lancelotte
24.04.08, 21:52
Witam,
Historia jest długoterminowa,rys który przedstawię,skrócę do minimum.
Ktoś z kim jestem ma koleżankę,koleżanka jak koleżanka ale,to chyba
jakieś uzależnienie.
Dzień zaczyna się około 7.30 rano -dzwoni oczywiście koleżanka,czy
jadą do pracy(nie pracują razem).
Potem w ciągu dnia kilkadziesiąt sms-ów w sprawach różnych i
formalnych.Po południu dwie godziny ciszy,ale wieczorem od godziny
20.00 umawianie się na fitness,albo na spacer.Tak wygląda
praktycznie każdy dzień.Po przejrzeniu sms-ów stwierdziłem że to już
choroba.Obie panie spotykają się w ciagu dnia na kawie,albo na
herbacie.Praktycznie mam wrażenie że jej koleżanka mieszka u mnie,na
moje uwagi słyszę tylko.Ty nie masz takich przyjaciół,nie rozumiesz
na czym polega prawdziwa przyjaźń etc.
Często koleżanka -bo tak nazywam obiekt który próbuję określić
korzysta z dobrego serca koleżanki.Pomoc jaką świadczy polega na
wspólnym przechowywaniu dzieci(razem się bawią).To co mi przeszkadza
to fakt że ,moje argumenty nie trafiają.Próbuję tłumaczyć że
przeszkadza mi tak częsty jej kontakt z koleżanką,że nie może tak
być że kiedy tamta zadzwoni ,ta rzuca wszystko i zawsze jest do
dyspozycji.Zdarzają się weekendy 3 godziny na telefonie,rozmowa nie
wiem o czym,po prostu to chore.Jakiś czas temu jak było chore
dziecko,mając pod ręką dwie babcie ona,dzwoniła do koleżanki z
pytaniem co podać i co ma zrobić.Powoli opadam z sił,nie wiem już
jak mam wstrzymać tą przyjaźń,to coraz mocniej odbija się na naszym
związku.Najgorsze jest to że,ona nie pozwala powiedzieć złego słowa
na swoją przyjaciółkę a,nie widzi jak często jest wykorzystywana i
właściwie na każde jej zawołanie czy zachciankę ta biegnie...
Czy można w jakiś sposób rodzielić taką przyjaźń ?
Czy nie uważacie że to toksyczne kiedy mając dom rodzinę,najchętniej
czas poświęca się na koleżankę.Drażni mnie wpływ tamtej kobiety na
osobę z którą żyję.Nie wiem czy uda mi się to jeszcze dłużej znieść.