isa_na
16.01.17, 17:43
Taki schemat: mamy dziecko, nie mamy slubu, bo on nie wierzy w papiery, nie chce uroczystosci i bedzie sie czul nieswojo na takiej imprezie. Jako, ze nie zalezy mi absolutnie na slubie z pompa, w rozmowach byla nawet wersja tylko my plus swiadkowie, bez zadnych pierscionkow zareczynowych podnoszacych koszta itp. Temat sie urywa.
Kilkanascie razy zagadywalam o slub polaczony z chrzestem dziecka, za jednym razem, o jednym spotkaniu rodzinnym, kosztach, organizacji, swiadkach itp- otrzymalam odpowiedz "nie mam nic przeciwko", "jestem za", ale jak nie zaczne tematu to cisza. Termin chrztu uzgodniony, ksiadz nagabuje o slub a on odpowiada tylko ze planujemy, ale nic konkretnego z tego nie wynika. On jest z cyklu tych, co go trzeba za fraki brac i piec razy powtarzac. A ja jakos nie mam ochoty go do slubu przymuszac i sama wszystko organizowac a on ledwo jest "za". Ale moj zal sie poglebia. Seksu tez nie ma jak sama go do tego nie przycisne. Tez jest ledwo "za", jak za wszystkimi sprawami. Mowi, ze taki z niego typ bez emocji. Ojcem jest dobrym, stara się i mi pomaga. Raczej nie wyrecza, bo pracuje po 12g dziennie. Do pomocy garnie sie pani tesciowa, osoba obsesyjno-kompulsyjna majaca teorie do wszystkiego, stojaca nade mna i wyrywajaca wnuka z rak z haslem "daj mi go"przekonana ze to ona najlepiej uspokaja placzace dziecko. Przyjezdza w odwiedziny raz w miesiaciu na pare dni, zazwyczaj na czas nieokreslony, a jak ja go chce okreslic to wtedy syn odwozi niepocieszona mame w niedziele pozno noca a ja sie czuje ta zla, co zabiera babci wnuka. I ja mam zrozumiec, ze ona sie dzieckiem cieszy a jak nie jest u nas to dzien spedza sama w czterech scianach z tv. Bo ona zyje zyciem syna i wnukiem. i znow ja przesadzam. a jak mi sie cos nie podoba, to mam jej powiedziec. no ale co, ze pomoca dla mnie jest np umycie podlog a nie stanie nad kolyska godzine i patrzenie jak maly spi. generalnie frustracja mi rosnie, poglebiona tym ze mam malo kasy, umowe w pracy mialam do czasu porodu i brak mi pracy zawodowej. mieszkamy tez nie na swoim, ale wszystko sie jakos w rozmowach rozmija. i jest mi zle, bo nie wiem czy brnac w ten slub i do niego dazyc, czy olac temat, a nie chce tycgh zlych emocji dziecku przekazywac.