blue_ice1
07.10.06, 18:02
Pamietam ,ze moja corka, choc mial 3,5 roku nadspodziewnie emocjonalnie
przezyla smierc taty....... Wczesniej zwsze byla *mamina coreczka*, a
okolo lat 3 zaczela *zauwazac* tate, i kiedy sie w koncu zaprzyjaznili na
dobre- BUM! - tatusia juz nie bylo:(
Zmienial sie drastycznie, mnie serce pekalo podwojnie, bo malo ze wlasny
bol, to jeszcze dziecko.....
Myslam ze z biegiem lat zmieni sie cos w niej na lepsze, ale problemy
zostaly , choc- jak juz pisalam w innym watku- ona ma juz ponad 16 lat.
Mysle,ze duzo zlego narobi fakt,ze niecale 2 miesiac po smierci meza musialm
pojsc na 19-10 godzin do pracy zeby nas utrzymac , i oplacic wynajete
mieszkanie...... a po drugie- fajt,ze ona bardzo przezyla nagla smierc jej
przyszlego-niedoszlego ojczyma, z ktorym nawiazal juz dobry kontakt.
Jak wyglada to u Was?