malgohan
14.08.08, 13:04
Nie wiem jak zacząć...mam męża po rozwodzie ma 2 dzieci...połączyło
nas wielkie uczucie a teraz po 2 latach jest ból, żal...zaczęło się
psuć gdy ja zaszłam w ciąże już wtedy widziałam, że coś jest nie
tak, e ciąża go nie cieszy, że będziemy mieli własne dziecko, skoro
on już ma swoje ukochane. Będąc w ciąży wiele razy wyprowadzałam się
od niego, robił mi awantury, że chcę odwiedzić koleżankę, bo dlacego
skoro jego córka właśnie u nas jest, bo chciałam wstawić kanapę do
jej pokoju...urodziła się moja córeczka i koszmaru ciąg dalszy,
awantura z powodu dlaczego jego córka już się ni liczy, bo rzekomo
mam swoje dziecko to już jego córka się nie liczy. Dodam, że moja
córeczka bardzo płakała, kolki, nieprzespane noce, ciągle musiałam
ją nosić...sama ciągle byłam sama i wysłuchiwalam pretensji, że
teraz to liczy się tylko mała:( usłyszałam, że nigdy nie będzie
chciał abysmy maieli wspolny dom, mieszkanie (mieszkam w jego domu)
bo wtedy będę się zbyt dobrze czuła, panią domu, usłyszałam, że
jestem egoistką bo chce by był przy mnie, uslyszałam że nigdy nie
wygram z jego córką chociaż nigdy nie chcialam z nikim walczyć. Boże
długo mogłabym wymieniać rzeczy które robił mi serce...to jest jakis
koszmar. dodam ze jego corka (nastolatka)jak jest przy tacie potrafi
pobawić się z moją malą jak go nie ma ignoruje ją, jest wtedy
arogancka. Wczoraj usłyszałam że wszystko zaczęło się od momentu gdy
chciałam wstawić kanapę o jej pokoju (moja córcia nie ma własnego
pokoju chociaż są wolne) Powiezcie co robić? jestem kłębkiem nerw i
potrzebuję pomocy