irys8989
18.12.15, 19:47
Mam 26 lat, pochodzę z patologicznego domu. Przez wiele lat byłam razem z moją matką ofiarą przemocy ze strony swojego ojczyma. Było bicie, było upokarzanie wymyślnymi karami, była przemoc ekonomiczna, były wyzwiska. Nie bardzo chcę się o tym rozpisywać, tym bardziej że nie tego dotyczy problem który mnie męczy. W wieku 18 lat opuściłam ostatecznie dom rodziny. Było ciężko ale obecnie kończę studia, mam ciekawą pracę, powoli układam sobie życie.
Mój problem dotyczy mamy mojej mamy, czyli babci. Mam w stosunku do niej bardzo ambiwalentne uczucia. Pamiętam z wczesnego dzieciństwa rzeczy dobre - wizyty u niej były dla mnie azylem od domowego piekła, pamiętam tak banalne rzeczy jak pieczenie ciastek i plecenie warkoczy, pamiętam spacery, pamiętam przytulanie i spory ładunek ciepła.
Pamiętam również jej postawę w momencie gdy konflikt matki z ojczymem eskalował a ja dorastałam. Była wstrętna i niezrozumiała. Pamiętam gdy mama przychodziła do niej pobita tak bardzo że aż sina, ona mówiła mamie że najważniejsza w życiu kobiety jest pokora. Pamiętam gdy mi tłumaczyła abym nikomu w szkole nie opowiadała o tym co spotyka mnie i matkę w domu. Pamiętam kazania o tym bym pamiętała kto "łożył na moje odchowanie" mimo że nie byłam jego biologicznym dzieckiem. Pamiętam gdy mówiła że my nie rozumiemy co to wdzięczność.
Pamiętam też że kiedyś w ramach kary ojczym pobił mnie po czym wyrzucił na dwór w straszny mróz. Pojechałam autobusem na gapę do babci, babcia zrobiła mi herbaty i okryła kocem. I po chwili zadzwoniła do ojczyma złożyć mu najserdeczniejsze życzenia imieninowe jakie dane mi było słyszeć. Nawet dziś trzęsą mi się ręce gdy o tym myślę. To nie była jedyna tego typu sytuacja, choć akurat ta najmocniej zapadła mi w pamięć.
Odchodząc z domu, w zasadzie uciekając, zerwałam kontakt z rodziną. Potem stopniowo go odzyskałam, najpierw z matką (która się w końcu rozwiodła), potem z resztą, jedynie z babcią kontaktu do niedawna nie miałam.
Przechodząc do meritum: moja babcia umiera. Ma IV stadium nowotworu płuc, jest pod opieką hospicjum domowego. Lekarz twierdzi że trzyma się dzielnie ale trzeba się liczyć z tym że są to jej ostatnie święta.
Rodzina na czele z moją matką nakłania mnie abym przy okazji świątecznego spędu przeprosiła babcie. Bo zrywając kontakt zrobiłam jej straszną przykrość. Bo babcia tego chce. Bo życzenia osób w takim stanie należy spełniać.
Byłam niedawno u babci, spotkałam się z nią. Nie rozmawiałyśmy o przeszłości choć i tak obie popłakałyśmy zdrowo. Nie chce jej przepraszać, ani publicznie na spotkaniu rodzinnym ani nawet prywatnie. Nie poczuwam się do żadnej winy wobec niej, kontakty wtedy zerwałam w samoobronie swojej psychiki.
Z drugiej strony matka twierdzi, że to bezduszność wobec człowieka stojącego nad grobem i będę tego żałowała przez całe życie. Gdzieś w głębi czuje, że może mieć racje.
Przepraszam za chaos we wpisie. Nie wiem co robić.