Dodaj do ulubionych

Zal dzieci.......

07.10.06, 18:02
Pamietam ,ze moja corka, choc mial 3,5 roku nadspodziewnie emocjonalnie
przezyla smierc taty....... Wczesniej zwsze byla *mamina coreczka*, a
okolo lat 3 zaczela *zauwazac* tate, i kiedy sie w koncu zaprzyjaznili na
dobre- BUM! - tatusia juz nie bylo:(
Zmienial sie drastycznie, mnie serce pekalo podwojnie, bo malo ze wlasny
bol, to jeszcze dziecko.....
Myslam ze z biegiem lat zmieni sie cos w niej na lepsze, ale problemy
zostaly , choc- jak juz pisalam w innym watku- ona ma juz ponad 16 lat.
Mysle,ze duzo zlego narobi fakt,ze niecale 2 miesiac po smierci meza musialm
pojsc na 19-10 godzin do pracy zeby nas utrzymac , i oplacic wynajete
mieszkanie...... a po drugie- fajt,ze ona bardzo przezyla nagla smierc jej
przyszlego-niedoszlego ojczyma, z ktorym nawiazal juz dobry kontakt.

Jak wyglada to u Was?


Obserwuj wątek
    • inquisitive Re: Zal dzieci....... 07.10.06, 18:12
      Moj maluszek mial tylko 10 miesiecy kiedy maz zginal, mimo wszystko zauwazylam
      cos co mnie zdziwilo. Maz zawsze wracal z pracy mniej wiecej o tej samej
      godzinie i juz od progu krzyczal ze jest w domu, maly zawsze siedzial w pokoju
      na wprost od drzwi wejsciowych, wiec zawsze widziala wchodzacego tate i
      usmiechal sie i gaworzyl na jego widok. Przez pare dni po smierci meza, mniej
      wiecej w czasie kiedy zawsze wracal z pracy, zauwazylam ze maly zerka na drzwi
      wejsciowe, jakby czekal az tatus wejdzie. Moze to dziwne, ale tak bylo i moi
      znajomi byli tym zaskoczeni, bo tez zauwazyli. Trwalo to tylko przez kilka dni.
      Teraz maly ma dwa latka i nie pamieta swojego taty. Mam w domu zdjecia ale on
      jeszcze nie rozumie. Czekam, az bedzie starszy i bede mogla zaczac opowiadac mu
      historie o jego tacie.

      Pozdrawiam

      Edyta
    • magdatysz Re: Zal dzieci....... 10.10.06, 10:29
      U mnie to wogóle tragiczna sprawa bo młody uczestniczył w wypadku, siedział
      obok taty w foteliku i jako jedyny nie stracił przytomności. Potem 10 dni w
      szpitalu - innym iż ja. I chociaż miał wówczas 3 lata do tej pory wspomina
      wypadek i swojego tatę. Miał z nim bardzo dobry kontakt ponieważ to mój mąż był
      na urlopie wychowawczym kiedy ja musiałam wrócić do pracy. I to tata był
      najważniejszy - nie mama.
      Temat śmierci nie jest mu obcy. Wręcz przeciwnie - nieraz zastanawia się co
      będzie gdy np. mnie już nie będzie. A to tylko prawie 5 letnie dziecko. I
      często ma wypowiedzi zaczynające się od słów: "jak umrze...." Ma swoje poglądy
      na temat szybkiej jazdy i wypadków, na temat policji, pogotowia.
      Na początku myślała że to mu szybko minie. A tak nie jest. Ale może przez to
      wszystko "oswoił" temat śmierci. Za tatą tęskni bardzo i dopytuje się kiedy
      będziemy z nim chciaż wie że takie spotkanie może nastąpić dopiero jak ona sam
      umrze. Tak mu tłumaczę bo sama w to wierzę - że jest ta druga strona po której
      czekając ci co nas kochali. I ze jeszcze możemy się z nimi spotkać we snach.
      Łukaszowi tata się śni. Wiem o tym. Na początku płakał, był przerażony. Teraz
      przyjmuje to ze spokojem.
      • edyta.g.25 Re: Zal dzieci....... 10.10.06, 12:27
        Chcialabym miec tyle wiary co Ty. Tak jest napewno latwiej. We mnie tej wiary
        wcale nie ma.
        • blue_ice1 Re: Zal dzieci....... 22.10.06, 23:22
          moja corka miala 3,5 roku gdy jej tatus rano wyszedl z domu ,ucalowawszy ja
          spiaca jeszcze - w czolko, a okolo 11.30 -gdy ja prowadzilam na zastrzyk do
          przychodni - jadace z przeciwka auto zatrzymalo sie i wysiadl z niego
          przyjaciel meza- i mowi ,ze musimy z nim jechac do szpitala bo moj maz jest tam
          wlasnie reanimowany. Coreczka jakby skamieniala i *przykleila sie* do mnie,
          cala droge i podczas czekania na szpitalnym korytarzu oraz gdy pielegniarka
          trzymala ja na rekach (ja poszlam pozegnac meza na sale) -nie plakala- byla
          jak martwa. Dopiero gdy duzo pozniej bylam juz z nia u moich rodzicow-
          uciekla ode mnie do dziadka -*teraz dziadzio bedzie z nami mieszkal tak?* -
          chyba bala sie wyrazu mej twarzy - *mama tak dziwnie wyglada*.....
          Koszmar!:( oddalila sie jakby ode mnie- nawet nie chciala ze mna duzo
          rozmawiac- wolala inne osoby z rodziny, bo fakt- mnie niemal bez przerwy dlawil
          placz....... Nie chhcial rozmawiac o tacie, nie chcial sie modlic *za dusze* -
          jak mowila babcia, raz tylko spytala gdzie jest teraz tatus? Czesto przed
          samym polozeniem do ozeczka dopiero zaczynal sie do mnie tulic i okropnie
          plakac ,gdy tylko chcialam sie oddalic:( Potem- gdy juz po 2 m-cach
          podjelam prace (musialm choc nie czulam sie na silach) - zaczelo sie wrecz
          pieklo na ziemi: codzienne straszne placze ,wycia wrecz * Maaaaaaaamooooo! nie
          odchodz mi- bo tez nie wrocisz!!!* ........ Z radosnego ,ufnego dziecka nie
          zostalo sladu- byla zamyslona, czesto smutna,zaczela mi bardzo czesto chorowac:(
          Nie chcial chodzic do przedszkola,nie chcial zostawac beze mnie u dziadkow czy
          kochanej cioci ...... ech:((

          Jak juz pisalam- dzis ma 16,6 roku ale slady w psychice zostaly do
          dzis.....
          ..... Jesli nam droslym tak trudno przyjac do wiadomosci (mozg jakby sie
          bronil) ze nie ma z nami NAPRAWDE , na ZAWSZE tej kochanej osoby- to - jak
          wytlumaczyc dziecku,ktore nie zna jeszcze wielu abstrakcyjnych pojec????:((

          ! *
          • blue_ice1 Re: Zal dzieci.......-P.S. 22.10.06, 23:28
            a na pogrzeb corki nie zabralam- chyba bym tam ,na cmentarzu- natychmiast
            umarla gdybym musial patrzec jak placze gdy tate zamykaja w trumnie! - sama
            pamietam z dziecinstwa,ze na TAKI widok dostalam strasznej histerii .... stad
            moja decyzja o niezabieraniu dziecka na pogrzeb.
            • zeng Re: Zal dzieci.......-P.S. 23.10.06, 07:08
              Więc Piotruś zachowuje się chyba tak samo...

              Wiadomość o śmierci mamy przyjął ze spokojem, nie płakał, spytał czy stało się
              dlatego co podsłuchał w nocy przez telefon. Upewnił się kilka razy czy dobrze
              usłyszał, że jego mama będzie teraz mieszkała w jego serduszku. Nie było płaczu
              i filozoficznych pytań, czemu itp. Zwykłe pytania dziecka, choć czasami zadaje
              pytania sugerujące, że nie przyjął wiadomości, że mama nie żyje i już jej nie
              zobaczymy.

              Ale w nim coś się dzieje, stara się zachowywać tak samo, ale zupełnie tak samo
              nie jest. Pomijam to, że chce, żeby babcia u nas mieszkała, widzę, że to
              standardowe. Potrafi się zamyśleć, wiem, że myśli wtedy o mamie. Na siłę stara
              się głośno nie mówić o przeżyciach z mamą (zawsze mówił, mama to, mama tamto, z
              mamą robiliśmy to, tamto...), chyba widzi, że gdy słyszę słowa "moja mama" to
              zaciskam zęby i staram się nie wybuchnąć, ale strasznie mnie boli.

              Czytałem, że do 5 lat gdzieś dziecko to tłamsi w sobie, tłumaczy na swój,
              dziecięcy sposób, powyżej 5 lat dziecko zaczyna odreagowywać na zewnątrz, winić
              żyjącego rodzica, wyżywać się na nim itp...
              • zeng Re: Zal dzieci.......-P.S. 25.10.06, 11:57
                Piotruś od tygodnia jest chory. Dziwnie chory, ma wysoką gorączkę, trochę
                kaszlu, nic w gardle. Jak zwykłe przeziębienie, tylko, że on nigdy nie miał
                zwykłych przeziębień, zawsze od razu zapalenie gardła, angina albo nawet
                oskrzela. Wzorowo leży w domu pod kołdrą, je rosołki, pije herbatki z sokiem
                malinowym/miodem i cytryną, bierze lekarstwa. I nic się nie zmienia.

                Zawsze kiedy był chory Ania rzucała wszystko i była całe dnie z nim, nic nie
                było ważniejsze od niego, co na pewno czuł, zawsze go badała i leczyła. Obawiam
                się, że on podświadomie ma nadzieję, że chorując przywoła mamę...

                Chciałem mu dzisiaj włączyć w TV rano coś innego niż bajki, zobaczył
                teletubisie i bardzo chciał oglądać. A tam było opowiadanie dziewczynki w jego
                wieku o jej mamie - lekarce. Jak leczy dzieci, jak ją bada i leczy, jak
                przykłada stetoskop do jej brzuszka i pleców... Piotruś zamarł, przytulił
                kołderkę i ze łzą w oku to oglądał i słuchał. Jak ja. Ale nie dał przełączyć
                programu, musiałem z nim porozmawiać o jego mamie, bo wiedziałem, że myśli go
                przytłaczają...
                • blue_ice1 Re: Zal dzieci.......-P.S. 26.10.06, 12:44
                  kurcze- tak mi szkoda malucha:(
                  Moja corka tez zaczela chorowac w jakies 2 m-ce po pogrzebie jej taty,gdy ja
                  musialam pojsc do pracy. zaczela sie wrecz seria przeziebien, dziwnych
                  *gryp*, zapalenia oskrzeli, etc. ....... tak bylo jakies 2 lata- dopoki nie
                  zwolniono mnie z pracy- chorowanie ustalo niemal tak nagle jak sie
                  zaczelo...... Po rozmowie z dzieciecym psychologiem potwierdzily sie moje
                  przypuszczenia,ze dziecko czesto choruje ,gdy pewne sytuacje *psychicznie go
                  przerastaja* . Niestety :(.
                  • inquisitive Re: Zal dzieci.......-P.S. 26.10.06, 14:03
                    Ja tez tak uwazam. Dzieci na swoj sposob przezywaja tragedie. Moja siostra
                    miala 5 lat gdy zmarla moja mama i dokladnie u niej tez zaczely sie rozne
                    choroby. Temperatura, biegunka etc. Po jakims czasie przeszlo jej..
                    • zeng Re: Zal dzieci.......-P.S. 31.10.06, 16:04
                      Piotruś: "tata, będziesz mnie uczył jeździć na nartach na śniegu ?"
                      ja: "a skąd wiesz, że ja umiem jeździć na nartach ?"
                      Piotruś: "dziadek Jurek mi powiedział"
                      ja: "kiedy ?"
                      Piotruś: "jak był chory"

                      Dziadek Jurek umarł 2 lata temu, jak Piotruś miał 2 lata... Nie mógł z nim
                      raczej rozmawiać o nartach kiedy żył...

                      Jeszcze kilka takich rozmów i nie wytrzymam...
                      • ania77 Re: Zal dzieci.......-P.S. 02.11.06, 14:30
                        U Madzi wczoraj znów chyba był Rafał...Piszę "chyba" bo może ja już na siłę
                        chcę wierzyć..Leżałyśmy na łożku,byłyśmy we dwie w pokoju...był włączony
                        telewizor..Nagle Madzia radośnie zawołała "tatusia!" usiadła i zaczeła robić
                        pa,pa i przesyłać całuski,wcale nie patrząc w moją stronę....A ja nic nie
                        widziałam i nic nie czułam...A i jeszcze mi się przypomniało, że już drugi raz
                        jak "widzi" tatusia to mówi też o jakiejś "pani"..Dzieci widzą więcej..Dziś
                        wylałam morze łez..znowu..Pozdrawiam Was Kochani.
                        • magdatysz Re: Zal dzieci.......-P.S. 02.11.06, 15:14
                          Wcale bym się nie zdziwiła że Madzia widzi swojego tatę. Może to szalone ale ja
                          wierzę, że dzieci widzą więcej. I wierze w to, że sny w których odwiedzają nas
                          ci krórych już tu nie ma nie do końca są snami. Może szalona jestem.. ale tak
                          mi trochę łatwiej.
                          Pozdrawiam cię Aniu
                          Magda
    • magdatysz Re: Zal dzieci....... 09.11.06, 13:37
      Kolejny tekst mojego dziecka: "Jak ktoś ma urodziny to kupuje mu się kwiatki,
      idzie na cmentarz i zapala światełko...."
      Zmroziło mnie - znowy w samochodzie przejeżdżając koło cmentarza (czyli trasa
      dom - pracai przedszkole). Po południu szliśmy na urodziny kolegi Łukasza.
      • edyta.g.25 Re: Zal dzieci....... 09.11.06, 14:00
        Brak slow...zeby to skomentowac.
        • zeng Re: Zal dzieci....... 12.11.06, 16:36
          Piotruś dzisiaj znów zabił mi ćwieka.

          "Tata, ty nie jesteś ogolony. A wiesz, że mama goliła w wannie swoje nogi i ja
          mamie pomagałem ? Tata. A teraz jak już mamy nie ma tutaj to mogę tobie pomagać
          się golić ?"

          I reszta niedzieli załatwiona...
          • zeng Re: Zal dzieci....... 17.11.06, 17:55
            "Tato, ja cie kocham. Wiesz co, jak mama
            umarła to zostało nas tylko dwóch, co ?"
            • agama30 Re: Zal dzieci....... 27.11.06, 16:38
              Sławek zginął w 3 urodziny naszej Oleńki,byliśmy wtedy pod Poznaniem 500 km od
              domu, tego dnia gdy wróciłam z identyfikacji męża powiedziałam Oluni że tatuś
              jest u Bozi, Ola zapytała się kiedy wróci, nie kłamałam jej, płakała krzyczała
              biła mnie, drugiego dniapytała mnie na której jest chmurce i że może jak
              poprosi Bozię to pozwoli tacie wrócić, 3 dnia wracałyśmy do domu te 500 km i
              Ola była bardzo spokojna do momentu kiedy otworzyłam drzwi mieszkania, dziecko
              miało nadzieję że tata będzie czekał. Muszę cały czas od 2 lat 4 miesięcy i 27
              dni opowiadać przygody taty, je potrawy których nie znosi, ale tata je jadł i
              niestety czasami usłyszę że lepiej żebym to ja umarła a nie tata, to jej obrona
              boi się kochać(kiedyś po tych słowach zobaczyłam jak prosi Boga żeby mnie nie
              zabierał, że przeprasza) Cierpienie dziecka, czy to fizyczne czy psychiczne
              jest najgorsze z możliwych
              Aga
              • zeng Re: Zal dzieci....... 29.11.06, 09:37
                Niestety Piotruś powoli zapomina, że mamy nie ma, do tej pory mu się to nie
                zdarzało, mówił raczej w czasie przeszłym. Ostatnio coraz częściej mówi, że
                mama będzie cię tatusiu leczyła, że on lubi chodzić do mamy pracy, że mama
                zapisała go na angielski (zrobiłem to ja 2 tyg temu) itd.

                Dzisiaj też przypomniał mu się pogrzeb, nagle zaczął opowiadać kogo spotkał "na
                cmentarzu", czyli na pogrzebie, wszystko pamięta, poszczególnych ludzi z tych
                200 osób.
    • agama30 Re: Zal dzieci....... 29.11.06, 18:01
      Ja Oleńki na pogrzeb nie zabrałam, bałam się swojej i jej reakcji, nie
      wiedziałam czy dam radę się nią zająć i dobrze zrobiłam, bo zemdlałam w czasie
      pogrzebu a poza tym Olunia pamięta Tatusia takiego jakim go widziała poraz
      ostatni. Nie lubi chodzić na cmentarz, przez kilka miesięcy bywałam tam
      codziennie zabierając Olunię ze sobą i nie potrafiłam z niego wyjść. Umożliwiał
      mi to fakt że blok w którym mieszkaliśmy sąsiadował z cmentarzem. To była
      okropna katorga wierzcie mi, wyglądałam przez okno i gdyby nie mur cmentarza
      widziałabym grób Sławka. Pół roku temu kupiłam mieszkanie w dzielnicy na drugim
      końcu miasta. Chodzimy do Sławusia raz dwa razy w tygodniu i tak jest lepiej.
      Ola dzięki temu jest w lepszej kondycji psychicznej, mamy nowy dom pełen
      Sławka, ale nie bolesnych tych najgorszych wspomnień. Zeng powiedz Piotrusiowi,
      że gwiazdki zawsze są na niebie, tak jak słońce i księżyc, tylko czasami
      przykryje je jakaś chmurka lub świecą po drugiej stronie żiemii. A mamusia mimo
      że gwiazdka jest za chmurką to i tak spogląda na swojego Synka. To że Piotruś
      mówi w czasie teraźniejszym i opowiada o sojej mamie tak jakby była przy nim,
      to jest normalne zachowanie dziecka. Piotruś wytwarza charakterystyczne dla
      dziecka mechanizmy obronne, działa jego wyobraźnia. Nie walcz z nim, nie mów mu
      że to nieprawda, nie neguj jego zachowania. To samo przejdzie. Piotruś sam
      zaakceptuje w końcu fakt że mamusi nie ma. Powiedz gdy nie zastanawiasz się nad
      tym co mówisz , nie kontrolujesz się, w jakiej formie mówisz o swojej żonie?,
      że"miała piękne oczy" czy że "ma piękne oczy". Czy Ty zakceptowałeś już fakt,
      że jej nie ma? Ktoś mi kiedyś powiedział ,że jeśli powiem o Sławku w czasie
      przeszłym, to znaczy że wychodzę na prostą. Niestety ja cześto mówię o Sławku w
      czasie terażniejszym: "Sławek lubi to, Sławek nie lubi tego". Czy ty tak mówisz
      o swojej żonie? Myślę że tak, ty nawet sobie z tego pewnie nie zdajesz sprawy.
      Pozdrawiam Aga
      • zeng Re: Zal dzieci....... 29.11.06, 18:25
        "tatusiu, a pamiętasz jak łaskotaliśmy moją mamę pod pachami ?"...

        codziennie coś, niby nic, a serce ściska, że brak tchu...
      • zeng Re: Zal dzieci....... 29.11.06, 18:30
        mówię różnie, dzień po jej śmierci zdawało mi się mówić w czasie przeszłym i w
        teraźniejszym i dzisiaj też tak jest, ani częściej ani rzadziej. Sam wiem, że
        nie zaakceptowałem tego faktu, że za każdym razem czuję zawód, kiedy wchodzę do
        mieszkania i jej jednak nie ma, nie zaakceptowałem bo jestem żonaty, mam żonę,
        mój ślub jest dla mnie aktualny i ani kościół ani państwo swoimi prawami tego
        nie zmienią.

        Piotruś podobnie czasem mówi w czasie przeszłym, czasem w teraźniejszym, bardzo
        różnie...

        A na pogrzebie był i tego nie żałuję, trzymałem go na rękach i czuliśmy
        jakbyśmy byli tam my sami i dookoła jakiś tłum ludzi, którzy nic nie rozumieją,
        są tu z nami, ale my jesteśmy sami...
        • agama30 Re: Zal dzieci....... 29.11.06, 19:43
          Każdy z nas choć łączy nas wielka tragedia jest inny. Inaczej reaguje i
          podejmuje inne decyzje. Pisząc o swoich zachowaniach doświadczeniach czy
          reakcjach pomagamy innym nam podobnym, którzy swój wdowieński staż dopiero
          zaczynają. Mogą tu znaleźć cząstkę swoich przeżyć i doświadczeń czy nawet się
          do nich przygotować. Myślę że pomoże to nam wszystkim zrozumieć pewne sytuacje.
          Masz rację mówiąc że żadne prawa nie mogą pozbawić nas bycia żoną czy mężem.
          Denerwuję się gdy ktoś mówi o mnie wdowa, jestem mężatką i nic i nikt tego nie
          zmieni.
          Aga
          • agama30 Re: Zal dzieci....... 29.11.06, 20:04
            Daniel Ty niedawno straciłeś ukochaną osobę, niezaakceptowałeś faktu takiego
            fizycznego niebytu bo to wszystko jest wciąż bardzo świeże, tym bardziej nie
            zaakceptuje tego Wasz synek, pierwsze miesiące są jak w letargu, cały czas masz
            nadzieję że to jeszcze się zmieni, bo to niemożliwe żeby tak miało być. Jutro
            minie 2 lata i 5 miesięcy od śmierci Sławka. Wchodząc do mieszkania wiem już że
            na mnie nie czeka, że nie zadzwoni, że nie pocałuje mnie i nie wypijemy razem
            porannej kawy. Na tyle upłynęło już czasu że to przyjęłąm już do świadomości.
            Ale tęsknota i ból nie minęła i niesądze żeby kiedykolwiek minęła. Nie musimy
            ogładać fotografii, wystarczy spojrzeć na nasze dzieci i w każdym ich uśmiechu,
            spojrzeniu geście widzimy naszą miłość. Dlatego ten ból nie mija.
            Aga
            • magdatysz Re: Zal dzieci....... 30.11.06, 10:41
              Masz rację Aga - ból i tęsknota nie mijają pomimo upływu czasu. Tylko trochę je
              oswoiłam. Jak patrzę na Łukasza to widzę Rafała. I każdy to podobieństwo
              dostrzega. Niedługo minie 2 lata a ja nadal nie mogę powiedzeć o sobie "wdowa"
              ledwo mi to przez gardło przechodzi. Jak mam gdzieś podać stan cywilny to mnie
              skręca. Ja nadal jestem żoną Rafała.
              • zeng Re: Zal dzieci....... 06.12.06, 15:36
                "Tata, musimy iść do mamy do pracy i powiedzieć profesorowi, że mama już nie
                żyje i nie będzie już przychodziła do pracy"... powiedział Piotruś po 2
                miesiącach... zamurowało mnie. A potem dodał: "a w mamy pracy są moje ulubione
                słodycze, będziemy je teraz razem jedli, dobra tata ?". I reszta dnia z głowy...
                • agama30 Re: Zal dzieci....... 06.12.06, 22:19
                  I niestety jeszcze nie raz Cię zamuruje. Już niedługo przekonasz się, że Twój
                  syn jest nad wiek dojrzały ( z resztą te wypowiedzi już o tym świadczą) i
                  będzie postrzegał świat z niesamowitą ostrością, bezwzględnością dokładnie taki
                  jaki jest. Nie będzie prostych pytań a co za tym idzie łatwych odpowiedzi.
                  Będziesz go traktował jak dziecko a on mimo swojej dziecięcego wyglądu będzie
                  psychicznie prawie dojrzałym mężczyzną. Przeżył coś okrutnego i nagłego. Nie
                  miał czasu żeby się na to przygotować. Śmierć jest naturalną koleją rzeczy,
                  trzeba ją przeżyć. Wiemy że kiedyś to przeżyjemy. Wiemy że kiedyś sracimy
                  najpierw rodziców, potem współmałżonków, ale to kiedyś kiedy już przeżyjemy
                  swoje lata. Można dziecko do tego przygotować, można przygotować siebie. Zawsze
                  będzie towarzyszyć temu ból. Ale to jest naturalne. Ale przerwanie nagłe życia
                  u jego progu jest niezrozumiałe. Powiem Ci co opowidziała mi Ola jakiś rok po
                  śmierci Sławka po powrocie z przedszkola. " mamo wiesz Zosia(najlepsza
                  koleżanka) jest niemądra nie będę się z nią bawić. Dlaczego tak mówisz?
                  Powiedziała mi, że jej tata przyniesie długą drabinę aż do nieba i sprowadzimy
                  mojego tatę, czy ona nie rozumie że mój tata nie żyje?" Mogłam Oli wytłumaczyć
                  jedynie, że Zosia powiedziała tak z dobrego serca. Nigdy nie przgotujemy się na
                  takie sytuacje, nie będziemy wiedzieć co dzieje się w głowach naszych
                  dojrzałych już emocjonalnie dzieci.
                  Pozdrawiam serdecznie Ciebie i Twojego Synka Aga
                  • zeng Re: Zal dzieci....... 27.01.07, 18:08
                    dzisiejszy tekst Piotrusia przy obiedzie, jak zaczął płakać i go spytałem czemu
                    płacze:

                    "Tatusiu, moje oczy płaczą, bo moja mama nie żyje i nic się nie da zrobić"...
                    • magdatysz Re: Zal dzieci....... 29.01.07, 08:44
                      tak...
                      .... moje dziecko ostatnio ma problem - zastanawia się czy woli aby po śmierci
                      jego ciało zostało pochowane do ziemi czy poddane wcześniej kremacji....

                      Straszne to wszystko zwłaszcza jak sobie uświadomimy że dzieci w ich wieku na
                      ogół pojęcia śmierci nie znają, a niektórzy rodzice muszą sie namęczyć
                      tłumacząc dlaczego nie ma już ukochanego chomika...
                      • nata721 Re: Zal dzieci....... 31.01.07, 22:37
                        moja 8- letnia córka boi się ,że po śmierci nie pozna taty w niebie...
                        • zeng Re: Zal dzieci....... 19.02.07, 15:11
                          "Tata, a wiesz, że mama już jest zombie?"...
                          • magdatysz Re: Zal dzieci....... 19.02.07, 19:05
                            powalający tekst.........
                            • agakaiserka Re: Zal dzieci....... 20.02.07, 00:26
                              Kiedy powiedzialam synkowi po raz kolejny ze tatus juz do nas tutaj nie wroci to
                              zapytal czy moze pojsc do niego bo chce sie z nim poprzytulac jak na
                              zdjeciu....Serce peka z bolu!!!!!Powiedzialam ze nie moze pojsc do tatusia bo ja
                              bede wtedy calkiem sama i bedzie mi bardzo smutno a tak mam jego i bede go
                              przytulala!!!!
                              BOZE JAK TO BOLI!!
      • zeng Re: Zal dzieci....... 07.05.07, 19:16
        Piotrkowi wypadł pierwszy ząbek. Ania bardzo dużo mu o tym mówiła, o pieniążku
        itp. Nawet nie zapłakał. A ona tego nie widziała a tak na to czekała...
        • aniawdowa Re: Zal dzieci....... 08.05.07, 11:42
          Danielu rozumiem Cie
          Kazde takie wydarzenie bedzie nam szczególnie przypominać o naszych bliskich.
          Mój synek od wrzesnia idzie do zerówki pójdziemy razem,to jego słowa" tatus miał
          ze mna pójsc do przedszkola ale nie moze wiec pójdziesz ze mna ty mamo a tatus
          bedzie patrzył na mnie z góry"
          U mnie jest najgorzej kiedy patrze na nasza córeczke to mały "diabełek" wszedzie
          jej pełno nie usiedzi ani chwilki zawsze chetna cos robic, całkiem jakbym
          widziała Pawła.
          Patrze na nia i płyna mi łzy mysle "Boze jak Paweł cieszyłby sie gdyby mógł tu
          byc razem z nami".

          Pozdrawiam
          Ania
          • nata721 Re: Zal dzieci....... 15.05.07, 00:49
            Wczoraj była I Komunia Natalki i znów nie obyło się bez ciężkich
            chwil.Wszyscy , którzy jeszcze macie młodsze dzieci - wszystko przed Wami.
            Zaczęło się od zaproszeń - wszystkie kończą sie tekstem " ...zaprasza...( tu
            imię dziecka ) z rodzicami", więc wydrukowałam na komputerze, potem
            przygotowania i szykowanie miejsc obok dziecka dla chrzestnych i ...rodziców.No
            i tuż przed wejściem dzieci do kościoła błogosławieństwo dzieci
            przez ...rodziców. Na mszy łzy same płynęły... wszystkie dzieci były z
            obojgiem rodziców.
            • zeng Re: Zal dzieci....... 15.05.07, 06:44
              wczoraj zaczął się w przedszkolu okres pod hasłem "mama, tata i ja". Co to
              oznacza wiadomo, nauki o rodzinie, o roli mamy i taty, rysowanie laurek,
              przygotowywanie przedstawienia dla mamy i na koniec impreza na dzień matki.
              Zastanawiałem się długo czy Piotrek ma chodzić teraz do przedszkola aż
              usłyszałem historię koleżanki teściowej z pracy. Jej syn nie ma ojca i w
              pierwszym roku puściła go do przedszkola przed dniem ojca. Rysowali laurki dla
              tatów i on narysował... cmentarz i krzyż. Więcej tego błędu nie popełniła. Tak
              więc od jutra siedzę na zwolnieniu aż do imprezy na dzieńmatki. Niestety u nas
              w przedszkolu będzie połączona z dniem dziecka, więc Piotrek straci imprezę na
              dzień dziecka...
              • dusia75 Re: Zal dzieci....... 15.05.07, 09:44
                Fakt dla dziecka mało komfortowa sytuacja. Myślę że w takiej kwestii gdy w
                grupie jest dziecko które jest na "świeżo" po stracie rodzica pani powinna
                wykazać trochę zrozumienia i może w tym chociaż roku zorganizować to trochę
                inaczej. Myślę że inni rodzice zrozumieli by to. Inwencja niestety należy do
                pani w przedszkolu, i to właśnie w takich momentach okazuje się czy jest dobrym
                pedagogiem.
                Danielu nie wiem czy najlepszym wyjściem jest ucieczka od problemów. Wiem że
                jest to bardzo trudne bo sama właśnie miałam obchody rocznicy komunii i też nie
                było łatwo. Może masz gdzieś w pobliżu jakiegoś pedagoga, który coś może by
                doradził. Wiem że każde przedszkole ma takiego wyznaczonego "urzędowo".
                Najgorszym wyjściem w takiej sytuacji jest ucieczka a nie rozwiązywanie
                problemu, bo może Wam to wejść w krew i problemy się nawarstwią.
                Pozdrawiam Edyta
                • laurka2000 Re: Zal dzieci....... 15.05.07, 14:33
                  U nas temat taty pojawia się praktycznie codziennie. Rozmawiamy o Adasiu,
                  pojawia się w rysunkach córki, czasem gdy gdzieś jesteśmy mała mówi mi, że
                  kiedyś tata kupił jej tu cukierki takie dobre i teraz też takie chce. Na
                  cmentarzu to Laura decyduje, gdzie postawić znicze i kwiatki. Wydawało mi się,
                  że nasza córka jakoś daje sobie rade. Ale chyba się myliłam. Od tygodnia pojawia
                  się temat prezentu z okazji dnia dziecka. I właśnie w niedzielę oznajmiła, że w
                  prezencie chce swojego Tatę i łzy popłynęły jej po policzkach.

                  pozdrawiam
                  Ania
              • manuskrypt Re: Zal dzieci....... 16.05.07, 10:46
                Daniel!
                Źle robisz izolując Piotrka od takich sytuacji. Dzień Matki, Ojca, Babci,
                Dziadka będzie się powtarzał rok rocznie. I zawsze będziesz go wówczas izolował
                w miarę jak będą odchodzili kolejni członkowie rodziny? Poza tym problem
                śmierci i braku jednego z rodziców może ujawnić się nie tylko z okazji
                uroczystości, ale w życiu codziennym i zupełnie nieoczekiwanie może zaskoczyć
                Was wszystkich. Moja córeczka Zuzia chodzi do szkoły muzycznej i tam właśnie
                miałyśmy przykład jak trudno przewidzieć wszystkie sytuacje. Pani prowadząca
                zajęcia użyła standardowego sformułowania, a mianowicie powiedziała: "a w domu
                dzieci poproście mamę i tatę o....". Na to moje dziecko powiedziało: "mój tatuś
                jest w niebie". I tu konsternacja, Pani wiedziała o śmierci taty Zuzi, ale
                kompletnie nie była przygotowana na takie oświadczenie dziecka i nie
                przygotowała wcześniej celnej riposty. I wybrała opcję najgorszą z możliwych,
                powiedziała: "tak wiem Zuzi, ale nie martw się tatuś kiedyś wróci". Przeprasza
                mnie za to do dzisiaj, ale jak sama przyznaje zaskoczenie było dla niej tak
                duże, że odebrało jej w tym momencie rozum. Ta sytuacja przekonuje mnie jednak,
                że należy rozmawiać z nauczycielami, rodzicami innych dzieci, znajomymi o
                sytuacji dziecka, o śmierci jednego z jego rodziców. Nie można izolować dziecka
                od innych, bo zbliża się Dzień matki czy Ojca, bo wtedy nabierze przekonania,
                że jest gorsze, a tego chyba nie chcesz. Uwierz dzieci w takim wieku jak
                Piotruś i Zuzia zupełnie inaczej postrzegają swoją sytuację. Przystosowali się
                do niej znacznie lepiej niż Ty czy ja.Przykład, który podajesz (swojej
                znajomej) potwierdza to. Rysunek tego chłopca jak najbardziej oddaje to o czym
                mówię. A może warto Danielu porozmawiać z nauczycielkami w przedszkolu, by w
                tym cyklu "mama, tata i ja" zawarły również informację, że istnieją dzieci bez
                jednego rodzica (śmierć, rozwód, świadome samotne macierzyństwo) i dzieci te są
                takie same jak inne i mogą być szczęśliwe mimo wszystko.
                Życzę Ci Danielu i wszystkim w żałobie by choć czasami zaświeciło Wam słońce.
                Wiem, że każda uroczystośc wzbudza w nas smutek i żal, że nie ma tej drugiej
                strony, ale dzieci widzą to trochę inaczej.
                Anna
    • aniawdowa Re: Zal dzieci....... 17.05.07, 15:45
      Zblizaja sie urodziny mojego synka, spytałam go co by chciał robic w ten dzien,
      zaproponowałam małe przyjecie dziadkowie ciocie wujkowie. Ucieszył sie,
      zastanowił sie chwilke i powiedział " mamo gdyby taka był to dopiero byłaby
      impreza " bardzo posmutniał.
      Postaram sie aby ten dzien był dla niego wyjątkowo udany, czy sie uda mam taka
      nadzieje.
      Pozdrawiam
      Ania
      • zeng Re: Zal dzieci....... 30.05.07, 23:24
        "Wszystkiego najlepszego mamusiu"...

        powiedział Piotruś w Dzień Matki do grobu wkładając kwiaty do wazonu.

