mamanaetacie32
19.12.18, 20:40
Witajcie,
chciałam się Was poradzić w pewnej kwestii. Otóż jestem mama niespełna 2 latka. kilka miesięcy temu wróciłam do pracy zawodowej i pracuje na etacie po 8 godz dziennie. Opieką nad dzieckiem w tym czasie sprawują moi rodzice. Nie są już najmłodsi ale doskonale sobie radzą. kazdego dnia o 7 wozimy dziecko do nich i odbieramy po pracy czyli ok 16. Potem jedziemy do domu.Niestety na pomoc teściów nie mogę liczyć, są już w podeszłym wieku i dosyć schorowani. kilkugodzinna opieka nad dzieckiem jest ponad ich siły. Niestety tutaj zaczynają się schody. teściowe pomagają jak tylko mogą i na ile wystarcza im sil. najczęściej podrzucając coś do jedzenia lub przypilnują dziecka jak jedziemy na zakupy czy do kościoła. jednak od jakiegoś czasu, a właściwie do jesieni teściowa chciałaby aby wnuczek byl u nich codziennie. wygląda to tak, że jak tylko wjedziemy na podwórek i wysiądziemy z auta ( a niestety mieszkamy przez płot z teściami) teściowa staje w drzwiach i woła dziecko do siebie. Na poczatku często pozwalam mu na to, bo teściowe siedzą cały dzień sami, nie maja żadnych znajomych wiec dla nich był to swego rodzaju rozrywka. A i dziecko spędzało miło czas. od miesiąca jest tak ze syn odmówił spania w ciągu dnia przez co idzie spać już o 7 wieczorem. także od momentu przyjazdu do domu mamy właściwie trzy godziny na jakakolwiek wspólna zabawę. biorąc pod uwagę, że musze jeszcze po powrocie z pracy odgrzać jakiś obiad zostaje nam naprawdę niewiele czasu. syn tez coraz częściej nie chce chodzic do tesciów bo w domu ma swoje zabawki, klocki którymi tak naprawde nie ma okazji pobawić sie w ciagu dnia, i mam wrażenie ze tęskni po prostu za domem. Próbowałam to jakoś wypośrodkować i np. puszczałam dziecko na godzinkę( ja w tym czasie robiłam obiad), ale jak później szłam po małego to czesto słyszałam ze przecież on przed chwila przyszedł a ja już go zabieram i zaczynało się przekonywanie przez babcie mojego syna aby on u nich jeszcze został bo będą to i to robić. często takie przekonywanie wywołuje konsternację u dziecka bo nie wiem co ma robić chciałby do domu ale chciałby tez byc z babcią. Jak wysyłałam męza po dziecko to właściwie zawsze wracał bez niego bo jego rodzice chcieli jeszcze troche sie pobawić z dzieckiem. Wkoncu wychodziło na to, że dziecko przychodziło do domu i szło od razu spać. rozumiem ich z jednej strony, fajnie, że chcą budowac z nim relacje ale oczekiwanie tych codziennych wizyt robi sie uciążliwe dla mnie. Rozmawiam juz z tesciową i tłumaczyłam jej, że mały na dlużej bedzie przychodził do nich w weekend, a na tygodniu ja i mąż chcemy spedzic troche czasu z dzieckiem, że na tygodniu tez czasem podrzucimy go na godzinę, dwie, ale nie bedzie to codziennie. niestety rozmowa nic nie dał. W dalszym ciągu codziennie jak tylko przyjedziemy teściowa woła dziecko do siebie, a ja muszę jej odmówić. Jak jej to wytłumaczyć. czy może ja jestem zbyt nadgorliwa i powinnam dziecku pozwolić na codzienne wizytu i dziadków, kosztem wspólnego czasu z rodzicami?
Nadmienię jeszcze, że mój mąż nie widzi problemu bo najczęściej jak dziecko jest u teściów on tez tam idzie, albo działa coś na podwórku wokoło domu, z jego strony nie ma żadnego problemu.