pigi.3
08.10.07, 17:34
witam.jestem mezatka od 3lat.przed slubem bylo wspaniale,ciagle
razem,rozwiazywlismy razem problemy,decydowalismy wspolnie itd.Po
slubie diametralna zmiana.Maz zaczal mnie ograniczac,urodzilam corke
i zycie stalo sie koszmarem,nie ze wzgledu na dziecko a na
meza.Ujawnil sie prawdziwy on,kontrole,zakazy,wyznaczanie limitow z
pieniedzmi.Bylam uzalezniona od meza gdyz jestem na urlopie
wychowawczym,zajmuje sie dzieckiem,domem,robie wszystko.Nie wiem
czego maz sie boi,nie moge wyjsc bez niego,spotykac z
przyjaciolmi.on moze wszystko,decyduje o wszystkim sam,spotyka z
kolegami,upija a jak na cos sie nie zgodze mowi,ze nie bedzie mnie
sluchal bo nie jest pantoflarzem.skad ta nagla zmiana?nie moge tego
zrozumiec.teraz jestem tylko z corka,bo maz wyjechal do pracy za
granice.oczywiscie postawil mnie przed faktem dokonanym,oznajmil mi
ze wyjezdza.nie mialam nic do powiedzenia.mimo prosb,blagan wyjechal
i zostawil mnie ze wszystkim sama.twierdzi,ze szukam problemow,ze
wszyscy wyjezdzaja i tak zyja tylko ja mam z tym problem.jak
chcialam wyjechac z nim,nie zgodzil sie bo stwierdzil,ze jak bede
przez kilka miesiecy sama to przeciez nic sie nie stanie.w nerwach
powiedzialam,ze w takim badz razie ja tez gdzies wyjade,nie zgadza
sie.nie rozumiem go,o co mu chodzi?nie moge nic.pieniedzy przysyla
mi tyle by starczylo na biezace wydatki i rachunki,wiecej nie.byc
moze boi sie,ze wyjade z dzieckiem.nie wiem co robic?czuje sie
zle.myslalam,ze wyszlam za cudownego faceta a on okazuje sie
tyranem.najgorsze jest to,ze nie potrafie go zostawic,nawet ze
wzgledu na corke.jesli chodzi o dziecko nie mam mu nic do
zarzucenia,ale dlaczego mnie tak traktuje?czuje sie niepotrzebna,nie
potrafimy ze soba rozmawiac,sa klotnie.staram mu tlumaczyc,ze nie
jestem jego wrogiem,ze tworzymy rodzine i powinnismy wspolpracowac a
on wkolko,ze mam mu nie mowic co ma robic.nie mam juz sily na te
ciagle klotnie,ograniczenia.nie liczy sie z moim zdanie a jak je
wyslucha to i tak zrobi jak chce.co mam zrobic zeby do niego dotrzec?