        Minęło parę dni, ale wciąż dźwięczą mi te słowa w uszach. A raczej dudnią jak
        dzwony. On to powiedział z takim samym wydźwiekięm jak zawsze, jakby to mówił
        jej osobiście a ona by przed nim stała. Bez smutku, żalu, zdziwienia, poczucia
        bezsensu tych słów. Tak po prostu, życzenia. A ja kiedy to słuchałem to
        wybuchała we mnie każda moja komórka.
        • dusia75 Re: Zal dzieci....... 05.06.07, 22:39
          Dzisiaj w klasie Nikoli była "impreza" z okazji dnia matki i dnia ojca. Nie
          wiem, nie pamiętam czy zawsze to tak wyglądało, ale dzisiejsze wierszyki i
          piosenki sprawiały wrażenie że są po to aby nam sprawić przykrość. Moje dziecko
          patrzyło na mnie wymownie przez całą część artystyczną. Choć było b. ciężko to
          starałam się do niej uśmiechać na odległość bo widziałam że była w kilku
          momentach na krawędzi płaczu. Gdyby nie ciągłe śmieszne potknięcia w recytacjach
          innych dzieci to wyszłybyśmy chyba z całej imprezy.
          Dziś minęło 3 miesiące od dnia kiedy moje dzieci straciły swojego kochanego tatusia.
          Może w przyszłym roku będzie łatwiej.
          • zeng Re: Zal dzieci....... 17.06.07, 09:28
            rano się przewracałem w łóżku nie chcąc za bardzo się budzić, Piotrek oglądał
            bajki, aż nagle powiedział "Tata, ja oglądnąłem twoje zdjęcie mojej mamy i
            przypomniałem sobie jak wygląda"... od razu oczy jak pięć złotych i odechciało
            mi się spać, zobaczyłem, że faktycznie postawił na parapecie nasze zdjęcie
            ślubne, które leżało, żeby go za często nie oglądał Piotrek...
            • zeng Re: Zal dzieci....... 30.08.07, 10:10
              Chwilę po powrocie po miesiącu do domu robiłem coś w kuchni i
              usłyszałem (i podglądnąłem), że Piotrek chwilę tylko pobawił się
              swoimi zabawkami, a potem wziął swoje zdjęcie mamy z półki, położył
              się na łóżko, oglądał i głaskał mamę na zdjęciu i sam do siebie
              opowiadał, nie mówił do niej tylko jakby sam sobie opowiadał
              historię, że jego mama nie żyje, że "przytrafiła jej się śmierć"...

              nie przerywałem mu, ale zastanawiam się czy to normalne...

              Pozdrawiam,
              Daniel
              • mirabelllla Re: Zal dzieci....... 31.08.07, 16:58
                Danielu, myślę, że to jest jak najbardziej normalne zachowanie...
                Pomyśl chwilkę, co my robimy na tym forum... Opowiadamy o naszych
                Kochanych Zmarłych. Opowiadamy innym, ale przede wszystkim sobie.
                Tak jak Twój syn.
                Ja miałam całkiem inny problem z córką. W chwili śmierci taty miała
                9 lat. Jeden jedyny raz wybuchnęła płaczem, kiedy po powrocie ze
                szpitala powiedziałam jej, że tato nie żyje. Potem zamknęła się tak
                szczelnie, że przez wiele lat nie wspomniała słowem o tacie, nie
                wymówiła jego imienia, mimo moich wielu prób rozmowy, wspomnień.
                Konsultacje u psychologów też nic nie dały. Oni twierdzili, że nie
                należy na siłe otwierać dziecka. Jednak ten stan moja córka
                przypłaciła częstymi,silnymi bólami głowy, które trwają do tej pory.
                Co dziwniejsze, córka chyba nie chce odebrać sobie tego bólu.
                Zaliczyliśmy już tylu specjalistów, kuracji, a głowa jak bolała tak
                boli. Myśle, że w ten sposób przejawia się jej tęsknota za tatą.
                Ostatnio ucieszyłam się, bo córka zaczyna rozmawiać o tacie z moją
                kuzynką. Moje biedne maleństwo! Ma już 17 lat.
                Pozdrawiam serdecznie
    • luccio1 Re: Zal dzieci....... 01.09.07, 12:57
      Tato umarł, kiedy akurat zdołałem chwalebnie zaliczyć I rok studiów.
      Potem, dalszy ciąg studiów to była ciężka walka z poszczególnymi
      przedmiotami, podchodzenie każdego egzaminu średnio po 2 razy... W
      końcu z bólem jedno magisterium, drugie magisterium; potem studia
      doktoranckie, doktorat.
      Od początku studiów do doktoratu zeszło 15 lat.
      Nie wiem, czy gdyby Tato żył, przeszedłbym tę drogę łatwiej?
      szybciej?
      (Poza wszystkim: śmierć Taty przypadła na głęboką komunę,
      kiedy "Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej". Nie wiem, jak
      zareagowałby chociażby np. na "Solidarność". Skądinąd był
      zwolennikiem życia uporządkowanego, według planu, który sobie wciąż
      od nowa rozpisywał i rozrysowywał).
      Jeśli dotrwam do tegorocznych Zaduszek, będę już starszy, niż był
      Tato, gdy umierał.
      • agama30 Re: Zal dzieci....... 02.09.07, 02:16
        Zeng , Mirabella, nie wiem co wam poradzić, ale może Wam pomoże to
        co ja robię, gdy mam okropnego doła. Może to innym wyda się dziwne i
        okropne, ale nie negowała tego zaufana mi pani psycholog. Od pewnego
        czasu nie chowam łez, bólu przed moją córką. mówię jej wprost (mimo
        że ma 6 lat) że jest mi źle że tęsknię za jej tatą. Mówię za co go
        kochałam. Przez to Ola po pewnym czasie otworzyła się przede mną.
        Nie mówi o swoich uczuciach do misia, pani w pzredszkolu czy
        koleżanek. Wie że przeżywamy to samo tylko z innego punktu widzenia,
        córki i żony, ale łączy nas ten sam mężczyzna. łatwiej nam zrosumieć
        nasze złe dni nasze uczucia. Spróbójcie otworzyć się przed dziećmi,
        znależć powiernika i być jednocześnie powiernikiem. Nie ma znaczenia
        czy cziecko ma 5 czy 17 lat. pozdrawiam Aga.
        • aniawdowa Re: Zal dzieci....... 02.09.07, 11:08
          Jutro ważny dzień mój synek idzie pierwszy raz do przedszkola, pózno bo zaczyna
          dopiero od zerówki ale w tamtym roku nie chcial ze wzgledu na wypadek a ja go
          nie chciałam zmuszac tym bardziej ze byłam w domu na urlopie wychowawczym na
          córeczke.
          Synek cieszył sie tym ze idzie teraz do przedszkola ale od kilku dni był taki
          jakis jakby zamyslony ( smutny) jednego dnia wieczorem kiedy córeczka juz spała
          zapytałam go czy cieszy sie ze idzie do przedszkola odpowiedział ze tak ale to
          było takie mało przekonujące. Zapytałam bo juz sie domysliłam o co chodzi " czy
          boi sie ze ktos zapyta o tate" on na to ze tak bo co on ma wtedy powiedzieć.
          Powiedziałam mu ze ma mówić to co czuje co mysli ze jesli dzieci bedą opowiadały
          co robia ze swoimi tatusiami to i on moze opowiedziec co robił z tatą, to ze go
          juz nie ma nie znaczy ze nie ma o nim opowiadać. Mały nagle sie usmiechnął i
          zaczął mi opowiadać o tym jak bawił sie z tatą, jak razem coś naprawiali,
          wspominał z usmiechem wakacje nad morzem te godziny spędzone w salonach gier
          (uwielbiali to) i wiele wiele innych rzeczy które robili wspólnie. Ja siedziałam
          i leciały mi łzy ile radosci a zarazem tesknoty było w jego słowach.
          Kiedy skonczył przytuliłam go a on stwiedzil ze jak ktos zapyta to on opowie o
          swoim tacie.
          Boje sie tego zeby dzieci nie dogryzały mu z tego powodu ze nie ma taty on jest
          bardzo uczuciowym dzieckiem.
          Wierze ze tata z góry bedzie to wszystko wspierał i bedzie dobrze.

