kasiais
02.02.08, 14:25
Witam i prosze o pomoc.Prosze rowniez Pania Agnieszke Iwaszkiewicz.
Nie mieszkam w Polsce,i nie ma tu rowniez polskiego psychologa,do
którego moglabym pójść,a żeby pójść na terapię w obcym języku trzeba
go bardzo dobrze rozumieć,aby dał jakikolwiek efekt.
Półtora roku temu zdradzil mnie maż,było to dla mnie bardzo ciężki
przeżycie,od tamtego czasu czuję się beznadziejna,do niczego,ciągle
jestem smutna,przygnębiona,ciężko mi sie na czymś
skoncentrowac,stałam się bardzo płaczliwa,czuję w środku cały czas
niepokój i lęk,często boli mnie głowa i kark,a w czasie snu czasami
bardzo sie pocę.Na początku gdy sie o tym dowiedziałam nie mogłam
spać,teraz spie za długo.Nawet nie wiem co mam pisac,bardzo bym
chciała pójść na terapie,bo czasami nie wyrabiam.Bez powodu krzycze
na męża i naszą czteroletnią córeczkę,i jest mi z tym strasznie
żle,kocham moją córkę najmocniej na świecie i nie moge patrzeć na to
co musi znosić ze swoją matką.Wiem,że powinnam sie nią zająć,bawić
itd.ale ja nie mam siły.Mąż podobno bardzo żałuje i bardzo nas
kocha,tak mówi,widze że sie stara i nie chce nas stracić,ale ja mu
nie wierze,nie ufam mu ,nie potrafie mu uwierzyć kiedy mnie przytula
i mówi że mnie kocha,gdy mowi,że damy rade nie wierze w to że bedzie
dobrze,cały czas go kontroluje(i juz mam tego dosyć) on mówi że to
rozumie i to mu nie przeszkadza (czasami sie zastanawiam kiedy on
bedzie miał dość)nie potrafie usiąść do komputera i nie sprawdzić
jego skrzynki wkurza mnie to że to robie,ale nie potrafie tego nie
robić.Od tamtego czasu nie daje mi żadnych powodów do tego,abym
mogła sądzić ż coś jest nie tak.Nie rozumiem mojego zachowania,nie
wiem,czy to depresja,nerwica.Mąż nie potrafi mi pomóc on nie rozumie
mojego zachowania i mówi,że powinnam zapomnieć o tym co było 1,5
roku temu,a mi już nie chodzi tylko o tą zdrade.Mówi do mnie ''wez
sie w garść'',ale ja nie potrafie.Nie mam z kim o tym
porozmawiać.Mamy bardzo dobrych znajomych którzy nam wtedy bardzo
pomogli,ale teraz już nie chcą słuchać moich problemów,a ja też nie
mam ochoty im o tym mówic.Obiecałam sobie,że gdy pojadę do polski to
pójdę na terapie,ale nie wiem czy do psychiatry czy do psychologa i
gdzie w Gdyni mam szukać pomocy.Pamietam jeszcze,gdy byłam w liceum
(14 lat temu)i miałam małe problemy,chciałam się otruć
tabletkami,które znalazłam w domu i które zażywała moja mama
(thioridazin)wiem,że tego bym teraz nie zrobiła,ale czasami nachodzą
mnie takie myśli,co będzie gdy kiedyś poprostu nie dam sobie rady ze
sobą.Z mamą też o tym nie porozmawiam bo ona swoją chorabę chowa
przed wszystkimi i udaje ,że jest super,po zdradzie też nie
potrafiła mi pomóc,a po tym jak wzięłam tabletki,powiedziała
tylko,że drugi raz niech mnie ratują koleżanki,bo ona mi nie
pomoże.Przepraszam,że tak chaotycznie wszystko opisałam,ale poprostu
pisałam co mi leży na sercu.
Pozdrawiam