Dodaj do ulubionych

A moje życie wygląda tak:

18.03.18, 12:08
Odbyłam dziś z mężem dużą awanturę.
Mąż twierdzi, że go nie akceptuję, dołuję, wbijam szpile i gnębię. A on chce i chciał dla nas wszystkich tylko dobrze i robił co mógł by nas wspierać. Ja widzę tylko czubek własnego nosa i nie umiem docenić tych wszystkich pozytywnych cech które w sobie ma.
Ale do rzeczy:
Poszło o codzienność.
Ja w 100% ogarniam pranie i to co z nim związane, wywiadówki, lekarzy dzieci (4,5 i 8 lat) sprawy formale i urzędowe. Sprzątanie wieczorne mieszkania głównie z mojej inicjatywy. Weekendowe sprzątanie tylko ja, okna tylko ja. Śmieci tylko ja. Samochód i wszystko co z nim związane - tylko ja. Wyjazdy weekendowe ogarniam ja. Mąż rzadko chce gdziekolwiek jeździć (jest introwertykiem, nie lubi Polaków, jest obcokrajowcem). Sprzątam kuchnię, zmieniam pościel, ścielę łóżka, wstaję rano do dzieci.
Nieco rzadziej robię zakupy i średnio 3 dni w tyg gotuję.
Tylko ja pracuję zawodowo.

Mąż - zaprowadza dzieci z i do szkoły. Jest z nimi w domu do czasu kiedy wrócę z pracy. W większości robi zakupy, często gotuje. Czasem coś tam w domu ogarnie. Moim zdaniem nie jest to ani systematyczne ani kompleksowe. Teraz wziął się z 3 już biznes. Oczekuje ode mnie wsparcia, a ja: "nawet jak kilka dni jestem wspierająca emocjonalnie to i tak za parę dni mu dowalę jakimś tekstem."

Doszłam do wniosku, ze ma facet rację. Mimo wielkiej miłości i zapatrzenia w niego nigdy w 100% go nie akceptowałam. Zawsze drażnił mnie jego syf i brak chęci życia w schludnym miejscu. Irytował brak aktywności zawodowej oraz towarzyskiej, wycofanie. Zupełnie się nie połapałam, kiedy miał depresję po przyjeżdzie do Polski.
Chciałabym by po położeniu dzieci spać, zamiast siadać na kanapie z komórką zajął się sprzątaniem kuchni, kociej kuwety itp. Nie chcę więcej słyszeć , że 21 to za późno i że jest zmęczony. Nie chcę być animatorką życia rodzinnego ani public speaker. A takie role pełnię, bo mąż się usuwa z życia towarzyskiego i konfrontacji z Polakami, których nie lubi.
Jestem rozgoryczona, bo byłam w nim bardzo zakochana. Stąd próby akceptacji tych wszelkich niedogodności, o których mowa powyżej.
Teraz wiem, że nie jestem w stanie i nie chcę mieszkać w nieładzie, ani nosić spodni w rodzinie. I wybucham.
On też ma do mnie, żal że go nie ostrzegłam, że Polska to taki zapyziały kraj przed przyjazdem.

Oczywiście wiele razy nosiłam się z zamiarem odejścia. Teraz także, ale to co mnie powstrzymuje to:
- sama jestem z popapranej rodziny. Nie mam gwarancji, że kolejny partner będzie lepszy, jeśli w ogóle jakiś będzie
- to co mówi o moim zachowaniu mąż, to to samo co czułam w domu rodzinnym ze strony mojej mamy (Różnica tylko taka, że ja wypełniałam społeczne role i oczekiwania wobec nastolatki/młodego dorosłego, a mój mąż w małym stopniu)
- waham się, bo jeśli go zostawię to będę miała poczucie, że wystawiłam "stary mebel na śmietnik"

W zasadzie nie wiem czego od Was oczekuję, chyba bardziej chciałam to wszystko z siebie wyrzucić. Ale jeśli macie jakieś konstruktywne wnioski to chętnie przeczytam.
P.S. Oboje jesteśmy po osobnych terapiach.
Obserwuj wątek
    • verdana Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 13:39
      Mam smutne wrażenie kompletnego niedobrania i kompletnie rozjeżdżających sie priorytetów. Masz bardzo wiele racji, bo ogarniasz wszystko w domu, pracujesz. Mąż też ma wiele racji, bo uważasz, ze nie pracuje - choć "wziął sie za biznes", co jednak jest pracą. Może nieudolnie się wziął, ale trudno powiedzieć, że nie pracuje.
      Masz rację, ze nie uczestniczy w sprzątaniu, ale racje ma także mąż, który uważa, ze ma prawo wieczorem usiąść na kanapie i odpocząć i woli to , niz mieszkanie na błysk i zasuwanie na okrągło. Szczerze? Uwazam, ze tu akurat mąż ma rację. Chcesz sprzątać wieczorami, to to rób, ale uznanie, że nawet wieczorem nie ma czasu na spokój i odpoczynek moze zabić kazdy związek.
      Masz rację, ze denerwujące jest organizowanie wszystkich wyjść i racje ma mąż, który nie znosząc towarzystwa ich nie organizuje.
      Mąż nie widzi, że jesteś zapracowana i masz dosyć. Ty nie widzisz, że mąż ma depresję.
      Konstruktywny wniosek jest taki. Albo zaakceptujesz, że macie zupełnie różne style życia i żaden z nich nie jest jedynie słuszny i że nie dla wszystkich priorytetem musi sprzątanie, a nie relaks i życie towarzyskie, a nie domatorstwo - to nie ma szans na kontynuację. Szkoda Waszych nerwów.
      Po drugie - jeśli nie chcesz "nosić spodni" to ich nie noś - tylko podejrzewam, że tak będzie w każdym związku, bo uważasz, ze partner powinien dostosować sie do Twoich priorytetów. Wątpię, czy kolejny facet będzie sprzątał ochoczo po 21...
      Nie mówię, ze nie masz w dużym stopniu racji. Masz. Rzeczywiście robisz w domu nieproporcjonalnie dużo. Tylko w zamian wymagasz podporządkowania. Bo jesteś wbita w rolę "wzorowej pani domu" i wypełnianie tej roli staje sie dla Ciebie ważniejsze, niż ludzie w tym domu. Moim zdaniem pierwszym krokiem będzie nie tyle zdyscyplinowanie męża, co jednak próba odpuszczenia sobie.


      • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 14:07
        Małe sprostowanie: absolutnie nie jestem wbita w rolę perfekcyjnej pani domu. Ani ja ani dom, w którym mieszkam nie jest pedantyczny. Chodzi o to, że pewien stopień ogarnięcia domu jest dla mnie ważny. Jeśli ja o tej 21 nie ujmyję naczyń to będą leżeć, dzień dwa, cztery. Jeśli nie zadbam o mycie podľug raz w tyg to bedą nie myte przez dwa trzy tygodnie. I efekt jest taki że żyjemy w syfie. Żyłam w syfie 10lat i nie odnajduję się w tym. Daleko mi do sterylnych standardów na codzień.
        • yoma Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 14:38
          Jesteś pewna? To przeczytaj własny post jeszcze raz z wyjątkiem ostatniego zdania.

          A teraz zamień to

          >Chciałabym by po położeniu dzieci spać, zamiast siadać na kanapie z komórką zajął się sprzątaniem kuchni, kociej kuwety itp. Nie chcę więcej słyszeć , że 21 to za późno i że jest zmęczony. 

          na

          >Chciałabym by po położeniu dzieci spać, zamiast siadać na kanapie z komórką zajął się przyciągnięciem mnie do tej kanapy, pomruczeniem mi do ucha itp. Nie chcę więcej słyszeć , że 21 to za późno i że jest zmęczony. 

          Jest różnica?
          • azja001 Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 15:04
            Masz 3 dzieci z facetem, który ma organiczną niechęć do pracy, ludzi i jakiejkolwiek aktywności, dopiero teraz to zauważyłaś czy już chociaż po 2 porodzie coś zaczęło świtać. Ciężka sprawa,albo akceptacja bo faceta nie zmienisz albo rozstanie
            • milva24 Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 06:56
              Dzieci chyba dwójka jest
              ..
    • enith Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 15:05
      Nie znam nikogo, kto uwielbiałby sprzątać, ale mając trójkę dzieci i zwierzęta domowe nie można tak po prostu nie ogarniać chałupy. Mam cztery koty i wiem, jak niesprzątany przez dwa tygodnie dom wygląda. Wszędzie kurz, kłaki, koci żwirek, do tego igliwie wnoszone na obuwiu do domu. Po prostu syf. Choć więc nienawidzę sprzątać, robię to, żeby nie mieszkać w chlewie.
      Jeśli mąż zostawia ci prawie cały dom do ogarnięcia to: albo ogarniasz sama i się frustrujesz albo nie ogarniasz i mieszkacie w syfie albo zatrudniasz kogoś do sprzątania, żeby cię odciążył. Przy czym uważam, że to ogólne nieogarnianie życia rodzinnego przez męża, to wyraz jego niedostosowania do życia na obczyźnie. Mąż w Polsce się nigdy nie odnalazł i stąd wasze problemy. Jako imigrantka wiem doskonale, jak ważne jest posiadanie przyjaciół, hobby, pracy zawodowej czy innego zajęcia, które zmuszą nas do wychodzenia z domu. Twój mąż nie pracuje, nie ma przyjaciół, nie ma życia poza domowym. Do tego nienawidzi Polski i Polaków i ma do ciebie pretensje, że go nie ostrzegłaś(!!!), jak źle mu tu będzie. Słabo widzę możliwość zaktywizowania społeczno-zawodowego kogoś z takim nastawieniem. Po prostu wasze zamieszkanie w Polsce to był błąd, który teraz się z całą mocą mści.
      • niki_kis Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 15:44
        Jakiej narodowości jest mąż i jakie on ma wzorce rodzinne roli mężczyzny/kobiety żony/matki w domu?
        • niki_kis Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 15:45
          Bo mąż może zamieszkanie w Polsce traktuje jak wymówkę. Mało to polskich męskich flejów co ogarnianiem domu się nie kalają?
          • niki_kis Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 15:46
            Natomiast faktycznie może źle się tu czuje, z tym że znowu nie wiemy, czy źle się czuje z powodu zmiany kraju czy z powodu różnic w podejściu do życia z żoną.
            • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 18:26
              Mieszkamy w Polsce już 12 lat... było kilka prób wyjechania stąd, mąż wetował ostatecznie wyjazd. Powodów miał wiele.
              • szpil1 Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 19:44
                akn82 napisał(a):

                > Mieszkamy w Polsce już 12 lat... było kilka prób wyjechania stąd, mąż wetował o
                > statecznie wyjazd. Powodów miał wiele.

                Czyli co? Jednak mieszkanie w Polsce między Polakami nie jest przyczyną wszelkiego zła? Bo gdyby tak było a on chciałby naprawdę swoje życie zmienić to by się stąd zabierał ze spiewem na ustach? Może to jednak tylko próba obwinienia innych za własne niepowodzenia i usprawiedliwianie lenistwa i wygodnictwa?
                • edw-ina Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 10:23
                  A skoro był w depresji, to może mu wraca i paraliżuje?
                  • mapt Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 15:49
                    To może nich idzie po leki a nie siedzi w brudnym domu twierdząc że to żony wona? Pan miał już depresję więc wie czym się to je.
                    Nie dobrali się z autorką i bardzo możliwe, że na siebie źle działają. Nadwrażliwy na swoim punkcie pan który nic z sobą nie robi zapewne jest zmęczony wymagającą żoną. I może czuć się zaszczuty, jeśli chce leżeć i nic nie robić kolejne 10 lat a ta zła żona "wymusza" na nim sprzątanie i marzy jej się by czasem kasę zarobił... dziwne żeby nie marzyła o normalności dla dzieci a nie wiecznej obsłudze pana z fochem.
                    Może niech pan wraca do swojego kraju, jeśli tu mu tak źle, tam na miejscu poszuka pracy wśród swojego miłego narodu, zorganizuje się tak jak chce bez nadzoru żony i jej połajanek a na start też z luzem od zajmowania się dziećmi. Jak się ogarnie to mogą rozważać w którym miejscu chcą mieszkać, i czy razem, i jak opiekę nad dziećmi podzielić.
                    Trzymanie pana w Polsce na siłę, jeśli on uważa, że to Polska jest jego powodem do dołów - to czyste okrucieństwo. Należy pana wysłać z powrotem do jego kraju. Niech odzyska swój vigor życiowy i pokaże jak jest przedsiębiorczy w innym otoczeniu. Wtedy też będzie lepszym wzorem dla dzieci.
                    Oczywiście jest duża doza prawdopodobieństwa, że pan się do swojej ojczyzny wysłać nie da, a jeśli pojedzie to tam zalegnie na kolejnej kanapie i powie, że to też wina żony.
                    Natomiast nie trzymałabym w domu pana, który twierdzi ze to ja go dołuję, że otoczenie tego kraju go dołuje, że w życiu mu nie wychodzi przez to że jest tu i ze mną i tak od kilkunastu lat. Takiemu panu daję WOLNOŚĆ. Nawet nie musi być od razu wolność formalna, byle miał ją w świadomości i poniósł konsekwencje rezygnacji z tego, co za złe uważa.

                    Autorka nie powinna się z panem kłócić bo nie ma o co się kłócić. Różnicy w podejściu do życia się zmienić nie da. A facet też człowiekiem jest. Tak samo uwikłanym w ten związek jak autorka.
                    Więc zaproponować jego wyjazd do jego ojczyzny by się tutaj nie męczył i nie staczał jeszcze bardziej, niech tam robi karierę i się odnajduje w życiu, a wtedy można myśleć o tym czy się chce mieszkać z nim razem w nowym miejscu czy nie.
                    Po co trzymać na stanie chłopa który uważa że jego problemy to twoja wina, a ciebie samą on wkurza niezmiernie?
                    • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 19:44
                      No przede wszystkim po to, że on wrócić nie chce. Nie wyjedzie też tymczasowo, bo to w jego mniemaniu będzie zostawienie dzieci.
        • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 18:24
          Mąż jest kraju anglosaskiego. Wzór rodzinny ma niestety bardzo podobny do naszego obecnego. Ojciec z boku, nie pracujący zawodowo. Mama aktywna.
      • verdana Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 16:08
        U mnie są kocie kłaki oraz syf, za to jesteśmy 35 lat po ślubie. Nie, nie twierdzę, że kocie kłaki sa OK, ale jeśli mam do wyboru porządek, albo kontakty z rodziną, wybieram kontakty.
        I nie sądzę, aby z tą polską to był największy problem - przecież facet jakoś rozkręca biznesy. Może być zwyczajnie nietowarzyski i tyle.
        • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 18:49
          On nie chce pracować zawodowo dla kogoś. Nie, i nie i już. Dwie przednie firmy poniosły fiasko. W Polsce nie pracował nigdy, od 12 lat tu jesteśmy. Próbuje zrobić na rodzinę pracując u siebie. Jeśli macie ochotę, to można przejrzeć historię moich wątków. Pisałam tu kilka lat temu. Ze 4, może 3?
          • niki_kis Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 00:01
            eee... wzięłaś sobie trutnia na głowę który jeszcze za swoje lenistwo ciebie chce winą obciążyć :)
        • koronka2012 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 00:10
          verdana napisała:

          > jeśli mam do wyboru porządek, albo kontakty z rodziną, wybieram kontakty.

          Najmocniej przepraszam, ale to nie jest sytuacja z gatunku "albo-albo".
          W znakomitej większości rodzin te zadania po prostu się godzi, mając zarówno kontakty z rodziną i brak latających kocich kłaków, naprawdę nie jest to jakiś nadmierny wysiłek a minimum. Szczególnie, że pan dysponuje czasem, to i tak większość domowych obowiązków spoczywa na autorce, i trudno żeby tę sytuację znosiła latami z pieśnią na ustach.

          Do tego zdaje się, że, w jego przypadku "kontakty rodzinne" to zabawa komórką na kanapie, podczas gdy żona ogarnia to, czego jemu nie chciało się zrobić w ciągu dnia.

          Mieszkanie w Polsce wydaje się wygodną wymówką, szczególnie że pan sam torpedował plany wyjazdu - cóż, na swoim gruncie straciłby komfort wypięcia się na większość spraw.
          • verdana Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 15:09
            Nigdy mi się nie udało pogodzić. To znaczy mogłabym, ale kosztem własnie odpoczynku po 21. To wybieram odpoczynek.
            • triss_merigold6 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 15:23
              Z powodu niewydolności męża i nieumiejętności wdrożenia dzieci do utrzymywania porządku?
              Pan bezrobotny tj. mąż autorki wątku ma oceany czasu na sprzątanie czy inna prozę życia.
    • niki_kis Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 15:48
      W jaki sposób mąż zamierza w Polsce prowadzić biznes jeśli nie znosi Polaków i unika kontaktów z Polakami?
      • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 18:28
        Zajął sie rękodziełem. Nauczył się pewnej techniki od podstaw. Teraz tworzy asortyment i będzie szukał pierwszych klientów. Ładne mu te rzeczy wychodzą, trzeba przyznać.
        • yoma Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 19:16
          A teraz sobie wyobraź, że pojechałaś za mężem do Jemenu, siedzisz w domu, haftujesz krzyżykami, a mąż o 9 tupie ci nad głową, że kuchnia nieposprzątana.
          • koronka2012 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 00:20
            yoma napisała:

            > A teraz sobie wyobraź, że pojechałaś za mężem do Jemenu, siedzisz w domu, haftu
            > jesz krzyżykami, a mąż o 9 tupie ci nad głową, że kuchnia nieposprzątana.

            No wiesz, jak ktoś "siedzi w domu" to może posprzątać wcześniej, a nie czekać do 9 wieczorem w syfie, nieprawdaż? to dość oczywisty pomysł, nie wymagający rewolucji w myśleniu. Jak się ma kota, to trzeba sprzątać kuwetę, bo śmierdzi. Proste.

            Szanse na utrzymanie rodziny z haftu krzyżykowego są dość nikłe. Szczerze mówiąc - podobnie jak biznes z rękodziełem, nawet ładnym - to nie jest produkcja masowa i zbyt też nie jest masowy. Rozsądniej to traktować w kategoriach hobby.

            Podział obowiązków w rodzinie może być różny, ale zdrowo jest jeśli jest w miarę symetryczny. Tu tej symetrii nie ma i nigdy nie było. Odzywa się zmęczenie materiału i trudno żeby było inaczej. Czym pan jest znowu taki zmęczony, skoro niemal nic nie robi?
            • yoma Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 08:30
              Można posprzątać i ja wcale nie twierdzę, że facet jest kryształowy. Twierdzę, że ja tu nie widzę rodziny, tylko dwoje współlokatorów w mieszkaniu studenckim i to raczej z ogłoszenia niż z przyjaźni. Jedno siedzi i haftuje krzyżykami, a drugie nawet nie spyta, co tu właściwie jest grane?

              Zero jakiegoś ciepła, empatii, czegokolwiek, vo cechuje zdrowy związek.
              • mapt Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 10:20
                Ty naprawdę myślisz, że autorka przez 12 lat nie zapytała o co temu chłopu chodzi i dopiero dziś awanturę zrobiła??
                • yoma Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 10:30
                  W pewnym sensie tak. Bo skoro po 12 latach on nadal siedzi, a ona tupie, to na samym początku czegoś tu mocno zabrakło. Nie wiem czego, brak danych. Elementarnego współczucia, empatii, sympatii?
                  • edw-ina Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 10:47
                    Yoma, związku zabrakło, związku. Byli bardzo młodzi, zakochani w sobie ludzie, nie widzący nic poza swoim zakochaniem. A skoro nic poza tym nie widzieli, to nie było czego tworzyć, jak budować wspólnotę. I ci młodzi zakochani ludzie podjęli wielkie decyzje: przeprowadzka do innego, nieznanego kraju (naprawdę Polska to nie Eldorado), rodzina, dzieci. Jeśli jeszcze mieli jakieś zaszłości rodzinne, nieprzepracowane sprawy z własnych rodzin, to mamy bum.
                    A wszystkim paniom, które tak krzyczą o trutniu, chciałam powiedzieć, że gdyby to żona się żaliła, że ona właśnie kolejny interes próbuje rozkręcić, że się nauczyła czegoś wyjątkowego, ale mąż się na nią obraża, bo podłogi nie umyte, to byście tego męża zadźgały wirtualnie.
                    W ogóle czytając forum mam wrażenie, że czytam książki Fransa de Waala opowiadające o życiu w społecznościach naczelnych.
                    • triss_merigold6 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 10:54
                      Chyba żartujesz. Gościu nie robi od lat, w domu też nie robi i jeszcze do tego oczekuje, że żona będzie go pocieszać. Paradne.
                      • yoma Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 11:01
                        Dlatego prosiłam, żeby sobie wyobraziła, jak jedzie do Jemenu 12 lat temu.
                    • yoma Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 11:02
                      Coś w tym jest :)
                    • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 11:03
                      Zgadza się. Tak było.
                      Tylko mnie się wydaje, że można i biznes rozkręcać i dom ogarnąć (nie szorować, a ogładzić). Mnie się udaje, raz lepiej raz gorzej. (tak, czasem leży stos naczyń dwa dni i żyję z tym).
                      Nie wiem czy wirtualnie zadźgałabym męża w analogicznej sytuacji. Raczej liczyłabym, że poza regularną pracą, będzie ta żona rozkęcała swoją pasję, w kierunku sprzedażowym. I może z czasem w kierunku samodzielnego biznesu.
                      Co do pytania o mój pobyt w Jemenie to jeśli bym uznała, że tamten kraj mi nie odpowiada wniskowałabym o powrót, tam skąd przyszłam. Jesteśmy w takiej sytuacji, że moja choć bardzo przyzwoita pensja zaczyna nie wystarczać. Poza tym, dlaczego mam nie jeździć z dziećmi na narty czy w góry? Dlaczego mam im nie kupić czegoś fajnego. Ja jeżdżę z nimi w różne miejsca, za moje pieniądze i kosztem mojego czasu wolnego. Moim marzeniem jest zostać samej w domu na weekend. Tak by mąż ich gdzieś zabrał. Ale on odmawia.
                      Ja się cieszę, że sobie znalazł coś do roboty. Tylko serio nie wiem jak długo mam czekać na jego wypłatę i przychody? Nowy biznes to ze dwa lata się rozkręca, albo i dłużej. Edw-ino poważnie pytam jak długo mam czekać? Mąż ma bardzo dużą blokadę, przed pracą na etacie. Nie wiem o co chodzi, jego argumenty są dla mnie nie zrozumiałe. Najczęściej powtarza, że nie będzie pracował w korpo w boksie. Ale innych możliwości nie przyjmuje do wiadomości.
                      • triss_merigold6 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 11:14
                        Cudownie, nie ma pracy dla ludzi z jego wykształceniem. :P
                        Weź go wywal zanim dzieci zaczną uznawać jego zachowanie za normalne u dorosłego mężczyzny, męża i ojca.
                      • yoma Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 11:14
                        >Moim marzeniem jest zostać samej w domu na weekend. Tak by mąż ich gdzieś zabrał. Ale on odmawia. 

                        Bogowie, co za banda kompletnie obcych ludzi... To sama wyjedź i niech sobie radzą. Zawsze mówię, że nie masz jak podróż na duszne rozterki.

                        Dlaczego ty się teraz za to wzięłaś, a nie 10 lat temu? Jak wyście te dzieci robili, na odległość?

                        W ramach ratowania małżeństwa przed ostatecznym kopem przywal ty temu chłopu w łeb czymś ciężkim, a jak oprzytomnieje, to niech deklaruje. Z domu nie wyjdzie, bo nie lubi Polaków; do kraju nie wróci, bo? I co wobec tego? W korpo pracował nie będzie, haftem rodziny nie utrzyma. Jakie ma propozycje wobec tego?

                        A nie, to zabierasz dzieciaki, wyjeżdżasz na miesiąc i niech sobie radzi. Tylko musisz być gotowa to zrobić.
                        • szpil1 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 17:48
                          yoma napisała:

                          > >Moim marzeniem jest zostać samej w domu na weekend. Tak by mąż ich gdzieś
                          > zabrał. Ale on odmawia. 
                          >
                          > Bogowie, co za banda kompletnie obcych ludzi... To sama wyjedź i niech sobie ra
                          > dzą.

                          Yoma, a ja myślę, że to nie chodzi o wyjazd, a właśnie o to, by zostać we własnym domu. Samemu, by nikt nie przeszkadzał i niczego nie chciał przez jeden jedyny dzień, aby można było snuć się w piżamie i robić to co się chce. To zupełnie nie to samo co wyjazd samemu w inne miejsce. I podejrzewam, że gdyby autorka wyjechała bez dzieci to albo miałaby telefony co pół godziny, bo pan mąż sobie nie radzi albo wróciłaby do kompletnie zasfionego domu, bo pan mąż zdołowany wyjazdem żony tm bardziej nie miałby sił aby cokolwiek robić.
                          • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 19:47
                            Nie raz wyjezdzalam. Mąż sobie z dziećmi radzi, nakarmi i ogarnie. Ale mieszkanie wygląda jak po bitwie. Choć to akurat częsty obrazek. Nie mam żadnych obaw zostawić dzieci z mężem, na kilka dni.
                            • triss_merigold6 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 19:55
                              Pozwól, że zapytam, bo dziwnie beznamiętnie i bezosobowo piszesz.
                              Czy masz jakieś zaburzenie neurologiczne lub upośledzenie, które nakazuje Ci spokojne podejście do faktu, że masz na karku bezrobotnego od kilkunastu lat faceta? Chyba zdajesz sobie sprawę z tego, że jeśli typ nie wypracuje emerytury, to na karku będą go miały Twoje dzieci. Rozumiesz, tatuś nierób w niedostatku więc dzieci zostaną zmuszone do alimentowania dziada. Taki im posag fundujesz.
                              • verdana Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 20:29
                                Hm, dokładnie taki sam, jak tam, gdzie matka nie pracuje, a facet zarabia. Tylko wtedy jakoś oburzenie jest mniejsze. Choć problem dokładnie taki sam.
                                • triss_merigold6 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 20:37
                                  A nienie. Nie znam przypadku, żeby pracujący na rodzinę pan musiał skarżyć się na syf w domu i panią zalegającą na kanapie, bezrobotne kobiety zwykle starają się być przynajmniej użyteczne domowo.

                                  Pani żona ma prawo do emerytury po mężu i jako ta wdowa dysponuje własnym dochodem. Tu jeśli autorka męża zostawi, to on bez praw emerytalnych będzie zwisał na dzieciach. Jeśli go nie zostawi - będzie zwisał na niej.
                                  • verdana Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 11:03
                                    To mało widziałaś. Jak najbardziej znam kobiety, które nie robią niemal nic. I one nie sa "bezrobotne", bo bezrobocie zakłada szukanie pracy. One są Paniami Domu. Wdowiec też ma prawo do emerytury po żonie, o ile wiem.
                          • yoma Re: A moje życie wygląda tak: 21.03.18, 13:22
                            Owszem, byłoby fajnie, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Snuć się w piżamie można i po pensjonacie, telefon wyłączyć, a odległość zawsze - zawsze! - wpływa na poukładanie sobie w głowie.

                            Zresztą co broni autorce posnuć się w niedzielę po domu? Dzieci chyba na tyle duże, że można im powiedzieć: Dzieci, biorę dziś urlop, ze wszelkimi sprawami do taty proszę?
                      • edw-ina Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 11:57
                        Ja bym najpierw sprawdziła co z tą jego depresją, bo jeśli się ciągnie, to on nic kompletnie nie jest w stanie zrobić. Każdy epizod depresji wybija mnie z życia na minimum pół roku. Pół roku, kiedy nie jestem w stanie pracować, nie jestem w stanie zrobić obiadu, nie jestem w stanie praktycznie niczego zrobić. Chociaż jestem dobra w tym, co robię, chociaż mam przyjaciół i męża, który świetnie rozpoznaje symptomy, wie dokładnie co się dzieje i jest w stałym kontakcie z moim lekarzem, to moje poczucie wartości własnej tak spada, że boję się porozmawiać z moją szefową, boję się powiedzieć M, że jedynym, co danego dnia udało mi się zrobić, było pościelenie łóżka. Jest mi tak źle i tak wstyd przez swoją niemoc, że gubię się, choć mam wokół ludzi bardzo przychylnych. Bo i moja szefowa zna dobrze sprawę i reaguje natychmiast ściągając ze mnie wszystkie problematyczne kwestie i mój mąż wie, co powinien robić, mimo to nie daję sobie rady. I myślę, że ten brak decyzyjności twojego męża, chęć chowania się (introwertyzm to świetna wymówka, też jej używam), ciągłe zmęczenie, brak energii mogą być spowodowane chorobą. Zamiast się wkurzać znajdź mu lekarza i porozmawiaj też z tym lekarzem. Trzaskać drzwiami i wystawiać mu walizki za drzwi możesz, kiedy dowiesz się, że to jednak nie depresja. Bo jak zrobisz to teraz, a moim zdaniem może chorować, to będziesz miała na sumieniu ojca swoich dzieci.
                        • triss_merigold6 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 12:02
                          Depresja = cudowna wymówka, żeby uprawiać totalne lenistwo od dekady, naklepać dzieci i leżeć brzuchem do góry w oczekiwaniu na obsługę.
                          • edw-ina Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 12:06
                            Ale ty zimnym człowiekiem jesteś
                            • triss_merigold6 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 12:18
                              O, jasne. Bo nie pochylam się ze współczuciem nad nieudacznikiem, którego uroił się własny biznes więc żadna inna praca zarobkowa nie wchodzi w grę. Jakoś bardziej identyfikuję się z żoną i matką dzieci, która musi utrzymać rodzinę bez wsparcia ze strony wygodnego lesera, który w dodatku wywołuje w niej poczucie winy. Jak można dzieciom zafundowac tak parszywy wzorzec mężczyzny, to dla mnie kompletnie niezrozumiałe.
                              • edw-ina Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 12:28
                                Mówiłam, że Frans de Waal i życie wśród naczelnych, wypisz - wymaluj
                                • yoma Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 14:27
                                  Jeśli się nie mylę, szympanse mają haremy :P
                                  • edw-ina Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 14:34
                                    :D Częściej goryle, im większy dymorfizm płciowy, tym częściej na najsilniejszego samca przypada więcej samic. Ale ja akurat o wspólnocie samic bardziej.
                                    • yoma Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 16:21
                                      Dzięki za info, przyznam, że dawno nie odświeżałam obyczajów naczelnych. Real wystarczy :)
                                  • amb25 Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 10:28
                                    Oprocz bonobo. One preferuja seks bez zobowiazan, kotry czesto inicjuje samica, bardziej aktywna seksualnie od samcow :)
                                    A co do watku to przychodzi mi do glowy taka luzna uwaga (tez meiszkam za granica) ze b. czesto mezczyzni z krajow "zachodu" maja wyobrazenie, ze kobieta z krajow "wschodu" ma w domu wszystko robic (sparzatac, prac, gotowaci itp.). Bo miejscowa b. czesto by sobie na to nie pozwolila albo by zmienila faceta, jesli by jej nie odpowiadal.
                                    • edw-ina Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 11:58
                                      O tak! Ale Bonobo, co ciekawe, żyją też w społeczeństwach matriarchalnych. Tam samice migrują do innych grup, a samce zostają przy mamusiach :D
                                      • yoma Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 12:23
                                        hihihi :) W końcu 99% genów mamy wspólnych albo jakoś tak.

                                        Indonezyjczycy wierzą, że orangutan też człowiek, tylko na tyle mądry, żeby udawać nieczłowieka. Żeby go nie zapędzili do roboty :)
                                    • yoma Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 12:27
                                      Miałam kumpla Polaka, który poszukiwał żony Ukrainki dokładnie w tym celu. Zdaje się, że żyją długo i szczęśliwie.

                                      Mówię "zdaje się", bo któregoś pięknego dnia zadzwonił do mnie i konspiracyjnym szeptem rzekł, że jest mu bardzo przykro, ale już nie będzie moim kumplem, bo się żeni, a narzeczona nie toleruje kontaktów z innymi kobietami :)
                                      • edw-ina Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 12:33
                                        A wiesz, że miałam niedawno podobną sytuację? Tj. kolega, nota bene mieszkający na innej półkuli w tzw. Big Apple, napisał mi, że musi zerwać albo ukryć nasze kontakty, bo jego dziewczyna jest zazdrosna... Hmm..., znamy się od x lat, swego czasu wyciągnęłam go z niezłego bagna, mieszkamy tak daleko i nie po drodze, że ostatni raz widzieliśmy się dekadę temu, a kontaktowaliśmy się średnio raz na miesiąc-dwa. Jak mi szczęka wróciła na miejsce to poprosiłam o usunięcie mnie z kontaktów, skoro nie ma tyle charakteru, by wyjaśnić dziewczynie, że nie usuwa się ze swojego życia sprawdzonych ludzi przez zazdrość. Naprawdę nie rozumiem sytuacji.
                                        • yoma Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 12:54
                                          Jego wybór. Ten mój kumpel może się faktycznie i zakochał, wtedy wybór staje się prosty. Co zresztą nie przeszkodziło kumplowi zadzwonić do mnie po latach, kiedy szukał pracy. W porządku. Ot oboje przesunęliśmy sobie siebie w kontaktach z kategorii "kumpel" do kategorii "znajomy".

                                          W tzw. międzyczasie zaprosiłam ich zresztą na swój ślub. Przyszli oboje. Widocznie jako wychodząca za mąż stałam się niegroźna :)

                                          Ten kumpel jest zresztą ciekawym przypadkiem dla obyczajów naczelnych, a to: on od zawsze miał nie to, że dwie lewe ręce, ale chyba pięćdziesiąt. On nie to, że wodę na herbatę przypala, on przypala wodę w zimnym czajniku :) a jakby miał wbić gwóźdź w ścianę, toby mu ten gwóźdź wyszedł przeciwległą ścianą. Więc on w domu nie zrobi NIC. Ale zawsze trzymał się tego, że skoro tak, to on zawsze musi móc sobie pozwolić na kogoś, kto mu tę wodę zagotuje i gwóźdź wbije za pieniądze.
                              • yoma Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 14:29
                                Oj tam oj tam, Triss, przecież wiadomo, że faceci to świnie.
                            • szpil1 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 17:54
                              edw-ina napisała:

                              > Ale ty zimnym człowiekiem jesteś
                              >

                              Ja też, bo się zgadzam z Triss. Czy mąż w ogóle się leczy? Nie widzę takiego wpisu autorki.
                              • triss_merigold6 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 18:01
                                Qrde, pewnie facet nie ma żadnej depresji, ani urojonej ani prawdziwej tylko jest wygodnym, śmierdzącym leniem, który przyfarcił w życiu, bo spotkał panią z urazami z dzieciństwa i przedziwnymi ambicjami.
                                • szpil1 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 18:48
                                  Właśnie dlatego pytam. Czy ta depresja faktycznie zdiagnozowana przez lekarza i leczona czy tylko pan tak twierdzi i zdołał żonie wmówić, że choruje?
                              • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 18:54
                                Depresję miał wiele lat temu. Teraz nie wiem czy ma. Nie leczy niczego.
                                • edw-ina Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 20:17
                                  Przyjrzyj się, powinno cię zaniepokoić: problemy ze snem, szczególnie częste wybudzanie się, wybudzanie się bardzo wcześnie rano i poranna lękliwość, panika, chęć ucieczki; odstawienie wszystkiego, co sprawiało mu przyjemność; smutek, nieumiejętność cieszenia się. Ja nie raz byłam przekonana, że jeszcze nie potrzebuję wcale leczenia, że to jeszcze nie nawrót, ale właśnie problemy ze snem plus taka kompletna nieumiejętność cieszenia się z czegokolwiek sprawiały, że M zawoził mnie do lekarza.
    • edw-ina Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 16:55
      Czyli wzięłaś ślub z mężczyzną, który w wielu kwestiach ci nie odpowiada i dziwisz się, że nie zmienił się w księcia z bajki? Wiem czym jest zakochanie, to piękny syndrom potrzeby prokreacji z danym człowiekiem o wyjątkowo kompatybilnych do nas genach. Ale kompatybilność genów nie zawsze jest kompatybilnością życiową. Ty swoje oczekiwania uznajesz za oczywiste i jedyne słuszne. Zmroziło mnie, kiedy to przeczytałam i wyobraziłam sobie siebie, jako kogoś komu partner stoi nad głową i każe sprzątać wieczorem, bo musi być posprzątane. Ja bym to uznała za terror.
      Miałam kiedyś kłótnię z M, który miał w pewnej chwili jazdę na bałagan. U nas skończyło się to tym, że jeżeli mu coś nie odpowiada, to ma pełne prawo choćby o północy wstać i szorować szczoteczką podłogę w łazience, skoro to jemu przeszkadza. Widocznie zmienił nam się poziom tego "przeszkadzania", bo mi przeszkadza coś nieco innego. I dokładnie to samo masz z mężem - jemu przeszkadza coś innego i to nie znaczy, że jest lepszy lub gorszy niż ty. Jest inny. I wiesz, ja też jestem introwertykiem, strasznym. Gdyby M wymuszał na mnie coś, z czym mam problemy, np. regularne kontakty towarzyskie, to bym się zastanawiała, czy on w ogóle związał się ze mną, skoro nie rozumie, że ja tego nie lubię. Ty po prostu nie nadajesz się dla tego konkretnego faceta, a on dla ciebie. Masz niską empatię, pewnie wina domu rodzinnego, bo empatia aby się wytworzyć w odpowiednim czasie (bodajże do 6-7 roku życia może się wytworzyć) musi mieć wzór, na którym może się oprzeć. Nie widzisz, że facet jest kimś innym niż chcesz, żeby był. Nie zobaczyłaś jego depresji, nie bierzesz poprawki na jego samopoczucie związane z przeprowadzką. Naprawdę dla swojego dobra popracuj nad empatią, bo jeśli nie będziesz rozumieć ludzi, oni w końcu przestaną chcieć rozumieć ciebie.
      • abecadlooooo Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 17:18
        Zgadzam się z edw-iną. Może jednak postaraj się jeszcze raz wczuć w skórę męża. Polska odbija mu się czkawką. Dlaczego tak nie lubi Polaków, coś się przytrafiło? Zadecydowały o tym niepowodzenia w pracy? Trzeba gadać i jeszcze raz gadać ze sobą. Najpierw pomyślcie razem, co możecie zrobić, by ten dyskomfort męża w obcym kraju złagodzić, pomyśl dlaczego on wczesnym wieczorem pada na twarz,a dopiero potem pomyśl, czy tak bardzo ważne są te czyste podłogi,a raczej kto i kiedy je myje.
        • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 18:42
          Polaków nie lubi, za wszystkie nasze negatywne cechy narodowe. Głównie za to że jesteśmy chamscy w kontakcie z drugim człowiekiem. Doświadczył tego bardzo przy swojej drugiej działalności, która nie wypaliła I pochłonęła bardzo dużo pieniędzy.

          Na tym etapie mojego życia schludne (nie sterylne) mieszkanie jest dla mnie bardzo ważne.

          Ps. Dzieci mamy dwoje, nie troje.
      • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 18:37
        Depresji nie dostrzegłam, bo nigdy nie miałam z nią do czynienia. Wtedy kiedy to się stało miałam 23 lata. Pracowałam, uczyłam się i pisałam pracę mgr. Mąż nie wiele mówił i komunikował. Nie połapałam się.
        Mąż ma możliwość sprzątania wcześniej, ale tego nie robi. O 21 to taka pora o której ja często wkraczam do akcji, bo nie chcę rano wchodzić do kuchni, gdzie jest zaschnięty obiad z dnia poprzedniego. On nie pada na twarz o tej porze, siedzi nie raz do północy.
        Absolutnie nie jestem zdziwiona że mąż się nie zmienił. On taki był od początku, widziałam o tym. Nie sądziłam że po latach tak trudno będzie mi z tym żyć.
        Ja te wszystkie obowiązki domowe wypełniam, bo próbowałam tego nie robić wiele lat. Ale one nie były przez męża zrobione . Wiem teraz ze nie dam rady v tak żyć, więc sama tę szczoteczką podłogę czyszczę, ale szczęśliwa to nie jestem...
        • abecadlooooo Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 18:59
          Rozumiem.Jak nie wychodzi to nie wychodzi.
          • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 19:33
            Przepraszam, ale nie rozumiem co chcesz powiedzieć.
            • abecadlooooo Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 20:33
              Tylko tyle, że bywa tak, że się nie układa. Widać przejawy, ale ich powodów nie da się usunąć. Bo albo my się do nich nie przyznajemy, albo druga strona. Dużo tu ostatnio o leniwych mężach. A to koszul nie prasuje, nie zmywa, nie gotuje, podłóg nie myje. Jeśli nie robi nic w domu
              , to na pewno nie jest to jedyny problem. Kobiety nie piszą tu, że ich związki szwankują przede wszystkim na płaszczyźnie uczuć. Jest tam szacunek, oddanie, troska, miłość. Gdyby były, byłaby i pomoc i umyte garnki.
    • szpil1 Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 19:40
      A ja się nie zgadzam z wpisami zarzucającymi Ci brak empatii i brak zrozumienia dla męża. Ja to widzę tak: byłaś zakochana i miałaś różowe okulary na oczach, ale teraz dostrzegasz, że coś jest mocno nie tak. Moim zdaniem masz męża obiboka i lesera, i tyle. Nie zarabia na rodzinę, nie robi prawie nic w domu, a na wszystko ma wytłumaczenie, zawsze wszystko jest winą Twoją albo kogoś innego, nigdy jego. Sądzę, ze gdybyście nie mieszkali w Polsce to znalazłaby się inna wymówka, by było jak jest. Sprzątanie - pewnie, ze nie trzeba sprzątać codziennie o 21. Tyle, że jak wynika z opisu mężowi nie będą przeszkadzały gary w zlewie leżące tygodniami, tak samo nie umyte podłogi. Nie wymagasz nie wiadomo czego, po prostu mieszkasz z syfiarzem i brudasem. Ciekawa jestem ile z piszących tu zniosłoby tygodniami nie sprzątane mieszkanie albo zapleśniałe gary w zlewie.
      Ja myślę, ze z tego związku niestety nic nie będzie. On się cudownie nie zmieni, nie zacznie nagle dbać o porządek, więcej pomagać i poczuwać się do odpowiedzialności za rodzinę. A Ty masz wybór - albo się temu podporządkować albo nie.
    • triss_merigold6 Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 20:57
      Czyli od lat masz na utrzymaniu bezrobotnego syfiarza, który jedyne co potrafił to narobić dzieci i pojękiwać.
      Gratuluję.:/
      Chcesz pragmatycznej rady? Wykop go, dostaniesz przynajmniej alimenty z FA, a odejdą Ci koszty utrzymania typa + konieczność wydatkowania cennej energii na poprawianie mu samopoczucia. Dodatkowy plus - dzieci nie będą miały paskudnego wzorca ojca lesera. Do nastepnego partnera się nie spiesz, aczkolwiek trudno mi wyobrazić sobie gorszego.
    • chyba.ze Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 04:39
      Dlaczego robisz to swoim dzieciom i sobie?
      Nie będzie lepiej.
      Pogoń lenia ze swojego życia jeszcze dziś. Zmarnowałaś kilka lat na hodowanie trutnia i ksenofoba który "nie pracuje bo nie lubi Polaków" oraz "dla nikogo nie będzie pracował"- czy Ty widzisz co piszesz? Otwórz oczy kobieto- najwyższy czas!

      • krokodil123 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 06:42
        A jakie wykształcenie ma twój mąż. Ile lat miał jak go poznałasz, jaki jest jego zawód, jaką pracę wykonywał w swoim kraju. Jak długo tam pracował....

        I podobne pytania o jego ojca. W sensie- jego ojcieć miał firme transportową, budowlaną, cukiernie......może mu pomóc radami, doświadczeniem w tym kiernku. Jeżeli ojciec wieczny bezrootny, syn nie ma zawodu, wykształcenia i nic nie umie w dodatku " Niema w Polsce praca taka jak dla niego" sprawa jasna.

        Też ci napiszę to samo jak powyżej- z rękodiełem to kobiety z kółka gospodyń domowych dorabiają sobie do emerytury.
        Z chinskimi wyrobami nie wygrasz- oni to produkują za prawie darmo co sobię zamarzysz. Dla mnie jeżeli facet idzie w tym kierunku zupełnie się oddala z rynku pracy i to go nie interesuje.
        • krokodil123 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 07:08
          I jeszcze jedno. To że w Polsce się odnoszą zle z obcokrajowcami w pracy to jest czysta głupota. Mądry pracodawca ceny sobie rzetelnego pracownika. Jak pracodawca jest idiotą to traktuje i swoich rodaków nieladnie.

          Ciekawie jak w jego kraju traktują ludzi z innych krajach. Ale się nie wdawaj w dyskusje, piszę abyś przejżała że to są wymówki.....wymówki którę trwają 12 lat!
          • mapt Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 10:18
            W Polsce osoba z zagranicy z biegłą znajomością swojego języka i realiów bez problemu znajdzie pracę i to dobrze płatną, jest dużo centrów outsourcingu, są firmy prywatne współpracujące z zagranicą i potrzebujące osób znających tamte realia.. Facet jakiś zaburzony i do tego leń, nic więcej.
            • amb25 Re: A moje życie wygląda tak: 23.03.18, 15:36
              Nie, to nie tak. Sama mialam znajomego amerykanina, ktory szukal pracy po studiach w polsce i dostawa zupelnie polskie pensje na start.
              A u meza autorki watku moze zachodzic b. popularne zjawisko: tzn. nie roadzi sobie w zyciu tak jakby chcial wiec zwala wine to na otoczenie, w tym przypadku na Polakow, kotrych dlatego nie lubi. Przeciez nie przyzna sie, ze biznes ma do niczego bo to znacza przyznanie sie do porazki. A tego nikt nie lubi.
              • enith Re: A moje życie wygląda tak: 23.03.18, 16:26
                > A u meza autorki watku moze zachodzic b. popularne zjawisko: tzn. nie roadzi sobie w zyciu tak jakby chcial wiec zwala wine to na otoczenie, w tym przypadku na Polakow...

                Co więcej, mając realną możliwość relokacji rodziny do swojej ojczyzny, sam osobiście kilka razy storpedował te plany. Bo u siebie nie będzie już miał wymówki w postaci gburowatych Polaków, których teraz bez mrugnięcia okiem wini za swoje życiowe porażki. U siebie musiałby w końcu przyznać, że jedynym winnym tego, jak wygląda jego życie, jest on sam.
            • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 23.03.18, 22:52
              To jest bardzo indywidualne, zależy od branży.
              Ale wyobrażam sobie, że np taki handlowiec to może być cenionym nabytkiem w firmie, która chce wyjść na rynek zagraniczny. Wiele sobie wypobrażam, ale czy będzie mi dane się dowiedzieć jak się sprawy z zarobkami mają? Czas pokaże.
    • eukaliptusy Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 11:13
      akn82 napisał(a):

      > Odbyłam dziś z mężem dużą awanturę.
      > Mąż twierdzi, że go nie akceptuję, dołuję, wbijam szpile i gnębię. A on chce i
      > chciał dla nas wszystkich tylko dobrze i robił co mógł by nas wspierać. Ja widz
      > ę tylko czubek własnego nosa i nie umiem docenić tych wszystkich pozytywnych ce
      > ch które w sobie ma.
      Masz dobry wgląd w różnice miedzy tobą a mężem i stale cechy charakteru, które powodują, ze jesteście niedopasowani. I jak rozumiem oboje odtworzyliscie układ ze swoich domów rodzinnych.

      Ja sie zatrzymałam na powodach dla ktorych jeszcze nie odeszłaś, bo zupełnie nie rozumiem ich logiki, szczególnie w kontekście tego, ze przeszłaś terapię.

      > to co mnie powstrzymuje to:
      > - sama jestem z popapranej rodziny. Nie mam gwarancji, że kolejny partner będzi
      > e lepszy, jeśli w ogóle jakiś będzie
      > - to co mówi o moim zachowaniu mąż, to to samo co czułam w domu rodzinnym ze st
      > rony mojej mamy (Różnica tylko taka, że ja wypełniałam społeczne role i oczekiw
      > ania wobec nastolatki/młodego dorosłego, a mój mąż w małym stopniu)
      > - waham się, bo jeśli go zostawię to będę miała poczucie, że wystawiłam "stary
      > mebel na śmietnik"

      Ostatni powód to litość. Na litości dobrego związku nie zbudujesz. A od litości do pogardy tylko mały krok.

      Poza tym, nie odchodzisz, bo wiesz, (moze dzięki terapi), że powielasz schematy z domu rodzinnego...
      Dobrze, ale co zamierzasz z tym zrobić?
      Piszesz jakbyś była na to skazana. „Tak już zawsze będzie, więc po co cos zmieniać.” Po to jest terapia żeby oderwać sie od schematów. Rozumiałybym, gdybys napisała, że zmiana partnera nie rozwiąże problemów, które sama tworzysz przez swoje podejście do związku, wiec PRACUJESZ nad tym żeby się zmienić. Ale tu nic takiego nie ma. Nic tez o aktualnych uczuciach milosci, czy jakimś planie na przyszłość.

      > P.S. Oboje jesteśmy po osobnych terapiach.

      Ciagle tkwisz w matni i wydajesz się nie mieć planu i narzędzi do zmiany.
      Jak dawno przeszłaś terapie, i czy wydaje ci sie, ze była efektywna?
      • fusun1804 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 13:03
        Terapia, ktora nie przynosi efektów, w ogóle mnie nie dziwi.

        Mam jeszcze pytania do Autorki. Czy mąż ma jakis zawód? Czy kiedykolwiek pracował, w kraju, z którego pochodzi lub w którym sie poznaliście?
      • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 13:06
        eukaliptusy napisał(a):
        I jak rozumiem oboje odtworzyliscie układ
        > ze swoich domów rodzinnych.

        Tak, niestety tak.

        > Ja sie zatrzymałam na powodach dla ktorych jeszcze nie odeszłaś, bo zupełnie n
        > ie rozumiem ich logiki, szczególnie w kontekście tego, ze przeszłaś terapię.

        Miłość, przekonanie, że nie ma ideałów, jego pozytywne cechy - duże zrozumienie dla naszych potrzeb emocjonalnych, wspieranie, w ważnych sytuacjach zawsze mogę na niego liczyć. Mam dużo luzu i mąż darzy mnie zaufaniem, nie jest zaborczy ani zazdrosny, duża doza akceptacji. (choć czasem się zastanawiam czy to miłość czy raczej wyraz braku dużych wymagań?) No i w łóżku też się nam układa.
        Nie chcę też powielać sytuacji z mojego domu rodzinnego. 2 rozwody mojej mamy itp.
        Chciałam zawalczyć o związek, bo wiem że człowiek nie jest jednowymiarowy, a rozwieźć się jest łatwo.

        > Ostatni powód to litość. Na litości dobrego związku nie zbudujesz. A od litości
        > do pogardy tylko mały krok.

        Zapamiętam to sobie. Bo we mnie nie ma nienawiści do męża, tylko jakieś takie rozżalenie, że jest jak jest.

        >
        > Poza tym, nie odchodzisz, bo wiesz, (moze dzięki terapi), że powielasz schematy
        > z domu rodzinnego...
        > Dobrze, ale co zamierzasz z tym zrobić?

        Jak nabrałam podejrzeń, że mąż podejmuje te same decyzje od lat. Jak utwierdziłam sie w przekonaniu, że kręci się w kółko i chyba nie wychodzi za swój schemat to poszukałam lepszej pracy. Z sensownymi zarobkami. Jak poczuję, że stoję finansowo na nogach to pewnie wniosę o separację. Zmienię mieszkanie itp. Najpierw muszę czuć, że jestem w stanie zapewnić sobie i dzieciom byt. Alimenty niech sobie będą, ale nie zamierzam być w sytuacji w której od tego zależy moje być lub nie być w danym miesiącu. Poza tym nie jestem przekonana co do układu, w którym to na mnie będzie spoczywał obowiązek codziennej opieki nad dziećmi z ojcem dochodzącym w weeendy. Ale to już dalsze kwestie.

        Rozumiałybym, gdybys na
        > pisała, że zmiana partnera nie rozwiąże problemów, które sama tworzysz przez sw
        > oje podejście do związku, wiec PRACUJESZ nad tym żeby się zmienić. Ale tu nic t
        > akiego nie ma.

        Pracować można, ale efekty pracy będą widoczne dopiero po wyborze...
        Nie szukam teraz nikogo w zamian za męża. A oczywiście obawiam się, że mogę znów żle ulokować uczucia i decyzję. ale to też odległa przyszłość, taka decyzja.

        Nic tez o aktualnych uczuciach milosci, czy jakimś planie na prz
        > yszłość.

        Ja go kocham no ale co z tego. Cały czas go kochałam i gdzie teraz jestem...?
        Czy on mnie kocha, nie wiem. Mówi, że tak...Myślę, że to bardziej skomplikowane niż sama miłość.
        Nie mamy planów. Wiele lat żyliśmy planami wyjazdowymi, ale do wyjazdu nigdy nie doszło.
        Nie umiem z nim rozmawiać już. Zawsze jak zadaję kluczowe pytania to się obrusza.
        Nie ma dialogu.


        > > P.S. Oboje jesteśmy po osobnych terapiach.
        >
        > Ciagle tkwisz w matni i wydajesz się nie mieć planu i narzędzi do zmiany.
        Moim głównym narzędziem zmiany jest lepsza wypłata.
        Od niedawna ją mam.
        Rozkręcam też własny biznes, na boku. Wieczorami, czasem przed 21.00 a czasem po - jak umyję naczynia....

        > Jak dawno przeszłaś terapie, i czy wydaje ci sie, ze była efektywna?
        Na terapii byłam 5 lat temu. Była efektywna, ale wtedy i wcześniej chciałam być z mężem. Teraz już mi to zwisa.
        • triss_merigold6 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 13:15
          Dlaczego robisz to dzieciom? Co motywuje Cię do przekazywania im tak parszywego wzoru mężczyzny i ojca?
          • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 13:21
            1. Z powodów jak wyżej. z godziny 13.06
            2. bo obawiam się, że "grass is greener on the other field"...
            • triss_merigold6 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 13:29
              1. Piszesz o powodach dla siebie, o dzieciach tam nie ma mowy.
              2. Znaczy, jak się go pozbędziesz to będzie Ci gorzej? Mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę dotychczasowy wieloletni wkład pana w życie rodzinne.
              • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 13:36
                Piszę o sobie, bo to ja podejmuję decyzję. Także za dzieci. I z takich powodów nadal uczestniczą w moich wyborach.
                Mąż miał wkład finansowy w życie rodziny, ze spadku. Nie zarobiony własnoręcznie.

                Kiedyś miał prace studeckie - restauracje, kawiarnie itp. Zawodu nie ma, jest po liceum. (to tak odpowiadając hurtem na pytanie kogoś powyżej).
                • yoma Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 14:26
                  Spadek przejedzony, mąż uciążliwy. No to faktycznie wrobił się facet.
                  • mapt Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 14:44
                    Weź Yoma nie piernicz. Może facet liczy że się autorka przekręci i będzie resztę życia spadek po niej przejadał i nigdy za osobiste zarabianie się nie weźmie? Ale może jeszcze facet ma w rodzinie jakichś krewnych których śmierci się spodziewa i już niedługo nawet tego haftu krzyżykowego nie będzie musiał uprawiać, tylko może bezpiecznie zalec na łóżku czekając aż autorka wróci z roboty i po nim posprząta?
                    • yoma Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 16:24
                      Ale o co ci chodzi? Mówię zupełnie serio. Spadek przeżarty, o uzupełnienie zasobów nie zadbał, żona go za chwilę kopnie w dupę, no wrobił się.
                      • mapt Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 17:03
                        jakby spadku nie przeżerał tylko ruszył tyłek by go pomnażać własnymi rękami to by miał teraz dwa razy więcej zamiast być nadal gołodupcem czekającym aż mu ktoś da, albo żona z roboty przyniesie.
                        • mapt Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 17:33
                          Generalnie wygląda, oboje źle na siebie działają, więc trzymanie się siebie na siłę sensu nie ma. Ale też trzymanie faceta na wyposażeniu jak przeszkadzający grat, z cichym planem "jak zacznę lepiej zarabiać to wtedy go odstawię" nie jest w porządku wobec. Trzymanie się faceta którego się nie kocha i nie lubi za bardzo, dlatego że "moja matka się rozwodziła a ja nie chcę tak samo" . Wypadało by zacząć od uczciwej rozmowy z panem i trzymania się otwartego stawiania sprawy. Okresowe wrzaski sytuacji nie uzdrowią.
                          • yoma Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 17:51
                            No, nareszcie ktoś to powiedział.
                          • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 18:50
                            Nie rozumiem sformułowań typu "trzymanie faceta". Przecież to mój mąż. Ma takie same prawa do dzieci i mieszkania jak ja. On mi nie raz mówił, że jeśli nie chcę z nim być to mogę się wprowadzić, zostawiając dzieci i klamoty.

                            Faceta kocham, pisałam o tym wcześniej. Tylko że ta miłość to do niczego nie doprowadziła dobrego.
                            • krokodil123 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 18:56
                              A z czego on utrzyma mieszkanie, siebie i dzieci.....może i kredyt? Następna jego zagrywka........
                              • szpil1 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 21:18
                                krokodil123 napisała:

                                > A z czego on utrzyma mieszkanie, siebie i dzieci.....może i kredyt? Następna je
                                > go zagrywka........

                                Bo on dobrze wie, że żona się nie wyprowadzi :-). Gadać sobie mogą, oboje swoje a ta sytuacja pewnie będzie się ciągnęła następne x lat.
                                • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 22:04
                                  Oj nie nie. Żona nie wie, co wie mąż, ale podjęła decyzję, że jeśli nic się nie zmieni do wakacji to się z nim rozejdzie. Stąd ten wątek. Żona ma wrażenie, że ma mózg wyprany, z drugiej strony jest świadoma swoich wad. Żona potrzebuje opinii osób z zewnątrz, żeby mieć lepszy ogląd sytuacji. Ale decyzję podjęła i plan ma.
                                  Żonie też jest bardzo przykro i trudno jej się z tą sytuacją pogodzić. Chyba potrzebuje ta żona czasu. I tyle.
                                  • enith Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 03:48
                                    A planujesz męża o swojej decyzji poinformować? Dasz mu szansę, naprawdę ostatnią szansę, żeby w końcu wziął współodpowiedzialność za rodzinę, którą założył? Bo jeśli nie, to nie ma sensu czekać do wakacji, bo przecież wiesz, że nic się w jego postawie nie zmieni. Lepiej te trzy miesiące do wakacji spędzić na organizowaniu logistyki rozstania, znalezienie prawnika, rozmowę z dziećmi, szukanie nowego mieszkania (w końcu ktoś się będzie musiał wyprowadzić) itd. No chyba, że wiesz, że mąż stanie okoniem i będzie na całego rozstanie utrudniać. Jego słowa o tym, że możesz się wynosić, ale sama i bez niczego świadczą, że raczej nie masz szans na pokojowe rozstanie. Wtedy faktycznie lepiej działać w ukryciu.
                                    A że ci bardzo przykro, że tak się wasze losy potoczyły, to raczej normalne. Macie spory staż małżeński, dzieci, do tego ty męża nadal kochasz. Nie dziwne, że trudno ci się pogodzić z końcem związku, tym bardziej, że jest wysoce prawdopodobne, że po waszym rozwodzie eks wróci do swojego kraju, a wasze dzieci stracą kontakt z ojcem. Na to jednak ty już nic poradzić nie możesz.
                                    • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 09:24
                                      Odpiszę na razie tylko na to, bo zupełnie nie rozumiem to co się kryje za tym zdaniem.
                                      Czy faktycznie stereotyp ojca jest taki, że wypnie się na dzieci i pojedzie na drugi koniec świata, skoro piszesz to:
                                      "Nie dziwne, że trudno ci się pogodzić z końcem związku, tym bardziej, że jest wysoce prawdopodobne, że po waszym rozwodzie eks wróci do swojego kraju, a wasze dzieci stracą kontakt z ojcem."

                                      Ja jestem przekonana, że nie wróci do siebie, nie zostawi dzieci i nie odetnie się od nich. Ja też się nie piszę na układ, w którym ja przejmuję całą pieczę nad codzienną logistyką życia dzieci młodszych. Zupełnie bez jego udziału.

                                      Ja nie mówię na razie o rozwodzie tylko o fizycznym rozstaniu. Prawników nie będę szukać. Bo mnie na razie na rozwodzie formalnym nie zależy.

                                      Co do jego słów, to jemu nie chodziło o to, że mam się wynosić. Chodziło mu o to, że on jest tak samo pełnoprawnym opiekunem dzieci jak ja. Dlaczego to on ma je opuszczać? Skoro to mnie nie pasuje nasze życie to mogę ja ich zostawić i pojawiać się w weekendy.
                                      • triss_merigold6 Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 09:38
                                        A z czego się utrzyma, skoro przez tyle lat nie znalazł roboty w Polsce? Albo nagle dostanie motywacji, albo będzie musiał wrócić.
                                        Bez formalnego rozwodu jesteś, niestety, zobowiązana do łożenia na potrzeby rodziny, czyli m.in. utrzymywania pasożyta. Dopiero pozew o zabezpieczenie potrzeb rodziny, orzeczenie o alimentach od męża na dzieci i potem rozwód pozwolą Ci zdjąć go sobie z karku i egzekwować od niego jakąś kasę.
                                        • enith Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 13:40
                                          triss_merigold6 napisała:

                                          > A z czego się utrzyma, skoro przez tyle lat nie znalazł roboty w Polsce? Albo n
                                          > agle dostanie motywacji, albo będzie musiał wrócić.

                                          O to mi właśnie chodziło, gdy pisałam, że mąż wyjedzie do siebie po rozstaniu. Bo w Polsce, której wręcz nienawidzi, się nie utrzyma. Ktoś, komu przez dwanaście lat nie chciało się iść do pracy pomimo posiadania jakiś kwalifikacji, po rozstaniu z żoną, jedyną żywicielką rodziny, nie będzie miał w Polsce perspektyw. Gdzie będzie mieszkał? Z czego się utrzyma? Z czego zapłaci alimenty na dzieci? To autorka wątku ze swojej jedynej pensji utrzymywać będzie de facto dwa mieszkania po separacji. Stać ją na to finansowo? Skoro już teraz, co sama pisała, zaczyna im brakować na życie? Ja obstawiam, że nic, absolutnie nic się nie zmieni. Mąż nie ma dokąd iść, więc zostanie we wspólnym domu, a żona też "dzieci i klamotów nie zostawi", więc wszystko zostanie po staremu.
                                          • ola_dom Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 13:51
                                            enith napisała:

                                            >Stać ją na to finansowo? Skoro już teraz, co sama pisała, zaczyna im brakować na życie?

                                            Nic takiego nie pisała.
                                            Pisała za to, że sprawy ewentualnego zabezpieczenia finansowego "na zaś" ma ogarnięte,
                                            pisała też, że od jakiegoś czasu ma pracę z dobrą pensją.
                                            I właśnie dlatego zaczyna się rozglądać za samodzielnym życiem - bo ma do tego solidną podstawę.
                                            • enith Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 13:59
                                              Owszem, pisała.
                                              "Jesteśmy w takiej sytuacji, że moja choć bardzo przyzwoita pensja zaczyna nie wystarczać."
                                              To wpis autorki z wczoraj z 11:03.
                                              • ola_dom Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 14:23
                                                enith napisała:

                                                > Owszem, pisała.
                                                > "Jesteśmy w takiej sytuacji, że moja choć bardzo przyzwoita pensja zaczyna nie
                                                > wystarczać."
                                                > To wpis autorki z wczoraj z 11:03.

                                                O.K., ja zrozumiałam z tego posta, i z całego kontekstu i "nastroju" wypowiedzi akn, że finansowo akurat nie jest jakoś źle. I że nie kwestie finansowe są tutaj głównym problemem.
                                                I że "zaczyna nie wystarczać" na dodatkowe przyjemności, a nie na codzienność. Więc jak odpadnie mąż do utrzymywania, to będzie w sam raz dobrze finansowo.
                                                Ale może niech akn sama wyjaśni, jak to rozumieć, choć ona sama raczej nie skupia się na kwestiach finansowych. Z tego też powodu mam wrażenie, że nie grają one tutaj głównej roli.
                                                Tak jak grają w wypowiedziach wielu forumowiczek.
                                                • enith Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 14:50
                                                  Masz rację, kwestie finansowe są dla autorki wątku drugorzędne, choć realnie patrzy na perspektywę, że jej i dzieciom pogorszy się jakość życia (np. rezygnacja z wyjazdów rodzinnych). Jej problemem jest to, że to ona nosi gacie w małżeństwie. Że to ona ogarnia całość życia rodzinnego, podczas, gdy mąż udziela się hobbystycznie i nawet kociej kuwety raz na dzień na sprzątnie, choć całość swojego czasu spędza w domu. Co też zresztą jest dla autorki wątku problemem. A wszystko dlatego, że pani sie zakochała i zignorowała fakt, że są z panem po prostu niekompatybilni. I dlatego ja nie wierzę, że tu będzie happy end. Państwo są klasycznie niedobrani i gdy minęły pierwsze miłosne uniesienia i spadły różowe okulary, okazało się, że nie da się tak dalej żyć.
                                                  • ola_dom Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 14:56
                                                    enith napisała:

                                                    > Jej problemem jest to, że to ona nosi gacie w małżeństwie. Że to ona ogarnia całość życia rodzinnego.
                                                    > I dlatego ja nie wierzę, że tu będzie happy end.

                                                    Z przykrością się zgadzam. Choć doskonale rozumiem rozżalenie akn i to, że ma dosyć. Ja mam dosyć od samego czytania.
                                                • akn82 Re: finanse 20.03.18, 21:42
                                                  Jest tak jak poniżej.

                                                  > O.K., ja zrozumiałam z tego posta, i z całego kontekstu i "nastroju" wypowiedzi
                                                  > akn, że finansowo akurat nie jest jakoś źle. I że nie kwestie finansowe są tut
                                                  > aj głównym problemem.
                                                  > I że "zaczyna nie wystarczać" na dodatkowe przyjemności, a nie na codzienność.
                                                  > Więc jak odpadnie mąż do utrzymywania, to będzie w sam raz dobrze finansowo.
                                                  > Ale może niech akn sama wyjaśni, jak to rozumieć, choć ona sama raczej nie skup
                                                  > ia się na kwestiach finansowych. Z tego też powodu mam wrażenie, że nie grają o
                                                  > ne tutaj głównej roli.
                                                  > Tak jak grają w wypowiedziach wielu forumowiczek.
                                                  >
                                        • salsa.lover Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 20:35
                                          triss_merigold6 napisała:

                                          > A z czego się utrzyma, skoro przez tyle lat nie znalazł roboty w Polsce? Albo n
                                          > agle dostanie motywacji, albo będzie musiał wrócić.


                                          I może właśnie to byłaby ta motywacja, której panu brakuje? Historia zna takie przypadki.
                                          Z własnego otoczenia znam faceta, który 14 lat przesiedział na kanapie w wygodnie wymoszczonym przez zaradną żonkę gniazdku.
                                          Sytuacja nawet trochę podobna była, bo żona wszystko ogarniała, wymagała od pana swoich standardów. Miało być zrobione tak jak ona chce i tyle, więc pan wychodził z założenia, że po co robić cokolwiek, przecież i tak nigdy nie będzie wystarczająco dobrze.
                                          Wszyscy w koło oczywiście przekonani, że pan to ostatni leń i niechluj.
                                          W końcu pani się wkurzyła i kopnęła pana w tyłek, wywaliła go z domu i jeszcze podała o alimenty na dzieci.

                                          Pan najpierw trochę pomieszkał u mamusi i zniknął nam z pola widzenia.
                                          Potem okazało się, że znalazł sobie niezłą pracę, kupił sobie mieszkanie, poznał fajną kobitkę. Po kilku latach z tą kobitką założył rodzinę, rozkręcił własny biznes, pobudował sobie dom z ogrodem...
                                          Spotkawszy go po tych kilku latach nie mogłam uwierzyć, że to ten sam człowiek. Już nawet nie mówię o tym, że jednak jak chciał to potrafił się ogarnąć, pracować. Ale nawet tak towarzysko. Jego była żona zawsze narzekała jaki to gbur i cham, a tu okazało się, że normalny facet, z poczuciem humoru, można ciekawie pogadać.

                                          Więc jak czytam tutaj niektóre komentarze to naprawdę zastanawiam się skąd w was taka pewność co do człowieka, którego w życiu nie spotkałyście. Tak łatwo przychodzi szufladkowanie, że leń i nierób, choć znacie tylko jedną stronę tej historii.
                                          Wcale nie wykluczone jest, że przy innej kobiecie lub w innych okolicznościach ten sam człowiek zachowywałby się zupełnie inaczej.
                                    • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 21:48
                                      enith napisała:

                                      > A planujesz męża o swojej decyzji poinformować?

                                      To trudne. Planowałam poinformawać przy pewnej stosowej okazji, która może nastąpić w czerwcu.

                                      Zupełnie nie wiem jak z nim porozmawiać wcześniej. Wszystkie niewygodne pytania mąż zbija, i się uchyla od odpowiedzi. Nie czuję by był między nami taki pełny przepływ wymiany informacji, przemyśleń, uczuć. On to jakoś tak omija jednym zdawkowym zdaniem, potem czuje się atakowany kiedy drążę. Jak z nim porozmawiam po staremu to albo szkoda nawet zaczynać, albo będzie awantura.

                                      Dasz mu szansę, naprawdę ostatn
                                      > ią szansę, żeby w końcu wziął współodpowiedzialność za rodzinę, którą założył?

                                      No mogę mu dać, tylko jak?

                                      • enith Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 22:30
                                        > No mogę mu dać, tylko jak?

                                        Stawiając ostateczne ultimatum. Od dziś zaczyna szukać pracy albo wnosisz o separację i zabezpieczenie kosztów utrzymania rodziny. Do tego nauka języka polskiego, bo, jak rozumiem, twój mąż po polsku nie mówi. Czas na hobby w postaci haftów będzie musiał znaleźć po powrocie z pracy i kursu języka. Najwyżej skróci bezsensowne siedzenie przed kompem do północy. I dajesz mu czas do czerwca, trzy miesiące, jeden kwartał, żeby udowodnił ci, że w ogóle zależy mu na was jako rodzinie. Jeśli po raz kolejny nawali, będziesz mieć czarno na białym, że twój mąż NIGDY nie weźmie za waszą rodzinę odpowiedzialności. I ty już będziesz dokonale wiedzieć, co dalej robić.
                                        • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 21.03.18, 12:32
                                          Obawiam się, że nie uda mi się przeprowadzić tej rozmowy normalnie i rzeczowo. Mąż się obruszy, zarzuci, że znów się czepiam, nie doceniam- on się stara a ja podcinam mu skrzydła itp itd. Nie pozwoli sobie nic powiedzieć. I efekt będzie taki, że się pokłócimy.

                                          Podobne pytanie zdałam klika dni temu: kiedy zacznie sprzedawać swoje produkty i kiedy można liczyć na wpływy i w jakiej wysokości. Nie otrzymuję żadnej konkluzywnej odpowiedzi, poza obruszeniem się. Widzę że jest mu niezręcznie z tym brakiem zarabiania, ale widzę że kręci się w kółko od lat między: nie będę pracował w korpo-boxie a będę pracował u siebie. Przyznaję, mamy impas komunikacyjny.
                                          • wagonetka Re: A moje życie wygląda tak: 21.03.18, 12:40
                                            akn82 napisał(a):

                                            > Podobne pytanie zdałam klika dni temu: kiedy zacznie sprzedawać swoje produkty
                                            > i kiedy można liczyć na wpływy i w jakiej wysokości. Nie otrzymuję żadnej konkl
                                            > uzywnej odpowiedzi, poza obruszeniem się.

                                            w sumie powinien, gdyby był cwany, odpowiedzieć ci, że zacznie sprzedawać 18 września 2019 roku
                                          • edw-ina Re: A moje życie wygląda tak: 21.03.18, 16:38
                                            A może przydałaby się wam terapia par? Czasami pomaga przełamać problemy, a czasami pomaga się sensownie rozstać. My poszliśmy na terapię, kiedy totalnie padła nam komunikacja i tam nauczyliśmy się komunikować na nowo. Choć do tej pory pamiętam, że poszliśmy w takim stanie, że na dzień dobry terapeuta zapytał, czy przyszliśmy, by się rozwieźć bez trupów, czy po to, by spróbować coś uratować. M powiedział, że uratować, ja, że rozwieźć. Strasznie ciężkie to było, bo nazbierało się nam dużo pod dywanem, ale kiedy nauczyliśmy się komunikować, okazało się, że da radę posprzątać tę stajnię Augiasza. Może warto spróbować?
                                            • enith Re: A moje życie wygląda tak: 21.03.18, 18:40
                                              edw-ina napisała:

                                              > A może przydałaby się wam terapia par?

                                              To na pewno. Natomiast w wątku sprzed kilku lat Akn napisała, że mąż "od wielu lat uporczywie odmawia pójścia na terapię małżeńską". A przecież za rączkę, jak ktoś niżej sugerował, go nie zaprowadzi.
                                              • edw-ina Re: A moje życie wygląda tak: 22.03.18, 11:00
                                                Mój mąż też nie chciał iść. raptem bardzo zapragnął terapii, kiedy zobaczył, że ja mam tak już dość, że nie zatrzyma mnie czołgami. Wówczas bardzo szybko znalazł terapeutę dla siebie, a następnie poprosił mnie o przyjście na jedną sesję. Z jednej sesji zrobił się cykl i przeszliśmy roczną terapię.
                                          • aankaa Re: A moje życie wygląda tak: 23.03.18, 13:38
                                            akn82 napisał(a):
                                            Widzę że jest mu niezręcznie z tym brakiem zarabiania, ale widzę że kręci się w kółko od lat między: nie będę pracował w korpo-boxie a będę pracował u siebie.

                                            a co takiego (bez zawodu i wykształcenia) pan robiłby w korpo-boxie ?
                                            • triss_merigold6 Re: A moje życie wygląda tak: 23.03.18, 13:50
                                              Siedział na słuchawkach i zgodnie ze szczegółową instrukcją rozmów z klientem zachęcał do kupowania ubezpieczeń, cudownych garnków etc. Do tego biorą z ulicy każdego kto w ogóle mówi, nie musi być ani kształcony, ani szczególnie bystry.
                                            • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 23.03.18, 14:47
                                              Zawód na ogół zdobywa się w toku pracy, przez praktykę i doświadczenie. Mąż prowadził dwie firmy. Kasy z tego nie było, ale doświadczenie jest przeogromne i może być pracodawcy przydatne.
                                  • szpil1 Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 05:25
                                    akn82 napisał(a):

                                    > Oj nie nie. Żona nie wie, co wie mąż, ale podjęła decyzję, że jeśli nic się nie
                                    > zmieni do wakacji to się z nim rozejdzie.

                                    Powiedziałaś mu o tym?

                                    > Żonie też jest bardzo przykro i trudno jej się z tą sytuacją pogodzić. Chyba po
                                    > trzebuje ta żona czasu. I tyle.

                                    To na pewno. Przeżywasz normalny w takiej stuacji żal. Mam nadzieję, że masz jakieś wsparcie, rodzina przyjaciele? Trzymaj się :-)
                                  • krokodil123 Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 06:38
                                    Tak? Myśłałam że sprawa jest beznadziajna.
                                    W takim razie napiszę ci co ja bym zrobiła na twoim miejscu. To jest takie "ostatecznie posunięcie" w sensie że sama na własnej skórzę się przekonasz do czego zdolny jest twój mąż.
                                    Chodzi o przykręcenie kurka i naruszenie jego własnego pola komfortu. Decydujesz że ......ze wzgłędów na to że tylko ty pracujesz do dzisiaj odkładasz jakaś sumka na zaś, albo stało się tak że zarabiasz mniej, albo jeszcze lepiej......twoi rodzice potrzebują pomocy i co miesiąć dajesz im kasę. Może być że ciebie zwalnają i szukasz innej pracy. Wymysł co najbardziej pasuje do ciebie i od następnego miesiąca ograniczasz wpływy do budzetu.....Sprawdzisz co by było.....jak byś się rozchorowała, jakbyś pracę straciła. Przestajesz sprzątać wieciorami, pomagasz sporadycznie, po pracy jesteś ciężko zmęczona - Pan w domu ogarnia zakupy i obiady.......i czekasz na efekty. Ciekawa jestem jak twój mąż poradzi sobie z dziurą w biudzecie i zobaczysz co to za człowiek i na co możesz liczyc, do czego jest zdolny.
                                    On nie zmieni swojego postępowania ani nadobre ani na zle dopuki ty nie zmienisz swojego
                        • yoma Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 17:50
                          Przecież nie mówię, że nie.
                          • mapt Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 17:58
                            Co więcej, pana nierokującego należało odstawić od cycka dużo wcześniej, a nie pozawalać mu wykształcać czegoś w rodzaju syndromu wyuczonej bezradności. Typ faceta "jak nie muszę to nie pracuję" nie zacznie być aktywny zawodowo póki ma utrzymującą go żonę, matkę, konkubinę. Ale jak zostaje bez podstawiania pod nos to jakoś potrafi się ogarnąć i nawet do roboty iść.
                            • triss_merigold6 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 18:03
                              W Polsce nawet przy obecnym popycie na pracowników będzie miał problem, bo nie robił od czasów studenckich. Rozumiecie, dojrzały wiekowo pan, max osiągnięć to liceum 20 lat wcześniej i jedyne doświadczenie zawodowe to jakieś prace studenckie. Przecież on nic nie umie i do niczego się nie nadaje.
                              • mapt Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 18:13
                                kurde! za robotnikami na budowę sie pracodawcy zabijają byle nie był rano pijany. Wystarczą ręce i chęci. Kelnerem też nadal może być, dobry barman na wagę złota. Wystarczą ręce i chęci. Wyjazd do jakiejkolwiek sezonowej fizycznej pracy za granicę i to ze znajomością tamtejszego języka, na dwa miesiące i przywozi tyle ile w Polsce by za 6mcy zarobił. Wystarczą ręce i chęci.

                                Ale jeśli chęci nie ma, bo "dla mojego wykształcenia pracy brak" to cóż... sprawa jasna.

                                • triss_merigold6 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 18:20
                                  Robotnikami, którzy cokolwiek potrafią. Kelnerem nie będzie pan koło 40-tki tylko student, pan koło barmana nawet nie stał <pomijam drobiazg, że kelner i barman muszą być komunikatywni, uprzejmi, gawędziarscy etc.> Do rozdawania ulotek może by go wzięli.
                                  • krokodil123 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 18:32
                                    Nie zauważyłam odpowiedzi, zapytam jeszcze raz

                                    krokodil123 19.03.18, 06:42
                                    A jakie wykształcenie ma twój mąż. Ile lat miał jak go poznałasz, jaki jest jego zawód, jaką pracę wykonywał w swoim kraju. Jak długo tam pracował....

                                    I podobne pytania o jego ojca. W sensie- jego ojcieć miał firme transportową, budowlaną, cukiernie......może mu pomóc radami, doświadczeniem w tym kiernku. Jeżeli ojciec wieczny bezrootny, syn nie ma zawodu, wykształcenia i nic nie umie w dodatku " Niema w Polsce praca taka jak dla niego" sprawa jasna.

                                    Też ci napiszę to samo jak powyżej- z rękodiełem to kobiety z kółka gospodyń domowych dorabiają sobie do emerytury.
                                    Z chinskimi wyrobami nie wygrasz- oni to produkują za prawie darmo co sobię zamarzysz. Dla mnie jeżeli facet idzie w tym kierunku zupełnie się oddala z rynku pracy i to go nie interesuje.
                                    • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 18:37
                                      Mąż jest po liceum. Pracował w pracach studenckich, gastronomia itp. Mając dwie własne firmy zdobył doświadczenie w czymś co można podciągnąć pod koordynację projektów IT no i wszystko co się wiąże z prowadzeniem małej firmy. Moim zdaniem on ma kwalifikacje kwalifikacje które pozwolą mu znaleźć fajną pracę, tylko nie chce.
                                      • krokodil123 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 18:48
                                        A czy ty zdajesz sobie sprawy, że w Warszawie nawet od jutra koordynator projektów IT znajdzie pracę?
                                        I będzię pracował u siebie- jak chce na umowę o dzieło . On wystawia FV - oni mu płacą.
                                  • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 18:42
                                    Dziękuję Ci za wsparcie, ale zapędzasz się. Aż takiej tragedii nie ma. Problem jest w tym że mąż nie chce.
                                    • krokodil123 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 18:52
                                      No i w tym jest cały ambaraz.....12 lat a u was "tragedii ne ma". A jak będzie tragedia to Pan się ulotni. Przecież jak mu odpuszczasz to on jeszcze 2 razy po 12 lat będzię cie zwodził.
                                      • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 18:57
                                        Chodziło mi o to, ze nie ma tragedii w jego kwalifikacjach. Jest tragedia w tym że nie chce pracować.
                                • krokodil123 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 18:44
                                  Ale dajesz przykładów pracy "rękami". A Pan nie chcę pracować u kogoś czytaj zaperdalać lub rękawy zakasać. Pan chce "u siebie". On nie chce pracować a chce rządzić.

                                  Teraz uwaga- tłumaczenie dla autorki na nasze- U siebie to dla Pana oznacza - nić nie robić ale zarobić. Tak tylko rządżić i palca nie kiwnąć do pracy. Jak on w firmie sobie poradzi jak własne mieszkanie nie może ogarnąć. Są ludzi którzy mają wypaczony obraz prowadzenia własnego biznesu.
                                  • mapt Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 18:54
                                    ...i jeszcze mówi pani, jak ci się nie podoba to zbieraj jedną walizkę i się wyprowadzaj z mieszkania a na dzieci mi alimenty płać :d
                                    " On mi nie raz mówił, że jeśli nie chcę z nim być to mogę się wprowadzić, zostawiając dzieci i klamoty."

                                    ...no facet cud miód i orzeszki :D
                                • aankaa Re: A moje życie wygląda tak: 23.03.18, 13:49
                                  mapt napisała:

                                  > Ale jeśli chęci nie ma, bo "dla mojego wykształcenia pracy brak" to cóż... sprawa jasna.


                                  Ferdynand Kiepski :D
                      • triss_merigold6 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 17:51
                        Nie ma ofiar etc. Mógł pracować, ruszyć się, przestać jęczeć i zwisać z kanapy. I tak długo go kobieta trzymała, inna by wykopała najdalej po pierwszym dziecku.
                      • mapt Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 18:57
                        Yoma napisała "Spadek przeżarty, o uzupełnienie zasobów nie zadbał, żona go za chwilę kopnie w dupę, no wrobił się."

                        Autorka napisała "Ma takie same prawa do dzieci i mieszkania jak ja. On mi nie raz mówił, że jeśli nie chcę z nim być to mogę się wprowadzić, zostawiając dzieci i klamoty."


                        Yoma... tobie się wydaje że facet się wrobił a on wręcz przeciwnie znalazł sobie wieloletniego życiciela i wygodnie się ustawił :d
                        • mapt Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 18:57
                          żywiciela
                          • yoma Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 19:51
                            No to cały czas mówię - on wie, że żona go nie kopnie, to na kij ma robić cokolwiek. Żona wie, że on nic nie zrobi i tak to się kręci już 12 lat.
                            • triss_merigold6 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 19:57
                              Pani autorka zapomina, że tatusia nieroba bez prawa do emerytury i renty dostaną w spadku dzieci. W charakterze zobowiązania alimentacyjnego. Już chociażby z tego powodu powinna się typa pozbyć dawno temu i mieć w ręku wyrok sądu + informację od komornika o nieściągalności.
    • enith Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 18:10
      A ja się zastanawiam, jak autorka wątku śpi spokojnie. Jak śpi wiedząc, że jest jedynym żywicielem czteroosobowej rodziny, w tym dwójki małoletnich dzieci. I jaki ma plan na wypadek, nie daj buk, gdyby coś się jej stało i jej pensji lub jej samej by zabrakło. Mąż z rękodzieła was nie utrzyma, żadnych spraw w urzędach nie załatwi, życia rodzinnego nie ogarnie, do pracy nie pójdzie. Masz jakikolwiek plan awaryjny, odłożone oszczędności, rodzinę, przyjaciół, ubezpieczenie na zdrowie/życie, cokolwiek, co pozwoli wam przeżyć okres kryzysu? Ja na twoim miejscu snu spokojnego bym nie zaznała, gdybym wiedziała, że jedno powinięcie się mojej nogi i moja rodzina zostaje bez środków do życia.
      Mąż musi iść do pracy, musi się otworzyć na kontakty z ludźmi, wychodzić z domu, musi nauczyć się załatwiać podstawowe sprawy życiowo-urzędowe. A jeśli faktycznie ma depresję, to musi zacząć się leczyć. Bo taka sytuacja, jak teraz, czyli 12 lat marazmu nie może trwać w nieskończoność. Mąż założył rodzinę i ma obowiązek w tej rodzinie partycypować.
      • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 18:55
        To trafne pytania. Mam te rzeczy ogarnięte. Dzięki.
      • wagonetka Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 23:42
        enith napisała:

        > A ja się zastanawiam, jak autorka wątku śpi spokojnie. Jak śpi wiedząc, że jest
        > jedynym żywicielem czteroosobowej rodziny, w tym dwójki małoletnich dzieci.

        śpi tak samo, jak śpią w analogicznej sytuacji mężczyźni - a jest ich niemało

        • krokodil123 Re: A moje życie wygląda tak: 21.03.18, 06:36
          " Re: bezrobotny mąż i co dalej?
          akn82 04.10.14, 23:16
          A co to za choroba? I jakie czynniki mogą ją powodować? Mąż pracował ostatnio na etacie z 10 lat temu i były to prace studenckie, typu kelner itp. Otworzył też działalność gospodarczą , bardzo nietypową. Wtopil kasę, zysku zero. Podjął 2 albo 3 próby zarobku - korepetycje, zrezygnował. Kwalifikacje ma żadne, jest po liceum. O dom dba przeciętnie, gotuje dobrze. Mąż chodzi na terapię, chyba już dwa lata. W wielu sferach terapia przyniosła rewelacyjne efekty. Jednak w tej kwestii ruszenia dupy do roboty nie wiele się zmienia. Jego myślenie o sobie jako pracownika jest imo absurdalne i zaczyna mnie poważnie martwić. "


          Dlaczego twój bezrobotny mąż zrezygnował z dawania korepetycji. Pezeceż w jego sytuacji to by było bardzo dobre wyjście. Byłby w domu kiedy są dzieci, sam Panem, miał by wolny czas a i by zarabiał.

          • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 21.03.18, 12:50
            Bo tego nie lubiał. Uważał za odmużdżające.
            • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 21.03.18, 12:50
              Ah, i uczciwie mówię, nie ma predyspozycji do takiej pracy.
              • yoma Re: A moje życie wygląda tak: 21.03.18, 13:10
                A ma do jakiejkolwiek? Niech idzie na operatora wózka widłowego, kursy są WSZĘDZIE.

                A w ogóle proponuję wam udać się, trzymając się czule za rączki, do mediatora. Żadnego psychologa. Mediatora. Wy rozmawiać ani ze sobą, ani z resztą świata kompletnie nie umiecie, niech mediator z was wyciąga, co tu właściwie jest grane.
    • chyba.ze Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 05:36
      Moja babcia mawiała, że
      do małżeństwa lepszy pijak niż śmierdzący leń.
      Ten pierwszy przynajmniej czasem trzeźwieje.
      Nigdy nie mogłam tego zrozumieć, aż do momentu Twojego przykładu.

      To, że jest cuchnącym próżniakiem to Twoja wina. Niczego nie wymagasz, pozwalasz na pierdzenie w stołek i haftowanie husteczek do nosa, biegasz z ciepłymi posiłkami i pierzesz leniowi gacie. On za to wtedy siedzi i nie lubi Polaków!
      Jeżeli to trwa 12 (!!) lat- widocznie Cię to kręci. Więc się nie skarż.

      A dzieci patrzą i się uczą...
      • ola_dom Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 09:55
        chyba.ze napisała:

        > Moja babcia mawiała, że
        > do małżeństwa lepszy pijak niż śmierdzący leń.
        > Ten pierwszy przynajmniej czasem trzeźwieje.

        Jasne.
        I lepiej mieć zegar, który stoi, niż taki, który się spóźnia 5 minut.
        Bo ten pierwszy przynajmniej dwa razy na dzień pokazuje idealny czas.
        • abecadlooooo Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 12:56
          Nie ma opcji, by zdrowy chłop siedział w domu i nie pracował. Ma jakieś umiejętności IT, niech je podniesie i do pracy. Jeśli nie separacja, ale z jego wyprowadzką. Stanie na nogi niech wraca, nie, pozew rozwodowy. A jeśli nie będzie chciał opuścić mieszkania to znak, że nic z tego nie będzie. Będzie chciał podziału majątku , z ktorym zrobi to co zwsze, przeje.
          • bergamotka77 Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 19:50
            Nie trzymalabym faceta niepracujacego l dłużej niż max rok - chyba żeby mial przeciwwskazania zdrowotne czy wymagał opieki. Tymczasem utrzymywać go ponad dekadę plus dwójkę dzieci bo Pan nie chce mieć szefa? Absurd. Dostałby kopa w tylną część ciała bo sprawny dolem jakoś był ale już do pracy się nie nadaje. Dalas się wkręcić w utrzymywanie pasożyta - z UK prawdopodobnie. Moja przyjaciółka miała podobnego Angola, który chciał się podłączyć pod jej rodzinny majątek a sam snuł wizje o karierze muzycznej, tylko jeszcze nic nie nagrał. Nie mam litości dla leni. Taki facet szybko straciłby moj szacunek.
    • miedzymorze Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 20:37
      Zastanawiam się, kto tak naprawdę ma czas dla waszych dzieci, skoro Ty obsesyjnie poganiasz tylko wszystkich swoim bacikiem. Czy masz czas z nimi porozmawiać ? po prostu pobyć razem ?
      Skoro nie chcesz być animatorką, to nie bądź. Jesteś pewna że dzieci koniecznie chcą czas wolny spędzać w zorganizowany sposób ? Czy to tylko ty narzucilaś sobie i innym, że weekend ma być zorganizowany i basta ?
      Mąż robi dzieciom obiad - super, naucz dzieci że po obiedzie się zmywa (albo wstawia naczynia do zmywarki 4,5 i 9 latek spokojnie to ogarną) i niech one pamiętają. W tygodniu zostaw pichcenie im, w weekend zróbcie coś razem/
      Jak dla mnie z Twojego posta bije jakaś obsesja robienia wszystkiego co wymyśliłaś że 'powinno się' robić i to jeszcze koniecznie w taki sam sposób jaki Ty wymyśliłaś, bo jak nie to co ? Czego się boisz ?
      Dla mnie Twój mąż jest ciepłym domatorem, oczywiście nie jest to steretotyp samca przynoszącego zdobycz do domu i walczącego o awanse, ale nie zgadzam się z chamowatymi tekstami o trutniu, leniu i śmieciu. Skoro mimo dwóch porażek wziął się za trzeci biznes a nie zaległ z piwem i pilotem na kanapie, to chyba jednak coś mu się chce. Nie wszyscy muszą pracować na etat.
      A może zwyczajnie jesteś zła na niego dlatego, że Ciebie matka zmusiła do wypełnienia społecznym ról i oczekiwan, a on mimo tego że ciśniesz jak wściekła tych oczekiwań nie zamierza spełniać w jedyny słuszny i przewidziany przez Ciebie sposób ?
      Nie znam przykladu faceta, który po 21.00 (zwłaszcza pracując jeszcze zawodowo) łapie się za sprzątanie kuchni. I niezależnie od tego czy ktoś pracuje czy tylko zajmuje się domem jestem zdania że po 21.00 to już raczej czas wrzucenia na luz.

      Zrób sobie urlop od poganiania wszystkich batem (i nie, nie mam tu na myśli olej wszystko niech zarośnie brudem) i nie podejmuj decyzji w takich emocjach.

      Rozumiem obawy o życie na jednej pensji, ale mam wrażenie że gnając wszystkich na siłę do swojej wizji rodziny gubisz szansę na cieszenie się rodziną taką jaka jest.

      Nie wiem czy to co napisałam w czymkolwiek Ci pomoże, ale wydaje mi się że wątek skręcił w stronę 'huzia na józia' ;/ i słabe to jest.

      pozdr,
      mi
      • salsa.lover Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 20:58
        miedzymorze okładnie tak samo to widzę.
        Facet rozkręca biznes, prowadza dzieci do szkoły, siedzi z dziećmi po szkole, gotuje, robi zakupy, ale to wszystko nie ma znaczenia bo nie zmienia pościeli co wieczór, o 21 nie zapierdziela ze szmatą w kuchni i nie lubi wyjeżdżać.

        Autorka i wtórujące jej głosy skarżą się, że na jej barkach jest utrzymanie rodziny, ale gdyby sytuacja była odwrotna i to ona zajmowała się dziećmi rozkręcając własny biznes to oczywiście nie ma problemu gdy ciężar spoczywa na barkach faceta.
        Mąż autorki nie jest ewidentnie samcem alfa i ewidentnie nie wpisuje się w tradycyjny polski model rodziny. Cóż, bywa, nie jest to zbrodnia. Ileż to wątków było na tym forum od kobiet, których mąż nie jest w stanie dzieciom zrobić jeść, którego nie można samego z dziećmi zostawić choćby na jeden wieczór. Zdecydujcie się więc czego chcecie.

        Może warto obok wad męża i własnych oczekiwań zobaczyć jednak też jego zalety?
        Może warto też spojrzeć w lustro i zapytać siebie jak to się stało, że kompletnie nie zauważyłaś depresji u najbliższej i kochanej osoby? Zbyłaś to jednym krótkim zdaniem co jak dla mnie jest mocno zastanawiające.
        • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 21:39
          salsa.lover napisała:

          a bo nie zmienia pościeli co
          > wieczór, o 21 nie zapierdziela ze szmatą w kuchni i nie lubi wyjeżdżać.
          To jest wynaturzenie mojej wypowiedzi. Nie o to mi chodzi.

          > Autorka i wtórujące jej głosy skarżą się, że na jej barkach jest utrzymanie rod
          > ziny, ale gdyby sytuacja była odwrotna i to ona zajmowała się dziećmi rozkręcaj
          > ąc własny biznes to oczywiście nie ma problemu gdy ciężar spoczywa na barkach f
          > aceta.

          Ja bym nie była tą panią. Nigdy nie byłam. Może w innej rodzinie taki model by się sprawdził, nie w mojej nie ze mną. Szlag by mnie trafił.


          > Może warto obok wad męża i własnych oczekiwań zobaczyć jednak też jego zalety?
          > Może warto też spojrzeć w lustro i zapytać siebie jak to się stało, że kompletn
          > ie nie zauważyłaś depresji u najbliższej i kochanej osoby? Zbyłaś to jednym kró
          > tkim zdaniem co jak dla mnie jest mocno zastanawiające.

          O którym krótkim zdaniu wyjaśniającym piszesz?
        • triss_merigold6 Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 21:51
          Co robi?! Jaki biznes, przecież on niczego nie rozkręca. Siedzi na dupie i udaje, że uczy się haftu krzyżykowego. Przecież to pasożyt, który nie pracuje od lat i nie zanosi się na to, że przyniesie jakiekolwiek pieniądze.
        • mapt Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 21:58
          forum.gazeta.pl/forum/w,898,154998032,154998032,bezrobotny_maz_i_co_dalej_.html#p154999979
          forum.gazeta.pl/forum/w,99,158553659,158553659,Depresja_dystymia_a_zycie_rodzinne.html#p158557037

          2014 2015
          nic nie drgnęło

          Ileż ja bym fantastycznych biznesów rozkręcała, co rok inny mogę rozkręcać, porzucać i następny, .. gdyby mi ktoś kasę na życie dał :)
          • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 22:19
            O boze, aż mi ciarki przeszły po plecach jak przeczytałam te moje stare wpisy.
            Masakra.
            Trochę u nas drgnęło, ale tylko trochę.
            Czerwiec datą ostateczną na moje podjęcie radykalnych kroków.
            • yoma Re: A moje życie wygląda tak: 21.03.18, 10:13
              Że powiem brutalnie: dupa tam, a nie czerwiec. Wbiłaś sobie w głowę ten czerwiec, a w czerwcu znajdziesz milion "ale", żeby nic nie podejmować. Przecież to widać.
              • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 21.03.18, 12:16
                A lubisz niespodzianki?
                • yoma Re: A moje życie wygląda tak: 21.03.18, 13:13
                  A zakład? O duże piwo, małą wódkę albo lody, co tam lubisz.

                  Ty nie mnie masz sprawiać niespodzianki, bo mnie to ani grzębi ani zieje. Sobie masz.
      • akn82 Re: międzymorze 20.03.18, 21:34
        Wiesz co, dziękuję za ten komentarz.
        Dużo w tym prawdy, że mam swoją wizję rodziny i chciałbym żeby moja rodzina była do niej zbliżona.
        Może tracę niedoceniając to co mam, a z drugiej strony może z kimś innym nasze wizje rodziny byłyby bardziej zbieżne niż z obecnym partnerem? Szkoda, że nie ma odpowiedzi na to pytanie :)
        Wierz mi, przeogromną ilość wysiłku włożyłam w próby akceptacji tego co mam. Nie leży mi to zupełnie. Nie umiem się w tym, co proponuje mąż odnaleźć.
        Udawałam, że można żyć w chlewie. Stałam murem za mężem i jego syfem przed znajomymi i rodziną, którzy za każdym razem się dziwili, jak może w domu być tak brudno. Jak można dzieci wychowywać w takim syfie. Itp itd, wszystkie te słowa były kierowane do mnie.
        Ja się z tym co mam nie zgadzałam, patrząc im w oczy mówiłam że to przecież oni są zbyt pedantyczni, bo broniłam swojego status quo i mężowego. To było na prawdę trudne.
        To samo dotyczy się jego pracy zawodowej. Z jakiegoś powodu wszyscy do mnie kierują pytania: z czego żyjecie, przecież musi ten twój mąż zacząć przynosić kasę na rodzinę, on dalej nie pracuje?, akn - to z czego wy żyjecie? Itp itd. Przez kilkanaście lat cała odpowiedzialność tłumaczenia innym spoczywała na mnie. Ja nie mam siły tego kontynuować, głównie dla tego że się z tym co mam NIE zgadzam. Oczywiście mogę ich wszystkich wysłać w kosmos, co też czyniłam, ale to nie czyniło mnie szczęśliwszą, bo czułam że mają rację i się o mnie troszczą.
        Te wszystkie lata są bardzo przytłączające emocjonalnie. Nie chcę tego dłużej znosić. Tym bardziej, że wiem że mąż nie chciał nigdzie ostatecznie wyjechać, bo wiedział że musiałby się zająć zarobkowaniem i spadek by musi się szybciej skończył w obcej walucie. Nie zarzucam mu tu złej woli, a raczej strach przed nowym itp .

        miedzymorze napisała:

        > Zastanawiam się, kto tak naprawdę ma czas dla waszych dzieci, skoro Ty obsesyjn
        > ie poganiasz tylko wszystkich swoim bacikiem. Czy masz czas z nimi porozmawiać
        > ? po prostu pobyć razem ?

        Może i latam z bacikiem, ale pewien poziom schludności jest dla mnie ważny. Tak samo jak myje się zęby dwa razy dziennie, tak samo sprząta się stół po jedzeniu.
        Oczywiście można czasem zębów nie umyć, ale czasem. Sytuacja, w której czasem mam stół czysty mi nie odpowiada.

        > Skoro nie chcesz być animatorką, to nie bądź. Jesteś pewna że dzieci koniecznie
        > chcą czas wolny spędzać w zorganizowany sposób ? Czy to tylko ty narzucilaś so
        > bie i innym, że weekend ma być zorganizowany i basta ?

        Tak, nasze dzieci lubią jeździć na wycieczki. Nie spędzamy aktywnie każdego weekendu, ale jeśli już to z mojej inicjatywy. Mąż ich nigdy nigdzie nie zabiera.

        > Mąż robi dzieciom obiad - super, naucz dzieci że po obiedzie się zmywa
        Dlacego ja mam uczyć. O to mi chodzi właśnie, że mąż ich nie uczy takich podstaw.
        I nie jest dla niego ważne czy przed spaniem zbiorą z grubsza (serio chodzi mi o z grubsza) zabawki z dużego pokoju.

        > Jak dla mnie z Twojego posta bije jakaś obsesja robienia wszystkiego co wymyśli
        > łaś że 'powinno się' robić i to jeszcze koniecznie w taki sam sposób jaki Ty wy
        > myśliłaś, bo jak nie to co ? Czego się boisz ?

        Że zalegnę w chlewie tak jak kiedyś. Przerabiałam to.
        Mąż też mi mówi to że mam jakiś swoje "powinno się" i wymuszam. A ja na tym etapie życia z nim i walką sama z sobą, to już nie wiem co jest grane.
        Nie ważne jak ogarnie to mieszkanie, ale niech to zrobi.
        w listopadzie umyłam okna. 1 w sypialni zostawiłam jemu, informując go kilkukrotnie, że okno czeka. Jest marzec - nadal nie umyte. To jak Ty byś się czuła w tej sytuacji? Mogę czuć dezaprobatę do jego kanapowego domatorstwa czy nie? (To jest pytanie na poważnie).

        to chyba jednak
        > coś mu się chce. Nie wszyscy muszą pracować na etat.

        No nie muszą na etat, ale muszą w ogóle gdzieś pracować. Wydaje mi się, że rodzice muszą wydorośleć i przejąć odpowiedialność za dobrobyt rodziny z młodszymi dziećmi.
        Rozkręcanie biznesu od zera pochłania bardzo dużo pieniędzy. Nie mamy na to kasy. To powinno iść równolegle ze stałą pensją (nieważne skąd ona).


        > A może zwyczajnie jesteś zła na niego dlatego, że Ciebie matka zmusiła do wypeł
        > nienia społecznym ról i oczekiwan, a on mimo tego że ciśniesz jak wściekła tych
        > oczekiwań nie zamierza spełniać w jedyny słuszny i przewidziany przez Ciebie s
        > posób ?

        Może tak. Nei wiem. Może standardy mamy inne. Serio gubię się już w tym.

        > Nie znam przykladu faceta, który po 21.00 (zwłaszcza pracując jeszcze zawodowo)

        Mój nie pracuje zawodowo. Dzień spędza w domu na uczeniu się fachu i wykonywaniu produktów. Nazwę je tu roboczo chusteczkami z haftem krzyżykowym.

        > Rozumiem obawy o życie na jednej pensji, ale mam wrażenie że gnając wszystkich
        > na siłę do swojej wizji rodziny gubisz szansę na cieszenie się rodziną taką jak
        > a jest.

        Może tak jest. Tylko wiesz, nie chcę dziadować. Jestem świadoma teraz swoich oczekiwań co do wyglądu mieszkania, samochodu którym chcę jeździć, miejsc które odwiedzić. I jedyny spoób żebyśmy to mieli to iść do pracy. Potem do nieco lepszej, z lepszą pensją.
        Nie mam wygórowanych wymagań, serio. tylko nie chcę dziadować. Teraz nie dziaduję. Tylko że dzieci coraz starsze i ich potrzeby coraz droższe.

        > Nie wiem czy to co napisałam w czymkolwiek Ci pomoże, ale wydaje mi się że wąte
        > k skręcił w stronę 'huzia na józia' ;/ i słabe to jest.

        Dało do myślenia. Ja mam plan.
        okolice czerwca będą momentem, w któym będę wiedziała jaką decyzję podjąć. Nie wnikając w szczegóły jeśli nastąpi poraz n-ty pewna sytuacja to nie będę miała skrupółów by odejść.
        • miedzymorze Re: międzymorze 20.03.18, 22:43

          >Udawałam, że można żyć w chlewie. Stałam murem za mężem i jego syfem przed znajomymi i rodziną, którzy za >każdym razem się dziwili, jak może w domu być tak brudno. Jak można dzieci wychowywać w takim syfie. Itp itd, >wszystkie te słowa były kierowane do mnie.
          Tutaj mam problem, bo wg mnie forum dziala zero-jedynkowo albo się ma chlew albo błysk. Natomiast w realu z grubsza rzecz biorąc większość znanych mi domów w ktorych są dzieci na co dzien funkcjonuje w stanie z grubsza kontrolowanego rozgardiaszu, co nie oznacza klejących blatów i smieci wychodzących z kubla zaraz po tym jak wykształcą nową cywilizację.Schludnie jest tam gdzie mieszkają długo pracujący single/bezdzietnie, ew z dochodzącą panią do sprzątania. Ale znowu (tak samo jak poniżej) nie ma żadnego obowiązku tłumaczenia się innym z własnego chlewu, tylko dlatego że im nie pasuje do tego co sie wg nich 'powinno'

          >To samo dotyczy się jego pracy zawodowej. Z jakiegoś powodu wszyscy do mnie kierują pytania: z czego żyjecie, przecież >musi ten twój mąż zacząć przynosić kasę na rodzinę, on dalej nie pracuje?, akn - to z czego wy żyjecie? Itp itd. Przez >kilkanaście lat cała odpowiedzialność tłumaczenia innym spoczywała na mnie.
          Nie. Nie ma żadnego obowiazku tlumaczenia sie takim fałszywie stroskanym znajomym...rozumiem, że można serdecznie mieć dosyć takich tekstow, ale one raczej świadczą o tym, żeby zmienić zestaw znajomych, a nie męża. A na kolejne wśibstwo zareagować wzruszeniem ramion, albo uprzejmą prośbą o pospierd...w podskokach :> Czy w odwrotnej sytuacji (on pracuje, ty w domu w dziećmi i jakiś własnym mini biznesem) ktokolwiek by nad tym wydziwiał ?
          Wg mnie ten fragment jest bardzo ważny - 'fałszywi przyjaciele' cały czas kontynuowali dzieło Twojej matki - czyli wbijanie ciebie (was) w jedyne słuszne role społeczne w ktorych to on zarabia, itp. Więc pytanie na ile Twoje oczekiwania są naprawdę Twoje.

          >Tak, nasze dzieci lubią jeździć na wycieczki. Nie spędzamy aktywnie każdego weekendu, ale jeśli już to z mojej >inicjatywy. Mąż ich nigdy nigdzie nie zabiera.
          Poza tym, że codziennie do i ze szkoły ? ;) to też moim zdaniem jest ważne.

          >w listopadzie umyłam okna. 1 w sypialni zostawiłam jemu, informując go kilkukrotnie, że okno czeka. Jest marzec - nadal nie umyte. To jak Ty byś się czuła w tej sytuacji? Mogę czuć dezaprobatę do jego kanapowego domatorstwa czy nie? (To jest pytanie na poważnie).
          Zupełnie poważnie odpowiadam - masz prawo do każdych uczuć i emocji. Z tym że emocje jak gdzieś tam przeczytałam są jak goście -zauwaz ze przyszli, poswięć im czas a potem pożegnaj. To nie jest łatwe, bo mamy skłonność do zakotwiczania się na negatywnych emocjach, i nawet jak ktoś w koncu umyje te nieszczęsne okna to wcale nas to nie cieszy...
          Z mojego podwórka - jak mam ochotę umyć okno to je myję. Jak chcę mieć czyste ale nie chce mi się myć to wpisuję w google 'mycie okien' i umawiam się na termin. Przypominać co miesiąc, że w listopadzie prosiłam a ty jeszcze nie umyłeś nie chcę - to nie działa, a mi szkoda czasu na rzeczy które nie działają.

          >No nie muszą na etat, ale muszą w ogóle gdzieś pracować. Wydaje mi się, że rodzice muszą wydorośleć i przejąć >odpowiedzialność za dobrobyt rodziny z młodszymi dziećmi.
          No ale ta odpowiedzialność (szkoła, obiad, zostawanie z dziećmi ) jest tylko że znowu nie w aspekcie który ty uznajesz na wzorcowy (czyli finanse albo wycieczki w weekend)
          >Rozkręcanie biznesu od zera pochłania bardzo dużo pieniędzy. Nie mamy na to kasy. To powinno iść równolegle ze stałą >pensją (nieważne skąd ona).
          Ważne, bo doba nie jest z gumy...

          >Może tak. Nei wiem. Może standardy mamy inne. Serio gubię się już w tym.
          Na pewno macie innej wizje rodziny, tylko wydaje mi się że niekoniecznie musi być tak że jedna z nich musi wygrać, one mogą się uzupełniać/przenikac, w końcu rodzinę zakładają dwie osoby

          >Mój nie pracuje zawodowo. Dzień spędza w domu na uczeniu się fachu i wykonywaniu produktów. Nazwę je tu roboczo >chusteczkami z haftem krzyżykowym.
          Wyczuwam nutke pogardy, być może niesłusznie. Jak nie chcesz to nie pisz ale rękodzieło ma swoją nisze i odbiorców, chociaz zgadzam sę ze nie jest to łatwe ani szybkie. Ale skoro sama piszesz że ładne mu te rzeczy wychodzą ?

          >Może tak jest. Tylko wiesz, nie chcę dziadować. Jestem świadoma teraz swoich oczekiwań co do wyglądu mieszkania, >samochodu którym chcę jeździć, miejsc które odwiedzić. I jedyny spoób żebyśmy to mieli to iść do pracy.
          To nie jest jedyny sposób ;)
          I czy jesteś pewna że spełnienie tych oczekiwań uczyni cię szczęsliwą ? Nie ma w tej wizji dzieci, przeżyć, tylko pozycje materialne - nie zastanawia cię to ?
          > Potem do >nieco lepszej, z lepszą pensją.
          >Nie mam wygórowanych wymagań, serio. tylko nie chcę dziadować. Teraz nie dziaduję.
          Jak ten trzeci biznes wyjdzie to też raczej źle nie będzie ?
          > Tylko że dzieci coraz starsze i ich potrzeby coraz droższe.
          To też nieprawda. Jedyną prawdziwą i ważną potrzebą dzieci są dorośli (najlepiej rodzice) którzy mają dla nich czas i uwagę.
          Czy sama bez męża i dzieci w swoim wyglądającym tak jak chcesz i wysprzątanym mieszkaniu i i zaparkowanym wymarzonym autem będziesz szczęśliwa czy nie ?

          >Nie wnikając w szczegóły jeśli nastąpi poraz n-ty pewna sytuacja to nie będę miała skrupółów by odejść.
          No ja sie mogę w ciemno zakładac, że wystąpi i będziesz miec ostateczne potwierdzenie swoich racji.
          Tylko czy chcesz mieć rację czy relację ? ;)

          pozdr,
          mi
          • miedzymorze Re: międzymorze 20.03.18, 23:00
            Dopisuje bo przegapiłam:
            >> Mąż robi dzieciom obiad - super, naucz dzieci że po obiedzie się zmywa
            >Dlacego ja mam uczyć. O to mi chodzi właśnie, że mąż ich nie uczy takich podstaw.

            Nie miałam na myśli że 'masz' czyli że jest to twój obowiązek, tylko że jesli je nauczysz, to po przyjściu do domu będziesz mieć nakarmione dzieci i sprzątnięte po obiedzie, a zdaje się że pisałas, że na tym Ci zależy.

            >I nie jest dla niego ważne czy przed spaniem zbiorą z grubsza (serio chodzi mi o z grubsza) zabawki z dużego pokoju.
            Ok, tylko znowu - jeśli rozstaniesz się z mężem, to nadal będziesz ci zależeć na z grubsza zebranych zabawkach, Więc albo będziesz je zbierać sama z zaciśniętymi zębami, albo nauczysz dzieci. Co w zasadzie możesz zrobic już teraz ;)

            Nie chciałabym tu wyjść na orędowniczkę 'trwania dla dobra dzieci' bo to nie ma sensu, tylko mam wrażenie, że nie do końca to do czego tak ciśniesz jest Twoje, że nadal probujesz spełniać 'oczekiwania społeczne' a nie po prostu cieszyć sie życiem. Oczywiście mogę się mylić, w koncu to tylko forum.
            tak z ciekawośći - w jakim języku rozmawiacie z mężem ?
            pozdr,
            mi
          • verdana Re: międzymorze 20.03.18, 23:02
            Jeśli naprawdę zdecydowanie nie chcesz dziadować i uznajesz, ze lepszy samochód jest priorytetem to odejdź i to nie czekając do czerwca. Bo tego sie nigdy nie doczekasz. Dla Twojego męża to nie jest ważne. Nie uwazam, zę Twoja sytuacja jest dobra - nie jest. Bycie odpowiedzialnym za wszystko może zniszczyć każdego.
            Tyko w ogóle w tym równaniu nie ma dzieci. Jakby dla nich nie było wszystko jedno, czy jadą na weekend na wycieczkę i czy za rok będą miały na zapewnienie coraz droższych potrzeb, a kompletnie nieważny ojciec, który - jak wynika jednak z tego co piszesz - stale sie nimi zajmuje. Nie, nie uwazam, aby warto było tkwić w nieudanym małżeństwie "dla dobra dzieci". Ale jeśli facet jest wystarczająco dobrym ojcem, zajmującym się dziećmi to jednak nie należy sobie tłumaczyć, zę rozwód jest, aby zapewnić dzieciom lepszą przyszłość, tylko aby zapewnić ją sobie, być może ze szkodą dla dzieci. Ojca nie zastąpi super zagraniczną wycieczka i wypasione ciuchy. Co nie znaczy, że rozwód jest tu niewskazany - tylko jednak ze świadomością, że nie dlatego, zę sie dba o dzieci.
            • mapt Re: międzymorze 20.03.18, 23:16
              Autorka chyba błędnie trochę zakłada, że po rozstaniu jej mąż nadal będzie się tak samo w dzieci angażował. Zwyczajnie nie będzie to możliwe, bo on albo wróci do swojego kraju żeby znaleźć jakiegoś członka rodziny co go zechce utrzymywać, albo zostanie ale będzie musiał do tej roboty jednak iść i to będzie wymówka na jakąkolwiek inną aktywność.
              Pomijając fakt, że jeśli mieszkanie wspólne to się z niego pan wygonić nie da,
              jeśli to autorka mniej czasu z dziećmi spędza ze względu na pracę to pan może żądać w sądzie opieki przypisanej sobie a od autorki alimentów na dzieci. Chociaż wątpię żeby nałogowo niepracujący pan znalazł poparcie, dzieci już na tyle duże, że nie musi stale w domu być.
              Pytanie, czy ten pan spędza z dziećmi czas czy tylko jest w domu gdy dzieci są.
              Pytanie ile sztuk rękodzieła pan już sprzedał.
          • ola_dom Re: międzymorze 20.03.18, 23:04
            miedzymorze napisała:

            > Czy sama bez męża i dzieci w swoim wyglądającym tak jak chcesz i wysprzątanym
            > mieszkaniu i i zaparkowanym wymarzonym autem będziesz szczęśliwa czy nie ?

            Nie wiadomo. Ale wiadomo, ze teraz nie jest.
            Można akn na milion postów wyjaśniać i mądrze argumentować, ze ma za wysokie oczekiwania względem porządku/mężczyzn/zaangażowania/entuzjazmu/etc. - tylko po co?
            Akn wydaje się być dość świadomą osobą, pisze też, że latami starała się zrozumieć, że "tak jest dobrze" - ale jednocześnie czuła, że NIE JEST. Wydaje się, że poświęciła na to naprawdę dużo czasu - przecież ona zmaga się z tym od ponad dekady, mąż nie stał się taki pół roku temu. Więc po takim czasie chyba już można mieć względną pewność, co się chce, a czego nie chce w związku. Dlaczego ma nadal żyć wbrew sobie, wbrew swoim pragnieniom i standardom? Zwłaszcza, że nie brzmią one wcale jakoś niedorzecznie.
            Codzienna upierdliwość może zabić każdą miłość.

            Poza tym mam wrażenie, że w tym związku tylko akn starała się zrozumieć drugą stronę i iść na kompromisy, wykazywać zrozumienie. Ma prawo mieć dosyć, bo to jest trudna do zniesienia nierównowaga.
          • mapt Re: międzymorze 20.03.18, 23:05
            Moja znajoma ma męża aktywnego alkoholika. Też doszła do wniosku, że gdyby ona sama lubiła sobie golnąć razem z nim, do upadłego, walnąć się na kanapie to by mieli całkiem udane małżeństwo. Mąż by małpek nie musiał chować po całym domu, bo by stały na stole, zamiast obiadu. I komu by to przeszkadzało? A dzieci uwielbiają rodziców którzy spędzają z nimi czas, np na bawieniu się puszką po piwie. Wszystko kwestia podejścia i życia w zgodzie z sobą, z priorytetem dbania o relacje:D.
            • ola_dom Re: międzymorze 20.03.18, 23:14
              mapt napisała:

              > Moja znajoma ma męża aktywnego alkoholika. Też doszła do wniosku, że gdyby ona
              > sama lubiła sobie golnąć razem z nim, do upadłego, walnąć się na kanapie to by
              > mieli całkiem udane małżeństwo.

              > Wszystko kwestia podejścia i życia w zgodzie z sobą, z priorytetem dbania o relacje:D.

              O to to właśnie.
              Miałam wujka, który miał naprawdę udane małżeństwo. Oboje z żoną byli skończonymi flejtuchami. Sama widziałam "namoczone" pranie w wannie, które zapleśniało. Zarośnięty kibel. Zakurzone pranie na sznurku - ono przynajmniej nie spleśniało. Stół i wszystkie możliwe blaty w kuchni zastawione brudnymi naczyniami, gdzie odgarniało się miejsce na "czysty" kubek z herbatą - dla gościa.
              NIGDY nie widziałam w ich domu porządku.
              Ale oni tacy byli OBOJE. I dobrze im się ze sobą żyło.
          • akn82 Re: międzymorze 20.03.18, 23:15
            Co do syfu powiem tak: jak by nie patrzeć był u nas chlew. Czy zerojedynkowo czy bardziej poetycko.
            Obiektywnie i subiektywnie.

            Nie uważam, każdego kto mnie pytał o nasze życie za fałszywego przyjaciela. Raczej w drugą stronę skali.

            Nie chodzi o wciskanie w role społeczną, kiedy to on zarabia. Chodzi o przejęcie odpowiedzialności za dorosłe życie, którego elementem jest zarabianie. Ja się nie piszę na związek, w którym 1 małżonek zarabia. I żadne odwracanie ról damsko-męskich tutaj nie wchodzi w grę. Bo to poprostu nie ja. Nie dałabym rady być Panią Domu z zawodu.

            Doba nie jest z gumy. To fakt. Mnie się udaje łączyć pracę zawodową i rozkręcanie własnego biznesu. Też to robię wieczorami.
            Biznes męża może i wyjść. Niestety nie mam czasu czekać 3 kolejnych lat.

            W poście nie ma wizji dzieci i emocji tylko materialzm, bo to jest mój obecny cel. Dorobienie się. Wyjście na protą.
            Cały czas dotąd wszystko to o czym pisałaś było dla mnie priorytetem. Teraz są nim dobrobyt finansowy. Mam 35 lat, wynajmuję mieszkanie, nie mam zdolnosci kredytowej, jeżdżę starym gratem, który jest cudowny bo jest niezawodny, ale nie wiem jak długo jeszcze pozipie.
            Wszystko to, co wy macie bo dorabiałyście się w ciągu życia zawodowego dla mnie na razie jest nieosiągalne, bo żyłam wizją miłości, partnerstwa, przeżyć itp. Już sobie poprzeżywałam za dużo i materialnie nie mam nic. Dobrze, że ta obecna praca mnie znalazła i docenia.

            Co do potrzeb dzieci to się nie zgadzam. Córka marzy by pojechać na narty. Dostać je i nauczyć się jeździć. Nie sądzę by moja obecność, wsparcie i zrozumienie jej zadość uczyniło brak tych nart. Nie można im ciągle odmawiać przyjemności kursów czy dodatkowych zajęć, czule obejmując i głaszcząc po główkach. Skoro sami o to proszą. Równowaga powinna być zachowana, trochę tego a trochę innego.

            Jaki jest inny sposób na kupowanie rzeczy materialych, jak nie posiadanie na nie funduszy pochodzących z pracy zarobkowej? Niestety nie wygrałam w totka :)


            W nowym mieszkaniu mogę mieszkać z różnymi ludźmi. Chcę mieć relację, ale ta z moim mężem mnie obecnie przerasta i nie wierzę w jej powodzenie.
            • mapt Re: międzymorze 20.03.18, 23:24
              Zaleta tego że nie macie własnego mieszkania, jest obecnie bardzo duża - z wynajętego można się bez problemu wyprowadzić i nie trzeba z mężem się w sądzie o podział szarpać:P. Jeden problem z głowy.

              • yoma Re: międzymorze 21.03.18, 13:16
                No i wyszło w 150. poście, bo do tej pory wszyscy dyskutanci byli szczerze przekonani, że to jakaś siedziba rodowa, której opuścić nijak. Ciekawe, co jeszcze wyjdzie.
                • ola_dom Re: międzymorze 21.03.18, 13:19
                  yoma napisała:

                  > No i wyszło w 150. poście, bo do tej pory wszyscy dyskutanci byli szczerze
                  > przekonani, że to jakaś siedziba rodowa, której opuścić nijak.

                  Szczerze, to nawet przez myśl mi coś takiego nie przeszło. Szczerze.
                • akn82 Re: międzymorze 21.03.18, 13:20
                  Przeprasz, ale nie rozumiem co chcesz powiedzieć?
                  • yoma Re: międzymorze 21.03.18, 13:32
                    To, że cały czas była mowa o tym, że mieszkanie wspólne, że mąż ci łaskawie pozwoli się wyprowadzić, ale samej, że jeśli się wyprowadzisz, to będziesz musiała utrzymywać i stare, i bla bla bla. A tu po tygodniu rozwoju wątku nagle się okazuje, że mieszkanie jest wynajęte. Noż kurde.

                    Więc ciekawam, co jeszcze wyjdzie na jaw, bo może w 200. poście się okaże, że ten mąż jest niewidomy albo ma amputowane obie nogi.
                    • wagonetka Re: międzymorze 21.03.18, 13:42
                      yoma napisała:

                      > Więc ciekawam, co jeszcze wyjdzie na jaw, bo może w 200. poście się okaże, że t
                      > en mąż jest niewidomy albo ma amputowane obie nogi.
                      >

                      co ma wyjść, już wyszło :-)

                      bo jak nie wiadomo, o co chodzi to znaczy, że chodzi o kasę
                      najlepiej dużą

                      a tej mąż zapewnić nie chce

                      • yoma Re: międzymorze 21.03.18, 13:57
                        Może stać na stanowisku, że to on ich utrzymywał z tego swojego spadku, kiedy żona studiowała i rodziła...
                        • wagonetka Re: międzymorze 21.03.18, 14:02
                          yoma napisała:

                          > Może stać na stanowisku, że to on ich utrzymywał z tego swojego spadku, kiedy ż
                          > ona studiowała i rodziła...
                          >

                          może
                          no i - jak czytamy - przez 2 lata prowadził firmę, w której żona pracowała

                          tak czy tak nie chce iść do pracy, w której mógłby dużo zarobić - na tyle dużo, aby starczyło na wszystkie przyjemności

                          tak to bywa, gdy mąż i żona mają kompletnie różne priorytety


                      • akn82 Re: międzymorze 21.03.18, 14:07
                        No tak tylko fortuna mnie interesuje.
                        Nadinterpretacja się zaczyna i to bardzo duża.

                        Chodzi o to, że mąż ma pierdylion wymówek, dla których do pracy iść nie chce. I to mi przeszkadza. Spadek mógł pomnażać a nie przejadać. To była jego decyzja. Ja w jego spadek sprzed ślubu w ogóle nie ingerowałam. Między dziećmi pracowałam, więc też nie jest tak, że siedziałam i zmieniałam pieluchy 5 lat.
                        • wagonetka Re: międzymorze 21.03.18, 14:12
                          akn82 napisał(a):

                          > No tak tylko fortuna mnie interesuje.
                          > Nadinterpretacja się zaczyna i to bardzo duża.

                          czyżby?
                          przecież to ty napisałaś: "materialzm, bo to jest mój obecny cel. Dorobienie się. Wyjście na prostą."

                          > Chodzi o to, że mąż ma pierdylion wymówek, dla których do pracy iść nie chce. I
                          > to mi przeszkadza. Spadek mógł pomnażać a nie przejadać. To była jego decyzja.
                          > Ja w jego spadek sprzed ślubu w ogóle nie ingerowałam. Między dziećmi pracował
                          > am, więc też nie jest tak, że siedziałam i zmieniałam pieluchy 5 lat.

                          nie chce iść do pracy, tylko woli pracować na swoim albo jako freelancer?

                          mnie to nie dziwi, bo sama tak mam, mało tego - tak samo ma mój mąż, oboje nie nadajemy się do pracy na etacie
                          zapewne twój mąż ma podobnie


                    • enith Re: międzymorze 21.03.18, 13:52
                      Też nie rozumiem twojego zarzutu, yoma. Pani pisała, że mąż ma takie samo prawo do przebywania w tym mieszkaniu, co ona, więc nie może go tak po prostu z niego wyrzucić. A jeśli dojdzie do fizycznej separacji, to mieszkania trzeba będzie wynająć dwa. Autorka wątku nigdzie nie pisała, że mieszkanie jest ich własnością.
                      • yoma Re: międzymorze 21.03.18, 13:56
                        1. A czyj podpis figuruje pod umową najmu?

                        2. Dlaczego u diabła dwa? Mąż sobie, żona sobie.
                        • akn82 Re: międzymorze 21.03.18, 14:08
                          Oba podpisy figurują na umowie.
                          • yoma Re: międzymorze 21.03.18, 14:34
                            akn82 napisał(a):

                            > Oba podpisy figurują na umowie.

                            No to informujesz właściciela, że tylko ty wypowiadasz umowę, drugi współwynajmujący zostaje.
                            • enith Re: międzymorze 21.03.18, 14:42
                              Co, w zależności od tego, jak sformułowana jest umowa, może wcale nie zdejmować z niej odpowiedzialności za zapłatę czynszu. A ponieważ wiemy, że mąż czynszu nie zapłaci, bo jest gołodupiec, a do pracy nie pójdzie na czynsz zarobić, bo on już tak ma, dług będzie rósł autorce wątku. Do tego przedwczesne zerwanie umowy najmu też może być obwarowane zastrzeżeniami.
                    • akn82 Re: międzymorze 21.03.18, 14:03
                      Nie że wspólne prawnie tylko że mieszkamy wspólnie i mamy do niego prawo oboje.
                      Założyłaś że własnościowe jest. (Bo przecież w naszym wieku, to ludzie już się dorobili mieszkania i to takie oczywiste, czyż nie?) Nie rozumiem zarzutu. Serio.
                      Logistyka separacji i wyprowadzki jest taka sama. Kwestie prawne odpadają.
                      • wagonetka Re: międzymorze 21.03.18, 14:09
                        akn82 napisał(a):

                        > Logistyka separacji i wyprowadzki jest taka sama. Kwestie prawne odpadają.

                        bynajmniej

                        zabierasz dzieci, swoje i ich rzeczy i wyprowadzasz się do innego wynajętego mieszkania

                        następnie spotykasz się z mężem aby ustalić warunki sprawowania opieki nad dziećmi

                        to wszystko


                        • akn82 Re: międzymorze 21.03.18, 14:25
                          No tak, a on mnie potem oskarży o porwanie dzieci.

                          Nie działam w taki sposób. Trudno mi tak poprostu spakować dzieci i zabrać je mu sprzed nosa, a im tatę. To w praktycznym wykonaniu nie jest takie hop siup. Przynajmniej nie dla mnie. Poza tym umowy mają różne zapisy.
                          Fomalnie umowa jest na mnie i na męża. Obowiązuje mnie płacenie za czynsz i inne opłąty.

                          Pisałam tam gdzieś wyżej, że nie uważam by dzieci należały tylko do mnie i że to takie oczywiste, że mają iść ze mną.
                          Wolę to rozwiązać jakoś inaczej niż na hura.
                          Dziękuję za udział w wątku, ale tego typu rady są deczko oderwane od realiów ich faktycznego wykonania.
                          • wagonetka Re: międzymorze 21.03.18, 14:32
                            akn82 napisał(a):

                            > No tak, a on mnie potem oskarży o porwanie dzieci.

                            dlaczego miałby cię o to oskarżyć?
                            pisałaś, że to przyzwoity, empatyczny człowiek i w trudnych chwilach możecie na niego liczyć
                            poza tym - przecież uprzedziłabyś go o tym, że się wyprowadzacie, prawda?

                            > Nie działam w taki sposób. Trudno mi tak poprostu spakować dzieci i zabrać je m
                            > u sprzed nosa, a im tatę. To w praktycznym wykonaniu nie jest takie hop siup. P
                            > rzynajmniej nie dla mnie.

                            rozumiem
                            nie chcesz separacji, chcesz tylko, aby twój mąż był innym człowiekiem, niż jest
                            czyli - chcesz rzeczy nierealnej


                            Poza tym umowy mają różne zapisy.
                            > Fomalnie umowa jest na mnie i na męża. Obowiązuje mnie płacenie za czynsz i inn
                            > e opłąty.
                            >
                            > Pisałam tam gdzieś wyżej, że nie uważam by dzieci należały tylko do mnie i że t
                            > o takie oczywiste, że mają iść ze mną.

                            aha (?)
                            nawet po rozwodzie dzieci "należą" do obojga rodziców a sposób sprawowania opieki jest do ustalenia między nimi - mogą pół czasu spędzać z mamą a pół z tatą


                            > Wolę to rozwiązać jakoś inaczej niż na hura.

                            powodzenia, ale nie licz na to, że twój mąż nagle stanie sie kimś innym, niż jest

                          • yoma Re: międzymorze 21.03.18, 14:40
                            >Dziękuję za udział w wątku, ale tego typu rady są deczko oderwane od realiów ich faktycznego wykonania. 

                            Bla, bla, bla... tak, ale... tak, ale... tak, ale...

                            Od bodaj trzech lat płaczesz na forum na męża nieroba. Zrobiłaś coś przez ten czas? Choćby przeprowadziłaś rozdzielność majątkową, żeby w krytycznym momencie nie czuć się odpowiedzialna za wymówione mieszkanie? A nie, prawda, zapomniałam, w czerwcu...

                            >oskarży o porwanie dzieci

                            Proszę bardzo, niech oskarża, przynajmniej wstanie z kanapy.
                            • wagonetka Re: międzymorze 21.03.18, 14:44
                              yoma napisała:

                              > Proszę bardzo, niech oskarża, przynajmniej wstanie z kanapy.
                              >

                              coś nie wierze w tę kanapę :-)

                              zajmuje się dziećmi, gotuje, czasem ogarnia dom, uczy się od zera czegoś nowego, wykonuje piękne przedmioty - i to wszystko z tej kanapy? :-)




                              • yoma Re: międzymorze 21.03.18, 14:47
                                A no właśnie. Dlaczego mam nieodparte wrażenie, że mnóstwo w tym wątku jest przemilczane?
                                • wagonetka Re: międzymorze 21.03.18, 14:51
                                  yoma napisała:

                                  > A no właśnie. Dlaczego mam nieodparte wrażenie, że mnóstwo w tym wątku jest prz
                                  > emilczane?
                                  >

                                  kanapa wystąpiła tylko w kontekście godziny 21.00, kiedy to żona każe mężowi sprzątać kuchnię a on (siedząc na kanapie) mówi, że o tej porze jest zmęczony
                                  (czemu sie nie dziwię, bo o 21.00 też nie sprzątam)





                                  • yoma Re: międzymorze 21.03.18, 15:11
                                    No to działa ten mąż w domu czy nie działa? Ogarnia czy nie ogarnia? Bo ja już się gubię.
    • salsa.lover Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 20:42
      akn82 napisał(a):


      > Chciałabym by po położeniu dzieci spać, zamiast siadać na kanapie z komórką zaj
      > ął się sprzątaniem kuchni, kociej kuwety itp.



      eh... jak zaczęłam czytać to zdanie to już myślałam, że napiszesz, że chciałabyś aby po położeniu dzieci spać zamiast siadać z komórką mąż przyszedł i Cię przytulił, nalał Ci kieliszek wina i przyciągnął na kanapę :D a Ty piszesz, że chciałabyś aby zajął się sprzątaniem kuchni i kociej kuwety...! :DDD

      • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 21:36
        Zapomniałam już o takich wieczorach.
        On niekoniecznie jest zainteresowany taką formą spędzania czasu wolnego. Woli komórkę, przytulać się nie lubi, wina też nie.
        W tej materii jest u nas klapa na całego, od wielu lat...gorsza niż z tą kuwetą.
    • 71tosia Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 23:09
      Moim zdaniem czesc problemow meza to skutek a nie przyczyna bezrobocia. On ma caly zespol problemow bardzo typowych dla osoby trwale bezrobotnej: poczucie wykluczenia, rozluznienie relacji towarzyskich, problemy z planowaniem zajec i wywiazywaniem sie z obowiazkow, obnizone poczucie wlasnej wartosci etc. Pomoc takiej osobie jest bardzo trudno bez specjalistycznej pomocy psychologicznej.
      www.qrozwojowi.org.pl/index.php/ct-menu-item-17/41-psychologiczne-skutki-dlugotrwalego-bezrobocia-wykluczenie-spoleczne-poprzez-utrate-pracy.html
      • wagonetka Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 23:20
        71tosia napisała:

        > Moim zdaniem czesc problemow meza

        ale to nie mąż ma problemy, tylko jego żona

      • kariwitch00 Re: A moje życie wygląda tak: 18.05.18, 08:30
        niekoniecznie z powodu bezrobocia poniewaz jest to obcokrajowiec i nie musi mieć niewolniczej mentalności jak my w Polsce i programu w mozgu ze praca nadaje mu wartosc, predzej obstawiałabym ze nie potafi sie odnaleźć w naszej kulturze i własnie mentalności moze miec paraliz decyzyjny czuc sie stłamszony zablokowany w sumie nic dziwnego.
    • wagonetka Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 23:21
      po prostu zupełnie do siebie nie pasujecie

    • chyba.ze Re: A moje życie wygląda tak: 21.03.18, 11:25
      Reasumując

      Lata temu pisałaś, że

      - mąż gotuje nieregularnie
      - dziecko w domu podczas wakacji jest przyczyną pogorszenia jego samopoczucia (niech już wraca do przedszkola!)
      - nie sprząta, żyjedzie w brudzie
      - czegokolwiek nie dotknie zawodowo, robi to w sposób przynoszący straty
      - jest ambitny i czeka na dobre oferty pracy
      - ma skończone TYLKO liceum
      - całymi dniami gra na kompie
      - nie zniesie podległości zawodowej- co najniżej musi być prezesem
      - słabo mówi po polsku
      - ostatnio aktywny zawodowo był w liceum - pracował jako kelner
      - nie lubi Polaków
      - nie pójdzie do pracy, bo umknie mu okres rozwoju dzieci (??)

      Ktoś Ci wcześniej dobrze napisał, że przywiozłaś sobie egzotycznego chłoptasia więc masz.

      Łudząco podobne historie były na kultowym forum Faceci z Egiptu.
      • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 21.03.18, 12:39
        Nie jest egzotyczny. Zupełnie inny kierunek świata. Ale schemat ten sam.
      • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 21.03.18, 12:48
        No i tak jak mówilam, mąż generalnie jest fajnym facetem. Ja go szczerze lubię, tylko chyba nie jestem dla niego najlepszą żoną. W między czasie założył drugą działalność. Opierającą się na bardzo częstym kontakcie z ludźmi, pracy fizycznej i koncepcyjnej i ją wykonywał prawie 2 lata. Więc potrafi, jak chce. Ale nie wydoliliśmy finansowo na potrzeby 4 osobowej rodziny. W firmie pracowałam też ja. Doświadczenie zdobyte w jego firmie pozwoliło mi w znaleźć szybko inne zatrudnienie a w efekcie obecną pracę. Mąż nie chce swojego doświadczenia wykorzystać w swojej karierze zawodowej, a serio moim zdaniem ma wiele do zaoferowania.
    • akn82 Dziękuję 21.03.18, 14:20
      Dziękuję Wszystkim za udział w dyskusji.
      Wasze rady są pomocne. Cieszę się, że pojawiło się kilka różnych perspektyw.

      Postaram się wrócić z aktualizacją w okolicach czerwca.
      • enith Re: Dziękuję 21.03.18, 14:31
        Zanim znikniesz, może nam napisać, jaki masz plan na czerwiec, jeśli mąż po raz kolejny zawali tą sprawę, o której wspomniałaś? Rozważasz separację? Swoją wyprowadzkę? Jego?
        • verdana Re: Dziękuję 21.03.18, 14:41
          Rozumiem, że w tej chwili pierwszoplanowa jest stabilizacja finansowa, nie dzieci. Tylko są tu dwa rozwiązania - albo zabierasz dzieci, a wtedy zostaje Ci jedna pensja - wprawdzie na trzy osoby, więc trochę lepiej, ale nie bardzo widzę możliwość rozwijania dodatkowo własnego biznesu, skoro dojdzie Ci opieka nad dziećmi przez większość czasu. No i wtedy rzeczywiście zostaniesz jedyną osobą decyzyjną.
          Albo dzieci zostają z ojcem - ale wtedy kto będzie je utrzymywał?
          Żeby nie było - rozumiem, ze facet, który żyje na Twój koszt można mieć po dziurki w nosie i odejść po prostu dlatego,że nie masz ochoty być dalej z nieodpowiedzialnym mężem. Ale odejść w tej sytuacji aby poprawić sytuację materialną wydaje mi się mrzonką.
          • akn82 Re: Dziękuję 21.03.18, 14:44
            No to nie wiem już jakie mam opcje manewru.
            Mogę jedynie sobie chyba w łeb strzelić.
            Dość już mam.
            • wagonetka Re: Dziękuję 21.03.18, 14:55
              akn82 napisał(a):

              > No to nie wiem już jakie mam opcje manewru.


              zawsze możesz swojemu mężowi spokojnie powiedzieć prawdę - że jesteś bardzo zmęczona sytuacją, że masz dość, że bardzo źle znosisz to, że w domu jest za mało pieniędzy, że jesteś zniechęcona jego brakiem inicjatywy i że bardzo ci z tym wszystkim źle

              • ola_dom Re: Dziękuję 21.03.18, 14:57
                wagonetka napisał(a):

                > zawsze możesz swojemu mężowi spokojnie powiedzieć prawdę - że jesteś bardzo
                > zmęczona sytuacją, że masz dość, że bardzo źle znosisz to, że w domu jest za mało
                > pieniędzy, że jesteś zniechęcona jego brakiem inicjatywy i że bardzo ci z tym wszystkim źle

                Aha. I jak zwykle w odpowiedzi usłyszy, że go atakuje, nie szanuje, dołuje, umniejsza, i tak dalej.
                No może powiedzieć, pewnie że może. Tylko co to zmieni w tym konkretnym przypadku?
                • wagonetka Re: Dziękuję 21.03.18, 15:01
                  ola_dom napisała:

                  > Aha. I jak zwykle w odpowiedzi usłyszy, że go atakuje, nie szanuje, dołuje, umn
                  > iejsza, i tak dalej.
                  > No może powiedzieć, pewnie że może. Tylko co to zmieni w tym konkretnym przypad
                  > ku?
                  >

                  jesteś pewna, że gdy będzie mówiła o tym, co ją boli a nie artykułowała pretensje mąż odbierze jej słowa jak atak na siebie?
                  • ola_dom Re: Dziękuję 21.03.18, 15:15
                    wagonetka napisał(a):

                    > jesteś pewna, że gdy będzie mówiła o tym, co ją boli a nie artykułowała
                    > pretensje mąż odbierze jej słowa jak atak na siebie?

                    Przeprowadziłam tyle tego typu rozmów, że w zasadzie nie mam wątpliwości.
                    Jeśli nie ma woli rozmawiania z drugiej strony, to nie ma jak dotrzeć. Nie ma takiego sposobu. Choćbyś nie wiem, jakich użyła słów i jak łagodnie i spokojnie mówiła o swoich uczuciach.
                    Jak ktoś nie chce rozmawiać, to nie będzie rozmawiać, nie ma takiej siły. Nie dotrze, nie przyswoi, nie zrozumie. A raczej - zrozumie, jak chce. Niestety.
                    • wagonetka Re: Dziękuję 21.03.18, 15:30
                      ola_dom napisała:


                      > Jak ktoś nie chce rozmawiać, to nie będzie rozmawiać, nie ma takiej siły.

                      są na świecie introwertycy, którzy nie rozmawiają - ale umieją słuchać
                      nie trzeba rozmawiać, czasem wystarczy mówić o wszystkim, co nas boli i zobaczyć, co taki introwertyk z tym zrobi
                      czasem trzeba mówić wielokrotnie

                      • ola_dom Re: Dziękuję 21.03.18, 15:42
                        wagonetka napisał(a):

                        > są na świecie introwertycy, którzy nie rozmawiają - ale umieją słuchać

                        Ale rzadko wtedy reagują tak, jak opisany mąż - zarzutem, że się ich atakuje.

                        > czasem trzeba mówić wielokrotnie

                        Co często skutkuje tylko zniecierpliwieniem i kolejnym zarzutem, że się ich męczy/gnębi/molestuje/etc.
                        • wagonetka Re: Dziękuję 21.03.18, 15:47
                          ola_dom napisała:


                          > Ale rzadko wtedy reagują tak, jak opisany mąż - zarzutem, że się ich atakuje.

                          oczywiście - bo autorka męża właśnie atakuje

                          > Co często skutkuje tylko zniecierpliwieniem i kolejnym zarzutem, że się ich męc
                          > zy/gnębi/molestuje/etc.

                          to wtedy sie mówi "przykro mi, ale wyczerpałam wszystkie możliwości, wiesz, co mnie boli i z czym sobie nie radzę, nic z tym nie robisz, więc musimy się rozstać"
                          • ola_dom Re: Dziękuję 21.03.18, 15:58
                            wagonetka napisał(a):

                            > oczywiście - bo autorka męża właśnie atakuje

                            Myślisz, że tak przez 10 lat go wyłącznie atakuje?

                            Wiem jedno - miałam do czynienia i z jednym typem "rozmowy" - kiedy mówisz do introwertyka i on nie odpowiada, ale przyswaja - taki jest mój facet, więc znam to na co dzień;
                            i z drugim typem "rozmowy" - kiedy cokolwiek powiesz, jest rozumiane opacznie, wynaturzane, przekręcane, a na koniec jest wrzask i obraza - to też miałam na co dzień, bo tak wyglądały moje próby porozumienia z mamą.

                            I mało co mnie tak wkurza, jak "serdeczna rada" - "Ale może spróbuj porozmawiać, no dlaczego nie porozmawiasz...?" - udzielana komuś, kto przez milion lat i milion razy próbował na milion sposobów przekazać coś drugiej osobie.

                            A jeśli Tobie wagonetko nie zdarzyło się nigdy spotkać osoby, z którą porozmawiać się NIE DA - to mogę tylko pozazdrościć.
                            • wagonetka Re: Dziękuję 21.03.18, 16:03
                              ola_dom napisała:

                              > A jeśli Tobie wagonetko nie zdarzyło się nigdy spotkać osoby, z którą porozmawi
                              > ać się NIE DA - to mogę tylko pozazdrościć.
                              >

                              oczywiście, że mi się zdarzyło - ale takich ludzi po prostu unikam
                              i jedno jest pewne: na pewno nie wyszłabym za mąż za kogoś, z kim nie mogę się porozumieć w podstawowych sprawach

                              wiem również, że ludzie czasem wiążą się z emocji z kimś, kto do nich nie pasuje, co wychodzi w praniu - i wtedy trzeba się rozstać
                              bo o ile można w związku naprawiać wiele rzeczy, to z ludzi, którzy do siebie nie pasują żadnego związku nie będzie tak, jak nie da się chodzić w za małych butach


                              • ola_dom Re: Dziękuję 21.03.18, 16:18
                                wagonetka napisał(a):

                                > bo o ile można w związku naprawiać wiele rzeczy, to z ludzi, którzy do siebie
                                > nie pasują żadnego związku nie będzie tak, jak nie da się chodzić w za
                                > małych butach

                                Zgadzam się w całej rozciągłości. I obawiam się, że tutaj chodzi o taki właśnie przypadek, co zresztą zostało dostrzeżone już w pierwszej odpowiedzi tego wątku.
                                I można się też zastanawiać, dlaczego dopiero teraz akn przestaje to znosić. Myślę, że istotna jest tutaj jej historia rodzinna i trudność w rozpoznaniu, co nadaje się do zmiany i naprawy, a co jest ucieczką ze strachu czy błahego powodu - czego akn za wszelką cenę chciała uniknąć.
                                • wagonetka Re: Dziękuję 21.03.18, 16:33
                                  ola_dom napisała:


                                  > I można się też zastanawiać, dlaczego dopiero teraz akn przestaje to znosić.

                                  bo jego firma upadła, spadek został przejedzony, on do dobrze płatnej pracy iść nie chce, rówieśnicy już się dorobili a tu wyszło na to, że mąz nie ma "ambicji"
                                  • ola_dom Re: Dziękuję 21.03.18, 16:39
                                    wagonetka napisał(a):

                                    > bo jego firma upadła, spadek został przejedzony, on do dobrze płatnej pracy iść
                                    > nie chce, rówieśnicy już się dorobili a tu wyszło na to, że mąz nie ma "ambicji"

                                    Bo powinna była mieć pretensje, że mąż nie zarabia, kiedy pracował? Czy jak?

                                    Mnie się raczej wydaje, że długo i cierpliwie czekała, że jednak mąż się ogarnie i coś zacznie robić ze swoim życiem. Bardzo długo i bardzo cierpliwie. Aż w końcu zaczęła tracić nadzieję, że to w ogóle możliwe. Kiedyś musiała.
                                    No i powtórzę - tak, jak akn napisała w poście startowym - bała się, że odejście od męża będzie jak "wyrzucenie starego mebla na śmietnik". Przypuszczam, że nie chciała powielić wzorca z domu rodzinnego, więc latami starała się przed sobą udawać, że pasuje jej to, co jej wcale nie pasuje.
                                    • wagonetka Re: Dziękuję 21.03.18, 16:42
                                      ola_dom napisała:


                                      > Mnie się raczej wydaje, że długo i cierpliwie czekała, że jednak mąż się ogarni
                                      > e i coś zacznie robić ze swoim życiem.

                                      nie "coś", tylko to, co ona chce aby robił
                                      a ona chce, aby on był kimś całkiem innym, nic jest :-)

                                      zobaczyła, ze to się nie uda i tyle


                                      • ola_dom Re: Dziękuję 21.03.18, 16:50
                                        wagonetka napisał(a):

                                        > nie "coś", tylko to, co ona chce aby robił
                                        > a ona chce, aby on był kimś całkiem innym, nic jest :-)

                                        Nie wydaje mi się. Gdzie napisała, że jej zależało na czymś konkretnym, czym mąż miałby się zająć? Wręcz pisała, że zależy jej, żeby mąż zaczął robić COKOLWIEK.
                                        Tyle że dla męża żadna praca nie wydaje się odpowiednia - i ma na to milion powodów - w korpoboksie nie, na "cudzy rachunek" nie, korepetycje nie, na etacie nie, w knajpie nie, w branży, w której pracowali dwa lata - najwyraźniej z jakimiś sukcesami, skoro tamto doświadczenie pozwoliło akn podjąć nową, nieźle płatną pracę - też już nie. No i chyba nie jest tak, że tylko akn zdobyła doświadczenie w tej pracy?
                                        • ola_dom Re: Dziękuję 21.03.18, 16:53
                                          ola_dom napisała:

                                          > wagonetka napisał(a):
                                          >
                                          > > nie "coś", tylko to, co ona chce aby robił
                                          > > a ona chce, aby on był kimś całkiem innym, nic jest :-)

                                          Aha - i mam poważne przeczucie, że gdyby mąż był "gospodarzem domowym" i dbał o dom - nie byłoby tego całego wątku.
                                          A póki co akn zarabia na jego utrzymanie i po nim sprząta.
                                          Nie wydaje Ci się, że warto, żeby w związku była zachowana przynajmniej względna równowaga?
                                          • wagonetka Re: Dziękuję 21.03.18, 17:16
                                            ola_dom napisała:


                                            > Aha - i mam poważne przeczucie, że gdyby mąż był "gospodarzem domowym" i dbał o
                                            > dom - nie byłoby tego całego wątku.
                                            > A póki co akn zarabia na jego utrzymanie i po nim sprząta.
                                            > Nie wydaje Ci się, że warto, żeby w związku była zachowana przynajmniej względn
                                            > a równowaga?
                                            >

                                            po pierwsze: nie jest prawdą, że mąż nic nie robi (jeśli kobieta nie pracuje zawodowo, robi zakupy, gotuje, zajmuje się dziećmi nic nie robi?)

                                            po drugie: przypominam, że mąż ma święte prawo nie chcieć pracować "u kogoś" (choć myślę, że gdyby sytuacja go do tego zmusiła, nie byłby tak ortodoksyjny)

                                            po trzecie: przypominam, ze mąż miał 2 firmy (więc pracował), aktualnie również pracuje z nadzieją, że tym razem się uda (może się uda?)

                                            po czwarte: nie uważam, żeby żona miała prawo mówić mężowi w jakiej branży ma on pracować

                                            i po piąte: tak, powinna być równowaga, dlatego jeśli mąż nie wyniósł z domu nawyku wykonywania prac domowych, mądra żona powinna umieć ładnie go poprosić, aby to głupie pranie powiesili razem :-)

                                            • ola_dom Re: Dziękuję 22.03.18, 10:40
                                              wagonetka napisał(a):

                                              > po pierwsze: nie jest prawdą, że mąż nic nie robi (jeśli kobieta nie pracuje
                                              > zawodowo, robi zakupy, gotuje, zajmuje się dziećmi nic nie robi?)

                                              Po pierwsze - gdzie napisałam, że "nic nie robi"? Wkładasz w mój post brzydki schemat, a nawet dwa. Po co?
                                              W dodatku - świetnie mogę sobie wyobrazić sytuację, kiedy pracujący mąż wręcz nie chce, żeby żona cokolwiek robiła w domu, bo zależy mu, żeby witała go po pracy wypoczęta i pachnąca. Albo odwrotnie - zrelaksowany mąż czeka na żonę, która wraca z pracy i cieszą się sobą nawzajem.
                                              Ale podstawowy warunek jest taki, że obydwu stronom taki układ pasuje. A tutaj nie pasuje, o czym akn informuje męża wielokrotnie od lat.
                                              A skoro nie pasuje, to wracamy do tego, co kto w domu robi. Wróć do posta założycielskiego i porównaj zakres obowiązków obu małżonków. Nie razi Cię ta nierównowaga?
                                              Dziećmi zajmują się oboje, mąż nie jest nianią "na pełny etat". Gotują też oboje, mniej więcej tyle samo. To, co robi tylko i wyłącznie mąż, to zakupy. Hmmm... to rzeczywiście niezwykle czasochłonne i obciążające.

                                              A zarzut, że akn każe mężowi sprzątać po 21:00 jest obrzydliwy. Czy komuś tutaj wydaje się, że akn sobie siedzi na kanapie pół dnia, aż nagle o 21:00 zrywa się i zarządza generalne porządki? Przecież ona DOPIERO WTEDY ma na to czas. Kiedy wcześniej zrobi całą resztę rzeczy związaną z gospodarstwem domowym i dziećmi.
                                              W dodatku główna i podstawowa różnica polega na tym, że mąż robi wyłącznie to, co lubi. Jak czegoś nie lubi, nie ma siły, żeby się tym zajął. Akn robi to, co jest konieczne, żeby dom w miarę funkcjonował. Co więcej - akn wiele razy prosiła męża, żeby dzielił z nią część obowiązków. Ale mąż ma jej prośby i potrzeby centralnie gdzieś - bo on nie będzie robił, bo nie i już. I tu też o to chodzi - nie tyle, co kto robi, ile jak traktuje potrzeby i prośby partnera.

                                              > po drugie: przypominam, że mąż ma święte prawo nie chcieć pracować "u kogoś"

                                              To ja jeszcze raz poproszę - wskaż wypowiedź akn, w której każe, czy choć oczekuje, żeby mąż poszedł do pracy na etat, "do kogoś". W której wskazuje jakąkolwiek konkretną pracę, do której chciałaby, żeby mąż poszedł.
                                              Akn nawet o tym - wybaczcie, ale inaczej nie jestem w stanie na to spojrzeć - niedorzecznym pomyśle zarabiania na życie rękodziełem wypowiada się nad wyraz pozytywnie, jak na okoliczności.

                                              > po czwarte: nie uważam, żeby żona miała prawo mówić mężowi w jakiej branży
                                              > ma on pracować

                                              Jasne, zacytuj post, w którym akn cokolwiek mówi na ten temat. Jaka branża by jej odpowiadała.

                                              > i po piąte: tak, powinna być równowaga, dlatego jeśli mąż nie wyniósł z domu
                                              > nawyku wykonywania prac domowych, mądra żona powinna umieć ładnie go poprosić,
                                              > aby to głupie pranie powiesili razem :-)

                                              No to prosi. O 21:00, kiedy sama ma wreszcie czas, żeby się tym zająć - bo wcześniej ogarnia wszystko inne. I słyszy, że mąż jest zmęczony.
                                              No dobra, sama wiem, że całodzienne siedzenie przed kompem wyczerpuje i nuży. I jestem tylko trochę złośliwa, bo jak najbardziej biorę pod uwagę możliwość, że facet autentycznie ma depresję, albo chociaż dystymię. Tyle że niespecjalnie chce cokolwiek z tym robić, a zarazem akn też ma prawo mieć dość bycia jedyną odpowiedzialną za wszystko i całą rodzinę. Ma prawo być tym zmęczona i sfrustrowana.

                                              I jeśli dobrze rozumiem, wagonetko, Tobie taki partner i taki model związku by odpowiadał. Ale akn nie odpowiada. Czy chodzi o to, żeby ją przekonać, że się bardzo myli i ma świetnego męża? Bo takie odnoszę wrażenie.
                                              • wagonetka Re: Dziękuję 22.03.18, 11:09
                                                ola_dom napisała:

                                                a gdzieś ty to wszystko u mnie wyczytała? :-)

                                                mnie chodzi o to, że mąż ma prawo do tego, aby żyć po swojemu a żona ma prawo tego nie akceptować i od niego odejść

                                                natomiast nikt nie ma prawa wymagać od drugiej osoby aby ta była kim innym, niż jest

                                                tu żona zakochała się w uroczym niebieskim ptaku z wieloma "miękkimi" zaletami a po jakimś czasie doszła do wniosku, że niebieski ptak powinien zamienić się we wróbelka, bo jednak życie z niebieskim ptakiem jest dla niej zbyt trudne i wolałaby życie z jakimś zwykłym, pracowitym i odpowiedzialnym ptaszkiem

                                                i wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że żona usilnie usiłuje swego męża zmienić w kogoś innego, niż po prostu z nim się rozstać

                                                zdarza się, że ludzie do siebie zwyczajnie nie pasują



                                                • ola_dom Re: Dziękuję 22.03.18, 11:21
                                                  wagonetka napisał(a):

                                                  > mnie chodzi o to, że mąż ma prawo do tego, aby żyć po swojemu

                                                  Ma prawo. Dopóki nie ma dzieci. A tu nie dość, że ojciec nie zarabia na ich utrzymanie, to jeszcze wzorce, jakie im wpaja, są nie do przyjęcia. Gdyby to był związek wyłącznie dwojga dorosłych osób - nic nikomu do tego, jak się ze sobą układają.

                                                  > natomiast nikt nie ma prawa wymagać od drugiej osoby aby ta
                                                  > była kim innym, niż jest

                                                  No więc życie i okoliczności czasem wymagają. I wcześniejsze wybory i decyzje. Jak wyżej.

                                                  > tu żona zakochała się w uroczym niebieskim ptaku z wieloma "miękkimi" zaletami
                                                  > a po jakimś czasie doszła do wniosku, że niebieski ptak powinien zamienić się
                                                  > we wróbelka, bo jednak życie z niebieskim ptakiem jest dla niej zbyt trudne
                                                  > i wolałaby życie z jakimś zwykłym, pracowitym i odpowiedzialnym ptaszkiem

                                                  To prawda, i akn pisała, że jedyna winna jest ona, że wyszła za niego za mąż. Natomiast trudno się dziwić, że jest sfrustrowana tym, jak teraz jej życie wygląda. Bo ona była w stanie dostosować się do zmieniających okoliczności życiowych. Czy to naganne oczekiwać, że mąż też się choć trochę dostosuje - zakładając rodzinę?

                                                  > i wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że żona usilnie usiłuje swego męża zmienić
                                                  > w kogoś innego, niż po prostu z nim się rozstać

                                                  Prośba o pomoc w codziennych obowiązkach to nie jest usilne zmienianie kogoś w inną osobę.
                                                  • edw-ina Re: Dziękuję 22.03.18, 11:39
                                                    Olu, nie ma jednej zasady dopasowania się do zmieniającej się sytuacji życiowej. Dobrze wiem, jak ważne jest mieć u boku kogoś, na czyją opiekę finansową można liczyć. Ala to nie znaczy, że można wziąć sobie osobę z dowolnym charakterem i zmienić tę osobę w taką, która nam odpowiada. Powiem ci więcej - zanim związałam się z M byłam z uroczym facetem, bardzo ciepłym, inteligentnym itd., który jednak nigdy niczego nie potrzebował. Jemu wystarczało to, co miał, nie czuł potrzeby zarabiania poza minimum egzystencji itd. I stanęłam przed wyborem: albo zostanę z nim i wezmę na siebie sprawy finansowe, mając u boku faceta, który z pewnością mnie nie zawiedzie, lecz nie będzie człowiekiem utrzymującym rodzinę, albo odejdę i zwiążę się z kimś innym. Związałam się z kimś innym.
                                                  • ola_dom Re: Dziękuję 22.03.18, 11:54
                                                    edw-ina napisała:

                                                    > Olu, nie ma jednej zasady dopasowania się do zmieniającej się sytuacji życiowej.
                                                    > Dobrze wiem, jak ważne jest mieć u boku kogoś, na czyją opiekę finansową
                                                    > można liczyć. Ala to nie znaczy, że można wziąć sobie osobę z dowolnym charakterem
                                                    > i zmienić tę osobę w taką, która nam odpowiada.

                                                    Ale tu nie ma mowy o zmienianiu kogoś o 180 stopni!
                                                    Czy oczekiwanie, że mąż, będąc w domu, zmyje gary i sprzątnie kocią kuwetę, żebyśmy same nie musiały tego robić po nocy, jak już wrócimy z pracy i ogarniemy resztę chałupy i spraw rodzinych, naprawdę uważacie za gwałt na osobowości?
                                                  • edw-ina Re: Dziękuję 22.03.18, 12:03
                                                    Autorka chce stabilizacji finansowej, w którą zaangażuje się mąż. A skoro się nie angażuje, to ma zajmować się domem, ale na jej zasadach. Mi nigdy mąż nie powiedział, że skoro to on przynosi do domu więcej i to na jego barkach spoczywa utrzymanie domu, to mam sprzątać wedle jego zasad. Bo np. mi nie przeszkadzają naczynia na blacie, które kolejnego dnia wylądują w zmywarce, a jemu tak. Skoro jemu przeszkadzają - to on ma je do tej zmywarki wstawić. Gdyby tak zrobił, to czułabym się podle. Bo wychodzę z założenia, że nie muszę mu odpłacać za jego "opiekę" finansową spełniając jego potrzeby.
                                                  • ola_dom Re: Dziękuję 22.03.18, 12:09
                                                    edw-ina napisała:

                                                    > Bo wychodzę z założenia, że nie muszę mu odpłacać za jego "opiekę" finansową spełniając jego potrzeby.

                                                    Przecież nie chodzi o jakieś "odpłacanie"! Tylko o to, że akn musi robić wszystko. I jej być może też nie przeszkadzają brudne naczynia, ale jak się chce coś zjeść, to w końcu będą potrzebne czyste. I to ona ma je umyć. Choć ma na to o wiele mniej czasu niż mąż. Tu nie ma mowy o spełnianiu czyichś wyśrubowanych standardów, tylko o niezbędne czynności.
                                                    Być może zasikana kuweta nie przeszkadza ani mężowi, ani akn. Ale kotu przeszkadza. Więc ktoś, a właściwie akn, musi ją sprzątnąć.
                                                    I tak dalej.
                                                  • edw-ina Re: Dziękuję 22.03.18, 12:25
                                                    Skąd wiesz, jak wyglądają ich standardy? Ja nie wiem. Wiem za to, jak łatwo przedstawić wszystko jednostronnie. Może być tak, jak mówisz, a może być inaczej. Nie znasz tych standardów.
                                                  • ola_dom Re: Dziękuję 22.03.18, 12:31
                                                    edw-ina napisała:

                                                    > Skąd wiesz, jak wyglądają ich standardy? Ja nie wiem.

                                                    Jakie by nie były standardy, to żeby zjeść obiad, potrzebne są czyste naczynia.
                                                  • wagonetka Re: Dziękuję 22.03.18, 12:48
                                                    ola_dom napisała:

                                                    > Jakie by nie były standardy, to żeby zjeść obiad, potrzebne są czyste naczynia.


                                                    czyli temu małżeństwu potrzebna jest zmywarka
                                                  • ola_dom Re: Dziękuję 22.03.18, 12:52
                                                    wagonetka napisał(a):

                                                    > czyli temu małżeństwu potrzebna jest zmywarka

                                                    Z jakichś powodów może nie być na nią pieniędzy...

                                                    A temu małżeństwu chyba zmywarka też już nie pomoże.
                                                  • wagonetka Re: Dziękuję 22.03.18, 12:57
                                                    ola_dom napisała:

                                                    > Z jakichś powodów może nie być na nią pieniędzy...

                                                    ... bo je wydano na narty dla dzieci i wyjazdy w góry, zamiast na zmywarkę

                                                    > A temu małżeństwu chyba zmywarka też już nie pomoże.

                                                    gdyby była wcześniej, może by i pomogła :-)



                                                  • ola_dom Re: Dziękuję 22.03.18, 13:02
                                                    wagonetka napisał(a):

                                                    > gdyby była wcześniej, może by i pomogła :-)

                                                    Gdyby, gdyby... pewnie gdyby akn zarządziła, to by była i zmywarka.
                                                  • wagonetka Re: Dziękuję 22.03.18, 13:06
                                                    ola_dom napisała:

                                                    > Gdyby, gdyby... pewnie gdyby akn zarządziła, to by była i zmywarka.

                                                    sama więc widzisz :-)

                                                    zamiast kupić zmywarkę, aby polepszyć standard życia rodziny woli sama zmywać po 21.00
                                                  • ola_dom Re: Dziękuję 22.03.18, 13:12
                                                    wagonetka napisał(a):

                                                    > sama więc widzisz :-)
                                                    > zamiast kupić zmywarkę, aby polepszyć standard życia rodziny woli sama zmywać po 21.00

                                                    taaa... chyba obie dobrze wiemy, o co tutaj faktycznie chodzi i niekoniecznie ma sens zbijanie się kolejnymi dowcipnymi argumentami?
                                                  • wagonetka Re: Dziękuję 22.03.18, 12:04
                                                    ola_dom napisała:


                                                    > Czy oczekiwanie, że mąż, będąc w domu, zmyje gary i sprzątnie kocią kuwetę, żeb
                                                    > yśmy same nie musiały tego robić po nocy, jak już wrócimy z pracy i ogarniemy r
                                                    > esztę chałupy i spraw rodzinych, naprawdę uważacie za gwałt na osobowości?


                                                    jeśli bierze się za męża mężczyznę, który z jakichś powodów nie sprząta a po ślubie oczekuje się od niego, że zacznie sprzątać to to jest co najmniej dziwne :-)


                                                  • ola_dom Re: Dziękuję 22.03.18, 12:15
                                                    wagonetka napisał(a):

                                                    > jeśli bierze się za męża mężczyznę, który z jakichś powodów nie sprząta a po
                                                    > ślubie oczekuje się od niego, że zacznie sprzątać to to jest co najmniej dziwne :-)

                                                    Naprawdę?
                                                    Wierz mi, że jest wiele osób, które "przed ślubem" nie robiły różnych rzeczy w domu, a po ślubie, skoro zdecydowały się na wspólne życie zakładając rodzinę - zaczęły. I wcale nie czują, że zostały stłamszone.
                                                    Oczywiście, że można się spodziewać, że skoro narzeczony co weekend wyjeżdżał z kuplami na łódki, to będzie wyjeżdżał i po ślubie - ale czy żona nie ma prawa oczekiwać, że będzie przynajmniej część weekendów spędzał z rodziną?

                                                    Nadal uważam, że cały czas obrona idzie w stronę praw męża, które są absolutnie nie do podważenia.
                                                  • wagonetka Re: Dziękuję 22.03.18, 12:23
                                                    ola_dom napisała:

                                                    > Naprawdę?
                                                    > Wierz mi, że jest wiele osób, które "przed ślubem" nie robiły różnych rzeczy w
                                                    > domu, a po ślubie, skoro zdecydowały się na wspólne życie zakładając rodzinę -
                                                    > zaczęły.

                                                    przecież ten mąż zajmuje się dziećmi, robi zakupy, gotuje, czasem sprząta, również próbuje zarabiać - robi więc dla rodziny to, co sam uważa za słuszne a nie robi tego, co za słuszne uważa jego żona

                                                  • ola_dom Re: Dziękuję 22.03.18, 12:29
                                                    wagonetka napisał(a):

                                                    > przecież ten mąż zajmuje się dziećmi, robi zakupy, gotuje, czasem sprząta,
                                                    > również próbuje zarabiać - robi więc dla rodziny to, co sam uważa za słuszne
                                                    > a nie robi tego, co za słuszne uważa jego żona

                                                    To jeszcze raz - mąż robi to, co zechce. Żona robi to, co konieczne i niezbędne.
                                                    No po prostu nie wierzę, że zmycie garów i sprzątnięcie kuwety, czy nastawienie prania uważasz za wyłączną fanaberię żony.
                                                  • wagonetka Re: Dziękuję 22.03.18, 12:40
                                                    ola_dom napisała:

                                                    > To jeszcze raz - mąż robi to, co zechce. Żona robi to, co konieczne i niezbędne

                                                    nie, mąż również robi to, co niezbędne i konieczne - dzieci są zaaopiekowane, zakupy zrobione itd

                                                    > No po prostu nie wierzę, że zmycie garów i sprzątnięcie kuwety, czy nastawienie
                                                    > prania uważasz za wyłączną fanaberię żony.

                                                    dlaczego fanaberię?

                                                    w naszym domu ja wstawiam i wieszam pranie, sprzątam, ładuję zmywarkę tylko dlatego, że mniej nienawidzę to robić, niż mój mąż

                                                    on zaś gotuje nie dlatego, żeby spełniać jakieś fanaberie, tylko dlatego, że robi to lepiej ode mnie


                                                  • ola_dom Re: Dziękuję 22.03.18, 12:51
                                                    wagonetka napisał(a):

                                                    > nie, mąż również robi to, co niezbędne i konieczne - dzieci są zaaopiekowane,
                                                    > zakupy zrobione itd

                                                    Owszem, z tą różnicą, że gdyby tego nie lubił, to by nie robił.
                                                    Akn nie ma takiego wyboru.

                                                    > dlaczego fanaberię?
                                                    >
                                                    > w naszym domu ja wstawiam i wieszam pranie, sprzątam, ładuję zmywarkę tylko dla
                                                    > tego, że mniej nienawidzę to robić, niż mój mąż

                                                    Dlaczego "fanaberię"? Dlatego, że akn - według tego, co piszesz - nie ma prawa oczekiwać od męża, żeby to robił. Robił coś, co jest niezbędne i konieczne - ale mu "nie pasuje".
                                                    Akn też "nie pasuje". Ale robi - bo ktoś MUSI. A nie dlatego, żeby spełniać wyśrubowane standardy.
                                                    Przykład z Twojego domu nie wydaje się adekwatny, bo jak rozumiem - tak się z mężem umówiliście. Gdybyś poprosiła męża, żeby załadował zmywarkę, nie tknąłby jej palcem?
                                                  • wagonetka Re: Dziękuję 22.03.18, 13:03
                                                    ola_dom napisała:

                                                    > Owszem, z tą różnicą, że gdyby tego nie lubił, to by nie robił.

                                                    a skąd wiesz, że on to lubi? przecież go nie znasz


                                                    > Dlaczego "fanaberię"? Dlatego, że akn - według tego, co piszesz - nie ma prawa
                                                    > oczekiwać od męża, żeby to robił. Robił coś, co jest niezbędne i konieczne - al
                                                    > e mu "nie pasuje".
                                                    > Akn też "nie pasuje". Ale robi - bo ktoś MUSI. A nie dlatego, żeby spełniać wyś
                                                    > rubowane standardy.

                                                    nie rozumiesz - akn MA PRAWO oczekiwać od męża, że będzie wysprzątany dom, zrobione i rozwieszone pranie, umyte okna itp gdy ona wróci z pracy (bo skoro już siedzi w domu, to ma to robić - tak często mówią mężczyźni mający niepracujące zawodowo żony) - nikt akn tego prawa nie odbiera

                                                    > Przykład z Twojego domu nie wydaje się adekwatny, bo jak rozumiem - tak się z m
                                                    > ężem umówiliście. Gdybyś poprosiła męża, żeby załadował zmywarkę, nie tknąłby j
                                                    > ej palcem?

                                                    dlaczego miałabym prosić męża, aby robił coś, czego nienawidzi robić?
                                                    i nie, tak się nie umówiliśmy, tak wyszło w praniu, ze każdy robi mniej więcej to, co bardziej lubi robić
                                                  • ola_dom Re: Dziękuję 22.03.18, 13:10
                                                    wagonetka napisał(a):

                                                    > a skąd wiesz, że on to lubi? przecież go nie znasz

                                                    Założę się o milion, wyłącznie na podstawie tego, co czytałam, że pan nie kiwnie palcem w kierunku czegoś, co mu nie pasuje.

                                                    > dlaczego miałabym prosić męża, aby robił coś, czego nienawidzi robić?

                                                    Dlatego, że jesteś zmęczona i nie masz akurat dzisiaj siły tego zrobić?

                                                    > i nie, tak się nie umówiliśmy, tak wyszło w praniu, ze każdy robi mniej więcej
                                                    > to, co bardziej lubi robić

                                                    "Umówienie się" nie oznacza dla mnie wyłącznie słownych ustaleń, także coś, co wychodzi naturalnie, jak w Waszym wypadku.
                                                    Rozumiem jednak, że panuje u Was równowaga i żadne z Was nie czuje się wykorzystywane przez drugą stronę?
                                                  • wagonetka Re: Dziękuję 22.03.18, 13:26
                                                    ola_dom napisała:

                                                    > Założę się o milion, wyłącznie na podstawie tego, co czytałam, że pan nie kiwni
                                                    > e palcem w kierunku czegoś, co mu nie pasuje.

                                                    nie wiem tego, nie znam człowieka i nigdy nie ufam jednostronnym relacjom

                                                    > Dlatego, że jesteś zmęczona i nie masz akurat dzisiaj siły tego zrobić?

                                                    to zrobię to jutro

                                                    > "Umówienie się" nie oznacza dla mnie wyłącznie słownych ustaleń, także coś, co
                                                    > wychodzi naturalnie, jak w Waszym wypadku.
                                                    > Rozumiem jednak, że panuje u Was równowaga i żadne z Was nie czuje się wykorzys
                                                    > tywane przez drugą stronę?

                                                    u nich też wyszło przypadkiem

                                                    akn pisze: "Mimo wielkiej miłości i zapatrzenia w niego nigdy w 100% go nie akceptowałam. Zawsze drażnił mnie jego syf i brak chęci życia w schludnym miejscu. Irytował brak aktywności zawodowej oraz towarzyskiej, wycofanie."

                                                    różnica jest taka, ze ja mojego męża przed ślubem akceptowałam z wszystkimi jego wadami (kto ich nie ma?), dlatego dziś nie mam do niego pretensji o to, że te wady czasem wyłażą i mnie strasznie wkurzają - po prostu liczę do trzech i zabieram się za ładowanie zmywarki






                                                  • ola_dom Re: Dziękuję 22.03.18, 13:49
                                                    wagonetka napisał(a):

                                                    > > Dlatego, że jesteś zmęczona i nie masz akurat dzisiaj siły tego zrobić?
                                                    >
                                                    > to zrobię to jutro

                                                    Wiesz, że jutro będziesz zajęta przez 20 godzin/będzie Cię bolał brzuch od okresu/raniutko wyjeżdżasz na tydzień.
                                                    Naprawdę - NIGDY nie prosisz męża o pomoc w wyręczeniu Cię w czymś, czego on nie lubi robić? On nie prosi Ciebie?
                                                    Przypomina mi się fragment z książki o dwóch siostrach, które razem mieszkały i miały psa. Każda wyprowadzała psa co drugi dzień. Kiedy jedna złamała nogę, pies wychodził do drugi dzień.
                                                  • wagonetka Re: Dziękuję 22.03.18, 14:03
                                                    ola_dom napisała:

                                                    > Wiesz, że jutro będziesz zajęta przez 20 godzin/będzie Cię bolał brzuch od okre
                                                    > su/raniutko wyjeżdżasz na tydzień.
                                                    > Naprawdę - NIGDY nie prosisz męża o pomoc w wyręczeniu Cię w czymś, czego on ni
                                                    > e lubi robić? On nie prosi Ciebie?
                                                    > Przypomina mi się fragment z książki o dwóch siostrach, które razem mieszkały i
                                                    > miały psa. Każda wyprowadzała psa co drugi dzień. Kiedy jedna złamała nogę, pi
                                                    > es wychodził do drugi dzień.

                                                    w zasadzie staramy się oboje nie obarczać drugiego czynnościami, których ten nienawidzi robić, szanujemy swoją odrębność i swoją indywidualność

                                                    gdy któreś z nas niedomaga lub choruje, wiele rzeczy leży odłogiem - ale za to w tym czasie opiekujemy się chorym z wielką czułością :-)

                                                    gdy wyjeżdżam, nie myślę o tym, jak radzi sobie mój mąż, gdy on wyjeżdża, przeważnie jadam obiad u syna i synowej, bo mieszkamy w jednym domu :-)



                                                  • ola_dom Re: Dziękuję 22.03.18, 14:06
                                                    wagonetka napisał(a):

                                                    > w zasadzie staramy się oboje nie obarczać drugiego czynnościami, których ten nienawidzi robić

                                                    To jest dla mnie oczywiste, ja pytałam, czy NIGDY nie prosicie o pomoc w wyręczeniu się nawzajem.
                                                  • wagonetka Re: Dziękuję 22.03.18, 14:21
                                                    ola_dom napisała:

                                                    > To jest dla mnie oczywiste, ja pytałam, czy NIGDY nie prosicie o pomoc w wyręcz
                                                    > eniu się nawzajem.

                                                    dziwne pytanie
                                                    nie pamiętam, czy NIGDY, jesteśmy juz tyle lat po ślubie, że na pewno się nie raz zdarzyło, że ja gotowałam a on sprzątał - ale co to wnosi ido rozmowy?

                                                    mówimy przecież o rozwiązaniach systemowych - każdy robi to, co robi lepiej i co bardziej lubi robić, im mniej pola do konfliktu, tym lepiej

                                                    natomiast nie lubię postawy "nie akceptuję u narzeczonego jego zamiłowania do syfu, ale po ślubie mam mu za złe, że lubi żyć w syfie"

                                                    ja wiedziałam przed ślubem, że mój narzeczony nie sprząta, więc jasne było, ze po ślubie sprzątać będę ja - on wiedział, że nie lubię gotować, więc jasne było, że gotować będzie on nawet wtedy, gdy mu sie nie chce lub gdy go boli głowa



                                                  • wagonetka Re: Dziękuję 22.03.18, 14:38
                                                    aha, jeszcze jedno, chyba ważne w kontekście tego wątku: każde z nas swoje obowiązki wykonuje według swoich własnych zasad i nie wyobrażam sobie, aby mój mąż miał do mnie pretensje o to, że jest bałagan ani tego, że ja mam do niego pretensje o to, że na obiad jest tylko jajecznica




                                                  • ola_dom Re: Dziękuję 22.03.18, 14:43
                                                    wagonetka napisał(a):

                                                    > dziwne pytanie
                                                    > nie pamiętam, czy NIGDY, jesteśmy juz tyle lat po ślubie, że na pewno się
                                                    > nie raz zdarzyło, że ja gotowałam a on sprzątał - ale co to wnosi ido rozmowy?

                                                    Wnosi tyle, że w omawianym przypadku w zasadzie się to nie zdarza, a Ty wydajesz się uparcie utrzymywać, że tak jest dobrze i akn nie ma prawa oczekiwać nic od męża.

                                                    > mówimy przecież o rozwiązaniach systemowych - każdy robi to, co robi lepiej
                                                    > i co bardziej lubi robić, im mniej pola do konfliktu, tym lepiej

                                                    Tylko że tutaj "rozwiązanie systemowe" zrzuciło 90% odpowiedzialności na żonę. A mi się jednak wydaje, że jak się bierze ślub, to ma się prawo oczekiwać, że się kogoś poślubiło, a nie adoptowało. I że odpowiedzialność za wspólne życie będzie się współdzieliło, a nie niosło w 90% na własnych plecach.
                                                    Bo to w sumie mogłoby znaczyć, że jak się ktoś w porę nie upomniał o równowagę, to już nie ma prawa tego nigdy zrobić. Więc jakim prawem akn ma pretensje i oczekiwania.
                                                  • wagonetka Re: Dziękuję 22.03.18, 15:47
                                                    ola_dom napisała:


                                                    > Wnosi tyle, że w omawianym przypadku w zasadzie się to nie zdarza

                                                    czyżby?
                                                    akn pisze: "Mąż - zaprowadza dzieci z i do szkoły. Jest z nimi w domu do czasu kiedy wrócę z pracy. W większości robi zakupy, często gotuje. Czasem coś tam w domu ogarnie."

                                                    , a Ty wydajes
                                                    > z się uparcie utrzymywać, że tak jest dobrze i akn nie ma prawa oczekiwać nic o
                                                    > d męża.

                                                    czyżby?
                                                    wagonetka 22.03.18, 13:03
                                                    "akn MA PRAWO oczekiwać od męża, że będzie wysprzątany dom, zrobione i rozwieszone pranie, umyte okna itp gdy ona wróci z pracy (bo skoro już siedzi w domu, to ma to robić - tak często mówią mężczyźni mający niepracujące zawodowo żony) - nikt akn tego prawa nie odbiera"

                                                    > Tylko że tutaj "rozwiązanie systemowe" zrzuciło 90% odpowiedzialności na żonę.
                                                    > A mi się jednak wydaje, że jak się bierze ślub, to ma się prawo oczekiwać, że s
                                                    > ię kogoś poślubiło, a nie adoptowało. I że odpowiedzialność za wspólne życie bę
                                                    > dzie się współdzieliło, a nie niosło w 90% na własnych plecach.
                                                    > Bo to w sumie mogłoby znaczyć, że jak się ktoś w porę nie upomniał o równowagę,
                                                    > to już nie ma prawa tego nigdy zrobić. Więc jakim prawem akn ma pretensje i oc
                                                    > zekiwania.
                                                    >

                                                    jeśli bierze się ślub z kimś, kto "Zawsze drażnił mnie jego syf i brak chęci życia w schludnym miejscu. Irytował brak aktywności zawodowej oraz towarzyskiej, wycofanie." to, oczywiście, ma się prawo oczekiwać, że po ślubie luby zacznie lubić czystość i porządek, zacznie być aktywny zawodowo i towarzysko - ale mieć prawo oczekiwać a dostać to, czego się oczekuje to dwie różne sprawy

                                                    akn może mieć pretensje wyłącznie do siebie za to, że wybrała niewłaściwego człowieka na męża

                                                    co innego byłoby, gdyby przed ślubem tego wszystkiego o nim nie wiedziała - wtedy mogłaby czuć się oszukana, tak jednak nie było
                                                  • ola_dom Re: Dziękuję 22.03.18, 16:33
                                                    wagonetka napisał(a):

                                                    > czyżby?
                                                    > akn pisze: "Mąż - zaprowadza dzieci z i do szkoły. Jest z nimi w domu do czasu
                                                    > kiedy wrócę z pracy. W większości robi zakupy, często gotuje. Czasem coś tam w
                                                    > domu ogarnie."

                                                    Ale co tu "się zdarza"? W czym mąż ją wyręcza? No i naprawdę ludzki pan... siedzi w domu razem z dziećmi - a przecież mógłby w tym czasie iść na jakieś łajdactwo. No skarb!
                                                    Aaa... pan chyba nie lubi wychodzić i ma fobię społeczną. No ale przynajmniej nie chowa się przed dziećmi w piwnicy, no skarb!

                                                    > czyżby?
                                                    > wagonetka 22.03.18, 13:03
                                                    > nikt akn tego prawa nie odbiera"

                                                    Ja bardzo przepraszam, ale albo traktujesz mnie jak idiotkę, albo już nie wiem co.
                                                    Sformułowanie "nikt jej tego prawa nie odbiera" w tym kontekście oznacza dokładnie tyle, że uważamy, że akn ma prawo sobie tym swoim prawem co najwyżej podetrzeć dupę.

                                                    > akn może mieć pretensje wyłącznie do siebie za to, że wybrała niewłaściwego
                                                    > człowieka na męża

                                                    No i ma, sama to pisała. Ja też to przytaczałam już nie raz. Wydajesz się nie widzieć postów nie pasujących do Twojej teorii.

                                                    > co innego byłoby, gdyby przed ślubem tego wszystkiego o nim nie wiedziała -
                                                    > wtedy mogłaby czuć się oszukana, tak jednak nie było

                                                    No tak, forum oczywiście koniecznie będzie jej udowadniać, jak niesprawiedliwie oczekuje od męża, że po ślubie będzie jej partnerem, a nie adoptowanym dzieckiem.

                                                    W takim układzie - czy należy się spodziewać, że skoro narzeczonemu mama gotuje i sprząta, to po ślubie mama nadal będzie mu gotować i sprzątać? Czy jeśli narzeczony uwielbia spać do południa, to w żadnym razie się nie spodziewajmy, żeby wstawał nad ranem do wyjącego niemowlaka? I jeszcze - czy jeśli ktoś na początku małżeństwa zdejmuje z partnera obowiązki, bo ten przeżywa trudny okres (depresja, choroba), to ma oznaczać, że już na zawsze bierze je na swoje barki?
                                                    Dla mnie oczywiste jest, że jeśli mąż ma depresję, to go wspieram i nie oczekuję, żeby w tym momencie walczył o karierę zawodową. Cierpliwie czekam, aż mąż się wykaraska. Że jeśli ma spadek, to super - korzystamy z niego do czasu, aż staniemy na nogi, ale w tym samym czasie STARAMY SIĘ stanąć na nogi.
                                                    Czy jednak od razu powinniśmy wiedzieć, że mamy co jeść, dopóki starczy spadku, a mąż wcale nie będzie zamierzał nic zrobić z depresją? Tudzież jak już niej wyjdzie, to wcale nie zmieni swojego podejścia do spraw domowych?

                                                    I spytam ponownie - czy jeśli ktoś od początku nie zawalczył o swoje prawa i równowagę, to znaczy, że potem to już po ptokach i ma się godzić na wszystko - bo przecież "widziała przed ślubem"?
                                                  • wagonetka Re: Dziękuję 22.03.18, 16:53
                                                    ola_dom napisała:

                                                    odpowiem krótko, ponieważ zupełnie nie odpowiada mi agresywna forma twojej wypowiedzi

                                                    jeśli bierzesz świadomie za męża brudasa i nietowarzyskiego lenia to oczekiwanie, że zmienisz go w pracowitego miłośnika czystości i duszę towarzystwa jest po prostu głupie



                                                  • ola_dom Re: Dziękuję 22.03.18, 17:03
                                                    wagonetka napisał(a):

                                                    > odpowiem krótko, ponieważ zupełnie nie odpowiada mi agresywna forma twojej wypowiedzi

                                                    Zanim straciłam cierpliwość, też niekoniecznie odpowiadałaś na pytania, które były niewygodne, czy to krótko, czy długo.
                                                  • wagonetka Re: Dziękuję 22.03.18, 17:10
                                                    ola_dom napisała:


                                                    > Zanim straciłam cierpliwość, też niekoniecznie odpowiadałaś na pytania, które b
                                                    > yły niewygodne, czy to krótko, czy długo.
                                                    >

                                                    nie zadałaś mi żadnego niewygodnego pytania, starałam się na wszystkie odpowiadać z dobrą wolą


                                                  • triss_merigold6 Re: Dziękuję 22.03.18, 12:35
                                                    Próbuje ale nie zarabia. Co więcej, na owe nieudane próby zmarnował przez lata kupę kasy.
                                                    Fakt, że próbuje jest bez znaczenia, od dorosłego mężczyzny można oczekiwać, że zarobi przynajmniej na swoje utrzymanie.
                                                  • wagonetka Re: Dziękuję 22.03.18, 12:42
                                                    triss_merigold6 napisała:

                                                    od dorosłego mężczyzny można oczekiwać, że
                                                    > zarobi przynajmniej na swoje utrzymanie.

                                                    od dorosłej kobiety również
                                                    czy uważasz, że kobiety, które nie zarabiają na swoje utrzymanie to leniwe baby?


                                                  • wagonetka Re: Dziękuję 22.03.18, 11:40
                                                    moje zdanie jest takie, że - powtórzę się - nikt nie ma prawa wymagać tego, aby ktoś stał się kimś innym, niż jest, bo to jest przemoc i próba łamania człowieka

                                                    człowieka można akceptować takim, jakim jest, można próbować go przekonywać, aby pracował nad pewnymi swoimi cechami, których nie akceptujemy i to wszystko, co można zrobić

                                                    nasz wątkowy mąż może zmienić swoje zachowanie TYLKO WTEDY, gdy sam tego zechce, bo to musi być jego suwerenna decyzja

                                                    pytanie jest takie: co musi się stać, aby ów mąż zechciał zmienić swoje zachowanie?

                                                  • triss_merigold6 Re: Dziękuję 22.03.18, 11:46
                                                    Terapia behawioralna ze wzmocnieniem awersyjnym działa zawsze.
                                                  • edw-ina Re: Dziękuję 22.03.18, 12:05
                                                    Oczywiście, świetnie sprawdziła się przy okazji "leczenia" homoseksualistów, więc sprawdzi się i na mężów, którzy nie wpisują się w schemat samców alfa.
                                                  • triss_merigold6 Re: Dziękuję 22.03.18, 12:12
                                                    Chcesz powiedzieć, że bycie pasożytniczym leniem to integralna część tożsamości, wrodzona wada wynikająca z braku odpowiedniego hormonu podczas życia płodowego?
                                                    Serio, trzeba być samcem alfa, żeby w dorosłym życiu wykonywać pracę zarobkową przynoszącą jakikolwiek dochód? Celowo pisze jakikolwiek, bo nawet najniższa krajowa jest lepsza od rzeźbienia pięknych rzeczy latami na koszt żony i dzieci.
                                                  • edw-ina Re: Dziękuję 22.03.18, 12:23
                                                    Nie ustawiam ludziom ról życiowych, a chociaż jestem wielką fanką psychologii ewolucyjnej, to chcę wierzyć, ze wznieśliśmy się rozwojowo ponad podział: kobieta do rodzenia, opieki i zbierania korzonków, a mężczyzna od ochrony i przynoszenia zaopatrzenia. Krzyki o partnerstwie i zrozumieniu kończą się zawsze w miejscu, w którym trzeba to partnerstwo i zrozumienie przetestować.
                                                    A jeżeli chcesz znaleźć faceta o wysokiej ekspozycji na testosteron w życiu płodowym, to celuj w łysych i z owłosionymi plecami, powinni spełnić atawistyczne potrzeby segregacji.
                                                  • ola_dom Re: Dziękuję 22.03.18, 11:50
                                                    wagonetka napisał(a):

                                                    > nasz wątkowy mąż może zmienić swoje zachowanie TYLKO WTEDY, gdy sam tego zechce,
                                                    > bo to musi być jego suwerenna decyzja

                                                    Oczywiście, że "mąż może". Za to akn może mieć dosyć takiego życia - o czym właśnie w tym wątku pisze.
                                                    Ale jak się pisze taki wątek, to się z reguły pisze, DLACZEGO ma się dosyć. No i za to, co napisała, dostało jej się, że oczekuje niemożliwego i że nie ma prawa.
                                                    Za to mąż ma prawo do wszystkiego.
                                                  • wagonetka Re: Dziękuję 22.03.18, 11:54
                                                    ola_dom napisała:

                                                    > Oczywiście, że "mąż może". Za to akn może mieć dosyć takiego życia - o czym wła
                                                    > śnie w tym wątku pisze.

                                                    otóż to, jeśli akn nie może dłużej żyć ze swoim mężem, musi go opuścić


                                                    > Ale jak się pisze taki wątek, to się z reguły pisze, DLACZEGO ma się dosyć. No
                                                    > i za to, co napisała, dostało jej się, że oczekuje niemożliwego i że nie ma pra
                                                    > wa.

                                                    bo oczekuje niemożliwego, oczekuje, ze mąż się zmieni dlatego, że ona tak chce

                                                    > Za to mąż ma prawo do wszystkiego.

                                                    oboje mają prawo do wszystkiego: mąż ma prawo być kim jest, zona ma prawo tego nie akceptować i od niego odejść


                                                  • ola_dom Re: Dziękuję 22.03.18, 12:03
                                                    wagonetka napisał(a):

                                                    > oboje mają prawo do wszystkiego: mąż ma prawo być kim jest, zona ma prawo tego
                                                    > nie akceptować i od niego odejść

                                                    Szkoda tylko, że w niektórych wypowiedziach widać przede wszystkim obronę męża i jego praw.
                                                    A akn od samego początku pisze o rozstaniu, bo już nie ma siły tak żyć. Za to dowiaduje się, że "nie ma prawa oczekiwać" i tak dalej.
                                                  • wagonetka Re: Dziękuję 22.03.18, 12:09
                                                    ola_dom napisała:

                                                    > Szkoda tylko, że w niektórych wypowiedziach widać przede wszystkim obronę męża
                                                    > i jego praw.

                                                    tak? ja nie zauważyłam tego w żadnej wypowiedzi

                                                    > A akn od samego początku pisze o rozstaniu, bo już nie ma siły tak żyć. Za to d
                                                    > owiaduje się, że "nie ma prawa oczekiwać" i tak dalej.

                                                    bardzo słusznie, że zamierza się wyprowadzić, może się okazać, że to będzie ten wstrząs dla jej męża, który pozwoli mu przewartościować pewne sprawy

                                                    i owszem, wychodząc za mąż za niebieskiego ptaka, akn nie ma prawa oczekiwać, że będzie to gołąb


                                                  • triss_merigold6 Re: Dziękuję 22.03.18, 12:13
                                                    Dlatego IMO powinna się go pozbyć zamiast tracić energię na przekonywanie pana do zmian.
                                                  • ola_dom Re: Dziękuję 22.03.18, 12:24
                                                    wagonetka napisał(a):

                                                    > tak? ja nie zauważyłam tego w żadnej wypowiedzi

                                                    To poczytaj, co pisałaś w tym wątku :)

                                                    > i owszem, wychodząc za mąż za niebieskiego ptaka, akn nie ma prawa oczekiwać,
                                                    > że będzie to gołąb

                                                    Nie wydaje mi się. Głupio oczekiwać, że niebieski ptak zmieni się w krokodyla czy woła, ale jak najbardziej ma się prawo oczekiwać, że zmieni upierzenie. Tak jak się je zmienia np. na zimę.
                                                  • wagonetka Re: Dziękuję 22.03.18, 12:28
                                                    ola_dom napisała:


                                                    > To poczytaj, co pisałaś w tym wątku :)

                                                    wiem, co pisałam
                                                    widocznie mnie nie zrozumiałaś

                                                    > Nie wydaje mi się. Głupio oczekiwać, że niebieski ptak zmieni się w krokodyla c
                                                    > zy woła, ale jak najbardziej ma się prawo oczekiwać, że zmieni upierzenie. Tak
                                                    > jak się je zmienia np. na zimę.
                                                    >

                                                    to znaczy ty tez uważasz, że wychodzimy za artystę, ale po ślubie mamy mieć w domu księgowego :-) moje gratulacje


                                                  • ola_dom Re: Dziękuję 22.03.18, 12:33
                                                    wagonetka napisał(a):

                                                    > to znaczy ty tez uważasz, że wychodzimy za artystę, ale po ślubie mamy mieć
                                                    > w domu księgowego :-) moje gratulacje

                                                    Najwyraźniej rzeczywiście kompletnie się nie rozumiemy, bo dla mnie zmiana, jaką przytoczyłaś, to jest właśnie zmiana niebieskiego ptaka w woła.
                                                  • mapt Re: Dziękuję 22.03.18, 18:20
                                                    Pierniczysz. Znajomy jest artystą. MA własną firmę, nagrody za twórczość i tytuł doktora jednej z uczelni z kierunku jaki uprawia.
                                                  • triss_merigold6 Re: Dziękuję 22.03.18, 19:27
                                                    Ale zarabia czy też wisi na członkach rodziny?
                                                  • ola_dom Re: Dziękuję 23.03.18, 09:40
                                                    mapt napisała:

                                                    > Pierniczysz. Znajomy jest artystą. MA własną firmę, nagrody za twórczość
                                                    > i tytuł doktora jednej z uczelni z kierunku jaki uprawia.

                                                    Ależ oczywiście.
                                                    Można sobie pozostać artystą-pasożytem, a można też zostać artystą "po godzinach", a poza tym zarabiać na utrzymanie rodziny, albo można mieć więcej szczęścia i zarabiać na swojej sztuce.
                                                    Ale powtórzę - opcje "pomiędzy" nie są tak efektowne w dyskusji, więc lepiej zasunąć skrajnym argumentem - że albo pedant, albo fleja. Tak jakby fleja nie mogła czasem się zebrać w sobie i przede wszystkim z uwagi na uczucia do kochanej osoby sprawić jej przyjemność - i ogarnąć otoczenie - kiedy jest o to poproszona.
              • akn82 Re: Dziękuję 21.03.18, 15:17
                Mówiłam wiele razy. Oczywiście spróbuję jeszcze raz. On o tym wie. Mówiłam grzecznie i kulturalnie, że nie chcę być praczką. Nie odpowiada mi rola w którą weszłam. Kiedy zacznie prać. Proszę o zmianę układu w tym zakresie. Odpowiedź : przecież Ty lubisz robić pranie. Ja: lubię, ale nie chcę tego robić sama. Kiedy się włączysz? Brak odpowiedzi.
                • wagonetka Re: Dziękuję 21.03.18, 15:27
                  akn82 napisał(a):

                  > Mówiłam wiele razy. Oczywiście spróbuję jeszcze raz. On o tym wie. Mówiłam grze
                  > cznie i kulturalnie, że nie chcę być praczką. Nie odpowiada mi rola w którą wes
                  > złam. Kiedy zacznie prać. Proszę o zmianę układu w tym zakresie. Odpowiedź : pr
                  > zecież Ty lubisz robić pranie. Ja: lubię, ale nie chcę tego robić sama. Kiedy s
                  > ię włączysz? Brak odpowiedzi.

                  to nie jest dobra rozmowa, bo to są, w gruncie rzeczy twoje do niego pretensje a pytanie "kiedy się włączysz" jest bez sensu

                  mów tylko o sobie - nie czego od niego chcesz, tylko co cię boli, z czym sobie nie radzisz, czym jesteś bardzo zmęczona

                  nie krytykuj, nie mów mu co ma robić, mów o swoich uczuciach

          • koronka2012 Re: Dziękuję 23.03.18, 19:55
            verdana napisała:

            >Ale odejść w tej sytuacji aby poprawić sytuację materialną wydaje mi się mrzonką.

            A czemuż to? dokładnie to zrobiłam lata temu i choć nie było mi łatwo, to szybko stanęłam na nogi. Brak obciążenia mężem-trutniem był oczyszczający, okazało się, że odpadły jednak całkiem odczuwalne koszty, bo przedtem moja wypłata się znikała, a jak zamieszkałam sama, to coś zaczęło zostawać. Owszem - nikt za mnie nie sprzątnął, ale też nikt nie syfił. Nad dzieckiem da się zapanować, nad dorosłym, leniwym facetem - nie.

            Fakt, miałam 1 dziecko i pomoc rodziny w postaci opieki - odbierania z przedszkola, czy na czas choroby. Owszem, rodzina pomogła w zakupie pierwszego mieszkania. Ale kolejne, sporo większe kupiłam już sama i zajęło mi to raptem 4 lata. Jestem za to 100% pewna, że gdybym została to nie dorobiłabym się niczego jeśli nie tonęła w długach z powodu chybionych pomysłów (i to mimo tego, że on miał własne mieszkanie).
            • triss_merigold6 Re: Dziękuję 23.03.18, 21:11
              Verdana nie chce przyjąć do wiadomości, że nie tylko odpadną koszty utrzymania męża, ale dojdą alimenty od niego. Bezrobocie z wyboru nie zwalnia z płacenia na własne dzieci, żaden sąd nie zwolni z tego obowiązku nawet ubogiego rencisty. Artysta wannabe może iść kostkę bauma układać albo wydawać kanapki w McDonaldzie, bo jako niewykwalifikowany bez doświadczenia tylko do tego się nadaje.
              Opieka nad dziećmi? Są świetlice, ponadto niemieszkanie z dziećmi nie zwalnia pana z realizowania opieki nad nimi w ustalone przez sąd popołudnia i weekendy. Jestem absolutnie pewna, że nawet w wypadku choroby dziećmi doraźna opiekunka na godziny wyjdzie taniej niż całomiesięczne utrzymywanie męża.
              Nikt za mnie nie sprzątnął, ale też nikt nie syfił. - mam identyczne obserwacje.
              • verdana Re: Dziękuję 24.03.18, 14:20
                Nie dojdą, bo facet nie pracuje. A jak się zwinie i wyjedzie, to i alimentów sie nie ściągnie. Przy dzieciach w tym wieku trzeba doliczyć koszty opiekunki i to na dobrych parę lat.
                Naprawdę, Triss, jesteś naiwna, czy uważasz, ze każdy ma możliwość załatwienia opieki dla chorującego dziecka za free, że świetlice pracują do 17, a jak sie pracuje i rozwija biznes to się niekoniecznie ma o tej 17 czas i że zajmowanie się dwojgiem dzieci wydatnie zmniejsza możliwości dorobienia.
                Nie każdy ma zamożną rodzinę.
                • triss_merigold6 Re: Dziękuję 24.03.18, 15:07
                  Jeszcze raz. Fakt, że pan nie pracuje, nie oznacza, że nie zostaną mu zasądzone alimenty. Wręcz przeciwnie, panu nic nie dolega, a rynek bardzo potrzebuje tanich pracowników do prostych prac fizycznych.
                  Natomiast nieściągalność pana oznacza kilka rzeczy:
                  - możliwość zbierania kwitów na pana (nieściągalny, nie płaci, dłużnik) w razie gdyby w przyszłości chciał wsparcia w kasie od dzieci
                  - przy nieściągalności wpis do rejestru dłużników, co zamyka panu drogę do jakiegokolwiek kredytu
                  - alimenty z FA (jesli pani zarabia mało).

                  Nigdzie nie napisałam, że pani załatwi opiekunkę za free. Wręcz przeciwnie, ale to co zapłaci w razie awarii opiekunce, to mniej niż pan zżera i zużywa co miesiąc. Opiekunka bywa doraźnie, a pan generuje tylko koszty od lat. Ze świetlicami pomyliłam się, zwykle są do 17:30, czasem w dużych szkołach do 18. Nawet jeśli pani zrezygnuje z dorabiania popołudniami, to i tak odpadną jej koszty utrzymania pana, a będzie mieć więcej czasu dla dzieci.
                  Nie zauważyłaś też, że pan wraz z alimentami otrzyma obowiązek kontaktów z dziećmi i zajmowania się nimi w ustalonych terminach, co też daje jakieś popołudnia i przynajmniej co drugi weekend. Jeśli pan nie będzie ww. realizował to znaczy, że jest nie tylko beznadziejny na rynku pracy, ale i jako ojciec.
                  • triss_merigold6 Re: Dziękuję 24.03.18, 15:08
                    A, fakt że teraz nie pracuje nie oznacza, że nie jest w stanie podjąć pracy.
                    Skończą mu się fanaberie, jak nie będzie miał co żreć.
                    • akn82 Re: Dziękuję 26.03.18, 23:58
                      Mąż będzie miał co żreć. Nie zarabia, ale ma dostęp do pieniędzy rodzinnych. Nie trwoni tej kasy jakoś zbytnio, ale czerpie ze skarbonki. I wygląda na to że ta kasa będzie dla niego zawsze dostępna.
                      • enith Re: Dziękuję 27.03.18, 05:29
                        Czyli jeśli ty przestaniesz, to rodzina męża zapewniać mu będzie wygodną poduszkę finansową i nic, absolutnie nic się nie zmieni w jego zachowaniu i nastawieniu. Takie są efekty nauczenia męża, że zawsze ktoś inny wyciągnie kasę ze swojej kieszeni, więc on nie musi się starać. Takie nastawienie życiowe wyniósł z domu i możesz porzucić wszelkie nadzieje, że to się kiedykolwiek zmieni. Twój mąż musiałby mieć przysłowiowy nóż na gardle (ryzyko utraty mieszkania, brak pieniędzy na podstawowe życiowe potrzeby), by pójść do pracy. Ponieważ tak się nie stanie, bo mamusia i tatuś sypią bezrozumnie kasą, status quo zostanie utrzymany. Kopiesz się, kochana, z koniem, wymagając od męża czegokolwiek.
                        • akn82 Re: Enith 27.03.18, 07:02
                          Eh...

                          Mąż twierdzi, że skoro tak się jego życie ułożyło, że ma na chleb i dach nad głową i nie musi zaiwaniać na etacie to nie trzeba się szarpać z codziennością. I robić to co on teraz.
                          Ja mam teraz inne potrzeby. Chcę czuć że odkładam coś na przyszłość. Że wypracowuję przyszłość (także finansową) własnymi rękami, a posiadane finanse traktować jako zaplecze na "szczególne okazje".

                          Rozumiem jego stanowisko, ale nie potrafię go już dłużej akceptować. I to jest chyba pierwszy krok do końca.
                          • ola_dom Re: Enith 27.03.18, 09:44
                            akn82 napisał(a):

                            > Rozumiem jego stanowisko, ale nie potrafię go już dłużej akceptować. I to jest
                            > chyba pierwszy krok do końca.

                            Skoro nie masz ŻADNYCH widoków na jakąkolwiek zmianę, a wiesz, że obecna sytuacja jest nie do zniesienia - przynajmniej sprawa staje się jasna.
                            • akn82 Re: Enith 27.03.18, 10:21
                              Niby tak, ale może ja faktycznie powinnam się cieszyć, że podstawy bytu mam zapewnione i cieszyć się rękodziełem. Nie oczekiwać zachowań nalozonych przez społeczeństwo i generalnie sie niedopieprzać? Tylko wspierać? Nie wiem, zc drugiej strony wiem że próbowałam i zupełnie mi to nie wyszło...
                              • wagonetka Re: Enith 27.03.18, 10:30
                                akn82 napisał(a):

                                > Niby tak, ale może ja faktycznie powinnam się cieszyć, że podstawy bytu mam zap
                                > ewnione i cieszyć się rękodziełem. Nie oczekiwać zachowań nalozonych przez społ
                                > eczeństwo i generalnie sie niedopieprzać? Tylko wspierać? Nie wiem, zc drugiej
                                > strony wiem że próbowałam i zupełnie mi to nie wyszło...


                                nawet nie wiesz, jak sie ucieszyłam, że to napisałaś
                                życie według społecznych oczekiwań to straszna pułapka

                                myślę, że warto rozważyć wszystkie plusy i minusy - co dobrego otrzymujesz od męża i to, co cię męczy, zobaczysz, czego jest więcej i wtedy powinno być łatwiej dokonać wyboru

                                jeśli tego, co cię męczy jest więcej, odejdź bez wahania
                                jeśli tego, co dobre jest więcej, zostań, część mężowskich zachowań zaakceptuj (bo nikt nie spełnia idealnie naszych oczekiwań), część, tę nieakceptowalną, staraj się powoli i delikatnie zmieniać
                                a to, że dotąd ci to nie wyszło wcale nie znaczy, że nigdy ci nie wyjdzie, może trzeba zmienić metodę?



                              • ola_dom Re: Enith 27.03.18, 10:39
                                akn82 napisał(a):

                                > Nie oczekiwać zachowań nalozonych przez społeczeństwo
                                > i generalnie sie niedopieprzać? Tylko wspierać?

                                O.K., być może to standardy narzucone Ci przez społeczeństwo, tzw. normy, etc. Tylko że:

                                > zc drugiej strony wiem że próbowałam i zupełnie mi to nie wyszło...

                                I te próby trwały wiele lat. Wiele lat starałaś się poczuć, że fajnie jest żyć tak, jak mąż. Ale nie poczułaś. Jedynie pogłębiłaś frustrację i złość.
                                To, że godzimy się na jakieś ogólnopanujące normy, wcale nie oznacza, że one są z gruntu złe i nas zniewalają. I że koniecznie należy się wyzwolić i żyć inaczej, bo tylko to ma sens i jest dobre. Dla jednych jest, dla innych nie. Bardzo długo próbowałaś zmienić swoje podejście i "się wyzwolić". Jak to się skończyło - sama wiesz najlepiej.
                                Tak jak życie w komunach - dla jednych było fantastycznym wyzwoleniem, ale wiele osób unieszczęśliwiło, bo uwierzyły, że "muszą się wyzwolić ze skostniałych norm". I wyzwalały się wbrew sobie. Nie da się być szczęśliwym wbrew sobie.
                                Dla Twojego męża takie życie jest dobre, ale dla Ciebie nie jest. Co więcej - dla dzieci także lepiej, żeby nie przejmowały wzorców po ojcu, bo chyba nie będzie tak, że i one będą miały wieczny dostęp do pieniędzy po dziadkach, żeby móc sobie pozwolić na podobny styl życia?
                              • triss_merigold6 Re: Enith 27.03.18, 11:01
                                A Ty sama nie wiesz czego chcesz i co Tobie odpowiada?
                                Pomyśl o dzieciach, jak paskudny wzorzec mężczyzny ojciec im przekazuje. Zwłaszcza jeśli masz córkę czy córki, bo potem mogą trafić na takiego nieroba i trzymać się go latami.
                              • mapt Re: Enith 27.03.18, 11:36
                                >Niby tak, ale może ja faktycznie powinnam się cieszyć, że podstawy bytu mam zapewnione i cieszyć się >rękodziełem. Nie oczekiwać zachowań nalozonych przez społeczeństwo i generalnie sie niedopieprzać? >Tylko wspierać? Nie wiem, zc drugiej strony wiem że próbowałam i zupełnie mi to nie wyszło...

                                Nie bardzo rozumiem w jakiej ty roli jesteś względem męża. Bo zachowujesz się jak jego matka nadzorczyni. Nie jesteś od "wspierania" dorosłego chłopa, który jak widać ciągnie kasę skąd się da i świetnie się umie ustawić tak, żeby to jemu wystarczało i co więcej świetnie się z takim stylem życia czuje.
                                Tak samo "dopierniczanie" nic nie da, jeśli druga strona nie uważa, że cokolwiek niewłaściwego robi.
                                Masz gotowy produkt w domu : dorosły chłop, flejtuch, leniwy, ale umiejący się tak ustawić by inni chcieli mu kasę na utrzymanie dać, nie ma oporów by brać. On bez ciebie sobie poradzi, pomyśl czy ty sobie poradzisz bez niego.
                                Przyjmij do wiadomości, że właśnie taki jest i inny nie będzie.
                                Twoje "wspieranie" jego rękodzieła i zachęcanie do aktywności - to wchodzenie w rolę nadmiarowej kontrolującej matki opiekunki małego synusia. Daj spokój temu chłopu. Masz w domu ukiszony ogórek, nie stanie się świeży tylko dlatego że ty masz wizję że on może być kimś zupełnie innym.

                                Faktem jest, że facet zawsze kasę od rodziny dostanie i nie ma ochoty się wysilac na więcej. I nie będzie się wysilał na więcej. Choćbyś nie wiem jak go głaskała po główce i zachęcała, na zmianę z piekleniem się by ruszył tyłek. On zabezpieczenie ma. Fakt, że żona i dzieci nie mają- nie jest dla niego istotny.
                                Więc możesz jedynie przemyśleć, czy obecny wkład faceta w dom jest plusem czy minusem: ile faktycznie się dokłada do życia rodzinnego do rachunków, sensownego(!)zajmowania się dziećmi, a ile powoduje strat typu syf i brud w domu i zszarpane nerwy.

                                Problem - ty sama nie wiesz czego chcesz, jak ma twoje życie wyglądać, jakich standardów chciałabyś się trzymać, łatwo cię zmanipulować bo się miotasz między powinnościami/co ludzie powiedzą/a prawem do własnych marzeń. Nikt nie broni żyć jako "zakapior bieszczadzki" gdzieś w ziemiance w lesie. Całkiem sporo osób żyje na niskim poziomie od zasiłku do zasiłku. Nie każdemu to odpowiada. Tym bardziej jak jest zdrowy, ma jakąś ambicję i chce coś więcej niż serial w tv dzieciom pokazać.

                                Fakt, że mając dziecko w dużym mieście i mając trochę lat na karku chce się już mieć też zabezpieczenie, własne mieszkanie a nie wynajęte itd by nie wylecieć zaraz na bruk - to trudno wciskać w "oczekiwania nałożone przez społeczeństwo". To, że nie chce się mieć spleśniałych talerzy w zlewie to też niekoniecznie "społeczeństwo" narzuca ale zwykły zdrowy rozsądek, względy zdrowotno-higienicze i jakieś minimum estetyki i powonienia.
                                Nie trzeba się spinać i koniecznie zarabiać w korpo na 300m2 willę z basenem. Znam gościa który porzucił wyścig szczurów w korpo na rzecz bycia ogrodnikiem, założył firmę ogrodniczą i robi to co lubi. Zarabia kilka razy mniej ale nadal to wystarcza na godne życie. Mniejsze pieniądze, mniej stresu, więcej czasu dla rodziny i spokoju ... ale myślisz, że pleśnieją mu gary w zlewie?

                                Oczywiście, że ciosanie kołków facetowi na głowie na zmianę z wchodzeniem w roli mamusi co go na plecach będzie dźwigać w nadziei że wtedy zacznie pracować - jest marnowaniem swojego czasu i energii. Działaniem wyładowywania się na nim - bo od dawna nie chcesz przyjąc faktów. Facet powiedział jasno, że nie będzie pracował, a twoje rady odnośnie jego pomysłów biznesowych zachowaj na własne pomysły biznesowe, przydadzą ci się jeśli nie chcesz za 20 lat nadal być na wynajętym.
                                Sprawiasz wrażenie jakbyś miała w głowie misz masz totalny, od współuzależnieniowej agresji po jakieś ślepe niezauważanie faktów.
                                poczta.interia.pl/html/?uid=d9d449b0e0682f87#iwa_source=log_p_zaloguj
                                • ola_dom Re: Enith 27.03.18, 11:49
                                  mapt napisała:

                                  > Problem - ty sama nie wiesz czego chcesz, jak ma twoje życie wyglądać, jakich
                                  > standardów chciałabyś się trzymać, łatwo cię zmanipulować bo się miotasz między
                                  > powinnościami/co ludzie powiedzą/a prawem do własnych marzeń.
                                  > Sprawiasz wrażenie jakbyś miała w głowie misz masz totalny,
                                  > od współuzależnieniowej agresji po jakieś ślepe niezauważanie faktów.

                                  Przecież akn tego nie ukrywa - od początku pisze, że pochodzi z porąbanej rodziny, wzorce ma takie, że pewnie nie chciałaby ich powielać i moim zdaniem właśnie przez to tkwi w układzie, który ją męczy, już tyle czasu. Bo nie wie, czy to, że jej to nie pasuje, czy jest dla niej złe - czy może ona jest na tyle zaburzona, że nie umie dostrzec, czy to złe, czy jakie.
                                  Łatwo jest oceniać, ale weźmy pod uwagę, że akn nie ma wzorców. Albo ma takie, które odrzuca. Nic dziwnego, że ma w głowie miszmasz i nie wie, czy to, co widzi, to widzi naprawdę, czy jej się wydaje, bo ma spaczone spojrzenie.

                                  Ale pisała, że poszła na terapię i to jest bardzo dobra wiadomość, bo ma szanse naprostować postrzeganie takich rzeczy. I zorientować się, czego faktycznie ONA chce, a co jej narzucono (matka, mąż, społeczeństwo, etc.).

                                  Naprawdę można żyć latami we mgle, niekoniecznie ze swojej wyłącznej winy.
                                • ola_dom Re: Enith 27.03.18, 11:50
                                  mapt napisała:

                                  > Problem - ty sama nie wiesz czego chcesz, jak ma twoje życie wyglądać, jakich
                                  > standardów chciałabyś się trzymać, łatwo cię zmanipulować bo się miotasz między
                                  > powinnościami/co ludzie powiedzą/a prawem do własnych marzeń.
                                  > Sprawiasz wrażenie jakbyś miała w głowie misz masz totalny,
                                  > od współuzależnieniowej agresji po jakieś ślepe niezauważanie faktów.

                                  Przecież akn tego nie ukrywa - od początku pisze, że pochodzi z porąbanej rodziny, wzorce ma takie, że pewnie nie chciałaby ich powielać i moim zdaniem właśnie przez to tkwi w układzie, który ją męczy, już tyle czasu. Bo nie wie, czy to, że jej to nie pasuje, czy jest dla niej złe - czy może ona jest na tyle zaburzona, że nie umie dostrzec, czy to złe, czy jakie.
                                  Łatwo jest oceniać, ale weźmy pod uwagę, że akn nie ma wzorców. Albo ma takie, które odrzuca. Nic dziwnego, że ma w głowie miszmasz i nie wie, czy to, co widzi, to widzi naprawdę, czy jej się wydaje, bo ma spaczone spojrzenie.

                                  Ale pisała, że poszła na terapię i to jest bardzo dobra wiadomość, bo ma szanse naprostować postrzeganie takich rzeczy. I zorientować się, czego faktycznie ONA chce, a co jej narzucono (matka, mąż, społeczeństwo, etc.).

                                  Naprawdę można żyć latami we mgle, niekoniecznie ze swojej wyłącznej winy.
                                  • mapt Re: Enith 27.03.18, 12:43
                                    A czy ja napisałam, że ukrywa? Napisałam, że z tego jak pisze widać że sama nie wie co "może" a co "powinna" i kim wolno jej być (rozumiem skutek bycia wychowanym przez despotów bez prawa do posiadania własnego zdania i marzeń który skutkuje zagubieniem i niepewnością wyborów przy własnym życiu dorosłym )
                                    ale - jeśli autorka sama nie wie co jest normalne bo nie jest pewna, czy jej wybory są zgodne z nią samą, to jaki sens ma "naprawianie" "popędzanie" "wspieranie" drugiego dorosłego który akurat swojej (innej) wizji spoczywania na laurach jest 100% pewny i od lat ją bez problemu realizuje i autorce wciska?
                                    Autorka może zająć się sobą. Li jedynie. Tą energię którą skupia na mężu skupić na sobie i zadbaniu by mieć myśli i działania spójne.
                                • akn82 Re: Enith 27.03.18, 12:31
                                  Tak mam w głowie sieczkę.

                                  Bo czuję się manipulowana, Argumenty męża są dla mnie zrozumiałe, ale wewnętrznie nie mam już dla nich akceptacji. Myślę, że jako żona i partnerka nie jest w stanie mu dać tego, czego oczekuje.
                                  Mąż oprócz tego że nie ogarnia swojej codzienności i zarobkowania jest osobą wyluzowaną, nie czepia się, nie wścieka nie porównuje, jest empatyczny i wyrozumiały. Ma dużo cech, które sprawiają, że na poziomie jakiegoś takiego codziennego porozumienia dajemy radę. Mamy ten sam ogląd na świat, politykę. Miałam stłuczkę, mąż mówi: ok, zdarzyć się może każdemu. Długo mi zeszło z drugimi studiami, mąż mówił: masz dzieci, trudnego promotora, ale skończ to, przyda się się kiedyś w życiu. Zaczęłam biegać. Bolały mnie kolana. Mąż kupił mi solidne buty do biegania. Kolana nie bolą. Zawala pewne rzeczy, w innych jest bardzo dobry. Stąd ta sieczka. Co do finansów, to na czynsz mamy, ale żeby odłożyć na mieszkanie już nie. Pożyczałam ostatnio pieniądze od rodziny ne pewien sprzęt domowy. Usłyszałam, że z mojej wypłaty się odda. Zmywarki nie mamy, bo nie stać nas na chwilę obecną. Jeśli samochód się zepsuje to nie mamy na nowy. Na szczęście nie mam nic przeciwko komunikacji miejskiej, tylko że z wyjazdem na wakacje będzie już kłopot.
                                  • wagonetka Re: Enith 27.03.18, 12:48
                                    akn82 napisał(a):

                                    > Tak mam w głowie sieczkę.
                                    >
                                    > Bo czuję się manipulowana, Argumenty męża są dla mnie zrozumiałe, ale wewnętrzn
                                    > ie nie mam już dla nich akceptacji. Myślę, że jako żona i partnerka nie jest w
                                    > stanie mu dać tego, czego oczekuje.
                                    > Mąż oprócz tego że nie ogarnia swojej codzienności i zarobkowania jest osobą wy
                                    > luzowaną, nie czepia się, nie wścieka nie porównuje, jest empatyczny i wyrozumi
                                    > ały. Ma dużo cech, które sprawiają, że na poziomie jakiegoś takiego codziennego
                                    > porozumienia dajemy radę. Mamy ten sam ogląd na świat, politykę. Miałam stłucz
                                    > kę, mąż mówi: ok, zdarzyć się może każdemu. Długo mi zeszło z drugimi studiami,
                                    > mąż mówił: masz dzieci, trudnego promotora, ale skończ to, przyda się się kied
                                    > yś w życiu. Zaczęłam biegać. Bolały mnie kolana. Mąż kupił mi solidne buty do b
                                    > iegania. Kolana nie bolą. Zawala pewne rzeczy, w innych jest bardzo dobry. Stąd
                                    > ta sieczka. Co do finansów, to na czynsz mamy, ale żeby odłożyć na mieszkanie
                                    > już nie. Pożyczałam ostatnio pieniądze od rodziny ne pewien sprzęt domowy. Usły
                                    > szałam, że z mojej wypłaty się odda. Zmywarki nie mamy, bo nie stać nas na chwi
                                    > lę obecną. Jeśli samochód się zepsuje to nie mamy na nowy. Na szczęście nie mam
                                    > nic przeciwko komunikacji miejskiej, tylko że z wyjazdem na wakacje będzie już
                                    > kłopot.

                                    wygląda na to, że ważniejsze jest dla ciebie to, w czym zawala, nie to, w czym jest bardzo dobry

                                    jeśli wewnętrznie go nie akceptujesz, odejdź
                                    jeśli odejdziesz zyskasz spokój ale stracisz to, co w mężu bardzo dobre
                                    no ale nigdy nie można mieć wszystkiego


                        • akn82 Re: Dziękuję 27.03.18, 12:19
                          Zawsze byłam przekonana, że jak się spadek skończy to mąż do pracy pójdzie. Sam twierdził, że "coś wymyśli". I zgadza się wymyślił w międzyczasie 3 biznesy. Ostatni, jeszcze nie jest dochodowy. Moze kiedyś będzie. Życzę mu tego. Ale do kasy, się okazało że on liczy na stałe zasilanie ze strony rodziców. Może rozkręcać, biznes bo na czynsz będziemy mieć no i ja zarabiam. To, co przelało czarę goryczy nie jest fakt, że ja teraz więcej do gara dokładam tylko to, że on się kręci w kółko. Te same argumenty, ten sam schemat zachowania, te same obawy przed pracą u kogoś (roboczo nazywam to tutaj etatem). A ja się miotam. Czuję się jak między młotem i kowadłem. Wiem czego chcę, wiem że żeby to mieć muszę odejść i rozumiem argumenty męża. One są oczywiście logiczne. On czeka aż zmienię się ja i bezwarunkowo go pokocham i zaakceptuję, ja czekam aż przestanie być nastolatkiem. I tak dekada mija, my się kochamy czasem żremy czasem ja go dobijam a czasem moje poczucie upodlenia sięga zenitu. I lata lecą... Jak dzień świstaka.
                      • chocolate-cakes Re: Dziękuję 27.03.18, 08:28
                        akn82 napisał(a):

                        > Mąż będzie miał co żreć. Nie zarabia, ale ma dostęp do pieniędzy rodzinnych. N
                        > ie trwoni tej kasy jakoś zbytnio, ale czerpie ze skarbonki. I wygląda na to że
                        > ta kasa będzie dla niego zawsze dostępna.

                        No i tu jest odpowiedź.
                        Nigdy nie musiał pracować na swoje utrzymanie, jak 95% ludzi na tym świecie.
                      • ola_dom Re: Dziękuję 27.03.18, 09:41
                        akn82 napisał(a):

                        > Mąż będzie miał co żreć. Nie zarabia, ale ma dostęp do pieniędzy rodzinnych.
                        > I wygląda na to że ta kasa będzie dla niego zawsze dostępna.

                        I to jest w sumie bardzo dobra wiadomość, bo dzięki temu z dużym prawdopodobieństwem będzie można wyegzekwować alimenty.
            • akn82 Re: Dziękuję 23.03.18, 22:49
              A czy mogę zapytać jak sobie ułożyłaś życie osobiste?
        • akn82 Re: Dziękuję 21.03.18, 14:43
          Tak. Rozważam separację. Wynjęcie mniejszego mieszkania. Raczej moja wyprowadzka wchodzi w grę.
          Jego siłą nie ruszę. A jeśli mam zostać sama z dziećmi to mniejsze mieszkanie (i tańsze) będzie lepszym rozwiązaniem.
          Mieszkań w czerwcu/lipcu będzie dużo do wyboru.
          Coś jeszcze? Odpowiem póki jestem, bo serio chcę zniknąć już z wątku :)
          • enith Re: Dziękuję 21.03.18, 14:52
            Akn, a co z obecnym mieszkaniem? Umowa najmu pozwala ci na zerwanie jej z twojej strony bez finansowych konsekwencji? Gdzie będzie mieszkał twój mąż? Nie pytam dlatego, że uważam, że to twój obowiązek zapewnić mężowi w separacji odrębne lokum, ale dlatego, że patrząc realistycznie twój mąż obecnego mieszkania nie utrzyma, ani żadnego innego również nie. Chyba, że faktycznie zacznie pobierać kasę od swoich rodziców, jak to już raz po twojej utracie pracy kilka lat temu chciał zrobić. Albo wróci do UK? Jak sądzisz, że zachowa się twój mąż? Jakie on ma realne szanse na zostanie i utrzymanie się w Polsce?
            • verdana Re: Dziękuję 21.03.18, 14:58
              Bo jeśli wyjedzie, albo nawet przeprowadzi sie daleko, to zostaniesz absolutnie sama do opieki nad dziećmi, co prawdopodobnie przełoży sie na gorszą sytuację finansową. Weź pod uwagę, że będziesz musiała zająć sie dziećmi gdy np. bedą chore, sama je wszędzie odprowadzać - czasu na własny biznes raczej już nie będzie.
              • akn82 Re: Dziękuję 21.03.18, 15:22
                Mój mąż nie wyjedzie z Polski. Jeśli wynajmie mieszkanie/ pokój to tylko po sąsiedzku.
            • akn82 Re: Dziękuję 21.03.18, 15:21
              Mam okres wypowiedzenia. Nie wiem, gdzie będzie mieszkał. Moim priorytetem jest teraz ogarnięcie siebie. Przyznam że separacja to dobre wyjście bo wiem, że miła to ja dla niego nie jestem. I swoim zachowaniem nie pomagam nikomu. Mój mąż jest mądrym facetem, z wieloma przydatnymi kompetencjami. Jeśli zechce to sobie znajdzie pracę. Będzie mu trudno na początku, ale wiem że to potrafi.
              • enith Re: Dziękuję 21.03.18, 15:47
                Akn, rozumiem, że twój plan jest taki, że twoja i dzieci wyprowadzka ma wstrząsnąć mężem i zmusić go do wzięcia odpowiedzialności za rodzinę. Daj buk, by tak się stało. Może to będzie właśnie tym impulsem, który wyrwie męża z trwającego ponad dekadę marazmu. Rozumiem jednak, że jesteś również przygotowana na to, że tak się nie stanie. Masz plan "B" na wypadek męża wyjazdu z kraju i np. jego żądania relokacji dzieci do jego ojczyzny? Bo taka opcja także istnieje, jak i masa innych, o których teraz nie myślisz, bo jesteś święcie przekonana, że mąż nigdy by tak nie postąpił. Miej na uwadze, że ludzie postawieni pod ścianą, zdesperowani, są skłonni do zrobienia rzeczy, o które nigdy by się ich nie podejrzewało. Przeszłam przez to osobiście i podobnie jak ty zaklinałam, że partner nigdy, ale to nigdy by się w jakiś tam sposób wobec mnie nie zachował. W końcu znaliśmy się jak łyse konie. I jak to w życiu bywa, rozstanie bardzo, ale to bardzo boleśnie zweryfikowało moje przekonania. Do czego zmierzam: miej nadzieję na najlepsze, bądź przygotowana na najgorsze. To najgorsze to opcja, że zostajesz samotną matką dwójki dzieci bez możliwości wyegzekwowania alimentów. Dasz radę?
                • akn82 Re: Dziękuję 21.03.18, 16:52
                  To jest akt bezradności i ostateczności. To co on z tym zrobi zostawiam jemu.

                  Niestety nie jestem przygotowana na różne warianty rozwoju sytuacji. Nie na wszystko się da przygotować
              • wagonetka Re: Dziękuję 21.03.18, 15:56
                akn82 napisał(a):

                > Mam okres wypowiedzenia. Nie wiem, gdzie będzie mieszkał. Moim priorytetem jest
                > teraz ogarnięcie siebie. Przyznam że separacja to dobre wyjście bo wiem, że mi
                > ła to ja dla niego nie jestem. I swoim zachowaniem nie pomagam nikomu. Mój mąż
                > jest mądrym facetem, z wieloma przydatnymi kompetencjami. Jeśli zechce to sobi
                > e znajdzie pracę. Będzie mu trudno na początku, ale wiem że to potrafi.

                myślę, że separacja to najlepsze rozwiązanie dla was obojga, bo ewidentnie do siebie nie pasujecie

                jesteś zaradna, energiczna, na pewno dasz radę
                rozstanie da również twojemu mężowi szansę stanąć na własnych nogach, ma on w końcu mnóstwo zalet, wiesz również, ze nie opuści dzieci nawet gdyby miała mieszkać daleko od was i z inną kobietą




                • verdana Re: Dziękuję 21.03.18, 16:16
                  Separacja wydaje mi się dobrym rozwiązaniem, aby po prostu przestać działać sobie na nerwy. Natomiast zdecydowanie nie będzie tym, czego Autorka sie spodziewa. To znaczy, ze dochody wzrosną, ona będzie mogła zadbać o siebie, a maż zamieszka po sąsiedzku i będzie tak samo zaangażowany w opiekę nad dziećmi.
                  Prawdę mówiąc ta wizja trochę zmienia widzenie całości sprawy - bo jak widać, Autorka nie dopuszcza do siebie możliwości jakiejkolwiek niezależnej decyzji męża, ma być tak, jak sobie wyobraziła.
                  Podejrzewam,ze to moze być jednym z podstawowych problemów w małżeństwie.
                  • wagonetka Re: Dziękuję 21.03.18, 16:30
                    no cóż...

                    gdy będzie mieszkała sama z dziećmi, będzie musiała sama robić zakupy, prać, sprzątać, organizować wyjazdy, ale przynajmniej nie będzie drażnił jej mąż, który dopuszcza do tego, że o 21.00 w kuchni są brudne naczynia itp

                    to, czy będzie mieszkał po sąsiedzku i opiekował się dziećmi jak dotąd wydaje się mało prawdopodobne, bo jeśli zostanie sam, będzie musiał sam się utrzymać i będzie miał dużo mniej czasu; nie można również wykluczyć tego, że zwiąże się z inną kobietą lub wyjedzie do ojczyzny

                    tak, też zauważyłam, że autorka najbardziej by chciała, aby jej mąż był taki, jak ona chce, aby był i robił to, co ona chce, aby robił



                    • akn82 Re: Dziękuję 21.03.18, 16:58
                      Mąż ma teraz możliwość wyjechania do ojczyzny. Z rodziną i dziećmi. Jednak tego nie robi, bo...nie wiem czemu.

                      • enith Re: Dziękuję 21.03.18, 17:14
                        Ależ przecież doskonale wiesz, dlaczego! Bo odejdzie mu pretekst, że mieszka w niegościnnym kraju wśród chamów i gburów. Będzie musiał ruszyć dupsko do jakiekolwiek pracy. Będzie musiał partycypować w życiu rodzinnym, załatwiać sprawy urzędowe, zapierdzielać z dziećmi do lekarzy i na wywiadówki, ogarniać sprawy okołosamochodowe i wszystko to, co teraz poza domem robisz TY. To jest powód, dla którego twój mąż nie chce teraz wracać do ojczyzny. Bo ty od dwunastu lat zapewniasz mu komfortowe życie bez jakichkolwiek obowiązków. W UK czy skąd tam on jest, takie coś nie przejdzie, po prostu. Ale gdy zażądasz separacji, a jemu stanie przed oczami realne widmo rezygnacji z haftów i wyrzucenia na bruk, punkt widzenia na temat JEGO wyjazdu do ojczyzny może i prawdopodobnie diametralnie się zmieni. Nie możesz być na to nieprzygotowana. Nie w przypadku, gdy masz na stanie dwoje dzieci, o które musisz dbać i które najbardziej ucierpią, jeśli ojciec (wbrew twojej wierze i jego solennym zapewnieniom) jednak się z waszego życia ewakuuje.
                      • wagonetka Re: Dziękuję 21.03.18, 17:18
                        akn82 napisał(a):

                        > Mąż ma teraz możliwość wyjechania do ojczyzny. Z rodziną i dziećmi. Jednak tego
                        > nie robi, bo...nie wiem czemu.
                        >

                        a dlaczego ma teraz wyjeżdżać?

                        gdy zostanie sam, sytuacja zmieni się radykalnie


                  • akn82 Re: Dziękuję 21.03.18, 16:46
                    verdana napisała:

                    > Separacja wydaje mi się dobrym rozwiązaniem, aby po prostu przestać działać sob
                    > ie na nerwy. Natomiast zdecydowanie nie będzie tym, czego Autorka sie spodziewa
                    > . To znaczy, ze dochody wzrosną, ona będzie mogła zadbać o siebie, a maż zamies
                    > zka po sąsiedzku i będzie tak samo zaangażowany w opiekę nad dziećmi.

                    Nie spodziewam się wzrostu dochodów. Skoro i tak w większości zasuwam sama, to przynajmniej będę zasuwać sama i tylko na siebie.
                    Nie będzie mi przykro, że nikt inny poza mną nie dba o dom.
                    Nie będę się czuła upodlona poraz kolejny wieszając pranie, myjąc samotnie okna czy zapieprzając z odkurzaczem, podczas gdy mój mąż ma świadomość tego że wie jak się z tym czuję. Bo wie.
                    Itp itp. Spodziewam się, że przestanę tkwić w układzie, który mi nie odpowiada.
                    Mogę być z tym samym facetam, ale na innych zasadach.
                    Bo teraz uważam, że jesteśy na jego zasadach. Mnie nie odpowiadają ona, więc "zrzędzę".

                    > Prawdę mówiąc ta wizja trochę zmienia widzenie całości sprawy - bo jak widać, A
                    > utorka nie dopuszcza do siebie możliwości jakiejkolwiek niezależnej decyzji męż
                    > a, ma być tak, jak sobie wyobraziła.

                    Rozszierdziły mnie te słowa totalnie (!)
                    Pytacie co ja myślę, na temat przyszłych działań męża. To odpowiadam na podstawie tego co wiem i tego co słyszę od niego i tego co mi się wydaje że mogłoby się wydarzyć.

                    Mówienie o tej sytuacji w kategorii tego co ja chcę i dopuszczania lub nie innych wariantów jest absurdalne.
                    To czego ja chcę, to by mąż się ogarnął zawodowo i wobowiązkach domowych - to, to czego chcę ja.
                    Tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono. Bezsensem zupełnym jest odpowiadanie na takie pytanie.

                    • verdana Re: Dziękuję 21.03.18, 20:24
                      Nie, nie możesz wiedzieć, że po rozwodzie, o którym mąż nie wie zamieszka po sąsiedzku.
                      W poprzednich postach pisałaś otwarcie, ze zależny Ci nie tylko na tym, aby przestać pracować na męża, ale na wyższym standardzie życiowym. "W poście nie ma wizji dzieci i emocji tylko materialzm, bo to jest mój obecny cel. Dorobienie się. Wyjście na protą. Cały czas dotąd wszystko to o czym pisałaś było dla mnie priorytetem. Teraz są nim dobrobyt finansowy."
                      Problem w tym, że chcesz czegoś, co jest wysoce mało prawdopodobne, jesli okaze sie, że to Ty całkowicie ogarniasz dzieci i nie ma nikogo kto z nimi zostaje czy odprowadza je do szkoły. Musisz sie liczyć ze spadkiem dochodów, a nie ich wzrostem. Więc nie bardzo rozumiem, czego chcesz. Bo jak pozbyć sie faceta - to rozumiem. Ale jak pozbyć sie faceta pod warunkiem, że bedzie sie zajmował dziećmi i jednak pewnymi pracami domowymi jak dotychczas - nie ma szans.
              • napis_z_obrazka Re: Dziękuję 21.03.18, 16:14
                1.Dasz radę finansowo zatrudnić na próbę pomoc domową? 2-3x w tygodniu, żeby było tak jak chcesz?
                2. A mąż to rękodzieło artystyczne wykonuje na konkretne zamówienie? Kto będzie sprzedawał?
                • akn82 Re: Dziękuję 21.03.18, 16:48
                  napis_z_obrazka napisała:

                  > 1.Dasz radę finansowo zatrudnić na próbę pomoc domową? 2-3x w tygodniu, żeby by
                  > ło tak jak chcesz?

                  Nie, na dzisiaj nie dam.

                  > 2. A mąż to rękodzieło artystyczne wykonuje na konkretne zamówienie? Kto będzie
                  > sprzedawał?

                  Nie. Sam sobie zaczął robić. Sprzedawać będzie przez portale z rękodziełami oraz przez FB.
    • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 23.03.18, 14:42
      Porozmawiałam z mężem szybciej niż myślałam. Na początku szło w miarę, potem Już gorzej.
      Mąż ma mi zazłe że zupełnie nie doceniam jego wkładu, traktuje jak przedmiot, jestem nie życzliwa, chamska i wymagam w nieskończoność. Jest przekonany że nigdy z moimi wymaganiami nie wygra. Jest wrakiem człowieka. Na terapię nie pójdzie. Więc zapisałam się sama na swoją.
      • ola_dom Re: A moje życie wygląda tak: 23.03.18, 15:17
        akn82 napisał(a):

        > Porozmawiałam z mężem szybciej niż myślałam.
        > Więc zapisałam się sama na swoją.

        Gratulacje, podwójne. Trzymam mocno kciuki.
        • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 23.03.18, 16:40
          Dziękuję Ola! Mam bardzo duży mętlik w głowie. Zupełnie nie wiem gdzie prawo, gdzie lewo. Mąż ma rację, może czuć się gnębiony. Trudno, bardzo trudno nie gnębić mi kogoś kto ma milion wymówek by nie iść do pracy. I Ty i wagonetka miałyscie rację, w tym sporze powyżej...
          • krokodil123 Re: A moje życie wygląda tak: 23.03.18, 18:54
            Na terapii ci wszystko poukładają.
            Moja rada- a może zamiast "oskarżać i gnębić " męża to ty zacznij mu mówić o sobie tylko o sobie, o swoich ucuciah, pragnieniach ,oczekywaniach, marzeniach.... Jak do tej pory cały wątek było o niego- co on chciał, dlaczego nie chciał,jak chciał i kiedy chciał.
            Wiem że jest trudno -ale zacznji w sensie- nie kiedy pójdzieś do pracy a......jestem strasnie dzisiaj zmęczona, proszę cię o pomóć w.... Tak sobie w nocy myślałam, jestem jedyny zywicielem, jak się rozchoruję co będzię ......Chciałabym mieć obok siebię faceta zaradnego który jest wzorem dla dzieci..........Mam ciągly stres w pracy, boję się że jak mnie zwolnią to dzieci zostaną bez.......Nie mogę psychycznie odpociąć jak wiem że ja sama muszę na nasza 4 zarobić etc....etc...etc...

            Mów mu o swoich uciuciach i wtedy on nie może ci zarzucyć że go gnębisz albo nie doceniasz. Chyba, że .....ma brak empatii i jest manipulantem.
            • triss_merigold6 Re: A moje życie wygląda tak: 23.03.18, 21:12
              Och, gościu zalegający na kanapie od kilkunastu lat z pewnością nie jest manipulantem. :P
            • mapt Re: A moje życie wygląda tak: 23.03.18, 21:56
              >Chciałabym mieć obok siebię faceta zaradnego który jest wzorem dla dzieci......

              i w tym momencie facet strzela focha obrażony, że się go nie docenia :P

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka