Dodaj do ulubionych

Nie ma sposobu na tą kobietę...

24.04.08, 21:52
Witam,
Historia jest długoterminowa,rys który przedstawię,skrócę do minimum.
Ktoś z kim jestem ma koleżankę,koleżanka jak koleżanka ale,to chyba
jakieś uzależnienie.
Dzień zaczyna się około 7.30 rano -dzwoni oczywiście koleżanka,czy
jadą do pracy(nie pracują razem).
Potem w ciągu dnia kilkadziesiąt sms-ów w sprawach różnych i
formalnych.Po południu dwie godziny ciszy,ale wieczorem od godziny
20.00 umawianie się na fitness,albo na spacer.Tak wygląda
praktycznie każdy dzień.Po przejrzeniu sms-ów stwierdziłem że to już
choroba.Obie panie spotykają się w ciagu dnia na kawie,albo na
herbacie.Praktycznie mam wrażenie że jej koleżanka mieszka u mnie,na
moje uwagi słyszę tylko.Ty nie masz takich przyjaciół,nie rozumiesz
na czym polega prawdziwa przyjaźń etc.
Często koleżanka -bo tak nazywam obiekt który próbuję określić
korzysta z dobrego serca koleżanki.Pomoc jaką świadczy polega na
wspólnym przechowywaniu dzieci(razem się bawią).To co mi przeszkadza
to fakt że ,moje argumenty nie trafiają.Próbuję tłumaczyć że
przeszkadza mi tak częsty jej kontakt z koleżanką,że nie może tak
być że kiedy tamta zadzwoni ,ta rzuca wszystko i zawsze jest do
dyspozycji.Zdarzają się weekendy 3 godziny na telefonie,rozmowa nie
wiem o czym,po prostu to chore.Jakiś czas temu jak było chore
dziecko,mając pod ręką dwie babcie ona,dzwoniła do koleżanki z
pytaniem co podać i co ma zrobić.Powoli opadam z sił,nie wiem już
jak mam wstrzymać tą przyjaźń,to coraz mocniej odbija się na naszym
związku.Najgorsze jest to że,ona nie pozwala powiedzieć złego słowa
na swoją przyjaciółkę a,nie widzi jak często jest wykorzystywana i
właściwie na każde jej zawołanie czy zachciankę ta biegnie...
Czy można w jakiś sposób rodzielić taką przyjaźń ?
Czy nie uważacie że to toksyczne kiedy mając dom rodzinę,najchętniej
czas poświęca się na koleżankę.Drażni mnie wpływ tamtej kobiety na
osobę z którą żyję.Nie wiem czy uda mi się to jeszcze dłużej znieść.
Obserwuj wątek
    • kicia031 Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 24.04.08, 21:57
      Moze sprobuj byc przyjacielem swojej kobiety, to nie bedzie potrzebowala
      przyjaciolki.
      • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 24.04.08, 22:00
        A myślisz że nie jestem?
        Mamy inne wymagania wobec życia,lubię kiedy kobieta ma godność,kiedy
        owszem rozkłada akcenty uczynków od strony wolontariatu,ale na Boga
        dlaczego ma robić dla obcych ludzi uprzejmości,wozić ich autem,nie
        wiem pochlebiać?
        Przecież to tani sposób na dowartościowanie,kiedy się ma rodzinę
        trzeba pewne tematy ograniczać i rozgraniczać.
        • kicia031 Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 24.04.08, 22:03
          > A myślisz że nie jestem?

          Tak mysle.

          > Przecież to tani sposób na dowartościowanie,kiedy się ma rodzinę
          > trzeba pewne tematy ograniczać i rozgraniczać.


          ???????????????????????????????????
          • lancelotte [...] 24.04.08, 22:07
            Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
            • bea53 Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 25.04.08, 09:55
              Sorki ale jesli tak reagujesz na krytykę jak powyzej na słowa Kici to jednak
              masz jakiś problem. Przyszedles tu po porade a krytykujesz jesli ktos napisal
              coś nie tak jak byś chciał, daj się ludziom wypowiedzieć
              Jesteś agresywny. Moze jednak poszukaj tez winy w sobie nie tylko w swojej zonie
              ze ma zwiazek i musi przebywac z Tobą..

              Moze własnie ta przyjaciólka daje cos emocjonalnie Twojej kobiecie czego ty nie
              potrafisz, naprawde myslisz ze tak by potrzebowała kolezanki jesli bys
              zaspokajał jej potrzeby emocjonalne.
              • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 25.04.08, 21:05
                Jeśli nazywasz krytyką to co napisały dwie przedmówczynie,to chyba
                jednak bierzesz zbyt do siebie ich mocno obiegowe i mocno fałszujące
                opinie.
              • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 25.04.08, 21:37
                bea53

                Wiesz krytykę uwielbiam,ale konstruktywną.Nie przyszedłem po
                poradę,traktuję to jako miting prakseologiczno-społeczny.To co
                napisałem to samo życie.Ludzie niech się wypowiadają,ale niektórzy
                ferują wyroki a nie patrzą na zebrany materiał dowodowy.
                Jej przyjaciółka daje jej właściwie tylko coraz gorszy kontakt ze
                mną,bowiem toczymy już spór o kształt jej przyjaźni z tym kimś.Dla
                mnie to w ogóle nie jest przyjaźń a dlaczego, o tym napisałem już w
                kilku postach,szczątkowo ale napisałem.
        • die_blume Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 25.04.08, 09:00
          Rozgraniczac owszem, ale nie bardzo rozumiem na czym to pochlebianie polega?
          • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 25.04.08, 09:23
            die blume,koszyk pochlebstw jest mocno złożony.Wymagałoby to
            dłuższej dyskusji
        • m_zonka Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 25.04.08, 13:39
          > Mamy inne wymagania wobec życia

          I na tym polega problem. jak ma sie inne wymagania wobec życia, to
          albo się nie jest razem, albo się szuka kompromisu.

          na Boga
          > dlaczego ma robić dla obcych ludzi uprzejmości,wozić ich autem,nie
          > wiem pochlebiać? Przecież to tani sposób na dowartościowanie

          Tanim sposobem na dowartościowanie się, jest m.in. nadkontrola.

          > kiedy się ma rodzinę trzeba pewne tematy ograniczać i rozgraniczać.

          role męża i policjanta nalezy rozgraniczyc w pierwszej kolejności.
          Albo zgłosić się do pracy w Policji jeśli się tego nie potrafi.
          Podobno mają deficyt.
          • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 25.04.08, 21:04
            m_zonka
            Widać że masz traumę związaną z pracą w Policji.Współczuję.
    • nikya79 Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 24.04.08, 22:50
      To nie jest przyjaźń, otwórz oczy! One są kochankami. Wiem coś o
      tym...
      • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 25.04.08, 21:29
        nikya
        Nie nie są kochankami, to po prostu sposób na biznes , w tym
        przypadku kupującym jest ona a sprzedającym czytaj:darmowym dawcą-
        moja partnerka
        • nikya79 Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 25.04.08, 21:57
          Sa z pewnoscia kochankami, sama uprawiałam identyczny proceder-
          miałam niby najbliższą przyjaciółkę, ale to była moja kochanka, a
          męża miałam w zasadzie głęboko w d... Sam sobie na to zasłużył i tyle
          • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 01:05
            nikya79
            sama nie wierzysz w to co napisałaś,nie ma sensu brnąć w
            marzeniach,kobiety które tworzą związki z mężczyznami nie tworzą
            tandemów orientacji lesso-pochodnych.
            • bj32 Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 11:54
              Znam geja, który ma żonę i trójkę dzieci z nią.
              Słyszałeś może kiedyś pojęcie "biseksualizm"?
              • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 17:08
                Znasz geja,ja też znam gejów,nie przeszkadzają mi.Uważam za
                patologię formułę zdrady,a tym bardziej tak okrutną jaką zacytowałaś.
            • lookbill Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 15:41
              Skoro wymazałeś tutaj post, to znaczy, że potrzebujesz porady, ale
              widać zawzięty jesteś. Nie przyjmujesz do wiadomości tego, co nie
              jest po twojej myśli. Co do biseksualizmu kobiety, to bardzo częste
              przypadki zwłaszcza wtedy, kiedy mąż czy partner na całej linii
              zawodzi.
              • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 17:10
                lookbil
                Na tych forach aż roi się od skojarzeń seksualnych i dlatego piszą o
                tym często ludzie niespełnieni.Mnie nie interesuje orientacja
                seksualna ludzi,ważne jest to aby żyć w zgodzie ze sobą i nie ranić
                przy tym innych.Korytarz i wskazówki sugerowane w stronę seksu
                neguję.
                • lookbill Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 21:14
                  Neguj sobie każdą wypowiedź jaką tylko chcesz, a ja obstaję przy
                  każdej możliwości i tyle. Skojarzenia seksualne pozostaw dla siebie,
                  bo akurat to Twój problem. Niespełnionym "ludziem" jesteś Ty skoro
                  błagasz o pomoc na tym forum. Dostajesz odpowiedzi takie jakie
                  dostajesz i każda ma swój sens.Ty negujesz każdą wypowiedź nie po
                  swojej myśli. Nie kompromituj się już może, ok?
                  Jeśli sam jesteś mistrzem, to przestań sr.. we własne gniazdo
                  • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 23:18
                    lookbill

                    Według wyznania katolickiego,określenie Mistrz-zarezerwowane jest
                    dla Boga.Spełnienie to wypadkowa wielu przeżyć,scenariuszowych
                    wątków,wypadkowa emocji uczuć,stanów zadumy i energetycznych chwil.
                    Dystansuję się od nonszalancji i nie daję się ponosić emocjom.Lubię
                    ludzi,ale nie zgadzam się na metodę Cialdiniego i wywieranie wpływu
                    na tok rozmowy.Jeżeli mam demokrację,a mamy takową,wnoszę o to aby
                    prowadzić rozmowy w toku przyjaznym i uczciwym.Jeżeli staje się
                    inaczej rodzą się uczucia-nienawiści,agresji,zniechęcenia.Daleko mi
                    do takich ,innym też nie polecam sposobu na Alcybiadesa.Z
                    doświadczenia wiem że jest mało skuteczny.
                    • lookbill Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 28.04.08, 19:33
                      Wiesz, ta Twoja wypowiedź jest dla mnie zupełnie niezruzumiała.
                      Przestaje mnie dziwić ta cała sytuacja z dziewczyną, nie dziwi mnie
                      fakt, że ma na Ciebie wy..e. Krążysz wokół religii i tu jest pies
                      pogrzebany. Mimo to życzę powodzenia :)
    • die_blume Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 25.04.08, 08:52
      Wiesz, to, że sie jej radziła, co podać choremu dziecku, to jeszcze nic złego,
      ale jak rozumiem - chodzi o całokształt. Masz racje - nie mozna żyć czyimś
      życiem i być aż tak uzaleznionym. Zwłaszcza kosztem małżeństwa. Przyjaźń nie
      polega na częstotliwości spotkan, telefonów i SMS-ów.
      • die_blume Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 25.04.08, 08:58
        Jedna moja krewna w ten sposób zniszczyła swoje małżeństwo, zawsze inni ludzie
        byli wazniejsi, obcy ludzie. Mąż był w odstawce. Bo jak rozumiem nie przeszkadza
        Ci sam fakt, że sie "przyjaźnią", a częstotliwośc tych kontaktów. To, że ktos
        komuś w czymś pomoże, podwiezie itd., to chyba dobrze i dobrze o nim świadczy, o
        ile nie robi się z tego chore uzaleznienie.
    • die_blume Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 25.04.08, 09:06
      To może nie mów złego słowa na koleżankę. Może zajmij czymś swoja kobietę,
      zabierz na zakupy, spacer, wycieczke. Odciągnij ją od niej tak troche. No nie
      wiem. Tak, jak napisałam, przyjaźń tak, ale nie uzaleznienie od kogos. Ale
      interesuje mnie coś innego - jak spędzacie czas, czy razem gdzieś sie
      wybieracie, macie jakies wspólne plany, które burzy ta koleżanka? Bo jesli to
      się dzieje kosztem Waszych planów, to jest to zrozumiałe, że Ci się to nie podoba.
      • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 25.04.08, 09:27
        To nie polega na mówieniu złych słów,chodzi o to że wnoszę swoje
        uwagi dotyczące tej toksycznej przyjaźni.
        Tak mamy plany,czasem kino,czasem do pubu,potańczyć,również spacery
        i to co oczywiste.
        Nasze plany nie są aż tak strategiczne aczkolwiek,irytują mnie te
        częste telefony,odkładanie spraw związanych z położeniem dziecka do
        snu.Ważniejsze jest szwargolenie,brak dyscypliny i częste uwagi przy
        dziecku (oczywiście negatywne na mój temat).Dochodzą jeszcze inne
        czynniki jak:Stawanie w obronie
        przyjaciółki,tajemnice,sekrety,chodzenie do 24.00 na
        spacerki.Przecież to chore i z tym walczę.
        • m_zonka Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 25.04.08, 13:33
          > To nie polega na mówieniu złych słów,chodzi o to że wnoszę swoje
          > uwagi dotyczące tej toksycznej przyjaźni.

          ... w ten sposób pchając ją w tę przyjaźń.

          > irytują mnie te częste telefony,odkładanie spraw związanych z
          położeniem dziecka do snu.


          A czy ty nie możesz polozyć dziecka do snu? Bo mam wrażenie, że
          irytuje cię fakt posiadania przez żone własnej sfery zyciowej tak
          jak bys myslał, że jestes tylko Ty.

          > Ważniejsze jest szwargolenie, brak dyscypliny

          BRAK DYSCYPLINY???? w ramach czego?

          > częste uwagi przy dziecku (oczywiście negatywne na mój temat).

          Zgadzam się, żona nie powinna tego robić.

          > Dochodzą jeszcze inne czynniki jak:Stawanie w obronie
          przyjaciółki,tajemnice,sekrety,chodzenie do 24.00 na spacerki.

          AAA! tu Cię boli! Czyli nieumiejętność zrozumienia, że przyjaciółki
          mają jakies treści, do których Ty nie masz dostępu. Normą
          międzyludzką jest, nawet w małżeństwie, że każdy ma prawo do jakichś
          swoich obszarów, w których nie funkcjonuje partner. To jest
          normalne, zdrowe i potrzebne.

          > Przecież to chore i z tym walczę.

          Chora jest nadkontrolna - często wynikająca z problemu agresji,
          który niewątpliwie Cię dotyczy (jak wynika z Twojej reakcji
          nawcześniejsze posty), zaniżonego poczucia własnej wartości (dlatego
          tak usilnie starsz się być w centrum jej uwagi, co też wynika z
          poprzednich postów). Nie dziwię się, że żona zwiewa do przyjaciółki
          mając takiego męża. Kup jej obrożę, kaganiec i trzymaj na smyczy.
          • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 25.04.08, 21:08
            Kładę dziecko do snu często i gęsto.Nie traktuję tego jako
            kary,tylko jako obowiązek.Spacery do 24.00 w jednej z metropolii to
            nie jest normalne zachowanie odpowiedzialnej i dojrzałej kobiety.
            Jeśli myślisz w tej materii inaczej niż ja, to po prostu mamy
            odmienne spojrzenie na to co jest społeczną normą.
            Kaganiec?Smycz?Obroża?-nigdy bym nie pomyślał w tej skali.To zwykła
            troska o bezpieczeństwo i normy społeczne którym hołduję.
            • kicia031 Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 25.04.08, 21:30
              pacery do 24.00 w jednej z metropolii to
              > nie jest normalne zachowanie odpowiedzialnej i dojrzałej kobiety.

              To zwykła
              > troska o bezpieczeństwo i normy społeczne którym hołduję.

              A jakiez to normy spoleczne zabraniaja specerow o 24 doroslym ludziom? Dzieciom,
              owszem, ale dorosli ludzie jak najbardziej moga spacerowac o dowolnej porze.
              Ja rozumiem, ze twoja kobieta szuka towarzystwa poza domem, bo sposob w jaki
              prezentujesz sie na forum kaze mi sadzic, ze kiepskie ma towarzystwo w tymze
              domu - sztuczny, napuszony belkot, jakim nas to zarzuciles, powolywanie sie na
              jakies pseudonormy - zalosne, zalosne.
              • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 01:09
                Normą jest żeby matka dziecka nie szwendała się po nocy,chodzenie po
                nocy może spowodować nieprzewidziane zdarzenie.To nie jest
                dziewczyna 60 letnia, tylko zdrowa dorosła osoba.
                Spacery odbywa nie sama,ale z koleżanką,tylko że jej koleżanka nigdy
                nie przeszłaby drogi do niej sama.To się nazywa wychodzenie sobie na
                przeciw.Nie narzucam nikomu swojego towarzystwa,przeceniasz moje
                możliwości i demonizujesz własny osąd w oparciu o poczucie winy.
                Nie rozumiem dlaczego miałbym odpowiadać na twoje wyrzuty,to trochę
                nie halo jednak.
        • die_blume Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 25.04.08, 16:15
          Wiesz, babskie sekrety to nic strasznego, przyjaciółki broni i będzie bronic,
          jak będziesz krytykował. Natomiast przesadna częstotliwość tych spotkan i
          telefonów normalna nie jest. Nie wyrzucaj Jej, że mają wspólne tajemnice,
          powiedz raczej, jesli masz zastrzeżenia do tej przyjaźni, nie do samej
          przyjaciółki - skonkretyzuj je, powiedz, jak się czujesz. Ja mam przyjaciółke,
          która ma męża i dwoje dorastających dzieci, ja też mam męża, ale dzieci jeszcze
          nie. Spotykamy sie raz na jakiś czas, a to może byc nawet raz na pare miesięcy,
          nadrabiamy telefonami, ale ona nie ma czasu na dłuższe pogaduchy, czasami
          mailujemy. Darze te osobę duzym szacunkiem i nie wyobrażam sobie, bym mogła
          zawracac Jej głowe kosztem Jej rodziny. Jako że Ona ma większe zobowiązania
          rodzinne ze względu na dzieci. Przyjaciółka Twojej kobiety popełnia pewne
          naduzycie, ciekawi mnie, czy sama kogos ma, a jesli tak - to jak ten facet na to
          patrzy.
          • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 25.04.08, 21:17
            die blume
            Jej przyjaciółka ma męża,którego znam i znamy się.On generalnie
            bardzo źle z nią żyje.Ona spędza czas na zakupach i non stop na
            telefonie z moją partnerką.Często mówiła mu żeby dał jej spokój,nie
            podoba mi się że moja partnerka przejmuje od niej negatywne
            wzorce.Często tak jest że kiedy tamta mówi swojemu mężowi żeby się
            wynosił z jej życia to ona jej doradza i pełni rolę jej dyżurnego
            psychoanalityka.Smutne to jest ,nie jestem zaborczy ale toksyn w tym
            mnóstwo.Na dłuższą metę tak się nie da trwać.
            • die_blume Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 11:30
              Właśnie dlatego ja odsunęłam się od osób, które chciały mieć wpływ na mój
              związek. Kiedy zapraszałam na swój slub, usłyszałam, że po co mi to, powinnam
              przetestować, znaczy pomieszkać dwa lata, bo teraz się coś takiego praktykuje, a
              ja nie chciałam niczego praktykować. Dlatego sie zdystansowałam do koleżanek i
              ich tzw. dobrych rad. Nie lubię, kiedy ktoś wchodzi z butami w moje zycie
              osobiste. I wcale Ci się nie dziwię.
              • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 17:13
                die_blume
                Czyli dokonałaś własnego wyboru ,własnej drogi i ścieżki życiowej.
                Zgadzam się w dużej mierze z Twoim stwierdzeniem że wchodzenie z
                butami w czyjeś życie jest naganne.
                Nie przeszkadzają mi koleżanki partnerki,naprawdę przyjaźń jeśli
                jest to,należy ją pielęgnować.Ale w przyjaźni i w życiu wskazany
                jest pewien umiar i dyplomacja.A tego u mnie zabrakło.
        • womania rogiiii.... 04.05.08, 14:37
          tajemnice,sekrety,chodzenie do 24.00 na
          > spacerki...
          czesc proponuje wyszpiegowac (doslownie), czy one naprade co rogow
          nie przyprawiaja. ha ha. to nasuwa sie samo przez sie.
          jesli bylby to dla ciebie za duzy cios (a widac, ze w ogole nie
          dopuszasz tej mysli) to idz na psychoterapie lub tepe, raczej
          oswajaj sie z mysla :)
          pozdrawiam
    • mama-cudownego-misia Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 25.04.08, 10:02
      No bo też faktycznie nie rozumiesz kobiecych przyjaźni. Baby po prostu tak mają,
      że się ze sobą bardzo blisko potrafią zżyć, znacznie bliżej, niż faceci, którzy
      się pewnych rzeczy wstydzą w kontaktach z innymi facetami. Wiszenie 3 godziny na
      telefonie? Zwierzenia? Wspólne zajmowanie się dziećmi? Fitness, spacery? To
      przecież norma, i rodzina nie ma tu nic do rzeczy - widać Twoja żona potrzebuje
      takiej odskoczni od rodziny, i ciesz się, że ma wentyl bezpieczeństwa w postaci
      przyjaciółki. Sam nie wiesz, ile nudnej paplaniny o nowej fryzurze sąsiadki,
      awantur, zespołów napięcia przed i pomiesiączkowego zostaje Ci oszczędzone
      dzięki koleżance. Jeśli masz problem, to jest nim nie koleżanka, ale to, że
      jesteś o nią zazdrosny, bo żona poświęca jej więcej czasu i uwagi, niż Tobie,
      albo że ma przed Tobą sekrety.
      Tyle, że to działa z wzajemnością - koleżanka też jej poświęca więcej uwagi, niż
      Ty żonie, a na dodatek jest to uwaga życzliwa, nie kontrolująco-oceniająca.
      Musisz być konkurencyjny. Po pierwsze więc odpuść, nie krytykuj, nie marudź, nie
      bądź zazdrosny, nie przeglądaj smsów, bo to prywatna korespondencja, a już na
      pewno (o zgrozo!) nie proponuj radzenia się babci w kwestiach związanych z
      dziećmi. Zalej swoją żonę akceptacją, to może z czasem zacznie Ci się zwierzać,
      jak koleżance. Staraj się spędzać z nią więcej czasu. Może też byś się przeszedł
      na ten fitness? Albo ją zabrał do kina i na fajną kolację?
      Do dzieła! Masz tam jakąś kwiaciarnię po drodze z roboty?
      • syriana Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 25.04.08, 13:45

        > To przecież norma, i rodzina nie ma tu nic do rzeczy - widać Twoja
        > żona potrzebuje takiej odskoczni od rodziny, i ciesz się, że ma
        > wentyl bezpieczeństwa w postaci przyjaciółki.

        bzdura
        taki wentyl bezpieczeństwa miałby sens raz na parę tygodni, ale codziennie?
        przecież to się odbywa kosztem rodziny, czasu dla faceta, własnych spraw

        a jak wygląda życie rodzinne koleżanki? ma jakiegoś męża?
        mnie to pachnie co najmniej lekką dysharmonią emocjonalną i pogubieniem w
        priorytetach

        dziwię się, że to znosisz jeszcze
        nie myślałeś o bardziej stanowczych niż rozmowa krokach? wyprowadzce na jakiś
        czas np?
        choć taki krok obawiam się, może skutkować już nieodwracalnym odsunięciem od Ciebie
        • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 25.04.08, 21:20
          syriana

          Wiesz myślę powoli o tym że może czas spakować swoje manatki.Szkoda
          mi jednak dzieciaka,dziecko powinno mieć ojca,a nie wujka który raz
          na tydzień zabierze na karuzelę i obrzuci słodyczami.
          Mamy różne charaktery,moja partnerka widzi w swojej koleżance osobę
          silną ,cwaną ,bo sama taka nie jest.Boli to że ja wiem że tamta
          osoba to obłudna i samolubna pełna pychy kobieta.Swojego męża
          zagoniła do roli pracownika,kierowcy,dyżurnego misia,a sama w tym
          czasie spędza czas albo z moją partnerką albo na zakupach.Jej świat
          to zakupy,chodzenie po markecie,telefony,plotki i szukanie sytuacji
          do wykorzystania czyjejś naiwności.
          Po prostu koszmar.
          • mama-cudownego-misia Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 09:06
            Cóż, widzę, że masz świetną receptę "jak wylać dziecko z kąpielą". Powodzenia...
      • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 25.04.08, 21:14
        Przyjaźń to pojęcie mocno wyświechtane.W tym przypadku przyjaźń
        oznacza korzyści ,czerpanie często od jednej osoby z jej
        możliwości,umiejętności w zamian za akceptację i ciepłe słowa.
        Nie jestem typem zazdrośnika,cieszę się kiedy kobieta może się
        odprężyć czy zrelaksować.Chodzi raczej o formę w jakiej to
        robi.Jeżeli wisi na telefonie a dziecko czeka na matkę,albo
        bałagan,gotowanie zupy o północy po spacerze.Wybacz ale nie tak to
        sobie wyobrażam.Obowiązki dzielimy solidarnie na pół,gdyby takie
        rzeczy były zjawiskowe ,nie wkurzałbym się o to.
        Nie chcę zwierzeń,uważam że raz na jakiś czas szczerze pogadać
        wystarczy,sprzeciwiam się natomiast chodzeniu po nocy,sprzeciwiam
        długim rozmowom przez telefon,rozmowy mają miejsce często po wizycie
        tej koleżanki u nas w domu,poza tym one widzą się w ciągu dnia
        parokrotnie i parokrotnie dzwonią do siebie.Nie przekonałaś mnie że
        to normalne.
        Zabieranie jej do kina czy kwiaty to nie może być syndrom walki o
        zainteresowanie moją osobą,ja nie narzekam,jestem w miarę zadowolony
        z życia.Nie podoba mi się typ pewnej postawy subiektywnie mocno
        egoistycznej który,staje na drodze w wychowaniu dziecka i
        ciaśniejszych ,efektywniejszych relacjach rodzinnych.
        Kupowanie kwiatów nie uzdrowi sytuacji,kiedy ona nie rozumie że
        koleżanka powinna być na drugim miejscu,na pierwszym
        dziecko,dom,otoczenie.Nie sprzeciwiam się przyjaźni ale toksycznym
        przyjaźniom mówię stanowczo nie.
        • die_blume Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 11:37
          Moja krewna, o której pisałam, że zmarnowała swoje małżeństwo z powodu takich
          znajomości, i nie była to jedna przyjaciółka, wychodziła z założenia, że nie
          musi liczyć się z mężem, a jak mu się nie podoba, to won. Bez jednej byłej już
          psiapsióły nie mogła żyć, nawet będąc u nas, czyli u swojej rodziny, wydzwaniały
          za sobą jak nienormalne. Dziś wzajemnie obsmarowują sie po mieście.
      • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 25.04.08, 21:39
        mama-cudownego-misia

        Kobiece przyjaźnie czy męskie nie powinny być dzielone,to powoduje
        konflikt płci.Przyjaźń to przyjaźń,przyjaźń to
        akceptacja,współczucie,dobroduszność,odpowiedzialność,rozsądek i
        dobry humor.
        Jeżeli ja widzę brak odpowiedzialności,brak dobroduszności,brak
        zdrowego rozsądku i humor owszem ale raczej czarny,to nie dziw się
        że takie mam poglądy.
        • mama-cudownego-misia Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 09:14
          Niestety podtrzymam to, co mówię. Nic nie wiesz o kobiecych przyjaźniach. A to o
          kwiatkach jako syndromie walki... Bez komentarza (tak samo zresztą, jak
          przeglądanie cudzych smsów). Mój mąż po tylu latach nadal mi te kwiatki kupuje,
          obsypuje prezentami i zabiera na randki. We własnym interesie. Związek bez
          uwodzenia się i zdobywania (niekoniecznie zawsze symultanicznego) musi prędzej
          czy później wygasnąć.

          Postaraj się zrozumieć, że ludzie, w tym Twoja żona, nie muszą żyć pod Twoje
          dyktando. Dorosła jest, może się spotykać z kim chce. Znam kupę pań, które tylko
          w ten sposób jakoś wytrzymują życie typu praca-zakupy-dom-dzieci-łóżko-zapętlić,
          które, wierz mi, przypomina czasem złotą klatkę. Jak Cię nie stać na wysiłek
          pouwodzenia jej, to przynajmniej włącz sobie telewizor i daj babie spokój.

          A już pomysł odchodzenia z takiego powodu... do leczenia... :-/
          • syriana Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 09:40
            Mamo Cudownego Misia (swoją drogą, cóż za nik uroczy!), powiem krótko - pieprzysz

            farmazony o tzw. kobiecej przyjaźni, które tu serwujesz, są niczym więcej jak
            kopaniem krecich dołów pod społeczny wizerunek kobiet, jako emocjonalnie i
            psychicznie równym mężczyznom członków społeczeństwa
            z Twojej definicji przyjaźni kobiecej wynika bowiem, że normalna czy wręcz
            pożądana dla przedstawicielek tej płci, jest chaotyczna emocjonalność,
            nieumiejętność wyznaczenia granic na linii rodzina-znajomi i bycie dupą wołową,
            którą przy użyciu kilku słów można nieźle omamić i wyssać z korzyści

            otóż ja nie życzę sobie być tak postrzegana!

            zrobiłam mały risercz i wyszło mi, że żadna z pytanych przeze mnie kobiet nigdy
            w życiu nie rozmawiała przez telefon 3 godziny, nie prowadzi tak bujnej
            korespondencji esemesowej z kimkolwiek, ani nie czuje potrzeby utrzymywania
            ścisłego połączenia psychicznego z inną kobietą

            więc cóż, czyżbyśmy kobietami niepełnymi były więc?

            do leczenia niestety to się tu nadaje toksyczny związek dwóch pań, a pomysł
            odejścia czasowego, a w każdym razie podjęcia bardziej drastycznych niż rozmowa
            środków, jest jak najbardziej wart rozważenia
            • mama-cudownego-misia Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 10:30
              Kochana, a jak liczną miałaś ankietowaną grupę, bo bardzo mnie to ciekawi?
              Oczywiście, jeśli sobie nie życzysz być postrzegana w jakikolwiek sposób, to nie
              musisz, ale nie oznacza to, że swój imidż musisz projektować na inne baby.
              Szczerze mówiąc, mi się na różnych etapach życia zdarzały takie przyjaźnie - w
              liceum, potem nowe na studiach, nowe od serca w pracy, teraz podobne z
              piaskownicy. Ot, wspólnota zainteresowań, przemyśleń, celów (szczególnie w
              pracy). Zdarzało mi się wielokrotnie wisieć na słuchawce i po 3 godziny, i nie
              uważam tego za coś złego.
              Pewnej pikanterii dodaje tu fakt, że często wisiałam tak z koleżankami z kilku
              organizacji feministycznych, sama zaś jestem feministka i w pracy naukowej
              zajmowałam się właśnie sytuacją kobiety ;-).

              Postaram sie przedstawić sprawę w formie bardzo uproszczonej. Mówiąc o różnicy
              między przyjaźniami kobiecymi a męskimi nie odwołuję się do stereotypów, ale do
              faktu, że męskie przyjaźnie są obarczone wieloma tabu (homoseksualizmu,
              okazywania słabości, etc), które nie pozwalają na nawiązanie form przyjaźni,
              które zdarzają się kobietom. Mężczyźni łączą się więc w swoiste "grupy celowe" -
              razem wybijają szyby w szkole, razem naprawiają auta, razem piją piwo czy grają
              w piłkę. Ale faktycznie nie będą wisieć 3 godziny na telefonie.
              Kobiety nie mają tu hamulca w postaci tabu (nawet jeśli bliskie przyjaźnie,
              szczególnie w szkole, mają czasami podteksty, i mogą być porównywane do
              "zakochania"), i właśnie ten brak tabu pozwala im np. się zwierzać. A do
              zwierzeń potrzeba czasu, 3 godziny na telefonie to akurat w sam raz.
              Świadczenie sobie przysług też nie jest niczym dziwnym. Nikt nie mówi, ze w
              przyjaźni musisz otrzymywać dokładnie tyle, ile dajesz. Dając też otrzymujesz
              satysfakcję. Dopóki np. koleżanka nie rujnuje naszej pani pożyczając od niej
              pieniądze (nie mówię o 20 zł) i nie oddając, dopóki nie podburza jej przeciwko
              mężowi, nie widzę specjalnie problemu.

              Większym problemem jest dla mnie naruszanie przez tego pana prywatności swojej
              żony (czytanie smsów), wieczne mękolstwo (powinien się cieszyć, że mu koleżanka
              babę na fitness czy spacer wyciąga, poprawiając jej figurę ku obopólnej
              korzyści, a nie marudzić) i jego pretensje o to, że żona chwilami wychodzi z
              wyznaczonych jej ról matki i pani domu. Jeszcze zaś większym problemem są rady
              typu "odejdź" (nawet czasowo, ale jednak ukaraj swoją babę za to, że śmie mieć
              jakieś własne życie na boku). Litości! Gdybyśmy z powodu takich głupot od siebie
              odchodzili, wszyscy bylibyśmy singlami...

              Niech da babie spokój i się czymś konstruktywnym zajmie, zamiast jej myszkować
              po komórce i apodyktycznie ustalać, jak powinna żyć.
              • syriana Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 10:54
                och, grupa była mało liczna, bo tylko ośmioosobowa aczkolwiek pewien przekrój reprezentacyjności (wieku i zawodu np.) miała

                Ty cały czas odwołujesz się do mitycznej koncepcji przyjaźni kobiecej, jej społeczny sens podnosząc
                jestem przeciwna takim uogólnianiom, bo wydają mi się one mocno przestarzałe i obciążone spojrzeniem patriarchalnym

                (czytaj mało przychylnym kobiecie, bo w istocie robią z babek rozchichotane idiotki, szepcące do siebie sekreciki przez telefon i niepotrafiące podjąć najprostszej decyzji bez konsultacji z konsylium)

                zdajesz się nie zauważać w ogóle, że ta przyjaźń kobieca bardzo wyraźnie manifestuje się codziennie, kosztem innych aktywności, które leżą w obowiązku żony
                (tak wiem, jako feministce pewnie trudno łyknąć Ci ten tekst, ale sory - ludzie zakładając rodziny i robiąc sobie dzieci, godzą się na ograniczenie swojej wolności osobistej)

                każdą znajomość, która tyle czasu, energii i zaangażowania by pochłaniała, nazwę toksyczną

                do tego nie znoszę takiego patrzenia na związek, które każe mężczyźnie "cieszyć się, że mu koleżanka żonę na fitness zabiera"
                cóż to ma niby być? męka we dwoje, od której trzeba się uwalniać?
                • mama-cudownego-misia Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 11:32
                  Hehe, uwielbiam to. Jak się wypowiem o babskich zwyczajach, to mi najpierw
                  zarzucają kreowanie stereotypów. Jak się wybronię, żem feministka, to mi z kolei
                  a priori wmawiają, że mi będzie trudno zrozumieć, co do mnie piszą :-))

                  Tak naprawdę odwołuję się jedynie do faktycznie istniejącego zjawiska - są baby,
                  którym do szczęścia są potrzebne bardzo bliskie kontakty z przedstawicielkami
                  tej samej płci (nie mówię o seksie). Mają do tego prawo.
                  Ty zaś odwołujesz się niestety do stereotypu matki-Polki, która poza wyznaczoną
                  sobie rolę matki i żony nie wychodzi (i nie pokazuje, jeśli na tym ograniczeniu
                  cierpi). Ma obowiązki! Jej życie jako jednostki ludzkiej się skończyło, teraz
                  jest pomnikiem macierzyństwa! Do garów, kołyski, pralki i łóżka marsz! Zapętlić!
                  (na wszelki wypadek zaznaczam tu wydatne przymrużenie oka)

                  Odpowiadając na Twoje ostatnie pytanie: tak, małżeństwo czy rodzicielstwo bywa
                  czasem męką, od której się okresowo trzeba uwalniać. Wspólne wypady z koleżanką
                  na fitness mogą być taką formą odskoczni, żeby nie zwariować w pieluchach i
                  garach. Kobieta jest pełnoletnia i ma do tego prawo, tak samo, jak ma prawo do
                  doboru przyjaciół i decydowania, ile czasu powinna i może poświęcić na dom i
                  dzieci.
                  Nawet stary patriarchalny Freud pisał (znowu upraszczam), że oczywiście dla
                  dziecka lepiej jest, gdy matka mu się cała poświęca, ale jeśli już ta matka jest
                  znerwicowana, to lepiej, żeby sobie znalazła jakąś inną formę aktywności (o ile
                  pamiętam, pisał to w kontekście pracy), niżby miała je spaczyć i zatrzymać na
                  jakimś etapie rozwoju.

                  Nie odniosłaś się też do moich dość poważnych zastrzeżeń wobec wypowiedzi tego
                  pana. Jego zarzuty wobec żony są dość ogólnikowe. W dużej mierze nie mogą być
                  poczytane jako zarzut (że się radzi koleżanki, a nie teściowej, jak dzieci
                  chore, że wychodzą razem do pracy, że chodzą razem na spacery i siłownię i dużo
                  gadają). Grzmi o zaniedbywaniu dzieci, ale jakoś drastycznych przykładów nie
                  podaje (swoją drogą, ciekawa jestem, jaka jest jego pula obowiązków w domu i
                  przy dzieciach?). Nie lubi koleżanki, bo swojego męża zagoniła do roboty w domu.
                  Irytuje go sam fakt, że żona go nie słucha, i dalej się nagannie przyjaźni. Jak
                  dla mnie, z jego słów przemawia zazdrość o czas i uwagę, jaką żona daje
                  koleżance, oraz urażona duma, że nie baba się go nie słucha. No i wreszcie nie
                  ma poszanowania dla jej intymności i prywatności (to sprawdzanie smsów).
                  Pamiętaj, że tak naprawdę nie wiemy, w jakim stopniu ta przyjaźń odbija się na
                  obowiązkach żony, i czy faktycznie (obawiam się, że facet postrzega jako
                  obowiązek żony siedzenie non stop w domu i przy dzieciach).

                  No i ostatnia sprawa: gdyby mój mąż się tak nie pchał do dziecka i gdybym
                  chciała go zmobilizować do zajęcia się maluchem, tez bym mu podrzucała
                  kukułczego Misia i szła na fitness wieczorami. Szczerze mówiąc życzę babie dużo
                  szczęścia i powodzenia w wykrajaniu kawałka własnego życia, mimo dąsów małżonka.
                  • die_blume Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 11:47
                    Wiesz, mój mąz jest bardzo tolerancyjny i rozumie, że czasem mam jakies babskie
                    spotkanie, ale podkreślam - CZASEM. Pozwala mi tez chodzić samej na imprezy
                    pracowe, które są góra trzy razy do roku. Żaden normalny facet nie zniósłby
                    codziennego wiszenia na telefonie,a tym bardziej latania co 5 minut na zakupy
                    czy fitness. Na zakupy to ja jeżdżę razem z mężem, na rowery jeździmy razem.
                    Przyjaciółka partnerki Lancelota to pasożyt, który się przyssał i ani mysli
                    odczepić.
                    • mama-cudownego-misia Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 12:02
                      Pytanie jeszcze, co Ty dostajesz w związku, a co dostaje żona Lancelota ? (ale
                      patriarchalny nick, swoją drogą, ciekawe, że z żeńską końcówką)

                      Naprawdę z moich doświadczeń życiowych wynika, że takie przyjaźnie są normą, i
                      że codzienne długie wiszenie na telefonie praktykuje wiele z moich znajomych. Że
                      jest to powszechne, świadczy choćby wypuszczenie przez TPSA planu taryfowego
                      "tanie wieczory". Owszem, mam i takie znajome, które w tym czasie oglądają
                      telenowele. Można i tak... Na pewno lancelot byłby mniej zazdrosny o Geraldo
                      Antonio Galapagos di Santa Maria obmacującego doświadczoną przez los sierotę
                      Isaurę Christinę di Toledo, która za trzy odcinki okaże się jego siostrą, itd,
                      itp ...
                      • syriana Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 12:13
                        no proszę Cię, w życiu nie uwierzę, by tepsa mając na względzie fenomen kobiecej
                        przyjaźni ekstra taryfę wypuszczała

                        no i z łaski swojej nie sugeruj mi tu subtelnie, że jedyną alternatywą do
                        wiszenia na telefonie (pardą - do rozwijania swej feministyczej natury poprzez
                        budowanie kobiecych teamów), jest oglądanie "M jak miłość"

                        stawiam na psychiczne uwarunkowanie tej konkretnej kobiety, które albo jest z
                        natury takie, albo rzeczywiście pod wpływem koleżanki-ssawki (nie przesądzam, że
                        znajoma paskudnie wykorzystuje i manipuluje żonę autora) do takiej eskalacji
                        zjawiska prowadzi

                        ja osobiście dostałabym wścieklicy mózgu, gdyby mi facet domowy tyle czasu
                        komukolwiek poświęcał

                        idę o zakład, że Ty też na niezdrową określiłabyś sytuację odwrotną - gdyby to
                        babka opisała taką desperacją potrzebę męża do zbliżania się z
                        kumplem/bratem/kolegą z pracy

                        • syriana Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 12:21
                          ach i argumentu o tym, że pani niedopieszczona w związku z Lancelottem, ucieka
                          do koleżanki też nie przyjmuję

                          jeśli miałaby jakieś zastrzeżenia do męża, pretensje o
                          niedopieszczenie/wykorzystywanie w domu/nieadekwatność jego domowych obowiązków
                          w stosunku do tego ile ona czasu poświęca - to chyba wypadałoby to wprost
                          powiedzieć, problem przedstawić i się zastanowić nad zmianami wspólnie

                          z tego co zostało napisane wnioskuję, że ten typ tak ma i po prostu nie widzi,
                          że przesadza

                          do labilności emocjonalnej nic nie mam, siebie uznaję za raczej chwiejną, ale aż
                          tak by płynąć w związek z kimś innym gdy w domu pełnoprawny partner siedzi, to
                          już nie
                          • mama-cudownego-misia Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 12:31
                            Widzisz, problem w tym, że o pani lancelotowej wiemy tylko tyle, ile nam pan
                            lancelot powiedział, a we mnie jakoś pan lancelot zaufania nie budzi. Mało w tym
                            konkretów, dużo odwracania kota ogonem i żyłowania się o głupstwa.

                            Wybacz, zmuszona jestem na razie przerwać tę interesującą dyskusję. Zaopatrzenie
                            z deserem truskawkowym przyjechało :-)
                            • syriana Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 12:37
                              > Widzisz, problem w tym, że o pani lancelotowej wiemy tylko tyle,
                              > ile nam pan lancelot powiedział, a we mnie jakoś pan lancelot
                              > zaufania nie budzi.Mało w tym
                              > konkretów, dużo odwracania kota ogonem i żyłowania się o głupstwa.

                              hmm.. można by zapytać, czego w takim razie oczekujesz od forum internetowego?
                              pogłębionej analizy problemu przedstawionego tylko przez jedną, mocno
                              zaangażowaną stronę w dodatku..?

                        • mama-cudownego-misia Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 12:27
                          > no proszę Cię, w życiu nie uwierzę, by tepsa mając na względzie fenomen kobiece
                          > j
                          > przyjaźni ekstra taryfę wypuszczała
                          A dla kogo, przepraszam? Z całej kampanii reklamowej tej taryfy wynikało, że
                          targetem (boże, jak ja nie lubię tego słowa) usługi są trzy grupy:
                          nastolatkowie, dziadkowie i dorosłe kobiety.


                          > idę o zakład, że Ty też na niezdrową określiłabyś sytuację odwrotną - gdyby to
                          > babka opisała taką desperacją potrzebę męża do zbliżania się z
                          > kumplem/bratem/kolegą z pracy
                          Na pewno określiłabym tę sytuację jako nietypową (właśnie ze względu na te tabu,
                          które nie zadziałały), ale, kurka wodna, to w końcu jest dorosły facet i ma
                          prawo. To, że dziennie sobie wysyłamy po 20 smsów, piszemy do siebie tyleż maili
                          na koszt pracodawców, a po powrocie do domu jeszcze mamy o czym paplać, jest
                          efektem lat pracy nad związkiem, nieosiadania na laurach, nie zaś obowiązkiem,
                          który by nakazywał żonie rozmawiać głównie z mężem i na odwrót.
                          • syriana Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 12:34
                            no ale te dorosłe kobiety będące targetem tej taryfy, to chyba niekoniecznie
                            muszą tylko do psiapsiółek dzwonić i rozmawiać godzinami, prawda?

                            w sumie już wszystko w tym temacie napisałam, Ty też skupiasz się ciągle na
                            podkreślaniu tej wolności, do której (oczywiście, że tak!, ale nie w takim
                            wymiarze) oboje partnerzy mają prawo w związku, więc nic twórczego więcej nie
                            napiszę

                            pozostaję na stanowisku, że ta znajomość jest grubo przesadzona i pitu pitu o
                            feministycznej więzi emocjonalnej, które ją mają usprawiedliwiać, tylko szkodzi
                            sprawie feminizmu i równouprawnienia

                            a autorowi z całego serca radzę podjęcie konkretnych kroków w celu ratowania
                            małżeństwa
                            • die_blume Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 14:19
                              Dokładnie chodzi, jak napisała Syriana, o przesadę, a nie o fakt, że ma sie
                              znajomych, przyjaciół i że czasami mamy potrzebę wyrwać się z domu na babskie
                              pogaduchy. Autorowi wątku przeszkadza brak umiaru z tego, co zrozumiałam.
                            • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 17:22
                              syriana
                              Ratowanie związku to duże słowo,ja mam czas poczekam,cierpliwy
                              jestem.
                              Przyszła wiosna,człowiek ma więcej ruchu,mam również własne
                              zainteresowania czy hobby którym się chętnie oddam.
                              Co do sytuacji z koleżanką partnerki,dam tej kwestii trochę
                              czasu,jeśli nic nie ulegnie zmianie -będę wnioskował o szybkie
                              rozwiązanie problemu.
                              Rozmawiamy o tym lakonicznie,ale podjąłem trud rozmów i zgrzytając
                              zębami zmuszam kobietę do przyjmowania moich poglądów na całą
                              kwestię.
                              Wiesz dobrze że w życiu nie ma nic za darmo,na razie nie stawiam
                              warunków brzegowych.
                          • die_blume Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 14:16
                            Ależ nie o to chodzi, że mamy swoich partnerów na wyłączność, tylko o niezdrową
                            częstotliwość tych kontaktów. Kiedy tu na forum ludzie piszą o wchodzeniu z
                            butami w zycie teściów, teściowych zaraz pojawiają sie - i słusznie - głosy
                            oburzenia. Ale przyjaciółka partnerki Lancelota robi dokładnie to samo i to jest
                            w porządku?
                    • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 17:27
                      die blume

                      Nie daj się zmanipulować mamie misia ,to typowe zachowania
                      konformistyczne które ona przyswoiła zasilając szeregi internetowej
                      społeczności.
                      Nie musisz jej tłumaczyć niczego,ani własnego życia,ani własnych
                      relacji z bliską Ci osobą.Jej sposób rozumowania urąga podstawowym
                      formułom komunikacji interpersonalnej.To taka kwadratura koła z
                      naciskiem na kubaturę.Żal tylko człowieka,wszak produkuje tutaj
                      poliandryczny free style.
                      • die_blume Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 17:29
                        Ale dlaczego wg Ciebie miałabym się dać zmanipulować? I co ma do tego Syriana,
                        która wykazała się duzym zrozumieniem wobec opisanej przez Ciebie historii?
                        • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 23:22
                          die blume

                          Trochę się nie zrozumieliśmy,Syriana to dusza człowiek,bardzo
                          pokojowo nastawiona osoba,do Ciebie też nic nie mam.Po prostu na
                          gorąco wymieniamy myśli.
                  • syriana Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 11:53
                    bzdura, nie zamykam kobiety w czterech ścianach

                    ta znajomość była by dla mnie ok, tylko pod jednym warunkiem - gdyby nie urosła
                    do takiej wielkości

                    dwadzieścia esemesów dziennie, codziennie spotkania, telefon w każdej chwili gdy
                    coś jest nie tak, nie jest normalnym zjawiskiem
                    gdyby panie swój proceder uprawiały z mniejszą częstotliwością - nie czepiałabym
                    się nawet tych spacerów północnych czy trzygodzinnych pogaduszek telefonicznych

                    generalnie zarzuty w temacie (nie)sprostania obowiązkom domowym, są dla mnie
                    nieistotne
                    nawet gdyby pani wszystko miała zrobione w domu, dzieciaki doglądnięte jak
                    trzeba, mąż obgadany i dogłaskany, to taka desperacka potrzeba przytulania się
                    do koleżanki, nie świadczy moim zdaniem o dojrzałości emocjonalnej, a
                    przynajmniej o okresowej harmonii na tym polu

                    argument o grzebaniu w esemesach również mnie nie rusza
                    naczytawszy się różnych for wiem, że pojawia się zawsze w takich debatach jako
                    duży minus moralny - mnie to bryka szczerze powiem, mąż ma realne zastrzeżenia
                    do charakteru znajomości, niepokoi go jej ogrom, sprawdza (może nawet bez
                    czytania?) ilość esemesów, jest usprawiedliwiony

                    a do feminizmu nic nie mam
                    nie jest bynajmniej w moich ustach obelgą choć Ty odwołujesz się do takiej jego
                    definicji, która (może przez wybitnie subiektywny i względny charakter
                    internetowej konwersacji, a także moje psychiczne uwarunkowania), mnie odrzuca

                    nie wiem czy Ci wystarczy, że powiem, że jestem bezdzietna i niezamężna, by
                    wystarczający dać odpór posądzeniom o patriarchalne ciągoty do ograniczenia
                    kobiety tylko do roli żony i matki
                    • mama-cudownego-misia Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 12:14
                      A ja jestem zamężna i dzieciata i o nic Cię nie oskarżam przecież. Po prostu w
                      Twoim poprzednim poście zauważyłaś, że kobita z racji bycia matką ma obowiązki,
                      co mi rzekomo trudno zrozumieć z racji mojego feminizmu. No przykro mi, ale
                      zagrałaś na dwóch stereotypach - i matki-polki, i feministki.

                      Jeśli chodzi o nasza dyskusję, przechodzimy tu niestety na grunt, na którym
                      porozumienia być nie może, bo tu już chodzi o nasze wewnętrzne przekonania. Ty
                      uważasz, że 5 smsów ok, 20 = uzależnienie i traktujesz sprawę w kategoriach
                      ilościowych. Ja stoję na stanowisku, ze takie przyjaźnie to norma, że każda
                      relacja jest do pewnego stopnia uzależnieniem, i że ta przyjaźń mogłaby być
                      problemem tylko w wypadku, gdyby działała (ale uwaga, przyjaźń, nie fochy
                      małżonka!) ewidentnie destrukcyjnie. Sam fakt, że małżonka przyjaźń złości,
                      jeszcze o jej destrukcyjności nie świadczy, co najwyżej o problemach w związku
                      państwa lancelotów. Wątpię, żeby u ich podstaw leżała przyjaciółka, chociaż
                      emocjonalna reakcja Pana lancelota pozwala na pewne spekulacje (z jego strony
                      być może chorobliwa zazdrość, apodyktyczny charakter? Ze strony obojga krusząca
                      się więź, brak pozytywnych uczuć, brak życzliwego zainteresowania?).
                      Jeśli zaś chodzi o ewentualną labilność emocjonalną Pani lancelotowej, to uważam
                      ją tu za mało istotną - labilni też po świecie chodzą i mają prawo do swojej
                      labilności, a od zakazu przyjaźni i zamknięcia w czterech ścianach jej się na
                      pewno nie poprawi.
              • m_zonka Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 11:08
                Nooo, mamo-cudownego-misia, to skoro np ja mam też inne role poza
                rolą matki i zony, bo mam psiapsióły (może nie na taka skalę jak
                zona lancelotta), to od dzisiaj zaczynam się nazywac feministką choć
                nigdy nie aspirowałam do tego zacnego miana :-)
                • mama-cudownego-misia Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 11:45
                  Haha! Przypomina mi się, jak kiedyś na wykładzie rozmowa zeszła na feminizm,
                  wstała taka jedna fajna pyskata studentka i zaczęła wyliczać, że ona jest za
                  wolnym wyborem w kwestii aborcji, za edukacją seksualną w szkołach, za związkami
                  na kocią łapę, za wyrównywaniem szans kobiet na rynku pracy, itd, itp... Po czym
                  się nagle zacięła, spąsowiała i wybąknęła "ale ja nie jestem feministką" :-)).
                  Trudno się dziwić, ze się odżegnuje, feministki to przecież nieogolone i
                  nieumalowane monstra z obowiązkowymi purchawami na nosie, współczesne wiedźmy
                  przemykające wieczorami ulicami miast, żeby nikt nie zauważył pryszczy,
                  szkorbutu i plackowatych łysin :-)). Do manify tez zatrudniamy ładne statystki :-)

                  m_zonko kochana, bycie feministką nie polega na posiadaniu dowolnej ilości
                  bardziej lub mniej stereotypowych ról (albo, jak niektórzy sądzą, na odrzucaniu
                  i deprecjonowaniu tych tradycyjnych), ale na wyznawaniu pewnej filozofii
                  życiowej. Będąc feministką odrzucasz obyczaj i presję tradycji czy "tego, co
                  ludzie powiedzą" na rzecz podejmowania świadomych decyzji i równie świadomego
                  przyjmowania ich konsekwencji (wolność kosztuje). Stąd tyle mamy różnych
                  feminizmów: radykalnych, walczących, katolickich (a tak, istnieje nawet coś
                  takiego, jak feministyczna teologia), kuro-domowych... Łączy je niezgoda na to,
                  żeby to patriarchat we wszystkich swoich przejawach decydował za kobietę, kim ma
                  być, co ma robić, jak daleko może zajść w życiu (i gdzie), czy też jak ma sama
                  siebie oceniać. Kto wie, może wiec jesteś feministką, tylko o tym nie wiesz :-)
                  • m_zonka Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 12:08
                    Kto wie, może wiec jesteś feministką, tylko o tym nie wiesz :-)

                    Tak, miałam zdecydowanie na myśli to stereotypowe pjmowanie bycia
                    feministką. No więc w sensie panującego stereotypu do jakiegoś
                    stopnia nią jestem :-)
                    • mama-cudownego-misia Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 12:20
                      > Tak, miałam zdecydowanie na myśli to stereotypowe pjmowanie bycia
                      > feministką. No więc w sensie panującego stereotypu do jakiegoś
                      > stopnia nią jestem :-)

                      Znaczy się masz krzaczki pod pachami, bory tucholskie na nogach, purchawę na
                      nosie i łysą czachę? Oj, biedactwo, to współczuję. Ale nie martw się, nie Ty
                      jedna. My wszystkie feministki mamy obsesję na punkcie wyglądu, a w życiu
                      codziennym zatrudniamy statystki, które za nas wychodzą do ludzi :-))
                      • m_zonka Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 12:50
                        miałam na myśli "stereotypowe" w sensie innego stylu życia i
                        myślenia i funkcjonowania niż układ patriarchalnych stosunków. W
                        takim rozumieniu potocznym mogłabym nazwać siebie feministką.
              • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 17:24
                mama cudownego misia
                ad vocem
                syriana

                Pani o 3-członowym loginie wykorzystuje wątek do autokreacji i
                autoprezentacji.Czytając tautologię zabarwioną aspektem
                feministycznym wnoszę o ujednolicenie poziomu wypowiedzi do meritum.
                • die_blume Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 17:27
                  Syriana raczej polemizuje z Mamą cudownego misia - uważasz, że negowałaby własne
                  wypowiedzi?;-)
                  • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 17:34
                    die blume

                    Twój dystans i syriany do wypowiedzi mamy misia daje się
                    wyczuć.Tylko ona nie zdaje sobie sprawy z tego że zaczęła tutaj
                    elementy kampanii promocyjnej feminizmu.Wątek dotyczył kwestii braku
                    zaufania i ofiarowywania mnóstwa czasu osobie która wykorzystuje to
                    do granic wytrzymałości.
                    Przy okazji sprostuję kwestię audytu sms-ów.Nie czytam sms-ów
                    partnerki,przypadkowo ładując jej aparat z czystej troski zobaczyłem
                    listę 20 sms-ów jeden po drugim,wzbudziło to moje zdziwienie i tyle.
                    Wiem że sms-y przychodzą w liczbie kilkudziesięciu na dobę,ponieważ
                    partnerka nie wyłącza dźwięku,budzą mnie i kładą do snu jej
                    wiadomości tekstowe.

                • syriana Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 18:29
                  hę..?
                  wiesz, przyznaję Ci rację w problemie z żoną, ale Twój lekko specyficzny sposób
                  wypowiedzi może odstręczać

                  a meritum dyskusji forumowej jest aktualnie tam, gdzie forumowicze sobie go znajdują
                  • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 23:14
                    syriana

                    My ludzie często o sobie nic nie wiemy,nie uważam że zjadłem
                    wszystkie rozumy.Psychika kobiety jest nieprzenikniona dla wielu
                    mężczyzn.Nasze bodźce które wysyłamy bywają odbierane różnorako.
                    Jeżeli kobieta myśli to przeważnie stoją za tym uczucia albo
                    emocje,czym myśli facet to już zostawiam innym filozofom.Dobrze że
                    czasami nie czuję się facetem a od myślenia nie boli mnie głowa.
                    Lubię kiedy życie jest ambitne i pełne wrażeń,jeśli nie dzieje się
                    nic,dopada nas stagnacja,marazm i wypalenie.Takich syndromów nie
                    życzę nikomu.
                    • m_zonka Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 27.04.08, 17:19
                      Nie ośmielając się w jakkolwiek równać się z wszechogarniającą
                      kwiecistością Twoich wypowiedzi, ośmielam się jednak zasugerować
                      obliczenie tzw. wskaźnika egocentryzacji :-)
          • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 11:39
            mama-cudownego-misia

            Twoja agresja wzbudza we mnie politowanie.Piszesz o swoim
            mężu,kupuje Ci kwiatki ,obsypuje prezentami,zabiera na randki.Pokaż
            mu swoją radosną twórczość na internetowym forum.Jak poczyta Twoje
            wpisy być może anuluje prezenty,unieważni randki a kwiaty zasuszy i
            rozrzuci jak prochy przodków.
            A teraz per-serio,w Twoim poście pojawia się wątek uwodzenia czyli
            raczej braku tego elementu w Twoim życiu.
            Nie przychodzę na forum żeby go zastępować.
          • die_blume Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 11:41
            mama-cudownego-misia napisała:

            > Postaraj się zrozumieć, że ludzie, w tym Twoja żona, nie muszą żyć pod Twoje
            dyktando.

            A pod dyktando przyjaciółek? Chyba są w życiu jakieś priorytety, np. rodzina. Bo
            gdyby to autor wątku szwendał sie po nocy z kumplami, to zapewne byłby tym złym.
    • kozica111 Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 25.04.08, 12:34
      Prosta metoda.Zacznij flirtowac z kolezanka zony.Puszczaj oczka, mow
      mile slowa tak by zona slyszala, wrecz dopytuj sie kiedy znowu X was
      odwiedzi, mozesz sie tez pozachwycac jakaś czescia jej ciała,stylem
      ubierania, gracją...nie nachcalnie ale subtelnie, mozesz tez zaczac
      mylic imiona zacznij zwracac sie do slubnej imieniem kolezanki....
      O ile kolezanka zony nie jest maszkaronem, zona ograniczy kontakty.
      • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 25.04.08, 21:24
        kozica111
        Przyznam że masz ciekawy pomysł,ale w moim przypadku to niewykonalne.
        Nie lubię flirtować,głupio bym się czuł,poza tym jako kobieta jej
        koleżanka jest totalnie nie w moim guście.Nie dałbym rady tego
        wdrożyć,aczkolwiek zabawnie by to wyglądało,nie przeczę.
        W tym przypadku wzbudzanie zazdrości niewiele pomoże.Powoli rozumiem
        ww czym wina,popełniłem błąd że byłem ostatnie dwa lata nad wyraz
        dobrym facetem.Często robię zakupy,czasem posprzątam,staram się żeby
        partnerka miała to co lubi,płaszczyk,bluzka,pokrywam koszty
        paliwa.Generalnie czasami bycie dobrym obraca się przeciwko nam.
    • amelkalexi [...] 25.04.08, 12:35
      Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
    • premeda Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 25.04.08, 19:59
      Oj, złe forum żeś sobie chłopie wybrał (jeśli liczyłeś na
      zrozumienie), bo tutaj tylko kobiety mogą pisać: "mój facet ma
      kolegę, kórego podwozi do pracy i z pracy, wiecznie coś razem
      majstrują w garażu, a na dodatek gdy są mecze to siedzi u niego do
      północy i chleją piwsko, a ja taka bidna siedzę z dzieciakami sama,
      a mąż woli kolegę!" To posty zaraz by były bardzo współczujące a tak
      widzisz padają twierdzenia, że to wręcz z Tobą jest coś nnie tak.
      Wracajac do rzeczy. Mnie by trafiło na Twoim miejscu już dawno ale
      ja wylewna nie jestem i przez telefon długo gadać nie znoszę i
      psiapsiółki po prostu nie mam. Za to "psiapsiółka" Twojej żony
      wygląda mi na typowego bluszcza, żeruje na niej ile może, bo ma z
      niej korzyść i musi mieć taką "tyczkę do podpierania", świadczy o
      tym dzwonienie po rady, bo ona już sama żadnej decyzji nie podejmie.
      Nadzieja jest, bo może kiedyś sytuacja się odwróci i to Twoja żona
      będzie potrzebowała przysługi od niej (wtedy psiapsiólka się zmyje),
      tylko kiedy to będzie jesli wogóle? Ja radziłabym spokojnie gdzieś z
      żoną wyjechać, żeby mogła fizycznie od niej odsapnąć, a wtedy na
      spokojnie omówić tę przyjaźń, niech ona jej się przyglądnie ze
      swojej strony ale z zachowaniem dystansu.
      PS Kwiatów bez okazji radzę nie kupować, bo zonie wpadnie do głowy
      żę ją zdradzasz albo coś, a psiapsiółka jeszcze ją w tym
      utwierdzi.
      • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 25.04.08, 21:28
        premeda
        Wiesz moja partnerka często mówi ,a idź na piwo baluj ,zabaw się.Jej
        to by nie przeszkadzało.Sęk w tym że szumiałem jak miałem naście
        lat,dziś przyznam średnio mnie kręci zważenie się w pubie i powrót
        do domu jak kloszard nad ranem.
        Też nie masz lekko skoro Twój mąż hippisuje.Masz sporo racji w tym
        co napisałaś.Ja nie wszedłem tutaj z tym wątkiem aby mi
        współczuć,rozumiem ludzi w internecie,często anonimowych że wylewają
        tu własne frustracje i niepowodzenia.Ważne żebyśmy mówili o
        problemach szczerze i faktycznie,dlatego jest jak jest.
        Co do tej koleżanki to ona czasami też coś tam jej pomaga,ale jest
        to taki bluszcz" podoba mi się to skojarzenie.Niestety bluszcz jak
        to bluszcz odrasta jak się go wytnie.
        • m_zonka Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 10:20
          Wiesz, lancelocie, ja generalnie zgodziłabym się i z Die
          _blume, i z premedą. Bo generalnie sytuacja taka do normalnych nie
          należy. Ale niestety, w twoim wypadku pojawiają się "między
          wierszami" pewne informacje, które każą przypuszczać, że masz w tym
          wszystkim swój konkretny udział i sytuacja jest na Twoje własne
          życzenie.

          A wiesz dlaczego?
          Chodzi o Twoje reakcje, język, poglądy, które prezentujesz, a z
          których to jawi się nadkontrolujący, zakompleksiony facet. Dośc
          zaskakująca wydaje sie być Twoja zmiana zachowania od pierwszych
          postów (agresywnych, "oburzonych" gdy któras z reakcji była nie po
          Twojej myśli, po kolejne aż do ostatnich, gdzie forma zmieniła sie o
          180 stopni- tak, jak byś zorientowal się, jakie tu na forum panują
          obyczaje i jak nalezy się zachowac by zrobić dobre wrażenie.)
          Równie zadziwiające jest odpowiadanie na każda niemal wypowiedź z
          osobna (co się tu raczej nie zdarza), i sa to odpowiedzi na
          zasadzie: "Nie/tak, ALE to i to." Niby przyjmujesz coś do
          wiadomości, ale zawsze przekręczasz na swoją modłę. Masz duży
          problem z przyjmowaniem krytyki. Jeśli w ten sposób "komunikujesz
          (?!)" się ze swoją zoną, to nic dziwnego, ze jest jak jest. A
          wszystko uzasadniasz "hołdowaniem normom społecznym"(spacer "matki"
          o 24, posiadanie tajemnic, najpierw rodzina, potem koleżanki, nie
          będziesz wracal po nocach jak kloszard etc.). odnosze wrażenie, że
          NORMY są tym, co wyznacza Twoje ścieżki życiowe i sposob
          postępowania, a nie - potrzeby psychiczne czy emocjonalność przy
          udziale norm. Żona może być takim życiem po prostu zmęczona i chcieć
          od niego uciec. No i jest coś jeszcze, co jakby potwierdza to
          przywiązanie do norm:
          język: "Ważniejsze jest szwargolenie, brak dyscypliny.." -
          słuchając takich słów , tak formułowanych mysli czułabym się jak
          ginnazjalistka przyłapana na gadaniu z koleżanką na lekcji w
          ostatniej ławce, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że niepostrzeżenie
          sam czynisz ze swojej lubej taką gimnazjalistkę a rola "nauczyciela"
          mowiącego co wolno a co nie - bardzo Ci pasuje. "Moja partnerka
          przejmuje od niej negatywne wzorce." - brzmi to tak jak bys mówił o
          nastolatce będącej pod wpływem grupy rówieśniczej.

          "Moja partnerka widzi w swojej koleżance osobę silną ,cwaną ,bo sama
          taka nie jest" - pytanie dlaczego Twoja żona wchodzi w takie relacje
          jak z Tobą czy przyjaciółką - czyli osobami dominującymi? Może
          przyjaciółka żony stanowi dla ciebie pewną konkurencję, zabiera Ci
          kogos, nad kim chcesz dominować? Poza tym najczęściej przypisujemy
          innym swoje własne słabości, których nie chcemy zaakceptować u
          siebie. "Koleżanka jest to taki bluszcz podoba mi się to
          skojarzenie. Niestety bluszcz jak to bluszcz odrasta jak się go
          wytnie." - to raczej słowa, które chcarakteryzują ciebie samego.
          czytając wszystkie Twoje dotychczasowe wypowiedzi nie moge oprzeć
          się wrażeniu, ze mam do czynienia z takim właśnie facetem -
          bluszczem. Ta przyjaciółka to Twoje lustrzane odbicie, którego nie
          umiesz zaakceptować.
          No i jeszcze raz o Twoim postrzeganiu i uzywaniu norm: "Powoli
          rozumiem w czym wina,popełniłem błąd że byłem ostatnie dwa lata NAD
          WYRAZ DOBRYM facetem. Często robię zakupy,czasem posprzątam,staram
          się żeby partnerka miała to co lubi,płaszczyk,bluzka,pokrywam koszty
          paliwa. Generalnie czasami bycie dobrym obraca się przeciwko nam."

          Dla jednych "bycie nad wyraz dobrym facetem" oznacza po prostu
          NORMĘ. Nie widzę nic specjalnie nieprzeciętnego jesli facet w
          małżeństwie płaci za paliwo, zrobi zakupy, czasem posprząta i kupi
          kobiecie bluzkę. To nie są dla mnie nawet STANDARDY związku
          partnerskiego bo uważam, ze w związku partnerskim małżonkowie sobie
          ufają, mają wspólną kasę i nikt nikomu nie robi łaski, że ktoś
          komuś kupi bluzkę czy zrobi zakupy. Pomijam juz fakt, że lepszego
          środka do kontroli innych ludzi świat nie widział.

          "Moja partnerka często mówi ,a idź na piwo baluj ,zabaw się. Jej
          to by nie przeszkadzało."

          Bo pewnie dla niej to normalne, że facet tak jak kobieta chce
          pobawić się w kumplami przy piwie i meczu. Dlaczego nie pójdziesz?
          Może po prostu nie masz żadnej innej więzi poza rodziną, żoną, nie
          masz chętnego kompana do wspólnego oglądania meczu - stąd tym
          bardziej Cię ta przyjaźń żony denerwuje. Słodkie cytryny, gorzkie
          winogrona... sam nie mogę czegoś mieć (przyjaźni, wyjścia z
          kumplami), to sobie zracjonalizuje w następujący sposób:
          "Sęk w tym że szumiałem jak miałem naście lat,dziś przyznam średnio
          mnie kręci zważenie się w pubie i powrót do domu jak kloszard nad
          ranem."
          I tak na marginesie: czy jakies półśrodki nie istnieją? Tyle razy w
          zyciu byłam w pubie, i z mężem i bez, i jakos z kloszardów nic nie
          mieliśmy. Między id (popędami, utratą kontroloi) a superego
          ("przerostem norm społecznych") istnieje coś jeszcze...

          Jak dla mnie, to jawisz się jako facet ze sporą dozą narcyzmu, który
          nie dopuszcza do siebie krytyki, przedstawia siebie i swoje racje
          posługując się fasadą "zatroskanego męża i ojca", a gdy traci
          poczucie wpływu i kontroli - to tak, jakby tracił grunt pod nogami;
          facet, który usilnie próbuje widziec winę w świecie na około (w
          żonie, przyjaciółce), ale nie siebie samym bo własny narcyzm nie
          pozwala dostrzec w sobie słabości/przyczyny tej sytuacji.
          W koncu kto chciałby się zdegradować z pozycji policjanta czy
          nauczyciela do roli partnera?
          • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 11:26
            m_zonka

            Trudno mi pojąć Twoje zastrzeżenia,po lekturze moich wpisów i
            odpowiedzi na sugestie,a najczęściej na zarzuty wnoszę o:
            Większy dystans i zachowanie poczucia sprawiedliwości społecznej.
            Jeżeli Twoje wypowiedzi determinuje mój opis przedstawiania
            sprawy,znakiem tego znalazłaś się w grupie ryzyka,której problemem
            stanowi nie fakt że opisałem własną historię ,ale równasz do pewnej
            społeczności która ma stany lękowe determinowane faktem że,istnieje
            facet który nie zgadza się na miopatię związku.

            Nie zauważyłem zmiany zachowania,raczej posty
            atakujące,wulgaryzujące albo zniekształcające kwestię ,uwypukliłem
            albo ociosałem je na swój sposób.Nie jestem w internetowej grupie
            wsparcia,i nie szukam tutaj poklasku,zrozumienia czy sympatii.
            Lubię wymieniać poglądy,skrzętnie korzystam ze swoich praw,jeżeli
            opisałem pewien przypadek niefortunności w związku to,nie oznacza to
            od razu kryzysu czy zimnej wojny w moim życiu.
            Są kobiety empatyczne,efemeryczne,mądre życiowo ale są też ,jak
            widać z zamieszczanych postów kobiety:nerwowe,napastliwe,ferujące
            wyroki albo usprawiedliwiające własne porażki.
            Mnie takie interesariuszki nie interesują,wymieniam poglądy i
            odczucia z tymi osobami które,zachowują się taktownie.Jeżeli ktoś
            zgadza się z moim poglądem,albo utożsamia to w zdrowy sposób z
            życiem w parze to znakuje w ten sposób swoje odczucia i nie powoduje
            tym samym antagonizmu a ,wręcz przeciwnie zyskuje aprobatę i
            szacunek.
            Ty zamiast podyskutować próbujesz kreślić w swojej głowie jakiś
            obrazek na mój temat.To totalnie zły pomysł,przeczytaj swój
            wpis,posuwasz się do ocen,formułujesz jakieś wnioski zapominasz że
            na tezę istnieje antyteza.Jeżeli chcesz przeprowadzić logiczny
            wywód,musisz najpierw poszukać w sobie spokoju i dystansu.Pisanie w
            emocjach,nerwach,pod wpływem impulsu czy bodźca kończy się tak,jak
            właśnie Twój wpis.
            Urządziłaś sobie prywatną wycieczkę tylko nie wiem dokąd.Co Ty o
            mnie wiesz?Gdybyś skończyła prawo,może mogłabyś sądzić,ale Ty już
            oskarżasz a to wykracza poza kompetencje udzielanej przeze mnie
            odpowiedzi.
            Szczerze mówiąc,powinienem pozostawić to bez echa.
            • m_zonka Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 12:04
              Nie jestem w internetowej grupie
              > wsparcia,i nie szukam tutaj poklasku,zrozumienia czy sympatii.

              Decydując się na przedstawienie swojego problemu na forum, deydujesz
              sie równiez na wzięcie udziału z nieformalnej grupie wsparcia
              składającej się z przypadkowych osób. Ów grupa w jakis sposób Cię
              postrzega, w jakiś sposób postrzega Twój problem i Twój w nim
              udział. Jak pójdziesz do grupy wsparcia w realu, to wiedz, ze tez
              jest tam przypadkowy dobór osób i tez bądą Cię oni w jakiś sposób
              postrzegali - niekoniecznie wymarzony przez Ciebie. Rola takich grup
              polega między innymi na tym, ze od takiej grupy uzyskujesz
              informacje zwrotne na swój temat. Co z nimi zrobisz - Twoja wola. Tu
              na forum jest podobnie. Niekoniecznie oznacza to poklask, sympatię,
              których rzekomo tu nie szukasz.

              > Są kobiety empatyczne,efemeryczne,mądre życiowo ale są też ,jak
              > widać z zamieszczanych postów kobiety:nerwowe,napastliwe,ferujące
              > wyroki albo usprawiedliwiające własne porażki.
              > Mnie takie interesariuszki nie interesują, wymieniam poglądy i
              > odczucia z tymi osobami które,zachowują się taktownie.

              Oczywiście jeśli ten fragment odnosi się do mnie - jak mniemam, to
              jest to twoje święte prawo postrzegac mnie jako nerwową czy
              napastliwą. uczestnicząc w takiej dyskusji biore pod uwagę że tak
              mogę być postrzegana. oczywiście moge być tez postrzegana inaczej -
              podobnie jak Ty. Powstaje w ramach tego wątku jednak pytanie, co dla
              ciebie oznacza "zachowywanie się taktownie", czy "wymiana poglądów",
              czy oby nie oznacza aprobatę wyłacznie wypowiedzi idących po Twojej
              linii - takie odnoszę wrażenie. Te sprzeczne z linią są w sposób
              zdecydowany przez Ciebie zwalczane. Niestety, decydując się na taką
              dyskusję, musisz również wkalkulować ryzyko pojawienia się "takich
              interesariuszek" jak np. ja.

              > Szczerze mówiąc,powinienem pozostawić to bez echa.

              To dlaczego nie zostawiłeś?
              • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 17:36
                m zonka

                Nie pozostawiłem bez echa z dwóch prozaicznych powodów.Lubię kulturę
                masową ale z pewnymi wyjątkami.Prawo do ad vocem przypisane i
                wpisane jest w kulturę organizacyjno-społeczną.Jeśli istotą bodźca
                jest reakcja to,po reakcji następuje bodziec.Kwestia jak silny do
                rozstrzygnięcia w sposób losowy,ale to byłaby już kombinatoryka a
                nie Forum na gazecie.
          • die_blume Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 12:18
            Może i Lancelot zareagował zbyt ostro, ale jesli niektóre uczestniczki forum od
            razu wychodzą z założenia, że czegos Jego kobiecie w tym związku brakuje i on
            nie daje jej tego, co widocznie daje jej przyjaciółka, to poniekąd tę reakcję
            rozumiem. Bo gdyby zostało to napisane w formie pytania: np. czy zastanawiałeś
            się, czy czegos jej nie brakuje? - to myslę, że jego reakcja byłaby zupełnie inna.
            • die_blume Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 12:21
              A sugestia: "spróbuj byc przyjacielem tej kobiety" oznacza odgórne założenie, że
              Lancelot nigdy nie był Jej przyjacielem ani nie próbował. Podoba mi się zwykle
              to, co pisze Kicia, ale nie tym razem:-)
            • m_zonka Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 15:18
              > Może i Lancelot zareagował zbyt ostro, ale jesli niektóre
              uczestniczki forum od razu wychodzą z założenia, że czegos Jego
              kobiecie w tym związku brakuje i on nie daje jej tego, co widocznie
              daje jej przyjaciółka, to poniekąd tę reakcjęrozumiem. Bo gdyby
              zostało to napisane w formie pytania: np. czy zastanawiałeś się, czy
              czegos jej nie brakuje? - to myslę, że jego reakcja byłaby zupełnie
              inna.

              Może faktycznie należało takie pytanie postawić. Ja jednak zauważam
              w lancelotcie pewną tendencję, która polega na jednoznacznym
              postawieniu się po każdym wpisie, który w jakiś sposób zagraża jego
              własnemu osądowi sytuacji. Przedstawia swój problem na forum , po
              czym gdy jest nie po jego myśli, reaguje: "co Ty o mnie wiesz", "na
              jakiej podstawie..","trzeba być prawnikiem by osądzać" etc. Jeżeli
              decyduje sie na rozważanie problemu na forum, to konsekwencją jest
              poddanie się (często niefajnemu) osądowi. Analogicznie do tego co
              napisałaś, gdyby był refleksyjny i faktycznie zależało mu na
              rozwiązaniu problemu, spytałby, co mógłby zrobic by lepiej zrozumieć
              swoją żonę, czego może jej naszym zdaniem brakować. Tymczasem ma
              miejsce strategia "jaki jestem dobry, porządny, jak nalezy w zyciu
              postepować"itd. W tych wypowiedziach nie ma ewolucji w mysleniu,
              jest moim zdaniem jawna negacja stanowisk innych niż jego własne,
              jest poszukiwanie potwierdzenia na jego własny sposób myślenia o
              swojej sytuacji na zasadzie: "chcę zmiany ale po mojemu", "racja
              jest po mojej stronie".

              Uważam też, że najpierw jest rodzina (mąż, dzieci), potem są
              przyjaźnie - sama tę zasadę w życiu stosuję ale nie dlatego, że
              muszę ale dlatego, ze tak jest mi dobrze i nawet się nad tym nie
              zastanawiam bo to wychodzi w sposób naturalny. Osobiście
              wielogodzinne gadanie z kolezankami by mnie męczyło, wieczorem nawet
              nie odbieram telefonów (oznaczających długie gadanie o pierodłach)
              bo chce pobyć razem z moim mężem. Ale to jest kwestia tego, że chcę
              bo lubimy razem spędzać czas, a nie - że muszę bo "tak trzeba",
              bo "obowiązki żony i matki" a de facto odliczam nieszczęsne godziny
              do kolejnego spotkania z przyjaciółką. Im większy nacisk, tym
              większy opór.

              Jak dla mnie sprawa jest jasna: lencelott starannie okopuje się w
              roli groźnego nauczyciela małoletniej gimnazjalistki lat 14 (której
              tez pasuje bycie gimnazjalistką). I tak sobie grają w takie gry
              rodzinne. I oboje mają jak mają.
              • die_blume Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 15:40
                Ale z drugiej strony nawet jesli mąz jest troskliwy i bardziej domatorski, to są
                kobiety, które i tak mają to za nic, może jego zona to taka osoba, która się nie
                zdążyła np. podczas studiów wyszaleć, i która teraz nadrabia braki towarzyskie,
                a że kosztem związku i dziecka, to dla niej nieistotne. Nie twierdze, że akurat
                tak jest w tym przypadku. Tak może być. Nie upieram sie tez, że wina nie lezy po
                dwóch stronach. Na podstawie tego, co napisał Lancelott, mogę tylko stwierdzic,
                że jesli obie panie nie umieją bez siebie zyć, to normalne to nie jest. A może
                oboje się najzwyczajniej nie dobrali, ona jest zbyt towarzyska, on bardziej
                lubiący domowe zacisze. Nie wiem, czy są w zblizonym wieku, czy może ona jest
                młodsza i przez to bardziej rozrywkowa. Ale żeby tu tylko o rozrywki chodziło,
                tu chodzi o konkretną osobę, która ma zbyt duzy wpływ na partnerkę Lancelotta i
                która wydaje się być wyrocznią w każdej mozliwej sprawie. Miałam takie
                koleżanki, które gdy zwierzyłam się, że facet mój nie ma pracy i jest marudny,
                znalazły dla mnie jedyne mozliwe wyjście - po prostu rzuc go. Od tej pory swoje
                ewentualne problemy omawiam tylko z osobą zainteresowaną, czyli tą, której
                problem dotyczy. Ale to tak na marginesie. Jesli się zwierzamy czy to na forum,
                czy w realu, musimy liczyć się z radami, które niekoniecznie są po naszej mysli.
              • die_blume Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 16:07
                Nawet gdyby partnerka Lancelotta czuła sie przez niego niezrozumiana, była z nim
                nieszczęsliwa itp., to niezrozumiałe jest dlaczego leci na każde zawołanie
                przyjaciółki, kosztem dziecka. Bo dziecko nie jest niczemu winne. A może ma na
                tyle uczynnego faceta, że z premedytacją nadużywa jego dobroci, a spotkania z
                koleżanką to tylko pretekst do wyrwania sie z domu, z szarej - dla niej -
                codzienności i obowiązków. Są kobiety, które potrzebują adrenaliny w zyciu, może
                Lancelott jest dla swojej kobiety za nudny, zbyt stabilny, za mało rozrywkowy.
                Mam w związku z tym pytanie do autora wątku: może Twoja partnerka potrzebuje
                częstszych wyjazdów, rozrywek itd.? Nawet jesli jesteś typem domatora, może
                jednak warto iść na kompromis?
                • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 17:44
                  die blume

                  W nibylandii jaką jest stawianie wielu pytań można pokusić się o
                  luźny wniosek.Tak też uczynię,raczej nie zanudzam partnerki swoim
                  chropowatym i bezbarwnym głosem,staram się raz na jakiś czas
                  zapewnić jej komfort zabawy,relaksu,zapomnienia.Formuły które
                  proponuję nie są być może górnolotne,zaliczają się do nich:
                  wspólne spacery,słuchanie muzyki,czasem kino,czasem wyjście do
                  pubu,bywamy na koncertach,dyskutujemy o świecie współczesnym.Nigdzie
                  nie pisałem że jestem jakiś och czy ach.Absolutnie nie,chciałbym
                  jedynie aby parytety były ustalane adekwatnie do hierarchii potrzeb
                  ogólnych a dopiero potem dzielone na osobiste cele.
                  Jeśli partnerka bardzo chciała polecieć za granicę, z przyczyn
                  technicznych nie mogłem towarzyszyć ani dziecko, to co zrobiłem?
                  Powiedziałem jedź i pojechała,nie było łatwym pogodzić pracę z
                  opieką nad dzieckiem.Mogłem zablokować wyjazd wykpić się ale nie
                  zrobiłem tego.Przykładów nie chcę podawać zbyt wiele,staram się iść
                  na kompromis ale ja się staram...a jest jak jest.
                  • miacasa Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 17:54
                    Być może nie jest to właściwa partnerka dla Ciebie, być może Ty nie jesteś
                    mężczyzną, z którym ona chce spędzić resztę życia. Przyjaciółka była przed Tobą,
                    będzie również po Tobie, jest całkiem prawdopodobne, że niebawem zostaniesz
                    czule pożegnany i to raczej nie zbyt duża zażyłość z przyjaciółką jest problemem
                    a zbyt mała z Tobą.
                    • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 23:05
                      miacasa

                      Bardzo możliwe że masz rację, nie martwi mnie to aż tak.Jestem w
                      miarę solidnym człowiekiem.Szkoda tylko dziecka,nie upieram się że
                      ludzie muszą trwać przy sobie dla samej zasady trwania.Jestem
                      cierpliwy i dam jej szansę.Jeżeli sytuacja nie ulegnie
                      poprawie,bardzo możliwe że będę pierwszy który opuści statek.Statek
                      na pewno nie pójdzie na dno.Godność też trzeba mieć,ale
                      pierwszeństwo ma potomek.Inaczej byłoby to podłe i
                      nieludzkie.Zobaczymy co życie pokaże.Nie upieram się że muszę z kimś
                      być,samotność też ma swoje dobre strony, no i nic na siłę-stara
                      maksyma.
                  • m_zonka Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 20:20
                    raczej nie zanudzam partnerki swoim
                    > chropowatym i bezbarwnym głosem,staram się raz na jakiś czas
                    > zapewnić jej komfort zabawy,relaksu,zapomnienia

                    Czytając Twoje ostatnie wypowiedzi, naprawdę uwierzyłam, że to może
                    być z Tobą możliwe! W grotesce jesteś nie do pobicia! Powinieneś
                    spróbowac sił w pisaniu tekstów kabaretowych. Jakas telewizja
                    ostatnio organizuje casting dla osób o niespotykanych talentach :-)
                    Jak się dostaniesz to wyślę na Ciebie smsa!
                    • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 23:07
                      m_zonka

                      Wiara czyni cuda,ja też jestem dobrej wiary i ufam że ludzki los
                      można odmienić ba,nawet czasem do kogoś szczerze się uśmiechnie.
                      Teksty kabaretowe?Raczej nie mam w tym kierunku inklinacji,doceniam
                      że żartujesz,chociaż uśmiech mam raczej w tym przypadku typowo
                      brytyjski.
          • michal_powolny12 Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 23:33
            Masz rację. Gdybyśmy się wszyscy wzajemnie kontolowali to życie
            byłoby by strasznie nudne-jeden wielki poligon policyjny.
            A co do relacji. Opowiem bohaterowi wątku jak jest u nas.
            Żona ma przyjaciółkę-codziennie rano jadą rano na dworzec PKP. I
            codzienne (niemal codziennie) jadą i wracają tym samym pociągiem,
            sms-ują i e-mailują. A w weekendy zdarza im się pójsć na siłownię
            lub zakupy-które my małżonkowie solidarnie wnosimy do domu. I ani
            mnie ani mężowi przyjaciółki taki układ nie przeszkadza. Ja wiem że
            dla mojej żony jest ona ważną osobą (obok siostry). Wiem i to
            akceptuję. Nigdy nie zdarzyło się nam wzajemnie sprawdzanie poczty e-
            mail. Tajemnica korepodencji to tajemnica. A wszystko zbudowane na
            fundamnencie wzajemnego zaufania. ZAUFANIA i szczerości aż do bólu.
            I jeszcze jedno-mnie spacery o północy żony autora wątku nie
            dziwią.Toż to normalne rzeczy.
            • die_blume Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 27.04.08, 11:29
              michal_powolny12 napisał:
              A w weekendy zdarza im się pójsć na siłownię
              > lub zakupy-które my małżonkowie solidarnie wnosimy do domu.

              Zdarza się w weeekendy, a chodzenie prawie codziennie to zasadnicza różnica,
              przeczytaj dokładnie, jak jest u autora wątku. Widocznie u Was jest inaczej niz
              u Niego. Bo jest w tym wszystkim zdrowy rozsądek:-)

              • michal_powolny12 Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 27.04.08, 15:24
                Nic nie miałbym nawet na codzienne wypady żony i jej przyjaciółki do
                siłowni. Uniemożłiwia im to skutecznie firma o nazwie PKP PR
                urządzająca od czasu do czasu gry i zabawy o nazwie: który pociąg
                będzie dłużej jechać na trasie W-wa Zachodnia-Łódź Fabryczna.
                Ostatni rekord: 4 godziny (słownie cztery godziny).
            • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 27.04.08, 15:20
              michal_powolny12

              Twoja żona razem podróżuje z koleżanką z uwagi na komunikację PKS.To
              jestem w stanie zaakceptować,poza tym jest im raźniej.Moja partnerka
              chce chodzić na fitness 3-4 razy w tygodniu,przy czym spotyka się z
              koleżanką i po pracy i czasem nasze dziecko i jej bawią się.Potem
              się żegnają a wieczorem jest jeszcze fitness,a po fitnessie jest
              rozmowa telefoniczna bywa że i po 24.00 i to wciąż z tą samą osobą.
              Nie czytam korespondencji e-mail swojej partnerki,niechcący
              zerknąłem raz na listę sms-ów.Nie czuję się z tego powodu
              winny,jeżeli nie daje się ustalić z relacji od niej jak to
              wygląda,to puściłem temat innym trybem.Ale o kontroli czy zaborze
              prywatności nie ma mowy i nigdy nie było.
    • mala-beti Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 13:10
      To dobrze że ma tak zaufaną przyjaciółkę.
      Też bym chciała taką mieć w miejscu zamieszkania,
      ale tak naprawdę to chyba nie miałabym czasu na ciągłe
      przesiadywanie w gronie koleżanek.Nie widzę nic złego w rozmowach
      telefonicznych, pomocy, spędzaniu razem czasu i pisaniu sms. Kiedyś
      i ona jej pomoże gdy twoja partnerka będzie potrzebowała pomocy.
      Pozdrawiam
      • die_blume Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 14:12
        Ale nie przyjaźń kosztem rodziny, kosztem związku. Prawdziwa przyjaźń nie polega
        na ciągłym paplaniu i byciu na czyjeś zawołanie lub na zawracaniu sobą i swoimi
        sprawami komus głowy non stop. Ale bardziej na poszanowaniu czyjegoś czasu,
        uszanowaniu faktu, że ta osoba kogoś ma i że ma też swoje zycie. A najbardziej
        zadzwiwiające, że ona sama ma męża. Bo gdyby nie miała mozna byłoby zrozumieć,
        że to przez samotność ciągle odciąga koleżankę od rodziny.
        • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 17:49
          die blume

          Dodam że ma męża którego traktuje jak pomocnika w kuchni i kierowcę
          do dzieci.
          • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 27.04.08, 18:31
            Dużo słów, opinii i doświadczeń życiowych pokazało przy tym wątku.
            Głównie w obronie Pana partnerki choć by przez to jak bardzo był
            Pan krytykowany.
            Myślę, że warto, aby Pan zwrócił uwagę na fenomen kobiecej
            przyjaźni. Trwa to od wieków i opisane zostao w różnych tekstach od
            rozważań socjologicznych po literaturę piękną.
            Mężczyźnie trudno to zrozumieć, bo przyjaźnią się inaczej. Kobieca
            przyjaźń ma pewien zależnościowy rys, taka jest jej natura. To
            ścisły związek, oparty na szczególnej intymności i atawistycznym
            poczuciu pokrewieństwa. Od wieków kobiety łączą sie w grupy , aby
            coś razem robić i czuć się rozumiane. Dawniej razem gotowały,
            przygotowywały posiłki, leczyły się, odbierały porody i szykowały
            córki do zamęścia.
            Pięknie taką naturę i naturę kobiecej przyjaźni opisuje w swych
            filmach Pedro Almadovar. Mężczyzna w końcu, ale rozumiejący kobiety
            lub lubiący je podpatrywać i wyciągać wnioski.
            Taka przyjaźń nie jest przeciwko mężczyźnie, dotyczy zupełnie
            innych kobiecych obszarów i zapotrzebowań. Przynosi kobiecie
            ukojenie, poczucie wspólnoty, oparcie i poczucie przynależności do
            swojej płci, zrozumienie, pierwotne idealne połączenie z matką.
            Oczywiście każda kobieta ma inne zapotrzebowania w tej sprawie.
            Pana partnerka może większe. Warto aby Pan to zaczął rozumieć niż
            zwalczać i przyjął, że jest to jej jak najbardziej kobiecy rys. Może
            nawet atrakcyjny.
            Pan tę przyjaźń, być może, traktuje rywalizacyjnie. Proponuję wpisać
            ją w charakter partnerki, ale jako zaletę . A jeśli tak nie można to
            jako obszar do zaciekawienia. Powodzenia w zdobywaniau nowej wiedzy
            o kobietach. Agnieszka Iwaszkiewicz
            • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 27.04.08, 22:31
              Fenomen kobiecej przyjaźni?
              Nie słyszałem o czymś takim,fenomenem może być przyjaźń ,jak mawiał
              Arystoteles,przyjaźń jest jedną z cnót.Dzielenie przyjaźni damskiej
              i męskiej wydaje mi się pozbawione racjonalizmu.
              Świat ewoluuje,ewoluują również relacje interpersonalne,kobiety mają
              dzisiaj zupełnie inne role niż miały w okresie przeszłości.
              Co do Almodovara,jego twórczość determinują jakieś mocne
              traumy,takie obrazy jak złe wychowanie czy kika są periodyzacją
              pewnych postaw umocowanych w kontekście subiektywności reżyserskiego
              warsztatu.
              Nie jestem krytykiem literackim ani scenarzystą,mogę jedynie
              zaznaczyć swój punkt widzenia.Pojęcie przyjaźni jest pojęciem tak
              mocno subiektywnym ale , równie często idealizowanym dla
              zaangażowanych w takie pojmowanie bliskości innej osoby.
              Nie ma dla mnie znaczenia płeć,nie można stawiać przyjaźni do
              narożnika i nazywać babską czy męską.
              Przyjaźń to przyjaźń,w każdej przyjaźni wymagania rosną w miarę jej
              trwania,często obniża się poprzeczkę w przyjaźni pojmowanej stricte
              z przyzwyczajenia.Wiele przyjaźni cechuje dzisiaj pewien syndrom
              korzyści,człowiek z natury jest bezinteresowny,w przypadku gdy na
              horyzoncie pojawia się interes taki jak: emocjonalny
              profit,materialna korzyść itd itp wtedy często pękają hamulce.
              Nie od dziś wiadomo że zagorzali przyjaciele czy przyjaciółki stają
              się po latach dla siebie wrogami.
              Przyjaźń w XXI wieku ma totalnie inny wymiar niż w wieku XX.Dzisiaj
              mamy społeczeństwo informacyjne,szybszy świat,postęp
              techniczny.Zacierają się różnice w zachowaniach,symptomy zadowolenia
              czy zniechęcenia dotyczą wielu osób.Łatwiej ulegamy presjom
              środowiskowym czy społecznym i coraz częściej stajemy się elementami
              krajobrazu konsumpcji.
              Przyjaźń prawdziwa opiera się trendom,opiera się naciskom wywieranym
              przez postęp cywilizacyjny który działa na podświadomość.
              Według mnie kierunek w którym podąża przyjaźń jest kierunkiem
              pewnego dystansu do otoczenia i oferowanych sobie w ramach kontraktu
              przyjacielskiego-gestach.
              Pozdrawiam
              • mama-cudownego-misia Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 27.04.08, 22:48
                Przepraszam, że się wtrynię, ale... to jest bełkot. Rzucasz bez związku kilkoma
                frazesami i paroma nazwiskami, które niby mają pokazać Twoją erudycję i
                udowodnić tezę, że przyjaźń powinna być taka, jaką chciałbyś ją widzieć. Jak
                ktoś uważa inaczej, to znaczy, że jest XX-wiecznym anachronizmem wyrwanym z
                muzeum, jednocześnie śmiącym nie stosować się do mądrych maksym Arystotelesa w
                kwestii przyjaźni, a tak w ogóle to nie wie, co mówi...

                Facet, chciałeś porady, dostałeś poradę. Przy okazji załapałeś się na kilka
                chętnych do zwierzeń kobiet, które Ci powiedziały, ze one też tak mają i nie
                widzą w tym nic złego. Naprawdę fakty nie ulegną zmianie tylko dlatego, że Ty
                uważasz, że powinno być inaczej. Przyjaźnie kobiece różnią się od przyjaźni
                męskich, jak kot od psa (mimo, że oba są czworonogami), a na to nakładają się
                jeszcze różnice indywidualne. Spróbuj to uznać za fakt dokonany, bo bez tego ani
                rusz, jeśli chodzi o jakąkolwiek naprawę związku. I daj wreszcie babie spokój...
                • die_blume Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 28.04.08, 08:23
                  Jakos ja ten "bełkot", jak to ujęłas, zrozumiałam. Lancelotowi nie chodzi o sam
                  fakt przyjaźni, tylko o częstotliwość spotkan i telefonów dochodzącą do absurdu.
                  I o to, ze tamta kobieta wykorzystuje jego partnerke. Powiedzcie tak szczerze,
                  ile z Was byloby zachwyconych, gdyby Wasz facet co którys dzień zostawiał Was
                  same z małym dzieckiem i wracał do domu po północy, bo ma kumpla bez którego nie
                  moze zyc?
                  • mama-cudownego-misia Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 28.04.08, 09:08
                    Die_Blume, a konkretnie, zacytuj mi ten fragment postu lancelota z wczoraj
                    godzina 22:31, w odpowiedzi na post ekspertki, gdzie odnosi się on do
                    częstotliwości spotkań swojej żony i dochodzących do absurdu telefonów?

