mytoya
23.04.19, 12:08
Witam,
Czasem tu zaglądam ale dawno nie pisałam.
W skrócie- w zeszłym roku rozstałam się z mężem. Wyprowadził się na moją prosbę. Najpierw nasze relacje były okropne..Ja coś jeszcze chcialam ratować..Ale po kolejnej jego awanturze przez tel. odpuściłam. Mąż wyjechał zagranicę do pracy, mocno ograniczył kontakt z teściową i nasze relacje są dobre. Dogadujemy się co do finansów, wychowania dziecka, jego zdrowia. Relacje są pozytywne..I syn na tym zyskuje. Ja mu tłumaczę, że zarówno tata jak i ja bardzo go kochamy ale nie umiemy razem żyć. I tak jest ok. Synek jest spokojniejszy.
Ale niestety...rozstanie z mężem spowodowało używanie sobie na mnie mojej matki i jej konkubenta. Takie nie wzrost może ale jak mąż mieszkał nie pozwoliłam siebie tak traktować..Ale odkąd jestem sama to boję się mocno przeciwstawić.. co daje im jeszcze więcej pola do popisu. Generalnie mam wbite w głowę, że potrzebuje ich pomocy przy opiece nad synem..choć faktycznie moglam sobie sama poradzić.. po prostu syn byłby dłużej w placówce. A tak..mogą mną manipulować..nie wiem czemu się daję. W styczniu poklócilam się z nimi..zarzucają mi że jestem aferzystką..to są takie osoby, które nic nie mówią.. nie rozmawiają..trzeba za nimi chodzić i wypytywać..głaskać ich swoją uwagą. Np. Matka mi nie powiedziała nic o nagłej śmierci kuzyna..sama nie jechała na pogrzeb..więc nie potrzebowała transportu. A chodzi o to aby pokazać jaja ja jestem złą córką, wnuczką, kuzynką..bo nie wiem co się w rodzinie dzieje...wiele rozumiem ale tego zupelnie nie. Jaki ma pokręcone umysł ta baba. O wypadku dowiedziałam się z fb i pojechałam na pogrzeb. To tylko przykład.
Od roku pracuję w firmie na dość obciazajacym stanowisku, które łączy dwie rzeczy na których się znam i lubię. Jednak okazało się, że te dwie rzeczy mam robić jednocześnie..wiec albo brałam nadgodziny albo nie wyrabiałam się z robotą. Do tego układu układanki.. kawki z odpowiednimi osobami w czym ja się nie odnajduję. Stres i jakby mobbing. Szef mi zrobił mega awanturę po tym jak wzielam tydzień wolnego na chore dziecko. Jestem teraz na zwolnieniu od psychaitry, zdiagnozować cyklofremię.
W zeszłym tygodniu jak syn był u taty kilka dni..to ja spałam bardzo dużo, czytałam i leżała w łóżku.. czasem tak muszę no i lubię. Najpierw matka wpadła do mnie z agenturą ileż to można spać. Olałam. Następnego dnia znowu wpadła z awanturą, że normalni ludzie to pracują a nie śpią całe dnie A jak jestem psychiczną to zadzwoni po karetkę psychaitryczną..I żebym się zdecydowała- ja pod kocykiem nic się nie odzywam i słucham na co mam się zdecydować- że w te albo we w te (???) I jak sobie nie radzę to, żebym ze sobą skończyła i będzie spokój.
Nic się nie odezwałam. Nawet mnie to nie ruszyło. Ale to już dno. Niżej się nie da. I czy mogę teraz oficjalnie się pozbyć jej z mojego zycia? Dlaczego ją tak drażni to, że jestem słaba?
Powiedzialam o tym siostrze. Jak powiedziałem koleżance to się rozpłakała. Nie rozmawiam z nią. W święta olałam.
Co dalej..? Narazie się stąd nie mogę wyprowadzić..Ale czy syna też od tej baby odseparować? Nie pozwalać do niej schodzić?