25.12.07, 12:59
Scena z dzisiejszego, świątecznego poranka. Szykujemy rodzinne
śniadanie. Mój brat, dorosły, ponadtrzydziestoletni mężczyzna siedzi
jak zwykle przed komputerem. Ja: przygotuj stół, obrus trzeba
wytrzepać. On: strzepuje okruchy z obrusa. Po chwili przechodzę
przez jadalnię, stół pusty, on przed komputerem. Ja: jeszcze
talerze, sztućce, serwetki. On: układa talerze, na środku stołu
kładzie paczkę serwetek, wraca przed komputer. Po chwili przechodzę
przez pustą jadalnię, znajduję brata przed komputerem: jeszcze
sztućce, kieliszki, wino trzeba otworzyć. On: otwiera wino, przedtem
pyta gdzie jest butelka i otwieracz, bo nie wie. Wraca przed
komputer. Po chwili przechodzę przez pustą jadalnię, znajduję brata
przed komputerem. Ja: wyjmij kieliszki i szklanki do kompotu
(sztućce już sama położyłam). On: ustawia na stole 6 kieliszków i 3
szklanki (na 6 osób). Więcej nie znalazł, bo nie stały na wierzchu,
a pytać mu się nie chciało. Wraca przed komputer. Za każdym razem,
kiedy wchodziłam do jego pokoju czułam się jak natrętny petent, a
mój świąteczny nastrój zmieniał się powoli w codzienną frustrację.
Mój brat byłby dobrym lokatorem. Płaci mało, ale za to jest cichy,
nie sprowadza nikogo na noc i ogólnie nie przeszkadza. Wraca z pracy
i siada przed komputerem. Nie jest tylko członkiem naszej naszej
rodziny.
Obserwuj wątek
    • mama-cudownego-misia Re: Lokator 26.12.07, 11:48
      iiii... Mój mąż tez tak miał. Zabierz mu kabel zasilania, musi się
      facet nauczyć, że są momenty, kiedy należy grzecznie wyjść z matrixa
      i dla świętego spokoju pouczestniczyć w zyciu swojej kobity. Taką ma
      fanaberię i tup! Nie dyskutujemy (bo by awantura była ;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka