biszkopty35
14.03.18, 10:36
Nie będzie o duchach ;) Chciałam poprosić o radę, bo nie wiem, co zrobić i jaki mieć do tego stosunek. Otóż moja mama lubi przekazywać ludziom wizję spraw i innych osób zgodną ze swoim własnym mniemaniem. Ci, którzy dają się jej przekonać/ ufają jej/ chcą jej wierzyć / nie chcą się jej przeciwstawiać są przez nią zaliczani do bliskich i do sojuszników. Ja nie jestem. Mam inny profil emocjonalny, inaczej rozwiązuje swoje sprawy, mam inny stosunek do mężczyzn. Swoje problemy a nawet zaburzenia też mam, ale nie o tym wątek. W związku z tym, że się nie dogadujemy moja mama zebrała sobie grupę wsparcia w postaci swojej mamy i dwóch sióstr oraz mojego brata oraz sporadycznie taty, kuzynów i dalszych członków rodziny. Opowiada o mnie i moim małżeństwie niestworzone rzeczy. Nie chodzi o to, że tylko złe. Jak sie chce czymś pochwalić, to dokłada dobrych ( np. zawsze byłam dobra uczennicą, więc teraz ten wątek żyje nadal w postaci opowiadania o sukcesach - ja zupełnie inaczej odbieram moją obecna pozycję). Przypina mi łatki, etykietki, aby ułatwić sobie i innym współżycie ze mną, ona jest w tych opowieściach zawsze dobra, wspierajaca i pomagające ile może, a ja niewdzieczna, pyskata i taka jak ojciec. Nie wiem dokładnie co opowiada, ale całe życie słuchałam jak żali się babci i siostrom na mojego tatę. To była taka licytacja, która z nich ma gorzej, ale ponieważ jedną sióstr się rozwiodla a drugie małżeństwo też niezbyt dobrze się jej układało, tamta wygrywala licytacje na najgorszych mężów. Moja mama więc zaczynała licytacje na najgorsze dzieci, tu zaspokojona sukcesem siostra ustepowała pola mamie. I tak przylgnelo, co potwierdza kuzynostwo, ze ja jestem ta najgorsza. Teraz moja mama zabrania mi kontaktu z rodziną (boi się, że wyczuję co na mnie nagadała). Ostatnio "z serca" odradzała mi pojechanie na pogrzeb brata babci, gdzie oczywiście była cała rodzina, a ja nie pojechałam, bo maz nie mógł zająć się naszym malym dzieckiem, tydzień później wybrałam się do szpitala do babci. Zakomunikowalam ze jadę, bo akurat byłam przy tym, jak ciocia informowała mamę telefonicznie o złym stanie zdrowia babci. Próbowała mnie zniechęcić, potem zadzwoniła do siostry, powiedziała jej o moich zamiarach, po czym dala mi słuchawkę. Sadzilam ze ciocia ma mi cos do powiedzenia, ale była zaskoczona i nie wiedziała co powiedzieć. Odłożyłam słuchawkę i powiedziałam mamie, że nie będę z ciocia konsultować moich decyzji ani pytać o zgodę. Och ach afront afera, jak mogłam, ona chciała żebym zapytała jak babcia czuje. Powiedzialam ze mama moze zabrac sie ze mną. Nie zabrala sie oczywiście. Od lat unika wspolnego prebywania ze mna przy tej czesci rodziny. Wstydzi sie mam nadzieje. A moze boi. Podczas kilkugodzinnej wizyty u babci dowiedzialm się, jak moja mama bardzo kocha wnuki "bo zawsze o nich opowiada", a najwiecej o najmlodszej. Odpowiedziałam że w ostatnią niedzielę jak złożyła nam wizytę z okazji urodzin wnuczki, zapytała o pieluche najmłodszej, tymczasem ona już przed Bożym Narodzeniem przestała ich potrzebować. Wiec nie wiem co moze opowiadać. Ale wizja siebie pomagajacej nam przy dzieciach rozciąga się szeroko. Dowiedzialam sie takze, że ktoś tam "nie tak jak Ty, co robi remonty co rok". To byla oczywiscie usczypliwosc i zarzut. To kolejna wizja mojej mamy: ja zamiast oszczędzać wydaje pieniądze i wszystko kupuje drogie oraz chce mieć na juz. Jest to wizja nieprawdziwa. Ale kilka lat temu kupilsmy stary dom, nie mielismy pieniedzy, zeby zrobic generalny remont, wiec robimy po trochu. Odmalowanie dzieciecego pokoju po 6 latach jest zdaniem mojej mamy zbytkiem. Mam w nosie co ona o tym mysli, ale to, że potrafi przekonać do siebie rodzine, że sa negatywnie do mnie nastawieni, że rozmawia o mnie, a nie ze mną... Że może powinnam zacząć udowadniać, ze nie jestem wielbladem. Nie wiem co jeszcze gada na mnie. Jak byłam teraz w tym szpitalu z ciocia, to tylko do cioci dzwoniła pytać o babcię, do mnie nie.
moja relacja z rodziną rozluznila się ostatnio, bo mieszkam daleko, w ciągu 6 lat urodziłam troje dzieci, więc ani na odwiedziny ani na telefony nie miałam specjalnie czasu ( mama mieszka też daleko, ale trochę bliżej niż ja). Zresztą mama w tym też chciała pośredniczyc: to ja powiem babci, to ja zadzwonię. Wszytko z odpowiednim komentarzem.
Mąż radzi się nie przejmować, pokazywać jak jest naprawde, no ale miło by było mieć fajna mamę, a nie taka co na mnie gada i wszystkich mną straszy. Tata nie ma liczacego sie głosu bo jest zaliczony do tej samej kategorii co ja. Czasem podobno broni mnie kuzyn. Wiem od kuzynki.