          Pozdrawiam
          Ania

          "Skoro nie można się cofnąć, trzeba znaleźć najlepszy sposób, by pójść naprzód"
    • zumma Re: Zal dzieci....... 08.09.07, 00:54
      Ja za wszelką cenę starałam się żeby moje dzieci (jak mąż umarł miały 6 lat i 2
      lata) miały normalny dom. Byłam jak nakręcona starałam się jak najwięcej
      przebywać poza domem mąż Marcin chorował i umarł w domu chciałam stamtąd uciec.
      Nie umiałam być sama z dziećmi więc praktycznie pomieszkiwała u mnie czasem mama
      czasem siostra. Moje dzieci praktycznie nie widziały mnie płaczącej w rozpaczy.
      Nie chciałam żeby się martwiły żeby się bały uważałam wtedy że i tak są
      wystarczająco pokrzywdzone przez los bo Marcin był najwspanialszym tatą. Nie
      chciałam i nie chcę żeby ludzie patrzyli na moje dzieci jak na biedne
      "sierotki" żeby się litowali nad nami. Chcę wierzyć że sobie poradzimy że
      wszystko będzie dobrze. Byłam bardzo słaba psychicznie Marcin był moim oparciem
      ale chcę żeby moje córki widziały we mnie silną kobietę. Odważyłam się i
      pojechałyśmy same na wakacje było bardzo fajnie byłyśmy nad morzem. Są pewne
      sytuacje które potęgują ból widok rodzin całych, zwłaszcza ojców z córkami. Ale
      moje dzieci mają prawo do dzieciństwa do radości do beztroski tak samo jak
      dzieci z pełnych rodzin czy takich które nie dotknęła tragedia i tak musiały
      przedwcześnie dorosnąć i jestem z nich bardzo dumna bo sobie bardzo dobrze
      radzą. Nadal mam wiele powodów do radości chcę to wszystko widzieć bo wcześniej
      zamartwiałam się bzdurami. Zdaję sobie sprawę że od załamania dzieli mnie pewnie
      bardzo cienka linia boję się trochę tego i oczywiście tego czy sobie poradzę.
      • luccio1 Re: Zal dzieci....... 08.09.07, 12:26
        Jeżeli - jak piszesz - wygania Cię z domu wspomnienie Męża, który tu
        właśnie chorował i umarł, to czy nie myślałaś o przeprowadzce do
        innego mieszkania, do miejsca nie obciążonego takimi skojarzeniami?
        (Po śmierci Mamy własnoręcznie zlikwidowałem dom rodzicielski,
        urządzając się - z pomocą Żony, wtedy jeszcze Przyszłej - w innym
        miejscu, położonym kilka ulic dalej [zmieniłem zatem środowisko
        najbliższe, nie zmieniając tego troszeczkę dalszego]).

        Znam też ten ból, gdy się myśli z zazdrością o Koleżankach i
        Kolegach mających jeszcze Rodziców - mimo że ja to pokolenie ±50,
        więc Rodzice między 70 a 80, a nawet powyżej, i właściwie we
        wszystkich znanych mi przypadkach chorują (w sytuacji skrajnej:
        Ojciec nie kontaktuje w ogóle, Matka czasami pamięta, kim jest,
        czasami już nie...).

