avaracadabra
18.01.09, 21:40
Witam.
Jak większość autorów postów i Ja też mam dylemat rodzinny i licze na waszą i eksperta pomoc i opinie. Postaram się pisać krótko i tresciwie jednak historia ta ma 10 lat i nie wiem na ile mi się to uda.
10 lat temu poznałam mojego męża, ma on dużą rodzinę, dwóch braci i dwie siostry, pochodzi ze wsi, duże gospodarstwo, on najstarszy syn w rodzinie miał jakoby to gospodarstwo przejać. Ja się w nim zakochałam nie dla gospodarstwa lecz dla samego niego, ale najbardziej zachwycała mnie jego rodzeństwo, wkońcu to jakby ich tak do kupy zebrać to taka paczka, że z kijem nie podchodź (ja mam jednego brata, który jest pupilem moich rodziców i między innymi przez to nasze stosunki zawsze były i nadal są odległe). Oczywiście bardzo mi zależało żeby rodzina mojego męża mnie zaakceptowała. Niestety stało sie zgoła inaczej.I tu kilka skromnych epitetów z naszego rodzinnego życia: Popełniająz TAKI mezalians mój mąz został wydziedziczony i że sie tak wyraże wyp.........ony na zbity pysk, w końcu wzioł sobie miastową bdziągwe która wyda jego wszystkie pieniądze na kosmetyki. No cóż ich wybór, przedzież nie dla majątku go wzięłam, pomyślalam że przyjdzie na świat ich pierwsze wnuczątko i staruszkowie zmiękna a i wujostwu sie spodoba. No i d..a z tego puki co mamy dwoje dzieci 8 lat i 4 lata, a dziadkowie poza krowami świata nie widzą, chcę zaznaczyć że są oni ludzmi wiekowymi i moje dzieci są ich jedynymi wnukami.
Sytuacja z rodzeństwem mojego męża wygląda następująca:
1.najstarsza siostra ,40 lat panna bogobojna, pruderyjna, niekontaktowa, katechetka z kilkunastoma fakulterami
2. mój mąż (dostał mi sie najlepszy egzemplarz)
3.brat o którym mowa w tytule i do którego jeszcze wróce, 34 lata, dziedzic majątku, nareszcie zaręczony,dwa tygodnie temu stracił cnote (informacja poufna)nie może sie pogodzić z tym że zrobił to przed ślubem, jeszcze po swojch zaręczynach miał dylemat co do swojej wybranki czy aby ona cnotliwa.
4.brat, który miał 14 lat gdy sie pobieraliśmy. Nie miał problemu z zaakceptowaniem mnie , mamy ze soba dobry kontakt, od niego pochodzą wszystkie informacje na temat brata 3
5 siostra, tez mamy ze soba dobry kontakt
Bardzo mi zależało na tej rodzinie bez względu na to kim są i co robią, podlizywalam sie wręcz do nich, zalężało mi na ich akceptacji również ze względu na mojego męża. Na początku małżeństwa gdy jeżdziliśmy tam często, rodzice wychodzili z domu na mój widok, było mi bardzo przykro i po urodzeniu pierwszego dziecka powiedziałam mężowi, za tam więcej nie pojadę. Uprosił mnie jednak, mówił że to stare pokolenie i potrzebują czasu. Często narażali nas na rózne plotki: że moj mąż jest pantoflarzem nie ma swojego zdania , nawet urodzil się im pomysł o romansie moim i brata 4, bo dzieciak jak sie nudzil to lubił do nas wdepnąć na internet (no cóz w końcu bdziągwa ze mnie to zbałamuciłam dziecko ????)
Gdy urodziło nam sie drugie dziecko (oczywiście nikt nas nie odziedził) powiedziałam meżowi że mie do nich już NIGDY wiecej nie wywlecze, spasowal ale sam tam jeżdził, z dziećmi. Okazało sie że odetchnęli z ulgą jak się u nich przestałam pokazywać. Moi teściowie codziennie niemal przejeżdzają koło miejsca naszego zamieszkania, jeżdząc do kościola lub na rynek, jednak omijają nas szerokim łukiem.
Sytuacja ta jest o tyle dziwna że te stosunki nie są wrogie tylko zimne, oficjalnie nikt się na nas nie gniewa i oczekują zebyśmy stważli pozory ze wszystko jest OK.
No i dochodze do sedna.
Lada moment zbliza się wesele, brat 3 oczywiście przypomnial sobie adres i nas zaprasza na to wesele, ale nie moge oprzeć sie wrażeniu ze potrzeba mu "sztuk" na tym weselu. Przez 10 lat naszego małżeństwa był u nas 5 razy z czego 3 razy w ciagu ostatnich 2 tygodni. Przychodzi i mówi słowami brata 4 , bo temu dzieciakowi jeszcze zależy na scaleniu rodziny i mówi mu jak ma sie zachować i co powiedziec żebyśmy poszli na to wesele. Ja kategorycznie odmawiam "bawienia sie " na tej imprezie, oczywiście ślub jak najbardziej, dobrze mu życze. Moj mąż chce być na tym weselu chociaż godzinę , bo to brat mimo wszystko.
Przez pierwsze 5 lat nie mogłam sie pogodziś ze tak te stosunki wygłądzja, ryczałam w poduszkę, teraz się zym pogodziłam i nie chce niczego zmieniać, jest jak jest i nie zamierzam być niczyją marionetką bo tak wypada, być sztucznym tłumem , bo wstyd przed rodziną młodej że rodziny nie ma.
No i co Wy na TO???????