                    Jeśli chodzi o częste wychodzenie mojego partnera z domu i zostawianie mnie
                    samej, bo "znajomi potrzebują"... cóż... Bywały i takie okresy. Zawsze
                    wychodziłam z założenia, że jest dorosły i ma prawo sam zarządzać swoim czasem.
                    Co najwyżej egzekwowałam zrobienie czegoś, co dla mnie było ważne, a czego nie
                    mogłam lub nie chciałam zrobić sama (np. odpowietrzenie kaloryferów czy zabicie
                    wielkiego paskudnego pająka). A jak się stęskniłam, to po prostu zaczynałam
                    kusić, wabić i się przymilać, aż chłop stwierdzał, że właściwie to mu z tą żoną
                    fajnie, i zostawał na wieczór. Dziecko zmieniło wszystko, bo ten gad mały go
                    sobie wokół palca okręcił, i teraz Tata już nie ma żadnej ochoty wychodzić
                    wieczorami, ale przypuszczam, że jakbym go kurczowo w tym domu trzymała i
                    wierciła dziurę w brzuchu, to by ode mnie bardziej uciekał...

                    Jeśli zaś chodzi o sam obraz przyjaźni i tego, co w przyjaźni jest akceptowalne,
                    a co nie, to obawiam się, że po prostu nie ma między nami możliwości stworzenia
                    płaszczyzny porozumienia, bo każda ma inną definicję przyjaźni i tego, co w niej
                    normalne, a definicje te do siebie nie przystają. W takiej sytuacji można
                    oczywiście kruszyć kopie, ale nie doprowadzi to do żadnych konstruktywnych wniosków.
                    Mój poprzedni post był chyba niepotrzebny, bo i tak nic nie zmieni, ale jakoś
                    tak mnie zaświerzbiło, żeby tym człowiekiem potrząsnąć, powiedzieć mu: Zamknij
                    się na chwilę i patrz! Słuchaj! Smakuj! Świat jest znacznie bardziej
                    skomplikowany i bogaty, niż Ci się wydaje, rzeczywistość taka, jak ją
                    postrzegasz, jest tylko jedną z wielu, a nie jedynie obowiązującą. Spróbuj
                    odkryć rzeczywistości innych ludzi. Całego życia Ci nie starczy, ale i tak
                    lepiej, jak w tej przypowiastce de Mello, uszyć sobie buty i ruszyć w taką
                    podróż, niż próbować wyłożyć cały świat skórą.
                    • die_blume Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 28.04.08, 17:04
                      Wiele przyjaźni cechuje dzisiaj pewien syndrom
                      korzyści,człowiek z natury jest bezinteresowny,w przypadku gdy na
                      horyzoncie pojawia się interes taki jak: emocjonalny
                      profit,materialna korzyść itd itp wtedy często pękają hamulce.
                      Nie od dziś wiadomo że zagorzali przyjaciele czy przyjaciółki stają
                      się po latach dla siebie wrogami.

                      W tym może i ogólnym fragmencie wypowiedzi Lancelotta znajduję żal na
                      uzaleznienie emocjonalne od koleżanki. Pisze też, że pękają hamulce - i tu
                      nietrudno sie domyślic, co ma na mysli. Nie wiem, jakim człowiekiem jest autor
                      wątku na co dzien, odnoszę się jedynie do opisu sytuacji, którą przedstawił.
                      Znam kilka przypadków uzależnień człowieka od człowieka i znam tylko
                      nieprzyjemne zakończenia takich pseudoprzyjaźni. Chocby autor wątku był
                      przemądrzały, co próbujecie tu sugerowac, ciągłe spotykanie się z koleżanką nie
                      jest na to lekarstwem. A jesli Jej jako partner nie odpowiada - może albo
                      próbować się z Nim porozumiec, albo odejść. Koleżanka Jej w tym nie pomoże, tym
                      bardziej odciągając Ją od partnera, bo gdyby chciała pomóc, doradziłaby: spędzaj
                      więcej czasu ze swoim facetem.
                      • die_blume Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 28.04.08, 17:20
                        Poza tym jeżeli nie chce z Nim z jakichs powodów spędzać czasu, jesli potrzebuje
                        sie nieustannie od Niego odrywać, co by znaczyło, że się z Nim źle czuje, to
                        może powinna Go zostawic, a nie udawać, że z Nim,jest, skoro tak naprawdę z Nim
                        nie jest. Bo woli przebywać z przyjaciółką.
                        • mama-cudownego-misia Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 28.04.08, 17:23
                          Za dużo zaimków, mózg mi się lasuje :-/
                        • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 29.04.08, 10:10
                          die blume

                          Ależ ja się nie upieram,jeśli partnerka zaproponuje mi rozłąkę-
                          przyjmę z pokorą tą decyzję ,martwi mnie tylko dziecko.My dorośli
                          damy sobie radę.Nie chciałbym odzierać dziecka z szaty rodziny.
                      • mama-cudownego-misia Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 28.04.08, 17:22
                        A gdzie dokładniej ten żal? Bo ja tu widzę, po kolei:
                        > Wiele przyjaźni cechuje dzisiaj pewien syndrom
                        > korzyści,
                        Banał. Zresztą gdyby autor znał Arystotelesa, którym się zasłania, jak
                        puklerzem, to by wiedział, że już tenże filozof wyróżniał przyjaźń utylitarną
                        jako pierwszy z trzech typów przyjaźni. Nie od dzisiaj więc świat się kręci...

                        > człowiek z natury jest bezinteresowny,w przypadku gdy na
                        > horyzoncie pojawia się interes taki jak: emocjonalny
                        > profit,materialna korzyść itd itp wtedy często pękają hamulce.
                        Błąd logiczny. Człowiek z natury bezinteresowny (osiemnastowieczne farmazony
                        bezrefleksyjnie zaczerpnięte z Rousseau?), ale mu puszczają hamulce, jak tylko
                        ma w tym interes.

                        > Nie od dziś wiadomo że zagorzali przyjaciele czy przyjaciółki stają
                        > się po latach dla siebie wrogami.
                        Pobożne życzenie? W każdym razie takim chyba powinno być w wypadku lancelota, bo
                        nie rozumiem, gdzie i po co miałby tu upychać jakieś gorzkie żale. Aż kusi, żeby
                        dodać, że znacznie częściej po latach (i to zwykle niewielu) wrogami stają się
                        dla siebie małżonkowie, niż przyjaciele. Gospodarz wątku jest na dobrej ku temu
                        drodze...
                  • m_zonka Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 28.04.08, 09:15
                    Powiedzcie tak szczerze,ile z Was byloby zachwyconych, gdyby Wasz
                    facet co którys dzień zostawiał Was same z małym dzieckiem i wracał
                    do domu po północy, bo ma kumpla bez którego nie moze zyc?

                    Odpowiadam szczerze za siebie: nie byłabym zachwycona.

                    No więc i ja zapytam: powiedzcie tak szczerze, ile z Was miałoby
                    ochotę spędzać życie z egocentrycznym, narcystycznym, wpijającym się
                    chłopem, który "ma zawsze rację"?

                    Ja bym nie siedziała ani sekundy.
                  • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 29.04.08, 09:53
                    die blume
                    Ich spotkania są wpisane w codzienny żywot ,to jak
                    narkotyk,uzależnienie emocjonalne jest w tym przypadku tak silne
                    że,zastanawiam się jak to możliwe aby archetypicznym wzorcem stał
                    się ktoś kto żyje w zafałszowany i obłudny sposób.Mam na myśli tą
                    koleżankę,niby nie moja sprawa ale ona też zostawia dziecko i też
                    ucieka z domu.
                    • die_blume Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 29.04.08, 16:12
                      Może więc obie panie nie dorosły do związku ani do bycia matkami.
                    • die_blume Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 29.04.08, 16:31
                      Poza tym byłoby to jeszcze zrozumiałe, gdyby Twoja partnerka siedziała w domu z
                      dzieckiem non-stop i potrzebowała się oderwać i rozerwać, ale przeciez pracuje.
                      Kiedy ma więc czas dla Ciebie i dziecka między pracą a spotkaniami z
                      przyjaciółką? To znaczy, że nie ma go prawie w ogóle?
                • m_zonka Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 28.04.08, 09:08
                  Ja tylko czekałam na "rzucenie się z pazurami" na Panią Ekspert - to
                  było całkowicie do przewidzenia. Po raz kolejny - erudycją,
                  przeinteletualizowaniem, które zapewne mają Ci służyć jako metoda na
                  skuteczną autoprezentację. Jedni wypełniają sobie dziury emocjonalne
                  zakupami, inni fanatyzmem religijnym, jeszcze inni alkoholem, a w
                  twoim wypadku chodzi o intelekt. Prawdopodobnie posiadasz wysoki
                  iloraz inteligencji i szeroką wiedzę ogólną, jednak z całego wątku
                  wyłazi jak byk, że w owym logos jesteś o niebo lepszy niz w praksis.
                  Tyle że życie w związkach czy udział w grupie dyskusyjnej to nie
                  tylko logos. Tak na marginesie dodam, że wysokie IQ często nie idzie
                  w parze z wysokim EQ czy inteligencją społeczną. Ludzie nadmiernie
                  inteligentni mają duży problem z przystosowaniem się do środowiska
                  innych ludzi. I to wynika jasno z tego forum. Za pomocą ratio nie
                  załatwia się problemów międzyludzkich. Mózg posiada jeszcze układ
                  limbiczny, a człowiek jako człowiek - duszę, serce, intuicję,
                  empatię, autorefleksję. I w tym kontekście jestem w stanie
                  usprawiedliwić toksyczną(?!) przyjaźń Twojej żony. Która z nas
                  chciałaby spędzac czas, żyć z takim pseudo-mądralą?
                  • mama-cudownego-misia Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 28.04.08, 09:34
                    Wiesz co, obawiam się, że nawet i to nie do końca. Z tym Arystotelesem to jak
                    kulą w płot. Jak się już chce koniecznie podjąć analizę arystotelesowskiej
                    koncepcji przyjaźni z "Etyki nikomachejskiej", to się okazuje, że:
                    - przyjaźń jest najwyższym dobrem (zauważmy, wyższym również od małżeństwa)
                    - najwyższa z trzech form przyjaźni to forma altruistyczna, w której żyjemy dla
                    przyjaciela i czerpiemy radość ze świadczenia mu różnych usług
                    - przyjaźń to "jedna dusza mieszkająca w dwóch ciałach" (to ostatnie nie z
                    "Etyki", ale cytowane przez Laertiosa), a właściwe ludziom dążenie do szczęścia
                    sprawia, że dążą tez do jak największego zespolenia z przyjaciółmi. Wręcz za
                    najbardziej charakterystyczną cechę przyjaźni Arystoteles uznaje życie ze sobą
                    (czyli w kontekście naszych rozważań właśnie wiszenie na telefonie, łażenie na
                    zakupy, spacery, fitnesy i inne takie).
                    - Arystoteles wprawdzie podkreśla wagę równości w kontaktach między
                    przyjaciółmi, ale równość ta nie dotyczy korzyści wynoszonych z przyjaźni (takie
                    podejście jest według naszego przykurzonego filozofa "godne natury kupieckiej",
                    czyli be), tylko równości duchowej, moralnej, intelektualnej.
                    I tak dalej można kontynuować, bo Arystoteles sporo o tej przyjaźni napisał. I
                    to nawet jeśli się człowiek nie biorący pod uwagę realiów tamtych czasów uprze,
                    że arystotelesowska definicja (czy tez definicje) przyjaźni dotyczy wszystkich
                    przyjaźni, a nie tylko męskich (zważywszy, że kobieta jako wymazana z
                    przestrzeni publiczne w ogóle Arystotelesa nie interesowała, do głowy by mu nie
                    przyszło poświęcać jej rozważania inne niż w kontekście przydatności dla
                    mężczyzny)...

                    Więc skoro już się upieramy przy sięganiu do Arystotelesa, to on niestety tez
                    świadczy na korzyść Pani lancelotowej...
                  • kicia031 m_zonka. 28.04.08, 09:48
                    erudycją,
                    > przeinteletualizowaniem, które zapewne mają Ci służyć jako metoda na
                    > skuteczną autoprezentację. Jedni wypełniają sobie dziury emocjonalne
                    > zakupami, inni fanatyzmem religijnym, jeszcze inni alkoholem, a w
                    > twoim wypadku chodzi o intelekt. Prawdopodobnie posiadasz wysoki
                    > iloraz inteligencji i szeroką wiedzę ogólną, jednak z całego wątku
                    wyłazi jak byk, że w owym logos jesteś o niebo lepszy niz w praksis.

                    Pozwole sobie z toba sie nie zgodzic. Rzeczywiscie lancelotte liznal nieco
                    filozofii - odwoluje sie do hegla - a moze marksa? , rzuca Arystotelesem - ale
                    raz, ze odwolania te sa nieco niejasne - ja np po 5 latach studiowanie filozofii
                    jakos mam problem z umieszczeniem tych pseudoerudycyjnych wtretow w kontekscie o
                    ktorym mowimy. Sek w tym, ze owi experci, do ktorych sie facet odwoluje maja
                    wartosc jedynie z punktu widzenia historycznego, ich wiedza w dziedzinie
                    psychologii, choc mogla byc imponujaca jak na owczesne czasy, dzisiaj jest
                    czystym anachronizmem. Fizyka, medycyna i o czym tam jeszcze Arystoteles pisal
                    zdezaktualizowaly sie kompletnie, ba, nawet do jego metafizyki, choc to
                    dziedzina ulotna i niefalsyfikowalna nikt juz nie traktuje jako obowiazaujacego
                    stylu myslenia, tylko co najwyzej wyjasnienia dlaczego filozofia zachodu poszla
                    taka a nie inna droga.

                    I jeszcze jedno - jako osoba wybitnie inteligentna uprzejmie apeluje, by nie
                    wrzucac mnie do jednago wora z lancelottem. naprawde, to jakas pomylka.

                    ;-)))
                    • mama-cudownego-misia Re: m_zonka. 28.04.08, 09:51
                      > I jeszcze jedno - jako osoba wybitnie inteligentna uprzejmie apeluje, by nie
                      > wrzucac mnie do jednago wora z lancelottem. naprawde, to jakas pomylka.

                      haha :-))
                      Ja tu na to forum przyłażę chyba wyłącznie, żeby czytać Twoje teksty :-)). Humor
                      mi na cały dzień poprawiają :-)
                    • m_zonka Re: m_zonka. 28.04.08, 09:56
                      Kiciu, ja się nie znam na filozofii. Mówię szczerze. Zielona jestem
                      jak mój trawnik przed domem. Pisząc poprzedni post miałam na myśli
                      zdecydowanie FORMĘ w postaci przeintelektualizowania, a nie - treść,
                      której lancelott tu uzywa.

                      > I jeszcze jedno - jako osoba wybitnie inteligentna uprzejmie
                      apeluje, by nie wrzucac mnie do jednago wora z lancelottem.
                      naprawde, to jakas pomylka.

                      Nie śmiałabym. Dlatego pozwoliłam sobie napisać, że IQ CZĘSTO (NIE
                      ZNACZY "zawsze") nie idzie w parze z EQ.
                    • lancelotte Re: m_zonka. 29.04.08, 21:13
                      kicia031

                      Jedyne co posiadam to fajny t-shirt z napisem którego tutaj nie
                      przetransponuję.
                  • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 29.04.08, 09:59
                    m zonka

                    Nie bardzo rozumiem Twoją postawę,kolejny raz dopuszczasz się sądu
                    kapturowego na mojej osobie.Nie chcesz rozumieć intencji
                    postów,dyskusja która się wywiązuje przeradza się w atak,nie w
                    wymianę opinii i poglądów.Dokonujesz jakiejś wiwisekcji,to ma być
                    stymulacyjne?
                    Problemem przyjaźni toksycznych jest ilość toksyn,a nie częstość ich
                    wchłaniania.Jeżeli tworzysz z kimś parę,duet,związek to liczysz na
                    zrozumienie na obiektywizm na prawdomówność.
                    Jeśli Twój gzystencjalizm jest prześmiewczy to jeszcze ok,ale mam
                    wrażenie że mylisz się w ocenach.
                • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 29.04.08, 10:06
                  mama cudownego misia

                  Napisałaś że załapałem sie na kilka chętnych do zwierzeń kobiet,to
                  strasznie impertynenckie,jak można tak myśleć?
                  Czy ja zmuszam kogoś do pisania postów?
                  Często odwołuję się do myślenia standardowych kobiet ponieważ,często
                  jest one pozbawione imaginacji i fałszu.
                  Różnicując przyjaźnie dzielisz ludzi, ja tego nie robię.Ludzie bez
                  względu na płeć,wyznanie,poglądy są tacy sami.Nie różnią się
                  sposobem przeżywania aż tak mistycznie jak próbujesz to
                  deprecjonować.
                  Podejrzewam że za bardzo chcesz być cool i trendy ,a za mało
                  prawdziwa i życzliwa innym.
                  Każda zmiana rodzi opór,powinnaś pomyśleć nad zmianą sposobu
                  myślenia,i nie tylko o sobie ale również o innych.Mniej agresji-
                  powoduje więcej uśmiechu.Polecam
                  • mama-cudownego-misia Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 29.04.08, 13:34
                    > Napisałaś że załapałem sie na kilka chętnych do zwierzeń kobiet,to
                    > strasznie impertynenckie,jak można tak myśleć?
                    A nie załapałeś się? Zobacz, ile bab Ci tu mówi, że przyjaźń kobiet rózni się od
                    przyjaźni mężczyzn. Łącznie z ekspertką zresztą. A Ty się dalej upierasz, że nie
                    powinna, więc się nie różni.

                    > Czy ja zmuszam kogoś do pisania postów?
                    > Często odwołuję się do myślenia standardowych kobiet ponieważ,często
                    > jest one pozbawione imaginacji i fałszu.
                    Nie, odwołujesz się do tego, co myślisz, że "standardowa kobieta" powinna
                    myśleć. Masz gdzieś to, co myśli naprawdę, inaczej nasze posty dałyby Ci do
                    myślenia.
                    > Różnicując przyjaźnie dzielisz ludzi, ja tego nie robię.
                    Frazesy.
                    > Ludzie bez
                    > względu na płeć,wyznanie,poglądy są tacy sami.Nie różnią się
                    > sposobem przeżywania aż tak mistycznie jak próbujesz to
                    > deprecjonować.
                    Bo co? Arystoteles Ci tak powiedział? Człowieku, zejdź na ziemię. Skoro tyle
                    różnych kobiet mówi Ci, że nie masz racji, to może faktycznie jej nie masz?
                    > Podejrzewam że za bardzo chcesz być cool i trendy ,a za mało
                    > prawdziwa i życzliwa innym.
                    > Każda zmiana rodzi opór,powinnaś pomyśleć nad zmianą sposobu
                    > myślenia,i nie tylko o sobie ale również o innych.Mniej agresji-
                    > powoduje więcej uśmiechu.Polecam
                    Wiesz, nie łudzę się, że moje posty sprawią, że się zmienisz. Do tego trzeba
                    uznać, że inny człowiek (żona, wypowiadające się tu kobiety) może i ma prawo
                    postrzegać sprawy inaczej, niż Ty, i w związku z tym nie stosować się do Twoich
                    roszczeń.
                    • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 29.04.08, 21:11
                      mama cudownego misia

                      Wiesz moim zdaniem jak skończy Ci się urlop macierzyński i zajmiesz
                      się troszkę życiem społecznym to odmienią się Twe bioprądy.
                      Nie grupuj kobiet i nie sumuj, one naprawdę tego nie lubią.Kobiety
                      są indywidualnościami ,w grupie zaczynają zachowywać się
                      precedensowo i trudne są do przewidzenia ich reakcje.
                      Pozwól kobietom być kobietami,faceci z natury są dziećmi więc nie ma
                      co kruszyć kopii.
                      • mama-cudownego-misia Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 29.04.08, 21:55
                        Generalnie mało mnie rusza Twoje zdanie o mojej osobie, jednak sama dyskusja
                        jest dla mnie niezwykle ciekawa. Rzadko się spotyka okaz tego, co polskie
                        feministki określają mianem "Misia". Ciekawe doświadczenie. Powiedziałabym
                        nawet, że jesteś bliższy definicji Misia od Korwina-Mikkego.

                        Wracając do meritum sprawy: znowu Ci się wydaje, że wiesz lepiej od kobiety, co
                        kobiety lubią, a czego nie, i jak się zachowują w grupie. Oczywiście znowu (to
                        chyba Twój największy problem) swoje "widzimisię" opierasz nie na obserwacji, a
                        na swoich pobożnych życzeniach.
                        Na szczęście Twoja żona nie ma najwyraźniej takich problemów i grupować się
                        lubi. Szczerze podziwiam kobietę, że nie poddaje się absurdalnej presji męża,
                        tylko od 7 lat konsekwentnie buduje sobie prywatną sferę oparta na związkach
                        przyjaźni. Powiedz jej proszę, że jest bardzo dzielna.

                        Jeśli chodzi o facetów będących z natury dziećmi, to proszę, mów za siebie.
                        Facet-dziecko, Piotruś Pan, to osobnik kwalifikujący się do terapii, nie norma.
                        • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 03.05.08, 19:46
                          mama cudownego misia

                          To nie moje zdanie o Twojej osobie, to tylko pewna sugestia że
                          musisz popracować nad sobą.
                          Feministki na szczęście są ruchem społecznym dość marginalnym.
                          Jeżeli reprezentujesz opresywne poglądy to nie dziw się że,gatunkowo
                          nie posługujesz się świadomością społeczną tylko ambiwalencjami
                          własnej subiekcji.
                          Presja?Nie wiem gdzie Ty tu widzisz presję,presja to raczej pojęcie
                          pejoratywne i w związku występuje jeżeli ścierają się charaktery o
                          dominację.
                          Jeśli chodzi o facetów to nie chodzi mi o facetów,mam w miarę stałe
                          poglądy w tej materii.
                          • m_zonka Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 03.05.08, 19:57
                            > Jeśli chodzi o facetów to nie chodzi mi o facetów,mam w miarę
                            stałe
                            > poglądy w tej materii

                            pieron wie co lepsze: "stałe poglądy" (brrr!) czy "ambiwalencja
                            własnej subiekcji":-)
                            • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 05.05.08, 21:56
                              m zonka

                              Dobre jest wrogiem lepszego, zawsze tak było,ale nie zawsze tak
                              będzie.
      • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 26.04.08, 17:47
        mala beti

        Przyjaźń to nie spotkania codziennie,mając
        dom,dziecko,zobowiązania.Pobudki przyjaźńi rozkładają się często
        nieproporcjonalnie do potrzeb.Jeżeli ktoś Ci powie że jesteś miła i
        uczynna a potem poprosi o pożyczenie 100 złotych to raczej
        pożyczysz.Jak zacznie od pożyczki to jak z efektem motyla czy teorią
        chaosu.Dobra koleżanka czy kolega to taka która nie rzuca się w oczy.
        Pozdrawiam
        • kaz-oo Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 27.04.08, 07:32
          Lancelocie, jest jeden prosty i w zasadzie bezbolesny sposób na ograniczenie
          przyjaźni Twojej pani. Po prostu trochę pozachwycaj się jej przyjaciółką. Zrób
          maślane oczy patrzą na nią, wyznaj swojej partnerce, że jej przyjaciółka jest
          szalenie seksowna Twoim zdaniem, ma super figurę, piękny biust, ładne nogi, jest
          inteligentna, dowcipna itd, co Ci tam do głowy przyjdzie. Gwarantuję, że
          będziesz miał ją szybko z głowy. Żadna kobieta nie zniesie zachwytów swojego
          mężczyzny nad inną babą, szczególnie jeśli jest to jej tzw. najlepsza
          przyjaciółka. Powodzenia!
          • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 27.04.08, 15:23
            kaz-oo

            Zachwycanie się przyjaciółką nie przejdzie.To wymagałoby fałszu i
            obłudy,zresztą jestem raczej bardzo przeciętnym facecikiem.Moje
            szanse na repasaże emocjonalne byłyby wątpliwe.
            Ona się z tą koleżanką spotyka od ponad 7 lat i nie dam rady tego w
            ten sposób ograniczyć.To Ona musi chcieć zmienić trochę relacje,może
            przy tym liczyć na moją pomoc i wsparcie.Jak na razie jest to bez
            zmian to samo kiedyś.
            • bj32 Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 28.04.08, 10:04
              Rany gorzkie z pierożkami... 7 lat się umartwiasz znosząc pijawkę? A
              moze spróbuj metody bardziej bezpośredniej: przyjaciółce powiedz, ze
              czym rzadziej ją widzisz, tym bardziej ja lubisz, żonie powiedz, że
              wolałbyś, zeby była *Twoją* żoną, nie żoną *przyjaciółki* i zobacz,
              co z tego wyniknie...
              • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 29.04.08, 09:50
                Rokowania w tej sprawie trwają od około roku.Argumentacja nie
                dociera,to jak zderzenie z górą lodową.Ta koleżanka jest jej
                zwierciadłem,może się w jej oczach fałszywie przyglądać.Cena
                iluzji,szkoda że tak wysoka.
                • borowina75 Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 29.04.08, 13:43
                  A może Twoja kobieta czuje się dobrze w towarzystwie swojej przyjaciółki, bo
                  może z nią wymieniać poglądy, śmiać się i być akceptowaną?
                  Po Twoich wypowiedziach w tym wątku odnoszę wrażenie, że raczej nie dyskutujesz,
                  tylko z lubością wygłaszasz swoje prawdy, nie dopuszczając do siebie myśli, że
                  może racja leży gdzieś pośrodku, a niekoniecznie w 100% po Twojej stronie...
                  Ja też mam przyjaciółki. I z jedną z nich spotykam się, kontaktuję bardzo
                  często. Nie ma dnia, żebyśmy ze sobą rozmawiały. Ale taki stan rzeczy ma swoje
                  uzasadnienie w tym, że relacje z mężem od pewnego czasu są powierzchowne, nie ma
                  w nich bliskości. I dopóki wierzyłam, że to da się zmienić, walczyłam. Ale teraz
                  już nie mam siły i chyba ochoty walczyć. I przyjaciółka w pewien sposób
                  rekompensuje mi brak bliskości w małżeństwie.
                  Zastanów się, porozmawiaj z żoną. Ale nie mów jej, że ich przyjaźń jest zła,
                  spróbuj może dotrzeć do przyczyny, dlaczego jest ona dla niej aż tak ważna.
                  I jeszcze jedno. Oczywiście, czasy się zmieniają, ludzie też. Ale mężczyźni i
                  kobiety nadal różnią się od siebie i bardzo dobrze. I przyjaźnie między
                  mężczyznami to zupełnie co innego, niż te, które łączą kobiety.

                  pozdrawiam
                  • die_blume Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 29.04.08, 16:09
                    Powtórzę się, jeżeli jedna strona czuje się z tą drugą niefajnie, bo np. nie
                    jest rozumiana itp.,to uciekanie do przyjaciółek nic nie zmieni. To nie jest
                    rozwiązanie problemów, a przyjaciółka partnera nie zastąpi. Jesli są problemy w
                    związku, to lepiej o nich rozmawiac, a jesli nie ma o czym, bo argumenty nie
                    trafiają, to lepiej chyba się rozstać. Nie wiadomo, czy partnerka Lancelotta
                    ucieka z jakichs powodów w przyjaźń, czy po prostu jest lekkomyślną osobą, na
                    każde zawołanie przyjaciółki, nawet kosztem dziecka i partnera. Jesli Jej
                    natomiast cos nie pasuje w partnerze, to tez nie wiemy, czy woli go unikac,
                    rekompensując sobie jakies braki przyjaźnią, czy próbowała z nim o tym rozmawiać
                    i w pewnym momencie machnęła ręką. Pewne jest jedno - jesli przyjaciółka to
                    złoty środek na problemy w związku to nie tędy droga, bo to nie przyjaźń, tylko
                    szukanie ucieczki np. w świat fitnessu czy zakupy. Poza tym przyjaciółka to
                    przyjaciółka, a partner to partner. Partner jest na co dzien, przyjaciółka raz
                    na jakiś czas - dla mnie takie relacje są zdrowe. Nie wyobrażam sobie spotykać
                    sie z kimś dzień w dzień. Mam swoje zycie i dzielę je ze swoim mężem.
                  • lancelotte Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 29.04.08, 21:08
                    borowina75

                    Towarzystwo przyjaciółki polega na plotkowaniu,referowanie sobie
                    tematów dawno ogranych.Czasem przechodząc przez pomieszczenie w
                    którym rozmawia,słyszę tylko donośne salwy śmiechu albo ściszony
                    głos pod hasłem filmowym -sekrety i kłamstwa.
                    Staram się nie wypowiadać że przyjaźń między nimi jest zła,jest w
                    niej jakiś paniczny lęk przed otoczeniem,jakaś potrzeba
                    stymulacji ,wzajemnego napędzania się.Sęk w tym że tamta dziewczyna
                    próbuje nakłaniać ją do swojego stylu życia.A ten styl to
                    supermarket,spacer późną nocą albo kiwanie się na telefonie.Wiesz
                    gdyby one razem gdzieś wyszły , do kina,do teatru na basen ale
                    nie,to nierealne.Jedyne miejsce to fitness bo blisko domu i łatwo
                    się wyrwać od codzienności.
                    Przyjaźnie między mężczyznami są przyjaźniami twardszymi,często
                    zoperacjonalizowanymi pod kątem rozrywek: numer jeden -gdybactwo o
                    kobietach seksie nowych foczkach,numer dwa motoryzacja i
                    futbol,numer trzy alkohol.

                    Cóż rzec -czasy się zmieniają ale nie na tyle na ile byśmy sobie
                    tego życzyli.
                    • die_blume Re: Nie ma sposobu na tą kobietę... 29.04.08, 21:48
                      A gdyby codziennie wychodziły zamiennie na basen czy do teatru, to odpowiadałoby
                      Ci to? Rozumiem, że nie pasuje Ci częstotliwośc tych spacerów i telefonów, i ma
                      prawo, no ale samego sposobu spędzania czasu nie negowałabym. Niektóre kobiety
                      relaksują sie na zakupach, chociaz mnie osobiście centra handlowe odpychają, ale
                      pamiętam swoje zachłyśnięcie się nimi, jak sprowadziłam sie do dużego miasta.
                      Dziś inaczej podchodzę i mnie zakupy zbytnio nie relaksują, no ale rozumiem, że
                      niektóre kobiety tak mają. Ja nie chodzę na fitness, ale jesli ktoś lubi, czemu
                      ma nie chodzić? Nie neguję czyjegos sposobu na relaks. Jesli Twoja partnerka
                      zaniedbuje dom, dziecko, Ciebie, rozumiem, Że Ci to przeszkadza, ale nie możesz
                      za Nią wybierac najlepszej dla Niej formy relaksu. Bo Ona najlepiej wie, co Ją
                      relaksuje. A jednak masz zapędy dyktatorskie i o ile rozumiem zarzut
                      zaniedbywania, przesadzania, to zarzutów co do formy odpoczynku niekoniecznie.
                      Uciekanie w ten sposób od problemów, polegające na ich unikaniu, nie jest
                      rozwiązaniem. Jesli od Ciebie ucieka, a ma gdzie, to nie jest dobrze. Ale jesli
                      ten fitness jest blisko domu to chyba dobrze? Bo pisałeś, że wraca późno.
        • die_blume Lancelocie! 29.04.08, 16:44
          Już ileś tam postów wstecz poradziłam Ci, byś zajął czymś żonę i powiedział Jej,
          jak się z tym czujesz, że tak często znika z domu, bez pretensji i atakowania
          przyjaciółki. Mam pytanie, czy próbowałeś, bez definiowania przyjaźni, bez
          uciekania sie do filozofii, bez wypominania że ciągle Jej nie ma, dać Jej do
          zrozumienia, że chciałbyś, byście więcej czasu spędzali razem?
          • lancelotte Re: Lancelocie! 29.04.08, 21:04
            die blume

            Owszem zasugerowałaś mi takie rozwiązanie,przy próbie osiągnięcia
            śladowej bliskości usłyszałem,jestem zmęczona -to dość częsta
            odpowiedź na moje okazywanie sympatii i serdeczności.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka