maribel2
22.05.17, 19:44
W ostatnim czasie zdałam sobie sprawę z tego iż mój mąż ma problem z alkoholem. I ten problem dotyczy również mnie, niestety. Mąż przez wiele lat pracował w systemie wyjazdowym. Teraz to się zmieniło. Jest codziennie w domu i jest codziennie pod wpływem. Normą jest 4-6 piw. Jego picie doprowadza mnie na ostateczności. Próby rozmowy z nim kończą się bagatelizowaniem problemu. Niestety ostatnio lecą wyzwiska. W akcie rozpaczy ostatnio wywaliłam mu wszystkie puszki na środek piwnicy, potłukłam wszystkie butelki. Jego stan działa na mnie jak przysłowiowa płachta na byka. Wiem, że to bez sensu, że nie tedy droga, ale to silniejsze niż mój rozsądek. Z drugiej strony czuje, że on mnie wciąga w swoje bagno. Na rodzinę nie mogę liczyć. Mój ojciec był i jest alkoholikiem. Odkąd sięgam pamięcią to życie to nieustanne ciągi, wyzwiska, przemoc zarówno ojca jak i mojej matki, to ciągłe oskarżanie dzieci o to, że nie pilnowaliśmy ojca. Jestem również ofiarą brutalnego wykorzystywania seksualnego. Ta sprawa również nie ujrzała światła dziennego. Zaczęłam terapię, ale przerwałam ją. Bardzo życzliwa osoba, że tak powiem, umówiła mnie do specjalisty , ale czekam na wolne miejsce. Mój mąż także wychował się w rodzinie z problemem alkoholowym. Wiele na ten temat rozmawialiśmy zanim podjęliśmy decyzję o wspólnym życiu. Wiem, że jutro będzie już tylko gorzej. Nachodzą mnie coraz gorsze myśli. Wiem, że powinnam zadbać o siebie i dzieci, że moje ględzie nic nie da, że płacz go nie wzrusza. Próbuję żyć normalnie, ale to coraz trudniejsze. Moje życie budowane z trudem rozsypuje się jak domek z kart.