marisham
31.10.15, 12:54
Witam wszystkich
Piszę tu dziś bo mam dość swojej teściowej. Może zacznę w skrócie od początku. Teściowa ma dwoje dzieci, starsza córke lat 40 i syna lat 36. Ja jestem żona syna. Przed ślubem teściowa zapisała jeden dom po swoich rodzicach na córkę, a miał byc na połowe, oczywiscie nic nie mowiliśmy bo na kasie nam nie zalezy. Sie okazało po ślubie ze dom zapisany jest na córke. Dalej po ślubie się okazało ze drugi dom w ktorym mieszka teściowa jest tez na córke. Corka ma wielki dom w wielkim miescie a na dodatek tesciowa wziela na swoj dom hipoteke pod zastaw jej kredytu, wiec po smierci tesciowej moj maz i nasze dzieci beda musiały odrzucac spadek bo zostaja z długami. Jak sie o tym dowiedziałam to była mega awantura, ale oczywiscie tesciowka powiedziała ze sie dołozyla ze strony mojego meza do slubu( 5 tys, a slub kosztowal ponad 40) i ze tak nam pomogła, rece opadaja. Nie chodzi mi o te domy, ale ogolnie o sytuacje, ze syn jak traktowany i ja jak 5 koło u wozu, a coreczka najwazniejsza. Dalej corka jest samotna bo nikt z ta wariatka nie wytrzyma. My mamy dziecko w drodze, ale tesciowka w sumie zadzowni raz na ruski rok sie zapytac jak sie czuje, ja tez nie dzwonie bo nie czulam sie tam nigdy dobrze, i czuc nie bede nie chodzi o kase, tylko o traktowanie. Jak bylismy u tesciowki to wszyscy robili to co chciala corka, corka chce ogaldac tv trwam musimy ogladac, corka chce spac o 1 w nocy kazdy musi isc spac o 1 w nocy. Ogolnie jestem dobrym czlowiekiem i ugodowym wiec siedzialam tam cicho. Niby tez dali na ten slub te 5 tys wiec tez jakos sie czulam i zobowiazana. Natomiast tesciowa sama ostatnio zadzwonila do mnie jakies 3 miesiace temu ze da nam kase na wozek, kilka dni temu dzowni i gada ze nie da, bo corka w sklepie zobaczyla jakiegos robota kuchennego i musi jej dac 10 tys na tego robota. Nam oprocz tych 5 tys na slub nigdy nic nie dała. Po tej rozmowie, tez zadzownila jej corka i zaczela do nas ze ona dostanie tego robota, itd, i ze w ogole nic jej nie obchodzimy -zadna nowosc-odlozylam sluchawke, bo z wariatkami nie rozmawiam. Dzis znowu dzowni tesciowa kiedy do niej przyjedziemy, to odpowiedzialam ze na razie wcale bo sie zle czuje i na tym koniec rozmowy. I teraz tak tesciowka juz sie do nas wpraszala dzis i na wiglie i chce przyjechac po urodzeniu dziecka, ale my mamy kawalerke bo nas nie stac na mieszkanie -nikt nam nie pomaga, a tesciowa wszystko daje corce. I mam dwa problemy: nie chce ani jej ani jej corki na chrzcinach i w ogole zeby do nas przyjezdzala, nie chodzi o te kase, ale ogolnie o traktowanie nas jak 5 kolo u wozu, a corce wpychanie wszystkiego. Tesciowka nie ma zadnych wnukow, ale i widac ze jej tylko by interesowalo dziecko corki, chce tylko do nas przyjechac dla pokazowy. Szkoda mi tylko meza, bo on wszystko przezywa, jest bardzo zwiazany z matka emocjonalnie mimo ze tak matka sie nie powinna zachowywac, wyrozniac dzieci itd. Matce nic nie powie, bo chłopina bardzo to przezywa. I nie wiem czy olac te jego mamusie i siostrzyczke, czy jednak odpuscic jak zawsze ze wgledu na meza. Dla mnie do szczescia one nie sa potrzebne, bo i tak nie respektuja nas, tylko ma byc jak one powiedza. Corki na chrzciny na pewno nie chce zapraszac, ale jak jej nie zaprosze to i mamusia sie obrazi, ale corka odpada, bo po takich slowach ze jej robot jest wazniejszy itd, nie bede tego przytaczac bo to żenujace i chamskie zachowanie, w ogole nie chce jej ogladac. Tyle, ze jak jej nie zaprosze to bedzie scysja w rodzinie i wiadomo stosunki zerwane na amen. Akurat mnie to ani ziebi ani grzeje, maz w zezłym roku stracil prace i chodzilismy do mopsu po pomoc, bo jego matka nie dała nam ani złotowki, nie pomogaja nam w ogole, tzn ja nie chce zadnej pomocy, tylko my zawsze tam jezdzislismy, zachowywalismy sie jak trzeba, pomgalismy w sprztaniu, itd a jak wiadomo ze sa rozne sytuacje zyciowe to zero pomocy. Czuje sie juz na maksa wykorzystywana i ponizana. Denerwuje mnie tez ze o ile moja rodzina sie cieszy z naszej sytuacji, np. sie zapytali czy dziecku cos kupic pod choinke to widzicie z drugiej strony wazny robot dla corki za 10 tys, niz np, chociazby jedno body dla naszego dziecka. Nie chce zeby tacy ludzie byly w otoczeniu mojego dziecka, tylko mowie, żal mi meza i tylko to jeszcze mnie nie skłonilo do ostatecznej decyzji. Jak on chce to niech z matka sie spotyka i siostra ale ja chyba powiem pas, bo juz nie moge na nie patrzec i to ze wzgledu na traktowanie naszej rodziny...Oczywiscie ta siostrzyczka tez do nas nie dzwoni bo sie obrazila, jak dowiedziala sie o dziecku, zaczela wymyslac ze umiera i codziennie wydzwaniac po 50 razy do mojego meza, sie okazało ze to kłamstwa. Tzn pozniej zadzownila udowdaniajac ze robot jest wazniejszy od czlowieka. Matka jej przyklaskuje. Ale mam dylemat ze wzgledu na meza, w sumie zreszta facet moze do nich jezdzic, ale beze mnie i naszych dzieci.