dr_house203
19.07.22, 15:55
Cześć :)
Chciałbym wam w miarę szybko przedstawić sytuację w której się znajduje, bo osobiście chyba już się sam w niej pogubiłem... Do sedna sprawy. Otóż moja Rodzicielka już jakiś czas temu znalazła sobie pewne dodatkowe zajęcie które nie do końca przynosi tak wiele profitów jakby chciała i jest dosyć czasochłonne. Zajęcie to wymaga od członków rodziny czyli mnie, mojej narzeczonej i rodzeństwa troszkę nakładów energii. Z początku pomagałem jak mogłem, jeździłem po Polsce,bo to zajęcie wymagało żeby czasem zrobić coś w internecie, a czasem pojechać gdzieś w kraj i coś załatwić. Często słyszeliśmy, że się do tego nie przykładamy i nie chcemy jej pomóc. Pomimo to zawsze staraliśmy się być na każde zawołanie i wspierać jak tylko możemy. Niestety dodatkowe zajęcie nie przynosiło efektów jakie były zakładane na początku i stąd frustracja w naszą stronę itp. Przynajmniej tak się domyślam. Apogeum całej sytuacji miało miejsce gdy razem z narzeczoną, moja Rodzicielka i rodzeństwem robiliśmy coś w naszym domu w internecie. W pewnym momencie moja narzeczona zwróciła w delikatny sposób uwagę mojemu młodszemu bratu gdyż był strasznie głośno i nie mogliśmy usłyszeć o czym rozmawiamy między sobą. Czy nie wydaje mu się, że takie przekrzykiwanie innej osoby jak dorośli rozmawiają jest niekulturalne. Mniej więcej tak wyglądał kontekst. Na co moja Rodzicielka zareagowała pełnym oburzeniem, wyjściem z domu razem z bratem i trzaśnięcie drzwiami. Następnego dnia zadzwoniłem do niej żeby wybadać co się stało. Oczywiście dowiedziałem się, że My jej dzieci nie będziemy wychowywać i czy jej nie pomogę z jej drobnym biznesem. Odpowiedziałem, że nie mamy zamiaru tego robić ale czy nie wydaje jej się, że mój młodszy brat wchodzi jej ostatnio na głowę, pozwala sobie na coraz więcej. Odpowiedziała oczywiście, że nie i ona ma wszystko pod kontrolą i gdyby powiedziała mu to by ją posłuchał. Mówię, że przecież mówiłaś mu już kilka razy i cię nie posłuchał. Oczywiście temat rozbił się o narzeczoną, że jej nie pomagamy z jej "biznesem", nie przykładamy się itp. Mówię, że przecież to Twój biznes i twoja sprawa i nie możesz od nas oczekiwać, że będziemy większość albo wszystkie sprawy robić za ciebie. Oczywiście padł żelazny argument, że dostaliśmy od niej trochę ziemi pod budowę domu po czym się rozłączyła. Nie jestem osobą która lubi drżeć koty... I zawsze staram się dążyć do jakiegoś rozwiązania ale na ten moment już nie mam sił. Dzwoniłem następnego dnia po całym zajściu to nie odebrała telefonu. Przyszedłem na dzień mamy z prezentem, złożyłem życzenia i zostawiłem podarunek. Powiedziałem, że zdania możemy mieć różne ale to nie jest powód żeby robić z tego aż taki problem. Oczywiście prezent jak i poprzedni chyba urodzinowy zostały mi zwrócone pod moją nieobecność, bo jak to powiedziała. Nie zasługuje na takie prezenty. I od tamtej pory jak mnie widzi to udaje, że mnie nie widzi, moja narzeczona podobnie i jej mamę również. Jak przejeżdżałem ostatnio autem i widziałem rodziców na spacerze razem z bratem pomachałem im to nawet na mnie nie spojrzała. Rodzeństwo i Tata zachowują się w stosunku do mnie normalnie. Rodzeństwo nas odwiedza, a ja mam zakaz wchodzenia do domu rodzinnego, bo mi powiedziała żebym do nich nie przychodził. Jeszcze kiedyś mi zarzuciła, że cały swoje życie buduje na słabym gruncie. Gdzie moim zdaniem nie ma racji, bo z moją narzeczoną dogadujemy się całkiem dobrze. Trochę nurtuje mnie ta cała sytuacja czasami tak sobie myślę czy coś ze mną jest nie tak i czy to ja nie popełniłem gdzieś błędu. Co myślicie o tym? Dobrze, że mogłem się wygadać (:
Pozdrawiam