boomslang99
18.04.13, 09:04
Sprawa może niekoniecznie wagi państwowej ale jakoś tak po ludzku irytująca. Ciekawi mnie czy to powszechna praktyka na stacjach tej sieci. Otóż po podjechaniu pod dystrybutor przylatuje facet z obsługi (to normalne u nich, wiem), łapie za wąż, pyta za ile i wysyła mnie do kasy abym przy nim przypadkiem nie sterczał. W kasie płacę ustalone, powiedzmy 100 zł, wychodzę, tankujący facet jeszcze mi myje szybki, wszystko się wydaje w porządku, odjeżdżam. Tymczasem w domowym zaciszu przeglądając paragony z całego dnia zwracam tym razem większą uwagę na ten shellowski – cena za litr ile??? 6,15??? No jasne, facet nie pytając mnie o zdanie nalał mi v-power. Oczywiście pretensję mogę mieć przede wszystkim do siebie, że przez pośpiech nie zwróciłem uwagi co mi facet zatankował i nie spojrzałem na paragon przy kasie stacji. Ale czy to ma być pomysł firmy Shell Polska na rozwój, że facet nie pytając o zdanie wlewa najdroższą benzynę (domyślam się, że marża stacji przy v-power raczej trochę się różni od tej przy tradycyjnej PB 95) i ewidentnie odwraca od tego uwagę wysyłając mnie pospiesznie do kasy, myjąc szybki i pięć razy życząc miłego dnia? Przypuszczam, że to raczej dotyczy niektórych stacji i na większości raczej pytają co mają lać ale i tak niesmak pozostał i moje odwiedziny tych stacji raczej ograniczę do minimum.