        I sam wtedy nie wiem: zaczynam się cieszyć, że mam problem "z głowy"
        - a potem znowu robi mi się głupio...
        • zumma Re: Zal dzieci....... 08.09.07, 12:57
          tak myślałam o przeprowadzce do miasta w którym mieszkają moi rodzice bo w
          Warszawie jestem praktycznie sama ale obecnie ograniczają mnie bardzo możliwości
          finansowe więc zaczęłyśmy od przemalowania naszego mieszkania malowałyśmy we
          trzy ale raczej ja sama głównie nocami zamierzam urządzić dziewczynkom ich
          pokoik bo jeszcze śpimy we trzy na naszym dużym łóżku. Teraz jestem zadowolona
          że tam zostałyśmy dziewczyny lubią to mieszkanie. Marta starsza poszła do szkoły
          z koleżankami z przedszkola Zuzia wróciła do przedszkola do znajomej pani i
          dzieci ograniczyłam im więc stres związany z "oswajaniem" nowego miejsca po
          przeprowadzce. Jeszcze jest jeden zasadniczy argument od naszego mieszkania mam
          bardzo blisko do pracy (którą bardzo lubię) więc jestem w stanie bardzo szybko
          odebrać dzieci z przedszkola i ze szkoły. to nowe doświadczenie bo Marta poszła
          do pierwszej klasy i organizacja tego wszystkiego jeszcze mnie przeraża ale
          oczywiście rodzina bardzo mi pomaga.
          • aniawdowa brak taty... 05.01.08, 10:02
            Wczoraj przez dobre dwie godziny próbowalam podłaczyc małemu kierownice do komputera :-( niby wszystko ok ale działac nie chciała.
            Synek usiadł załamany i mówi ze tata jak był to grali i działało, ze teraz pewnie też by mu zrobił.
            Pomimo starań nie dalismy rady (coś tam chyba w ustawieniach)
            Synek pocieszył mnie ze nie mam sie martwic ze poprosi któregos wuja to moze mu to zamontuje.
            W takich zwykłych sytuacjach mozna zobaczyć ze dziecią brakuje drugiego rodzica.
            Pozdrawiam
            Ania
            • aniawdowa i jeszcze.... 05.01.08, 10:10
              Kilka dni temu nagrywalismy na kasete "jasełka" synka i szwagier dogral to do ostatniej kasety z czasów kiedy jeszcze był Paweł.
              Synek po powrocie do domu właczył ja i ogladali "jasełka" nawet nie wiem kiedy przewineli do początku i zaczeli ogladać, siedzieli przed telewizorem tacy radosni smiali sie bo akurat byl nagrany "kulig" wspólne zjazdy na sankach z tatą, potem roczek naszej córki wszyscy tacy radosni.
              Oni oglądali co chwile wołając "mama chodz zobacz tate"
              A ja w kuchni energicznie sprzątałam i nie mogłam wejsc do pokoju, samo to ze slyszałam głos męza w tv było juz bolesne.
              Nie chciałam jednak im przerywać byli tak radosni.....
              • kasik2222 Re: i jeszcze.... 06.01.08, 07:24
                moja córeczka ma teraz 14 miesięcy, ale jeszcze pamięta tatę, zmarł
                25.11. Bierze jego zdjęcie do rączki pokazuje paluszkiem i mówi
                tata. Jak to przeżyć? A ona się tak śłicznie uśmiecha. Biegnie do
                drwi jak ktoś puka, jak słyszy domofon krzyczy tata. Raz jak ją
                usypiałam, było ciemno, a ona się pięknie uśmiechnęła, patrzyła
                przed siebie i powiedziała tata. Jakby go widziała. ja nic nie
                widziałam ale byłam prawie pewna że On jest koło nas. Tak przykro
                patrzeć na całe rodziny, moja córcia niedługo nie będzie taty
                pamiętać, przestanie czekać. i to też boli.
                • dusia75 Re: i jeszcze.... 06.01.08, 10:00
                  To wszystko nas przerasta. Mój synio miał w chwili śmierci Adama prawie 2 lata,
                  lecz nie wiele mówił. Potrafił wcześniej jednak każdej napotkanej osobie
                  tłumaczyć że "tata bu" ( tzn że taty nie ma ). Było to wtedy dla mnie śmieszne
                  bo zaczepiał ludzi na ulicy rozkładał ręce i klepał swoje "tata bu". Po śmierci
                  Adama jak to mówił to mnie zatykało, nie wiedziałam jak na to reagować. Też
                  leciał do drzwi jak tylko ktoś wchodził wołając tata. Bolało, oj bolało.
                  Teraz minęło 10 miesięcy i Szymon wie że tatuś jest u Bozi, poznaje go na
                  zdjęciach, razem o Nim rozmawiamy. Pokazuje że taaki duży dom z klocków z
                  tatusiem budował, tłumaczy jak chowali razem samochód do garażu.
                  Aby nasze dzieci nie zapomniały tatusiów musimy im w tym trochę pomóc,
                  opowiadając, oglądając zdjęcia, filmy. Tylko tyle możemy już zrobić. Pozdrawiam
                  Edyta.
                  • gaba2002 Re: i jeszcze.... 06.01.08, 14:39
                    Córeczka miała 5 lat jak zmarł mój mąż a jej ukochany
                    tatuś.Pamiętamy,wspominamy,oglądamy zdjęcia.Zbyszek "żyje" cały czas
                    w naszej świadomości chociaż w marcu br minie rok jak Go nie ma z
                    nami.Córcia bardzo tęskni,obserwuję ją z boku jak z zazdroscią
                    patrzy na inne dzieci przytulane przez tatusiów i wtedy jest mi
                    najbardziej przykro i żal,że juz nigdy tak nie będzie miała.
                    Żyję nadzieją,że kiedyś wszyscy Tam w Niebie spotkamy się z naszymi
                    Ukochanymi.
                    • zeng Re: i jeszcze.... 17.04.08, 06:42
                      Wczoraj pytałem Piotrka o różne takie tam czy pamięta: adres,
                      nazwisko itp. Spytałem o imię jego mamy. Powiedział, że nie wie. Jak
                      mu powiedziałem, to zrobił wielkie oczy jakby pierwszy raz w życiu
                      je słyszał a jednocześnie jakby dowiedział się czegoś bardzo
                      cennego. I powiedział, że "mam słabą pamięć, ale mózg mi
                      podpowiadał, że powiesz, że to Ania"...
    • jo39 Re: Zal dzieci....... 17.04.08, 10:46
      moj syn zamknal sie zupelnie - nie rozmawia o Tacie, sam z siebie
      mowi o nim wylacznie do mnie, zapytany przez kogos odpowiada ze
      stoickim spokojem, ze Tata jest w niebie, na probe drazenia tematu
      mowi, ze nie bedzie o tym rozmawial - tak zareagowal na propozycje
      rozmowy z psychologiem i na pytania pani w szkole. Podziwiam go za
      opanowanie i zewnetrzny spokoj, ale boje sie, ze placi za to
      psychiczna trauma. Widzialam jego ogromne przerazenie, kiedy ja
      bylam chora, chociaz nic nie powiedzial, Mojego placzu wyraznie sie
      boi, wiec zmusilam sie do opanowania przy nim, placze nocami, kiedy
      syn spi. Nieszczescie zwiazalo nas ze soba jeszcze bardziej (jezeli
      to w ogole bylo mozliwe), ale czy to dobrze?
      • trelka10 Re: Zal dzieci....... 17.04.08, 10:59
        joe miałam podobny problem z moja siedmioletnia córka tez bardzo zamkneła sie w
        sobie i dopiero po czwartej wizycie zaczeła sie otwierac ale ze mna nie chce
        rozmawiac na ten temat. Na razie razem spimy a ja okazuje jej duzo uczucia. Z
        poczatku reagowała histeria na mysl o wizycie na cmentarzu ale ok 2 tyg temu
        sama zapragneła tam pójsć. Poszłysmy mimo iz na dworze padał potworny deszcz.
        Druga wizyta była w poprzednia niedziele w jej urodziny. Wiem ze wszystko jest
        jeszcze swieze bo nie mineły pełne cztery miesiace ale staram sie z nia
        rozmawiac i nie jest to wcale proste. Boli mnie gdy widze jak oglada zdjecia i
        cos mówi do nich wtedy udaje ze nic nie widze ale potem wieczorem staram sie
        naprowadzic delikatnie rozmowe w tym kierunku i mówie jej ze np ma usmiech jak
        tata a ona sie cieszy
        pozdrawiam
        Ela
        • jo39 Re: Zal dzieci....... 17.04.08, 11:15
          ale u nas to juz duzo dluzej, bo prawie dwa lata. Pierwsze miesiace
          byly dla niego bardzo trudne, bo nie dosyc, ze wiadomosc o smierci
          Taty spadla jak piorun z nieba (wczesniej nie chorowal, maly nie
          mial zadnych sygnalow, ktore by go przygotowaly), to jeszcze ja
          bylam wrzucona w wir spraw, z ktorymi musialam sobie nagle radzic,
          firma, dluznicy, papiery - widzial, ze przyjezdzaja kolejni
          wujkowie, konferuja przed Taty komputerem, przywoza jakies pisma,
          mama placze. Teraz ma mnie wiecej dla siebie, sytuacja w domu
          osiagnela jakies status quo, ale czasem jak powie cos, co ma
          wyraznie przemyslane, to miekna mi kolana, np: Mama, czy musisz isc
          na nastepna rozprawe do sadu i sie denerwowac, bo musisz ogladac
          tego pana co Tate oszukal? Wystaw sobie zwolnienie i nie idz...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka