że jak zwykle tylko moje dziecko ma takie problemy, nieraz ignorowałam płacz i to też nic nie dawało, innym razem tłumaczyłam dokłądnie dlaczego nie musi się bać. żadna postawa nie przyniosła efektu. nie wiem jak sie zachowywać, żeby jego płacz i niechęć wreszcie przeszła.